34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Zdecydowałem się poprowadzić sprawę dziada Kovalskiego bo tak po prawdzie chociaż pierwsze emocje względem Charlotte już trochę opadły to nadal miałem do niej ogromny żal. Nie chciałem jej oglądać, więc zręcznie unikałem spotkań na klatce i właściwie gdziekolwiek, ale nie czułem już takiej złości jak podczas naszego ostatniego spotkania, które nota bene wcale nie było tak dawno temu. Zrozumiałem także, że zniszczenie jej matki donikąd mnie nie doprowadzi, a może tylko sprawić, że będę miał wyrzuty sumienia. Ale słowo się rzekło i zostałem prawnikiem, który miał reprezentować Gustava na sali sądowej. Szczerze? Olewałem to czy wygramy czy nie, właściwie byłbym nawet rad, gdybym jednak przegrał, nie zależało mi na tym czy będzie mnie lubił albo chociaż szanował, bo prawda była taka, że co bym nie zrobił to i tak patrzył na mnie z nieukrywaną pogardą. Ja chętnie poszedłbym na ugodę, jedna sprawa, załatwienie formalności i nara, ale facet kategorycznie odrzucił moją propozycję jasno dając mi do zrozumienia, że liczy na to, że uda nam się puścić szanowną (chociaż sam nie miał do niej szacunku za grosz) małżonkę z torbami. Był jebanym złamasem i w duchu naprawdę kibicowałem drugiej stronie. Nawet mi się nie chciało starać, a każde nasze spotkanie w cztery oczy było prawdziwą katorgą, sprawiało, że coraz mocniej miałem go dosyć. Gdyby nie namowy ciotki to jak matkę kocham chyba bym zrezygnował. Tylko, że mnie od małego wpajano, że rodzina jest najważniejsza, jaka by nie była i wierzyłem w to. Nie kontaktowałem się z rodzicami od czasu tego pieprzonego bankietu bo zwyczajnie bałem się pytań, które mogą paść, szczególnie od strony matki. Odrzucałem każde jej połączenie i pisałem krótkie, zdawkowe wiadomości typu nie mogę rozmawiać, mam dużo pracy, odezwę się później, tylko to później nie miało nastąpić aż do odwołania. Nie wiedziałem jakie podejście do całej sytuacji ma mój ojciec i chyba trochę się bałem dowiedzieć. Stoimy pod drzwiami pokoju numer 206, w którym miały odbyć się dzisiejsze negocjacje - To standardowa procedura, proszę za wiele nie mówić, ja występuje w Pana imieniu, panie Kovalski, podejrzewam, że druga strona będzie chciała iść na ugodę - zanim zdążę złączyć usta, on już wchodzi mi w zdanie - Żadnej ugody nie będzie, rozmawialiśmy już o tym - Boże, jeśli coś łączyło Charlotte z jej ojcem to chyba to, że obydwoje potrafili wyprowadzić mnie z równowagi. Mocno wciągam w płuca powietrze, w myślach powtarzając, że złość piękności szkodzi i nie warto - Tak, rozumiem, wiem o tym, chociaż nie ukrywam, że to by była najsensowniejsza opcja - jebany śmieciu. Nie czarujmy się, przecież to on był winny rozpadu małżeństwa i jeśli tamta kobieta znajdzie prawnika, który był chociaż trochę mądrzejszy niż mój lewy but, to udowodnią to z łatwością. Właściwie nas ratowała chyba tylko intercyza, pieprzony skurwiel zabezpieczył się zawczasu. Jednak nawet to nie gwarantowało puszczenia jej z torbami, właściwie po cichu liczyłem na to, że sąd przyzna jej odpowiednie alimenty, na tyle wysokie żeby Guciowi poszły w pięty. Zerkam na nadgarstek, z przyzwyczajenia, bo nie mam zegarka. Mój Rolex zapadł się pod ziemię i ta sprawa również spędzała mi sen z powiek, ale nie warto się nad tym rozwodzić. Unoszę spojrzenie na zegar umieszczony na ścianie ponad drzwiami. Druga strona zaraz powinna tu być. Po cichu liczyłem na to, że Lotta nie będzie chciała uczestniczyć w negocjacjach, chociaż oczywiście miała prawo wspierać swoją matkę. Niemniej nie byłem gotów spojrzeć jej w twarz, szczególnie, że nie zamierzałem przepraszać, skoro to ona pierwsza wytoczyła mi wojnę.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Słowo unik to byłoby zdecydowanie za mało. Nie potrafiła określić własnych uczuć, które miała wobec Williama. Były niesamowicie skomplikowane, ale przez nie przebijała się zdecydowanie nienawiść. Za nic nie przepuściłaby okazji do wspierania własnej matki. W duchu liczyła na to, że jej ojciec zmienił prawnika. Nie chciała widzieć Patela. Pierwszy raz patrzyła przez judasza, tylko po to by mieć pewność, że go za wszelką cenę nie spotka. Chciała odejść, odpocząć i przez choćby krótki moment nie myśleć o tym, co się stanie po dzisiejszych negocjacjach. Domyślała się, że wszystko doprowadzi do sali sądowej, przez co nie mogła przestać palić. Stała przed sądem, paląc trzeciego papierosa. Gdyby nie chodziło o jej matkę, z pewnością nie byłaby aż tak bardzo zdenerwowana. Dopiero widok tej pięknej, chudej 50-latki z uśmiechem na twarzy, sprawił, że jej serce zabiło mocniej.
Cześć mamo — zaczyna Charlotte, gasząc peta w popielniczce i od razu przytulając się do matki. Mogła nie być prawdziwą boginią, ale większość osób nazwałoby ją zajebistym milfem. Włosy związane w gustownego koka, delikatny błysk w oku oraz skromny, za to elegancki strój. Miała w sobie sporo wdzięku, którego nie można było jej odmówić.
Kochanie dobrze Cię widzieć — zaczyna Lucy, dając swojej córce buziaka w policzek — mogłabyś tyle nie palić — za każdym razem to samo stwierdzenie, Lotte uśmiecha się jedynie słabo. Jej matka mogła wyglądać na silną, ale w duchu była słabą istotą, bardzo wrażliwą i empatyczną. Dzisiejsze negocjacje powinny do końca ją zniszczyć, a co dopiero będzie się działo na sali sądowej, gdzie... wszystkie problemy rodzinne Kovalskich zaczną wychodzić na światło dzienne — dopiero co wyszłam z mojej rozprawy — odpiera Charlotte, próbując nie martwić matki. Jedyne przez co nie mogła zmrużyć oczu, to rozwód rodziców. Nawet na własnych sprawach trudno było się jej skupić i momentami miała wszystkiego dosyć.
Dzień dobry panie Patel — rzuca Charlotte, widząc Franklina na horyzoncie. Była mu wdzięczna za wzięcie tej sprawy. Kamień wręcz spadł jej z serca, kiedy matka powiedziała, kto będzie ją reprezentował. Nie wiedziała, czy to skutki tamtego obiadu w domu państwa Patel, czy może szopki, którą jANUS urządził na bankiecie urodzinowym. Fakty były takie, że lepszego prawnika dla własnej matki nie mogła sobie wymarzyć.
Dzień dobry, obie gotowe? — pyta, patrząc to na jedną, to na drugą — oczywiście, że tak — skina głową Lotte i chwyta matkę za dłoń. Chwilę później w trójkę wchodzą do sądu, Kovalski czuje się, jakby była w odlotowych agentkach. Lepszego składu nie mogli dobrać. Nabrała głębokiego oddechu, gdy zobaczyła własnego ojca i... Williama. Pierwszy raz go widziała od bankietu urodzinowego. Każdy mięsień mimowolnie się jej spiął, kiedy go zobaczyła. Nie sądziła, że dalej będzie wywoływał w niej jakiekolwiek emocje. Obdarzyła go jedynie krótkim, chłodnym spojrzeniem i prychnięciem pod nosem. Jednak chciał niszczyć jej rodzinę. Kątem oka spojrzała na Franklina. Chyba to William będzie żałował ich spotkania. Doskonale znała ich relację i szczerze? Ani trochę mu nie współczuła.
Gustavie, Williamie... — przywitał się z nimi Franklin, obdarzając ich chłodnym tonem. Zaraz chwycił klamkę za drzwi i otworzył je — panie wchodzą pierwsze — rzucił, czekając, aż Lucy i Charlotte wejdą, by zająć swoje miejsca. Negocjacje czas rozpocząć.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Opieram się o ścianę tuż przy drzwiach i przez chwilę przyglądam się swoim wypolerowanym butom, ale kiedy dochodzi do mnie stukot obcasów, unoszę spojrzenie i... Nie, kurwa, przecież to jest niemożliwe. Odklejam plecy od muru i robię kilka kroków w stronę zmierzającej do nas trójki, bo mam wrażenie, że własne oczy mnie mylą, albo jeszcze śpię i oto śni mi się prawdziwy koszmar. Spodziewałem się tu Charlotte chociaż wolałbym uniknąć jej osoby, ale zdecydowanie kurwa nie spodziewałem się własnego ojca. Co on tu robił i dlaczego wyglądało jakbyśmy niedługo mieli mierzyć się ma sali sądowej. Szczerze nie wierzyłem, że negocjacje przyniosą jakikolwiek skutek, właściwie chodziło mi głównie o to, żeby zobaczyć z kim będę mieć do czynienia. No i zobaczyłem. I wcale mi się to nie podobało - Co tu robisz? - rzucam w kierunku własnego ojca kiedy się do nas zbliżają. Lotte kompletnie ignoruję, nie racząc ją nawet krótkim spojrzeniem, za to patrzę na jej matkę - Przepraszam, pani Kovalski, dzień dobry, William Patel, będę reprezentował pani męża - przedstawiam się krótko, bo staram się zachować profesjonalizm, pomimo tego, że dosłownie kolana się pode mną uginają, a potem wracam spojrzeniem do ojca, jakbym wciąż nie mógł uwierzyć, że go tutaj widzę - Reprezentuję panią Kovalski - odpowiada chłodno Franklin, a jak dodaję, zanim zdążę ugryźć się w język - Dlaczego? - dosyć durne pytanie i starszy Patel uważa tak samo, widzę to w jego oczach - Bo jestem prawnikiem, William - ucina krótko i zaprasza wszystkich do środka, a ja dalej wyglądam jakbym nie mógł w to uwierzyć. Bo po prawdzie nie mogłem - co nim kierowało? Chęć zrobienia mi na złość? Sympatia do Charlotte i antypatia do jej zjebanego ojca? To, że wina ewidentnie leżała po stronie Kovalskiego, a on przecież był pierdolonym obrońcą sprawiedliwości? Słyszałem także pogłoski, że wielu prawników odmówiło pomocy pani Kovalski, bo nie chcieli zadzierać z jej mężem. Może to? Ostatecznie Franklin nie bał się nikogo, a już na pewno nie jakiegoś biznesmenika. No to już byliśmy skończeni, ojciec dosłownie zeżre mnie ma sali sądowej, tylko... Nie mogłem sobie na to pozwolić. Jeśli jeszcze pięć minut temu miałem kompletnie wyjebane w tę sprawę, to teraz w duchu obiecywałem sobie, że dam z siebie jebane pięćset procent. Nie po to, żeby wygrać (nie liczyłem na to), a po to żeby udowodnić mu, że potrafię walczyć jak pieprzony lew. Wchodzimy do pokoju - najpierw panie, potem Gustav, Franklin i ja na końcu, zamykam za sobą drzwi. Zajmujemy miejsca po dwóch stronach stołu i ja odzywam się jako pierwszy - No dobrze, nie przedłużajmy - tego cyrku. Otwieram teczkę i wyciągam z niej papiery, trochę trzęsą mi się ręce, więc uderzam krawędzią kartki o blat, że niby je układam i kontynuuję - Pozwolicie, że zacznę, dobrze? - ale nie czekam na odpowiedź, bo chcę stąd jak najszybciej wyjść. To była jakaś chora farsa i w tym momencie pierwszy raz pożałowałem, że jednak przyjąłem tę sprawę - Dziękuję wszystkim za przybycie, jesteśmy tutaj żeby sprawdzić czy ta sprawa ma jakikolwiek potencjał ugodowy - wiedziałem, że nie, wszyscy to wiedzieliśmy. Przesuwam spojrzeniem po zebranych, dopiero teraz zerkając także na Charlotte i moje spojrzenie jest bardzo wymowne, jej zdecydowanie nie dziękowałem - Jesteśmy tu w dobrej wierze i liczymy na realne propozycje - mój ojciec kiwa głową. Słowo realne było tutaj kluczowe, a nawet ja wiedziałem, że to co zamierzałem zaproponować na strat wcale takie nie było. Posyłam mu krótkie spojrzenie znad papierów i kontynuuję - Mój klient proponuje jednorazową wpłatę na konto w wysokości 100 tysięcy dolarów kanadyjskich, możliwość zostania w miejscu zamieszkania przez kolejne sześć miesięcy, prywatne ubezpieczenie zdrowotne oraz finansowanie kursów doszkalających, które w przyszłości pozwolą pani uzyskać stabilne zatrudnienie - i to by było na tyle. Raczej marna rekompensata za wszystkie stracone lata - Co w zamian? - pyta od razu Franklin, a ja chwilę zwlekam z odpowiedzią, spoglądając na Gustava - Zamknięcie sprawy bez orzekania o winie, klauzula poufności oraz zrzeczenie się dalszych roszczeń - czyli milczenie za marne pieniądze. Mega słabe.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Charlotte nawet przez krótką sekundę nie spojrzała na Williama. Hipokryta. Typowy prawnik lecący za pieniędzmi, a nie sprawiedliwością. Ciekawiło ją, ile jej ojciec zaproponował mu za prowadzenie tej sprawy. Przymknęła na moment oczy, delikatnie kręcąc głową. Wiele mogłaby powiedzieć, a zamiast tego kurczowo trzymała dłoń matki. Widziała, jak jest to dla niej trudne. Lucy miała łzy w oczach, słysząc propozycję Gustava oraz Williama. Dla niej było to niedorzeczne. Tyle lat spędziła dbając o dom, o męża, a przede wszystkim o ich dzieci, by po tym czasie nie zostać praktycznie z niczym.
Ta propozycja jest zdecydowanie... — zaczął Franklin, próbując odnaleźć odpowiednie słowo — absurdalna — dokończył finalnie, wbijając mocny wzrok we własnego syna. Taki chłód mógł zobaczyć pierwszy raz, bo miał w sobie poczucie sprawiedliwości, a go tu w ogóle nie było — pani Lucy wychowała całą trójkę dzieci, pozostając w domu i dbając o ogniska ciepła rodzinnego. Czy naprawdę jest Pan gotowy ze swoim klientem, by wyrzucić wszystkie brudy ich rodziny na stół? — spytał całkowicie poważnym tonem, a Charlotte nerwowo przełknęła ślinę. To było coś, czego obawiała się najbardziej. Patel nie był dla niej pierwszym, losowym prawnikiem, a... kimś. Po prostu kimś. Nie byłaby w stanie tego jednoznacznie zdefiniować, ale bała się przedstawiania w sądzie każdego, rodzinnego sekretu. Zostałaby całkowicie obdarta z prywatności.
Brak orzekania o winie w tym momencie jest bardzo wątpliwy, skoro Pana klient planuje ślub na Mazurach — tak, zaproszenia podobno już poszły w ruch, a całe wydarzenia miało się odbyć przy najbardziej malowniczych jeziorach w Polsce, miejscu, gdzie jej ojciec dorastał — klauzulę poufności jesteśmy w stanie... — zaczął Franklin, spoglądając kątem oka na Lucy — przedyskutować, jednak reszta naszych roszczeń pozostaje bez zmian. Alimenty do końca życia, zachowanie domu oraz ubezpieczanie — kiedy on pracował, Lucy latała, by ich dzieci były dobrze wychowane. To przez nią Charlotte była, jaka była. Czasem delikatnie narwana, ale przez dużą część czasu spokojna, empatyczna, trzeźwo podchodząca do życia.
Proszę się zastanowić, czy chcecie Pan i Pana klient wciągać w to też dzieci — zaczął Franklin i tym razem spojrzał na Lotte, która tylko krótko kiwnęła głową — bo i one są w stanie zeznawać na rzecz matki — pozostała dwójka rodzeństwa też. Tylko oni nie mieli żadnego pojęcia o prawie, za to Charlotte pełniła funkcję komunikacyjną. Dawała im znać, co się działo. Nikogo nie dziwło, że cała trójka stała po stronie matki.
Później już negocjacje nie miały żadnego sensu. Wszyscy wyszli z sali, a data rozprawy została oficjalnie ustalona. Charlotte jeszcze chwilę dyskutowała z matką oraz Franklinem. Obu odprowadziła do ich własnych aut, po czym wróciła przed sąd do sali palacza. Nie mogła się powstrzymać przed zapaleniem papierosa. Wojna oficjalnie się rozpoczęła.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Chłodne spojrzenie, którym obrzucił mnie mój własny ojciec sprawiło, że ciarki przeszły mi wzdłuż kręgosłupa. Takiego wzroku jeszcze chyba nigdy nie doświadczyłem i tak, zdawałem sobie sprawę, że ta propozycja jest kompletnie do dupy, a wręcz upokarzająca dla kobiety, która poświęciła życie dla rodziny. Było mi jej szkoda, szczególnie kiedy zobaczyłem wielkie, szkliste oczy, które w tym momencie przypominały mi ślepia Charlotte kiedy chowała się wtedy za rezydencją Patelów na York Mills. Ja niestety reprezentowałem drugą stronę - Nikt nie kwestionuje wkładu pani Kovalski w wychowanie dzieci i dbaniu o dom, jednak pamiętajmy, że to mój klient to finansował, a decyzja o pozostaniu Pani w domu nie była narzucona tylko wspólna - mówię, a potem chrząkam cicho i znowu poprawiam się na krześle - Groźba wyciągania brudów nie przybliża nas do porozumienia - zauważam, chociaż to tylko takie pierdolenie, wszyscy zebrani na tej sali doskonale wiedzą, że od początku nie było na to szansy - Jeżeli mówimy o ślubie na Mazurach, to pragnę przypomnieć, że życie prywatne mojego klienta po rozpadzie małżeństwa nie stanowi podstawy do rozszerzania roszczeń - w tym momencie mierzymy się z Franklinem na spojrzenia i obydwoje myślimy o Elizabeth, czy on dostał już zaproszenie? Ja tak, tylko nie byłem do końca pewien czy chcę w tym uczestniczyć - Alimenty do końca życia? - powtarzam, unosząc nieznacznie obie brwi i zwracam się bezpośrednio do Lucy - Naprawdę chce Pani być do końca życia zależna finansowo od swojego byłego męża? - Franklin reaguje od razu - Proszę rozmawiać ze mną - rzuca ostro, a ja wracam do niego wzrokiem - Niestety mój klient nie może przystać na takie warunki - stwierdzam i kątem oka widzę zadowoloną minę Gustava, chociaż ubezpieczenie i zachowanie nieruchomości jak dla mnie brzmiało całkiem sensownie - Alimenty maksymalnie na trzy lata, ale myślę, że nie będą państwo ukontentowani taką propozycją - i miałem rację - Sąd wysłucha wszystkich zeznań, nawet tych niewygodnych - niewygodnych dla kogo? Myślę, że bardziej dla nas. Niemniej to, że nie dojdziemy do porozumienia jest już jasne dla wszystkich, chociaż nie sądzę, żeby ktoś jeszcze próbował się oszukiwać - Jeżeli państwo chcą procesu, proces będzie - kończę i wstaję ze swojego miejsca. Jeśli ostatni wchodziłem do sali, to wychodzę jako pierwszy, bo muszę odetchnąć. Zachowałem profesjonalizm, chociaż osobiście wolałbym być po drugiej stronie konfliktu. Wychodzę na zewnątrz i robię trzy kółka wokół budynku sądu, może nawet zrobiłbym ich więcej gdyby nie było tak kurewsko zimno. Wchodzę do palarni i kogo tam spotykam? Oczywiście osobę, przed którą chciałem uciec. Przez moment waham się czy nie wyjść, ale nie chcę dać jej satysfakcji. Z hukiem zatrzaskuję za sobą drzwi i z miejsca atakuję Charlotte - Pojebało cię Kovalski? Po chuj wciągasz w to mojego ojca? Dumna jesteś z siebie? - poza oficjalnym spotkaniem nie muszę przebierać w słowach. Od razu wyjmuje z kieszeni papierosa i odpalam go.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Paliła w spokoju papierosa, zaciągając się dymem. Nie rozumiała, z jakiego powodu widok dymu zawsze powodował u niej spokój w sercu. Ta rozchodząca się szara chmura, która powoli znikała. Oddech się jej wyrównywał, a sam widok był uzależniający. Nawet nie potrafiła dokładnie wytłumaczyć dlaczego. Wpatrywała się w niego ze spokojem. Pewnie nawet nie zwróciłaby uwagi na Williama, zbyt zapatrzona była w dym wydychany po każdym zaciągnięciu. Tylko to trzaśnięcie drzwiami, a po nim krzyk. Czy to ona była mała, czy jednak on? Zaśmiała się cicho pod nosem gorzko, zanim spojrzała na niego. Teraz nie była bezbronną Charlotte, którą widział pod rezydencją Patelów. Zionął z niej chłód, który był abstrakcyjny do wytłumaczenia. Brzydziła się nim, a ten wybuch ją bawił. Przecież to ona była ofiarą.
Naprawdę chcesz mi robić aferę? — spytała całkowicie rozbawiona tym, co właśnie u niego obserwowała. Ją to bawiło, pierwszy raz mogła komuś zaufać i przez chwilę zapomnieć o wszystkim, co się działo dookoła niej — jezu, ale z Ciebie wywłoka — parsknęła pod nosem i zaraz pokręciła głową. Nikt na nią tak nie działał. Może byłaby w stanie mu współczuć, ale nie, nie miała zamiaru. Skoro chciał babrać się w rodzinnych sprawach Kovalskich, niech weźmie cały repertuar.
To twój ojciec zgłosił się sam do mojej matki — powiedziała spokojnym tonem, a na jej ustach wymalował się uśmiech. Karma to suka? Aż kusiło ją, by wypowiedzieć to wprost. Znała stosunek Franklina do Williama, a biorąc pod uwagę obecne okoliczności, zmienił się on na jeszcze chłodniejszy. Tylko teraz nie miała zamiaru go bronić, wręcz przeciwnie zniszczyłaby go. Tylko na żałosnych ludzi oraz terrorystów nie marnowałaby energii życiowej. Może dlatego teraz była tak spokojna, jak pieprzona góra lodowa — co Patel? Poszło Ci teraz w pięty? — spytała, obserwując go bacznie. Domyślała się, że poszło. Mogłaby odciąć sobie rękę. Czerpała satysfakcję z jego bólu. Cokolwiek by się stało, była na to gotowa. Teraz mógł jej powiedzieć wszystko, a spłynęłoby to po niej jak po kaczce. Franklin wiele zmieniał w sprawie rozwodowej rodziców Lotte.
Może powinnam dodać, że zostałyśmy z matką zaproszone na niedzielne spaghetti — jej uśmiech stał się jeszcze szerszy. Czy to było ostateczne wbicie szpileczki prosto w serce Patela? Zdecydowanie. Aż z wrażenia zgasiła peta, ale zaraz wyciągnęła nowego. Miała się uspokoić, a czuła, jak jej ciało powoli wypełnia adrenalina.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Byłem całkiem innego zdania, w całej tej zjebanej sytuacji to JA byłem ofiarą, bo zostałem mimowolnie wciągnięty w szambo Kovalskich. I winiłem za to głównie Charlotte, bo przecież gdyby mnie nie pobiła (do tej pory piekło jak o tym pomyślałem) to podczas poniedziałkowego spotkania odmówiłabym jej ojcu i sajonara, a tak? Tak dałem się wciągnąć w tą chorą wojnę i co więcej - kurewsko chciałem wygrać. Przyglądam się dziewczynie i mrużę w złości oczy, to że ona jest taka spokojna wkurwia mnie jeszcze bardziej. Tak, zamierzałem robić jej aferę przynajmniej dopóki byliśmy tu sami, w towarzystwie zamknąłbym ryja i udawał, że jej nie znam - Ze mnie jest wywłoka? To ty się na mnie mścisz za grzechy innych - jakby się tak zastanowić to przecież nasze relacje były aż tak napięte od tego nieszczęsnego bankietu, a jaka była moja wina w tym, że pokłóciła się wtedy z ojcem? Taka, że się znalazłem w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. To nie ja wyrwałem jej starego, a nie mogłem odpowiadać za dorosłych członków swojej rodziny, każdy mógł żyć tak jak chciał, nawet jeśli osobiście wcale tego nie popierałem - Sam się zgłosił? Bo go omamiłaś na spotkaniu, teraz już rozumiem dlaczego byłaś taka milutka - nagle wszystko zaczęło się składać w całość, ta suka pewnie już wtedy wiedziała, że kiedyś będzie mogła wykorzystać tę sympatię przeciwko mnie. Okazja nadarzyła się nad wyraz szybko. Nie wierzę, że i ja dałem się tak zmanipulować. Jednego swojego kochasia już przecież zniszczyła, a teraz co? Brakło wrażeń pewnie i musiała się wyżyć na kimś innym, niestety trafiło na mnie - Jeszcze zobaczymy kto się będzie śmiał ostatni - jeszcze nie miałem planu, właściwie do tej pory wcale nie zależało mi na wygranej, ale teraz to bym się zesrał na środku sali, jakby tylko to miało pomóc, niestety to nie było takie łatwe. Wiedziałem, że czeka mnie okres wzmożonego móżdżenia, żeby nie zrobić z siebie pośmiewiska na rozprawie. Miało być olewczo, a zamierzałem się przyłożyć jakby to co najmniej była sprawa życia i śmierci - Na pewno w to nie uwierzę - rzucam niemalże od razu, kiedy wspomina o niedzielnym obiedzie. Ja póki co nie dostawałem zaproszeń, wyobrażałem sobie, że ojciec musi być na mnie turbo zły, trochę rozumiałem czemu i jeśli on faktycznie mógł być na tyle zimnym draniem, żeby jeszcze bardziej zrobić mi na złość, to matka przecież zawsze była po mojej stronie, byłem jej oczkiem w głowie, jedynym, ukochanym i długo wyczekiwanym potomkiem. W życiu by mi tego nie zrobiła. Prawda?... - Jezu, ale z ciebie jest obrzydliwie toksyczne babsko, nie wierzę, że - że już prawie zaczynałem cię lubić - kończę w myślach, wciskając papierosa w usta, ściągam kilka naprawdę potężnych buchów, tak wielkich, że właściwie kończę go palić w kilka sekund. Gaszę fajkę w popielniczce i mam już wychodzić, nawet się nie żegnam, bo mam wyjebane w Kovalski w tym momencie, nawet mi się nie chce myśleć nad jakimś disem na odchodne, tylko podchodzę do drzwi i łapię za klamkę, napieram na wrota, a one ani w jedną, ani w drugą, dosłownie ani drgną - Co jest kurwa, otwieraj się - próbuje znowu, coraz mocniej szarpiąc za klamkę, no przecież dosłownie przed chwilą tu wlazłem, a teraz co? Zacięło się?

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Czasami były sytuację, w których trzeba było nastawić drugi policzek, by wyjść z sytuacji z klasą. Tego właśnie wymagała od samej siebie Charlotte, o ile łatwiej byłoby na niego wrzasnąć, to czy tego właśnie nie oczekiwał? Westchnęła cicho pod nosem, kręcąc delikatnie głową. Im dłużej mówił tym bardziej, zaczynała boleć ją głowa.
Tak, pierdolona z Ciebie wywłoka — potwierdza spokojnym tonem Kovalski. Idealnie pasowało mu to określenie, w końcu miał w sobie jakiś niewyjaśniony pierwiastek kobiecy — wiesz co? — prychnęła cicho pod nosem — jakbym chciała się mścić, to przestałbyś istnieć, William — wkurwiona kobieta potrafiła zaserwować najgorszy rodzaj zemsty. Ona jeszcze trzymała nerwy na wodzach. Powinna skupić się na sobie, na matce, a nie na prawniku, który dla pieniędzy zrobiłby wszystko. Czekała jeszcze na to, jakimi kartami będzie próbował zagrać.
Omamiłam go? — nie mogła ukryć własnego śmiechu i tego krótkiego uśmiechu pojawiającego się na jej twarzy przez jego słowa — chyba sobie żartujesz — wycedziła, strzelając oczyma. Nie planowała wzbudzać sympatii wobec Franklina. Anabelle urzekła ją za serce własną dobrocią. Żadne z nich nie przypominało w niczym Williama. Może jeszcze niedawno doszukiwałaby się podobieństw między nim a nią Patel. Różnica między nimi była taka, że ona pod żadnym względem nie dałaby się sprzedać. Miała dobre serce, a Will? No cóż...
Strzeliła oczyma. Nie wyobrażała sobie wygranej własnego ojca. Zbyt mocno znała sytuację, by nie potrafić rozsądzić wyniku rozprawy. jANUS nie miał żadnych szans na wygraną i choćby cała woda z mazowieckich jezior się rozlała, a polskie góry nagle sflaczały, to nic by to nie dało. Jeśli miał jakikolwiek rozum, powinien zdawać sobie z tego sprawę.
Nie skomentowała komentarza w sprawie obiadu, jedynie uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Czyli zabolało. Wszystko poszło w taką stronę, jaką powinno. Choć mogłoby być jej go żal, to nie była w stanie patrzeć na niego łaskawym okiem. Wiedziała przecież, że kochał matkę, a to oznaczałoby niemalże zdradę stanu z jej strony.
Choć na kolejne jego słowa, brew powędrowała jej ku górze. Zainteresował ją na tyle, że chciała dopytać. Już miała otwierać usta, gdy zobaczyła jego walkę z drzwiami. Coś zaczynało w niej delikatnie pękać, chociaż to może strach przed dłuższym spędzeniem czasu z Patelem.
Gratuluje, jeszcze nas zatrzasnąłeś — mruknęła pod nosem, zaciągając się petem. Kilka spokojnych buchów, a w jej głowie zaczynało wręcz szaleć. Skoro mieli spędzić ze sobą nieokreślony czas, to miała zamiar wykorzystać go do końca. Powie to, co siedziało jej na sercu, odkąd uderzyła go prosto w policzek. Był dupkiem, ale chciała, by miał tego świadomość.
Wiesz co William, powiem Ci coś, skoro i tak tu siedzimy. Zamknij ryja, łaskawie posłuchaj — zaczyna Charlotte i pierwszy raz patrzy mu prosto w oczy — w ciszy poczekajmy, aż ktoś to otworzy, ale pozwól, że kilka spraw Ci usystematyzuje — cała sprawa jej rozdartego serca dalej siedziała gdzieś w środku niej. Nie potrafiła określić, dlaczego ją to tak bolało. Ta cała sprawa była irracjonalna. Był dla niej obcym człowiekiem, a jednak jego zdrada bolała ją jak słowa Gustava.
Broniłam Cię, bo Cię polubiłam — wycedza finalnie, obserwując go badawczo wzrokiem. Nie spodziewała się po nim jakiejkolwiek szczerej reakcji, wszystko byłoby dla niej picem na wodę — za to ty pozwoliłeś, żeby ojciec się nade mną znęcał. Ani razu nie stanąłeś w mojej obronie, a dodatkowo zgodziłeś się go bronić — chyba to ją bolało najbardziej. Stał, nic nie mówiąc, nawet słowem się nie odzywając, lub nie próbując uciec, kiedy mógł. Zamiast tego czerpał satysfakcję ze słów jej ojca względem niej samej — a ja Cię broniłam, bo Cię lubiłam, ale zmieniłam już zdanie — teraz już go nienawidziła. Każde spojrzenie na niego było jak zdrapywanie świeżych ran, które dopiero co zdołały się zagoić. Może dlatego jeden z kącików ust niespokojnie jej drgnął.
Więc łaskawie zamknij ryja i zastanów się nad samym sobą. Przyznaj, że wziąłeś tę sprawę tylko dla hajsu — finalnie warknęła, unosząc delikatnie głos. Próbowała być spokojna, ale czuła, jakby ktoś właśnie spuścił ją ze smyczy — nie rozumiem, jak możesz być tak inny od ojca — chwilę później już patrzyła gdzieś w bok, licząc, że ktoś zaraz ich od siebie uwolni.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No tu akurat nie mogę za bardzo polemizować, bo już mi niejednokrotnie pokazała do czego jest zdolna, więc tak, wierzyłem, że gdyby chciała mnie zniszczyć to by to zrobiła. Zresztą robiła to, ale powoli i bardzo boleśnie, tylko że teraz już przejrzałem na oczy i miałem jeszcze szansę się zdystansować. Jak doprowadzę rozwód do końca to nie chce jej już więcej znać, w unikaniu nie pomoże na pewno fakt, że mieszkamy dosłownie drzwi w drzwi. Ale teraz szarpię się z innymi drzwiami jednak jak słyszę słowa Kovalski, to aż się odwracam w jej stronę - Ja nas zatrzasnąłem? - mam ochotę się popukać w łeb, ale zamiast tego odwracam się ponownie w jej stronę i wywracam teatralnie oczami - Ooo, no tak, to przecież moja wina, że zamek się zablokował, wszystko co złe na świecie to jest moja wina, czy ty się słyszysz? - nie miałem przecież wpływu na złośliwość rzeczy martwych. A potem faktycznie zamykam ryja i zamieniam się w słuch, nie uciekam wzrokiem, wbijając spojrzenie w jej oczy z takim samym uporem jak ona w moje, a jednocześnie mobilizuję każdą komórkę swojego ciała by trzymać nerwy i emocje na wodzy. Na twarzy kompletnie chłodna maska - zero reakcji, tylko usta ściągam w wąską kreskę, żeby jej nie przerwać w połowie zdania. Palce mocniej zaciskają się na uchu od aktówki, kiedy wyrzuca z siebie kolejne słowa. Polubiła mnie? Może bym w to uwierzył jeszcze tydzień temu, ale teraz każde wypowiadane przez nią zdanie było dla mnie obrzydliwym kłamstwem, byle się wybielić i namieszać mi w głowie - Ty za to jesteś dosłownie taka sama jak twój stary - kontruję od razu, bo po kilku rozmowach z nim oraz całej plejadzie kłótni z nią wiedziałem, że są tak samo źli i zepsuci, tylko on przynajmniej był szczery, a ona wolała rozgrywać zemstę inaczej - Znowu to robisz, próbujesz manipulować, o co ty mnie w ogóle obwiniasz? Że Twój ojciec jest takim niewychowanym chujem? A co ja według ciebie powinienem był zrobić? - może skopać go od razu i wrzucić do rzeki za domem? - No to skoro już sobie tutaj tak miło rozmawiamy to pozwól, że też ci coś usystematyzuje - kiwam głową i zaczynam jej wyliczać - Uwzięłaś się na mnie od samego początku, przypomnieć ci, że chciałaś napuścić na mnie sąsiadów bo nie chcę brać udziału w systemowym oszustwie takim jak segregacja? - zaczynam od początku, więc niech się przygotuje na dluuugą wycieczkę po naszych wspólnych złych chwilach - To ty rozpuszczasz na mój temat jakieś obrzydliwe plotki, jak to było? Że Peach jest moją dominą i ładuje mnie od tyłu straponem? - niektórzy nadal w to wierzą - Poza tym mówiła mi, że zaatakowałaś ją na klatce, po co? Możesz mi to wyjaśnić? Jesteś aż tak zła, że musisz wciągać w swoje złe plany niczemu niewinne osoby trzecie? I to nie tylko Peach, przypominam, że nastawiłaś przeciwko mnie moją własną sekretarkę, tylko po to żeby mi zrobić koło dupy? A czy chociaż przez chwilę pomyślałaś o konsekwencjach? - robię krótką przerwę, ale zanim zdąży cokolwiek powiedzieć to kontynuuję - Ośmieszasz mnie w pracy, puszczając jakieś głupkowate zdjęcia, Ośmieszasz mnie w kamienicy, wywieszając jakieś głupkowate zdjęcia, chociaż zabrałem cię na rodzinny obiad i myślałem, że dobrze się bawiłaś, tylko już na drugi dzień musiałaś mi wbić nóż w plecy!! - trochę się unoszę więc łapię dłuższy oddech, bo to jeszcze nie wszystko co zamierzam jej powiedzieć, właściwie tamte rzeczy wydają się być dosyć błahe w porównaniu do tego, co już za moment ujrzy światło dziennie - Teraz jeszcze próbujesz poróżnić mnie z własną rodziną, bo co? Bo twoja się rozpada? - czy chociaż przez moment pomyślała o tym, jak w tej sytuacji czuję się moja matka umiejscowiona gdzieś pomiędzy młotem a kowadłem? Od początku była dla niej taka dobra i co dostała w zamian? No właśnie - I wreszcie pierdolony wierzchołek góry lodowej, podniosłaś na mnie rękę, a nic, dosłownie kurwa nic, nie daje ci na to pozwolenia. Wyobrażasz sobie co by było gdybym to ja cię uderzył? Już by całe miasto wiedziało, że jestem jakimś damskim bokserem, prawda? Więc łaskawie zamknij ryja i zastanów się nad samą sobą - powtarzam po niej. Trochę mi ulżyło, że wreszcie mogłem powiedzieć to wszystko na głos, ale jednocześnie czułem narastające w sobie negatywne emocje względem jej osoby - Aha i jeszcze jedno, nie wziąłem tej sprawy tylko dla hajsu, chociaż Twój zgred zapłaci mi tyle, że mógłbym sobie zrobić półroczne wakacje - i może sobie nawet zrobię? Byle nie musieć jej potem oglądać na klatce schodowej - Wziąłem tą sprawę żeby patrzeć jak cierpisz - wcale tak nie myślałem i wcale nie chciałem patrzeć jak cierpi, chociaż teraz, jak wspomniałem o tych wszystkich złych rzeczach, które były między nami, to byłem na nią tak skrajnie wściekły, że dosłownie miałem chęć udusić ją gołymi rękami. Tylko byliśmy w sądzie, a ja nie byłem mordercą. W zamian rzucam swoją aktówkę o ziemię, kucam przy niej i otwieram, a potem ze złością przegrzebuję różne różności w poszukiwaniu takiego dynksa, co go zawsze miałem przy sobie w razie wu. Może udałoby mi się rozbroić zamek?

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Parsknęła jedynie krótko pod nosem, słysząc jego słowa w sprawie zatrzaśnięcia ich na palarni. Prawda była taka, że gdyby nie zdecydował się trzasnąć drzwiami, to mogliby się szybko rozejść, w ogóle nie patrząc sobie w oczy. Nie była gotowa w żaden sposób na konfrontację. Głównie przez uczucia, które targały jej serce. Sprawa jej rodziców była najtrudniejszą, z którą musiała się mierzyć. Nie przez wzgląd na brudy rodzinne, które miały wychodzić za każdym razem, a przez adwokata reprezentującego jej ojca. Znienawidziła za to Williama.
Nawet słowa wypowiedziane prosto w jego stronę wydawały się nic nie zmieniać. Miała dosyć. Bolała ją każda sylaba, przechodząca przez jej usta. Tylko nie spodziewała się odwetu. Pierwszy raz drgnęła, gdy porównał ją do ojca. Z nim nie miała nic wspólnego, od zawsze na zawsze darli koty. Nigdy nie mogli się ze sobą zgodzić, a odkąd oświadczyła mu, że nie wybierze rodzinnego biznesu, wszystko się jedynie zaostrzyło. Pierwszy raz drgnęła. Całe ciało reagowało na słowa Patela. Doskonale wiedział, że ją to zaboli i bolało jak nic innego. Nawet najgorszy policzek nie miałby takiej mocy, jak wypowiedzenie takich słów. Nabrała powietrza do płuc, a dłonie mocno zacisnęła w pięści, próbując się kontrolować. Tego było za dużo, zdecydowanie za dużo.
Wraz z kolejnymi słowami cały jej spokój wydawał się niknąć, a zamiast tego pojawiał się ból. Jasne, wiele rzeczy zrobiła. Raniła go, ale nigdy nie chciała zrobić mu faktycznej krzywdy. Drugi raz kącik ust drgnął jej, gdy usłyszała temat rodziny. Dla niej to było zbyt wiele, a oczy wydawały się szklić. W tych wszystkich psikusach dopatrywała się czegoś więcej. Jasne, chciała mu zrobić na złość... może dlatego, że lubiła go oglądać lekko podenerwowanego? Nie w takim stanie, jak teraz. Bardziej przemawiało przez nią obecnie obrzydzenie, a ono nie pozwoliło zamknąć jej ust nawet na moment.
Wiesz co, przypomnijmy sobie cały zarys wydarzeń — zaczyna Kovalski, nerwowo stukając w swoje ramię — groziłam Ci sąsiadami, bo możemy dostać podwyżkę śmieci przez twoje chujowe segregowanie śmieci — łatwa riposta, kolejne były zdecydowanie trudniejsze — potem wylałeś na moją sukienkę alkohol, bo nie chciałeś rozmawiać z własną ciotka. Było pięknie, nawet kurwa cudownie, a później co? — wolała przemilczeć sprawę wspólnej zabawy, pocałunku, a przede wszystkim wspólnej nocy. Dalej myślała, że oni... robili rzeczy dla dorosłych, fujka — CI-SZA — faktycznie ani razu się do niego nie odezwała, póki on nie postanowił ją sprowokować. Mogła wciągnąć Peach, ale to nie było związane z nim, a tym PRZEbrzydłym facetem, z którym się bujała — pragnę Ci przypomnieć, że nie gadałabym tych bzdur, gdybyś miał odrobinę mózgu i nie nagabywał mojej randki, by przede mną spierdoliła — gdyby nie to, przecież nie opowiadałaby tych paskudnych plotek. Każde zdarzenie ma swoje konsekwencje — także nie jest mi Ciebie żal. Kiedy twoja matka przyszła, nie pozwoliłam Ci jej zabrać do twojego obsranego mieszkania — wycedziła przez usta i wcale nie miała zamiaru szczędzić w słowach. Była nakręcona jak katarynka, która była nie do zatrzymania — a potem na tej lasagne... faktycznie Cię broniłam i tego mi nie zabierzesz — z dobroci serca. Po co miałaby to robić, skoro jego ojciec czekał tylko na gorzkie słowa o Williamie? Po co? Nie miało to żadnego racjonalnego sensu, nawet jeśli chciałaby się tylko zemścić. Mogła to zrobić już wtedy — po co miałabym być dla Ciebie miła? — warknęła Lotte. Ona nigdy nie udawała. Wszystko albo nic. Albo kogoś kochasz, albo go nienawidzisz całym sercem — może dlatego, że zaczynało mi na Tobie zależeć — przyznanie się do tego bolało ją bardziej, niż sama po sobie się spodziewała. Odwróciła na moment wzrok, ale postanowiła dalej kontynuować — a te zdjęcia wiesz, dlaczego dostałeś? BO SKASOWAŁEŚ MI AUTO — gdyby nie to, zostawiłaby je w swoim telefonie i nie wykorzystywałaby ich — a na sam koniec stwierdziłeś, że... zostaniesz adwokatem mojego ojca — tyle wystarczyło. Słuchał, nie protestował, był obok, gdy Gustav tak po prostu ranił Lotte, a ona jak bezbronna dziewczynka potrzebowała wsparcia — przestań ryczeć, bo dziewczyna Cię uderzyła. Należało Ci się, już wtedy się zgodziłeś — warknęła Lotte, bo choć obchodziła go jego matka, lubiła jego ojca, to Patela nie mogła zdzierżyć. Do zobaczenia w poniedziałek? Co innego miała sądzić? Dla niej było to najgorsze przekroczenie granicy, na które Will mógł sobie pozwolić. Jej ciało wręcz drżało ze złości i z bezsilności, bo chciała móc mu ufać. Tylko postanowił wszystko zniszczyć.
To patrz, ale to na Ciebie już nie spojrzy ojciec — wycedza finalnie przez usta i po chwili dodała — doskonale zdawałeś sobie sprawę, jak twój stary na to zareaguje — serce bolało ją, kiedy to wypowiadała. Nie życzyła wcześniej Patelowi źle, ale teraz... została zmuszona, by wypowiedzieć to głośno. Bolało ją to. Chciała, by mężczyźni między sobą się dogadali, tylko nie miało to żadnego racjonalnego sensu. Franklin nie mógłby bardziej gardzić własnym dzieckiem niż w obecnej sytuacji.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Superior Court of Justice”