-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chciała dbać o pielęgnowanie ich wyjątkowych wspomnień. Teddy załatwiła przecież kapsułę czasu, ona też musiała się zaangażować. Z każdym kolejnym dniem pamięć będzie im ulatywać coraz szybciej. Na początku w ogóle tego nie odczują, ale jak wreszcie zaczną to zauważać, to będzie za późno, by nadrabiać takie rzeczy. Lepiej było wspominać na zapas, żeby wspomnienia były w głowie w gargantuicznej liczbie. Z takiego zbioru mniej boli, jak uleci, bo nadal zostaje dużo. Dobrze było też tworzyć całkiem nowe. Ta miniaturowa impreza urodzinowa na pewno na długo zadomowi się w jej pamięci. Jeżeli miałaby kiedyś zostać wypchnięta, to tylko przez jakąś lepszą.
— I to wszystko specjalnie dla ciebie. Taki dodatkowy prezent? — zaproponowała, cicho, głaszcząc kciukiem jej policzek. Nadal czuła, że trzy do jednego nie były uczciwą proporcją. Nie miała jej niestety do zaoferowania nic materialnego. Wręcz przeciwnie! Zamiast coś dać – pozbyła się. Majtek. Ale przecież w życiu nie przyszłoby jej do głowy, by to zrobić, gdyby spędzała czas z kimkolwiek innym. Nie miała w zwyczaju robić tego sama dla siebie (co pewnie byłoby dla Darling szokiem, biorąc pod uwagę, za jak puszczalską ją ma). Nikt też nie miał takiej łatwości w sprawianiu, żeby była tak mokra.
Przymknęła oczy, rozkoszując się dotykiem jej dłoni na plecach. Mogłaby tak leżeć godzinami. Albo i dłużej. Właściwie to mogłaby już się stąd nie podnosić, o ile będzie ją nadal dotykać. Uśmiechnęła się słysząc uwagę. Jabłka z cynamonem. Mogła z tym żyć. To zasługa proszku do prania? Szamponu do włosów? A może tak po prostu działa amortencja? Nie wiadomo. Finch nie czyta składów takich łazienkowych eliksirów.
— Dobrze, że pachnę czymś, co lubisz. — Wciągnęła mocniej powietrze, jakby chciała dokładniej sprawdzić, czym pachniała Teddy. Oczywiście nie musiała tak pajacować. Była w nią wtulona na tyle mocno, że zapach zdążył ją już dokładnie otulić.
— A ty pachniesz mną... Czyli czymś co ja lubię. — Not a joke, just a fact. Codzienny zapach ciała Darling mieszał się z jej dzisiejszymi perfumami i tym nieszczęsnym proszkiem April. Bardzo jej się ta mieszanka podobała. Nie rozumiała, czemu nie mogła pachnieć tak częściej. Pocwałowała ja delikatnie w szyję. I znowu. I jeszcze raz. Bardzo powoli przemierzała szlak z powrotem w stronę jej ucha.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Podobał jej się ten dodatkowy prezent. Świadomość, że przyczyniła się do tego, jak bardzo April była mokra, rozbrajała ją i napawała dumą. A jednak coś wyraźnie tutaj nie pasowało. Darling zmrużyła oczy i odchyliła się nieznacznie, żeby móc spojrzeć przyjaciółce prosto w oczy.
— Na który sama sobie zapracowałam? — powtórzyła z łobuzerskim uśmiechem i wyraźnym rozbawieniem w spojrzeniu. — Nieźle to sobie wymyśliłaś — dodała ciszej, trąciła nosem jej policzek w geście bardziej czułym niż zaczepnym. — Dziękuję, jesteś bardzo hojna — wplotła palce w jej jasne, miękkie włosy. Drugą dłonią wciąż błądziła po plecach, leniwe rysując linie po materiale koszulki. Ostrożnie podciągnęła go wyżej, przejeżdżając paznokciami po gładkiej, nagiej skórze.
Nie zmierzała do niczego więcej. Chciała po prostu mieć ją blisko. Nie potrzebowała kolejnych prezentów, które można zważyć czy porównywać. Licytowanie się i tak niczego by nie zmieniło.
Od dawna nie czuła takiego wewnętrznego spokoju. Myśli, które zwykle kłębiły się w jej głowie, teraz delikatnie wygasły. Zamknęła oczy, wsłuchują się w oddech April, a ciężar jej ciała spoczywał na niej w najbardziej naturalny z możliwych sposobów. Mogłaby zostać tutaj na zawsze. Tak, dokładnie w tym miejscu, w tym łóżku i w tej jednej, niezmiennej pozycji. Świat mógłby się zatrzymać, a ona nawet by tego nie zauważyła.
— Przesiąkłam tobą — zgodziła się, podejrzewając, że jeszcze długo po powrocie do domu będzie nosić na sobie jej zapach. W ogóle jej to nie przeszkadzało.
Było wiele zapachów, które Teddy naprawdę lubiła. Zapach asfaltu po deszczu, kiedy ulice parowały i benzyny prosto z baku. Lubiła aromat ciasta wyjętego prosto z piekarnika oraz zapach rodzinnego domu dzień przed świętami. Uwielbiała woń świeżo skoszonej trawy, niosącą ze sobą lato i beztroskę. I jeszcze zapach waty cukrowej. Ale wcale nie skłamałaby, gdyby powiedziała, że to zapach Finch był jej ulubionym.
Zamruczała cicho, czując na szyi ciepło wilgotnych warg. Trochę jak kot. Skóra na ramionach natychmiast pokryła się gęsią skórką, a rozkoszny dreszcz przebiegł wzdłuż jej kręgosłupa. Wstrzymała oddech, pozwalając ciarkom rozlewać się powoli aż zostało po nich delikatne mrowienie.
— Pierdolisz mi w głowie — wyszeptała miękko. Nie chciała zabrzmieć pretensjonalnie. To było bardziej wyznanie niż jawne oskarżenie.
Teddy nie była pewna, gdzie kończy się granica między tym, co ją denerwuje, a tym, co w tym zamęcie sprawia jej autentyczną przyjemność. Nie potrafiła nawet tego nazwać, a co dopiero ujarzmić. Każda próba uporządkowania myśli kończyła się żałosną kapitulacją. Czuła, że traci grunt pod nogami i jednocześnie nie chciała, aby ta chwila kiedykolwiek się skończyła. I szczerze? Ale tak szczerze? Nie miała pojęcia, co z tym zrobić.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jestem bystra i diabelnie seksowna — przyznała jej rację poważnym tonem. Nie zapraszała do dyskusji, bo nie było o czym. Nie podejrzewała nawet, że przyjaciółka mogła myśleć inaczej. Nie była przecież ślepa.
Wciągnęła mocniej powietrze zaskoczona dotykiem paznokci na plecach. Puls prądu przeszedł jej wzdłuż całego kręgosłupa, zawijając nieco i lądując między nogami. Napięła odruchowo mięśnie, jak przestraszona tą nagłą przyjemnością. Wystarczyło, że zrobiła głęboki wydech, a ciało znowu się rozluźniło. Na rękach pojawiła się gęsia skórka, a sytuacja zrobiła się perfekcyjna. Wreszcie miała okazję odpoczywać. W tym roku zdarzyło jej się to pierwszy raz. Przez pierwsze dni stycznia znęcała się nad własnym organizmem, doprowadzając go na skraj wytrzymałości. Po ich kłótni bardzo chciała odespać, ale sen jak na złość nie przychodził. Była w stanie długo znosić zaburzenia gospodarki snu, gdy były spowodowane pracą, a kiedyś szkołą. Stres, który ją wtedy zżerał, nijak się miał do tego, który czuła przez ostatnie dni. Wizja znikającej z jej życia Teddy wykańczała ją psychicznie i sprawiała, że mięśnie ramion zamieniały się w kamień. Teraz wreszcie czuła upragniony spokój. No i była po prostu fizycznie zmęczona po liczbie orgazmów, które jej dzisiaj zapewniała nie zbliżając się nawet do założeń.
Uśmiechnęła się znowu, wciskając mocniej twarz w jej ciało, jakby chciała się w nim schować. Nie była w stanie powstrzymać się od uśmiechu, gdy słyszała takie rzeczy. Rozsądniej pewnie byłoby się martwić albo chociaż chełpić, ale to po prostu ją rozczulało. Nie musiało wcale brzmieć romantycznie i poetycko. Ważne, że było szczere, a ona czuła to w czułym objęciu. Pewnie gdyby Darling zaczęła do niej mówić sonetami, to by się zmartwiła, zamiast ucieszyć. I sprawdziła, czy strażaczki nie trawi jakaś okrutna gorączka.
Siedziała w niej ta dziwaczna tęsknota za czasami, które jeszcze nie nadeszły. Odkąd ją poznała, wiedziała, że zostaną w swoich życiach do śmierci którejś z nich. Nie było szans, żeby to się po drodze zmieniło. To było oczywiste jak fakt, że słońce co rano pojawia się na niebie. Problem w tym, że jednak na moment zniknęły. April nie robiła tego z przekonaniem, że nie wróci do świata Darling. Przeciwnie, bardzo chciała wrócić, ale nie wiedziała, jak ma to zrobić. Od początku wiedziała, że to nie było sprawiedliwie, ale dopiero dzisiaj naprawdę usiadło jej to na żołądku.
— Naprawdę przepraszam, Teddy — wymamrotała z twarzą wciąż przyciśniętą do jej skóry. Słowa były bardzo ciche, ale zrozumiałe. Wsunęła ręce między jej plecy a materac i uczepiła się jej jak małpa do drzewa. Bardzo nie chciała się teraz odsuwać. Możliwe, że trzeba byłoby ją popsikać wodą, żeby się przestraszyła i czmychnęła, zostawiając przyjaciółkę w świętym spokoju.
— Bardzo mi się podoba to wariowanie na twoim punkcie — dodała, nieco odsuwając twarz, dzięki czemu słowa od razu nabrały bardziej obłych kształtów. April uwielbiała tracić dla kogoś głowę. Przy początku każdego wariactwa zapominała o każdym pokruszonym sercu i wypłakanych łzach, znowu była cała w skowronkach i dałaby się za ten stan pokroić. Mała masochistka. Teddy znała ją bardzo dobrze, a mimo tego sukcesywnie (i z premedytacją) dawała jej kolejne powody, żeby wreszcie do końca odpięła wroty. Mała masochistka.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie pamiętała, jak wyglądał świat bez April. Od czasów liceum były praktycznie nierozłączne. Choć na studiach widywały się rzadziej, bo goniły je czas, codzienne obowiązki i nowe znajomości, ich przyjaźń wciąż była obecna i namacalna. Finch stała się integralną częścią jej życia w sposób tak naturalny, że myśl o jej braku wydawała się niemożliwa.
A jednak, gdy przez dwa tygodnie nie odezwały się do siebie, Darling poczuła po raz pierwszy od piętnastu lat prawdziwy strach. I wtedy właśnie przyszło jej do głowy, że może tamta noc po Jarmarku i wspólny wypad w góry rzeczywiście były błędem. Nie żałowała tych chwil, ale bała się, że mogły one przesądzić o ich relacji. Właściwie to była przerażona. Jej lęk nie był bezpodstawny, wszystko wynikało z uników, wymówek i tej przeklętej ciszy. A potem przyszła nieszczęsna kłótnia. Nie oczyściła atmosfery, która nie przyniosła wyjaśnienia ani ulgi. Pozostawiła jedynie niesmak, poczucie winy i świadomość, że coś w ich przyjaźni zostało zachwiane.
Ale teraz, leżąc w półmroku, tak mocno w siebie wtulone, poczuła, że nic się nie zmieniło. Nie chciała, żeby sprzeczki i seks wstrząsnęły ich relacją. Może obie powinny sobie kogoś znaleźć? Stworzyć jakieś zdrowe związki? Może wtedy ich wzajemne przyciąganie nie byłoby tak intensywne i bez wyjścia?
Słysząc przeprosiny, Teddy otworzyła oczy. Ściągnęła brwi i uśmiechnęła się pod nosem.
— Za co mnie przepraszasz? — zapytała, zakładając jej kosmyk włosów za ucho. — Za to, że pierdolisz mnie w głowie? Na to już trochę za późno — zaśmiała się, ale bez żadnej złośliwości. Sama musiała sobie jakoś poradzić z tym faktem, nikt inny tego za nią nie zrobi.
Nie chciała, żeby April zbzikowała na jej punkcie. To znaczy, podobało jej się to, ale właśnie dlatego, że ją znała, wiedziała, jak to się skończy.
— Naprawdę? — znów przejechała paznokciami między jej łopatkami. Za dwa tygodnie ci przejdzie. Nie, tego jej nie powie, chociaż był moment, w którym miała na to ochotę. Ale ta chwila na to nie zasługiwała. Finch również. Jeszcze znowu się pokłócą i wtedy dopiero Darling rozleci się na kawałki. To nie był czas na uszczypliwości. — Dlaczego? — zapytała, muskając ustami jej rozgrzany policzek.
Chciała wiedzieć, co takiego fajnego jest w tym wariowaniu na jej punkcie. Czy April też przez to nie mogła spać, przewracając się z boku na bok? Czy łapała się na tym, że myśli o niej częściej niż zazwyczaj? Czy czasem budziła się w środku nocy ogromną chęcią napisania do niej wiadomości? Albo że przystawała w połowie drogi, bo przypomniała sobie jej oczy? Dla Teddy wariowanie nie polegało tylko na niekontrolowanym tęsknieniu. To były drobne, absurdalne rzeczy, jak niesłuchanie rozmów w towarzystwie, bo jej myśli wędrowały zupełnie gdzie indziej. Albo wtedy, gdy nagle słyszała echo jej śmiechu w głowie.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Akurat za to nie mam zamiaru przepraszać. Za bardzo się staram, żeby pierdolić jeszcze bardziej. — Uśmiechnęła się smutno i niepewnie. Nie po to przecież wychodziła ze skóry, żeby się jej przypodobać, żeby teraz musieć za to przepraszać. Mogło być jej co najwyżej wstyd, że nie działo się to jeszcze szybciej albo intensywniej. Znała ją na tyle dobrze, że pewnie była w stanie wymyślić skuteczniejsze metody. I bardziej cywilizowane niż zdejmowanie majtek w miejscach publicznych. Problem w tym, że te aprilizmy dawały jej zbyt dużo radochy. Nie będzie z nich rezygnować na rzecz bycia rozsądną albo wyciętą z komedii romantycznej.
— Przepraszam za pozostałe... głupie decyzje. — Wytrzymała przez moment jej spojrzenie, ale w końcu musiała spuścić wzrok. Przyznawanie się do błędów nie miało w sobie niczego z dobrej zabawy. Nie była upokorzona faktem, że musi prosić o wybaczenie, a raczej tym, co do tego doprowadziło. Przepraszała ją ostatnio, ale bała się, że Darling nadal do końca tego nie przyjęła. Machnęła ręką na jej słowa, by zakończyć temat, ale ciągle nie było widoków na przebaczenie. Na zapomnienie nawet nie liczyła, sama pewnie na jej miejscu kisiłaby to w sobie zdecydowanie za długo.
Przyglądała się jej z rozbawieniem. To proste pytanie było naprawdę urocze. Bardzo chciała jej to wszystko wyjaśnić, ale nie spodziewała się, że Teddy będzie chciała o tym słuchać. Dobrze, że nie tylko ona była zafiksowana na punkcie słuchania o sobie przyjemnych rzeczy. Podobno były na świecie osoby, które takie rozmowy krępowały. April nie była w stanie w pełni zrozumieć. Schlebiało jej, że chciała słuchać na temat jej emocji. Rozczulało ją, że prosiła nie tylko o fizyczne uniesienia, ale też o pieszczotliwe zapewnienia. A może to przez to, że dzisiaj kategorycznie odmówiła zrobienia jej dobrze? To mogło być ze sobą powiązane. Wzięła ją na przeczekanie, bo tak się zamyśliła nad faktem, jaka Teddy jest urzekająca, że zapomniała mówić to wszystko na głos.
— Bo lubię jak mi się śnisz. W każdej formie. — Przygryzła dolną wargę, uśmiechając się do wspomnienia tych snów. Śniło jej się dużo i często, a od świąt Teddy wielokrotnie w nocy wkradała się do myśli. Kolejny powód, przez który była taka rozdrażniona, że nie mogła spać! Miała nadzieję, że najbliższe tygodnie pozwolą jej nadrobić te styczniowe straty.
— Pamiętasz, jak ci opowiadałam, że po świętach mamy spotkanie z ludźmi z Sony? Dobrze, że nie byłam na nim sama, bo nie mam pojęcia, czego dotyczyło. Jeszcze w trakcie przystawki na cały wieczór pokonała mnie piosenka z restauracyjnej playlisty. Zamiast lukratywnych kontraktów miałam w głowie tylko twoje szepty. Chyba niczego tam nie zjadłam? Nawet nie wiem... — Pokręciła głową z rozbawieniem. Spotkanie na szczęście było tylko formą budowania relacji agencji z przedstawicielami PlayStation. To nie było w jej stylu, żeby zawalać sprawy tak istotne dla firmy. No i przecież to szansa na wkręcenie się na eventy z branży gier wideo – totalnie w kręgu jej zainteresowań. Losowa piosenka, która brzęczała gdzieś w tyle, gdy obściskiwały się po jarmarku wystarczyła, by kompletnie pozbawić ją koncentracji, a każda myśl skręcała w stronę Teddy.
— No i chyba nie uwierzyłaś, jak powiedziałam, że się nie wyspałam przed wyjazdem przez pracę? Przepakowywałam torbę z pięćset razy. I zrobiłam nieprzyzwoicie drogie zamówienie na nową partię ciuchów, próbując się wpasować w twój gust. Jeszcze ich nie rozpakowałam. — Wskazała na pudło wciśnięte pod biurko. Hurtowe dokupowanie garderoby pod gust jej nowego szaleństwa było akurat dość typowe. Zawsze miała wrażenie, że jej codzienne stroje są co najmniej niewystarczające, by kogoś w nich zachwycić.
— Nie mogę przestać się uśmiechać. Produkujesz we mnie pokurwione ilości endorfin. — Schowała twarz w dłoniach, czując, że znowu zaczyna się szczerzyć jak durna. Była na co dzień bardzo wesoła, ale nawet ona miała jakieś granice. Od takich ciągłych uśmiechów bolą przecież policzki! Westchnęła krótko, modląc się o to, że przestała się już rumienić. To akurat w obecności Teddy ją zawstydzało. Żeby odwrócić jej uwagę, ujęła jej twarz w dłonie i zajęła ją długim pocałunkiem.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I mimo że dalej niektóre rzeczy uwierały ją pod żebrami, sama musiała uporać się z jakimś wewnętrznym, bliżej niesprecyzowanym żalem. Nie mogła wściekać się na nią do usranej śmierci. Głównie dlatego, że po prostu nie potrafiła. I raczej nie miała już ku temu konkretnych powodów. Sama pozwalała jej na jebanie w głowie, zamiast powiedzieć stanowcze
Nie mogła powstrzymać uśmiechu, kiedy przyjaciółka zaczęła mówić. Ona również o niej śniła. A to było akurat bardzo dziwne, bo Teddy właściwie nigdy nic się nie śniło. Zwykle była tak zmęczona po służbie, że padała jak mucha. Sen miała twardy, a po przebudzeniu niczego nie pamiętała. Od kilku tygodni było inaczej — najpierw nie umiała zasnąć, a gdy w końcu jej się to udawało, sen był płytki i urywany. I chociaż często pojawiała się w nim April, w środku ogarniała ją irytacja. Bo nie dość, że nie mogła dośnić o niej do końca, to jeszcze chodziła niewyspana i rozjuszona jak osa.
— Ty przynajmniej nie pomyliłaś węża strażackiego z ogrodowym — parsknęła pod nosem, przypominając sobie niedawne wezwanie do jednorodzinnego domu przy Poplar Road, w którym kuchenka stanęła w płomieniach i ogień zajął dwa inne pomieszczenia. Darling, wchodząc przez okno na tyłach budynku, złapała nie ten przewód, co trzeba. Dotychczas nigdy nie zdarzały jej się podobne wpadki! — Jak są zwinięte, to wyglądają bardzo podobnie — dodała na swoje usprawiedliwienie. Bzdura, różnica była diametralna. Nie trzeba chyba mówić, jak ogromne ogarnęło ją zdziwienie, kiedy odkręciła zawór, a ciśnienie wody rozsadziła w ogrodzie zamrożone zraszacze.
Podparła się na łokciach, żeby spojrzeć na pudło pod biurkiem. Teraz to dopiero się zdziwiła. Zaśmiała się głośno i posłała April rozbawione spojrzenie.
— Oczywiście, że uwierzyłam w bajeczkę o pracy — zastrzegła, bo to brzmiało totalnie przekonująco! Finch pracowała dużo i długo, więc Darling łyknęła wszystko jak młody pelikan. Dlaczego miałaby nie uwierzyć na słowo przyjaciółce, w dodatku pracoholiczce? Friends don't
Chyba nie było nic lepszego od uszczęśliwiania drugiej osoby. Chciała odciągnąć dłonie od jej twarzy i wyznać, że mogłaby ją tak uśmiechać do końca pieprzonego świata, ale wtedy April ją pocałowała i Teddy zapomniała, co chciała powiedzieć. Wszystkie zbierające się na języku myśli wyparowały, a sam język wplótł się w rozchylone usta Finch. Całowała ją powoli, próbując okiełznać łomoczące w klatce piersiowej serce.
— Musisz rozpakować te ciuchy — wyszeptała między jednym a kolejnym muśnięciem ust. Ujęła jej twarz w obie dłonie, jeszcze przez chwilę przytrzymując dolną wargę zębami. — Teraz. Bo nie wiem, czy wpasujesz się w mój gust — dodała z absolutną powagą, chociaż oczy jej się śmiały. Naprawdę chciała zobaczyć, co April kupiła w przypływie chwili i czy trafiła z jej upodobaniami.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mhm. Identyczne. — Pokiwała głową, chcąc ją nieco wesprzeć w tuszowaniu tej pomyłki. Może poszłoby lepiej, gdyby z jej słów nie ociekała wręcz ironia. Nie znała się za dobrze ani na ogrodach, ani na straży pożarnej, ani na... życiu. Ale aż taka durna nie była! Pomyłka bardzo jej się spodobała. Miała nadzieję mylić ją tak jeszcze częściej. Tylko może nie w czasie jakichś niebezpiecznych akcji, żeby nie narażała się bardziej niż miała to w obowiązkach.
— Poważnie? To chyba jednak aż tak się nie postarałam. — Teraz już nawet nie próbowała zgrywać rozumiejącą pomyłkę. Westchnęła zażenowana jej łatwowiernością. A podobno to April była naiwna jak dziecko. Mogło to jednak oznaczać winę Finch. Martwiła się o każdy szczegół własnej prezencji, dobierała bieliznę, która kompletnie nie nadawała się na górskie temperatury, a ostatecznie jej wysiłki nie zostały nawet zauważone? Zostały przyćmione przez bajeczkę o natłoku obowiązków? Wcześniej martwiła się, że jej fortel się nie udał i Darling mogła z niej czytać, jak z otwartej księgi. Teraz martwiła się, że cały plan był po prostu wyjątkowo chujowo dowieziony. To było dużo gorsze odczucie.
— Czy ty chcesz, żebym ja się ubrała? —
Schyliła się pod biurko i wysunęła pudło. Niezbyt mądre w tym wieku się schylać, a nie po prostu kucać do czegoś na podłodze. No i jeszcze takie nierozsądne! Przecież miała na sobie wyłącznie przydługą koszulkę, nadal nie miała na sobie majtek i kiedy schyliła się pod blat, stojąc tyłem do Teddy to... aaa. No tak. To było specjalnie. Klęknęła na podłodze obok kartonu i rozchyliła wieko. W środku było kilka mniejszych paczek zamówionych z różnych sklepów.
— To ci się na pewno spodoba. — Na pierwszy ogień poszła bielizna. Wyciągnęła zdobycz z torby, prezentując ją z dumą. Materiał zaszumiał cicho, gdy potrząsnęła nim, by rozprostować szerokie, koronkowe rękawy.
— Jak bogata wdowa podrywająca gościa od basenu. — Luźna narzutka w stylu kimono z szerokimi rękawami, wykończona gładką, satynową lamówką i przewiązana w pasie szeroką szarfą. Sięgałaby jej pewnie ledwo za tyłek. Delikatna, misternie wypleciona czarna korona szlafroczka nie była w stanie zasłonić zbyt wiele ciała. Odłożyła strój na bok i pokazała drugi komplet. Uśmiechnęła się na widok głębokiego koloru wytrwanego wina. To też nie było zbyt grzeczne. Koronkowe body było mocno wycięte w okolicach biodra, co pewnie miało wydłużać optycznie nogi, a geometryczne wycięcie tuż nad mostkiem miało wskazywać nie patrz mi w oczy, tu mam biust. Czegoś takiego nie zdejmie cichaczem w publicznej toalecie, niestety.
Wyciągnęła z pudła proste, czarne szpilki oraz dwie pary jeansów, w których raczej nie było nic wyjątkowego. Po prostu były nowe i miały na niej potem ładnie wyglądać. Wypakowała wreszcie największą torbę. Otworzyła ją z wyraźną niechęcią. Wstała, żeby lepiej zaprezentować dużą, granatową kurtkę. Materiał był ciężki, szorstki w dotyku i gęsto tkany. Najciekawszym elementem były zapięcia. Zamiast błyszczących guzików front kurtki spinały cztery masywne, srebrne klamry – takie same jak w amerykańskich strojach strażackich. Kołnierz wykończony jest miękkim, brązowym sztruksem, a pod połami schowana była pikowana, jasnopomarańczowa podszewka.
— To jest The 4 Ganci od Fay. Na szczęście używana. Ale tego nawet nie komentuj, wiem, że to durne. Odsprzedam ją. — Mruknęła zawieszając kurtkę na wieszaku na szafie, by o tym nie zapomnieć. Naczytała się kiedyś, że Fay powstała, bo jakiś szalony Włoch zainspirował się surowym wyglądem kurtek roboczych służb w Stanach. Charakterystyczne, szokująco łatwe do zapięcia klamry bardzo jej się spodobały, ale zdawała sobie sprawę, że nieco ją poniosło z tym podlizywaniem się. Nie nosiła przecież rzeczy w tym stylu.
— A to jest tylko akcesorium, bo reszta kostiumu ma przyjść za dwa tygodnie. — Z ostatniego pudełka wyjęła uprząż taktyczną używaną w ekstremalnej jeździe terenowej. Podeszła z powrotem do łóżka i wyszukała coś na telefonie.
— Nie miałam nigdy stroju z Cyberpunka. Uznałam, że najbardziej podobałaby ci się tam Panam. Trochę się obawiam, że mnie ten techwear zje. — Usiadła obok niej i pokazała jej zdjęcia cosplayerki w stroju Panam, od której kupiła rzeczony kostium. Dziewczyna wyglądała świetnie, nie potrzebowała nawet peruki. U Finch to akurat był problem. April ne zajmowała się cosplayem profesjonalnie, ale lubiła wydawać na niego chore pieniądze. Raz na jakiś czas inwestowała w jakiś strój, który potem zakładała w Halloween, na jakieś tematyczne imprezy urodzinowe albo po prostu na zjazdy, w trakcie których poziom nerdozy na metr kwadratowy przekraczał wszelkie normy bezpieczeństwa. Rzadko kiedy na tych samych imprezach była też Teddy, ale od lat dostawała od April fotki z przygotowań i cierpliwie wyjaśnienia, kogo tym razem wybrała. Potem zazwyczaj sprzedawała kostiumy dalej.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Hej, postarałaś się! — zaprotestowała natychmiast. — Pamiętam te koronkowe majtki, które rozerwałam. Przypadkowo, rzecz jasna — i chociaż Teddy bardzo, ale to baaardzo starała się zachować powagę, kąciki ust zadrżały zdradziecko i uniosły w łobuzerskim uśmiechu. No nie mogła się powstrzymać. Tak, jak nie mogła się wtedy powstrzymać, żeby nie rozerwać bielizny, żeby się do niej dobrać. — Sukienka też była wspaniała! — dodała jeszcze, bo przyjaciółka wyglądała w niej olśniewająco. Co to tego nie było żadnych wątpliwości!
Kiedy Finch wstała z łóżka, Darling poderwała się z pozycji leżącej i usiadła po turecku, patrząc, jak przyjaciółka schyla się po pudło. Przechyliła głowę, kręcąc nią z lekkim niedowierzaniem, bo koszulka odsłoniła dosłownie wszystko i Teddy aż musiała sprzedać sobie taktyczny policzek na otrzeźwienie. Głośny plask rozniósł się po pokoju.
— Och — wymsknęło jej się na widok bielizny. — Przypomnisz mi, dlaczego jednak tego nie zabrałaś? Paczka przyszła już po wyjeździe czy stwierdziłaś, że to — w tym miejscu wskazała wymownie na kimono z szerokimi rękawami i coś, co więcej odkrywało niż zasłaniało. — Mogłoby mi się nie spodobać? — uniosła wysoko brwi w szczerym zdziwieniu. April naprawdę oszalała. Albo to ona zwariuje, że nie mogła jej w tym zobaczyć. Ani w komplecie w kolorze czerwonego wina. Teddy poczuła, że robi się tak samo czerwona, jak te koronkowe body. Z tego wszystkiego zrobiło jej się gorąco.
Szpilki i jeansy były w porządku. Totalnie w jej stylu, chociaż sama na co dzień nie chodziła w szpilkach, ale przecież to nie ona miała w nich chodzić. Ale to kurtka zrobiła na niej największe wrażenie. Tak, to zdecydowanie było coś, co Darling sama wcisnęłaby na siebie.
— Nie odsprzedawaj — zaprotestowała, trochę zbyt szybko, niż początkowo zamierzała. — Będzie idealna na motor — poruszyła znacząco brwiami, dając Finch do zrozumienia, że chętnie zabrałaby ją na przejażdżkę. Teddy była w posiadaniu motocykla prawie dwa lata i do tej pory nie udało jej się namówić przyjaciółkę na szybką jazdę po przedmieściach Toronto.
Może i Darling nie była takim świrem na punkcie gier komputerowych, jak April, ale kiedyś z rozpędu kupiła konsolę i przeszła kilka produkcji. Zajmowało jej to o wiele więcej czasu niż prawdziwym zapaleńcom i ogrywała gry na raty. Teraz PlayStation leżało zapomniane w szafie, bo zwyczajnie nie miała w swoim życiu miejsca na takie zabawy. Ale do Cyberpunka chętnie kiedyś by wróciła.
— Panam Palmer jest śliczna — zerknęła na przyjaciółkę, która pokazywała jej na telefonie cosplayerkę przebraną za nomadkę z klanu Aldecaldos. — Ale ty jesteś ładniejsza i będziesz wyglądała w tym milion razy lepiej — oznajmiła pewnie, wiedząc, jak dużo wysiłku wkładała, żeby dobrze prezentować się na takich imprezach. A na następne Halloween powinna wcisnąć ją w strój strażaczki, wtedy zrobiłaby furorę i nie zdołała opędzić się od lasek. Nie, wróć! To jednak był tragiczny pomysł.
Darling zagryzła wargę i przysunęła się bliżej, aby ująć podbródek przyjaciółki i odciągnąć jej uwagę od ekranu telefonu.
— Nie musisz się tak starać — spojrzała jej w oczy, bo tylko tak mogło to wybrzmieć, jak powinno. — Podobasz mi się we wszystkim — złożyła ciepły pocałunek na jej policzku. A najbardziej bez niczego.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Bo nie chciałam wychodzić na ostatnią zdzirę? Tylko taką czwartą od końca? Teraz już mogę być ostatnią, więc cieszę się, że ci się jednak podoba. — Zgarnęła bieliznę z powrotem i schowała do pudła. Nie chciała, by Darling stroje zbyt szybko się opatrzyły. Jeszcze na pewno będzie miała okazję, by się im przyjrzeć i to w dużo lepszym wydaniu, bo będą na April, a nie w opakowaniach. Musiała uzbroić się w cierpliwość. Właściwie obie musiały. Po tej reakcji Finch sama miała ochotę założyć na siebie którąś z tych rzeczy choćby natychmiast. Dzięki byciu zdzirą wiedziała, że to nie mogło być takie proste i żeby osiągnąć zamierzony efekt, musi przygotować wieczór w odpowiedni sposób.
— Mhm. Rozumiem. Za duża skórzana kurtka na bieliznę, tak? — Spojrzała jeszcze raz na kurtkę. Może faktycznie powinna ją zostawić? Chociaż na tę jedną okazję. Cieszyła się, że miała dobre przeczucie i to jeszcze przed usłyszeniem wymienionej przez nią decyzji z ich flirciarskiej gry. Oby cała wycieczka i uwielbienie przyjaciółki było warte tej nieprzyzwoitej sumy, którą kosztowała. Na strój Panam nie było jej tak szkoda. Opłaciła go z uśmiechem na ustach i w ogóle nie wyrzucała sobie potem, że chyba do reszty ją odkleiło. Teraz może sobie wybaczyć też strażacką modę.
Wywróciła oczami rozbawiona, słysząc kolejny komplement. Bycie bardziej atrakcyjną niż nierealistyczna kobieta wykreowana pikselami przez artystów? To dopiero komplement! Chyba że miała na myśli modelkę ze zdjęcia. Ale to w sumie też w odpowiedni sposób łechtało jej ego. Mogłaby pozbyć się z wyobraźni Darling jednej i drugiej – wolała mieć tam jak najmniej towarzystwa.
— Oj, Teddy. W ogóle nie rozumiesz. Wiem, że podobam ci się nawet w tym. — Machnęła ręką, wskazując na za dużą koszulę, w której była. Zarzuciła jej ręce na szyję i zgrabnie znowu wpakowała się na kolana. Nosem przesunęła po linii jej policzka, zatrzymując się tuż przed uchem.
— Dzięki tym nowym rzeczom masz dla mnie zwariować. Oszaleć. — Położyła dłoń na jej policzku, nachylając się tak blisko, że jej usta niemal musnęły ucho Teddy. Każdy wydech musiał łaskotać wrażliwą skórę. Szeptała powoli, starannie dobierając każde słowo. Chciała być jak najlepiej zrozumiana. Nie starałaby się aż tak dla zwykłych pochwał i drobnych przyjemności. To przecież całkiem nieźle do tej pory zdobywała. Żeby przejść na wyższy poziom, też musiała się postarać.
— Masz przez nie nie myśleć o nikim innym poza mną. — Jej dłonie wsunęły się pod materiał bluzki, palce powędrowały na plecy. Paznokcie przejechały po łopatkach, zostawiając za sobą delikatny ślad. Zjechała w ten sposób niżej, aż do samego dołu kręgosłupa. Opuszki palców zatańczyły po skórze wokół jej tali, zaczęły powoli sunąć na brzuch.
— Masz kompletnie odlecieć. Wypierdolić się, kurwa, na orbitę. Prosić, żebym zaczęła się z tobą pieprzyć. — Zacisnęła palce na gumce dresów, wsuwając je pod materiał, ale nie dalej. Zatrzymała się tam w cichym napięciu. Jej biodra naparły na Teddy, powoli, odchylając ją do tyłu.
— Rozumiesz już? — Ostatnie słowa wypłynęło jako cichy pomruk. Zębami delikatnie złapała płatek ucha Teddy, przytrzymując go na jedno bicie serca.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Tak, April — parsknęła zduszonym śmiechem. — Skórzana kurtka na bieliznę. To jest doskonały strój na jazdę motocyklem — przytaknęła szybkim skinieniem głowy. — I jednocześnie strasznie dziwny sposób na to, żebym cię rozgrzała — westchnęła z udawaną ciężkością, pozwalając jej wpakować się na swoje kolana. Chociaż podejrzewała, że nawet gdyby na to nie pozwoliła, Finch i tak by to zrobiła.
Wciągnęła gwałtownie powietrze, mając jej usta przy swoim uchu. Na plecach natychmiast pojawiła się gęsia skórka, którą przyjaciółka mogła wyczuć pod palcami. I co? Dalej uważała, że potrzebowała nowych ciuchów, żeby Darling oszalała na jej punkcie? Urocze. I zabawne, że dalej nie nie widziała, jak ją skręca od tego wszystkiego, co z nią wyprawiała.
Spięła mięśnie brzucha, kiedy ciepła dłoń przyjaciółki powędrowała niżej i wkradła się pod dresy. Zacisnęła powieki, delektując się szeptami, od których wirowało w głowie. Teddy chciała coś coś powiedzieć. Nawet rozchyliła wargi, ale pod naporem ciała Finch, ugięła się i opadła bezwładnie na materac, pociągając ją za sobą.
— To ty nie rozumiesz — mruknęła gdzieś przy jej szyi. Przejechała po skórze koniuszkiem języka i objęła ją ramionami, aby przeturlać się po łóżku i znaleźć na górze. Chwyciła ją za nadgarstki i przygwoździła do pościeli. — To ja muszę sprawić, żeby odpierdoliło ci na moim punkcie tak, jak mi odjebało na twoim. Czy to znaczy, że też muszę odświeżyć garderobę? Tak to właśnie działa? — uniosła pytająco jedną brew i trąciła jej nos swoim.
Z tym, żeby April myślała tylko o niej, mogło być znacznie trudniej. Znała częstotliwość, z jaką zmieniała obiekty swoich westchnień. Darling musiałaby stanąć na rzęsach, żeby zaczęła wzdychać tylko i wyłącznie do niej.
Na wzmiankę o proszeniu, zwilżyła wargi językiem i pokręciła z rozbawieniem głową.
— Nie będę o nic żebrać — wyszeptała wprost w jej usta. — Przyjaźnimy się od piętnastu lat. Nie złapiesz mnie na te swoje gierki — przypomniała jej, bo Teddy nie była pierwszą lepszą. Ani taką, co będzie się o cokolwiek dopraszać. — Ale mogę się postarać, żebyś to ty błagała. Tylko nie wiem, jak długo to wytrzymasz — podciągnęła za materiał jej koszulki i przesunęła rękę wyżej, zatrzymując się tuż pod piersią. Nie ujęła jej w swoją dłoń, ale zaczęła kreślić paznokciami wzory na mostku. — Bo ja mogę tak naprawdę długo — może i April była uparta, ale Teddy również potrafiła zaprzeć się rękami i nogami, wytrwale dążąc do celu. Wyczekane zawsze smakowało najlepiej. A jeśli miało to oznaczać, że Finch faktycznie postrada dla niej zmysły, ale tak naprawdę dla niej i tylko dla niej, musiała uzbroić się w cierpliwość po same zęby.
April Finch