Uśmiechnęła się rozczulona, obserwując Teddy robiącą niecne interesy z artystką ze sceny. Boa, które udało jej się jakimś cudem jej podebrać, bardzo się April spodobały. Ale jak ona wciśnie to do kapsuły? Nieważne! Było jej też niesamowicie przyjemnie, że nie musiała nawet tłumaczyć, który kolor woli. Szkoda tylko, że Darling musiała dodać do tej słodkiej sceny swoje trzy grosze. I co to niby miały oznaczać? Nic przyjemnego – to na pewno. Czyli jednak w ogóle nie wygrała? Nie dość, że się skompromitowała, bo pierwsza wymiękła, to jeszcze nic z tego nie będzie miała? Nawet w formie nagrody, że pozwoliła sobie o to płaszczenie się? Oj niedobrze. Przez kręgosłup przeszedł jej dreszcz, który zachęcał do agresji, a nie namiętnych pocałunków. Teraz dopiero ją wkurwiła.
Dom, w którym mieszkała April, był bliżej. A Teddy dawno w nim nie było. Jej mieszkanie było bliżej wszystkich istotnych punktów w mieście, przez co zazwyczaj lądowały tam, jeśli spotkanie nie kończyło się na mieście. Finch nie mieszkała tu długo, tylko kilka miesięcy. Nie zdążyły jeszcze porządnie z domu pokorzystać. Dzisiaj mogłoby się udać. Z tego, co widziała wcześniej, na miejscu nikogo nie było. Pewnie wszyscy poszli się puszczać. Może w tym problem? Jakby zostały na mieście, to April też mogłaby się puścić. A tak przygniatała ją teraz klątwa powrotu do domu.
Podróż taksówką na szczęście była krótka, ale też bardzo cicha. April przywitała się w kierowcą, a potem postawiła wielki prezent między nią a Darling, nieco się w ten sposób odgradzając. Chyba była nieco obrażona. W normalniej sytuacji pewnie próbowałaby się do niej dobierać albo chociaż pozwoliłaby jej sprawdzić, czy faktycznie zdjęła bieliznę. A tu nic.
Wpuściła ją za sobą do środka, zdjęła z siebie płaszcz i buty i ruszyła w stronę kuchni, nie patrząc, czy przyjaciółka idzie za nią. Z szafki zgarnęła jakieś butelki i szklanki, po czym skierowała się do swojej sypialni.
Wyjęła roślinkę i chwilowo ustawiła ją pod oknem. Resztą prezentów zajmie się później. Ustawiła na biurku szkło, do którego nalała im ginu, który potem zalała tonickiem. Podała jedną z nich Darling.
— To jak myślisz – bo przecież o tym myślisz – zdjęłam je czy nie? — Uśmiechnęła się znów wyzywająco. Gdy Teddy przejęła szklankę, skinęła głową i odsunęła się od niej. Zrzuciła z krzesła przy biurku jakąś torbę i usiadła na nim, zakładając nogę na nogę. Oczywiście, że zdjęła. Domyślała się, że Darling się domyśla. Diabelnie jednak potrzebowała jakiejś satysfakcji, a wejście jej do głowy będzie jakimś tego substytutem. Poprawiła boa na szyi i przyjrzała mu się z udawanym zainteresowaniem, jakby to piórka były najciekawszym obiektem w tym pokoju, a nie strażaczka.
teddy darling