Może i powinien dostać, ale to przecież ona zaczęła, a Madox to jednak nie był taki do końca sprawiedliwy, bo czasami robił duże gorsze rzeczy, żeby wygrać. Chociaż i tak z Pilar zazwyczaj grał czysto, jak się bili na przykład, to nawet jej dawał trochę fory, żeby było sprawiedliwiej...
Może teraz też jej powinien dać, no ale przecież nie kosztem tego
wszystkiego, które wygrał.
-
Ja myślę, że powinienem dostać dwa wszystko, za to, że chciałaś mnie już na starcie zdyskwalifikować - obejrzał się jeszcze na nią przez ramię, kiedy podciągał się na łódkę, napinając na plecach wszystkie mięśnie. Ale zaraz już siedział w łódce i Pilar też. W zasadzie Madox się wcale nie przejmował, że to może być czyjaś łódka i może nie powinno ich tutaj wcale być. Ale kto na wakacjach się takimi rzeczami przejmował? Oni na pewno nie.
Ciemne tęczówki zawiesił na jej twarzy, kiedy powiedziała to
nie wiem, wszystko, nawet na moment zmarszczył brwi, ale kiedy dotknęła jego twarzy. Kiedy jej paznokcie sunęły po jego ciepłej skórze w ten bardzo przyjemny sposób, powodując pod skórą mrowienie, to się uśmiechnął.
-
Większość moich fantazji spełniasz o tak - aż pstryknął palcami, żeby jej zaprezentować jak, bo jednak oni rozumieli się w wielu kwestiach, dopełniali się. Spełniali swoje pragnienia, bo po prostu... chcieli? Zerknął w dół na jej dłoń sunącą po tym tatuażu z napisem Medellin niżej, a mięśnie na jego brzuchu się spięły.
-
Nie no kurwa, nie zmarnuje tego na to, żebyś obciągnęła mi w łódce... chociaż brzmi zajebiście - aż westchnął ciężko i pochylił się na moment do przodu opierając ręce na kolanach. Jakby miał więcej czasu, to jeszcze by się nad tym zastanowił. No ale nie miał, dlatego już zaraz wisiał nad nią, a jego zarośnięty policzek sunął po jej wilgotnej, ciepłej skórze, na ramieniu na którym złożył kilka pocałunków, którego skórę delikatnie szczypnął zębami.
-
Ale jakbyś mi powiedziała, to może ja bym powiedział, no ja sobie życzę tego samego, ale nie to nie... Teraz to już nie chcę wiedzieć - jeszcze zaczepił zębami o płatek jej ucha, a później się odsunął wystawiając do słońca. Chociaż zaraz znowu na nią patrzył mrużąc oczy.
-
O to by było zajebiste... Ale trzeba by było z nim płynąć tak - podniósł rękę, żeby jej zademonstrować jak -
ale dałoby się - nie to, że wystarczyło go szczelnie owinąć i schować w gacie... Ale Madox czasem wolał abstrakcyjne rozwiązania. Przeciągnął się odchylając do tyłu głowę. A zaraz już proponował podbicie stawki. Jak Pablo mógł, to on też...
Zwłaszcza, że te zakłady z Madoxem chyba były jednak przyjemniejsze?
-
Cały dzień - powtórzył poważnie i nawet uniósł brwi, a kącik jego ust drgnął ku górze -
albo moich, ale wtedy już byś tutaj... klęczała - on też powiedział te słowa powoli, tak żeby osiadły na jej dekolcie, po którym wciąż spływały kropelki wody niknąc pod jej stanikiem. Kiedy na nim usiadła to od razu oparł ręce na jej pośladkach, poprawiając ją jeszcze na sobie. Jego ciemne tęczówki odszukały jej piękne, czekoladowe oczy.
-
A na co byś miała ochotę? - no przecież musiał zapytać, bo był ciekawy, bo on to już w ogóle miał pełno pomysłów. Cały dzień jego zachcianek... Aż się rozmarzył, ale zaraz uniósł jedną brew.
-
Takie masz zachcianki, żebym się nie ruszał? - zapytał i aż parsknął w te jej usta, które były tuż koło tych jego -
następnym razem mam się nie ruszać? Udawać kłodę? Czy trupa? A może jakąś dziwną, zabawkę erotyczną - oczywiście, że musiał gadać, kiedy jej gorące, pełne usta znaczyły na jego rozgrzanej skórze ścieżkę z pocałunków, odchylił na bok głowę ułatwiając jej dostęp, a kiedy zrobiła mu malinkę, to aż mruknął, wyrwał się do niej, tylko, że udało mu się skraść z jej warg tylko jeden pocałunek, bo potem się z nim droczyła, odsuwała od niego, aż wywrócił oczami.
Już miał coś jeszcze jej powiedzieć, gadać, ale ona powiedziała pierwsza, że
umowa stoi i zamknęła mu już usta kolejnym pocałunkiem. Agresywniejszym, bardziej intensywnym. Tak też Madox przesunął palcami po jej gorącym ciele, mocniej, krótkimi paznokciami po rozgrzanej skórze, na jej plecach i biodrach, zatrzymując palce pod linią biustu.
-
No... - mruknął, kiedy się od niego oderwała, no bo nie, jak to? Wiedział, że muszą, ale może mogliby...
Wiedział, że nie mogliby. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, tak, że mogła to poczuć na policzkach, kiedy przyłożyła czoło do jego skroni. Na jej słowa uśmiechnął się delikatnie.
-
Uwielbiam, jak jesteś taka pewna siebie - mruknął jej w usta, które zaraz jeszcze raz zaczepnie musnął wargami, a nawet szczypnął zębami, ale po chwili już stali w łódce, a Madox jeszcze zerknął na nią w ukosa.
-
Dać ci fory? - zapytał, ale wiedział, żeby się odsunąć, gdyby chciał mu wymierzyć cios w bok.
Wskoczyli do wody praktycznie równo i równo im to szło, ale Madox chyba szybciej wygrzebał się po prostu z wody i szybciej pokonał te ostatnie metry na płyciźnie. Chociaż tym razem to już dali chyba z siebie wszystko, bo klatki piersiowe chodziły im w niespokojnym oddechu, kiedy znaleźli się na brzegu. A serca szalały.
-
No i co? Wracamy do łódki - rzucił wywracając oczami, ale zaraz złapał ją za rękę i pociągnął do siebie, na piasek gdzieś koło tych ich ciuchów -
to jutro będzie ten dzień, mój dzień - rzucił układając się obok niej na boku, podpierając na ramieniu. Nie dość, że byli mokrzy, to teraz cali w piasku, chociaż Madox zaraz sięgnął do jej policzka i przesunął po nim palcami, żeby strzepać z niego drobinki piasku. Jego ciemne oczy wpatrzone były w jej piękną twarz, która teraz w tych promieniach słońca wyglądała obłędnie.
Chociaż zaraz uniósł spojrzenie wyżej, gdzieś ponad jej ramię.
-
Co kurwa... - jęknął i już się zbierał z ziemi, żeby na kolanach podczołgać się do ich ubrań, a właściwie to do tych jego osranych spodenek... Obsranych przez psa (dzięki) oczywiście -
ja pierdole - aż odchylił do tyłu głowę, ale zaraz jakoś ostrożnie sięgnął do kieszeni, żeby wyjąć portfel. Wyglądało to trochę komicznie, bo Madox był bardzo wrażliwy na zapachy i jak nie obrzydzał go widok krwi, czy flaków, tak, jak poczuł tą psią kupę, to zaczął się krzywić. W jednej chwili miał taki moment, że myślał, że się porzyga, autentycznie go cofnie, więc musiał się odsunąć i nabrać w płuca świeżego powietrza. No ale w końcu wyjął portfel i te skręty i nawet się nie ubrudził, ale co...
-
Kurwa zgubiłem go... - jeszcze raz sięgnął do kieszeni, a potem jeszcze do drugiej, aż w końcu odrzucił te spodnie gdzieś na bok -
nie, no kurwa, nie, nie, nie - cały czas przerzucał ten piasek, aż w zasadzie teraz to miał go już wszędzie. Ale to nie było ważne, bo ważniejsze było, że go zgubił. Tylko co?
mi hermosa 