30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zachłanność to okropny grzech. Mógł się rozwijać właściwie w nieskończoność. Ustawienie granicy, po której człowiek wreszcie będzie zadowolony, było bardzo trudne. Przynajmniej dla April. Lubiła wymagać od życia więcej. Ciągłe było jej mało i nie zamierzała spoczywać na laurach. Sto procent to było dla niej minimum, od którego dopiero można było zaczynać rozmowę. To, w jaki sposób Teddy na nią patrzyła, sięgało wysoko, ale nadal nie rozbiło szklanego sufitu. Istniała szansa, że nigdy tego nie zrobi, bo im bardziej będzie się starała, tym szybciej Finch będzie go podnosić. Wiedziała, że Teddy lubi rywalizajcę. Można było powiedzieć, że robiła to z dobrego serca, specjalnie dla niej.
— Tak, dokładnie tak. — Uśmiechnęła się, rzucając jej wyzwanie. W ogóle nie potrzebowała od niej zmiany garderoby. Wszystko, co nosiła do tej pory, było w porządku. Jak nie nosiła niczego, też było świetnie! Była po prostu ciekawa, czy Teddy podejdzie do tego chociaż minimalnie na poważnie i zadaniowo. Wzbraniała się i próbowała robić z siebie twardzielkę, ale April miała ja zamiar teraz bardzo uważnie obserwować. Była tak wyćwiczona w overthinkingu, że i tak dorobi sobie własną historię, cokolwiek Darling by nie zrobiła. W tej bitwie wygra tak czy siak, w świecie fantazji we własnej głowie będzie szczęśliwa, a to najważniejsze.
Nie działają na ciebie moje gierki? — dopytała tak dla pewności. Coś się strasznie mieszała w zeznaniach. Niby jej odbijało, a jednak była odporna na wszystkie durnowate pomysły April. To nie mogło iść ze sobą w parze, któraś z wersji była zmącona fałszem. Mogła mieć tylko nadzieję, że ta wzbraniająca się przed naporem jej uroku osobistego.
Wyprężyła się pod wpływem jej dotyku. Mogłaby przysiąc, że w międzyczasie zdążyła już wytrzeźwieć. Alkohol wietrzył się od dawna na szafce obok łóżka, ona przeżyła już kilkanaście stanów emocjonalnych i nawet pograła na gitarze, co wymagało koncentracji. Dłonie przyjaciółki szybko jednak uświadomiły ją, że nie pozbędzie się ot tak tych napadów gorąca i szumów w uszach. Krew zaczęła płynąć dużo szybciej, przyspieszając bicie serca.
— Ale ja nie jestem taką strachliwą cipą jak ty. Mogę cię prosić nawet bez przetrzymywania. — Jej palce wsunęły się we włosy Teddy, zaplątując się w nich i zacisnęły gwałtownie. Pociągnęła ją do siebie gwałtownie. Pocałunek był zachłanny, namiętny, pełen napięcia. Owinęła nogę wokół jej biodra, przyciągając ją bliżej, nie zostawiając między nimi nawet milimetra przestrzeni. Podciągnęła się wyżej, przez co wyżej podsunęła się też jej bluzka. Poczuła jak materiał koszulki Teddy ociera się o jej nagie piersi, draż­niąc wrażliwe sutki.
— Myślę, że jakoś wytrzymam czekanie, aż mi się oddasz, skoro w tym czasie to ty będziesz pieprzyć mnie. — Złapała jej dolną wargę między zęby i zacisnęła, na tyle mocno, ją zabolało. Trzymała przez moment, delektując się tą małą zemstą. Natychmiast zasypała ją kolejnymi pocałunkami, jakby chciała ukoić ten drobny ból.
— Mam tak do ciebie mówić? Proszę, Teddy, pieprz mnie? Błagam, wejdź we mnie? Będę posłuszna, zrób ze mną co chcesz? — Każde pytanie wypływało jękliwym szeptem między pocałunkami, jedno za drugim, jak odmawiana ulegle litania. Wolną dłoń zsunęła w dół, zatrzymała się dopiero na pośladku. Zacisnęła się na nim mocno. Przyciągnęła ją jeszcze bliżej do swojego rozpalonego podbrzusza, przyszpilając tak, jakby chciała ją w siebie wtopić.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze wiesz, o co mi chodzi — mruknęła, bo nie chodziło o to, jak z nią pogrywała, ale że z pewnością nie była jedyną, z którą tak robiła. Ten sam uśmiech, to samo spojrzenie spod rzęs i ta sama pozorna niewinność mogły być kierowane do kogoś jeszcze. Może nawet do wielu jeszczy. Teddy jednak miała przewagę. Choć April potrafiła mieszać jej w głowie, przez co myśli przewijały się szybko jak w kalejdoskopie, to ich wieloletnia znajomość dawała jej pewien rodzaj immunitetu. Jeśli tylko zechce i wystarczająco się postara, odwróci sytuację na swoją korzyść. I choć serce podpowiadało oddać się temu w pełni, umysł nie pozwalał zapomnieć, że stąpa po zajebiście cienkim lodzie.
Zaśmiała się, kiedy Finch nazwała ją cipą. Naprawdę ta ostrożność, która wynikała z obawy przed zniszczeniem przyjaźni, czyniła ją słabą? A może to, że rozumiała, czym można zapłacić za zbytnią niefrasobliwość i brawurę? Wbrew pozorom Darling potrafiła prosić. To, że nie zamierzała tego robić w tym momencie, nie oznaczało, że nie była uległa i nie rozkładała nóg na zawołanie. Potrafiła być zarówno bardzo grzeczną, jak i niegrzeczną dziewczynką, jeśli tylko miała na to ochotę. Ale im bardziej na nią naciskano, tym mocniej próbowała udowodnić, że nie można jej sobie po prostu mieć.
Nie miała czasu, żeby jakkolwiek zareagować. April całowała ją znienacka, bez szansy na unik. Syknęła cicho, czując zęby na wardze. Ból był nagły, ale mieścił się w dopuszczalnych ramach przyjemności. Teddy chwyciła za materiał koszulki, obciągając nią i zakrywając piersi przyjaciółki.
No i widzisz? Znowu to robisz — skarciła ją, jakby była małolatą, którą Darling przyłapała na gorącym uczynku. — Czy ty przypadkiem godzinę temu nie mówiłaś, że umiesz myśleć o czymś innym niż seks? — spojrzała na nią, mrużąc przy tym powieki. — Nie tylko leżysz pode mną do połowy goła, ale jesteś też gołosłowna — zauważyła, bo z nich dwóch, to zdecydowanie Finch nie potrafiła trzymać rąk przy sobie. O ile gesty Teddy były subtelne, to ona nie pierdoliła się w tańcu. To było podniecające, ale jednocześnie grała bardzo nie fair.
Westchnęła, muskając ustami jej czoło, po czym ujęła jej twarz w obie dłonie, żeby złapać jej rozbestwione spojrzenie.
Nie musisz mnie o to prosić — powiedziała stanowczo, przejeżdżając kciukami po jej policzkach. — Mogę cię pieprzyć, ale czy naprawdę chcesz, żeby tak to właśnie wyglądało? — upewniła się, próbując dostrzec odpowiedź w jej źrenicach. — Jednostronnie i znów sprowadzone tylko do pieprzenia? Tego właśnie chcesz? — dopytała, bo Teddy już sama nie miała pojęcia, w którą stronę zmierza ta relacja. — April... — mruknęła miękko, patrząc na nią pobłażliwie.
Pochyliła się i powoli objęła jej usta swoimi. To nie był pocałunek łapczywy pocałunek na rozładowanie emocji. Bardziej miał na celu uspokoić Finch i pohamować jej rządze. Teddy odsunęła się od niej, aby znów móc patrzeć jej w oczy, uśmiechając się przy tym łagodnie.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wojny między dwiema upartymi babami nigdy nie były proste. Szczególnie, jeśli do tej upartości pchały je zupełnie odmienne instynkty. Pewnie wcale nie było lepiej, gdyby bały się dokładnie w taki sam sposób, ale może dzięki temu mogłyby sie jakoś lepiej dogadać? Wesprzeć w swoich emocjach i otulić rozkołatane serca. A tak? Zostawało im głównie przerzucanie się argumentami i sprawdzanie, która szybciej wymyśli taki, który naprawdę zagnie i zbije z tropu tę drugą. W taki sposób raczej się nie rozwija zdrowych relacji.
— Wytrzymałam całkiem długo, nie umniejszaj mi. A to, że nie jestem w stanie się dzisiaj ogarnąć, to wyłącznie twoja wina. — Gdyby spędzała te urodziny sama, na pewno nie byłaby taka nakręcona. Jakby próbowała prowadzić ich rozmowy we własnej głowie, to na pewno by jej to nie obeszło. To Teddy była czas obok, to jej dotyk mieszał jej w głowie i jej zapach ją hipnotyzował. Starała się zrobić jej bałagan w myślach, a potem narzekała, że osiągnęła sukces. To dopiero było nie do pojęcia.
— Przestań, przecież wiem, że to wszystko nie jest jednostronne. — Próba opanowanie jej jakimkolwiek pocałunkiem to był dość marny pomysł. Westchnęła niezadowolona, gdy Teddy się od niej odsunęła. Nawet taka drobna pieszczota była dla niej bardzo cenna, wyjątkowa i rozgrzewająca serce. Nie podobało się jej, jak na nią patrzyła. Nie chciała być traktowana pobłażliwie. Przewaga w tym, że ją znała może ułatwiała wdarcie się do serca, ale nie upoważniała do zakładania, że zna jej odczucia na pamięć. Szczególnie w momencie, w którym się aż tak myliła.
— Nie powiedziałam też, że to ma być sprowadzone tylko do pieprzenia. W ogóle tak na to nie patrzę — dodała, wpatrując się jej intensywnie w oczy. Znowu zaczęła się stresować. Nie chciała powiedzieć czegoś, co mogłoby zostać źle odebrane. Nie chciała też usłyszeć czegoś, co by zniszczyło jej urodziny i najbliższe tygodnie. Miała nadzieję, że wyczyta z jej spojrzenia wszystko, czego potrzebowała, ale to wcale nie było takie proste. Widziała tam bardzo dużo, ale nie była w stanie zdecydować, czy sobie coś dopowiada, czy jest to całkowicie szczere. Znów przeklinała wszystkie boginie, że czytanie ludziom w myślach nie wchodziło w grę. Może jej żołądek przestałby się skręcać teraz w supeł.
— Ty tak patrzysz? — zapytała niepewnym, zachrypniętym głosem. Odchrząknęła nerwowo, pozbywając się okrutnej guli z garda. Z jednej strony była pewna, że zaprzeczy. April mogłaby wtedy odetchnąć z ulgą, zagrałyby fanfary wokół nich zaczęły latać by motyle i wreszcie poszłyby się pieprzyć spać. Ale jednak miała w sobie tego wewnętrznego sabotażystę, który właśnie drapał ją pazurami w tors od wewnątrz, rozdzierając wszystkie mięsnie aż do krwi. Może nieco dramatyzowała, ale jej demony były niestety równie intensywne jak ona sama.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciałaby być bardziej uległa. Mogła po prostu przytakiwać i pozwalać jej na wszystko, ale wtedy April wlazłaby jej na głowę, a już wystarczyło, że w niej siedziała. Nie mogła pozwolić sobie na spuszczenie gardy i bezkarne zachowania. I właśnie dlatego, że znały się od tylu lat, ktoś musiał ściągać Finch na ziemię. Ta niewdzięczna rola przypadła akurat Teddy która nawet nie potrafiła porządnie się pokłócić i trzasnąć drzwiami. Obie były zawzięte i lubiły mieć rację, ale jednocześnie były zupełnie różne.
Och, wow. Faktycznie wytrzymała bardzo długo. Godzinę. To pewnie jakiś jebany rekord Guinnessa, a sześćdziesiąt minut to w jej przeliczeniu cała wieczność.
Moja wina? — powtórzyła po niej, nawet nie starając się ukryć niedowierzania. — To co mam robić? Trzymać się na dystans? Odpychać cię? Nie patrzeć na ciebie? — wyliczyła, bo w sumie kompletnie nie wiedziała, jak powinna się zachowywać. Zawsze były blisko. Lubiły się przytulać, siadać na sobie i trzymać za ręce. A teraz każda próba kontaktu wywoływała inne, nowe odczucia.
Teddy w końcu zaczęła poważnie się zastanawiać, czy to, co zrobiła wcześniej, nie było błędem. Nie żałowała tego, że April doszła kilka razy z rzędu, uwielbiała robić jej dobrze, ale że w ogóle doszło do takiej sytuacji. Kurwa, czyli to faktycznie była jej wina? Trzeba było powiedzieć stop, kiedy tylko przekroczyła próg jej domu.
Nic z tego wszystkiego nie było jednostronne. Całe szczęście, że przyjaciółka miała taką świadomość i Darling nie musiała jej w tym utwierdzać. A może powinna? Nie chciała, żeby cokolwiek im umknęło z tej rozmowy, pozostawiając garść niedopowiedzeń, które będą się potem za nimi ciągnąć przy każdej możliwej okazji.
To jak na to patrzysz? — zapytała ostrożnie, żeby nie palnąć czegoś głupiego. — Bo nie nadążam za tobą, kiedy cały czas próbujesz mi dobrać do majtek — wyjaśniła zgodnie z prawdą. Sygnały były mylne, ale naucz mnie grać na gitarze niepotrzebnie padło w towarzystwie ale najpierw cię przelecę. Tak, to zdecydowanie była wina Teddy. Tylko dlaczego to ona zawsze musiała być tą rozsądniejszą? Dlaczego April nie przerwała i nie powiedziała, że hej, pamiętaj o granicach, które sama wyznaczyłaś. No właśnie dlatego, że Finch nie była rozsądna i to Darling musiała się bardzo pilnować. Bardziej niż bardzo.
Miała ochotę zerwać się z łóżka i zacząć łazić po pokoju jak ostatnia idiotka, ale nie mogła jej tego zrobić. Nie, kiedy wlepiała w nią te swoje ładne oczy, w niepewności czekają na odpowiedź. Teddy zsunęła się z niej, ale nie wstała. Ułożyła się wygodnie na boku, podpierając głowę na ręce. Sięgnęła do włosów przyjaciółki, owijając sobie jasny kosmyk wokół palca.
Nie — powiedziała w końcu po dłuższej ciszy, która musiała być nie do zniesienia. Dla niej by była. — Ale nie wiem, dokąd nas to prowadzi — dodała, bo przecież zawsze musiało być jakieś ale. I o co w tym wszystkim chodzi też nie wiem — odsłaniała się, kawałek po kawałku, ale skoro siedziały sobie w głowach bez możliwości czytania w myślach, musiała powiedzieć na głos. Podobno trzymanie w sobie emocji było niezdrowe czy coś. Poza tym zawsze były wobec siebie szczere i nie miały przed sobą większych tajemnic. A tak ogólnie, to jak widać, Teddy naprawdę niewiele wiedziała.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ścisnęła dwoma palcami nasadę nosa, starając się doliczyć w myślach do dziesięciu. Udało się, ale w takim tempie, które nie było w stanie jej uspokoić. Była zadowolona z siebie, że nie wywróciła oczami, nie westchnęła głośno ani nie zrobiła niczego przesadnie teatralnego, co pokazałoby, ja bardzo jest zmęczona i zirytowana wałkowaniem po raz kolejny tego samego. Musiała wbić jej do głowy całkowicie nowe podejście. Albo wyjąć jej po prostu kija z dupy – nie była pewna, z której strony ma się za to wziąć. Martwienie się na zapas i chęć definiowania wszystkiego nie działała na April za dobrze. Jak tylko wpadła w taki sposób myślenia, to przecież się od niej odcięła i narobiła strasznych szkód. Domyślała się, że przyjaciółka nie była w stanie aż tak wszystkiego zdemolować, jak ona, ale przecież też popełniała błędy. Im bardziej będą się nawzajem nakręcać na nerwy, tym gorzej się to dla nich skończy.
— A to się wyklucza? Nie będę przecież przepraszać za to, że lubię seks. — Zamrugała kilka razy, kompletnie skołowana. Ich granica została wyznaczona dość jasno, ale też dość jasno ją dzisiaj przekroczyły. Bez protestów ze strony Teddy, która sobie tę granicę uwidziała. Skoro tak łatwo i szybko ją porzuciła, to najwyraźniej doszła do wniosku, że jest bez sensu, prawda? A przynajmniej do takich wniosków doszła Finch. Najwyraźniej były błędne. Flirt i pieszczoty fizyczne były w porządku dopóki Teddy była tak samo nakręcona. Czułe wyznania i komplementy były w porządku, ale w świecie Teddy nie znaczyły aż tak dużo, bo nadal nie chciała przyjąć do wiadomości, że przyjaciółka może traktować ją poważnie. Zwariować można z tymi babami.
Cisza przeciągała się w nieskończoność. Na bank trwała dłużej niż godzinę. 60 minut bez dobierania się Teddy do majtek to było przeraźliwie długo. Ale to? Była pewna, że się już nie doczeka. Że umrze z odwodnienia i głodu na tym łóżku i dopiero wtedy przyjaciółka przypomni sobie, że dostała jakieś pytanie i wypadałoby się odezwać. Ale będzie za późno i wtedy dopiero pożałuje! Pozbyła się tej ponurej wizji z głowy, ale na jej miejsce przyszło czternaście równie okropnych. Nie nadążała ze sprzątaniem ich, więc po prostu pozwoliła im robić sieczkę z jej umartwionego umysłu.
— Teddy, wskaż mi jedną osobę na świecie, która zawsze wie, dokąd zmierza i o co w tym wszystkim chodzi. Spojler, nie znajdziesz nikogo takiego. — Podniosła się do pozycji siedzącej, która zdawała się jej odpowiedniejsza na taką rozmowę. Oparła się plecami o ramę łóżka, wyciągnęła przed siebie nogi i milczała przez moment, zbierając myśli. To z kolei trwało króciutko.
— Nie możemy po prostu w tym trwać? Po co ci dokładny plan wydarzeń na to, co dalej? — Zaczęła łagodnym tonem. Potrzeba kontroli w tej kwestii była dla niej kompletnie niezrozumiała. Doceniała takie szaleństwa właśnie za ich spontaniczność. Lubiła czasem marzyć o tym, co będzie dalej, ale to były często kompletnie rozproszone pomysły, zazwyczaj mocno się wykluczające. A potem i tak wszystkie się rozpadały, a ona zostawała z tym wszystkim sama. Na cudze lub własne życzenie. Ale tego wolała nie dodawać na głos.
— Wiesz, że jesteś dla mnie najcenniejsza na świecie, bo to przecież żadna nowość. Oprócz tego niesamowicie mi się podobasz. Chcę żebyś doprowadzała mnie regularnie do wielokrotnych orgazmów, ale chcę też grać dla ciebie na gitarze, głaskać cię po włosach, kupować ci prezenty i słuchać o tym, jak ci minął dzień. — Wyciągnęła rękę w jej stronę i na potwierdzenie własnych znów, pogłaskała ją czule po głowie. Przeczesała włosy palcami, obserwując, jak kosmyki gładko się przez nie przelewają. To było równie przyjemne, co każdy dotychczasowy orgazm. Satysfakcja pochodziła z całkowicie innej kategorii, ale równie mocno dopieszczała jej serce.
— Nie podoba mi się ta nieszczęsna granica i wydawało mi się po dzisiaj, że ty też masz jej dość. Ale jeśli to nie jest prawda, to nie możesz mnie tak traktować, Teddy. Nie dobieraj się do mnie, nie mów, że przeze mnie mylisz się w pracy, nie porównuj mnie do jabłek z cynamonem. Nie, jeśli potem masz się na mnie wściekać i się odsuwać. — W ogóle jej się nie podobało to, co mówiła. Wolała, żeby to wszystko się wydarzało. I to najlepiej w zwielokrotnionej ilości. Była gotowa nawet znosić potem to warczenie i pretensje. Ale przecież weszła właśnie w nową dekadę. Najwyższa pora zacząć traktować samą siebie na serio i przyjmować do wiadomości, że czasami działy się jej niesprawiedliwości. Z wielkim trudem dała dojść do głosu rozumowi, na chwileczkę wpychając sercu knebel do mordy. Och, that's kinky. April, uspokój się. W końcu przecież odpuści. Jeżeli Teddy odmówi jej raz, drugi, trzeci – da sobie spokój. Nie będzie się prosić o czegoś, czego chciała tylko ona. Ale zachowanie strażaczki w ogóle tego nie sugerowało.
— Albo po prostu przestań zakładać, że na pewno zaraz wydarzy się coś okropnego i rób wszystko to, na co masz ochotę. — W końcu się uśmiechnęła. Radośnie, z czułością i wielką potrzebą zrozumienia. Nie była w stanie zgadnąć, którą opcję wybierze Darling. Pod tym jednym względem znała ją wyjątkowo słabo. Strasznie to było męczące, mogła tylko czekać i trzymać kciuki.

teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
REKORD SKOCZNI
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z reguły nigdy nie analizowała przesadnie każdego swojego kroku. Nie spędzała godzin, rozmyślając o tym, co przyniesie jutro. Dla niej jutro mogło w ogóle nie nadejść. Mogła nie wrócić z pracy. Mogła zostać uwięziona w płomieniach albo przygnieciona zawalającą się konstrukcją. Martwienie się na zapas nie pasowało do kogoś, kto codziennie ratował ludzkie życie, narażając własne.
Prawdopodobnie nie zawracałaby sobie głowy nadmiernym rozkładaniem wszystkiego na czynniki pierwsze ani szacowaniem zysków i strat, gdyby chodziło o kogoś innego. Gdyby była to którakolwiek z kobiet, z którymi w ostatnim czasie sypiała, Teddy pozostałaby obojętna. Korzystałaby z przyjemności, jakie oferowały jej spotkanie, a gdy tamte poczułyby się niedocenione, po prostu pożegnałaby się kulturalnie. Wcześniej jednak przyjęłaby na klatę wszelkie pretensje o brak atencji i o to, że tylko bywa, a nie faktycznie jest obecna, a potem wracałaby do dwudziestoczterogodzinnej zmiany w remizie, jakby nic się nie wydarzyło.
Tylko April nie była jakąś tam przypadkową znajomą. W ich relacji znaczenie miała wieloletnia przyjaźń. I właśnie o to chodziło. Finch nie myślała o konsekwencjach i nie przewidywała, co może się stać, jeśli zabrną za daleko. Nie rozważała, że jeśli ta bliskość zacznie wymykać się spod kontroli, powrót do tego, co było wcześniej, mógłby okazać się niemożliwy. Ale skoro przyjaciółka nie przejmowała się następstwami, dlaczego Darling miała martwić się za nie dwie? Rozsądna Teddy musiała zejść z planszy i pójść w odstawkę.
Usiadła więc na łóżku naprzeciwko April, prostując plecy i krzyżując nogi. Słuchała uważnie każdej wypowiedzi przyjaciółki, czasem przytakując głową, a czasem po prostu pozwalając, żeby delikatny uśmiech pojawił się na jej twarzy.
Masz rację — powiedziała z zadziwiającą lekkością. Zwykle nie tak łatwo przechodziło jej to przez gardło, w końcu każda z nich lubiła ją mieć. — Chcę cię doprowadzać do orgazmów i żebyś grała dla mnie na gitarze. Dalej jednak nie słyszałam w repertuarze Noah Kahan, a to mi się nie podoba — zastrzegła z poważną miną, jakby to była najistotniejszym punktem ich relacji, która zmierzała chuj wie dokąd. — Chcę, żebyś kupowała mi prezenty, najlepiej dużo i drogo — tutaj mówiła już mniej serio, nie przywiązywała większej uwagi do podarunków. — Tylko nie przynoś mi kwiatów, nie mam wazonów, w których mogłyby więdnąć — dodała i chwyciła Finch za łydki. Przyciągnęła ją do siebie i objęła w pasie, patrząc jej w oczy.
A potem ujęła jej twarz w dłonie i pocałowała ją. I to musiało wystarczyć. Nie planowała składać żadnych deklaracji ani obiecywać gruszek na wierzbie. Nie potrzebowała w tym momencie mówić, jak bardzo April jej się podobała — te komplementy wypłyną z jej ust jeszcze niejeden raz, ale w odpowiednim czasie. Nie musiała przysięgać, że nie chce jej od siebie odpychać, skoro i tak wciąż tu była, nie zamierzając nigdzie się wybierać. Tak, od teraz oficjalnie i definitywnie przestaje zaprzątać sobie głowę tym, co mogło przyjść później. Albo właśnie nie przyjść. Jeśli ich przyjaźń jakkolwiek na tym ucierpi, to najwyraźniej to miało być. Czasami tak bywa. Pewne były tylko śmierć. I podatki.
Pociągnęła zębami za dolną wargę przyjaciółki i pogładziła ją kciukami po policzkach.
Zadowolona? — wyszeptała wprost w jej usta i odchyliła się, aby znów na nią spojrzeć. — Będzie dużo seksu i żadnych bezsensownych kłótni — dodała jeszcze, uśmiechając się przy tym łobuzersko. Taki układ wydawał się idealny, April nie miała żadnych powodów do narzekań. Skoro tego właśnie chciała, Teddy mogła jej to dać. Akurat świetnie się składało, bo w łóżku była niezła, a do awantur ostatnia.

April Finch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
Enjoy the simplest things
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the verge
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wszystko zawsze dążyło do jakichś przyjemności. Z każdej okropnej sytuacji dało się wyciągnąć pozytywne fragmenty. Istniały też rzeczy, których nie da się popsuć, a wieczność była możliwa do osiągnięcia. Z takich założeń wychodziła April, przynajmniej w kontakcie z Teddy. Cokolwiek im się nie przydarzy, na pewno sobie z tym poradzą. Wystarczyło nie przyjmować do wiadomości potencjalnie negatywnych konsekwencji. Niektórzy pewnie nazwaliby to oszukiwaniem się, ona wolała zakładać, że to optymizm i wiara w miłość – jakakolwiek by ona nie była.
— Ej, wypraszam sobie. Było jakieś trzydzieści sekund! — wytknęła od razu oburzona. Nie radziła sobie jeszcze za dobrze z wymarzonym wykonawcą Teddy, ale podjęła próbę. To powinno zostać docenione! Jeżeli próbowała wziąć ją pod włos, to na pewno się udało. Teraz mogła ustawić sobie za punkt honoru nauczenie się na pamięć choćby i całej dyskografii i to na wszystkich instrumentach, z jakimi tylko miała do czynienia. A jak trzeba będzie, to i na trąbce coś wymyśli!
Tym razem pocałunek jej wystarczył. Grzecznie przyjęła do wiadomości, że ma się chwilowo do niej nie dobierać, bo teraz ma być uroczo i romantycznie. Dostała potwierdzenie, że będą miały jeszcze czas na namiętność i wariactwo – mogła na to poczekać. Uśmiechnęła się prosto w jej usta, bo akurat tego powstrzymywać nie miała zamiaru.
— Zadowolona. Naucz się jeszcze dla mnie jakichś poematów, to już totalnie będę wniebowzięta — zażartowała, przyciskając czubek jej nosa. Niestety nie wydala żadnego trąbiącego dźwięku, to akurat spory minus. No nic, taką też będzie ją uwielbiać! Przytuliła ją mocno do siebie i taką przytulaną wpakowała razem ze sobą pod kołdrę. Strasznie ją ten dzień wymęczył, był dłuższy niż się tego spodziewała. Pamiętała, że Teddy obiecała spędzić z nią też jutro i miała zamiar ją z tego wywiązać!
— Wszystko będzie dobrze — szepnęła jej na dobranoc do ucha. Przytuliła ją mocno do siebie, robiąc (jak raz) za tę dużą łyżeczkę. Ale przecież wcale nie było dobrze, bo biedna Darling musiała od samego rana znosić kolejne serie pomysłów April, słuchać tysiąca słów wypowiadanych na minutę i jeszcze się z nią dobrze bawić. No trudno!
koniec
teddy darling
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „#109”