Zanim ruszyły z parkingu, wręczyła przyjaciółce kalendarz, żeby mogła zobaczyć, jak prezentowały się pozostałe miesiące. Kwiecień naturalnie należał do Darling — z całej sesji wybrano fotografię, na której wychylała się z wozu strażackiego. Czy to było najlepsze ujęcie? Rabini pewnie byliby w tej kwestii podzieleni. Czerwcowy Jett pozował w samych spodniach i szelkach, a wokół szyi miał zawieszony wąż strażacki. Roznegliżowany Blaze pojawił się w sierpniu, stojąc w rozkroku z opartym nonszalancko o ramię młotem. W listopadzie znalazło się zdjęcie Riley. A może jednak w grudniu? Teddy kompletnie o tym zapomniała.
Spacer po IKEI wydawał się genialnym pomysłem, jednak wizja spędzenia kilku godzin między regałami i sofami na głodniaka już niekoniecznie. Poza tym i tak musiały jeszcze odhaczyć przystanek w postaci Burger Kinga, bo w innym wypadku dalsza część planu nie miałaby najmniejszego sensu!
— Chcesz wysiąść i przejść się w środku jak po wybiegu, czy zamawiamy z samochodu? — zapytała, zatrzymując się przed wjazdem, żeby przepuścić wyjeżdżającego z parkingu Smarta.
Na co dzień Darling traktowała opcję drive-thru jako prawdziwy przejaw geniuszu. Po co wysiadać, stać w kolejce, marznąć na kość albo smażyć się na słońcu, skoro można zamówić wszystko, nie wychylając nosa z auta? Ten, kto wpadł na to, żeby połączyć wszystko w jedną, prostą funkcję miał IQ milion. Serio! Przecież to tak, jakby ktoś przewidział wszystkie problemy i dał gotowe rozwiązania, zanim te problemy w ogóle się pojawiły!
— Nie obiecuję, że czeka tam na nas czerwony dywan, ale pragnę przypomnieć, że wyglądamy zajebiście — wskazała palcem najpierw na siebie, a potem na April. Powtórzyła ten gest jeszcze kilkakrotnie, żeby nie było co do tego żadnych, nawet najmniejszych wątpliwości.
Kiedy znowu wybiorą się tak odjebane, żeby zjeść w jakimś fast foodzie? Chyba nieprędko. A może zrobią z tego comiesięczny rytuał i zamiast zamawiać jedzenie do domu, wystylizują się jak na prawdziwą rewię mody, a potem, siedząc przy stoliku, będą paćkać piękne sukienki i marynarki sosem dwóch wysp. W końcu czemu nie? Przecież w takim wydaniu każdy wege wrap i każdy soczysty, wołowy burger zaczną błagać, żeby tylko zostać przez nie zjedzone!
April Finch