30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wyjaśnienie Teddy wszystkiego, co siedziało w jej głowie, pewnie nie byłoby aż tak skomplikowane. Myśli często krążyły jej w bardzo dziwnych kierunkach i robiły z siebie jakieś koszmarne pętelki, ale jakby mówiła wystarczająco długo, to pewnie w końcu wyłożyłaby wszystko, co leżało jej na wątrobie. Problemem był raczej fakt, że niezbyt chciała to wszystko mówić. Nie umiała jeszcze znaleźć złotego środka w tej nowej sytuacji, w której się znalazły. Próba całkowitego zamknięcia mordy skończyła się okropnie. Tego nie chciała powtarzać, to było głupie i nie przyniosło niczego dobrego. Ostatnio próbowała jej też wiele wyjaśnić, ale to z kolei skończyło się kłótnią i wrzaskami. Zdrowy rozsądek podpowiadał jej, że gdyby wcześniej nie odwaliła z tym milczeniem i przyszła na rozmowę trzeźwa, to byłoby dużo lepiej i pewnie by się dogadały. Ale wolała tym podszeptom nie ufać i udawać, że problem był w rzeczywistości dużo większy. Może z tego wyniknie coś dobrego? Pewnie nie.
Uzupełniła jej szklankę nową porcją drinka i postawiła ją przy łóżku. Po chwili zawahania postawiła tam też samą butelkę z tonickiem. Może nie powinny już pić? Rano pewnie będą tego żałować. Ale jako dobra gospodyni nie mogłaby jej zostawić z pustym naczyniem! Nie sięgnęła jednak od razu po instrument. Wpakowała się na kolana Teddy, obejmując ją mocno. Wtuliła twarz w jej szyję i zastygła w bezruchu, zatapiając się w dotyku. Subtelne dotknięcie ręki to było za mało, by poczuła się w pełni spokojna po tej nieprzyjemniej wymianie zdań. Potrzebowała po prostu się do niej przytulić. Tak najzwyczajniej w całym świecie. Trwała tak dłuższą chwilę, aż w końcu przypomniała sobie, że przecież miała tu robić za bardkę. Niechętnie zeszła z łóżka.
Wyjęła z futerału swoją liliową gitarę. A może to był po prostu różowy? Niespecjalnie znała się na kolorach, po prostu uznała ją kiedyś za ładną. Instrument stał ścianą od tamtego feralnego dnia, jakoś nie przyszło jej do głowy, by cokolwiek z nim robić. Właściwie nie pamiętała, kiedy grała dla własnej przyjemności. Dla relaksu jej pierwszym wyborem było raczej piano, ale i jego nie ruszała od miesięcy. Leżało w futerale na szafie, na którą pomagała je wpakować Teddy, gdy April się tu wprowadzała. Nie chciała sobie zagracać sypialni wiecznie rozstawionym instrumentem i ciągle powtarzała, że jak kiedyś kupi własne mieszkanie lub dom, to znajdzie w nim miejsce na cały fortepian choćby skały srały. Usiadła obok niej. Oparła gitarę o kolano i przejechała palcami po strunach, sprawdzając brzmienie. Skrzywiła się. Instrument był fatalnie rozstrojony. Sięgnęła po kołki, naprężając struny. Przebiegała po nich palcami, nasłuchując uważnie dźwięków i korygując ich wysokość. Skupiła się na tej czynności całkowicie, jakby to było najważniejsze zadanie w jej życiu. Może po prostu potrzebowała się na czymś skupić, co nie było emocjonalnie wyczerpujące. Przejechała po strunach ponownie – tym razem brzmiało, jak należy. Zagrała pierwsze akordy, delikatnie i cicho. Pierwsza piosenka, jaka wpadła jej do głowy to Orange Juice. Starała się dopasować do życzeń Teddy jeszcze z Sylwestra. Problem w tym, że niezbyt się do tego przygotowała i nie pamiętała, jak te wszystkie piosenki lecą. Kurwa mać. Musi to ogarnąć. Noah Kahan miał szansę zawędrować na listę jej najczęściej odtwarzanych wykonawców tego roku, jeśli naprawdę się uprze.
— Przepraszam, nie pamiętam, co dalej. Ale jak zaczniesz śpiewać, to zaimprowizuję podkład. — Uśmiechnęła się nieco zawstydzona własną butą. Plan był dobry, szkoda tylko, że nie zaczęła go realizować. Musiała się skupić. Przecież nieraz wyrywała laski w taki sposób. Umiała grać. Jej wrodzony urok osobisty powinien się naturalnie połączyć ze zdolnościami muzycznymi i po prostu ją poprowadzić. Przygryzła wargę, szukając w pamięci innych piosenek. Przychodziły jej do głowy same bardzo dosłowne wyzwania miłosne, a przecież czegoś takiego grać nie będzie! W końcu przyszło jej do głowy coś na rozruch. Szarpnęła struny tym razem odnajdując rytm właściwie od razu.
Something in the way she moves attracts me like no other lover. Something in the way she woos me... — The Beatles byli jednym z jej ulubionych zespołów właściwie od zawsze. Że też od razu na to nie wpadła! Może nieco trąciło to banałem, ale dla niej było perfekcyjne. Skupiła się na na brzmieniu gitary i własnego głosu, odpływając nieco w bezpieczny świat muzyki.
— Dobra, przepraszam, bo zaczynam brzmieć jak jakaś odklejona diwa. Chcesz spróbować? Może Never Going Back Again na sam początek? — Spojrzała na nią z rozbawieniem. Zrzucanie na głowę Fleetwood Mac komuś, kto nie umie jeszcze utrzymać żadnego akordu, to spore wyzwanie. Ale Teddy to zdolna dziewczyna!

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiedy April wgramoliła jej się na kolana, Teddy objęła ją ramionami, mocno i pewnie, układając dłonie płasko na jej plecach. Tak właśnie się przytulała — całymi dłońmi, żeby druga osoba nie miała żadnych wątpliwości, że to nie byle jaki uścisk. Przymknęła powieki i zaciągnęła się zapachem włosów przyjaciółki. W jej piersi coś drgnęło i dopiero wtedy dotarło do niej, jak bardzo potrzebowała takiej bliskości, która pozwala po prostu być.
Pomyślała, że powinna ją przeprosić za wcześniejsze durne pierdolenie i bezsensowny, pretensjonalny ton, ale prawie od razu doszła do wniosku, że kajanie się niewiele by zmieniło. Przeprosiny wybrzmiałyby nijak, może nawet niezręcznie, a Darling nie chciała dokładać kolejnej warstwy niepotrzebnych emocji. Zamiast tego wolała zostać przy tym, co miało znaczenie, a przytulenie było jasnym sygnałem, że wcale nie miała zamiaru się kłócić. Ani wtedy, ani teraz, ani — jeśli mogła coś na to poradzić — nigdy. Było w tym geście więcej szczerości niż w jakichkolwiek słowach. W ciągu zaledwie dwóch tygodni starły się ze sobą dwukrotnie i Teddy miała nieprzyjemne wrażenie, że to stanowczo o dwa razy za dużo.
Westchnęła cicho, gdy Finch zsunęła się z jej kolan, żeby sięgnąć po opartą o ścianę gitarę. Podciągnęła nogi na łóżku, obejmując kolana rękami. Przycisnęła policzek do własnego ramienia i obserwowała w milczeniu, jak przyjaciółka stroi gitarę. Miała zwinne palce, wiedziała o tym od dawna, ale dopiero jakiś czas temu przekonała się o tym bardzo dokładnie. Teddy uśmiechnęła się do niej, dając do zrozumienia, że nie musi się przejmować ani znajomością tekstu ani melodii.
Nigdy nie wątpiła w umiejętności muzyczne April. Ani w jej urok osobisty. Sama na pewno wiele razy była świadkiem, jak Finch bajeruje dziewczyny grą na gitarze przy ognisku czy w trakcie jakichś innych wydarzeń towarzyskich, na które zabierała ze sobą instrument. A kiedy przyjaciółka urabiała panienki swoim głosem, Darling przechwalała się przed nimi swoimi mięśniami i sprawnością fizyczną. Każdy orze jak może.
Something rozpoznała już po pierwszych akordach. Nie była ogromną fanką Beatlesów, ale musiała przyznać, że niektóre utwory mieli niezłe. A w wykonaniu April to już w ogóle brzmiały o niebo lepiej. Zasłuchała się, znów zamykając oczy i otworzyła je dopiero wtedy, jak przyjaciółka przestała grać.
I to już? — obruszyła się poważnie. Co to miało znaczyć? Brzękła kilka razy w te struny i koniec? — Przeceniasz moje możliwości — parsknęła zduszonym śmiechem i wyciągnęła ręce, żeby przejąć od niej gitarę. — Czekaj, coś jest nie tak. Przesuń się — nakazała, wskazując podbródkiem na tył łóżka i ulokowała się między nogami Finch, żeby ta siedząc za nią, mogła pokazać jej chwyty i naprowadzić palce na właściwych progach.
Teddy nigdy nie miała zbyt wiele do czynienia z instrumentami. I pewnie, gdyby nie April, w życiu nie miałaby okazji do potrzymania gitary czy wciśnięcia klawisza w keyboardzie. Poza tym, chociaż gust muzyczny miała naprawdę dobry, to z poczuciem rytmu było już znacznie gorzej. Kompletne beztalencie.
Wyprostowała plecy i zerknęła przez ramię, żeby wychwycić spojrzenie przyjaciółki.
Skup się — poleciła z rozbawieniem. — Masz zrobić ze mnie drugiego Hendrixa. Albo przynajmniej Keitha Richardsa — zastrzegła. Nie wyjdzie stąd, dopóki nie stanie się gitarową boginią i inspiracją dla przyszłych pokoleń. Trudno, najwyżej zamieszka z Finch. Właśnie tutaj. W tym domu, w jej sypialni.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gra przyniosła jej nową falę ukojenia. To była tylko jedna piosenka (właściwie półtora, jeśli liczyć tę niepewną próbę zaimponowania Teddy), ale i tak pozwoliła jej chwycić się w sobie czegoś, za czym się stęskniła. Dziwne coś, co w obecności przyjaciółki albo kurczyło się z przerażenia albo rozgrzewało Finch od środka. Muzyka zawsze wywoływała w niej wszystko, co najlepsze, nawet jak do jakichś melodii wypłakiwała sobie oczy. Do tej pory jednak nie czuła się tak niestabilna przy Teddy, a przecież nie grała dla niej pierwszy raz. Chociaż może dla niej jednak pierwszy. Wcześniej zawsze były po prostu obok siebie, a Finch wyżywała się na instrumencie. Nigdy nie skupiała na niej całej energii. Wspólne śpiewanie w aucie miało inny wydźwięk, choć też dawało jej masę radości. Zdarzało jej się nawet ćwiczyć grę na klawiszach w środku nocy, kiedy Darling spała w najlepsze na jej łóżku w poprzednim mieszkaniu, wymęczona po całym dniu jej paplania. Ale to, że starała się wtedy grać totalnie piano, żeby ją ukołysać, a nie obudzić, płynęło z innej części serca, mózgu albo innego krwistego trzewia. Może dlatego tym razem tak łatwo odpłynęła i tak szybko się ukoiła przy króciutkim utworze?
— Oczekiwałaś całego recitalu? Da się zrobić. — Pokręciła głową z rozbawieniem. Nie przygotowała się dzisiaj na pełnoprawny koncert, ale wszystko dało się jakoś ogarnąć. Cała masa jej muzycznych idoli dawała z siebie wszystko na scenie po dużo dłuższych dniach i dużo większych ilościach używek. Skoro oni mogli, to ona też!
Ustawiła pionowo poduszki, żeby było jej nieco wygodniej za plecami. Wsunęła ręce pod gitarę, obejmując przyjaciółkę w pasie. Znowu się w nią wtuliła, zachowując się przy tym bardzo nie po nauczycielsku. Relacje z mentorem zdecydowanie nie powinny tak wyglądać! Kiedy usłyszała, że ma się skupić, spojrzała na gitarę. No dobrze, wcale nie. Zajrzała prosto w dekolt Teddy, na który miała teraz całkiem niezły widok.
— Tak bez narkotyków? Może być trudno. — Z przerysowaną niechęcią podniosła wzrok z powrotem na jej oczy. Gdyby położyły się wspólnie na łóżku i zarzuciły wspólnie kwas, na pewno zrobiłaby z niej prawdziwą boginię rocka! Byłoby strasznie trudno nauczyć ją przy tym choćby prawidłowo trzymać instrument, nie mówiąc nawet o graniu, ale to drugorzędna kwestia. Liczyła się wczuta. Ale Darling była niestety na to wszystko za grzeczna.
— Jak ci niewygodnie, to możesz się przebrać. Szafa stoi tam. — Ruchem głowy wskazała na wspomniany mebel, w którym przyjaciółka mogłaby znaleźć coś na swoje długaśne ciało. No dobrze, nie była zbyt wysoka, ale w porównaniu z April, każdy uchodził za żyrafę. Wcale nie sugerowała jej tego, by jednak zyskać okazję na popatrzenie na nią bez ubrań w trakcie przebierania się. Skądże znowu.
— Dobra. Potrzebujesz trzech chwytów. — Zabrała jej ręce z gitary, bo chciała jej najpierw pokazać, o co chodzi. Pozycja do grania nie była najwygodniejsza na świecie, ale utwór, który wybrała, był naprawdę bardzo łatwy. Zgrała jej kawałek Riptide, na razie w oryginalnym tempie.
— No nie patrz tak, to jest naprawdę łatwe. Patrz, to jest A-moll. — Naprowadziła palce Teddy na właściwe miejsca. Środkowy, serdeczny i mały palec na drugich progach trzech środkowych strun. Popchnęła jej dłoń lekko, zmuszając ją, by szarpnęła struny. Zabrzmiało dość okropnie, jakby instrument protestował przeciwko takim krzywdom.
— Bardzo ładnie! — pochwaliła ją entuzjastycznie, nie chcąc, żeby się za szybko zraziła. Objęła jej nadgarstek i pchnęła palce mocniej w struny. Tym razem wyszło nieco lepiej. Przesunęła jej palce wyżej, układając je na kolejnym chwytacie.
— To jest G. Na pewno szybko go załapiesz. — Uśmiechnęła się, dumna z własnego żartu. Następnie przeszła do, wedle zapewnień, najłatwiejszego C, tłumacząc ostatnie ułożenie. Oparła brodę na jej ramieniu, obserwując z bliska jej ręce. Korygowała ją jeszcze kilka razy, pokazała na własnych dłoniach, przesuwała jej palce, gdy nie trafiała we właściwy dźwięk. Nie popędzała jej w żaden sposób, miały przecież całą wieczność noc. Przy bezpiecznym cieple jej ciała mogła tak spędzić nawet cały następny dzień. Nigdy nie uważała się za dobrą nauczycielkę, miała mało cierpliwości, ale przy tej lekcji nie zdążyła jeszcze wybuchnąć. Już zaliczała to za sukces, nawet jak Teddy wyjdzie stąd z zerową wiedzą.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogłaby przesiedzieć całą noc w ciszy, po prostu wpatrując się w April i słuchając, jak gra i śpiewa. Jej głos zawsze działał na nią kojąco — pod warunkiem, że nie przechodził w krzyk. Lubiła, gdy April była głośna w łóżku, ale podniesiony ton pełen złości wzbudzał w Teddy wewnętrzną panikę i instynktowną potrzebę ucieczki. Teraz także znajdowały się w łóżku, choć tym razem z powodów czysto naukowych.
W rękach Darling gitara wyglądała nienaturalnie. Najpierw chwyciła ją tak, jakby trzymała wąż strażacki. Dopiero po delikatnej korekcie ze strony przyjaciółki zaczęła układać dłonie we właściwy sposób. Starała się nadążać za wskazówkami, kiwając głową i powtarzając ruchy, choć co chwilę zerkała na April, próbując wychwycić jej reakcje. Wychodziła na niezłą hipokrytkę, bo jeszcze przed chwilą sama kazała jej się skupić. W końcu ściągnęła brwi i wystawiła koniuszek języka, próbując skoncentrować się na chwytach i puszczając mimo uszu sugestię o możliwości przebrania się. Zrobi to, ale później, w tym momencie była Erikiem Claptonem w spódnicy. A raczej w kusym topie, szerokich spodniach i mokrych majtkach.
Kiedy instrument zajęczał, a z ust Finch wypłynęła pochwała, Teddy skrzywiła się ostentacyjnie.
Kłamczyni — skomentowała krótko. Na początku myślała, że ta bliskość będzie ją rozpraszać, ale pozycja była naprawdę wygodna.
Ponownie przejechała palcami po strunach, jednocześnie umieszczając palce na drugim progu. Dźwięk nie przypominał już aż takiego rzępolenia, ale wciąż nie przypominał tych, które wygrywała April. Darling westchnęła ze zrezygnowaniem i spróbowała jeszcze raz. Dalej to samo. No nic, nie mogła być przecież najlepsza we wszystkim! Gdyby zabrała przyjaciółkę na boisko do koszykówki, wtedy mogłaby się przed nią popisywać.
To jest trudne — stwierdziła w końcu, gdy przyjaciółka po raz kolejny ujęła jej nadgarstki, próbując ustawić palce we właściwym miejscu. — Chyba wolę szukać G gdzie indziej. To znaczy… No — pokręciła pospiesznie głową. Szarpnęła strunę. Coś tam wybrzmiało, ale byle jak. — Nie wróżę sobie kariery w świecie muzyki. Dobrze, że mam wiele innych talentów — odchrząknęła teatralnie i zsunęła się z łóżka, wciskając April gitarę w ręce. — Zagraj mi coś pięknego — uśmiechnęła się do niej zaczepnie. — A ja się przebiorę — zadecydowała, krocząc w stronę szafy.
Pociągnęła za drzwiczki i otworzyła ją na oścież, bezceremonialnie zaglądając do wnętrza. Przerzucała kolejne wieszaki, marszcząc nos przy jednych rzeczach, przy innych zatrzymując się na chwilę dłużej, najwyraźniej rozważając różne wersje siebie. Nie dlatego, że garderoba Finch była brzydka! Po prostu wszystko po co sięgała, było trochę przykrótkie. No tak, teraz jej to przeszkadzało. Jakby Teddy miała w tej chwili na sobie płaszcz do kostek, a nie bluzkę, która z ledwością zakrywała jej cycki.
W końcu sięgnęła wzorzystą koszulkę. Ściągnęła top, przełożyła ją przez głowę.
Nie słyszę cię — zauważyła, zsuwając spodnie z bioder i sięgnęła po szare dresy, które pewnie będą sięgać jej do łydek. Nie, żeby Teddy była jakiegoś gigantycznego wzrostu, ale różnica dziesięciu centymetrów, to pół wysokości głowy!

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała, żeby poczuła się z instrumentem pewnie, a w towarzystwie mentorki – bezpiecznie. To była podstawa, której April niestety nie pamiętała ze wszystkich lat nauki grania. Trafiło jej się kilka nauczycieli, przez których dawno powinna porzucić muzykę w diabły. Miłość do dźwięków była jednak zbyt silna. Czasami zastanawiała się, jakby wyglądało jej życie, gdyby po liceum była na tyle silna psychicznie, by na przekór rodzicom zająć się jednak sztuką, a nie studiami. To były tylko ulotne, proste rozważania, którym nie poświęcała więcej czasu niż tyle, ile potrzeba na wypalenie blanta w oknie. Mogłaby wrócić do częstszego grania i uczyć! Zawsze znajdzie się ktoś chętny na korepetycje za pieniądze. Ale raczej nie zniosłaby nerwowo nikogo poza przyjaciółką. Z nią nauka była bardzo atrakcyjna. A raczej to Teddy była bardzo atrakcyjna z gitarą w ręku. I bez gitary.
— Cśś. Skup się — skarciła ją po profesorku, gdy zarzuciła jej kłamstwo. Nauczyciele zawsze jej powtarzali, że gdyby używała tyle energii na naukę, co na gadanie, to byłaby Chopinem w spódnicy. Zaczynała teraz ich nieco rozumieć.
Starała się wykreować ten trening na jak najbardziej wybaczający i spokojny. Nie musiała się bardzo skupiać na ruchach dłoni Teddy, bo błędy przy tak podstawowym graniu wyłapywała niemalże odruchowo. Dostała jednak idealną okazję, by się z nią porządnie wyprzytulać. Musiała nadrobić czas, w którym się do siebie nie odzywały. Trzymając ją w objęciach nie była w stanie ogarnąć, jak ona wytrzymała te długie tygodnie. No właściwie to ledwo wytrzymywała, biorąc pod uwagę, do jakich stanów musiała się doprowadzać. Durna.
— Ja gram od dzieciństwa, a ty od piętnastu minut. Nie skreślaj jeszcze tej kariery. Tyle akordów ci wystarczy do zdobycia tysięcy fanek, gwarantuję. — Przejęła od niej gitarę i usiadła w pozycji nieco wygodniejszej do grania. Na tym instrumencie była samoukiem, ale przecież wszystko wynikało z podstaw, które wpoili jej nieprzyzwoici drodzy nauczyciele fortepianu, do których wysyłali jej rodzice. Nie przeżyliby chyba psychicznie możliwości wysłania córki do zwykłego korepetytora z portalu ogłoszeniowego. Bądź co bądź wyszło jej na dobre. Fanki muzyką zdobywała tylko pojedynczo, ale naprawdę wierzyła, że Darling miała charyzmę, która pozwoliłaby jej zdobyć uwielbienie ludzi nawet bez talentów muzycznych. Przecież niemalże potykała się ciągle o nowe szmaty fanki.
Szarpnęła leniwie za struny, chcąc tym razem nieco bardziej popisać się umiejętnością dobierania ładnych melodii. Comfortably Numb nie było może bardzo romantyczne, ale Finch zawsze się przy tym rozpływała.
Nie zauważyła nawet kiedy przestała grać. Palce wciąż trzymała na strunach, ale odruchy gdzieś zniknęły. Nie musiała patrzeć na instrument, by zagrać ten utwór, znała go przecież bardzo dobrze. I to ją zwiodło. Obserwowała, jak Teddy buszuje w jej rzeczach, pożerając jej sylwetkę wzrokiem. Może gdyby miała cokolwiek pod tym topem, to nie dałaby się aż tak rozproszyć? Bzdura, to by wiele nie zmieniło. Odchrząknęła nerwowo, gdy zwróciła jej uwagę, bo zaschło jej w gardle. Przesunęła się na sam skraj łóżka, ale nie wstała. Bardzo chciała do niej podbiec i znów się na nią rzuci, ale udało jej się nad tym zapanować. Zacisnęła mocniej palce na gryfie. Kurwa mać.
— Nie będą pasować. A w ogóle to chyba są brudne. Lepiej ich nie zakładaj – skomentowała dresy, na które zdecydowała się Darling. Nic tym spodniom nie było i pewnie nawet by pasowały. Wymówki były w dość oczywisty sposób zmyślone. Uśmiechnęła się niewinnie, by chociaż nie dostać po uszach za kolejną próbę rozbierania jej. Może nawet plan bycia uroczą by się udał, gdyby nie spuściła wzroku na bieliznę przyjaciółki. To było od niej silniejsze, nie mogła powstrzymywać się przecież ze wszystkim. Zaczęła grać piosenkę od nowa, starając jakkolwiek samą siebie nieco rozproszyć.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

April na pewno była świetną nauczycielką. To Teddy nie miała za grosz talentu. Ani cierpliwości. I w ogóle to nie mogła się w pełni skoncentrować, czując na karku oddech przyjaciółki, zmiana ubrania była tylko pretekstem, żeby nie wpić się w jej usta. Musiała być konsekwentna w swoich postanowieniach. Jak się powiedziało A to trzeba było powiedzieć B.
Zastygła z dresami w rękach i przyjrzała im się uważnie. Wcale nie wyglądały na brudne. Wciągnęła je na siebie, ale dostrzegłszy metkę na gumce z przodu, musiała znów je zdjąć, uświadamiając sobie, że pod wpływem spojrzenia Finch, założyła je odwrotnie. Skarciła ją wzrokiem za ten komentarz, bo przez nią musiała je ściągnąć i założyć z powrotem. Za drugim razem wcale lepiej nie wyszło, bo zaplątała się w nogawkę i niewiele brakowało, a wyjebałaby się na podłogę. Oczywiście musiała udawać, że ani trochę ją to nieobeszło, przybierając niewzruszony wyraz twarzy.
Koszulka pachniała proszkiem do prania i April. Darling czuła się w niej doskonale, chociaż pewnie też sięgała jej do pępka. Uśmiechnęła się, słysząc akordy Pink Floyd i wróciła do łóżka, na którym położyła się na plecach, wyrzucając ręce za głowę.
Powinnyśmy wybrać się na jakiś koncert — stwierdziła po chwili. Teddy dawno na żadnym nie była. Coraz rzadziej znajdowała czas na podobne rozrywki. Ta praca kiedyś ją wykończy, była tego pewna. Miała wrażenie, że życie przecieka jej przez palce, a ona wciąż widziała tak niewiele. Dni zlewały się w jedno, dyżur gonił dyżur, a dwudziestoczterogodzinne zmiany odbierały jej nie tylko energię, ale również poczucie czasu. A przecież świat był pełen pięknych miejsc!
Albo gdziekolwiek indziej — dodała po głębszym namyśle. Najlepiej na Bahamy albo Hawaje. Tam było ciepło. Mogłyby kąpać się w oceanie i pić drinki w kokosach. Wróciłyby smagnięte słońcem i z rozjaśnionymi włosami, z walizkami pełnymi muszelek zebranych na plaży. Czy to nie byłoby wspaniałe? Teddy nigdy nie była w ciepłych krajach. W ogóle tylko dwa razy w życiu była za granicą — raz z rodzicami we Francji, a drugi raz w USA. Tylko czy Stany Zjednoczone można było w ogóle nazwać zagranicą, jeśli to była taka chujowsza wersja Kanady?
Przymknęła oczy, delektując się muzyką i obecnością przyjaciółki. Tylko zaraz stwierdziła, że ta znajdowała się zbyt daleko, więc załapała ją za materiał koszulki i pociągnęła do tyłu, zmuszając, żeby położyła się o bok. Szkoda, że kompletnie nie wymierzyła siły z jaką to zrobiła i nie uwzględniła tego, że Finch dalej trzymała gitarę w rękach — poleciała do tyłu, a gryf trafił Darling prosto w czoło. Głośny brzdęk rozniósł się po pokoju i nawet on wybrzmiał sto razy lepiej od tego, co udało jej się dzisiaj zagrać.
Kurwa — wymamrotała, łapiąc się za głowę. Docisnęła dłoń do pulsującego miejsca, wyczuwając pod palcami rosnącego guza. Dobrze, że nie dostała w oko, bo przecież oślepłaby i już nigdy nie zagrałaby na skrzypcach! — Nic mi nie jest — zapewniła, chociaż łeb bolał jak diabli. Na pewno nabawiła się jakiegoś wstrząsu mózgu. Albo krwiaka podtwardówkowy, który zaraz spowoduje wzrost ciśnienia śródczaszkowego, uciśnie mózg i doprowadzi ją do niedowładów. Albo — co gorsza — śmierci!

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obserwowała poczynania Teddy, nie wiedząc, co ma z tym widokiem zrobić. To było trochę jak oglądanie telewizji w środku nocy przy jaraniu blantów. Zaczynasz od uroczego materiału na Animal Planet, aż nagle ockniesz się, oglądając jakieś chore gówno na History o mieszkańcach Atlantydy budujących piramidy. Nie potrafiła odwrócić wzroku od takich rzeczy, mimo że teorie spiskowe i bezmyślność strasznie ją irytowały. Coś ją jednak ciągnęło, by na to patrzeć i zagłębiać się w to szaleństwo. Może Darling zakładająca spodnie to nie był poziom Atlantydów, ale niewiele brakowało. Zasłoniła usta dłonią, żeby się nie roześmiać w czasie tragedii z zaplątaniem się. Nie zrobiła tego dostatecznie szybko i wypuściła z siebie ciche parsknięcie.
Bardzo cieszyła się, że miała ją w swojej rzeczywistości. Pewnie nie byłaby aż tak radosnym człowiekiem, gdyby nie Teddy. Dawała jej całą masę szczęścia i powodów do uśmiechu. Pozwalała jej realizować swoje pasje i nie narzekała, że piosenki, które wybrała do gry, jej nie odpowiadały. Leżała zasłuchana, rozkoszując się wspólnym momentem. Czy może być coś bardziej uroczego? Cóż, mogło być. Szarpnięcie nieco ją zaskoczyło i wybiło z rytmu – dosłownie. Palce zjechały jej ze strun, tworząc nieprzyjemny dźwięk, którego David Gilmour na pewno tam nie umieścił. To byłoby jednak nic strasznego. Dźwięk, który wydał łeb Darling w zetknięciu z gryfem był równie niesamowity. To było już za dużo dla małej April. Zaśmiała się na tyle szczerze i głośno, że słodka kaskada szybko przemieniła się w bezczelne chrumknięcie. Nie było przecież na świecie nic śmieszniejszego niż jak ktoś upadał na głupi ryj albo w tej sam ryj dostawał. Odłożyła na bok gitarę, żeby nie przyczyniła się przez moment do większych krzywd. Wsparła się na łokciu i nachyliła nad przyjaciółką, wciąż bardzo rozbawiona.
— Ty naprawdę jesteś durna — przypomniała, uśmiechając się przy tym z rozczuleniem. Ostrożnie i z czułością pogłaskała obolałe miejsce, upewniając się, że nie leją się stamtąd hektolitry krwi i nie widać czaski. Wszystko było w normie, co najwyżej będzie guz. Żeby rósł nieco wolnej, ucałowała zaczerwienione miejsce.
Sięgnęła z powrotem po instrument. Usiadła wyprostowana na udach Darling, unosząc gitarę tak, by nie opierać jej o strażaczkę. Była poszkodowana i musiała już znosić ciężar April na nogach, nie ma co jej dokładać. Poprawiła uchwyt na gryfie i znów zaczęła grać, wypełniając pokój cichą Your Song od Eltona Johna.
— To opowiedz, gdzie mnie zabierzesz. I jak mam się tam ubrać! — Trudno powiedzieć, czy to była prośba czy polecenie. Chyba jedno i drugie, jeśli dało się tak w ogóle z ludźmi komunikować. Totalnie luźne i ogólne zaproszenie na koncert albo gdziekolwiek było dla Finch zdecydowanie niewystarczające.
— Wyglądasz w tym zajebiście — przerwała jej po pierwszym słowie, nawet nie do końca rejestrując, jakie ono było. Nie mogła zatrzymać w sobie tej myśli, obserwowanie Teddy z góry było zbyt rozkoszne, by o tym nie wspominać. Jakoś nigdy nie zauważyła, że przyjaciółce było tak do twarzy w jej ubraniach.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była durna. I skrajnie nieporadna. Czasami zupełnie serio zastanawiała się, jakim cudem wciąż żyje w tym wielkim, bezlitosnym świecie. Co więcej, nie tylko żyła, ale raz po raz ratowała ten świat, aby doszczętnie nie spłonął! Patrząc na nią z boku, trudno było w to uwierzyć. Zwłaszcza gdy najpierw toczyła nierówną walkę z dresowymi spodniami, które uparcie nie chciały współpracować, a chwilę później kurczowo trzymała się za głowę, sycząc z bólu po tym, jak oberwała gitarą. Rzecz jasna wyłącznie z własnej winy. Wyglądała wtedy raczej jak ktoś, kogo należałoby pilnować, żeby nie zrobił sobie krzywdy przy otwieraniu drzwi, a nie jak osoba zdolna rzucać się w ogień i wyciągać ludzi spod zawalonych stropów. Gdyby April jej nie znała, nigdy by jej nie uwierzyła.
Teddy uśmiechnęła się lekko, kiedy przyjaciółka ucałowała zaczerwienienie na środku czuła. Od razu przestało boleć! Nie no, bez przesady. Dalej bolało jak diabli, ale każdy wiedział, że ojojane boli znacznie
Dlaczego to ja mam cię gdzieś zabrać? — zapytała, obserwując, jak przyjaciółka siada na jej udach i sięga po gitarę. Zasłuchała się w wygrywaną przez nią melodię. Uwielbiała tę piosenkę. — It's a little bit funny, this feeling inside — zanuciła cicho i podparła się na łokciach. — Teraz twoja kolej, żeby mnie zabrać w jakieś wspaniałe miejsce! W czymkolwiek tylko chcesz. Albo w czym nie chcesz. Pragnę tylko zauważyć, że dalej nie masz na sobie majtek — dodała, spoglądając jej prosto w oczy. Nie musiała zerkać niżej, przecież czuła.
Pochyliła głowę, żeby przyjrzeć się uważniej swojemu wdzianku. No dobra, musiała to przyznać przed samą sobą, że wyglądała zajebiście. Do tego było jej niewiarygodnie wygodnie. Nie potrafiła jednak rozstrzygnąć, czy to zasługa miękkiej koszulki i rozciągniętych dresów, czy raczej faktu, że ubrania pachniały April. Gdyby fatałaszki przyjaciółki nie sięgały jej do połowy łydki, znacznie częściej podkradałaby je z jej garderoby. I to bez najmniejszych skrupułów!
No dalej, Finch — powiedziała, zuchwale umieszczając dłonie na jej biodra. — Jesteś taka mądra i kreatywna. Na pewno potrafisz mnie zaskoczyć. Chyba? — dodała z udawaną niepewnością. Trochę ją podpuszczała, świadomie uderzając w jej ambicję. Od lat przesiąkały tym wzajemnym droczeniem się i drobnymi zaczepkami, które w rzeczywistości były tylko kolejnym sposobem na bycie bliżej siebie.
W gruncie rzeczy Teddy wcale nie potrzebowała wielkich gestów ani spektakularnych niespodzianek. Zawsze cieszyły ją małe rzeczy. Wystarczało zwykłe spędzanie czasu na nicnierobieniu, żeby czuła się dokładnie tak, jak teraz. A teraz czuła wręcz niepohamowane szczęście. April siedziała wyprostowana na jej udach, robiąc to, co lubiła robić. Oczywiście chodziło wyłącznie o samą grę na instrumencie!
Uśmiechnęła się, nie odrywając wzroku od oczu przyjaciółki, której palce z niesamowitą lekkością sunęły po strunach. Mogłaby tak gapić się na nią przez całą wieczność, bo ta chwila, która rozciągała się poza zwykły czas, to zdecydowanie za mało. Życie Darling byłoby naprawdę obrzydliwie smutne, gdyby nie było w nim Finch.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ladies and gentlemen, we got him. Oto post na sticka, hura! O czym to ja? A tak. Teddy była strasznie, kurwa, durna. To też bardzo pocieszało April. Nikt w życiu nie opisałby jej jako kogoś z precyzją i chirurga i rozsądkiem sapera. Potrafiła być skończoną łamagą i sierotą obrzyganą. Żenowały ją własne wpadki i zachowania, przeklinała wszystkie klamki w domu, gdy zahaczała o nie koszulką. Ileż to złorzeczeń wymyślała na spadający jej na koszulkę z widelca makaron, gdy znowu jadła bardzo późny obiad w łóżku nad laptopem. Mogłaby tak wymieniać długo. Ale potem spotykała się z Teddy i to ona odwalała jakiś szajs. Finch przypominała sobie, że na co dzień była wyjątkowo sprawną i odpowiedzialną strażaczką i ten kontrast sprawiał, że cały żal z niej odchodził. Stąpały po tym świecie lepsze elementy niż ona sama. Cud, że jeszcze stąpały.
Moja kolej? — Spojrzała na nią z niedowierzaniem. A kiedy niby minęła kolejka Teddy? Jak zabrała ją w góry na koszt własnych rodziców? No nieźle! Może April też powinna poprosić staruszków o jakiś prezent, a potem spożytkować go z przyjaciółką? Nie, zdecydowanie nie. Odrzuciła tę myśl szybciej niż zdążyła się do końca sformułować. To byłoby okropne doświadczenie. I pewnie przykre. Pozbawione rozrywki, nadziei i uśmiechów dzieci.
Zmarszczyła nos, zamyślając się na moment. Wyzwanie nieco wjechało jej na ambicję. Obawiała się, że poprzednia propozycja muzealnej randki może okazać się niewystarczająca. A ona bardzo nie chciała być dla Teddy tylko fragmentaryczną. Przez jej myśli zaczęły mknąć wizje wspólnego zdobywania Everesta, zakładania kolonii na Marsie i kolacji w paryskiej Le Jules Verne. Na pierwszą opcją sama nie zgodziłaby się za żadne skarby, na drugą nie było ją stać, a trzecia była tak sztampowa, że aż mroziło jej zęby. Wszystko wydawało się zbyt banalne w porównaniu z tym, jak szczególna była dla niej Teddy. Skończyła grać piosenkę Eltona i w naturalny sposób przeszła do spokojniej improwizacji. Nie była w stanie skupić się na graniu niczego górnolotnego, to musi Darling wystarczyć. Jak muzyka w poczekalni u lekarza.
— Chciałabym cię zabrać na jakąś oficjalną premierę filmową, żebyś jednak musiała odwalić się w niesamowitą suknię, ale pewnie umarłabyś tam z nudów. — Zaczęła snucie pomysłów, bardziej trzeźwo skupiając się na oczach Teddy. Influencerzy podpięci pod agencję, w której pracowała, co rusz dostawali zaproszenia na tego typu eventy. Załatwienie wejściówki dla siebie i osoby towarzyszącej nie byłoby dla April żadnym problemem. Nigdy jednak jej takie wydarzenia nie kręciły i nie była pewna, czy strój Teddy był tego warty. Jakby się bardzo postarała, to pewnie dałaby radę namówić ją, żeby się tak odwaliła nawet na wspólnego skręta w parku.
— Chciałabym kiedyś zwiedzić Włochy. Pomyśl tylko! Ty, ja, Vespa, wybrzeże Amalfi, oglądanie flamingów w delcie Padu... — Westchnęła rozmarzona. Przestała grać, odłożyła gitarę na łóżko obok Teddy. To też brzmiało jak drogie i poważne przedsięwzięcie, ale przecież było ją stać. Nie wiedziała tylko, jak miałaby ją namówić na wzięcie wolnego na dłużej niż cztery dni. Ale to przecież było do zrobienia. Przejechała palcem od nasady nosa Teddy do jego czubka, który delikatnie nacisnęła.
— Albo po prostu chodźmy do tej knajpy na Spadina Avenue. Pamiętasz ją? Ze mną przecież będziesz się bawić świetnie wszędzie. — Przypomniała jej o taniej, obskurnej restauracji z azjatyckim jedzeniem, w której lubiły się stołować tuż po liceum. To pasowało do ich budżetu, a żarcie było, wbrew wyglądowi przybytku, po prostu świetne. Paskudna podłoga, krzycząca na siebie po wietnamsku obsługa i dzieci właścicieli robiące za kelnerów – to miejsce mogło poszczycić się wszystkimi cechami charakterystycznymi dla porządnej, azjatyckiej restauracji.
Opadła na nią miękko, pozwalając grawitacji wykonać większość pracy. Oparła przedramiona na materacu, zamykając głowę przyjaciółki w więzieniu swoich ramion. Przywarła do niej, wtulając się w jej ciepłe ciało. Jej biodra zsunęły się niżej, ocierając się o podbrzusze Darling. Przypadkiem. Totalnie.
— Faktycznie... nadal nie mam na sobie majtek — mruknęła prosto do jej ucha, muskając wargami wrażliwą skórę. Dość szybko wycofała się w bezpieczniejsze rejony. Oparła skroń o poduszkę, wtulając się w zagłębienie między jej szyją w ramieniem. Wiedziała, że stąpa po kruchym lodzie. Pamiętała, jak skończyły się przesadne prowokacje. Silna wola nie była jej najmocniejszą stronę, zwłaszcza przy Teddy. Nie byłaby sobą, gdyby sobie darowała taką okazję.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Absolutnie nieważne, że voucher do Mont-Tremblant był prezentem od państwa Darling. Jakie to miało znaczenie? Żadne! Liczyło się tylko to, że zabrała tam April. I to było sedno całej sprawy. A przecież mogła pojechać z kimkolwiek innym. Mogła zabrać informatyczkę z TPS, z którą połączyła ją wspólna trauma po zamachu terrorystycznym w banku, chociaż, paradoksalnie, dużo wcześniej skakały razem na bungee i pieprzyły się w lofcie Teddy. Mogła wybrać nową strażaczkę z jednostki, która wcale nie była taka nowa, bo poznały się dziesięć lat wcześniej na szkoleniach, gdzie rywalizowały dosłownie we wszystkim. Teddy aż zalewała krew, kiedy tamta okazywała się lepsza, a jednak nie potrafiła oderwać od niej oczu. Mogła zabrać Irs, z którą również przyjaźniła się od liceum. Albo Abby, która niejednokrotnie składała ją do kupy na ostrym dyżurze po mniej udanych akcjach, zszywała rany i zadawała pytania, na które Darling zawsze odpowiadała szczerze. Opcji było mnóstwo. Każda z tych osób miała powód, żeby tam z nią pojechać. Ale nie zabrała żadnej z nich. Zabrała April. I to mówiło wszystko.
Jeździłaś na nartach? Jeździłaś. To o co ci chodzi? — uniosła jedną brew. Jasne, że jeździła, tylko jakim kosztem! — Przestań się czepiać — wbiła jej palec pod żebra. Lekko, le to wystarczyło, żeby załaskotało.
Oficjalna premiera filmowa sama w sobie brzmiała strasznie nudno. Teddy ziewnęła teatralnie, przeciągając się na łóżku. Takie wydarzenia nie były warte pięknej kreacji, wysokich obcasów ani, co gorsza, cierpliwego uśmiechania się do obcych ludzi. Równie dobrze kilka miesięcy później mogłyby obejrzeć tę produkcję na jakiejś platformie streamingowej. Mogłaby nawet założyć długą suknię! W końcu jeśli chodziło tylko o to, żeby się wystroić, jej loft była równie dobrą salą premierową jak czerwony dywan.
Kolejne propozycje okazały się znacznie ciekawsze. Ostatecznie przekonała ją Vespa. Wprawdzie zupełnie nie mogła się równać z jej wspaniałym Kawasaki, ale pędzenie sportowym motocyklem po krętych drogach wybrzeża Amalfi mogłoby nie być tym, czego April naprawdę oczekiwała.
Teddy poruszyła nozdrzami, gdy przyjaciółka nacisnęła jej nos. A potem zmarszczyła go na wspomnienie azjatyckiej knajpie. Jedzenie było tam obłędne i takie w sam raz na kieszenie biednych licealistek.
Najpierw wyskakujesz z Włochami, a potem ze speluną w Spadina Avenue? Och, wow — Teddy pokręciła głową z udawanym niedowierzaniem. — Ja rozumiem wszystko, ale żeby upaść aż tak nisko? — sprzedała jej pstryczka w ucho. Zaraz jednak znieruchomiała, kiedy usta przyjaciółki musnęły to jej.
Darling aż ścisnęło w żołądku. To było takie śmieszne uczucie, kiedy całe wnętrzności podchodzą do gardła. Przejechała dłonią po swoim odsłoniętym podbrzuszu, a potem przekręciła głowę, zmuszając Finch do podniesienie wzroku.
Nie dość, że bez majtek, to jeszcze mokra — wyszeptała wprost w jej usta. Nie pocałowała jej. A mogła. Powinna.
Zamiast tego objęła ją mocniej ramionami, przyciągając do siebie i rozkoszując bliskością drugiego ciała. Tym razem to Teddy wcisnęła twarz w zagłębienie między szyją a ramieniem Finch, otulając ją ciepłym oddechem. Jej dłonie przesunęły się się po jej plecach. Pod palcami wyczuwała każdy drgający mięsień i każdą krzywiznę.
Pachniesz jak pieczone jabłka z cynamonem — mruknęła, składając słodki pocałunek na jej skórze. Cóż, to zdecydowanie lepsze niż kiełbasa. Lubiła pieczone jabłka z cynamonem.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#109”