-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Na szkoleniach byłyśmy blisko — Teddy wzruszyła lekko ramionami. — Ale nigdy do niczego nie doszło. Jak na początku w grudnia przeniosła się do naszej jednostki, to całowałyśmy się w magazynku. Nieważne — machnęła ręką. Nie widziała powodów, dla których miałaby się spowiadać z tego, co sama zainicjowała. Było, minęło. Ona też nie dopytywała, z kim całuje się April. Nawet wtedy, gdy przyszła do niej z czerwonymi śladami szminki na koszuli. Fair enough czy może jednak powód do sprzeczki?
Kiedy przyjaciółka dolała jej wina, uniosła swój kieliszek w geście toastu i opróżniła go do połowy. Skoro tempo zostało narzucone, nie zamierzała pozostać w tyle.
— Bo ja wiem? — podparła głowę na ręce, którą zaparła o blat. — Przez chwilę wyglądałaś tak, jakby mogło cię to pocieszyć. Jett byłby zachwycony, że nie tylko on nie pała do niej sympatią. Ale skoro jest ci jej szkoda, to w porządku, bo też uważam, że to głupie i że to nie jest jej wina. Jednostki nie szukają ochotników, po prostu odgórnie narzucają, gdzie kogo przydzielić. Cały czas brakuje ludzi. Ciągle ktoś odchodzi albo umiera. To trochę frustrujące — mruknęła i utkwiła wzrok a alkoholu.
Rotacje w remizie były czymś normalnym. Jedni odchodzili na emeryturę, inni przenosili się do większych jednostek, jeszcze inni po prostu mieli dość. Czasem po akcji, która poszła źle, żeby nie powiedzieć fatalnie, ktoś pakował się w milczeniu i znikał bez pożegnania. Teddy była w sto trzydziestej drugiej jednostce już prawie dziesięć lat. To wystarczająco długo, żeby zobaczyć, jak zmienia się cała ekipa. Teraz, po tylu modyfikacjach, była prawdziwą weteranką! Ci młodsi patrzyli na nią z respektem, a niektórzy nawet nie pamiętali, że kiedyś też była nowa. Każde odejście bolało po swojemu. Stary Carl, który zawsze opowiadał te same anegdoty o pożarach z lat dziewięćdziesiątych, po prostu pewnego dnia przyniósł ciasto, klepnął wszystkich po ramieniu i powiedział teraz wasza kolej, młodzi. Potem już go nie było.
— Dam znać, jak będziemy wybierać się do baru przy remizie. Może wtedy będziesz miała okazję poznać Riley — uśmiechnęła zachęcająco i dopiła swoje wino. Tym razem to ona zrobiła im wielką dolewkę. A potem zacisnęła palce na swetrze April i przyciągnęła ją do siebie, skradając jej pocałunek. — Chcesz coś obejrzeć, czy od razu wolisz iść na górę? — zaproponowała, zaczepnie chwytając jej dolną wargę zębami.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Okej. — Skanalizowała te wszystkie przemyślenia w czterech literkach. To dopiero talent oratorski! Kiwnęła nawet głową, żeby słowo wybrzmiało z większą mocą. Przyjęła informacje do wiadomości, niczego z nimi teraz nie zrobi. W głowie zaczęła ustalać sobie plan wystalkowania tej laski z psim imieniem, co nie powinno być przecież trudne. Na social mediach znała się przecież jak nikt. Ze snucia planów wyrwały ją kolejne słowa przyjaciółki. To było dużo ważniejsze niż jej durnowate demony. Pogłaskała ją po policzku, nie wiedząc, jak inaczej mogłaby ją w tej sytuacji pocieszyć. Nie przywróci nikomu życia, nie sprawi, że służba stanie się prostsza. Jedyne co realnie mogła dla Darling zrobić, to być obok, kiedy tylko będzie tego potrzebowała. Robiła tak od lat i nie chciała zmieniać tej strategii.
— Okej. — Przyjęła do wiadomości kolejną informację, tym razem o potencjalnej popijawie. To spotkanie nie zapowiadało się tak miło i wesoło jak jakiekolwiek poprzednie, w którym zdarzyło jej się uczestniczyć. Może to będzie perfekcyjna okazja, by zbliżyć się do Jetta? Nigdy nie miała okazji nawiązać z nim porządnej relacji, a facet brzmiał na naprawdę ciekawego gościa.
— Fajnie — dodała szybko, bo zdała sobie sprawę, że nieco się powtarza. Nie było to jakieś wielkie rozwinięcie wypowiedzi. Chciała dodać coś mądrzejszego, pociągnąć temat dalej i dowiedzieć się więcej na temat relacji współpracowniczych w jednostce. Na szczęście Darling odwróciła jej uwagę.
— I to niby ja myślę ciągle o jednym? — Objęła ją w pasie, uśmiechając się łobuzersko. To był fenomenalny pomysł, by wreszcie przestać się zastanawiać. Nic tak nie leczyło problemów jak zatracanie się w seksie. Każdy psycholog ci to powie! Chyba.
— Filmy mogę oglądać sobie sama. — Obdarowywała ją serią krótkich, czułych pocałunków. Zsunęła dłonie na jej pośladki, przyciągnęła ją jeszcze bliżej, zaciskając na nich palce. Wreszcie zaczynała czuć się na swoim miejscu. Nie oszukujmy się, przyszła tu również po to.
— Skoro nie wiem, kiedy znowu cię zobaczę, to nie chcę tracić czasu. — Zsunęła się z krzesła. Nie próbowała być wredna. To odruch. Mimo złotego serca potrafiła być przecież bardzo pizdowata. Jednym ruchem zsunęła z siebie sweter, zostawiła go na krześle. Pociągnęła Teddy za rękę, prowadząc ją za sobą na górę. Nie próbowała żadnych sztuczek na schodach, znała możliwości swojej tragicznej koordynacji i nie chciała żadnej z nich zrobić krzywdy. Wystarczyło jednak, że pokonały ostatni stopień. Od razu zarzuciła jej ręce na szyję i złączyła ich wargi w stęsknionych, zachłannych pocałunkach.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Rozmowy o tym, kogo Teddy całowała w pracy czy poza nią były kompletnie bezcelowe. Obie spotykały się z innymi ludźmi, obie pozwalały sobie na podobne gesty, więc roztrząsanie każdego pocałunku nie miało żadnego realnego znaczenia. Nie były wobec siebie zobowiązane, nie ustaliły żadnej wyłączności ani zasad, które mogłyby wyznaczać granice. Analizowanie takich szczegółów prowadziło jedynie do niepotrzebnych napięć. A jeśli już napięcie się pojawiało, najlepiej było je rozładować w najprostszy możliwy sposób — w łóżku. W końcu to sama April powiedziała wprost, żeby nie dopowiadała sobie scenariuszy i robiła to, na co miała ochotę. Darling więc włączyła swój tumiwisizm i skupiła się na tym, co było przyjemne. Przestała zastanawiać się, dokąd to wszystko może je zaprowadzić i czy w ogóle powinien istnieć jakiś plan. Seks stał się po prostu kolejnym elementem ich długoletniej relacji — miłym dodatkiem, który wcale nie musiał niczego definiować ani komplikować.
— Uczę się od najlepszych — odwzajemniła uśmiech, kiedy przyjaciółka objęła ją w pasie i dała się pociągnąć w stronę schodów prowadzących na antresolę.
Skoro nie widziały się tak długo, to myśli Teddy automatycznie podążały tylko w jednym kierunku. Już wszystko sobie opowiedziały, więc o czym tu gadać? Zresztą na bieżąco pozostawały w kontakcie telefonicznym. O ile Darling znajdowała czas na odpisywanie na wiadomości i nie całowała się z innymi laskami po magazynkach.
— Racja — zgodziła się z nią w kwestii kolejnego spotkania. Nie będzie jej przecież czarować. — Pewnie znowu za tydzień. Naciesz się mną na zapas — wymruczała między zachłannymi pocałunkami i złapała za materiał jej koszulki, którą podciągnęła i odrzuciła gdzieś na bok.
April chciała Teddy myślącą tylko o jednym, więc właśnie miała ją przed sobą w całej okazałości. Do tego przecież dążyły, prawda? Na tym to właśnie miało polegać. Jak widać, życzenie Finch było dla Darling rozkazem.
Pochyliła się, muskając ustami jej linię żuchwy, aż przeniosła drobne pocałunki na szyję. Wpiła się w nią i zassała skórę, ale niezbyt mocno. Nie chciała zostawiać śladu, gdyby w trakcie kolejnego tygodnia widywała się z kimś innym, tym samym oszczędziła przyjaciółce niezręcznych pytań. Taka była dobroduszna! Popchnęła ją na łóżko, siadając na niej okrakiem. Sama błyskawicznie zdjęła t-shirt, który założyła po kąpieli i nachyliła się nad April, smagając jej twarz wilgotnymi jeszcze włosami. Spojrzała jej w oczy, ale znacznie krócej, niż miała w zwyczaju, żeby znów złączyć ich usta w namiętnym głębokim pocałunku.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kątem oka śledziła drogę, jaką pokonywała koszulka, by wylądować ostatecznie na podłodze. Znowu pozwoliła sobie na rozproszenie. Takie rzadkie okazje do widywania się z Darling były po prostu przykre. Była na etapie, w którym mogłaby siedzieć jej na głowie bez przerwy. Dostawała ją co najwyżej raz w tygodniu i to późnym wieczorem, gdy była wymęczona po zmianie. Sama już nie wiedziała, czy było tak zawsze. I zawsze jej tak powoli odpisywała? Może tego nie dostrzegała, bo przez większość czasu miała obsesję na punkcie jakiejś kobiety, która zajmowała jej kalendarz. Mogła wtedy cierpliwiej czekać na kontakt z przyjaciółką. Ale przecież nie była w stanie mieć dwóch obsesji naraz. Chyba.
— Nie musisz od razu nam tego wyliczać — mruknęła cicho, opierając się łokciami o materac. Naprawdę nie powinna się teraz rozpraszać takimi rzeczami. Nie zawsze musiała mieć rację. Czasami przecież pozwalała sobą manipulować, mniej lub bardziej świadomie, by tylko przypodobać się kolejnej kobiecie. Po jaką cholerę teraz powstrzymywała się od tego przy Teddy? Obserwowała ją uważnie, gdy zdejmowała z siebie bluzkę, jakby chciała sprawdzić, czy przez te dziwne dni coś się zmieniło. Na pierwszy rzut oka niczego nie zauważyła. To nadal była taka sama Teddy. Może miała dodatkowego siniaka, ale pewnie dziwniejszym byłoby, gdyby nie miała na sobie żadnych śladów mierzenia się z brutalną codziennością. Nie zyskała okazji, by móc poszukać czegoś nowego w jej rozpalonym spojrzeniu. Było zbyt krótkie. Nie, skąd. Tylko jej się tak wydawało, przecież zaraz po tym zaczęła ją całować. Wszystko było w porządku, musi przestać się rozpraszać.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Położyła się wygodnie i zaczęła się martwić. Próbowała przekierować skupienie na miarowe głaskanie, ale to było trochę za mało. Subtelny dotyk zmiękczał jej serce. Sprawiał, że zyskiwała pewność, że znajduje się we właściwym miejscu. I to ją tak martwiło. Nie zachowywała się przecież tak, jak powinna. Przyszła tu z intencją dotkliwej zemsty, ale nie miała wystarczająco dużych jaj, by ją zrealizować. Samo stawianie w głowie tych wymagań, a potem oczekiwanie ich spełnienia, uznawała za coś niewłaściwego. O dziwo fakt, że się nie udało, też traktowała jako totalnie nieadekwatne. Najlepiej byłoby po prostu cieszyć się z obecności przyjaciółki, dać jej odpocząć, a potem wrócić do szarej codzienności. Ale przecież z tym też sobie nie radziła. Serce wciąż waliło jej zdecydowanie zbyt szybko, nie wbiła się w stan relaksu, jaki powinny wywołać ramiona Darling.
Cisza doprowadzała ją do skrajnej kurwicy. Niejednokrotnie siedziały w swoim towarzystwie w milczeniu, a Finch znosiła z dumą. Tym razem było inaczej. Brak rozmowy wwiercał się jej w mózg, palił w żebrach, brutalnie się nad nią znęcał. Ale przecież strażaczka lubiła pomilczeć. Chyba nawet bardziej niż gadać. Jak się jednak odezwie, to pewnie coś palnie i wszystko popsuje. A jak się nie odezwie, to coś na bank popsuje się jej w środku. Chciała pozbierać właściwie zdania do kupy, a jednocześnie nie przychodziło do niej ani jedno odpowiednie słowo. Mogła przerwać tę ciszę jakimś nieopatrznym no i tak tak to jest albo chociaż niewinnym westchnieniem. Strach, że każda decyzja będzie błędem, zaczynał psuć całą przyjemność z milczenia. April stawała się mimowolnie jego strażniczką, a więc i więźniarką. Naprężała się w środku i jeżyła na oczekiwany z niepokojem moment, że coś niewymuszenie oczywistego stanie się nieznośne i kiedyś się wreszcie skończy. Sekundy zamieniały się w minuty, w minuty w całe milenia. Przeskok czasowy był dość brutalny, a przynajmniej w taki sposób malował się w jej głowie. Darling sprawiała wrażenie kogoś, kto za punkt honoru obrał sobie nieodezwanie się już nigdy. Złożyła jakieś jebane śluby milczenia? Pewnie nagadała się z tą Jak-Jej-Tam w jednostce i teraz nie czuła potrzeby choćby otwarcia ust. Na bank! Nie było innego, racjonalnego powodu, przez który miałaby aż tak olewać April.
Przesunęła się nieco, wsuwając się pod kołdrę. Dopiero teraz jej się przypomniało, że powinna czuć chłód i wstyd. Wprawdzie przed chwilą się do siebie dobierały, ale nagle odniosła wrażenie, że prężenie nagiego ciała to głupota. Zbliżyła się znów do Teddy, wtuliła twarz w jej przedramię. Przymknęła oczy. To akurat było głupim pomysłem. Błyskawicznie zalała ją fala obrazów, których nie miała ochoty nawet nazywać. Popierdoli ją zaraz do reszty, na sto procent.
— Może spróbujesz częściej sypiać w domu? Możesz do mnie zadzwonić o dowolnej porze, przecież się łatwo obudzę. Przyjadę i chociaż razem pośpimy. — Udało się. Wreszcie skleciła jakąś wypowiedź. Zaczęła bardzo łagodnie, zmartwionym tonem. Łóżka w jednostce na pewno były niewygodne. Jak tu porządnie odpocząć poza ukochanym mieszkaniem? Propozycja odwiedzin była szczera. Jeden telefon wystarczyłby, żeby się obudziła. Nie była typem, który przesypia kilkanaście budzików. Przeciwnie, budziła się czasem na budziki innych w tym samym mieszkaniu. Zaproponowane rozwiązanie było proste, wygodne, pozbawione wad i w żaden sposób nie dało się z niego dotrzeć do kłótni. Brawo, April!
teddy darling