Wieczór w przeddzień Walentynek oznaczał tylko jedno - turbo wyjebistą imprezę singla, podczas której, kto wie, być może spotkasz swoją przyszłą randkę? Tylko ten piątek trzynastego mógł sprawiać wrażenie pechowej daty, ale zapewniam, w moim domu nie ma lipy, zadbałem o wypędzenie wszystkich złych duchów, zanim zebrała się ekipa. Zaprosiłem chyba wszystkich znajomych singli, razem z Peach zadbaliśmy o odpowiednie dekoracje - serduszka, czerwone wstążki, wszechobecny brokat (to akurat był trochę przypadek, niechcący rozwaliłem na środku salonu torbę z różowym i teraz wszystko się świeciło, ale luz, pomyślę jak się tego pozbyć w swoim czasie). Skomponowaliśmy nawet odpowiednią playlistę z tysiącem piosenek o miłości, a motywem przewodnim był kolor naszych serc. Panny miały więc czerwone sukienki i dodatki, a kawalerowie koszule i garnitury. Lało się mnóstwo czerwonego wina, ktoś postanowił nawet podzielić się z duchami przodków i wylał dosłownie pół butli na podłogę w kuchni, więc latam tam na mopie, żeby nie zdążyło wsiąknąć. Wtem słyszę dzwonek do drzwi, więc wciskam go w pierwsze lepsze ręce jakie mi się napatoczą i proszę żeby skończył. Bez dyskusji. Otwieram wrota i zerkam na typa, unoszę wysoko obie brwi, bo nie kojarzę tej mordy, ale kiedy się odzywa, wszystko staje się jasne -
Charlotte? Pewnie, wbijaj, poleciała na chwilę do sklepu - mówię, pewnym tonem i zapraszam go do środka, szybko, szybciej, ponad jego ramieniem zerkam przelotnie na drzwi na przeciwko, ale na szczęście pozostają zamknięte, a my jesteśmy już w moim mieszkaniu -
Lotta faktycznie coś mówiła, że jest umówiona, a my tu mamy taką małą imprezkę dla singli, no wiesz, nie każdy miał tyle szczęścia żeby sobie znaleźć randkę na walentynki, ale kto wie? Może jeszcze dzisiejszy wieczór to zmieni? Rozgość się, chcesz się czegoś napić? - pytam, a facet nieco nieśmiało kręci głową, ale zanim zdąży cokolwiek powiedzieć, już wciskam mu w dłonie kieliszek wina -
Jeden chyba nie zaszkodzi - stwierdza, a ja kiwam łbem i przejmuje od niego bukiet róż. Przyniósł jej kwiaty, jakie to miłe -
Chciałem zrobić dobre wrażenie - tłumaczy się, kiedy upychamy bukiet w wazonie, jest całkiem niezłym dopełnieniem dzisiejszego wystroju -
Oh, to miło z twojej strony, ale Lottie... Ona nie za bardzo lubi kwiaty - wzruszam ramionami. Koleś wydaje się trochę smutny, więc mówię coś w stylu
nie łam się, niejedna kobieta doceniłaby taki gest i że
na świecie jest coraz mniej dżentelmenów, a potem prowadzę go na kanapę gdzie razem siadamy. On w środku, po drugiej stronie najwieksza sucz jaką znam, zerka kątem oka na niebieskookiego i przysuwa się bliżej, niby przypadkiem zdejmuje nogę z nogi i ociera się udem o jego udo. Ja polewam sobie więcej wina, dopełniam też kieliszek mojego nowego kolegi -
William, tak w ogóle - przedstawiam się, a on mówi, że ma na imię Jason. Pytam skąd się znają z Charlotte, a on zaczyna mi opowiadać całą historię ze wszystkimi szczegółami. Wydaje się być miłym gościem, wydaje się, że mogło im się udać, że to wcale nie musiała być jedna randka, nawet jeśli pierwsza, a te myśli budzą we mnie jakiś niezrozumiały dysonans. Czyżbym poczuł ukłucie... Zazdrości? Tłumacze to sobie jasno - to jej chce zrobić na złość, nie mam w tym żadnego innego interesu. Gubię się już w historii, którą mi opowiada, więc wzdycham ciężko i mu przerywam -
Wiesz, Jason, wydajesz się być miłym gościem, który szuka czegoś więcej niż tylko przelotnej znajomości, więc coś ci powiem - potwierdza moje słowa, a ja pochylam się nieco w jego stronę -
Nie pakuj się w to, Charlotte to pierdolona nimfomanka, wyrucha cię i zostawi, mówię ci. Ja jestem jej kuzynem, a codziennie muszę walczyć żeby mnie nie przeleciała, wyobrażasz to sobie? Zero hamulców, pojebany łeb. Muszę się zamykać w łazience, bo zawsze mi próbuje wejść pod prysznic - mówię z pełną powagą, facet patrzy na mnie wielkimi oczami, jakby nie dowierzał -
Wiem jak to brzmi, ale przysięgam, że to prawda, jak nie wierzysz to zapytaj Dolores - a Dolores akurat siedziała obok nas i była moją wspaniałą kompanką, więc tykam ją ręką i kiedy się do nas odwraca to pytam -
Też coś możesz powiedzieć o Charlotte, prawda? - zerka na mnie z uniesioną brwią i niemym zaskoczeniem wymalowanym na twarzy, więc dodaję -
No wiesz, o tej Charlotte - to było takie nasze hasło jeśli mówisz o
tej Charlotte albo
tym Rudolfie to wiesz, że masz ściemniać -
Ach, o niej - kiwa głową i pochyla się w naszą stronę, niby to przypadkiem opierając dłoń na udzie Jasona, teraz był już masz, otoczony z obu stron -
Mój znajomy się z nią spotykał, mówił, że na początku było cudownie, miłe słówka, kolacje i tak dalej, ale po tym całym love bombing zaczęło się prawdziwe piekło, ciągła kontrola, sprawdzanie telefonu, szantaż emocjonalny, wyzysk, rozumiesz, że musiał jej płacić za mieszkanie? Dwa lata nie chciała mu dać spokoju, musiał sobie załatwić zakaz zbliżania. Turbo toksyczna laska, a czemu właściwie o nią pytasz? - pyta -
Jason jest z nią umówiony na randkę - kiwam głową, chociaż wygląda jakby mu się odechciało jakichkolwiek spotkań -
Naprawdę? Nie pakuj się w to, nie warto, ale wiesz, w razie co ja też jestem wolna - rzuca Dolores i przygryza delikatnie dolną wargę. Kurwa, była w tym świetna. Wstaje z kanapy i mówię, że zostawię ich samych. Potem kręcę się jeszcze trochę wśród innych imprezowiczów, a po kilku chwilach widzę Jasona z Dolores przy wyjściu. Podchodzę bliżej -
Zawijacie już? - pytam, na co facet kiwa głową -
Tak, nie chcę się natknąć na Charlotte, mówiłeś, że wyszła tylko do sklepu, pewnie zaraz wróci - mówi, ubierając płaszcz -
A tak, faktycznie. Lepiej od razu ją zablokuj, żeby nie zaczęła manipulacji, taka mała rada na koniec. Miło było cię poznać, bawcie się dobrze - żegnam ich, stojąc w drzwiach dopóki nie znikną na schodach. No to udało się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu - single zeswatani, a Kovalski będzie musiała co najwyżej zabawiać się ręką.
Charlotte Kovalski