26 y/o
For good luck!
168 cm
pomoc kuchenna George Restaurant
Awatar użytkownika
„Uciekła z klatki nie biegiem, lecz przypomnieniem sobie, kim była, zanim ją zamknięto.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracji3 osoba, liczba pojedyncza
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

„Nie każdy powrót jest ratunkiem”
Ex, który miesza w głowie bardziej niż alkohol
STATUS: AKTUALNE| 05/01
ObrazekObrazek
Milton nie był tylko mężczyzną, z którym Lana miała wziąć ślub.
Był jej pierwszym „bezpiecznym światem” po stracie rodziców, kimś, kto wszedł w jej życie w momencie, gdy była najbardziej podatna na obietnice stabilności. Z początku był czuły, uważny, niemal opiekuńczy. Sprawiał, że czuła się wybrana, ważna, potrzebna. W małomiasteczkowej rzeczywistości, gdzie wszystko było z góry ustalone, ich związek wydawał się naturalnym krokiem naprzód — logicznym, oczekiwanym, aprobowanym przez wszystkich.
Łączyło ich silne pożądanie, intensywna bliskość i poczucie, że należą do siebie bez reszty. Były momenty, w których Lana naprawdę wierzyła, że to jest miłość. Że właśnie tak wygląda dorosłe życie — kompromisy, rezygnacja z części siebie, podporządkowanie się „my”. Nie umiała wtedy nazwać tego, co ją uwierało. Wiedziała tylko, że z czasem coraz częściej czuje napięcie zamiast spokoju.
Milton kochał ją zachłannie. Jego uczucie było pełne zazdrości, potrzeby kontroli i lęku przed utratą. Im bardziej Lana próbowała zachować kawałek niezależności, tym mocniej on zaciskał palce na tym, co uważał za swoje. Zakazy nie były wypowiadane wprost — przychodziły w formie sugestii, pretensji, obrażonej ciszy. Lana nauczyła się odczytywać jego nastroje i dostosowywać do nich swoje zachowanie, zanim jeszcze zdążył cokolwiek powiedzieć.
Z czasem zaczęła czuć się jak ktoś, kto żyje na cudzym pozwoleniu.
Zaręczyny były momentem, w którym wszystko powinno się ułożyć — a dla Lany stały się punktem krytycznym. Każde pytanie o suknię, salę czy przyszłość wywoływało w niej panikę, której nie potrafiła wyjaśnić. Wiedziała tylko, że jeśli powie „tak”, zamknie za sobą drzwi, których już nigdy nie otworzy. Strach nie był nagły ani dramatyczny — był cichy, lepki, paraliżujący.
Uciekła dzień przed ślubem.
Nie dlatego, że przestała czuć.
Uciekła, bo czuła za bardzo — i wiedziała, że jeśli zostanie, przestanie istnieć jako ona sama.
Zostawiła Miltona bez wyjaśnień, z rozbitym ego, gniewem i pytaniami, na które nie dostał odpowiedzi. Dla niego była to zdrada, upokorzenie i strata kontroli. Dla niej — akt desperacji i jedyny sposób na ocalenie siebie. Ich historie rozeszły się w tym samym momencie, ale żadne z nich tak naprawdę nie zamknęło tej relacji.
Rok później Lana zbudowała w Toronto kruche, ale własne życie. Spokój oparty na rutynie, pracy i dystansie od przeszłości. Nauczyła się oddychać, podejmować drobne decyzje, funkcjonować bez ciągłego oglądania się na czyjeś reakcje. Ten spokój jest jednak delikatny — oparty na założeniu, że Milton pozostanie wspomnieniem.
Jego pojawienie się burzy wszystko.
Milton jest chodzącym wyzwalaczem dawnych schematów. Przy nim Lana znów czuje się rozdarta między poczuciem winy a gniewem, między tęsknotą za tym, co było dobre, a strachem przed tym, co ją zniszczyło. Jego głos, sposób patrzenia, znajoma bliskość sprawiają, że jej ciało reaguje szybciej niż rozum. Pojawia się chaos — emocjonalny, fizyczny, psychiczny.
Ich relacja po ponownym spotkaniu nie może być prosta. Jest pełna niewypowiedzianych żalów, oskarżeń, niedomkniętych rozmów i pytań „co by było, gdyby”. Między nimi wciąż iskrzy — pożądanie miesza się z bólem, przywiązanie z lękiem, a miłość z potrzebą kontroli. Każda rozmowa może skończyć się wybuchem albo niebezpieczną bliskością.
Milton może próbować odzyskać Lanę.
Może chcieć odpowiedzi.
Może chcieć zamknięcia spraw — albo zemsty.
A Lana będzie musiała zmierzyć się z tym, kim była przy nim… i zdecydować, czy ma odwagę już nigdy do tej wersji siebie nie wrócić.
Ta relacja to emocjonalna burza, która bez wątpienia zaburzy jej aktualny spokój — i zmusi ją do konfrontacji z własnymi lękami, pragnieniami i granicami. To historia o tym, że czasem najtrudniej uciec nie od człowieka, lecz od tego, kim się przy nim było.

Zależy mi na emocjonalnej, dojrzałej relacji fabularnej, opartej na psychologii postaci, a nie na prostym romansie. Chcę grać historię pełną napięcia, sprzecznych uczuć i trudnych rozmów — relację, w której przeszłość ma realny wpływ na teraźniejszość.
Szukam rozgrywki, w której:
pojawiają się łzy, gniew, poczucie winy i niewypowiedziane żale,
relacja nie jest czarno-biała — są w niej zarówno momenty czułości, jak i toksyczności,
emocje nie znikają po jednej scenie, tylko konsekwentnie kształtują postacie,
przeszłe schematy wracają i trzeba się z nimi mierzyć, a nie je ignorować.
Nie interesuje mnie idealizowanie Miltona ani szybkie „naprawianie” relacji. Chcę, by była ona trudna, bolesna i prawdziwa, z miejscem na rozwój, regres, wątpliwości i nieoczywiste decyzje.

Chciałabym, aby:
- obie postacie miały sprawczość i wpływ na kierunek fabuły,
- Milton nie był jednowymiarowy — może się zmienił, a może nie,
- relacja mogła pójść w różne strony: definitywne zamknięcie, niebezpieczny powrót, emocjonalną walkę o granice albo bardzo bolesne „nie”.
Nie narzucam zakończenia — bardziej zależy mi na drodze niż na celu. Najważniejsze jest dla mnie, żeby rozgrywka była intensywna, logiczna emocjonalnie i dawała przestrzeń na rozwój obu postaci.
26 y/o
For good luck!
168 cm
pomoc kuchenna George Restaurant
Awatar użytkownika
„Uciekła z klatki nie biegiem, lecz przypomnieniem sobie, kim była, zanim ją zamknięto.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracji3 osoba, liczba pojedyncza
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

OD WROGOŚCI DO OGNIÓW
Bo czasem nienawiść to tylko uczucie, które nie znalazło jeszcze właściwego imienia.
STATUS: AKTUALNE / 05.01
ObrazekObrazek
Nie znali swoich imion.
Nie wiedzieli, kim są ani dokąd zmierzają.
Zapamiętali tylko moment — i spojrzenie, które nie powinno było się wryć w pamięć tak głęboko.
Poznali się w jednej z restauracji w Toronto, zupełnie przypadkiem, w sytuacji, która wymknęła się spod kontroli. On znalazł się w samym środku ustawki — agresja wisiała w powietrzu, słowa szybko zamieniły się w groźby, a to, co miało skończyć się na krzykach, mogło przerodzić się w coś znacznie gorszego. Lana była tylko obserwatorką. Przynajmniej tak planowała.
Ale nie potrafiła odejść.
Wbrew rozsądkowi wtrąciła się, rozładowała napięcie, odciągnęła ludzi, stanęła pomiędzy nimi a nim. Nie dlatego, że go znała. Nie dlatego, że jej zależało. Zrobiła to instynktownie — tak, jak zawsze reagowała na cudze zagrożenie. Uratowała go przed eskalacją, a siebie naraziła na niebezpieczeństwo. Ich spojrzenia spotkały się tylko na moment. Wystarczająco długo, by zapamiętać kolor oczu. Za krótko, by zadać pytanie o imię.
To powinien być koniec tej historii.
Kilka tygodni później los zakpił z nich obojga.
Pojawił się jako gość w restauracji, w której pracuje Lana. Był pijany. Rozluźniony. Podjudzany przez przyjaciół albo przez własne impulsy. Atmosfera szybko zrobiła się nieprzyjemna. Słowa, które padły, były ostre, pogardliwe, raniące. Lana znalazła się na celowniku — upokorzona, sprowokowana, zmuszona do tłumienia emocji. On nie skojarzył jej od razu. A może skojarzył i zignorował.
W jej obronie stanęli współpracownicy. Jedno słowo za dużo, jeden gest za daleko. Awantura wybuchła natychmiast. Krzyki, szarpanina, tłuczone szkło. Ktoś dostał pięścią. Ktoś inny odpowiedział. Poleciała krew. Chaos rozlał się po lokalu.
I wtedy Lana, w przypływie czystej emocji, wylała mu na głowę wodę z butelki.
To nie był gest rozsądny.
To był gest graniczny.
W tamtej chwili oboje zrozumieli, że to nie jest koniec — tylko początek.
Od tego momentu między nimi istnieje napięcie, którego nie da się zignorować. Złość miesza się z fascynacją, pogarda z ciekawością. Ona widzi w nim wszystko to, od czego próbowała uciec — brak kontroli, impulsywność, chaos. On widzi w niej kogoś, kto nie powinien mieć nad nim władzy… a jednak ją ma. Każde kolejne spotkanie to starcie charakterów, emocji i granic. Iskry lecą nie tylko ze złości.
Z czasem coś zaczyna się zmieniać.
Nie od razu.
Nie łatwo.
Nie bez oporu.
Może to on stanie się tym, który uratuje ją z opresji — prawdziwej, niebezpiecznej, kiedy przeszłość w postaci Miltona znów stanie jej na drodze. Może to przy nim Lana po raz pierwszy od dawna poczuje, że nie musi się kurczyć, by przetrwać. Nie dlatego, że jest bezpiecznie — ale dlatego, że jest prawdziwie.
Ich romans nie będzie niewinny.
Zacznie się od napięcia, zaprzeczania, chwilowych zbliżeń i równie gwałtownych odsunieć.
Dopiero później, gdy emocje opadną, a granice się przesuną, relacja stanie się zmysłowa, intensywna, ognista — pełna pożądania, ryzyka i niebezpiecznej bliskości. To uczucie, które pali zamiast ogrzewać. Przynajmniej na początku.
Co będzie dalej — ustalimy wspólnie.
Może to będzie miłość rodząca się z chaosu.
Może relacja, która wymknie się spod kontroli.
Może coś, co na zawsze zmieni Lanę.



Nie szukam gry „na siłę” ani presji na konkretne zakończenie. Najważniejsze są dla mnie chemia w pisaniu, spójność fabularna i dobra komunikacja. Jeśli lubisz historie, które rozwijają się naturalnie, czasem bolą, czasem zaskakują — prawdopodobnie dogadamy się bardzo dobrze.
17 y/o
For good luck!
159 cm
uczennica w riverdale collegiate institute
Awatar użytkownika
coś nam każe zmieniać miejsce,
opuszczać jedno, witać drugie, czuć więcej
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

BONUS QUEST: LOVE.EXE
(tryb: slow & soft)
STATUS: AKTUALNE | 11/01
ObrazekObrazek
Gdzieś pomiędzy muralami z dinozaurami, szkicami robionymi w autobusie i nocnym wypatrywaniem konstelacji, Audrey natyka się na nią. Na dziewczynę, która nie ucieknie, kiedy usłyszy "a wiesz, że welociraptory były wielkości indyka i miały pióra?", tylko usiądzie obok przy rysowaniu i zapyta "mogę zobaczyć?”.

To nie będzie wielkie przeznaczenie (chyba?) ani miłość od pierwszego wejrzenia rodem z romansu (raczej?). Bardziej wspólna droga do szkoły (super, jakby były rówieśniczkami!), wymiana komiksów, śmiech nad głupim memem i to dziwne uczucie, kiedy nagle chcesz rysować jedną osobę częściej niż inne.

cel questa: znaleźć dziewczynę, przy której Audrey może być sobą - trochę geekiem, trochę artystką i trochę chodzącą encyklopedią.

achievement badge specjalnie dla ciebie: AUDREY! Ale również motyle w brzuchu, nowe inspiracje do fanartów i ktoś, kto spojrzy na ciebie tak, jak ona patrzy na gwiazdy.

zapis gry: w toku; nie obiecuję endgejmu, ale obiecuję, że będzie fajnie!

nie chcę pisać z chatem gpt, chcę pisać z tobą! dodam jeszcze, że na forum jestem długo, statystyki mam niezłe, więc jeśli masz ochotę pograć małolatą, to najlepiej łapać mnie na koncie zaylee albo na dc: bubek2094
Ostatnio zmieniony ndz sty 11, 2026 1:33 pm przez audrey harrison, łącznie zmieniany 3 razy.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
0 y/o
For good luck!
0 cm
lata tu i tam w Toronto Pearson International Airport
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

„Niebo nie nauczyło mnie, jak zostać"
STATUS: AKTUALNE | 07.01
ObrazekObrazek
Szukam kobiety, z którą zerwałem, choć to ja byłem tym, który odszedł. Szukam jej nie dlatego, że wierzę w powroty, ale dlatego, że są historie, których nie da się zamknąć bez wypowiedzenia ich na głos. Minął ponad rok odkąd się rozstaliśmy, a ja nadal latam. Nadal jestem pilotem Air Canada. Nadal wybieram ster samolotu, niebo i życie, które nigdy nie zatrzymuje się na dłużej w jednym miejscu. I właśnie dlatego ją straciłem.
Ostatni raz widziałem ją w Toronto. W mieście, które było dla niej domem, a dla mnie zawsze tylko jednym z punktów na mapie. Toronto było świadkiem wszystkiego: naszego początku, naszych prób, jej cierpliwości i mojego odejścia. Może wciąż chodzi tymi samymi ulicami. Może zmieniła trasę, żeby nie mijać miejsc, w których byliśmy razem. Może nauczyła się już nie patrzeć w niebo, gdy słyszy dźwięk samolotu.
Poznaliśmy się przypadkiem, jakby los nie miał wobec nas żadnych planów. Deszczowy dzień, mała kawiarnia niedaleko Union Station, kilka godzin do mojego kolejnego lotu. Wszedłem tam tylko na chwilę, w mundurze, z głową pełną procedur i rozkładów. Ona siedziała przy oknie, sama, z kubkiem kawy, której nie piła. Zapytała mnie, czy zawsze wyglądam tak, jakbym zaraz miał zniknąć. Uśmiechnąłem się. Od pierwszej chwili widziała mnie lepiej, niż ja widziałem siebie.
Zaczęliśmy rozmawiać. Bez wielkich deklaracji. Bez obietnic. Powiedziałem jej, że latam. Nie powiedziałem, że latanie zawsze będzie ważniejsze. Zakochała się w wersji mnie, która była obecna, uważna, spokojna. W tej, która pojawiała się między lotami. Nie wiedziała, że ta wersja ma bardzo ograniczony czas trwania.
Byliśmy razem dwa lata. Dwa lata jej życia podporządkowanego mojej nieobecności. Przyloty były intensywne, pełne bliskości, jakbyśmy próbowali nadrobić wszystko naraz. Odloty — coraz trudniejsze. Walizka przy drzwiach stała się symbolem czegoś, czego ona coraz bardziej nie chciała akceptować. Ja wracałem. Ona czekała. I oboje udawaliśmy, że to wystarczy.
Kochaliśmy się. Naprawdę. Ale miłość nie zawsze wygrywa z tym, kim się jest. Ona potrzebowała stabilności, wspólnego życia, obecności. Ja potrzebowałem nieba, steru w dłoniach, odpowiedzialności, ciszy nad chmurami i załogi, która była moją drugą rodziną. Kiedy w końcu postawiła mi wybór, nie zrobiła tego z zazdrości ani z gniewu. Zrobiła to, bo była zmęczona byciem tą, która zawsze czeka.
Wybrałem samolot. Bez dramatów. Bez krzyków. Wybrałem życie, którego nie potrafiłem i nie chciałem zmienić. W tym momencie zerwaliśmy. To był koniec, nawet jeśli wypowiedziany spokojnie. Złamałem jej serce, bo powiedziałem jej prawdę o sobie i nie cofnąłem się ani o krok.
Później pojawiły się plotki. Że ją zdradzałem. Że w innych miastach było więcej niż praca i hotele. Może były chwile, których nie potrafię dziś obronić. A może ludzie zawsze potrzebują prostych wyjaśnień dla cudzych decyzji. Prawda jest taka, że nawet bez zdrady ją zawiodłem. Bo nigdy nie była dla mnie pierwszym wyborem.
Minął ponad rok od naszego zerwania. Ona została w Toronto. Ja nadal latam. Codziennie biorę odpowiedzialność za setki ludzi, sprowadzam maszyny bezpiecznie na ziemię i myślę o tym, że w jednej sprawie nie potrafiłem wylądować. Szukam jej nie po to, by wrócić do tego, co było. To się skończyło. Szukam jej, bo chcę, żeby wiedziała, że jej serce nie zostało złamane bez znaczenia. Że pilot, który wybrał ster, pamięta kobietę, którą zostawił na ziemi.

Asa Rutherford
kapitan Air Canada




Więcej szczegółów ustalimy na PW.
Szukam również pan do romansów aktualnych, jak i tych z przeszłości - dowodów jego nielojalności .

0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

kanadyjska dziewczyna
the one i write songs about
STATUS: AKTUALNE | 11/01
ObrazekObrazek
Pablo przyjeżdża do Kanady niebawem i szukam na szybko niuni u której będzie mógł sobie mieszkać i robić jej love bombing.
Historia wygląda tak, że panna jest dopiero co po wycieczce do Porto Rico, gdzie poznała Pablo i mieli bardzo romantyczny czas, który tak na niego wpłynął, że wziął chłopak i rzucił wszystko i pojechał za dziewczyną do Kanady. Może ją tym zaskoczy, może ona ma chłopaka w kraju i wcale nie jest chętna na kontynuowanie romansu? A może te latynoskie amory też zakręciły jej w głowie i w sumie jest on board, tylko wszyscy wokół mówią jej że coś tu jest podejrzanego? A może panna jest w ciąży i już panikowała, że zostanie z tym sama a on nagle pojawia się u jej drzwi?
Przyjmę wszystkie dramki na klate, Pablo ma ładną.
latynoska żona
the one i hurt the most
STATUS: AKTUALNE | 11/01
ObrazekObrazek
Pablo miał w Puerto Rico dziewczynę dla której zrobiłby wszystko, ale jak na latynosa przystało, niestety też trochę odjebał* i w konsekwencji uciekł z kraju. Pech chciał, że zorientowała sie, że odjebał tak z miesiąc po ich weselu, więc oczywiście pierwsze co to chciała go ukatrupić albo wykastrować. Ale nim zdążyła to zrobić, to ten spakował się w plecak, zabrał paszport i wyjechał bez słowa.
Oczywiście ona nie jest głupia, i zaraz na jego social mediach odkryła, gdzie się ukrywa.
Musimy ustalić sobie tutaj całą historię, ale podejrzewam, że to będzie związek który trwa już bardzo długo i znają się jak łyse konie, co nie znaczy, że nie może mu zrobić krzywdy. Może, zresztą super jakby się znalazła taka co go będzie traktowała troche jak pantofla.

*możemy ustalić co Pablo zrobił, chociaż może chodzi o to co jest w poszukiwaniach wyżej?
gall anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Poszukiwania”