ODPOWIEDZ
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Muszę przyznać, że stresowałem się w chuj. Nie czułem, że możemy jakkolwiek wygrać tę sprawę, nawet jeśli mój klient wydawał się zaskakująco spokojny i zadowolony. Wchodzimy na salę rozpraw równo o dwunastej i jak tylko drzwi się zamykają i wszyscy zajmują swoje miejsca, możemy zaczynać. Najpierw standardowo mowy początkowe - Franklin oczywiście bazuje na tym, że Lucy miała niekwestionowany wkład w opiekę nad rodziną oraz domem w czasie kiedy Gustav mógł spokojnie piąć się po szczeblach kariery i należy jej się za to rekompensata. Ja z kolei chciałem udowodnić, że to nie była narzucona decyzja, a wspólna i pan Kovalski nigdy nie zabraniał jej podjęcia pracy. Ponad to postaram się dowieść, że to małżeństwo już od dawna istniało tylko na papierze i nie można winić za to tylko jednej strony. Być może uda mi się przedstawić męża jako osobę znerwicowaną, przepracowaną i pogubioną, taką która nie umiała sobie poradzić z ratowaniem związku. Potem mogliśmy zacząć przesłuchiwanie świadków. Na pierwszy ogień poszła pani Kovalski. Zestaw pytań był raczej standardowy, przynajmniej z mojej strony - czy decyzja o zostaniu jej w domu była wspólna, czy kiedykolwiek zabraniał jej podjęcia pracy, czy miała dostęp do środków finansowych i czy jej zdanie było brane pod uwagę podczas podejmowania ważniejszych decyzji. Staram się zbudować narrację partnerstwa, zanim przechodzę do pytań o jej wykształcenie oraz życie przed małżeństwem, czy obiektywnie jest coś co uniemożliwia jej podjęcie pracy? Potem wkraczamy na nieco bardziej intymny grunt i pytam o ich małżeńskie pożycie - jak to wyglądało na początku i jak po latach oraz czy próbowali podjąć terapię małżeńską. Na koniec kilka krótkich pytań o oszczędności oraz propozycje zabezpieczenia finansowego, która padła na negocjacjach i została odrzucona przez jej stronę. Zaraz po mnie na scenę wkracza mój ojciec. Daje jej więcej przestrzeni na opowieść, chociaż starannie dobiera pytania, by zabezpieczyć ją przed powiedzeniem czegoś nieprawidłowego. Pojawiły się pytania o podział obowiązków, o organizację życia w domu rodzinnym i o prawdziwe powody jej rezygnacji z życia zawodowego, chciał pokazać jej poświęcenie oraz konsekwencje, których wcześniej nie brała pod uwagę. Ostatecznie nikt nie decyduje się na małżeństwo, myśląc o potencjalnym rozwodzie. Kilka kolejnych pytań o standard życia i w końcu o ich relacje, chociaż w tym przypadku jego pytania nie są tak wścibskie jak moje. Na koniec pyta czy gdyby mogła cofnąć czas podjęłaby inne decyzję zawodowe, zgłaszam sprzeciw, ale sąd go oddala i każe jej odpowiedzieć. Sprytne zagrania, pokazuje niematerialny koszt tego wyboru. Następnie na katedrę wstępuje druga strona konfliktu - Gustav Kovalski. Zestaw pytań jest właściwie bardzo podobny - pytam o wspólne decyzję finansowe, o propozycje zabezpieczenia, którą wystosowaliśmy podczas negocjacji i odrzucenie jej przez drugą stronę. Potem znowu wkraczamy na nieco bardziej emocjonalną część procesu - jak wyglądała ich relacja, czy podejmował próby rozmowy o problemach i jaka była reakcja jego żony, czy czuł się w tym związku wysłuchany i doceniony? Odpowiedzi mieliśmy ustalone już wcześniej i tak, Gustav gra osobę, która próbowała podejmować działania na rzecz ratowania tego związku, ale ciągle spotykała się tylko z dystansem ze strony żony i niewdzięcznością własnych dzieci. Wstrzymuję powietrze gdy staje twarzą w twarz z Franklinem, a ja zajmuję swoje miejsce. Boję się o to, o co może zapytać i szybko okazuje się, że mam ku temu podstawy. Masakruje go z takim wyrachowaniem i klasą, że w pewnym momencie sam łapię się za głową, właściwie z łatwością udowadnia, że wkład Lucy w ich wspólny dom = jego sukces finansowy. Zahacza także o zdradę, chociaż Gustav twardo utrzymuje, że związał się z nową partnerką już po złożeniu pisma rozwodowego. Czy to prawda? Wątpię, chociaż nie ma żadnych dowodów na to, że kłamie, faktycznie zaczęli pokazywać się publicznie dopiero w momencie, w którym rozwód był już w toku. Zaczynam się coraz bardziej denerwować, za to mój klient zdaje się być wyjątkowo spokojny, a nawet zadowolony, chociaż w moim odczuciu zaczyna nam się palić grunt pod nogami. Ale nie mogę tego pokazać, więc staram się jak mogę zachować spokój i profesjonalizm. Zaczynamy przesłuchiwać dzieci - najpierw najstarszy syn, który jest wyjątkowo rzeczowy. Pytania z mojej strony są ostrożne i standardowe, ze strony Franklina - raczej uzupełniające, a samo przesłuchanie trwa krótką chwilę. W końcu przychodzi moment, w którym staję twarzą w twarz z Charlotte i dla mnie jest on chyba najtrudniejszy, nie ze względu na jej wkład w sprawę, tylko na naszą... Skomplikowaną relację? Chyba można to tak nazwać. W każdym razie przechadzam się w jedną i drugą stronę przed kontuarem sędziego i zatrzymuję na wprost świadka, a potem zaczynam - Pani Kovalski, proszę powiedzieć czy w okresie dziecięcym, kiedy zamieszkiwała pani w domu rodzinnym, czy brakowało pani czegokolwiek w sensie materialnym? - pytam i daję jej moment na odpowiedź zanim padnie kolejne - Czy miała Pani dostęp do edukacji, zajęć dodatkowych, wyjazdów? Proszę powiedzieć kto finansował te przedsięwzięcia - wiadomo, że ojciec, skoro matka już wtedy nie pracowała - Jest pani prawnikiem, prawda? - dodaję po chwili, a kiedy potwierdza rzucam - Czy uważa pani, że gdyby nie wkład finansowy w pani edukację, byłaby pani teraz w tym samym miejscu jeżeli chodzi o karierę? - nie oszukujmy się, to była ścieżka dla bogatych. Nawet jeśli Gustav nie zgadzał się z decyzjami swojej córki, to zarzekał się, że nigdy nie skąpił na jej edukację, a nawet był dumny kiedy skończyła studia. Próbuję zbudować fundament, w którym wykażę, że wkład ojca, nawet jeśli głównie finansowy, był równie istotny w okresie jej dorastania.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Podejście do sprawy własnych rodziców miała dla wszystkich dość znane. Trzymała usta na wodzy, póki nie dojdzie do starcia na sali sądowej. Szczerze obawiała się tego, co wymyślił Patel. Miał w końcu zrobić, wszystko byle pogrążyć Charlotte i jej matkę. To nie dawało jej spać. Kilka ostatnich nocy puszczała głośno muzykę, próbując zagłuszyć własne myśli przy butelce szkockiej. Alkohol zawsze potrafił zadziałać na nią kojąco. Wyciszał ją na tyle, że była w stanie zasnąć... na cztery godziny.
Z samego rana wykonała standardowy rytuał. Śniadanie, bieganie z psami i prysznic. Tylko kiedy spojrzała na siebie w lustrze, nie miała żadnych wątpliwości, że wyglądała okropnie. Widać to było gołym okiem. Blada cera, pojawiające się naczynka i wory pod oczyma, które korektor ledwo zakrył. Niecodziennie szła do sądu w charakterze świadka. Niecodziennie też miał przesłuchiwać ją własny sąsiad. Nawet nie spojrzała kątem oka na jego drzwi. Wolała, by zniknął. Choć zaczęła zastanawiać się nad własnym zniknięciem. Przeprowadzką, by nie musieć ponownie na niego patrzeć.
Siedziała z tyłu sali, słuchając pytań Patela. Wystarczyło jedno, by już zaczęła się krzywić oraz kręcić głową. Co miała mu powiedzieć i w jaki sposób miała się zachować? Przymknęła mocno oczy, zastanawiając się nad własnym przesłuchaniem. Została przygotowana. Doskonale wiedziała co oraz w jaki sposób miała powiedzieć.
Przebudziła się z marazmu jedynie przez jeden krótki moment. Otworzyła szerzej oczy, kiedy Franklin zaczął przesłuchiwać Gustava. Mieli jeden dowód na zdradę jej ojca przed sprawą rozwodową. Chorobę weneryczną, rzeżączkę, którą zaraził przypadkiem jej matkę. Na całe szczęście jego ukochana córeczka trzymała całą dokumentację rodzinną. Tyle wystarczało, by przebić się przez intercyzę. William mógł się teraz gimnastykować przy jej bracie i przy niej, ale to... dawało im prawie, że pewną wygraną w sprawie. To się dla niej liczyło najbardziej na świecie.
Wejście na miejsce świadka pamiętała praktycznie jak przez mgłę. Miała jedną misję. Wykazać winę ojca, nie pokazując własnej stronniczości. Dałaby sobie radę, gdyby nie... przesłuchujący ją prawnik. Bała się spojrzeć mu w oczy, a nawet usłyszeć jego głos. Wbiła mocno paznokcie we własne udo, by być w stanie się opanować. Teatrzyk czas zacząć.
W sensie materialnym niczego mi nie brakowało, a niematerialnym brakowało mi bardzo wiele — odparła praktycznie od razu, nie dając za wygraną. Przed lustrem spędziła godziny, ważąc każde wypowiadane słowo. Wszystko miała przećwiczone, łącznie z tą pełną zmartwienia miną. Jeśli miała walczyć o godne życie własnej matki, miała zrobić to całą sobą.
Miałam i finansował je mój ojciec. Za to moja matka była odpowiedzialna za ich organizację oraz wybór odpowiednich osób — odpowiedziała spokojnym tonem — nic nie jest czarno-białe — nawet kwestia pieniędzy taka nie była i ona zdawała sobie sprawę. Przez Cassiana zdołała się nauczyć, że nie wszyscy ludzie są źli. Choć jANUS był i to bez dwóch zdań — taty praktycznie nigdy nie było, a całą miłość, jaką uzyskałam, dostałam od matki. To ona sprawiła, że jestem tym, kim jestem i że potrafię z empatią podchodzić do moich klientów — to miało najbardziej wybrzmiewać z jej zeznań. Nieobecność Gustava — i że nie stawiam wszystkim górnolotnych wymagań — nie było to związane ze sprawą jej rodziców. Chciała wytrącić Patela z równowagi. Uniosła ku górze delikatnie kąciki ust. Wobec niego też miała oczekiwania, które liczyła, że zostaną przez niego spełnione. Jak widać na załączonym obrazku, przeliczyła się. Chuj nie dość, że bronił jej ojca, to właśnie ją przesłuchiwał.
Zgadza się — była prawnikiem, pieniądze ojca ułatwiły ją drogę w zawodzie, jak i załatwiły pracę w kancelarii. Tak, wszystko się zgadzało, nawet jeśli z początku była obrońcą z urzędu — ale też uważam, że gdyby nie wsparcie mentalne mojej matki, by do tego nie doszło — wolała nie skupiać się na tacie. Wtedy jej zeznania mogłyby pójść w dość inną stronę — mój ojciec pozwalając mi studiować prawo, liczył, że zostanę prawnikiem rodzinnej firmy. Moje zdanie było inne, więc nasze stosunki się ochłodziły — stwierdziła, spoglądając badawczo na Williama. Póki nie ukierunkowanie jej w stronę prawa karnego cała sprawa i żal wobec niej nie miałyby miejsca — za to moja mama zawsze mnie wspierała — jej wzrok powędrował w stronę jej matki. Dobrze szły zeznania. Nabrała głębokiego oddechu, licząc, że... William nie postanowi jej niczym zaskoczyć.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

- Rozumiem - kiwam delikatnie głową i mocno wciągam w płuca powietrze, zanim zacznę dalej gadać - Z pani zeznań wynika, że jest pani bardzo związana z matką - to raczej stwierdzenie niż pytanie, które ma na celu zasiać ziarno niepewności co do bezstronności jej zeznań - Czego raczej nie można powiedzieć o kontaktach z ojcem. Przyznaję pani, że wasze relacje uległy ochłodzeniu po tym jak zdecydowała się pani na wybór nieco innej ścieżki kariery, jak więc było wcześniej? Czy pan Gustav był obecny na ważnych dla pani wydarzeniach? Czy brał udział w urodzinach, czy był z panią podczas rozdania dyplomów? Czy potwierdza pani, że dostała od niego bardzo drogi prezent z okazji zakończenia studiów? Czy czuła pani, że jest dumny? - pytam, bo chcę zbudować obraz ojca nieobecnego, ale kochającego, który wiele stracił w kontaktach z dziećmi nie dlatego, że był chłodny, ale dlatego, że był jedynym żywicielem rodziny - Czy według pani wasze relacje mogłyby być lepsze, gdyby nie musiał spędzać tyle czasu w pracy? - unoszę wysoko obie brwi i znowu przechadzam się w jedną i drugą stronę, a potem przechodzę do pytań o relacje, które łączyły jej rodziców - A jaka była relacja pani rodziców? Czy często była pani świadkiem ich kłótni? Czy kiedykolwiek słyszała pani by ojciec zakazywał pani mamie powrotu do pracy? Czy stosował względem niej jakąkolwiek przemoc ekonomiczną? - przecież wszyscy korzystali z jego majątku, jeździli na zagraniczne wakacji i nigdy nie musieli martwić się o pieniądze. Wbijam spojrzenie w twarz Charlotte i przełykam ślinę, jest jeszcze jedna, delikatna sprawa, którą zamierzam poruszyć podczas tego przesłuchania. Krzyżuję ręce na piersi i zaczynam - Jest jeszcze jedno wydarzenie, o które chciałbym panią zapytać - przez chwilę milczę, budując napięcie, bacznie obserwuję jej reakcje, moje dłonie same mocniej zaciskają się na przedramionach, to była bardzo delikatna kwestia, ale mogła okazać się pomocna w udowodnieniu jej stronniczości względem matki - Czy to prawda, że dnia 20 lutego bieżącego roku brała pani udział w bankiecie urodzinowym pana Franklina Patela, który odbywał się na York Mills numer 69? - przekrzywiam lekko głowę na jedną stronę - Czy to prawda, że doszło tam do publicznej kłótni między panią a pani ojcem? - znowu nieco dłuższa pauza z mojej strony - Co pani wtedy czuła? Upokorzenie? Czy potwierdza pani, że po tym incydencie opuściła pani przyjęcie? Czy słyszała pani by w kuluarach rozmawiano o tej sytuacji? - ja słyszałem jakieś plotki na ten temat, właściwie byłem ciekaw czy doszły także do jej uszu - Czy uważa pani, że tamto wydarzenie mogło mieć wpływ na składane przez panią zeznania? Przypominam, że zeznaje pani pod przysięgą - Franklin zgłasza sprzeciw, ale sędzia go oddala i wszystkie oczy na sali wbite są w Charlotte. Chcę żeby to wyglądało jak chęć zemsty z jej strony.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Nabrała głębokiego oddechu, próbując przywołać zdrowy rozsądek do własnego mózgu. Tylko przez wzgląd na adwokata drugiej strony, a właściwie... Williama nie potrafiła się skupić. Dalej miała mu za złe wzięcie tej sprawy. Chciała stąd uciec, bo wiedział o niej stanowczo za dużo. Był świadkiem tego, jak traktuje ją ojciec i była wręcz pewna, że jego obojętność zadecydowała o ostatecznym werdykcie wzięcia go do tej sprawy.
Jestem związana z obojgiem rodziców. Żadne dziecko nie chciałoby być teraz w mojej skórze — poprawiła go Lotte, próbując nie wyjść za stronniczą. Niezależnie od tego, jakie miała zdanie o własnym ojcu, to dalej był jej ojcem. Rodziny się nie wybierało, choć można było się od niej odciąć. To co robiła, miało być właśnie tego zwiastunem — wcześniej było nieobecnie i wymagająco. Tata miał wobec mnie spore wymagania, którym często nie dawałam rady — przyznała całkiem szczerze Charlotte, wpatrując się w Patela. Czuli dosłownie to samo wobec własnych ojców. Zdawała sobie z tego sprawę i tym bardziej musiała skupić się na tym, by pokazać, że jej to nie rusza. Że on ją nie rusza — był, ale często rozmawiał przez telefon — stwierdziła, wzruszając ramionami. Pewne rzeczy były kwestią wyboru. Ta też nią była. Pieniądze zawsze były ważniejsze od członków rodziny.
Dopiero kolejne słowa wydawały się zbić ją z tropu. Kącik ust niebezpiecznie jej drgnął, a Charlotte przez moment wsłuchiwała się w ciszy w pytania. Nie potrafiła wyjść z szoku. Zdecydował się na rzucenie tej sytuacji. Przegryzła bardzo mocno wnętrze policzka, czując metaliczny posmak. Czy teraz powinna odmówić zeznań? Nie da mu tej satysfakcji.
Potwierdzam i czułam to a ty mi go zniszczyłeś, skurwysynu, dodała już we własnych myślach. Zniszczył jej tamten wieczór. Tamto auto było nagrodą od jej ojca, a ona nawet teraz tego używał. Przegryzła mocno wewnętrzną część policzka, aż poczuła metaliczny posmak. Nie oto chodziło.
Nie, nie uważam tak — wycedziła lekko podirytowana. Nie chodziło o czas, a o sposób jego spędzania — nawet kiedy był obecny, nie okazywał nam uczuć — nie przytulał, nie chwalił i był wymagający. Tyle wystarczyło, by wobec niego Charlotte wybudowała spory mur, przez który nie chciała się przebić.
Czy mówienie do własnej żony, że jego zdanie jest ostateczne, ponieważ to on na wszystko zarabia, zalicza pan adwokat do przemocy ekonomicznej? — spytała, zaczynając od pierwszego pytania i spoglądając badawczo na Williama. Pewnie zaskoczyła go tym wyznaniem, ale nie raz, nie dwa wysłuchiwała kłótni rodziców — moja mama nigdy się z nim nie kłóciła, raczej było to jednostronne obarczanie winą za każdy błąd — stwierdziła spokojnym tonem, choć w sercu jej właśnie płonęło. Patel nie powinien wyciągać z niej takich rzeczy — byłam świadkiem kłótni rodziców, zresztą jak każdy członek naszej rodziny. Mój tata nie potrafi hamować własnych słówo czym doskonale wiesz, chciała dodać, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. dopiero później zaczynała cała w środku wrzeć. Nie wiedziała, co powinna mu powiedzieć oraz w jaki sposób powinna mu to przekazać. Kwestia tamtego wieczoru powinna zostać na nim, a on... postanowił go wyciągnąć. Paznokcie wbiła jeszcze mocniej, próbując samą siebie przywołać do rozsądku. Mogła odmówić zeznać, ale na to była zbyt dumna.
Prawda — przyznała gorzkim tonem, przełykając nerwowo ślinę — nie nazwałabym tego kłótnią — powiedziała oschłym tonem. Była to jedna z wielu tyrad Gustava. Dla Lotty codzienność, tylko miała ona jeden szczegół, który powodował u niej ból. Williama.
A co może czuć dziecko, kiedy własny ojciec równa go z ziemią i dogaduje się z adwokatem w sprawie rozwodu? — pyta, prychając krótko pod nosem i kręcąc jednocześnie przy tym głową — potwierdzam, ale żadnych plotek nie słyszałam. Jak Pan dobrze wie, opuściłam przyjęcie — jej głos staje sie coraz bardziej nerwowy, a szczęka zaciska się jej coraz mocniej. Nie miał prawa zadawać tych pytań. Zwyczajnie nie miał prawa, nie było to w jakikolwiek sposób moralne.
Nie uważam w ten sposób. Ojciec nie raz zachowywał się w ten sposób wobec mnie, czy innych członków mojej rodziny — stwierdza krótko Lotte. To nie była kwestia zemsty, a chęć sprawiedliwości wobec wychowującej ją i jej rodzeństwo Lucy — łącznie z moją, własną matką — dodaje krótko, patrząc mu prosto w oczy. By zrozumiał, po kogo stronie stał Patel. Finalnie westchnęła ciężko — to nie było nic, co w jakikolwiek sposób odchodziłoby od normy — miała nadzieję, że nie dała mu żadnej pożywki, z której mógłby skorzystać. Oby. Czekała już tylko na pytania Franklina, by móc ostatecznie pogrążyć ojca.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Słucham jej słów i wzdycham ciężko, bo z każdym kolejnym uświadamiam sobie jak bardzo ją rozumiem. Wstyd się przyznać, ale łączyło nas dużo więcej niż mogliśmy się spodziewać i to chyba wkurwiało jeszcze bardziej. Gdyby nie cała popierdolona dynamika naszej relacji to myślę, że moglibyśmy się rozumieć jak nikt inny, mieliśmy wiele podobnych doświadczeń. Zamyślam się na moment wbijając w Charlotte badawcze spojrzenie, jakbym nie chciał przegapić choćby drobnej zmiany w jej mimice. Otrząsam się dopiero kiedy zwraca się bezpośrednio do mnie i mrugam kilka razy - No cóż, myślę, że sąd to oceni - rzucam i zerkam w kierunku sędziego. Według mnie tak, to była przemoc, ale dla nas byłoby lepiej gdyby on miał inne zdanie na ten temat. Ciągniemy dalej i w końcu dochodzimy do kwestii tamtego pamiętnego wieczora i widzę, że moje pytania ruszają ją coraz bardziej, co właściwie wcale mnie nie dziwi, to był trochę cios poniżej pasa z mojej strony, może trochę prywatna zemsta za tamten policzek, który według mnie wcale mi się nie należał. Chociaż pewnie o to też moglibyśmy się pokłócić bo bez pytania wiedziałem, że miała zgoła inne zdanie. Myślałem, że odmówi składania zeznań, ale kogo właściwie chciałem oszukać? Przecież wiem doskonale jaka jest kurewsko uparta, niemniej coraz bardziej nerwowy ton głosu daje mi odrobinę satysfakcji, do tej pory wydawała się być bardzo spokojna, a to zaś mnie zaczynało już działać na nerwy. Chcieliśmy igrzysk dostaliśmy teatr - Zeznaje pani, że jest tak samo mocno związana z ojcem, ale jednocześnie przedstawia go raczej jako dosyć chłodnego w obejściu i bardzo wymagającego, szczególnie w porównaniu do mocno wyidealizowanej wizji matki, czy to nie trochę dziwne? - w tym momencie zależy mi tylko na tym, żeby podważyć wiarygodność jej zeznań, chociaż ja akurat powinienem nie mieć żadnych wątpliwości co do tego, że mówi prawdę bo gdybyśmy zamienili się miejscami, to proces pewnie wyglądałby dokładnie tak samo. Zresztą miałem do czynienia z jej ojcem i musiałem przyznać, że był strasznym złamasem. Nie znałem natomiast matki, ale dobrze jej z oczu patrzyło. Niemniej występuję dzisiaj po ciemnej stronie mocy. Sędzia upomina mnie żebym nie wysnuwał tak daleko idących wniosków - Przepraszam wysoki sądzie, nie mam więcej pytań, chciałbym jednak móc jeszcze raz przesłuchać Pana Gustava, zanim przejdziemy do kolejnego świadka - sąd przystaje na moją prośbę, jednak najpierw na wokandę wstępuje Franklin ze swoim zestawem skierowanym do Charlotte. Jestem pewien, że przedyskutowali tę wymianę zdań tysiąc razy, zresztą my zrobiliśmy dosłownie to samo. Słucham jej dalszych zeznań, a kiedy kończą, na nowo wzywają Gustava. Widzę jakie rzuca swojej córce spojrzenie, kiedy mijają się w drodze i ten paskudny uśmiech przyklejony do jego polackiej mordy. Znowu wstaję, żeby zadać panu Kovalskiemu kilka pytań o sytuację na bankiecie i z jego strony wygląda to całkiem inaczej, on zeznaje, że owszem, według niego to była kłótnia, w dodatku w głównej mierze sprowokowana przez Charlotte, przecież on chciał tylko zwrócić jej uwagę by nie upijała się za bardzo w towarzystwie oraz przedstawić jej swoją nową partnerkę, co oczywiście wcale jej się nie spodobało, a na domiar złego oblała go winem i wszyscy to widzieli. Czy czuł się upokorzony? Raczej smutny i niezrozumiany przez własne dziecko. Przecież to on był ofiarą tamtego incydentu. Czy słyszał by ludzie plotkowali na ten temat? Tak, nie tylko podczas bankietu, jeszcze przez kilka kolejnych dni dostawał pytania na ten temat od osób, których nawet tam nie było. Dziękuję swojemu klientowi za obszerne wyjaśnienia i przechodzimy do kolejnego świadka, którym jest najmłodsza latorośl państwa Kovalskich. Widać, że ta sytuacja jest dla niej bardzo stresująca i że wcale nie chce tu być. Patrzy na mnie wielkimi oczami pełnymi strachu, a ja robię groźną minę poważnego prawnika, który nie cofnie się przed niczym. Po trzecim pytaniu odmawia składania dalszych zeznań, co chyba można uznać za punkt dla nas. Dzieciak posyła mamie przepraszające spojrzenie, na ojca nie patrzy. Mniemam, że nie miał wcześniej doświadczeń z sądem, a taka wizyta, szczególnie dotycząca najbliższej rodziny, mogła być naprawdę stresująca. Potem jeszcze kilka mniej lub bardziej istotnych świadków - przyjaciółka pani Kovalski i przyjaciel pana Kovalskiego - ich zeznania są właściwie skrajnie różne. Ona twierdzi, że tak, była świadkiem jak Gustav poniża swoją małżonkę nawet w towarzystwie, on - że nigdy nie słyszał, by wypowiadał się o niej źle, tym bardziej w towarzystwie. Kilku pracowników firmy jANUS, którzy oczywiście zeznawali na rzecz swojego przełożonego (każdy miał dostać niemałą premię w przyszłym miesiącu). I w końcu pierdolony gwóźdź do naszej trumny - ciotka Elizabeth. Ja jestem bardzo ostrożny prowadząc to przesłuchanie, nie wdaję się w szczegóły i bardzo szybko daję jej spokój, za to mój stary atakuje ją jak pieprzony rekin, z każdej strony. Widzę ból w jego oczach, ale także chęć dania jej nauczki. Nie to, żeby ich relacja była jakaś napięta, powiedziałbym nawet, że świetnie się dogadywali, ale jednego nigdy nie mógł jej wybaczyć - że bierze się za zajętych i teraz mógł wreszcie pokazać jej jak bardzo jest to niemoralne. Czy to wpłynie jakoś negatywnie na ich dalsze kontakty? Nie sądzę, ona była wodą, która płynęła z prądem, zapomni o tym za dwa tygodnie. On za bardzo kochał swoją rodzinę by pamiętać o ich grzechach. Ale Franklin się nie pierdoli i prosi o udostępnienie jej dokumentacji medycznej gdzie czarno na białym widzimy, że tak, mieli wenere w tym samym czasie i tak, to najpewniej ona go zaraziła. Do tego momentu myślę, że sprawa była całkiem wyrównana, ale teraz Franklin dosłownie nas miażdży i jestem pod ogromnym wrażeniem z jaką precyzją to robi, wręcz chirurgiczną. Nie mam więcej pytań. To ostatnie zdanie rzucone przez niego z totalnym luzem wręcz wrzyna mi się w mózg, już teraz czuję gorzki smak porażki na języku, chociaż staram się robić dobrą minę do złej gry. Gustav zresztą też, wydaje się być wyjątkowo spokojny. Niemniej na werdykt musimy poczekać kilka dni.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Sąd każe zeznawać jej dalej. Charlotte nabiera powietrza do płuc, próbując się uspokoić. Wraz z każdą mijającą chwilą ma coraz bardziej dosyć. Jakby William postanowił rzucać w nią gównem. Paska spokoju cały czas opadała. Nawet wraz z kolejnym pytaniem. Oczywiście, że była uprzedzona do ojca, ale nie mogła tego powiedzieć na głos.
Każde dziecko związane jest z rodzicem, nieważne jak bardzo będzie nas ranił — stwierdza finalnie Charlotte. Może powiedziałaby głośniej, że nawet nie chciała rozwodu. Tylko byłoby to kłamstwo. Dla jej matki będzie zdecydowanie lepiej bez ojca. Rozkwitnie, poczuje się wolna i może na nowo zacznie się uśmiechać — widzę też minusy mojej matki, ale o nie mnie pan nie pytał — dodaje finalnie i czuje ulgę, kiedy przejmuje ją Franklin. Doskonale pamiętała, jakie miała mieć zadawane pytania oraz w jaki sposób miała zmiażdżyć ojca. Udało się. To było najważniejsze.
Tylko wraz ze słuchaniem zeznań Gustava serce zaczyna się jej łamać. Kłamstwa. Za to Patel znów na to pozwalał. Dopiero wtedy zaczynało się w niej najbardziej gotować. Wyszła. Nie miała zamiaru pokazać mu ponownie swoich łez.

Po kilku dniach wszyscy na nowo zebrali się na sali sądowej. Charlotte czuła jeszcze większe skurcze żołądka niż wcześniej. Sama nie wiedziała, z czego dokładnie to wynikało. Na całe szczęście obie miały przy sobie Franklina. Wydawał się być jedyną pewną osobą. Za to Lotte się bała, do czego dokładnie mógł doprowadzić William. Przecież zarzekał się, że zrobi wszystko, byle tylko móc ją zniszczyć.
Otwieram rozprawę w sprawie rozwodowej państwa Kovalskich. Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym oraz wysłuchaniu stron, sąd przystępuje do ogłoszenia wyroku. Proszę zachować spokój. — mówi sędzia oraz patrzy na wszystkich obecnych — Sąd wnikliwie przeanalizował przedstawione dowody, zeznania świadków oraz sytuację rodzinną stron — po chwili kontynuuje — Przechodząc do kwestii zabezpieczenia sytuacji życiowej obu stron. Sąd ustalił, że pani Kovalski przez ostatnie lata zajmowała się prowadzeniem domu oraz opieką nad dziećmi, nie wykonując pracy zarobkowej. W związku z tym jej sytuacja zawodowa wymaga czasu na ustabilizowanie. Do osiągnięcia niezależności zasądzam alimenty oraz opłatę odpowiednich kursów Rozprawę uważam za zamkniętą. — po czym wychodzi, a wszyscy wydają się skonsternowani. Propozycja ugody została zasądzona. Lucy zaczyna płakać, Franklin wygląda na zdziwionego i mierzy własnego syna chłodnym, niemalże lodowatym wzrokiem, po czym krótko kręci głową.
Zaraz zabiera zarówno Charlotte, jak i Lucy z sali sądowej, by Gustav nie czerpał radości, widząc ich rozpacz. Pierwszy raz od dawna Kovalski płakała z matką. Nie przez ojca, ale przez to co im zgotował. Obie siedzą na korytarzu. Ronią kolejne łzy przytulone do siebie. Nawet nie zauważyły, kiedy Gustav wyszedł z sali razem z Williamem. Ktoś mógł się spodziewać cichej bójki między obecnymi osobami. Zamiast tego podchodzi do nich sędzia z serdecznym uśmiechem na ustach i wyciąga do nich dłoń.
O pan Patel gratuluję wygranej z ojcem — rzuca tak, że wszyscy zgromadzeni na korytarzu wszystko słyszą — muszę powiedzieć idealnie pan rozegrał tę rozprawę. Zrobił pan wszystko dla wygranej — puszcza mu oczko, a Lucy słysząc te słowa zanosi się jeszcze większym płaczem. Franklin tylko delikatnie drgnął, zdając sobie powoli sprawę, do czego doszło. Sędzia jeszcze przez krótki moment rozmawia ze zgromadzonymi, po czym odchodzi.
— Jesteś z siebie zadowolony? — mówi finalnie Fraklin, kiedy Gustav idzie za sędzią. Wszystko dalej wybrzmiewało w ich głowach.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Trochę się stresuję przed ogłoszeniem wyroku, bo podejrzewam, że jesteśmy w dupie, pytanie tylko jak bardzo głębokiej. Ile straci Kovalski i jak bardzo się wkurwi? Czy wytknie mi, że mógł wybrać kogoś innego, albo że nie postarałem się odpowiednio, nawet jeśli przed rozprawą dosłownie wypruwałem sobie flaki, żeby tylko jakoś wypaść. Przestępuję z nogi na nogę, kiedy cała sala wstaje żeby wysłuchać sędziego. Padają słowa, których nie spodziewałbym się nawet w najśmielszych snach, nie dlatego, że nie wierzyłem w swoje umiejętności, tylko dlatego, że po pierwsze mierzyłem się z kimś znacznie lepszym, a po drugie ta sprawa była dosyć jednoznaczna. Nie rozumiem decyzji sądu i chyba nie tylko ja. Mam wrażenie, że te wszystkie dźwięki, które nagle wypełniają salę dochodzą do mnie jak z oddali, albo spod wody. Widzę to wręcz lodowate i potwornie zawiedzione spojrzenie mojego ojca i myślę, że on już wie o co tutaj chodzi, chociaż dla mnie to wciąż jakiś absurd. Odprowadzam wzrokiem całą trójkę, a z głębokiego szoku wyrywa mnie dopiero Gustav, który klepie mnie lekko po ramieniu - Widzisz? Od początku mówiłem, że wygramy - rzuca, jakby to było od początku... Ustawione, a cała ta szopka kompletnie niepotrzebna. Przypominam sobie jego wycieczki po sądowych korytarzach i ten niezrozumiały spokój na sali rozpraw - Co to znaczy? - pytam, a on przesuwa kciukiem po palcach w jednoznacznym geście, a do tego posyła mi iście cyniczny uśmiech. Nie potrzeba żadnych słów by zrozumieć jedno - nieważne jak dobry byłby prawnik pani Kovalski i jak kiepski jej małżonka, wyrok był przesądzony. Jeszcze chwilę temu byłbym z siebie kurewsko dumny, ostatecznie dokonałem niemożliwego - pokonałem starego Patela, ale to nie tak miało wyglądać, w uczciwym procesie nie mielibyśmy szans. Nie wierzę, że dałem się wciągnąć w tą intrygę jak jakiś durny dzieciak. W tym momencie zamiast cieszyć się z wygranej, czułem tylko potworny wstyd. Jasne, ja miałem bardzo elastyczny kręgosłup moralny, ale były pewne granice, których bym nie przekroczył i jedną z nich było właśnie przekupstwo. Co to za przyjemność wygrywać w zawodach, które są ustawione? Żadna. Wychodzę za Gustavem z sali i właściwie chcę czym prędzej zniknąć, ale jak na złość łapie nas ten pieprzony sędzia. W jednej dłoni ściskam ucho od swojej aktówki, a drugą chowam do kieszeni spodni, ignorując jego wyciągniętą rękę - Dziękuję - rzucam krótko, a kątem oka zerkam w kierunku pani Kovalski, która zaczyna szlochać jeszcze głośniej - Ta, wszystko - powtarzam, powoli wyrzucając z siebie słowa i kręcę głową, opuszczając spojrzenie na własne buty. Ja nie byłem typem aferzysty, to znaczy... Może trochę byłem, ale co innego kłócić się z sąsiadką na klatce, a co innego robić sceny w sądzie, z taką obszerną publiką. Kovalski odchodzi wraz z sędzią, zaś ja robię krok w kierunku ekipy drugiej strony, tylko właściwie co mogę teraz powiedzieć? Zanim zdążę choćby otworzyć usta, to Franklin już mnie atakuje - Wkurwiasz się bo przegrałeś? - odgryzam się, bo nie chcę teraz rozmawiać z nim, właściwie nie chcę nawet rozmawiać z Charlotte, mogę tylko podejrzewać, że na liście jej wrogów byłem aktualnie numerem jeden, w dodatku nie do zdetronizowania. Stary obrzuca mnie takim spojrzeniem, że mam wrażenie, że zaraz mi zajebie i powstrzymuje go chyba tylko miejsce publiczne, na dom rodzinny mam pewnie bana do odwołania. Ale ja patrzę tylko na Lucy - Chcę tylko pani powiedzieć, że o niczym nie wiedziałem, przykro mi - ja wiem, że moje enigmatyczne tłumaczenie brzmi aktualnie co najwyżej bezsensownie, ale jak tylko pierwsze emocje opadną, to z pewnością zaczną szukać dziury w całym i być może wspomni wtedy moje słowa, chociaż nie oczekiwałem zrozumienia i chyba nawet nie mogłem marzyć o rozgrzeszeniu.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Franklin na co dzień przypominał oazę spokoju, ale teraz brew niebezpiecznie mu drgała. Miał jasne zasady oraz niezachwiane poczucie sprawiedliwości. Aż dziwne, że jeszcze nie został sędzią. Może wtedy miałby wpływ na system oraz na to, co się w nim dzieje? Teraz pewnie żałował. Za to pierwszy raz spojrzał na syna jak na obcego.
Nie przegrałbym, jeśli miałbyś jakikolwiek honor — wycedza przez syna i patrzy na niego ostatni raz — ja już nie mam syna — mówi chłodnym tonem, wręcz lodowatym. Takim jeszcze nieznanym przez Patela, po czym odwraca się w stronę pani Kovalski.
Chodźmy stąd Lucy — mówi krótko, kiedy William tylko zaczyna do niej mówić — nie ma sensu go słuchać. Wszystko co mówi, to kłamstwo... — stwierdza, po czym chwyta Lucy za dłoń i wyprowadza ją z sądu. Wolał, by w tym nie uczestniczyła. Charlotte też nie chciała, nie miała sił na kolejną walkę z Williamem. Jej serce było rozdarte, a samo spojrzenie na niego powodowało odruchy wymiotne. Nigdy nie poznała bardziej obrzydliwego człowieka. Ten wyrok nie powinien mieć racji bytu. Za to on o niego walczył i skutecznie pokazywał jej na każdym kroku, że ona i jej rodzina jest dla niej niczym. Ba, upewniał ją w tym wszystkim. Choć chciała móc zachować spokój, to przerwała nawet płacz. Jej makijaż był delikatnie rozmazany, ale w oczach nie było nic z łagodności, a prawdziwa złość.
Zostaw moją matkę w spokoju — rzuca finalnie Charlotte, by Franklin z Lucy mogli rozejść się w spokoju — co oznaczało to wszystko? Myślisz, że uszu nie mamy?! — ona miała. Znała prawo. Tym bardziej wyrok był dla niej niezrozumiały. Czuła jak żyłka na czole zaczyna jej pulsować, a pięści mimowolnie się zaciskają coraz mocniej. Nie obchodziło jej, że znajdowali się w sądzie. Na tym wyroku cała sprawa się nie skończy od czegoś były sądy apelacyjne.
Przecież sam mi groziłeś, że zrobisz wszystko byle patrzeć, jak cierpimy — pamiętała to. Doskonale. Aż coś wstrząsnęło jej ciałem, czego nie potrafiła w żaden sposób zrozumieć. Dlaczego bardziej niż własną matką zajmowała się jego poczuciem sprawiedliwości? Znów ją zawiódł, chociaż miał rację, zrobił wszystko — Pojedź sobie na pierdolone wakacje i zniknij z mojego życia — albo ona zniknie z kamienicy. Nie chciała widzieć go na własne oczy. Kiedykolwiek, gdziekolwiek. Był wywłoką, a nie człowiekiem — osiągnąłeś, co chciałeś — syczy finalnie, kręcąc głową. Mogła powiedzieć o nim wiele. Na pewno nie to, że był dobrym człowiekiem.
34 y/o
Indulge in local cuisine
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Bywało między nami różnie, raz lepiej, raz gorzej, ale tak źle to chyba jeszcze nigdy. Nigdy też nie usłyszałem z jego ust takich słów - mówił, że przynoszę wstyd, żebym się ogarnął, że nie wypada tego lub tamtego, albo żebym przemyślał swoje zachowanie, ale nie odcinał się ode mnie tak drastycznie. Wiedziałem, że nie żartuje i miałem przeczucie, że nawet lament mojej mamy nie pomoże, bo będzie płakać, tego byłem pewien. Zresztą mnie w tym momencie też coś chwyta za gardło i nie umiem wyrzucić z siebie ani słowa. Oddycham kilka razy i odprowadzam ich wzrokiem dopóki nie znikają gdzieś w zakrętach korytarza, a moje usta składają się w nieme przepraszam, rzucone gdzieś w eter. Potem wbijam spojrzenie w Charlotte, w jej rozmazany makijaż i łzy płynące po zarumienionych ze złości policzkach i chyba pierwszy raz w życiu nie mam pojęcia co powiedzieć, co więcej mam poczucie, że naprawdę należy mi się teraz porządna bura. Każde słowo rzucone podniesionym głosem w moją stronę, odbija się echem w głowie. Miała rację - mówiłem, że zrobię wszystko byle cierpiała, tylko wtedy nie sądziłem, że coś rzucone w gniewie tak paskudnie obróci się przeciwko mnie - Ale to nie tak miało wyglądać - próbuję się tłumaczyć, tylko właściwie nie znajduję odpowiednich słów. To miał być krótki, a przede wszystkim uczciwy proces, w najgorszych koszmarach bym się nie spodziewał, że cała ta akcja przerodzi się w tak ogromną aferę, a sam Kovalski posunie do takich obrzydliwych czynów, co więcej wszyscy zachowywali się tak, jakby to był mój pomysł, a przecież nie miałem zielonego pojęcia o jego planach. Byłem taką samą ofiarą tej intrygi jak wszyscy inni, tylko nie miałem żadnego wsparcia po swojej stronie i pewnie nikt i tak by mi nie uwierzył. Zaczynałem się nawet trochę obawiać, że jeśli prawda kiedykolwiek trafi do opinii publicznej to odbije się to na moim wizerunku. Póki co jednak byłem synem, który przerósł ojca, tym, który pokonał Franklina Patela na sali sądowej - Wiesz co? Świetnie, pojadę sobie do pierdolonego Honolulu i chuj ci do tego - chyba będę musiał naprawdę gdzieś wyjechać, bo ten ostatni czas strasznie siadł mi na bani, może poproszę Rosario żeby wypisała mi jakieś piguły na tak zwane regulowanie emocji, bo mam wrażenie, że na trzeźwo tego nie ogarnę - A żebyś wiedziała, że zniknę, nie chcę mieć już nigdy do czynienia ani z tobą, ani z całą twoją popierdoloną rodzinką - byłem zły na siebie, ale też na każdego jednego Kovalskiego, bo gdyby nie oni, to dalej prowadziłbym sobie swoje spokojne, mniej lub bardziej nudne życie, a tak? A tak budziły się we mnie jakieś skrajne emocje, które w dodatku były nie do opanowania - Wszyscy jesteście siebie warci - macham na nią ręką - Osiągnąłem to co chciałem, tak? - powtarzam po niej i podobnie jak i ona kręcę głową. Nawet sobie nie zdaje sprawy jak bardzo się myli w tym momencie - No to zobacz jak skaczę z radości - ironizuję, bo radości nie ma we mnie teraz nawet pół procenta, a co więcej nawet nie próbuję udawać, że jest inaczej - Żegnaj, Kovalski, do NIE zobaczenia - teraz nie zamierzałem wracać do domu, ale kiedyś będę musiał i wtedy na pewno się spotkamy. Obydwoje mogliśmy chować się w mieszkaniach do usranej śmierci, ale w końcu przyjdzie ten dzień, kiedy wpadniemy na siebie na klatce schodowej, nie próbujmy się czarować.

Charlotte Kovalski
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Nie obchodziły ją jego uczucia. Zresztą było w tym coś dziwnego? Zniszczył jej rodzinę, dosłownie pogrążył jej matkę, a teraz co? Nie tak to miało wyglądać? Aż zaśmiała się gorzko przez łzy. Nie potrafiła na niego spojrzeć z jakąkolwiek sympatią. Sam przecież podkreślał, jak bardzo chciał ją zniszczyć, jak chciał oglądać jej cierpienie. A teraz co? Nagle zmienił zdanie? Konsekwencje własnych działań potrafią bardzo mocno zaboleć, zwłaszcza kiedy dana osoba nie potrafi mieć ciągu przyczynowo-skutkowego.
A jak to miało wyglądać? — wycedza zirytowana przez zęby, bo szczerze nie wie, co powinna mu powiedzieć teraz. Zwyczajnie nie wiedziała, w jaki sposób powinna to ugryźć — to były twoje pierdolone słowa, więc weź za nie odpowiedzialność — rzuca finalnie Charlotte, wywracając przy tym teatralnie oczyma. Nosiło ją. Czuła, jak serce zaczyna bić jeszcze szybciej, a ona ma ochotę mu przywalić po raz kolejny prosto w twarz.
A wypierdalaj, mam to w dupie — warczy finalnie. Gdyby mogła, to właśnie poleciałaby jej piana z ust. Nienawidziła go. To uczucie było tak proste, tak pierwotne, że nie była w stanie go powstrzymać — to nie JA podjęłam decyzję, że TY będziesz bronił mojego ojca — rozkłada ręce, bo nie ma zielonego pojęcia, co powinna mu powiedzieć w tym momencie. Czuła, jak cała wrze — więc skończ pierdolić, to TWOJA wina — jego, nie jej. Skoro miał zamiar być prawnikiem, wspierającym dupków, to wystarczająco to o nim mówiło.
Spierdalaj — wycedza finalnie Charlotte, pokazując mu dwa środkowe palce na odchodne. Nie chciała mieć teraz z nim nic wspólnego. Najlepiej jakby zniknął z tego świata, niech sobie świętuje głośną wygraną. Kto by nie chciał wygrać z Franklinem Patelem? Nawet jeśli zapłacił za to odpowiednią cenę.

z/t x 2
ODPOWIEDZ

Wróć do „Superior Court of Justice”