ODPOWIEDZ
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Moja znajomość z Ianem była dosyć specyficzna. Mieliśmy sporo wspólnego, ale łączyło nas głównie ćpanie. Gdyby jeden z nas stwierdził kiedyś, że chce być czysty to już nigdy byśmy się nie spotkali. Te same pasje były tylko miłym dodatkiem do wspólnego tripa, sprawiały, że nie nudziliśmy się w swoim towarzystwie. Nie pamiętam jak się poznaliśmy. Czy mnie to dziwi? Absolutnie. Właściwie dużo bardziej kuriozalny wydaje mi się fakt, że w ogóle rozpoznajemy swoje twarze, chociaż... Czy zauważył bym go w tłumie ludzi w centrum miasta, w godzinach szczytu? Nie sądzę i myślę że on miał podobnie. Niemniej naprawdę go lubiłem - podchodziliśmy z kompletnie różnych środowisk, ale gdzieś we wnętrzu dzieliliśmy tę samą nostalgię, za czym? Być może za życiem, które nie miało szans na spełnienie. Był piątek wieczór, a ja się nudzę. Raczej mi się to nie zdaża, bo przecież zawsze znalazł się ktoś, kto chciał mi towarzyszyć, jeśli nie znajomy to obcy, tyle, że ja w ogóle nie miałem dzisiaj ochoty na small talki z ludźmi, z którymi nigdy więcej się nie spotkam. Przyjaciele mnie olali - nie mam czasu, nie mam chęci, mam inne plany, jestem w Meksyku. KAŻDY miał jakąś wymówkę. No, każdy oprócz Iana, pewnie głównie dlatego, że postanowiłem nie informować go o swojej wizycie. Ma się ten łeb - jak nie napiszesz to ci nie odmówią. Gorzej jak go nie będzie, wtedy najwyżej spalę jointa na jego klatce schodowej i wrócę w chatę oglądać Netflixa i wypierdalać cipsy. Brzmi strasznie chujowo. Ale teraz łapię taksówkę i jadę na Rexdale, a potem wbijam pod mieszkanie Iana. Walę w drzwi i ciągnę za klamkę - otwarte, więc wbijam do środka od progu krzycząc - To ja, jak się z kimś ruchasz to przestań - żartuję sobie, bo jednak gdybym miał go zastać w intymnej sytuacji, to pewnie zamknąłby drzwi. Butów nawet nie ściągam, szczerze podłoga jest po prostu syfiasta, a ja jestem pierdolonym pedantem. To mieszkanie trochę mnie brzydzi, jestem przyzwyczajony do większych luksusów, ale nie powiem mu tego bo po pierwsze nie byliśmy aż tak blisko, a po drugie nie chce stracić ziomeczka przez moje wygórowane oczekiwania, którym nie da się sprostać mieszkając w blokach socjalnych. Ładuję się wgłąb mieszkania i zastaję Iana z jakąś panną. Ups - O sory, myślałem, że jesteś sam - mówię, trochę jestem speszony, bo sobie uświadamiam, że żart był z deka nie na miejscu - Przeszkadzam wam? - pytam. Pewnie przeszkadzałem, ale jak tylko się dowie, że mam ze sobą towar to przestanę. Patrzę to na jedno to na drugie, chociaż zdecydowanie dłużej zawieszam oko na dziewczynie. Nie kojarzę tej twarzy, ale jest na tyle śliczna, że chętnie ją poznam.

Ian Swerdlove vita holloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor



𝔉𝔢𝔞𝔯 𝔞𝔫𝔡 𝔩𝔬𝔞𝔱𝔥𝔦𝔫𝔤 𝔦𝔫... 𝔗𝔬𝔯𝔬𝔫𝔱𝔬

⛧☾༺♰༻☽⛧


Ian nie posiadał w sobie potrzeby socjalizacji. Ktoś mógłby upierdliwie powiedzieć, że był jak towarzyska czarna dziura. Dzięki bogu jego czerstwe żarty i nieprzystępny charakter sprawiały, że potencjalni znajomi znikali gdzieś bez słowa. Na palcach jednej ręki policzyć osoby, których towarzystwo znosił. Wystarczy podzielić tę liczbę na pół i dostaniemy faktyczną ilość tych, za których towarzystwem... tęsknił? Chociaż to zdecydowanie zbyt duże słowo dla tego ponurego tatuażysty. Cóż, słowa Swerdlove i social butterfly nigdy nie padały w poważnym zdaniu, jedyną dopuszczalną formą były żart i drwina. Tak, czy inaczej. Vita, uparta barmanka z The Painted Lady i cholerny adwokacik-kogucik należeli do tego jakże ciasnego i elitarnego grona. To, że jakimś cudem potrafił ich zaliczyć do osób, w których towarzystwie nie czuł głębokiej potrzeby zarzucenia sobie sznura na szyję, nie znaczyło, że miał ich zamiar kiedykolwiek sobie przedstawiać.
Wręcz przeciwnie!
Porażała go myśl, że Vita mogłaby zobaczyć jego ćpuńskie zapędy w akcji, a potem z dumą pochwalić się Williamowi, że podjęła próbę resocjalizacji tego beznadziejnego przypadku. Nie wiedział, czy to była część jej planu, ale z każdym spotkaniem odkrywał, że mu na niej coraz bardziej zależy. Ćpunowi zależy na czymś więcej niż wciągnięcie czegoś nosem. Kto by dał wiarę? Ciągnęło ich do siebie, jakby sami byli stęsknieni za jakąś przepiękną, spektakularną katastrofą.
I ten piątkowy wieczór nie był wyjątkowy- Vita (używając jakiegoś super niewiarygodnego argumentu, którego już nawet nie pamiętał, a którego nie podważał [bo chciał ją zwyczajnie zobaczyć])) znalazła pretekst do tego, by się z nim dziś spotkać. Ian, będąc społeczną mendą bez ambicji, hobby i planów- zgodził się. Minęło może z dwadzieścia minut od momentu powitania, Swerdlove zdążył już zaserwować jej herbatę z prądem, usiąść przy niej i złapać ją za udo, gdy usłyszał walenie do drzwi.
No, kurwa, pięknie.
Poderwał się na równe nogi, jakby co najmniej mieli wyeksmitować go z własnego mieszkania i wlepił twarz w postać, która wyłoniła się w progu salonu. Skrzywił się nieznacznie, drapiąc się delikatnie w tył głowy. Czuł się co najmniej tak, jakby był w burzliwym, nastoletnim wieku i jego własna matka przyłapała go właśnie na masturbacji.
-Ehm...- wyrzucił z siebie w reakcji na słowa znajomego, patrząc ukradkiem na Vitę. Wcale nie dziwiła go taka reakcja. Swerdlove zawsze lubił powtarzać, jak to wszystkich ma w dupie, a tutaj- proszę. Pytanie, które padło zaraz potem, jeszcze bardziej go zmieszało. Skoro adwokacik tu był, to z pewnością miał imprezowe ciągoty. Jak entuzjasta walenia w kinol mógłby odmówić drugiemu entuzjaście walenia w kinol? -Nie wiem.- rzucił krótko, czując, że mimo wszystko coś go wewnętrznie hamuje. Wpatrując się w barmankę mruknął z wahaniem- Chyba nie?- powoli przeniósł wzrok na Willa. - Zależy, co masz ze sobą.- dodał po chwili, siląc się na neutralny ton, jakby był kosmitą uczącym się mówić po angielsku. Mimo wszystko ta dzisiejsza czystość zaczynała go powoli irytować... zresztą, ostrzegał ją z kim ma do czynienia. Jej problem.


𝔖𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪
𝔞𝔡𝔴𝔬𝔨𝔞𝔠𝔦𝔨
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

𝒯𝒽𝒾𝓃𝑔𝓈 𝒶𝓇𝑒 𝒶𝒷𝑜𝓊𝓉 𝓉𝑜 𝑔𝑒𝓉 𝓂𝑒𝓈𝓈𝓎

Z czasem zaczęła naprawdę przyzwyczajać się do towarzystwa tego ponurego 'wampira', który jakimś cudem przetransportował się z Transylwanii do wypiździejewka nazywającego się Rexdale. Zabawne, jak tak ogromne miasto jak Toronto dosłownie krzyczało przeludnieniem, a miejsce, w którym mieszkał Tiń, było… no. Bardzo questionable. Nie przeszkadzało jej to jednak. Sama nie miała od groma pieniędzy... w kwestii zarobków może szło jej trochę lepiej, ale tylko dlatego, że nie wydawała wszystkich oszczędności na easy fix. Nie była głupia. Przecież sam powiedział, że bierze od lat. Widziała to też po jego powiększonych źrenicach, które w normalnych okolicznościach wzięłaby za znak, że mu się podoba... za pociąg seksualny. Ten moment, kiedy patrzysz na drugą osobę i nie możesz przestać o niej myśleć w ten jeden, wyjątkowy sposób. Z Ianem było to trudne do rozgryzienia, bo nie miała pewności, czy tego dnia już czegoś nie wziął… a ona nie chciała tego z niego wyciągać, bo po co? Jeszcze by pomyślał, że go atakuje albo próbuje mu matkować. O zgrozo.

Po ich ostatnim, jakże szalonym wypadzie aka misji ratunkowej aka bójce, krwi, wciśnięciu w usta Vity jakiejś niestwierdzonej tabletki... czuła, że się do siebie zbliżyli. Nie fizycznie… chociaż bardzo by chciała. Tylko zawsze coś przeszkadzało... albo psychika, albo niefortunne rzeczy typu pukanie do drzwi w momencie, kiedy człowiek ma już dosłownie usta w tym spragnionym serca kierunku. Dzisiaj tego miało nie być. Jeżeli Ian nawet za cycek jej nie złapie albo jej nie pocałuje, to były dwa wyjścia... albo mu to wygarnie prosto w twarz, albo zaspamuje go wiadomościami po spotkaniu! Torontońskie niebiosa jednak uśmiechnęły się do Holloway, bo poczuła jego dłoń zaciskającą się na jej udzie. Uśmiechnęła się - już miała nachylić się w jego stronę, kiedy…

…are you fucking kidding me?

Jakiś koleś wlazł mu do mieszkania! Uniósła brew, przerzucając spojrzenie z Iana na faceta, którego wcześniej na oczy nie widziała, i przez sekundę nie wiedziała nawet, co ma powiedzieć. Po kilku chwilach zorientowała się, o co może chodzić i jaka była przyczyna tych odwiedzin… ale chciała zobaczyć, jak to się rozegra. Tym bardziej że Ian wcale nie wyglądał na szczególnie niezadowolonego faktem, że im przerwano… - chyba nie - prychnęła pod nosem

…no właśnie.

Westchnęła, wstała i podeszła do nieznajomego, uśmiechając się szeroko. - Vita, miło cię poznać! - rzuciła. - Też będziesz chciał herbatkę z prądem? Idealna na to cholerne zimnisko. - Nachyliła się, upiła łyka i przysunęła mu kubek pod nos z uśmiechem tak uprzejmym, że aż bolały ją policzki. Grała w bycie miłą. W bycie wyluzowaną. Jakby wcale nie widziała, po co tu naprawdę przyszedł... nie dla herbaty, nie dla pogawędki.... tylko żeby z Ianem się porządnie naćpać. I mimo tej wewnętrznej furii, postanowiła wyglądać jak ktoś BAAARDZO PRZYJAZNY. Przesadnie... przyjazny.

obcy typek
tiń
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
34 y/o
Welkom in Canada
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Przyglądam im się mrużąc delikatnie oczy, bo nawet debil by się domyślił, że przyszedlem nie w porę, tylko to była moja ostatnia przystań i wcale nie chciałem wychodzić - No to tak czy nie? - dopytuję bo co to znaczy nie wiem? To znaczy, znam znaczenie tych słów, ale niech się zdecydują. Ian w końcu stwierdza, że nie, ale jego panienka wydaje się niezbyt zadowolona z tej sytuacji, mnie jednak nie trzeba dwa razy powtarzać, więc wzruszam ramionami przyjmując, że mogę się rozgościć - Same pyszności - kiwam łbem, a on przecież doskonale wiedział, że nigdy nie przychodzę z pustymi rękami, co więcej zawsze mam dobry temat, ale jak się miało czym zapłacić, to ogarnięcie dobrego gówna nie było żadną filozofią. Dziewczyna wstaje, a ja ponownie wbijam w nią spojrzenie i odwzajemniam szeroki uśmiech - Witaj, Vita - Vita? Ciekawe imię, chyba niezbyt kanadyjskie? Chociaż chuj wie, teraz ludzie nazywali swoje dzieci Nejmar albo Vader, wszystko było możliwe - Billy - przedstawiam się, większość znajomych tak na mnie mówiła - Herbatkę z prądem? - unoszę w zdziwieniu obie brwi. Co to było jakieś przedszkole? Zerkam ponad jej ramieniem na Iana z miną, w której kryło się nieme pytanie - co ty, licealistkę wyrwałeś? Ale równie dobrze może to odczytać całkiem inaczej. Niemniej zaglądam do kubka, na ciepłą, parującą ciecz i odchylam lekko głowę, bo przez ułamek sekundy mam wrażenie, że zaraz to na mnie wyleje - A nie macie samego prądu? - ja miałem w kieszeni taki biały prąd, co jak zapodasz w śluzówkę to cię rozgrzeje w mgnieniu oka, ale właściwie to napiłbym się czegoś - Albo wiesz co? Chętnie się napiję, strasznie zaschło mi w ustach od tego zimna - przejmuje od niej kubek i upijam łyka - Mmmm, dojebana, co to jakaś malina? Zrobisz mi taką? - kieruje swoje słowa do chłopaka, bo to było jego mieszkanie. Potem zamierzam się wreszcie rozgościć, więc najsamprzód odkładam herbatę i sięgam do kieszeni po samarkę wypchaną prochem, ją też odkładam na blat. Powoli ściągam płaszcz i zaczynam ględzić, bo byłem takim typem człowieka, co jak coś mu leży na wątrobie to musi to z siebie wyrzucić. Nie oczekiwałem wsparcia ani właściwie niczego, po prostu musiałem się komuś poskarżyć - Jezu, jaki miałem przejebany tydzień, masakra, ludzie mnie kiedyś wykończą, jak matkę kocham. Rozumiecie, że moja klientka rzuciła się z łapami na swojego już na szczęście byłego męża na sali sądowej, podczas rozprawy? Słabo to wyglądało, szczególnie, że oskarżał ją o przemoc domową - robię krótką przerwę, żeby rzucić płaszcz gdzieś na oparcie fotela, na siedzeniu usadzam swoje dupsko - Wyobrażacie to sobie? Że żona was bije? No albo mąż, przemoc nie ma płci, chodzi o to, że ktoś cię napierdala we własnym domu - kręcę głową. Mnie się to generalnie w pale nie mieściło, bo mój ojciec prędzej pobiłby mnie niż matkę. Nie to, żeby był jakimś agresorem, pasa używał tylko wtedy kiedy naprawdę zasłużyłem - To co z tą herbatą? - dopytuję, a potem rozglądam się po okolicy w poszukiwaniu jakiejś tacy, na której będę mógł się zająć towarem - Zrobię nam po małym, co? - po małym strzale na dobry początek wieczoru.

Ian Swerdlove vita holloway
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
32 y/o
For good luck!
187 cm
Piercer, handpoke w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Don't say a prayer for me now,
Save it 'til the morning after
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor


No świetnie. Tego mu tylko brakowało. Czuł, jakby symulacja się wysypała, a on jakimś cholernym cudem utknął pomiędzy dwoma alternatywnymi rzeczywistościami- jedna z nich obejmowała mizdrzenie się z Vitą, druga walenie kresek z Billim. Chciał mieć ciastko i zjeść ciastko (a raczej w tym wypadku je wciągnąć), ale w tej sytuacji zwyczajnie się nie dało. Cóż, skoro adwokacik już tutaj był i to z pełną kieszenią, to głupio byłoby wywalać go za próg swojej ekskluzywnej meliny, prawda? Poza tym, musiał mu się pochwalić ,że...
-Udało mi się zdobyć kawał wiśniowego drewna na pchlim targu.- rzucił, co zabrzmiało dość losowo pomiędzy ofertą wzmocnionej herbaty od Sztokholm i sceptycznym komentarzom od adwokacika, do niej właśnie. Nawiązywał tym oczywiście do swojej ostatniej wizji podczas ich spotkania. Swerdlove uparł się bowiem, że sam jest w stanie ustrugać sobie gitarę i nie potrzebuje do tego żadnych umiejętności stolarskich.- A , tak... Jakieś mieszane borówki, czy coś, już robię.- sam podzielał raczej stanowisko Patela, ale odkąd Holloway pojawiała się w jego mieszkaniu częściej, uznał, że najmniej co może zrobić, to kupić chociaż jakąś smaczną herbatkę.
Przemaszerował do aneksu kuchennego wyciągając z szafki kubek, który wcześniej powąchał. Musiał przecież mieć pewność, że nie będzie parzyć swoim gościom herbaty w brudnych naczyniach, które wyjął ze zmywarki porobiony i nie potrafił przypomnieć sobie, czy wcześniej ją włączył, czy nie. Ten konkretny chyba wydawał się być bezpieczny. Wzruszając ramionami upewnił się, że nikt tego drobnego gestu nie dojrzał- nie chciał przecież rozsiewać (całkiem słusznych) obaw. Prychnął głośno na anegdotę przybysza.
-Moi rodzice dalej odpierdalają taki szajs, a żadnemu z nich przez łeb nie przeszło, żeby się rozwieźć. To się nazywają stabilne fundamenty pięknej patologii, no nie?-rzucił parodiując dumę. Wzmocnił gorącą herbatę rumem i ponownie wzruszył lekko ramionami, jakby bagatelizując temat, bo przecież miał opowiadać o swoim gitarowym projekcie!- Różne gatunki miłości... czy coś... A jak już o gatunkach mówimy- moje wiśniowe pudło...- już miał zacząć mówić na temat swojej najnowszej, zapewne wyłącznie tymczasowej hiper fiksacji, ale padła propozycja... bardzo konkretna propozycja. Taka, która wyczyściła Ianowi pamięć podręczną. Nagle wiśniowe drewno przestało mieć znaczenie.- Syp, syp... ale nie jej!- kiedy dotarło do niego, że nieco zbyt emocjonalnie podszedł do wyznaczania granic swojej... kolaboracji, zamrugał szybko i podrapał się w skroń.- Ona z tych, co nie biorą i... niech tak zostanie.- zerknął na nią asekuracyjnie, jakby szukając potwierdzenia swoich słów.- Ale... Sztokholm, chcesz blanta? Powinienem coś jeszcze mieć od Emiliana.- zaproponował zastępczo, nie chcąc przecież wyjść na nieeleganckiego hosta.
Przemaszerował z powrotem do głównego miejsca akcji stawiając kubek z parującą cieczą zaraz koło samarki. Wyglądało to trochę jak zestaw startowy korporacyjnej imprezy świątecznej. Przewrócił oczyma na swoje myśli. Usiadł na wcześniej zajmowanym przez siebie miejscu i westchnął ciężko, czując rosnące w sobie zniecierpliwienie.


𝔖𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪
𝔞𝔡𝔴𝔬𝔨𝔞𝔠𝔦𝔨
。 ₊°༺ Koza ༻°₊ 。
Try me
26 y/o
For good luck!
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechając się szeroko, zeskanowała twarz mężczyzny, gdy się jej przedstawiał. - Billie, od Williama, eh? - rzuciła z zaciekawieniem, bo jak na przesadnie miłą osóbkę przystało, oczywiście musiała dopytać. Parsknęła śmiechem i wsunęła mu kubek pod nos. - Słuchaj, nie oceniaj, dopóki nie spróbujesz.- uniosła brew, obserwując jak pije herbatę. Kiedy zobaczyła jego reakcję, aż się rozpromieniła. - No widzisz? Lifechanging! Tiń wie, co dobre. - posłała Ianowi ciepły uśmiech i stanęła obok, opierając się o fotel. Słuchała uważnie, jak Billie i Ian przerzucają się zdaniami o tej jakże pięknie patologicznej sytuacji rodzinnej klientki Billiego i coś tam o wiśniowym pudle, o którym Ian napominał raz po raz. - U mnie tylko zdrada ze strony matki… zapomniała, na którym fiucie powinna siadać. - westchnęła, a potem uniosła brew na ofertę nowego znajomego.

Przez moment przemknęła jej myśl, że może jeśli tu wciągnie ten „magiczny proszek” z tymi dwoma facetami - wyglądającymi jakby byli wytrzaśnięci z dwóch zupełnie różnych światów - to w końcu zrozumie, o co chodzi z całym tym hype’em. Nigdy jej do takich rzeczy nie ciągnęło, ale z drugiej strony… nikt nigdy nie zaoferował jej tego tak wprost. Zawsze odwracała wzrok, udawała, że niczego nie widzi… a teraz miała to podane pod nos, ostentacyjnie, bez żadnego wstydu. Usiadła na podłokietniku fotela, na którym siedział Billie i nachyliła się delikatnie, obserwując jego poczynania. I dopiero wtedy przestraszyło ją, że w ogóle rozważa, żeby do tego świata dołączyć… dać się porwać czemuś, o czym nie miała pojęcia, jak na nią wpłynie. Już chciała się wyprostować, wstać, przejść po mieszkaniu i oczyścić głowę - choć pola do popisu na „trzeźwość umysłu” tutaj nie było zbyt wiele, zwłaszcza w tej dusznej, ciężkiej atmosferze i w mieszkanku, które pachniało jak jego własna, biologiczna flora - kiedy usłyszała wywód Iana. I to, jak bezczelnie powiedział Billiemu, żeby jej nie przygotowywał kreski.

Fair enough.

Nie powinna. Wiedziała o tym. Ale z jakiej racji on decydował za nią? Wkurwiło ją to natychmiast. Zmarszczyła nos, parsknęła głośno, aż się prawie zapowietrzyła, i stanęła na proste nogi. - Od kiedy za mnie decydujesz, Tiń? Nic od ciebie nie chcę! - fuknęła zbulwersowana ignorując jego ofertę blanta, z której de facto chętnie by skorzystała. Minęła go, chwyciła swoją herbatę i opadła w kąt kanapy, popijając procentowy napój. Wpatrywała się w nich obu. Czuła dziwne dreszcze przechodzące jej ciało… nie wiedziała, jak ten wieczór się potoczy i czy zaraz nie będzie musiała się stąd ewakuować. Zmrużyła oczy, wbijając spojrzenie w plecy Iana, a potem rzuciła pierwszą lepszą myśl, która wpadła jej do głowy. Spojrzała na Billie’ego i uśmiechnęła się, kiedy przygotowywał im ‘biały prowiant’, po czym zapytała, - Billie… masz kogoś? Czy jesteś wolny?

Billie
PFFFFF
owca
She is smiling like heaven is down on earth.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#114”