- Ja wezmę dwa - mango i czekoladę, albo jeszcze coś innego może marakuje? Albo może mieli tam jeszcze inne fajne, regionalne owoce, aż przez chwilę się nawet zastanawiał czy nie wrócić od razu. Ale jak tak będą stali przy budzie z lodami, to nie dotrą nigdy na plażę, zresztą tam już zrobiła się kolejka. Później.
- Już mniej, ale jeszcze jedno lekarstwo nie zaszkodzi - rzucił i mrugnął do niej jednym okiem, a potem wyjął jej ze włosów kawałek wafelka, rzeczywiście Pilar jadła całą sobą, ale Madoxowi się to podobało, bo zawsze coś mu się oberwało, jak ten kawałek wafelka na przykład. On też miał jakieś okruszki na brodzie, ale je strzepnął, kiedy Stewart wskazała mu faceta od zielska. Zmierzył go spojrzeniem.
- Na pewno on - pokiwał głową, ale zanim podeszli to jeszcze dał Pilar swojego loda, bo on się rozbierał, a kiedy do niej podszedł i zauważył na jej nosie dowody zbrodni, to przysunął się do niej, tak jakby chciał ją w ten nos dziabnąć. Ale nie zrobił tego, tylko wpił się w jej gorące usta o smaku czekolady i mango, na moment, a kiedy się odsuwał to nosem zahaczył o ten jej. I tak buzie to mieli już całe brudne, ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie oni.
- Też nie mogłem się powstrzymać - wzruszył ramionami, a zaraz już trzymał jej torebkę, tak jak mu kazała. Oczywiście, że przesunął wzrokiem po jej sylwetce, kiedy się rozbierała, dokończył swojego loda, do ostatniego okruszka, nawet te ręcznie robione wafelki były zajebiste.
Podeszli do gościa i Madox od razu zbił sobie z nim piątkę, a bo czemu nie?
- Hola amigo - przywitał się i od razu pokiwał głową, że chcą te świeże owoce, a Pilar odpowiedziała już za niego. On na to mango miał smaka tak czy siak - mango na pewno - już chciał powiedzieć, że do tego dyszkę jarania, ale Pilar to rozegrała inaczej. Może to dziwnie zabrzmi, ale podobało mu się jak tak konspiracyjnie kupowała od gościa na plaży narkotyki. Pani policjantka z Toronto. Aż się uśmiechnął i zawiesił na niej to ciemne spojrzenie. Dopiero kiedy Miguel zapytał ile wezmą, to przeniósł na niego wzrok.
- Dzie... - zaczął, w tym momencie, w którym Pilar powiedziała to jed i spojrzała na niego. Dobra, trzy to był dobry kompromis. Jak będzie chciał, to Madox sobie zawsze może tutaj podjechać.
- A codziennie stoisz? - jeszcze się zapytał, a Miguel powiedział, że tak, tylko nie w niedziele, bo chodzi do kościoła. Tym razem Madox wyjął portfel, bo zamierzał dać też chłopakowi jakiś napiwek na farta, zapłacił mu też za blanty i mango. Rzeczywiście gratis dostali jeszcze sztukę jarania, zapakowaną w jakiś papierek z Maryjką. Znowu przybili piątkę, a Madox ładnie przechwycił temat do tylnej kieszeni spodni. Już mieli iść, ale Noriega uświadomił sobie, że nie ma zapalniczki, więc jeszcze zagadał o nią Miguela i dostał zajebistą... Złotą, z Jezusem, który rozkładał ręce tak jak Miguel wcześniej, była bardzo meksykańska. Gościu okazał się miły, więc Madox go jeszcze zapytał czy ma coś innego, ale okazało się, że w piątki i soboty, kiedy na plaży jest jakaś impreza, to ma kwas, a dzisiaj był piątek. I chociaż Madox chwilę się wahał, to w końcu powiedział, że innym razem.
Poszli sobie.
- Może byśmy tutaj przyjechali na taką dyskotekę? - zapytał, kiedy już zeszli na plażę. A gdy piasek mu się zaczął sypać do butów, to zaraz stanął, żeby je zdjąć. Na plaży było trochę ludzi, ale była taka piękna, kolorowa, rozłożysta, że każdy tutaj znalazł dla siebie przestrzeń, ci którzy się opalali, i ci którzy w coś grali, albo budowali zamki z piaski, i oni też znaleźli, kiedy już podeszli trochę bliżej oceanu. Woda pieniła się pod ich stopami, a od jej strony wiał ten przyjemny wiatr, bryza, która idealnie chłodziła, kiedy piasek grzał w stopy, a słońce gryzło promieniami po nagich karkach, ramionach i brzuchach. Madox oczywiście zaraz wlazł po kostki do wody, bo musiał się ochłodzić, zresztą on lubił wodę. A już zwłaszcza takie plaże.
- A może jednak wykręcimy się z tych urodzin? - zapytał i wyciągnął rękę do Pilar, żeby do niego podeszła. W pierwszej chwili chciał ją złapać i wrzucić do wody, ale jednak wciąż miał na sobie te białe spodenki, chociaż to nawet nie chodziło o nie, tylko o to, że on miał w kieszeni te blanty i portfel, i coś tam jeszcze...
Nie chciał tego wszystkiego zamoczyć. Kiedy Stewart do niego podeszła, to przyciągnął ją bliżej do siebie i odwrócił w kierunku niebieściutkiego oceanu, objął ją od tyłu, opierając ręce na jej brzuchu i wtulił się w nią, szorstki policzek oparł o jej szyję.
- Ale zajebiście wygląda, nie? - zapytał jej na ucho. Jednak nawet nie pozwolił jej odpowiedzieć, bo zaraz już ją puścił i wrócił na piasek, gdzie walnęli swoje buty.
- Dobra, muszę się chociaż trochę przepłynąć - wyjaśnił jej, bo już skakał na jednej nodze i ściągał z siebie te jasne spodenki, które teraz już całe uwalił, bo miał brudne stopy, ale to nawet nie były jego spodnie. Rzucił je na piasek obok butów. A już zaraz w bokserkach wracał do wody, teraz to już od razu wszedł po pas, jeszcze się odwrócił do Pilar przez ramię.
- No chodź - rzucił i poczekał na nią, liczył że nie da się prosić, zresztą kto by się dał? Jak wyglądał zajebiście... że ocean. Chociaż Madox na jego tle też całkiem nieźle.
cariño