-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega Ricardo Martinez
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zawsze tak jest, że jak jedno się pierdoli, to ciągnie za sobą drugie. No i tak było też u Madoxa, dopiero co wyszedł ze szpitala po tym jak doznał hipotermii, a w klubie już odpierdalali. Pękła rura, rozebrali mu pół toalety dla klientów i do tego jakaś małoletnie barmanka spadła z baru i złamała nogę, a jak się okazało ona mu tylko wciskała kit, że jest pełnoletnia. A przecież skąd on ma to wiedzieć, jak mu wiecznie przyłażą z podrabianymi dowodami?
Nawet miał dzwonić do Williama i pytać go o radę, co ma z tym fantem zrobić, ale zamiast tego zadzwonił do Pilar, żeby zapytać jej co dzisiaj zjedzą na kolację. Chciał ją gdzieś wyciągnąć, bo jakby ludzi w jego chacie było jeszcze mało, to na głowę dzisiaj zwalał mu się Pablito… Nie no nie, Riczi, chociaż on go zawsze mylił z Pablo.
Madox lubił wszystkich swoich kuzynów, więc nie mógł mu odmówić i tym sposobem będą sobie u niego mieszkać w piątkę. On, Pilar, Debbie z doskoku, Flora i Riczi.
Pełna chata, wesoła gromadka. Nie ma co.
Już siedział w samochodzie i jechał po Ricziego, skończył rozmowę ze Stewart i wtedy przyszły mu te dziwne wiadomości od Williama. Od razu mu napisał, że nie ma czasu, bo jedzie po kuzyna. Bo takie były fakty.
Na lotnisku stanął swoim czerwonym BMW na miejscu dla inwalidów i uprosił parkingowego, żeby nie wypisywał mu mandatu, bo on tutaj właśnie odbiera upośledzonego kuzyna.
Co prawda Riczi nie był upośledzony, ale kiedy szli do samochodu, a Madox walnął go z całej siły w plecy, tak, że się facet prawie wywrócił, to parkingowy pokiwał głową ze zrozumieniem.
Wsiedli do samochodu, a Noriega od razu założył na nos ciemne okulary i puścił muzykę latino na cały regulator, z piskiem opon wyjechał z parkingu.
- No i jak lot Riczi? - zapytał, ale znowu patrzy, że William się próbował dodzwonić, czy coś - ej zajrzymy do takiego mojego kumpla, okej? Bo ma jakiś interes - podejrzewał, że chce się z nimi schlać, albo naćpać, albo w ogóle, że chce tylko prochy od niego. A on przecież nic nie miał przy sobie... Chyba.
Sięgnął do schowka ponad kolanami Ricziego i przegrzebał go. No pusto.
- Zobacz tam w schowku w drzwiach, jest tam coś? - zapytał i kazał Ricziemu sprawdzić, bo miał wrażenie, że ostatnio tam coś chował.
Znalazł, czy nie?
Okaże się, ale po chwili Madox już parkował przed kamienicą Williama, a później już szli sobie po schodach gadając o tym weselu w Medellin, na którym się ostatnio spotkali.
- …no Pilar jest mega gorąca, cudowna, a ty co myślisz? - zapytał, bo przecież Riczi ją tam widział, a do tego Madox tam wszystkim wkręcał, że to jego dziewczyna, a wtedy jeszcze nie była nią. Teraz... teraz też chyba nie była. Chociaż on już sam nie wiedział, bo przecież mieli udawać, że nie. A mieszkała u niego. A on dla niej się narażał i prawie utopił pod lodem. To co to było?
W końcu stanęli przed drzwiami Wiliama i Madox zapukał, a ten wygląda na nich jak jakiś chory pojeb i zaraz wciąga Madoxa do środka, tylko Noriega złapał też za ramię Ricardo i już są obaj, w mieszkaniu Williama.
- Naćpałeś się znowu, czy co? - zapytał, kiedy on im tak szybko kazał zamykać drzwi, podrapał się po karku. Ale Patel już się rzuca, że nie przyszedł sam, a on ma...
- Co masz? - Madox uniósł jedną brew, ale zaraz rozkłada ręce - to ja spierdalam - już się odwrócił do drzwi, ale William do niego doskoczył i go łapie za kurtkę. Nie chciał się znowu mieszać w jakieś trupy.
Ale jak widział to spojrzenie kumpla, te jego wielkie, błyszczące oczy, to jak miał mu odmówić?
- Jakiego trupa? Pokaż mi - powiedział Madox znawca trupów. No i już wchodzi w głąb mieszkania, jeszcze się odwrócił i wskazał Ricziego.
- To jest Pablito, to znaczy Riczi, mój kuzyn, a to William mój... swój chłop - dobrze, że nie powiedział mój chłop, bo byłoby dziwnie. Rozsunął kurtkę, bo jak miał oglądać zwłoki, to przecież nie będzie się tutaj grzał, a atmosfera była jakaś gorąca, zwłaszcza, jak jego ciemne spojrzenie padło na tą laskę w samej bieliźnie na kanapie.
- Co jej zrobiłeś? - spojrzał na Wiliama podejrzliwie.
William N. Patel Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
No Riczi to miał ciężką podróż, chociaż niby tylko cztery godziny. Ale faktem jest, że jeszcze dwa dni temu to wcale nie wiedział, że pojedzie do Kanady, więc też nie był na tą podróż specjalnie przygotowany. Już stojąc na lotnisku z biletem w ręku dzwoni do kuzyna i mówi mu "Bede za cztery godziny to przyjedź po mnie". On nie ma jakiegoś problemu z tym, żeby się zwalać na głowę Patelowi-Patusowi, albo informować go że ma go odebrać z lotniska, bo w końcu są rodziną i skoro do niego przyjeżdża to ten musi go uszanować i tyle w temacie. Na lotnisku kupił sobie półmetrowe Toblerone i teraz ciamka je tak że się prawie zadławił, jak dostał w plery od Madoxa.
- Anda pa’l carajo, puñeta… tengo el estómago jodío por esa Toblerone, cabrón - mówi do ziomeczka, ale to nic bo siada na przednim siedzeniu i dalej wpieprza czekolade. Machnął ręką na to co tam mówi Madox, że do chłopa jakiegoś jadą, nie ma problemu. -Lot jak lot, troche trzesło przy lądowaniu, ale i tak najgorszy to był motyw z kiblem bo te z przodu zajeli Business Class a w tej naszej chłop tak się zwalił, że zatkał kibel i tylko była jedna, a jebało na pół samolotu. Jak tylko dojedziemy na chate to biorę prysznic, chociaż sie juz wyperfumowałem na strefie haha, fajne nie - i tak mu podsuwa szyje, zeby powąchał. Madox coś mu każe znaleźć w schowku ale Riczi znajduje tam tylko jakieś gazetki, papiery, jakies paragony i stare żelki - Ale masz tu bałagan cabron, posprzątaj se najpierw, a nie. A co to za żelki - i wsadza sobie do buzi jedną za drugą ale twarde są i niesmaczne, wiec ciumka na zmiane z tym Toblerone. Potem mu Madox opowiada o Pilar to mu się cała buźka śmieje, bo jednak gadanie o duperach zawsze mu się podobało, szczególnie takich hot jak Pilar Stewart. A wie że hot, bo widział jak ją Madox mu przedstawił na weselu. Przy okazji Riczi coś tam mówi, że może dobrze, że sie ulotnił wcześniej, chociaż sam to troche sie stresował, czy mówić Madoxowi, ale no potem pewnie powiedział w końcu, że nie mógł przyjechać - .. nooo wiesz bo ja sie do ślubu własnego szykowałem conie. Jakieś nauki mieliśmy, crazy to było, dowiedziałem się, że mam typiarze sprawdzać termometrem temperature jak chce mieć bobasy - no i tak nadają dalej, jeden przez drugiego, Madox dalej o tej Pilar, no dobrze, dobrze, niech sie wygada. Riczi to po brzuchu sie tylko poklepuje bo jeszcze pół Toblerone mu zostało, ale na szczęście już dojechali. - No hot jest co mam ci powiedzieć, a co ona na ten twój klub mówi? Jest zazdrosna o dziewczynki?? - o, o to on jest akurat ciekawy, bo nie wie ile nowa dziewczyna Madoxa wie, ale Pilar wygladała na taką, co może jeszcze niewiele wiedzieć. Przy okazji się zastanawiał, czy Laura jeszcze u niego pracuje, bo akurat ją lubił najbardziej.
Wchodzą na to ostatnie piętro, Riczi to się już nie może doczekać tego prysznica, ale wtedy mu sie przypomina, że mają iść do jakiegoś Williama, wiec chociaż było mu ciężko, to idzie tam, ledwo przez drzwi wszedł a już mu ten kanadyjec z ryjem wyskakuje, to on rece unosi niewinny i oczy na niego wytrzeszcza.
- T R U PA - powtarza i serce to mu bije jak oszalałe, bo już myśli, czy by jednak nie spierdolić, ale Madox został, no to on też. Wkłada to Toblerone pod pache i zsuwa oksy na nos, patrzy za plecy Billa i cmoka.
- No, no, nie wyglada to dobrze. Ale cycki to miała fajne - gada po hiszpańsku i wsuwa znów okulary na oczy i wzrusza ramionami. - Trzeba ją stąd zabrać, wyjebać jej telefon z mieszkania i wypucować całe żeby żadnego odcisku psy nie znalazły - i jak tak powiedział co wiedział z seriali kryminalnych i z życia to wzrusza znów ramionami i znów ciumka to Toblerone.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
- Ciiii! Ciiii!... - uciszam ich, kiedy ciągle powtarzają trupa, bo mam wrażenie, że to słowo dosłownie rozsadza mi uszy. Nigdy nie byłem po tej stronie i nie chciałem być. Jasne, miałem dosyć elastyczny kręgosłup moralny, ale nigdy bym nikogo nie zabił. Ja się nawet nie lubiłem bić. Byłem pacyfistą. Kiwam głową, rzucając do Madoxa bezgłośne dziękuję i prowadzę ich obu do pokoju, gdzie na kanapie spoczywa bezwładne ciało dziewczyny. Stajemy nad nim we troje i każdy się gapi jak sroka w gnat - No właśnie nic jej nie zrobiłem. Poznaliśmy się w barze, wypiliśmy kilka drinków, potem przyszliśmy tutaj, ona poszła do kibla i jak wróciła to napiła się wina, a potem... Potem to po prostu padła jak dętka. Trup w sekundę - ja wiedziałem jak absurdalnie to brzmi. Gdyby ktoś przedstawił mi taki przebieg wydarzeń to w życiu bym nie uwierzył - Wierzycie mi, prawda? - upewniam się i widzę jak patrzą po sobie - Madox, przecież ty mnie znasz - no wiedział, że ja w gruncie rzeczy to bym muchy nie skrzywdził, nie w taki sposób. Może bym zwyzywał i zmanipulował, ale nie posuwałem się do agresji, niczego bym jej nie dosypał, gdybym miał prochy to sam bym je wyćpał. Słucham Pablito, to znaczy Ricziego i kiwam głową - Okej, ale gdzie ją zabrać? Ja nie wiem gdzie się chowa zwłoki, nie w lesie, nie? Tam na pewno znajdzie je jakiś grzybiarz - takich historii znałem w chuj - Jej telefon powinien być gdzieś w kiblu, sprawdzisz to? - proszę Ricardo, a sam zaczynam sprzątać. Łapię za tą prawie pełną butelkę wina i przyglądam jej się uważnie - To wino... Dostałem je kiedyś od klienta, Boże, myślicie, że on chciał mnie otruć? - pytam, bo widziałem taką akcję w Harrym Potterze. Potem niewiele myśląc ruszam do kuchni (mieliśmy otwarty salon, więc wszystko dzieje się w jednym pomieszczeniu) i wylewam alkohol do zlewu - Muszę się jakoś uspokoić - wrzucam pustą butelkę do śmietnika, a w zamian zaczynam przegrzebywać szafki w poszukiwaniu tabletek uspokajających, na pewno gdzie tu powinny być.
Madox A. Noriega Ricardo Martinez
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pewnie nie, ale jak już mu kuzyn zaczął opowiadać, to go słuchał, a później tak pociąga nosem, czy rzeczywiście od Ricziego czuć klockiem, ale zamiast tego, to on mu się zaraz daje sztachać swoją szyją. Nie było tak źle.
Potem Ricardo pogrzebał w schowku i chociaż Madox patrzył się na drogę, to zaraz zerka na te żelki, bo to są chyba takie z ziołem, ale on wcale nie jest pewny... Bo tamte mógł zjeść, a te mogły być już jakieś całkiem randomowe.
- Nie wiem, a jak smakują? - chodzi mu o to, czy one dają weedem. Ale się nawet nie dowiedział, bo już szli po schodach do Williama i gadali o...
- Temperaturę? Jak to kurwa? - Madox się zdziwił, nie to, że nie wiedział skąd się dzieci biorą, ale co miała do tego temperatura? - No to jak Pilar jest taka hot, to co? Dużo dzieci będzie mieć - dopytuje się i pewnie mu Riczi po tych naukach to wszystko tłumaczy, tylko, zaraz...
- A co Ty kurwa brałeś ślub i mnie nie zaprosiłeś? - trochę się obraził, bo on by jego zaprosił na swój ślub. Tylko, że wtedy Ricardo zapytał o to czy Pilar jest zazdrosna i Madox uniósł jedną brew.
- W chuj jest, ale nie o dziewczynki, bo ja to jednak nie mieszam interesów z przyjemnościami - ktoś mu to ostatnio też tak ładnie ubrał w słowa - ale o jakieś moje byłe, zwłaszcza, że jedna teraz trochę u mnie pomieszkuje - musiał mu nakreśli co i jak, żeby się chłop nie zdziwił, jak wejdą do domu, a tam jakieś trzy dupy oglądają sobie modę na sukces - a no i Flora u mnie jest, ta taka wiesz... smarkata, od ciotki Alehandry - one też były na weselu w Medellin.
Pewnie by sobie jeszcze pogadali dłużej o rodzinnych sprawach, ale już stali przed drzwiami, a po chwili to nawet byli w środku i William płacze, że Madox go nie może zostawiać, bo jest jego jedynym przyjacielem. Jakoś go to nie zdziwiło, bo przecież Patel to był... dziwny.
- No już, już... - poklepał go po główce jak jakiegoś bobaska, żeby się na mazgaił. I idzie w końcu oglądać tego trupa. Może powinien sprawdzić puls, czy coś, ale nie chciał go dotykać, żeby nie zostawić swoich odcisków palców, wiec wcisnął ręce w kieszenie i pochyla się nad tą dziewczyną, ale zanim zdążył stwierdzić, że ona nie oddycha, to już się prostuje, bo mu William opowiada jak to się stało.
- Trup jak chuj - stwierdził, a później się spojrzał na Ricardo, bo u nich w rodzinie to pewnie już od czternastego roku życia uczą, co się robi z trupem. A w tym czasie William znowu zaczął, że Madox go zna...
No znał go, za dobrze go kurwa znał, dlatego sobie pomyślał, że pewnie ćpali tutaj jakieś lewe prochy.
- I nic jej nie dałeś? - zapytał jeszcze, ale wtedy już Riczi zaczął się produkować. Madox tak go słucha, a potem słucha Williama i patrzy tak na nich z politowaniem.
Chociaż...
- No z tym sprzątaniem to dobre, ale nie w lesie, pojebało was. Załatwimy to na wysypisku - bo on zawsze takie rzeczy załatwia na wysypisku, tylko łatwiej jest się pozbyć zwyroli, bo ich chce pół miasta załatwić, a jakaś randomowa dziewczyna. Przejechał palcami po twarzy i się zastanawia.
- Tylko weź przez ręcznik - jeszcze rzucił do Ricziego na temat tego telefonu, a później to jakby nigdy nic siada sobie koło tej laski na kanapie, przesuwając tyłkiem jej nogi. No martwa jest to jej to chyba nie będzie przeszkadzać. Już miał mówić Williamowi, żeby mu to zatrute wino pokazał, ale on je wylewa do zlewu, więc Madox się zerwał i zaraz jest w kuchni.
- Co ty kurwa... - warknął, ale Patel już grzebie po szafkach, więc Noriega go chwycił za fraki i odciąga - nie kurwa, nie będziesz nic brał, póki tego nie załatwimy - kręci głową - dużo osób was widziało razem Will? - zapytał, ale Patel się znowu do tej szafki odwraca, to już Madoxa wkurwiło. Zamachnął się i go strzelił w łeb, tak na odmulenie, no i żeby się uspokoił i skupił...
No i jak Ricardo wrócił do pokoju z telefonem, to oni tak stoją w tej kuchni. Ale wtedy nagle Britney zaczyna na cały regulator Toxic i się okazuje, że to ten telefon dzwoni, tej dziewczyny.
A zaraz jakieś smsy przychodzą Clara gdzie jesteś???? Clara odezwij się!!! Co z tobą??! Clara... - od razu z osiem wiadomości. I znowu Toxic na cały regulator.
William N. Patel Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- A to wiesz... Rosi chciała - wzrusza ramionami, bo to była bardziej pokićkana sytuacja, bo Rikardo w sumie to Rosi kochał ponad życie swoje i jej, ale był z nią już z dziesięć lat i od pięciu to go bardziej wkurzała niż cokolwiek, ciągle mu nad głową nadawała, żeby poszedł do lepszej pracy (tak jakby kucharz mógł robić coś lepszego niż pracowanie w restauracji z gwiazdką Michelin), albo żeby poszedł na siłownię bo mu mięśnie na brzuchu zamieniły się w tłuszcz, albo żeby nie pił tyle piwka. No a on chciał sobie czasami po prostu tylko siedzieć w knajpie i oglądać piłkę nożną za co potem dostawał po głowie. - Nie ma co gadać, zresztą jak widzisz jestem tu - mówi tak tajemniczo, jakby chciał uciąć temat. Dobrze, że gadają o Pilar, to się Madox rozkojarzy.
- A no to czekaj aż pozna panienki, to dopiero sie zacznie - zbija sie z kuzyna, bo niby taka golden couple, a tu sie okazuje, ze ona nic nie wie o interesie Madoxa. Tzn o jakimś to już wie coś, ale nie to co akurat jest najciekawsze.
- Co ty gadasz Flora!? - ucieszył się, bo ta to jest jednak krejzola, na przykład gada takie farmazony, że nie może jeść kurczaka KFC bo jest wege. Zaśmiał się na samo wspomnienie i tak nagle do niego dociera - E Madox, ale masz dla mnie jakis kawałek podłogi mam nadzieje tam w swojej chacie? I co to za akcja z byłą, co u cb mieszka, posuwasz ja? - oczy tam na niego strzela, żeby wybadać sytuacje, czy ma siedzieć przy Pilar cicho czy moze się śmiać.
Tak na prawdę to Ricziemu się wydawało, że William to na prawdę się bardzo spina, ale jakby to tak realistycznie ocenić, to po tym co powiedział co tu się wydarzyło, no to faktycznie chyba ten trup nie był zamierzony.
- Nie no w lesie to nie - mówi wtedy co Madox, bo jednak może las to dobry kandydat, ale Rikardo nie zna za bardzo okolicy, ale z tego co kojarzy, to ludzie po lasach akurat lubia łazić. Kiwa głową z potwierdzeniem jak znawca, że tak, wysypisko to dobry kandydat.
Oki, no to polazł do tej łazienki i stopą otwiera, patrzy a tam normalnie taki rozpierdol jakby nikt tu nie sprzątał. Na wieszaku na ręczniki leżała kiecka, buty rozwalone, jakaś apaszka w wannie i mnóstwo damskich kosmetyków. - Matkobosko - wzdycha po hiszpańsku i łapie się za głowę. Może ta babeczka tu się chciała wprowadzić? Zaczał te wszystkie kosmetyki Peach zwalać z szafy do umywalki i dopiero wtedy się zorientował, że w umywalce była jakaś strzykawka. - Matkobosko - wzdycha znów z niedowierzaniem, olał temat bo myśli, że potem się tym zajmie i zaczął faktycznie szukać tego telefonu. Nie chciał go dotykać, więc wział jakąś rękawicę do peelingu (pewnie też Peach) i przez te rękawice wział iPhona. W sumie to dwa razy mu to wyleciało z tej rękawicy i sobie pomógł wolną ręką, ale nie tak zeby zostawić odciski.
Wraca do dużego pokoju z telefonem na rękawicy i pokazuje chłopakom że znalazł. Chwila moment a ten zaczyna wibrować i Toxic zaczyna z niego lecieć. Riczi na Madoxa, Madox na telefon, telefon na Williama, no i Riczi co? Machnął palcem "odbierz" bo go muzyka wkurwiała. Amerykańska propaganda ot co. Nagle jakieś - Halo, halo? Clarka, co tam nie odzywasz sie, wszystk dobrze biczzzz? - gada z telefonu i Riczi podsuwa go Wiliamowi, żeby ten odpowiedział, bo to jego problem koniec końcow.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega Ricardo Martinez
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- No ale o co ma być zazdrosna, jak ja nie posuwam panienek w klubie - tłumaczy mu, bo tak jest, jak te tancerki dupami kręcą, to tylko czasem sobie popatrzy, wiadomo, ale to tyle. A zresztą Pilar w jego klubie to już była tyle razy, że pewnie zdawała sobie sprawę z tego, że on tam jest PROFESJNOALISTĄ.
Kiwa głowa, że ma dla niego ten kawałek podłogi, bo zawsze się coś znajdzie, pewnie by mu własne łóżko oddał, bo z Madoxa to jednak dobry kuzyn, ale nie teraz, kiedy spał tam z Pilar.
- Nie posuwam jej - zaraz się tłumaczy znowu, bo jego to wszyscy mają za takiego jebake, no ale może trochę ma taki vibe z tym swoim latynoskim stylem priti boja - tylko Pilar posuwam - jeszcze doprecyzował, żeby nie było żadnych niedomówień.
Tak jak nad tym trupem, zaraz się tworzą kolejne, jak William zaczyna, że nic jej nie dał. A Madox patrzy na niego tak jakby chciał powiedzieć, że mu wcale nie wierzy, ale w końcu westchnął ciężko, może na jakiś zawał pierdolnęła, jak się z Williamem zaczęła tutaj obściskiwać? Chociaż jak Madox tak patrzyła na Patela wyciągając się na tej kanapie koło trupa, jak on tak panikował jak panienka, to nie chciało mu się wcale wierzyć.
W końcu wstał, dał mu lepę na odmulenie, prosto w ryj. I ten zaczyna gadać coś z sensem.
- No to dobrze, bo jakby was widziało dużo, to kurwa już po tobie stary, psy teraz to szybko działają, pewnie już jutro miał byś ich na wycieraczce - tak mu mówi, bo Noriega to się trochę zna na psiarni, albo z psiarnią się po prostu zna. Jakby Pilar prowadziła sprawę, to pewnie na drugi dzień by go dojechała. Kolanem do ziemi i co jej zrobiłeś śmieciu. Tak to sobie wyobrażał Madox.
Zaraz spojrzał na te rękawice, które wyjął spod zlewu Patel, i aż wywrócił oczami.
- A męskich nie masz? - zapytał no ale wziął je od niego i sobie chowa do kieszeni na razie.
Chciał jeszcze coś tam powiedzieć, ale Ricardo już przyszedł z telefonem, a potem było Toxic, a zaraz się naprawdę zrobiło toksycznie, bo łeb odebrał ten telefon, a tam jakaś laska krzyczy coś biiczz, aż Madox zrobił wielkie oczy i się gapi na Williama, żeby coś z tym zrobił.
Może niech udaje laskę, albo udaje, że ją posuwa i nie może gadać? Tylko, że William udaje szmatę i Madox tylko wzruszył ramionami.
Zaraz ciemne tęczówki utkwił w Ricardo.
- Dywan? - pyta go, bo on to zawsze wynosił w dywanie, najmniej podejrzane, dlatego Noriega zawsze miał w chacie dywan i często go zmieniał też.
- Wiliam gdzie masz kurwa dywan? - bo w salonie nie ma, tylko jakiś futrzany chodniczek w panterkę, a to się nie nada kompletnie - co tam napisałeś? - jeszcze się pyta, bo sądząc po minie Williama to jakieś głupoty. W końcu Madox też naciągnął na ręce te rękawiczki i znowu staje nad trupem i nad Williamem, który w tym czasie wychyla to wino, aż mu dwie brwi podskoczyły do góry. Dwóch trupów w jeden dywan nie owiną. A na razie nie mieli nawet tego jednego. No i tak się przygląda kumplowi, czy on rzeczywiście zaraz padnie trupem, a te bulgotanie brzmi złowrogo, jakby mu te kiszki co najmniej ogień piekielny trawił. Tylko zaraz się okazuje, że mu dupę trawi, bo po pokoju roznosi się soczysty pierd. Aż się Madox odsunął na drugi koniec pokoju, a zaraz okno otwiera w kuchni, żeby wywietrzyć.
- Kurwa stary, nie sraj żarem, ogarniemy to - rzucił i idzie do dziewczyny, bo by się przydało ją zmierzyć, żeby wiedzieli jaki dywan potrzebują - masz miarkę? - zapytał Williama, ale zaraz mu się przypomniało - a w ogóle masz kurwa ten dywan? - bo jak nie ma to muszą kompletnie zmienić koncepcję. Na przykład ubrać ją i udawać, że jest tylko zalana, a nie martwa. To też jakiś plan.
William N. Patel Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- A, a wolna jest? - zastanawia się Riczi, chociaż jeszcze jej nie widział, ale z tego co zna gust kuzyna, to na pewno jest hot, wiec jakby była wolna, to może mógłby na przykład u niej w łóżku spać zamiast gdzieś na kanapie.
Tak czy siak, Riczi odebrał telefon i chciał już pytać HALO CENTRALA, jak ta bejba sie tam darla do słuchawki, ale Wiliam sie rozłączył. Stanął za nim i zerka co ten pisze i serio z dwa razy to rollnał oczami, bo baby to jednak są czasami crazy bitches. Jego Rosi też jest crazy, ale na pewno by nigdy go tak nie śledziła z koleżanką. No bo gdyby śledziła, to by wiedziała że z Ricziego jest łachudra, który sie całował z dziewczyną dwa dni po ich ślubie.
- Haha - Riczi wybucha śmiechem na ten pierd i zasniania usta piąstką, bo strasznie no go rozbawiło to jak Wiliam zareagował na to, że może umrzeć. - A dlaczego zatrute wino polewasz sobie - zdumiał się i nagle chyba do niego dotarło, że Wiliam myślał, że ta niunia została zabita przez wino. Uniósł rękę w strone Williama - E, ziomku, ziomku. Masz w łazience od chuja jakiś strzykawek, jesteś pewny że ona przypadkiem nie wstrzykneła sobie czegoś, a nie że to wino jest zatrute? - tak się zastanawia, a potem szukaja dywanu, nwm, chyba nadaremno. Riczi to widział jakiś dywanik mały jak szedł do kibla, ale pewnie Wiliam jedyny dywan jaki ma to w pokoju Peach i to jest z takiego rozowego puszku.
- Chłopaki, a może ją komuś po prostu podrzucimy
Nie mają jakiś wrogów??
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Madox A. Noriega Ricardo Martinez