-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie do końca wiedziała, co Finch nazywała głupotami. Jogging po plaży? Zobaczenie największych atrakcji turystycznych, które zimą na pewno nie będą aż tak oblegane? Picie wina w blasku księżyca i spoglądanie na miasto z najwyższego punktu widokowego? No nic, jeśli po tym wszystkim faktycznie nie pozwoli jej zapomnieć o niedorzecznych pomysłach, bo akurat Teddy będzie miała wtedy takie widzimisię, przeżyje z tym nawet kolejne dwadzieścia lat. Zresztą na pewno sama znajdzie coś, co również będzie mogła jej wypominać!
Chciała jej obiecać, że później obsypie ją mnóstwem pocałunków, ale przecież o wiele bardziej wolała jej to pokazać, a nie tylko o tym gadać. Uśmiech, który błąkał się po twarzy Teddy, już i tak mówił wszystko. Gdy tylko wrócą do samochodu i odjadą spod sklepu, z przyjemnością udowodni April, że przy rozkładanych siedzeniach Toyota zyskiwała na przestrzeni. Może nie było tam tak wygodnie jak w łóżku, ale przynajmniej żaden piasek nie wpełznie im w niechciane miejsca.
— Dokładnie tak — skinęła głową, przechodząc przez obrotowe drzwi. — Ramki, wazoniki na kwiaty, w których i tak nie będziemy trzymać bukietów, świeczki zapachowe, podstawki, lampki imitujące kominek... — wyliczyła skrupulatnie. — I żadnych nowych kubków. Na milion procent będziemy mieć ich za dużo — wycelowała w przyjaciółkę palcem. Musiały mieć jasność, skoro za chwilę miały zacząć bawić się w dom. — I nie zapędzaj się z poduszkami ozdobnymi, potem i tak zrzucasz je z kanapy — zaznaczyła, bo często zdarzało się, że Finch robiła straszny rozgardiasz.
Darling rozejrzała się po wnętrzu, spoglądając na nazwy działów zawieszone pod sufitem. Ostatnio była w IKEI jak robiła remont kuchni, a to było co najmniej cztery lata temu.
— Gdzie najpierw? — zapytała i zerknęła na April. — Chcesz poprzymierzać się do pryszniców? — puściła do niej oczko. Wanna to był luksus, ale duży prysznic to podstawa! — Powinnyśmy też sprawdzić blaty — wskazała ręką na alejkę, w której znajdowały się kuchenne aranżacje. Oczywiście chodziło wyłącznie o dostosowanie szafek i ulokowanie ich w taki sposób, żeby wspólne gotowanie stało się przyjemnością! To były naprawdę poważne, dorosłe decyzje i lepiej kupić coś, co posłuży im przez lata. Nie będą przecież za rok zmieniać wystroju tylko dlatego, że nie znudzi im się efekt dębu i zamarzą o eleganckim orzechu.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Moment, zwolnij. Niby dlaczego nie będziemy trzymać bukietów w wazonach? I jak niby można mieć za dużo kubków? Dodatkowe zawsze się przydadzą. A jak będziemy mieć w kuchni kafelki, to nie masz się o co martwić, będę je tłuc w takim tempie, że nigdy nie zaczną wysypywać się z szafki. — Ileż to ulubionych naczyń roztrzaskała już przez bycie łamagą! Dużo za dużo. Patrzyła na ukochane kubki, które rozbijały się o kafle z głośnym hukiem i to w taki sposób, że nie dało się ich posklejać z powrotem w szczelne naczynie. Nie wszystkie ograniczenia, które narzucała Teddy, miały sens. Z dużą częścią mogła się zgodzić i nawet ją pochwalić, jaka jest mądra i zaradna. Ale te wazony i kubki? W planie było za dużo dziur.
Uniosła brew po usłyszeniu propozycji kierunków zwiedzania. Czyli w taki sposób miała zamiar z nią pogrywać? Bezczelna. Nie mogła dać jej satysfakcji tak po prostu. No dobrze, bardzo chciała dać jej ogromną satysfakcję choćby zaraz. Ale kusiło ją coraz bardziej, by udowodnić jej, że też potrafi grać w tę grę. W co jak w co, ale w gierki to była przecież dobra! A to nie był jakiś durny sport drużynowy, to rywalizacja jeden na jednego, czyli to, co lubiła najbardziej.
— Podobno kuchnia to serce domu — zadecydowała, od razu kierując się w stronę odpowiednich alejek. Minęły młode małżeństwo, które coraz głośniej kłóciło się o wybór uchwytów do szafek. Temat zaczął im się rozjeżdżać na niedokończone od miesięcy projekty i zarzuty wobec matki kobiety – lepiej było się stamtąd jak najszybciej zmyć. Uchwyty mogą pooglądać przecież na gotowych projektach. Rozglądała się uważnie, jakby faktycznie starała się podjąć dobrą decyzję. Podwinęła rękawy powoli do łokci, odsłaniając przedramiona, po czym wsunęła ręce głęboko do kieszeni. Zwolniła kroku, przechodząc przez alejkę z namysłem, jakby każdy detal zasługiwał na jej pełną uwagę.
Zatrzymała się wreszcie przy jednym z projektów wciśniętych w kąt sklepu. Przygryzła wargę w zamyśleniu, nieznacznie przekrzywiając głowę. Może gdyby faktycznie poświęcała wystarczająco dużo uwagi projektowi, to zauważyłaby, że na jednym z blatów stała tarka. Ostatnio ułamała w swojej rączkę, powinna ją tu kupić i przestać odkładać do w czasie. Jej myśli muskały kuchnię tylko powierzchownie. Głównym punktem skupienia były kolejne drobne gesty, którymi mogła dalej kusić Teddy. Odsłonięte przedramiona i rytmiczny stukot obcasów na posadzce to nadal za mało. W podwiniętych rękawach miała przecież całą masę sztuczek. Uwielbiała kraść czyjąś uwagę. Wierzyła, że dziesiątki drobiazgów mieszają w głowie dużo lepiej niż jeden, potężny gest.
Weszła w głąb udawanej kuchni. Wolnym krokiem przeszła wzdłuż szafek, przesuwając palcami po blacie, jakby badała jego strukturę. Kiwnęła głową z uznaniem. Niebieskie fronty i drewniany blat tworzyły całkiem ładne połączenie. Pewnie wolałaby różowe, ale to wydawało się być bardziej praktyczne. Oparła się biodrem o brzeg mebla, skupiając wreszcie wzrok na przyjaciółce.
— Co powiesz? Trzeba byłoby trochę porozsuwać te szafki, żeby się zmieściły, bo przecież w kuchni są ogromne okna. — Wskazała na miejsce w rzędzie, które powinno zostać zmodyfikowane, by pasowało do jej wizji. Położyła dłonie na blacie, przesuwając je lekko po jego powierzchni, zanim się na nim zaparła. Zwinnym ruchem wskoczyła na górę i usadowiła się wygodnie. Skinęła na nią palcem zapraszając do siebie.
— Są na szczęście wytrzymałe — dodała przyciszając głos, gdy Teddy się zbliżyła. Jej wzrok powędrował na odsłoniętą szyję Teddy, zatrzymując się tam dłużej niż potrzeba. Wyciągnęła rękę, niemal leniwie, a palce chwyciły za materiał sukienki tuż nad dekoltem. Zatrzymała tam spojrzenie, po czym złapała delikatnie między dwa palce włos, który zakłócał czarną gładkość materiału. Uśmiechnęła się łobuzersko i pozwoliła mu zsunąć się z opuszków, obserwując jak opada na podłogę.
— Kuchnia połączona z jadalnią czy osobno? — Spojrzała znad ramienia Darling na zbliżającego się w tę stronę pracownika. Zsunęła się z blatu, bo przecież nie wolno robić tak w sklepie i ruszyła w stronę wystawy z kaflami.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Masz na myśli tłuczenie ich w trakcie awantur, które będziesz mi wyrządzać bez powodu? — zażartowała, posyłając przyjaciółce rozbawione spojrzenie, ale finalnie uniosła ręce w obronnym geście. — Dobrze, już dobrze. Kubki zostają. Ale bukiety? Te więdną w tempie ekspresowym i potem tylko się z nich sypie. Co najwyżej mogę pójść na kompromisy i zakup tych sztucznych. Albo z LEGO. I w ogóle nie możemy mieć zbyt dużo rośli, April, bo wszystkie wymordujemy — zaznaczyła, a skoro żadna z nich nie miała ręki do kwiatów, chyba nie powinny robić z mieszkania ogrodu botanicznego.
Teddy zdjęła płaszcz i przerzuciła go przez ramię, idąc za Finch nieszczęsną alejką z uchwytami. Będąc świadkiem kłótni wspomnianego małżeństwa, Darling automatycznie odechciało się kupować czegokolwiek. Jeśli tak to miało wyglądać, to ona to pierdoli. Jej myśli jednak powędrowały do projeku kuchni, bo na tym powinny się skupić, ale szybko odskoczyły na bok, kiedy April podwinęła rękawy i zaczęła przechadzać się wzdłuż blatów, na co Teddy zacisnęła usta w wąską linię i pokręciła głową. Powinna się spodziewać, że przyjaciółka błyskawicznie podchwyci zainicjowaną grę.
— Fronty mogłyby być ciut ciemniejsze. Taki kolor dobrze wygląda w aranżacji kuchni tylko jako mocny akcent. Ale cała reszta magnifique — cmoknęła z uznaniem i zbliżyła się do szafki, stając między nogami Finch. Powędrowała wzrokiem za jej dłonią i wróciła nim do jej oczu. — Nic innego mnie nie obchodzi — wyszeptała na wzmiankę o wytrzymałości i nachyliła się, żeby skraść jej pocałunek, ale wtedy przyjaciółka zeskoczyła z blatu, pozostawiając Darling z rozchylonymi w zdumieniu ustami.
Aha, czyli to tak. Tutaj wspólne mieszkanie, a jednak zachowuja wstrzemieźliwość aż do ślubu? No dobrze, jak mus to mus.
— O wow, mamy aż taki metraż? — pokiwała z uznaniem głową. — Niech będzie oddzielna. I żadnego, ale to absolutnie żadnego łączenia z salonem. To się w ogóle nie sprawdza i wszystko niesie się z kuchni do pokoju — oznajmiła, nauczona doświadczeniami z własnego loftu. Mieszkanie Teddy było przytulne, ale stworzone dla jednej osoby. Ewentualnie dla pary, ale one musiały patrzeć przyszłościowo. Nie mogły przecież zapomnieć o małym Toronto i jego rodzeństwie!
W kilku krokach dogoniła Finch, obejmując ją w pasie. Ale tylko na chwilę, bo zaraz przystanęła przy sekcji z kafelkami.
— Na ścianie te niebieskie szcześciokątne czy białe płytki-cegiełki? — zamaszystym gestem zaprezentowała najpierw pierwszą, a potem drugą opcję. — I co na podłodze? Nie może się zlewać, ale to na pewno też musi być płytka. Wiesz, jak ciężko utrzymać porządek przy dzieciach i psach? — wetschnęła i pokręciła głową. Chociaż właściwie wystarczyło wyobrazić sobie, jak trudno będzie utrzymać porządek im dwóm, skoro obie były takie niezdarne i ciągle coś wypadało im z rąk.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jakbyś sobie nie zasłużyła, to bym nie tłukła. Ale okej, mogę tłuc coś innego. Skoro tak bardzo nie chcesz, żebym kupowała ci kwiaty bez okazji, to przecież nie będę się narzucać. — Wzruszyła ramionami, udając nieco zawiedzioną. Kwiaty doniczkowe zdecydowanie nie były im przeznaczone, będą musiały wymyślić inne metody na dodanie przestrzeni nieco życia. Ale takie cięte bukiety to przecież co innego! Nie znajdowały się w topce prezentów, ale były miłym dodatkiem. Wywoływały uśmiech nawet u tych dziewczyn, które wcześniej zarzekały się, że ich nie lubią. Może dzięki temu, że Finch naprawdę lubiła je kupować bez okazji? Bukiet na Walentynki to największa nuda na świecie. Ale pęczek kolorowych, drobnych kwiatów, który kupiła od jakiejś starszej pani dorabiającej sobie niedaleko targu wręczony po wcześniejszym powrocie z pracy albo po jakiejś rozłące wymuszonej obowiązkami? To zawsze rozmiękczało serca wszystkich jej sympatii. Ale przecież Teddy nie była jak wszystkie. Może faktycznie powinna wymyślić coś innego.
— Dom jest przestrzenny, ale nie jakiś absurdalnie wielki. Ktoś to musi przecież sprzątać — wyjaśniła, jakby to była największa oczywistość na świecie. Najwyraźniej w międzyczasie padła też decyzja, że będzie jednak dom, nie apartament. W taki sposób łatwiej będzie pomieścić tam te wszystkie dzieci i zwierzęta. No i będą mogły mieć ogród, w którym April rozwinie swoją szklarnie, którą zapoczątkował urodzinowy krzaczek.
Zatrzymała się obok niej przy ścianie z kafelkami. Stała obrócona w jej stronę, w ogóle nie patrząc na wymieniane opcje. Nie do końca nawet rejestrowała wizje malowane przez Darling, przecież nie były aż tak istotne. Z grubsza wydawały się sensowne, trzeba było tylko dopieścić szczegóły. Mogłaby oddać decyzje w jej ręce, czemu nie? Szczególnie, że obserwowanie jej było dużo przyjemniejsze niż kafelkowe dylematy. Zreflektowała się dopiero, gdy przyjaciółka obróciła głowę w jej stronę.
— Białe cegiełki. Są bardziej uniwersalne i będą mogły zostać, jakbyśmy za dziesięć lat chciały jednak wymienić blaty – odpowiedziała, żeby udowodnić, że coś tam jednak słyszała. Nie była pewna, czy to właściwa decyzja, ale trudno, muszą z nią od teraz żyć. Oderwała od niej spojrzenie, skupiając się na pierwszych lepszych płytkach, jakie wpadły jej w oko.
— A na podłogę jakiś jasny gres? — Stuknęła paznokciem w dużą płytkę zaprezentowaną obok nich. To chyba nawet nie brzmiało kompletnie bez sensu. Na pewno nadawało się dla dużej rodziny. Łatwiej zachować czystość, jak wszystko, co spadnie z blatu, jest widoczne niż gdy ginie na przesadnie wzorzystej podłodze.
Ruszyła dalej, nie chcąc zapuścić w tej alejce korzeni. Plan na kuchnie był przecież gotowy! No dobrze, pewnie gdyby naprawdę miały coś dzisiaj kupić, to wymagałby więcej uwagi, ale to była tylko zabawa. Nie mogły skończyć jak tamto małżeństwo od uchwytów. Finch potrzebowała nowego bodźca. Ominęła alejkę z kolejnymi dodatkami do wykańczania kuchni. Salon zapowiadał się dużo ciekawiej. Znów wybrała jeden z gotowych projektów. Łączący wiele kolorów i materiałów aż zapraszał do siebie przytulnością. Jej uwagę przykuł regał wypełniony atrapami książek i ramek ze stockowymi zdjęciami.
— Tu mogłaby stać ta moja duża figurka Ciri. — Wskazała ruchem głowy na jedną z półeczek. Nie odpuściłaby sobie prezentowania własnych kolekcji. Wydała na nie za dużo pieniędzy, by kurzyły się w piwnicy. Przeszła kilka kroków od sztucznej ściany do kanapy i fotela po drugiej stronie. Przyglądała im się przez moment z pozorną uwagą, wyczekując na zbliżenie się Teddy. Przeciągnęła palcami po szyi powoli, niemal leniwie, jakby temperatura we wnętrzu nagle wzrosła o kilka stopni. Właściwie mogłaby przysiąc, że wzrosła.
— Weźmiemy fotel oprócz kanapy? — Obeszła ją powoli, jak drapieżnik, tak by to Darling stanęła teraz przy meblu. Położyła dłoń na jej ramieniu, zacisnęła palce, po czym pchnęła ją delikatnie, zmuszając do opadnięcia na miękkie siedzisko za nią. Nachyliła się nisko, tak że jej włosy niemal załaskotały twarz Teedy. Dostrzegła pojedynczy kosmyk, który wysmyknął się z fryzury Darling i zaczesała za jej ucho, pozwalając palcom na moment zatrzymać się na ciepłej skórze. Jeżeli ktoś akurat przechodziłby alejką za nimi, miałby fenomenalny widok na tyłek Finch. To ją oczywiście kompletnie nie obchodziło.
— Myślę, że się przyda — mruknęła, opierając rękę na podłokietniku fotela, co zmniejszyło jeszcze bardziej dystans między nimi. Pochyliła się te ostatnie centymetry i złożyła na jej ustach krótki pocałunek. Wyprostowała się powoli, jakby robiła to wbrew sobie. Wyciągnęła rękę, by pomóc jej wstać z więzienia miękkich poduszek.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Teddy zaskakująco szybko oswoiła się z myślą o urządzaniu domu. Tak będzie zdecydowanie wygodniej przy dużej rodzinie, skoro miały tam mieszkać z co najmniej dwójką dzieci, dwoma psami i może jeszcze z kotem, jeśli Finch się uprze, a ona nie będzie potrafiła jej odmówić. A po ogrodzie mogłaby hasać jakaś miniaturowa szkocka krowa. Jak widać, ich plany nie miał żadnych wad.
— Jasny gres będzie pasował też do łazienki. Może być nawet ten sam — zgodziła się natychmiast. Po co utrudniać sobie życie? Wystarczyło po prostu kupić więcej metrów kwadratowych ceramicznych płytek. Niby jeszcze nie doszły do toalety, ale obie powinny być zgodne, że wystrój powinien być jasny. Na ciemnym wszystko za bardzo widać.
Szkoda tylko, że w rzeczywistości wybór mebli, które idealnie pasowałyby do wnętrza, wcale nie był taki prosty. Darling już to przerabiała na własnej skórze. Urządzała loft sama, od pierwszego pomysłu po ostatnią lampę, więc dobrze wiedziała, ile potrafi to kosztować nerwów. Decyzje, które na zdjęciach z katalogów wyglądały oczywisto, w praktyce zamieniały się w szereg wątpliwości. Za duże, za małe, zbyt surowe albo za ciepłe, piękne same w sobie, jednak kompletnie niegrające z resztą przestrzeni. Problemów było wcale nie mniej niż u tamtego młodego małżeństwa, które musiało dodatkowo negocjować między sobą każdy detal.
— Figurki w salonie? — to będą musiały jeszcze przedyskutować. — Nie wolałabyś mieć ich w swoim gabinecie? Musisz przecież mieć przytulne miejsce do pracy zdalnej — zasugerowała, a wizja biura we własnym domu brzmiała jak spełnienie marzeń. — Zawsze można wydzielić je w taki sposób, żeby po jednej stronie zrobić… — nie dokończyła. Kiedy podeszła bliżej, nie do kanapy, a do przyjaciółki, została zaskoczona nagłym pchnięciem w tył.
Teddy opadła na fotel i posłała April zaskoczone spojrzenie. Po chwili jednak przywarła plecami do oparcia, testując siedzisko.
— O, ale zajebiście wygodny — stwierdziła, odwzajemniając pocałunek, a w jego trakcie uśmiechnęła się prosto w jej usta. — Trzeba od razu wziąć dwa do kompletu — zdecydowała i korzystając z pomocy przyjaciółki, zwinnie stanęła na nogach. — Na pewno w jednym koncie zrobimy biblioteczkę, a pod oknem stanie pianino? — zerknęła na nią z ukosa. — Fortepian? — zmrużyła oczy. Ciężko było znaleźć różnicę poza kształtem i wielkością. Wprawdzie Darling grała przez chwilę w szkolnej orkiestrze, ale tylko na bębnie i przez brak poczucia rytmu wyrzucili ją stamtąd szybciej niż zdążyła powiedzieć quidditch. Wiedziała jednak, że April na pewno będzie chciała mieć w ich domu instrument klawiszowy.
Tym razem to Teddy ruszyła przodem, kołysząc biodrami z naturalną swobodą, jakby wcale nie zdawała sobie sprawy z tego, jaki efekt wywołuje. Jeśli ktokolwiek poza Finch wodził za nią wzrokiem, to była zbyt pochłonięta wizją urządzania ich wyimaginowanego domu, żeby cokolwiek zauważyć. W myślach już przestawiała kolejne meble i dobierała kolory, dopasowując je do czegoś, co istniało wyłącznie w jej głowie. Natychmiast skręciła w stronę działu z wystrojem sypialni, a to oznaczało ogromne łóżka, rozciągające się na całą powierzchnię ekspozycji. Darling zwolniła, przyglądając się kolejnym aranżacjom z rosnącym zainteresowaniem.
— Jaki materac? To bardzo ważne — zaznaczyła, bo chuj z tymi regałami w salonie, ale twardość miała znaczenie. Jakkolwiek to nie brzmiało.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uniosła brwi nie wiedząc, czy jest bardziej oburzona, zaskoczona czy rozbawiona. Wstydziła się jej figurek? No ładnie. Jeszcze trochę i każe jej odwracać książki brzegami do ściany, żeby odwiedzający ich goście nie musieli męczyć oczu tymi szalonymi tytułami fantasy. Komiksy to pewnie co najwyżej schowane w piwnicy. Powoli będzie wypruwać z April jej kreatywność aż pozostanie skorupa przykładnej żony! To wszystko mogłaby jej teraz wykrzyczeć, bo dałaby radę nakręcić sobie wyimaginowaną dramę w sekundę, ale na szczęście usta Teddy odwróciły od tego całą uwagę. Delikatna pieszczota rozlazła się gorącem po jej ciele. Oczywiście, że takie wyczekiwane smakowało lepiej. Sama była zaskoczona, że poczuła się tak dobrze po czymś tak prozaicznym. Na pewno nie czuła się torturowana w klatce pożądania, jak w klubie z burleską. To była nieco inna kategoria przyjemności, bezpośrednio z tamtą powiązana. Ale lepsza.
— To urocze, że totalnie celowo najpierw wspomniałaś o tym mniejszym i skromniejszym , ale szybko zdałaś sobie sprawę, że ja przecież zasługuję na instrument jak z sali koncertowej. — Spojrzała na nią z rozbawieniem, udając, że niepewność Teddy tak naprawdę nigdy nie istniała i przecież doskonale wiedziała, o jakich instrumentach mówi. Czasem trudno było jej całym sercem uwierzyć, że będzie miała w domu prawdziwy fortepian. Przyzwyczaiła się do elektronicznego piana, w końcu jakościowo to był świetny sprzęt. Rozmiary i cena fortepianu dla zwykłych zjadaczy chleba były w jakichś absurdalnych skalach. Ale skoro teraz tworzą idealną wersję przyszłości, to musiał w niej być fortepian. Różowy.
Powiodła za nią wzrokiem, odczekując kilka kroków. Chciała zyskać okazję do przyjrzenia się ciału Darling, skoro celowo starała się je eksponować. Ruszyła za nią, nie mając w planach jej doganiać. Z tej perspektywy czuła się dobrze. Usłyszała huk i jakieś paskudne, francuskie przekleństwo. Odruchowo rzuciła okiem w tamtą stronę. Jakiś biedny facet zapatrzył się na Teddy i przywalił łokciem w metalowy wózek. Chyba go bolało. A jak go będzie bolało, jak żona, która stała obok, znajdzie wzrokiem powód, przez który się tak zagapił? Cóż, jego problem. W ogóle mu się nie dziwiła. Kiedy weszły do alejki sypialnianej, wywróciła rozbawiona oczami.
— Na pewno nie taki z IKEI. Cenię swój kręgosłup. Musi być przede wszystkim wielki. — Zatrzymała się kilka kroków obok Teddy. Materac był czymś, na co naprawdę była gotowa wydać chore pieniądze. Za dużo życia się na nim spędza, żeby go ignorować. Tutaj żaden nie wyglądał wystarczająco dobrze. Ruszyła powoli w jej stronę.
— Błagam cię. Za proste — wyszeptała wprost do jej ucha, pozwalając ustom musnąć delikatnie miękką skórę. Dłoń spoczęła na jej biodrze, palce zacisnęły się lekko, gdy przechodziła kolejne kroki, przesuwając rękę, powoli głaszcząc ją w drodze do drugiego biodra. Zsunęła się z niego sennie i splotła palce z dłonią Teddy, pociągając ją za sobą dalej. Nie wątpiła w zdolności przyjaciółki do mieszania jej w głowie, nie chciała dawać jej tak banalnego gruntu. Sekcja sypialni musiała całkowicie wylecieć z gry. Szkoda, że następną kategorią były łazienki. To dopiero było banalne! Ale to już April nie przeszkadzało. Prowadziła ją cały czas za sobą, wyraźnie gdzieś zmierzając i nie mając czasu na wyjaśnienia. Przechodziły między kolejnymi kranami, lustrami i podwieszanymi szafkami, sprawnie mijając pojedynczych klientów. W końcu skręciła gwałtownie prosto do... prysznica. Wciągnęła ją za sobą do kabiny jednym zdecydowanym ruchem, zasunęła za nimi drzwi i natychmiast przyszpiliła ją do szklanej ściany. Jedną ręką objęła ją w pasie, przyciągając jej biodra do swoich, aż poczuła ich ciepło. Drugą dłoń oparła płasko na ściance za plecami Teddy, zamykając ją w swoich ramionach. Wpiła się w jej usta tęskno i zachłannie, korzystając z krótkiej chwili prywatności w pustej alejce. Pragnęła przedłużyć ten moment w nieskończoność, ale rzeczywistość zmusiła ją do przerwania zdecydowanie za wcześnie. Czy to przez to, że damy się tak nie zachowują? A może nadal bardzo chciała wygrać? Sama nie była pewna. Otworzyła kabinę i wysunęła się z niej, mijając Teddy.
— Ale wannę też bierzemy, prawda? W naszej chcę to i to, reszta mi obojętna — dopytała, odwracając wzrok w stronę stojących kawałek dalej wanien. Ich łazienka przy sypialni to podstawa! A ta dla gości i na piętrze, niech po prostu będzie funkcjonalna.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zamiast figurek, salon mogłyby wypełniać rozmaite instrumenty — od pianina i fortepianu, przez okarynę oraz flet subkontrabasowy, aż po harfę kołową. I co tylko Finch by sobie zażyczyła. Nieistotne, bo Darling była skłonna pójść na kompromis.
— Nie pytałam, który. Pytałam jaki — pouczyła ją, jednocześnie przymykając oczy, kiedy przyjaciółka musnęła jej ucho. Bez większego sprzeciwu dała się wyciągnąć z działu sypialnianego, cały czas trzymając ją za rękę. — Nie musi być z IKEI, ale musi być wygodny. U siebie mam teraz średnio twardy, ale zastanawiam się nad twardym. I czy lepszy byłby wkład z pianki wysokoelastycznej czy jednak termoplastyczna? — to były naprawdę istotne, ale najwyraźniej myśli April podążyły w innym kierunku, skoro wyszły stamtąd tak szybko.
Nim zdążyła zauważyć, znalazły się w kabinie prysznicowej. Teddy wciągnęła głośno powietrze, dociskając plecy do chłodnej szyby. Odwzajemniła łapczywie pocałunek, zjeżdżając dłońmi po plecach Finch, ale nawet nie zdążyła klepnąć ją w pośladek, bo ta wyminęła ją zręcznie i wyszła na zewnątrz. Darling zamrugała kilkakrotnie, wpatrując się tępo przed siebie, a gdy już oprzytomniała, pokręciła głową i parsknęła pod nosem zduszonym śmiechem.
— Serio? A to niby nie jest za proste? — uniosła jedną brew, dołączająco do niej poza kabiną. — Prysznic to absolutny niezbędnik, ale powinno zmieścić się to i to. Do niej też chcesz się przymierzyć? — kiwnęła głową w kierunku ogromnej wanny. — Jest dwa razy większa niż ta w pensjonacie. I chyba można ją podświetlać — dodała, a Teddy miała fioła na punkcie kolorowych światełek. W swoim lofcie miała je podwieszone wszędzie, gdzie tylko zdołały sięgnąć przewody.
Podeszła do owalnego lustra i nachyliła się, żeby się w nim przejrzeć. Wciąż wyglądała świetnie, chociaż przydałoby się poprawić trochę rzęsy.
— Co jeszcze? Chcesz obejrzeć pokoje dziecięce dla Toronto czy na początku nie ma co szaleć i położymy go w skrzynce po ziemniakach? — zapytała, zerkając na przyjaciółkę przez ramię. Całkiem możliwe, że już wyczerpały swoje zapas simoleonów, więc trzeba było liczyć na to, że któregoś dnia nie odwiedzi ich znienacka opiekunka społeczna, która bez pytania wejdzie do domu, żeby zabrać leżące na podłodze niemowlę.
Darling podobała się wizja wspólnego mieszkania w dużym domu z ogrodem. Oczami wyobraźni widziała jasne pokoje, długie kąpiele w ogromnej wannie i popołudnia spędzane razem na tarasie. Dziwnym trafem nie myślała o tym, że nigdy razem nie zamieszkają, ale o tym, że nigdy nie będzie ich stać na te wszystkie wspaniałe rzeczy.
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Mhm, dobrze, Teddy — potwierdziła, licząc, że o cokolwiek ją zapytała, to odpowiedź twierdząca miała jakikolwiek sens. Przynajmniej nie musiała przy niej aż tak strugać głupa. Niezręczny moment w taksówce, kiedy nie dosłyszało się pytania, ani tego, co padło po prośbie o powtórzenie, ani po kolejnej... ach, to jest ból. To wykręcało ją z żenady od środka i przypominało się kilka godzin później pod prysznicem. Kiedy przypominała sobie pod prysznicem o czymkolwiek związanym z Teddy, szansa na to, że skręci ją od środka, była spora. Zazwyczaj jednak opierało się to w granicy żołądka albo podbrzusza, a nie spływało chłodnymi ciarkami wzdłuż kręgosłupa.
Biorąc pod uwagę, co właśnie zrobiły w sklepowej kabinie, na pewno wspomnienie będzie ją w najbliższych dniach nawiedzać bardzo intensywnie. Będzie musiała okupować łazienkę dużo dłużej niż zazwyczaj. Niezbyt to uprzejme, biorąc pod uwagę, że miała współlokatorkę. To kolejny powód, żeby zamieszkać z Teddy. Ona raczej nie miałaby pretensji, gdyby April przedłużała w nieskończoność swój czas w łazience. Ewentualnie mogłaby się złościć, że robi to sama.
— Testowanie wanny zostawmy w takim razie aż się ściemni. — Skoro oferowała w środku dyskotekę, to przecież nie będą się bawić efektami w jaskrawym, sklepowym oświetleniu. To dopiero byłaby nuda. Na pewno znajdą kolejny wspólny wolny wieczór, w trakcie którego będą mogły przesiadywać w wannie i upajać się swoją obecnością. I światełkami. Ciekawe, czy potrafiły też rytmicznie mrygać.
Zatrzymała się tuż za nią. Objęła ją znowu w pasie i przytuliła się do jej pleców. Sięgnęła po telefon, otworzyła aplikację aparatu i wycelowała urządzaniem w lustro. Mogła to zrobić w muzeum, gdy były dużo świeższe i w lepszym otoczeniu, ale trudno. Tu też wyglądały przecież bardzo dobrze, a liczyło się to jako pamiątka, a nie dzieło na wystawę. Zamknęła oczy i zaczęła składać na jej policzku dziesiątki drobnych buziaków, jednocześnie cykając zdjęcia. Z takiej liczby na pewno któreś się będzie nadawało. Schowała telefon i przytuliła się do niej raz jeszcze, tym razem ściskając ją obiema rękami.
— Będzie spał na posłaniu dla kotów. Jak w Simsach. — Przynajmniej w drugiej części. Dzieciak gorzej wysypiał się na takiej poduszce, ale trudno. I tak będzie miał trudne życie z takimi matkami, kolejna niedogodność w tę czy tamtą mu nie powinna zrobić różnicy.
— Rzeczy do ogrodu obejrzymy, jak się ociepli, żeby być w klimacie. Reszta już w sumie gotowa. Pakuj się. — Złożyła jeszcze kilka drobnych pocałunków na jej policzku, zanim wreszcie wypuściła ją z objęć. Dom faktycznie miał już jakiś zarys! Dość absurdalny, a April nie pamiętała już połowy wybranych kolorów, ale to nic. Ważne, że razem.
teddy darling
-
i can take you higher
oh, oh, oh, i'm on fire
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chciała jeszcze dodać, że prysznic powinny kupić taki z systemem audio, ale wtedy przyjaciółka objęła ją w pasie i zaczęła obsypywać pocałunkami, od których Teddy aż się zarumieniła i totalnie zapomniała o bożym świecie. Uśmiechnęła się pięknie do zdjęcia i sama odwróciła się, aby móc złożyć słodkim pocałunek na jej czole.
— Szybko poszło — stwierdził i pokiwała z aprobatą głową. Teraz wystarczyło jeszcze wybudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna, a potem będzie z górki. No i jeszcze ustalić, gdzie dokładnie miał być ten dom. Chciały zostać w głośnym mieście czy wynieść się gdzieś na obrzeża? A może opcja zamieszkania w górach wciąż była aktualna? Wprawdzie to był pomysł Darling, ale chętnie uwzględniłaby Finch w swoich planach wcześniej niż dopiero na starość.
— Nie możemy stąd wyjść z pustymi rękami — powiedziała po chwili, sięgając pod dłoń przyjaciółki i splotła palce z jej palcami. Wyciągnęła ją na główną alejkę i rozejrzała dookoła. — Wybierz coś. Cokolwiek, co ci się podoba — zachęciła ją uśmiechem. Mogło to być właściwie cokolwiek, oczywiście w granicach rozsądku. April powinna jedak zrezygnować z jakichś wielkich rzeczy, ale nie dlatego, że Teddy była skąpiradłem i nie kupiłaby jej nowego biurka, ale dlatego, że trudno byłoby przetransportować je w Toyocie. — Skoro tu już jesteśmy, musimy coś wziąć. To będzie pierwsza rzecz do naszego domu. Postawimy ją w jakimś widocznym miejscu, żeby przypominała nam o tym, jak wiele nerwów i pieniędzy kosztowało nas urządzanie go od zera — przystanęła w miejscu i przez chwilę po prostu przyglądała się April w milczeniu.
Dała sobie chwilę, żeby zachwycić się tym, jaka była piękna. Uwielbiała w jej twarzy dosłownie wszystko — od zielonych oczu, przez pojedyncze piegi na nosie, aż po pełne usta. Nie mogła się powstrzymać i musnęła je własnymi, ujmując w dłoń podbródek przyjaciółki. Pocałunek nie trwał długo, ale był żarliwy. Nie mógł jednak trwać wiecznie, bo wokół kręciło się mnóstwo ludzi, a one stały na środku sklepu, blokując przejście, przez co wszyscy musieli je omijać szerokim łukiem i uważać, żeby nie staranować żadnej z nich wózkiem. I chociaż Darling najchętniej zacałowałaby ją tutaj na śmierć, w końcu się opanowała i wycofała. Zanim całkowicie się odsunęła, jeszcze delikatnie pociągnęła zębami za dolną wargę April, a kiedy w końcu puściła, mrugnęła do niej porozumiewawczo. Koniec tego dobrego, przecież damom nie przystoi. Zresztą nie będą robić nikomu darmowego pokazu!
April Finch
-
Just tryna rule the world
But you already do
In my universe
Been thinking of you
While I'm on the vergenieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Zabroniłaś mi kupowania bibelotów a teraz jednak chcesz, żebym coś wybrała? No dobra. — Również się zatrzymała i zaczęła rozglądać dookoła. Dostała bardzo poważne zadanie, nie chciałby czegoś popsuć. Nie mogła przesadzić z budżetem, ale przecież nie będzie też wybierała ramki na zdjęcia albo tej nieszczęsnej tarki. To musi być coś wypośrodkowanego. Coś, co im się naprawdę spodoba i z czego będą mogły korzystać, a nie rzucą w tym w kąt przy pierwszej okazji, kompletnie zapominając, kiedy i po co to kupiły. Skanowała w głowie po raz kolejny wszystkie alejki, które wcześniej mijały, licząc, że zza mgły wyłoni się coś więcej niż ciało Teddy. Przyjaciółka zdecydowanie nie ułatwiała jej zadania, bo z zamyślenia wyrwała ją kolejnym cudownym pocałunkiem. Automatycznie położyła dłonie na jej biodrach, chcąc przytrzymać ją jak najbliżej i jak najdłużej. Ale dużo rozsądniejszym było sobie teraz odpuścić. Pogłaskała ją z czułością po policzku, jeszcze przez moment wpatrując się w nią jak zaczarowana. Na pewno powinna teraz powiedzieć całą masę istotnych i pięknych słów, ale nie była w stanie się przemóc. Może później.
— Dobra, mam dwa pomysły — zaznaczyła, zanim ruszyły z powrotem w stronę poprzednich alejek. Chodzenie w tym nieszczęsnym sklepie pod prąd bywało stresujące. W środku robiło się coraz więcej klientów ze względu na godzinę. Coraz więcej osób snuło się pomiędzy meblami w totalnej frustracji, co April w ogóle nie dziwiło. To miejsce wzbudzało masę dziwacznych emocji. Dotarły z powrotem do sfery sypialnianej, w której nie spędziły wcześniej za dużo czasu.
— Albo to lustro albo tamta żółta pufa z salonu. — Wskazała na wiszące na sztucznej ścianie lustro, które wyglądało, jakby właśnie zaczęło się roztapiać. Gruba nieregularna rama falowała jak jakiś psychodeliczny, zajebisty kleks. Ciepła żółć mieszkała się z intensywną czerwienią, aż po głęboki turkus. Wyglądało trochę jak portal do kreskówki z lat 80. Z kolei pufa, o której wspomniała, była musztardowa, w kształcie idealnej kostki, a na miękkim obiciu frotte miała wyhaftowane dwoje białych oczu z pionowymi źrenicami. Meble łączył jakiś wspólny, dziwaczny klimat, który zdecydowanie pasował do wiecznie nagrzanego umysłu April.
Objęła ją za szyję, krzyżując przedramiona na jej karku. Uśmiechnęła się niewinnie, bo najwyraźniej dotarło do niej, że obie propozycje były nieco odjechane, jak na coś, co miało stanowić fundament ich wyimaginowanego życia.
— Ale jak uważasz, że mnie trochę ponosi, to mów śmiało. Może być też tamten stolik. Nie chcę żebyś padła przeze mnie z przebodźcowania — zaznaczyła spokojnym tonem. Zaraz po tym jednak trąciła czubkiem nosa jej nos, który następnie ucałowała. To wyglądało na przekupstwo. Niezbyt uczciwa zagrywka! Ale pojedynek trwał przecież w najlepsze, zyskiwał właśnie nowy koloryt, nie opierając się już wyłącznie na erotyce. Nie mogła się poddawać.
teddy darling