-
Hm? - zerkam na Iana, bo w pierwszej chwili nie mam pojęcia co do mnie mówi, albo raczej nie widzę w tym żadnego sensu i dopiero po czasie zatrybiam, że faktycznie coś ostatnio się chwalił, że chce zostać lutnikiem. Szczerze? Trochę nie wierzyłem, że to się uda, chociaż naprawdę kibicowałem. Otwieram usta żeby pociągnąć temat, ale niestety całą swoją uwagę poświęcam już innej osobie i zamiast gadać, przenoszę spojrzenie na dziewczynę -
Tak, od Williama - chociaż pełna wersja kojarzyła mi się raczej z pracą, albo momentami kiedy ojciec miał mi coś do zarzucenia, wtedy dodawał nawet drugie imię, a jak było już naprawdę grubo to i nazwisko -
Tiń? - powtarzam po niej, w zdziwieniu unosząc obie brwi i marszcząc czoło. Mogę podejrzewać, że to jakiś pseudonim, ale z natury jestem ciekawski, więc nic dziwnego, że dopytuję. A potem to już się rozpłaszczam i czekam na herbatkę -
Przejebane - wzdycham na słowa chłopaka, bo nawet mu trochę współczułem. I wszystkim parom, które krzywdziły się w taki sposób też -
Różne gatunki miłości? No wiesz, ja też lubię czasem dostać w ryja przed orgazmem, ale nie dlatego, że zupa była za słona - kiwam łbem. Zerkam na dziewczynę -
Tego też nie czaję, po co z kimś być skoro się go zdradza? - ja na przykład nie wchodziłem w związki, bo miałem zbyt pojemne serce i potrafiłem zmieścić tam wiele osób, a nie tylko jedną, poza tym za bardzo lubiłem seks, alkohol i urwane filmy, żeby się później zadręczać czy się puściłem czy nie. A tak? Mogłem się kurwić do woli i nikt nie czuł się pokrzywdzony -
No właśnie i co z tym drewnem, zacząłeś już coś działać czy tylko kupiłeś? Pokaż jak to wygląda bo jakoś nie umiem sobie tego wyobrazić - dla mnie to brzmiało jak jakaś czarna magia dosłownie. Byłem wrażliwy na sztukę w każdej postaci, wzruszały mnie obrazy i rzeźby, a lutnictwo wydawało się naprawdę interesujące, ale nie podjąłbym próby. Chociaż w tych czasach wszystkiego można się było nauczyć z internetu. Kiwam głową na znak, że się biorę za robotę i sięgam po jakąś książkę w twardej okładce żeby mieć na co sypać. Z kieszeni płaszcza, który mi wisi na oparciu, wyciągam swoją kartę do kruszenia, taką starą jak się kiedyś używało do budek telefonicznych, z obrazkiem z króla lwa i układam ją na pełnym woreczku, a potem uderzam kilka razy pięścią, żeby rozbić kryształ. Słychać głośne krach krach, a ja chyba już z przyzwyczajenia kaszlę krótko, chociaż to nie był obleśny kibel w jakimś zatłoczonym klubie, gdzie trzeba było udawać, że srasz z kompanem i wcale nie walicie w tej samej kabinie, tylko równie obleśne mieszkanie, gdzie można się było wyluzować. Wysypuje towar na okładkę książki i zaczynam kreślić kreseczki - równe, długie, cienkie, w idealnych odstępach. Trzy. Tylko, że Swerdlove stwierdza, że ona nie bierze, a ja się na moment zatrzymuję i patrzę to na jedno to na drugie, jak się sprzeczają między sobą -
To co tu robi jak nie bierze? - może trochę głupio to zabrzmiało, ale nie czarujmy się - ile miał znajomych, którzy nie ćpali? Pewnie tyle co ja, wbrew pozorom i biedni i bogaci lubili się zabawić, a różnica była taka, że bogaci nie musieli sprzedawać telewizora żeby mieć na mefedron. Przez chwilę mój wzrok biega od jednego do drugiego, bo już sam nie wiem co robić -
No a nie chcesz spróbować? Daj spokój, Ian, przecież chyba nie ma dwunastu lat? Od jednej krechy nikt się jeszcze nie uzależnił - wzruszam ramionami, bo ja mam z tym totalny luz, gdyby ktoś mnie zapytał czy jestem uzależniony to bym powiedział, że nie, albo że potrafię to kontrolować. Miałem swoje ciągoty, ale miałem tez życie wymagające trzeźwości i w całym szaleństwie potrafiłem jakoś to ze sobą zgrać. Kiwam głową w niemej podzięce za herbatę, po czym dopieszczam linie, bo muszą być idealne -
A skąd to pytanie, Vita? - bo nie do końca wiedziałem w co oni grają, zerkam kątem oka na chłopaka sprawdzając jego reakcje, ale skoro już tu siedziałem, to chyba musiałem w to wejść. Uśmiecham się lekko do dziewczyny -
Jestem wolny, ale mnie nie bawią związki, chyba, że otwarte, a co? Jesteś zainteresowana? - puszczam jej oczko, po czym ponownie sięgam do kieszeni płaszcza i wyjmuje stówę, skręcam ją w rulon i podaję Ianowi, był tu gospodarzem, więc niech zaczyna -
A ty jesteś wolna? - bo że on był to wiedziałem, chociaż może coś się zmieniło skoro chyba przeszkodziłem im w mizdrzeniu.
Ian Swerdlove vita holloway