ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Te lody rzeczywiście były o ja pierdole, i Madox aż się uśmiechnął kiedy patrzył na Pilar, jak od razu zaczęła się zajadać swoją porcją. Pokiwał głową, kiedy spróbowała tych jego.
- Ja wezmę dwa - mango i czekoladę, albo jeszcze coś innego może marakuje? Albo może mieli tam jeszcze inne fajne, regionalne owoce, aż przez chwilę się nawet zastanawiał czy nie wrócić od razu. Ale jak tak będą stali przy budzie z lodami, to nie dotrą nigdy na plażę, zresztą tam już zrobiła się kolejka. Później.
- Już mniej, ale jeszcze jedno lekarstwo nie zaszkodzi - rzucił i mrugnął do niej jednym okiem, a potem wyjął jej ze włosów kawałek wafelka, rzeczywiście Pilar jadła całą sobą, ale Madoxowi się to podobało, bo zawsze coś mu się oberwało, jak ten kawałek wafelka na przykład. On też miał jakieś okruszki na brodzie, ale je strzepnął, kiedy Stewart wskazała mu faceta od zielska. Zmierzył go spojrzeniem.
- Na pewno on - pokiwał głową, ale zanim podeszli to jeszcze dał Pilar swojego loda, bo on się rozbierał, a kiedy do niej podszedł i zauważył na jej nosie dowody zbrodni, to przysunął się do niej, tak jakby chciał ją w ten nos dziabnąć. Ale nie zrobił tego, tylko wpił się w jej gorące usta o smaku czekolady i mango, na moment, a kiedy się odsuwał to nosem zahaczył o ten jej. I tak buzie to mieli już całe brudne, ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie oni.
- Też nie mogłem się powstrzymać - wzruszył ramionami, a zaraz już trzymał jej torebkę, tak jak mu kazała. Oczywiście, że przesunął wzrokiem po jej sylwetce, kiedy się rozbierała, dokończył swojego loda, do ostatniego okruszka, nawet te ręcznie robione wafelki były zajebiste.
Podeszli do gościa i Madox od razu zbił sobie z nim piątkę, a bo czemu nie?
- Hola amigo - przywitał się i od razu pokiwał głową, że chcą te świeże owoce, a Pilar odpowiedziała już za niego. On na to mango miał smaka tak czy siak - mango na pewno - już chciał powiedzieć, że do tego dyszkę jarania, ale Pilar to rozegrała inaczej. Może to dziwnie zabrzmi, ale podobało mu się jak tak konspiracyjnie kupowała od gościa na plaży narkotyki. Pani policjantka z Toronto. Aż się uśmiechnął i zawiesił na niej to ciemne spojrzenie. Dopiero kiedy Miguel zapytał ile wezmą, to przeniósł na niego wzrok.
- Dzie... - zaczął, w tym momencie, w którym Pilar powiedziała to jed i spojrzała na niego. Dobra, trzy to był dobry kompromis. Jak będzie chciał, to Madox sobie zawsze może tutaj podjechać.
- A codziennie stoisz? - jeszcze się zapytał, a Miguel powiedział, że tak, tylko nie w niedziele, bo chodzi do kościoła. Tym razem Madox wyjął portfel, bo zamierzał dać też chłopakowi jakiś napiwek na farta, zapłacił mu też za blanty i mango. Rzeczywiście gratis dostali jeszcze sztukę jarania, zapakowaną w jakiś papierek z Maryjką. Znowu przybili piątkę, a Madox ładnie przechwycił temat do tylnej kieszeni spodni. Już mieli iść, ale Noriega uświadomił sobie, że nie ma zapalniczki, więc jeszcze zagadał o nią Miguela i dostał zajebistą... Złotą, z Jezusem, który rozkładał ręce tak jak Miguel wcześniej, była bardzo meksykańska. Gościu okazał się miły, więc Madox go jeszcze zapytał czy ma coś innego, ale okazało się, że w piątki i soboty, kiedy na plaży jest jakaś impreza, to ma kwas, a dzisiaj był piątek. I chociaż Madox chwilę się wahał, to w końcu powiedział, że innym razem.
Poszli sobie.
- Może byśmy tutaj przyjechali na taką dyskotekę? - zapytał, kiedy już zeszli na plażę. A gdy piasek mu się zaczął sypać do butów, to zaraz stanął, żeby je zdjąć. Na plaży było trochę ludzi, ale była taka piękna, kolorowa, rozłożysta, że każdy tutaj znalazł dla siebie przestrzeń, ci którzy się opalali, i ci którzy w coś grali, albo budowali zamki z piaski, i oni też znaleźli, kiedy już podeszli trochę bliżej oceanu. Woda pieniła się pod ich stopami, a od jej strony wiał ten przyjemny wiatr, bryza, która idealnie chłodziła, kiedy piasek grzał w stopy, a słońce gryzło promieniami po nagich karkach, ramionach i brzuchach. Madox oczywiście zaraz wlazł po kostki do wody, bo musiał się ochłodzić, zresztą on lubił wodę. A już zwłaszcza takie plaże.
- A może jednak wykręcimy się z tych urodzin? - zapytał i wyciągnął rękę do Pilar, żeby do niego podeszła. W pierwszej chwili chciał ją złapać i wrzucić do wody, ale jednak wciąż miał na sobie te białe spodenki, chociaż to nawet nie chodziło o nie, tylko o to, że on miał w kieszeni te blanty i portfel, i coś tam jeszcze...
Nie chciał tego wszystkiego zamoczyć. Kiedy Stewart do niego podeszła, to przyciągnął ją bliżej do siebie i odwrócił w kierunku niebieściutkiego oceanu, objął ją od tyłu, opierając ręce na jej brzuchu i wtulił się w nią, szorstki policzek oparł o jej szyję.
- Ale zajebiście wygląda, nie? - zapytał jej na ucho. Jednak nawet nie pozwolił jej odpowiedzieć, bo zaraz już ją puścił i wrócił na piasek, gdzie walnęli swoje buty.
- Dobra, muszę się chociaż trochę przepłynąć - wyjaśnił jej, bo już skakał na jednej nodze i ściągał z siebie te jasne spodenki, które teraz już całe uwalił, bo miał brudne stopy, ale to nawet nie były jego spodnie. Rzucił je na piasek obok butów. A już zaraz w bokserkach wracał do wody, teraz to już od razu wszedł po pas, jeszcze się odwrócił do Pilar przez ramię.
- No chodź - rzucił i poczekał na nią, liczył że nie da się prosić, zresztą kto by się dał? Jak wyglądał zajebiście... że ocean. Chociaż Madox na jego tle też całkiem nieźle.

cariño <3
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miguel był świetny. Wychillowany ziomek, który ewidentnie nie wiedział, co to pośpiech w życiu. Wyglądał jak człowiek bez zmartwień. Tylko on i jego świeże mango, mieszane z zielonym jointem, który rozluźniał ciało, do tego cały dzień spędzony na plaży… tacy ludzie to mieli życie. Nic tylko pozazdrościć. Chociaż w przypadku Pilar czy Madoxa, takie egzystowanie pewnie bardzo szybko by im się znudziło. Zaraz rozpoczęliby wędrówkę w poszukiwaniu wrażeń, która doprowadziłaby ich do szpitala albo więzienia.
Szczególnie, że już na starcie zamiast zaopatrzyć się w jednego skręta, oni skończyli z czterema — trzy poprosiła Pilar, a jednego dostali w gratisie, dokładnie tak, jak obiecał im Hernandez. Do tego oczywiście pudełeczko po brzegi wypełnione obłędnym mango, które Pilar zaczęła wcinać jeszcze w trakcie, gdy Madox rozprawiał z ziomkiem na temat kwasów i dyskotek, które odbywały się na plaży. Oczywiście obiecali, że na pewno się zjawią i koniecznie odwiedzą i jego, żeby dokupić jeszcze więcej towaru. Zbili sobie wszyscy piąteczki i ruszyli w głąb plaży.
Ludzi była cała masa — większość wylegiwała się na ręcznikach, inni mieli swoje leżaczki, podczas gdy dzieciaki taplały się w wodzie. Pilar w pierwszej chwili po prostu zaciągnęła się świezym powietrzem i tym widokiem. Tak właśnie miały wyglądać ich wakacje. Ta cała wielka beztroska i oderwanie się od Toronto, w którym robiło się od problemów. Szkoda tylko, że problemy przyszły za nimi, zanim zdążyli się chociażby zanurzyć w oceanie.
Całe szczęście w całym tym szaleństwie jednak znalazła się krótka chwila na to wszystko, czego jeszcze nie zdążyli, dlatego już po chwili schylała się do parteru, by pozbyć się butów. Złapała je do wolnej dłoni, czując jak nagrzany od meksykańskiego słońca piasek parzy w stopy. Kurewsko przyjemnie.
Zdecydowanie musimy tu wrócić na imprezę — skwitowała, pozwalając sobie, by myśli na moment odbiegły do wizji tańców na plaży, głośnej muzyce i litrach alkoholu. — Wiadomo nie dzisiaj, ale może jutro? — spytała głupio. Bo to było głupie pytanie. Złudne. Z góry zakładające, że wszystko dzisiaj pójdzie jak po sznureczku i od jutra będą mogli już tylko wylegiwać się na plaży. Ale moze wlasnie tego teraz potrzebowali? Trochę optymizmu po tym, jak Madox wyrzucił z siebie wszystkie lęki i zmartwienia jeszcze w samochodzie. W końcu byli TU. A Noriega to już nawet był w wodzie. Pilar nie czekała nawet chwili, by to niego podejść, by dać się przyciągnąć do siebie, a zaraz potem oprzeć głowę na jego ramieniu i spojrzeć na ciągnący się horyzont. Nie była typem romantyczki, a jednak ten krótki moment sprawił, że serce zabiło jej mocniej. Było coś wyjątkowego w tym chwilowym spokoju, jaki dostali.
Zajebiście — powtórzyła zaraz po nim i nawet chciała się do niego odwrócić, by spojrzeć w piękne, czekoladowe oczy, ale jego już nie było. To tyle by było z tego wyjątkowego momentu. Z drugiej strony, nawet te killka sekund było dla niej wystarczające.
Wróciła na piasek, gdzie Noriega już zostawił wszystkie swoje rzeczy. Oczywiście jak na faceta przystało wszystkie rzeczy walnął na samą górę, nawet nie myśląc o tym, że zaraz ktoś mógł mu zakosić kolejny telefon albo — co gorsza — skręty, które dostali od Miguela. Schyliła się na moment, by wrzucić je do siebie do torebki, a ją zaś przykryła swoimi rzeczami.
Już miała wbiegać do wody, kiedy tuż obok jej nogi zakręcił się pies. I to nie byle jaki pies, bo husky. Co kurwa husky robił w Meksyku i dlaczego ktoś tak go męczył? Stewart nie miała pojęcia, ale to wcale nie powstrzymało ją, by się do niego nachylić i dać się obwąchać. Futrzak w pierwszej kolejności oczywiście zainteresował się zielskiem w torebce, ale finalnie przeszedł i do Pilar, dając się podrapać za uchem.
No już idę, już! — krzyknęła w kierunku Madoxa i jeszcze chwilę zajęła się pieszczotami z psiakiem, nim ruszyła do wody, zostawiając go przy rzeczach, nie mając zielonego pojęcia, że piękny husky postanowił zostawić im pamiątkę w postaci pięknej kupy, która wylądowała prosto na białych gaciach Noriegi. Ups?
Woda była wyśmienita. Lekko chłodna, a jednak ciepła. Orzeźwiająca. Pilar nawet nie próbowała wchodzić do niej stopniowo — po prostu zanurzyła się w całości, nurkując i podpływając do Madoxa. Wynurzyła się tuż przed nim, a ciemne, mokre kudły opadły jej na twarz.
Co mówiłeś o wykręceniu się od urodzin? — spytała niby z rozbawieniem, a jednak ta wizja wydawała się w tym momencie tak bardzo k u s z ą c a. — Ktoś by zauważył, że nas nie ma? — spytała głupio, zawieszając dłonie na jego szyi. W tym samym czasie nogi zaplątały się o biodra, sprawiając, że Stewart w momencie przykleiła się do jego ciała. Chociaż woda była chłodna, jego skóra wciąż była nagrzana. A może on po prostu był caliente? Tak caliente, że Pilar nie mogła się powstrzymać, żeby nie przesunąć twarzy do tej jego, by nie musnąć zaczepnie jego ust — szybko i przelotnie, a zaraz potem dłużej i bardziej namiętnie, dociskając się do niego jeszcze bardziej.
Może przydałaby nam się jakaś wymówka… — mówiła na raty, raz po raz muskając jego usta, podczas gdy noga przesunęła się na udo, by już po chwili zahaczyć kolanem o materiał jego bokserek. — Jakbyś tak, no nie wiem, utonął na przykład — dokończyła i z uśmiechem na twarzy nagle przeniosła dłonie na jego ramiona i pchnęła go w dół, wciskając pod taflę wody, śmiejąc się przy tym głośno.

mi amor :polizan:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox od razu pokiwał głową, bo perspektywa imprezy na plaży, jeszcze na kwasie, wydała mu się bardzo intrygująca. Lepsza niż te całe gangsterskie urodziny, zdecydowanie. Chociaż wiadomo, że dzisiaj już mieli inne plany. Mniej przyjemne, aż się wzdrygnął, kiedy o tym pomyślał, że za kilka godzin muszą znowu zapomnieć o tej plaży, o imprezach, o wakacjach, a wkroczyć do świata pełnego broni i przemocy. Kurwa. Przecież taki świat mieli w Toronto... a teraz jeszcze na wakacjach. Czy oni nigdy się od tego nie uwolnią? Pewnie nie...
- Jutro zabieram cię na dyskotekę - zapewnił ją, z krótkim spojrzeniem w te jej piękne, czekoladowe oczy.
Tylko oby dzisiaj wszystko poszło gładko. Musi pójść...
A jak nie pójdzie?
Może już trochę odegnał od siebie te zjazdowe paranoje, ale one jeszcze wciąż go gdzieś tam gryzły pod skórą. Wciąż jeszcze trochę do niego wracały, powinien je po prostu przepalić. Ale może uda się je też zmyć? Może dlatego od razu wszedł do wody, żeby się o tym przekonać? Czy ta piękna, przejrzysta woda sobie z nimi poradzi.
Madox też nie był typem romantyka, chociaż trzeba przyznać, że z Pilar mieli kilka takich romantycznych, wyjątkowych chwil, w Medellin na przykład. Może w Meksyku też mogli mieć? Bo ten ocean przed nimi w tym turkusowym kolorze wyglądał obłędnie, obłędnie też było trzymać ją w ramionach. Chociaż to był tylko moment, tylko chwila. Nawet nie zdążył się dobrze zaciągnąć jej zapachem, a już ją puszczał, bo wymyślił sobie, że będą się kąpać. Ale przecież nie mieli czasu, ile mogli mieć? Marną godzinę, może dwie? Musieli to wykorzystać, wycisnąć do cna. Póki mogli.
I Madox miał zamiar to zrobić, kiedy walnął swoje gacie na piach, a sam już leciał do wody, od razu po pas, od razu zamoczył włosy i twarz. Woda była przyjemna. Zawołał Pilar, ale ona się bawiła z jakimś psem. Chwilę postał w wodzie obserwując ją, ale kiedy kucnęła przy huskym, to postanowił się przepłynąć, tylko zanim ruszył się z miejsca to koło niego wylądowała jakaś plażowa, kolorowa piłka, którą zaserwowała ładna brunetka, no to Madox oczywiście im ją odrzucił, zaraz okazało się, że mają całkiem fajną ekipę do gry, ale brakuje im jednego, który by zagrał w drużynie z dziewczynami.
Propozycja była kusząca, bo dziewczyny okazały się bardzo wesołe, no i całkiem ładne, już do niego machały...
Ale zaraz koło niego wynurzył się jeszcze bardziej kuszący widok. A przynajmniej dla niego najbardziej kuszący. Bo mokra Pilar, więc Madox tylko machnął do ekipy, że on odpada, może innym razem. A najpewniej to nigdy, bo nie wiadomo czy oni tu kiedyś jeszcze wrócą. Liczył, że tak, jutro. Ale to przecież nie było takie pewne.
Sięgnął do Stewart, żeby zebrać jej z twarzy te mokre kudły, zrzucić je z jej policzków, ale tylko mu się pokleiły do rąk. Wszędzie te jej włosy, bo już miał je też doklejone do klaty, ale jakoś wcale mu to nie przeszkadzało. Uwielbiał te jej kudły.
- Na pewno Pablo, bo z kim by zatańczył tango? - zapytał przechylając głowę na bok, ale kiedy jej dłonie wylądowały na jego rozgrzanym karku, to te jego zaraz przesunęły się na jej ukryte pod linią wody kształtne pośladki. A kiedy oplotła go nogami, kiedy przywarła do niego cała, mokra, ale wciąż rozgrzana od słońca, to nawet przez chwilę chciał jej powiedzieć, że Pablo może się jebać. Tylko nie zdążył, bo ona już zatkała mu usta kolejnymi pocałunkami. Były trochę słone, od tej wody, ale wciąż kurewsko słodkie. Najlepsze na świecie.
- Powiemy, że złamałem sobie rękę... - mruknął między kolejnymi zaczepnymi pocałunkami. Owinie mu ją jak Lopez rano i mogą nawet wysłać zdjęcie. Mogli też powiedzieć, że go brzuszek boli i muszą zostać w domu. Ciekawe co by na to powiedział Pablo. Albo Esme? Kurwa...
Odchylił do tyłu głowę, bo chciał od siebie odgonić te myśli. Chociaż na chwilę, jeszcze. No i odgonił po tym, jak Pilar go podtopiła. Opił się trochę wody, bo się nie spodziewał, ale za bardzo się tym nie przejął, chociaż kiedy się wynurzył dwa kroki od niej, to zaczął nią pluć, była słona.
- Łe, mogłaś uprzedzić, żebym zamknął buzie - aż się skrzywił i wystawił język, a zaraz chlapnął ją wodą - ale dobra, jak to ma nam załatwić wolny wieczór, to się poświecę, ale będziesz mi pewnie musiała zrobić dużo sztucznego oddychania usta-usta - mrugnął do niej zaczepnie jednym okiem, a potem jeszcze raz ją ochlapał, ale tym razem to już rzucając się do wody, żeby sobie zanurkować. Przepłynął się kawałek, a później koło niej, krążąc obok jak ten rekin, ale tym razem nawet jej nie dziabnął... Jeszcze. Bo najpierw się o nią otarł kilka razy, a później wynurzył przed nią. A potem to już zaraz łapał ją pod kolanami, tak, żeby przerzucić ją sobie przez ramię, tak, żeby też się napiła wody, chociaż może była mądrzejsza nauczona tym, co zrobił na basenie. I dopiero teraz ugryzł ją w tyłek, który wylądował na jego ramieniu. Wciągnął ją na głębszą wodę i dopiero puścił. Zapobiegawczo nawet odpływając od niej kawałek.

hermosa :podrywacz:
Ostatnio zmieniony pt lut 20, 2026 6:53 pm przez Madox A. Noriega, łącznie zmieniany 1 raz.
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy Tango, które Pilar miała zatańczyć z Pablo było naprawdę aż tak ważnym elementem wieczoru, że Gonzales zauważyłby ich nieobecność?
Szczerze w to wątpiła.
Papi może i miał gadane, zagadywał ją i chciał robić na złość Matteo, ale przecież na dobrą sprawę, to miały być urodziny jego ukochanej córki, która swoją drogą wcale jego córką nie była. Jego oczka w głowie, które kochało koniki i kolor czerwony, a on pewnie uchyliłby jej gwiazdki z nieba, gdyby tylko się dało. To przecież ona miała być gwiazdą wieczoru i jej szczęście, a nie jakieś tango z Rosą. To raczej zaplanowane było jako mały dodatek. Swoją drogą ciekawe co na to Esme.
To wszystko było jednak problem przyszłości. Czymś czym trzeba było się przejmować za kilka godzin, kiedy pojawią się pod odpowiednim adresem i każde z nich będzie musiało odegrać swoją rolę. Teraz byli na plaży, słońce prażyło w plecy, woda przyjemnie chłodziła rozgrzaną skórę, a gorące pocałunki, jakie ze sobą wymieniali przyprawiały Pilar o momentalny ścisk w podbrzuszu.
Miała przeczucie, że jeśli zaraz nie przestaną, to już ona sama nie będzie w stanie się zatrzymać. Zresztą nigdy nie potrafiła, jeśli chodziło o niego. Ciągle było jej mało. Wiecznie nie mogła się nasycić, a teraz tym bardziej, kiedy miała go całego mokrego w wodzie, która kapała na jej piersi prosto z mokrych, blond włosów. Dlatego ostatkami sił spróbowała go podtopić. Jakoś ochłodzić atmosferę, która zdawała się robić coraz gęstsza.
A przepraszam jak niby złamana ręka miałaby być dobrą wymówką, żeby nie iść na imprezę? — uniosła brew, przyglądając mu się uważnie, kiedy już się wyłonił tuż obok niej. — To już prędzej trzeba ci złamać nogę na przykład — dodała z uśmiechem i przy okazji sięgnęła do jego uda, wbijając paznokcie w skórę.
Mocno.
Tak żeby poczuł.
I chociaż wtedy wydawał się jej to ś w i e t n y pomysł, tak kiedy Noriega rozpoczął swoją zemstę, od razu pożałowała. Już kiedy krążył dookoła niej jak jakiś rekin miała wrażenie, że szykuje coś w odwecie, chociaż wtedy jeszcze była przekonana, że po prostu zacznie gryźć ją pod wodą. Jakież było jej zdziwienie, kiedy nagle, przy wynurzaniu się, on złapał ją pod tyłkiem i bezczelnie po raz kolejny podczas tego wyjazdu przerzucił sobie przez ramię.
Mado… — nie dokończyła się nawet na niego drzeć, bo jej twarz znowu wylądowała w wodzie. Nawet nie miała jak odskoczyć, czy się uwolnić. W akcie desperacji chciała mu jakoś ściągnać gacie, żeby się chociaż rozproszył, ale nie była w stanie ich dosięgnąć, zbyt zajęta próbą łapania powietrza. — Myślałam, że ciebie topimy nie mnie! — zaśmiała się, kiedy w końcu odrzucił ją do wody. Musieli przecież ustalić jakąś zgodną wersję. Chociaż z drugiej strony, jakby razem się potopili, to też nikt nie oczekiwałby ich na imprezie… A więc to też było jakieś wyjście.
Podpłynęła w jego stronę, jednak postanowiła trzymać się z początku w odpowiedniej odległości. Dopiero im głębiej i dalej od brzegu byli, w pewnym momencie Pilar zanurkowała i podpłynęła do niego bliżej, gryząc go w udo.
Ej, hermoso, widzisz tamtą bojkę? — spytała po chwili, wskazując głową kilkanaście metrów w głąb zatoki. Przed nimi znajdowała się zielona bojka, do której przymocowana była niewielka łódka. — Dawaj, kto pierwszy może sobie zażyczyć jedną rzecz od drugiej osoby. W s z y s t k o — dodała, zaglądając w jego piękne, brązowe oczy, po czym… chlusnęła mu prosto w twarz i ruszyła przed siebie.
Tak, było to nieczyste zagranie, ale co ona mogła poradzić na to, że Madox pewnie pływał lepiej niż ona. Rzadko kiedy chodziła na basen, nie była jakimś wybitnym pływakiem. Po prostu umiała to robić, żeby zdać testy w szkole policyjnej, ale to by było na tyle. Musiała więc sobie jakoś pomóc.
Tylko co z tego, jak nawet jej zwinne przebieranie rączkami i nóżkami nic nie dało, bo kątem oka już widziała, że Noriega zbliżał się do niej w o wiele szybszym tempie… a zaraz potem ją wyprzedził. Nie dużo, bo Pilar już prawie była u celu, ale jednak w ostatniej chwili wyszedł na prowadzenie i osadził swoją rękę na bojce zupełnie szybciej niż ona.

:pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dla Madoxa to tango było dość ważnym elementem wieczoru, bo jak tylko sobie o tym pomyślał, to już się spinał, już się irytował, wiec może jednak lepiej było o tym nie myśleć, na razie. Potraktować to rzeczywiście jako problemy przyszłości. Może spali takiego jednego skręta od Miguela przed imprezą i wtedy będzie wyczilowany? Najlepiej jakby go spalił z Pablo, wtedy obaj by byli. Przydało by im się.
Tak jak jemu i Pilar zdecydowanie przydało by się trochę więcej czasu sam na sam, na takie właśnie pocałunki, które mogły się na spokojnie rozwinąć w coś więcej. Ale dzisiaj ten czas ich tak gonił. Chociaż Madox chwilę myślał, że może mogli by się pośpieszyć? Jakiś szybki...
Nie no, oni to nie umieli szybko i krótko, bo rzeczywiście im wciąż było mało siebie nawzajem.
- No... w złamanej ręce nie można na przykład trzymać szampana, nie? - przechylił na bok głowę, a kiedy wbiła mu paznokcie w udo, to się szarpnął i chciał ją złapać od razu za rękę, ale nie zdążył, za to już za moment miał ją znowu na ramieniu, znowu przesunął palcami po jej pośladkach i zahaczył o jej majtki, ale ich tym razem nie ściągnął. A kiedy ona próbowała sięgnąć do tych jego, to też jej się odsunął. Zresztą zaraz ją wypuścił na głębszej wodzie.
- A jakbyśmy tak się razem utopili, nie dość, że wiesz... jakoś romantycznie to brzmi, to jeszcze oboje jesteśmy z tego wykręceni - powiedział Madox romantyk, taki romantyk, że zaraz chlapnął ją wodą, bo tak, bo podobało mu się to kiedy się zasłaniała i krzywiła. Bo on jednak lubił tą zadziorną Pilar. Więc nawet kiedy go ugryzła, to tylko się za nią odwrócił i już miał jej oddać, nawet sięgnął do jej ręki, ale tylko ugryzł ją w palec, lekko, a zaraz tę jej dłoń oparł sobie na karku, bo już się oglądał za bojką.
- Wszystko? - i na te słowa, jego ciemne oczy odszukały jej czekoladowe, przenikliwe spojrzenie. Już się zaczął zastanawiać co on by chciał, gdyby mógł wszystko, ale zaraz dostał wodą w twarz. Tylko strzelił oczami, ale już po chwili nurkował i płynął za nią do bojki, czy jak ją dogonił to złapał ją za nogę? No oczywiście... Też trochę nieczyste zagranie, bo mu się wierzgnęła i on skorzystał z okazji, żeby ją wyminąć, a zaraz już złapał ręką za boję i zawiesił się na niej. Madox pływał całkiem nieźle, może basen nie był jego ulubioną formą rozrywki, sportu, ale bywał na nim, a przede wszystkim, to jak był w jakimś takim kraju, gdzie ta plaża była, to on mógłby siedzieć cały dzień na niej i w wodzie, tylko, żeby ktoś mu tutaj przynosił drinki, byłoby zajebiście. Na tą łódkę na przykład, na którą Madox już zaraz się podciągał, żeby sobie na niej usiąść, a potem nawet wyciągnął rękę do Pilar, kiedy wynurzyła się obok, żeby wciągnąć ją do siebie. I kiedy już trzymał jej dłoń, to się spiął, wszystkie mięśnie, bo ta loca chica, to go przecież mogła wciągnąć do wody, znał ją... Te jej numery. Ale on też się zaparł i już zaraz, to czy chciała, czy nie, siedział obok niego.
- No i co sobie mam zażyczyć, jak mogę wszystko? - podkreślił to ostatnie słowo i przechylił głowę, tak żeby szorstkim, zarośniętym policzkiem przesunąć po jej nagim ramieniu - a ty co byś sobie zażyczyła? - musiał jej zapytać, bo też go to ciekawiło. Bo nawet przeszło mu przez myśl, że da jej wygrać, żeby się dowiedzieć... Nie no, nie dałby. Bo Madox lubił wygrywać i teraz też mimo, że nie była to jakaś spektakularna wygrana, jak jej na strzelnicy na przykład, gdy ustrzeliła te same dziesiątki. To wiadomo, że zaraz się do niej przysunął.
- Jednak z rekinem w pływanie nie masz szans... syrenko - przesunął znowu policzkiem po jej ramieniu, bardziej na kark, na którym szczypnął zębami jej skórę. Lekko, tak tylko, zaczepnie, a nie do bólu, jak czasem potrafili. Znowu jej mokre włosy pokleiły mu się do twarzy, do czoła. Zgarnął je i wyprostował się, spojrzał w kierunku plaży. Może wiedział co chce, ale postanowił to na razie zachować dla siebie? Albo może musiał sprawę jeszcze przemyśleć? Bo mógł wszystko, a on zazwyczaj to mógł niewiele... Na przykład mógł jej coś mówić, a ona i tak robiła po swojemu. A teraz by musiała po jego?
- To co? Podbijamy stawkę? Kto pierwszy do brzegu... ten może jeszcze bardziej wszystko? Albo... kto wygra to robimy dzień według jego zasad. Cały dzień. Albo według moich, albo według twoich, ale wtedy nie ma żadnego nie... Co ty na to? - szturchnął ją w bok ramieniem - tylko wtedy trzeba iść na całość... i jak ci powiem, że skaczemy z tamtego klifu, to to robimy - głową wskazał jej klify rozciągające się nad plażami Acapulco. A potem odwrócił się, żeby spojrzeć w jej piękne, czekoladowe oczy. Akurat po Pilar nie spodziewał się, żeby stchórzyła, ale jednak dał jej wybór. Zawsze jej przecież dawał.

loca chica <3
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie wspólne topienie się brzmiało romantycznie. Na ich pojebany, specyficzny sposób na pewno. Bo przecież oni nie mieli w sobie nic z normalności. Nie chodzili na kolacje przy świecach czy do kina — oni lubili bić się na pięści, strzelać z broni i pływać z rekinami.
A jeden taki rekin, to zaraz okazał się prześcignąć Pilar. Oczywiście udało mu się to z pomocą nieczystych zagrywek, jak chociażby szarpnięcie ją za nogę, kiedy sama przemieszczała się w stronę bojki. Ale jak ona mogła mieć do niego pretensje, kiedy sama zaczynając wyścig chlusnęła mu prosto w twarz, żeby dać sobie nieco przewagi? Prawda była taka, że byli po jednych pieniądzach; oboje uwielbiali wygrywać i nic nie stało im na przeszkodzie, żeby zagrać nieco nieczysto kosztem wygranej. Oczywiście w granicach dobrego smaku, a nie przejęcia, o czym co nieco mógł wiedzieć Pablo.
Dopłynęła na metę zaraz po nim, dysząc głośno i łapiąc się bojki. Co prawda kondycję miała całkiem niezłą, nienaganną wręcz, a jednak te kilkanaście metrów w wodzie w pełnym słońcu wysysały z człowieka energię.
Powinieneś dostać dyskwalifikacje! — rzuciła z udawanym oburzeniem i znowu chciała go dziabnąć z skórę, tylko on w ostatniej chwili jej uciekł i podpłynął do łódki, żeby po chwili wspiąć się na nią do środka. Przez chwilę Pilar po prostu unosiła się na tafli, przyglądając się jak jego umięśnione plecy spinają się w sekundę, a wytatuowana skóra gimnastykuje się w nowych kształtach, to wszystko skropione kroplami, które leniwie spływały po jego całym ciele. No kurwa widok do sfotografowania i powieszenia sobie nad łóżkiem. Aż na moment zapomniała, że przecież była na niego oburzona.
Spojrzała na niego podejrzliwie, kiedy nachylił się w jej kierunku. I faktycznie, w pierwszej chwili chciała pociągnąć go do wody, jak zrobiła to w basenie, ale tym razem Noriega był odpowiednio przygotowany na ten scenariusz. To on wciągnął ją do góry i już po chwili Pilar siedziała tuż obok niego na drewnianej ławeczce w środku łodzi.
Prychnęła na jego pytanie. Co miał sobie zażyczyć?
Nie wiem. Wszystko — wzruszyła ramionami, przyglądając mu się uważnie. Podniosła w górę lewą dłoń i przejechała po jego policzku, ramieniu a potem skórze na klatce piersiowej, drapiąc ją przyjemnie, nie za mocno. — Nie masz żadnego pragnienia? — nachyliła się bliżej, zawisając tuż nad jego twarzą. — Żadnej fantazji? — nie byłaby sobą, gdyby go nieco nie podkręciła, dlatego jej palce zaraz przesunęły się z brzucha na materiał mokrych bokserek, po których przejechała z zadowoleniem. A potem się odsunęła. Oparła dłonie na brzechał desek i odchyliła głowę do tyłu, łapiąc ciepłe promienie słońca.
Nie powiem ci, co ja bym sobie zażyczyła — prychnęła praktycznie od razu. — To tak nie działa — a teraz on musiał żyć w tej niewiedzy. Może jeszcze przyjdzie jej kiedyś zadecydować, chociaż z drugiej strony z nimi to już tak było, że biorąc pod uwagę ich równy poziom popierdolenia, często i tak zgadzali sie na pomysły drugiej osoby i żaden wielki zakład nie był do tego potrzebny. A jednak, pewnie były takie rzeczy, które można było przepchnąć tylko za pomocą wygranej. I teraz Madox miał taką możliwość.
Siedziała odchylona z przymkniętymi oczami, czując jak jego szorstki policzek błądzi po nagim ramieniu. Chłonęła tą wyjątkowo przyziemną chwilę w najlepszy, możliwy sposób. W pewnym momencie nawet wplotła palce jednej ręki w jego mokre włosy i zaczęła masować skórę na jego głowie. Sensualnie, powoli, bez tej charakterystycznej dla nich agresji.
Szkoda że tu nie mamy tego skręta — jęknęła po chwili. Naprawdę żałowała. Bo to była taka idealna chwila wyciszenia i błogiego spokoju, że serio do pełni szczęścia brakowało już tylko trochę zielska, które na dobre uspokoiłoby kłębiące się z tyłu głowy myśli. Ale nawet i bez tego było świetnie.
Uniosła powieki dopiero, kiedy z jego ust padła propozycja podkręcenia zakładu. Znał ją dobrze, doskonale wiedział, że Pilar nie przechodziła obojętnie obok takich ofert. Chyba dzisiaj przekonał się o tym aż za bardzo. Spojrzała razem z nim w stronę plaży.
Cały dzień? — tym razem przeniosła ciemne spojrzenie na jego piękną twarz skąpaną w meksykańskim słońcu i… no nie mogła. Nie mogła nie przesunąć się do niego bliżej. — Cały, jebaniutki dzień moich zachcianek? — cedziła słowa powoli, przygladając mu się uważnie, a zaraz zerwała się z miejsca i usiadła na nim okrakiem. — Na co tylko będę miała ochotę? — dopytała, jakby to była faktycznie jakaś dziwna abstrakcja. Albo po prostu chciała się z nim nieco podroczyć. Nachyliła się tuż nad jego usta. — I jak ci powiem, że masz się nie ruszać, to będziesz musiał się słuchać? — przesunęła usta do jego ucha, a potem zeszła pocałunkami na szyję, zdobioną pięknymi tatuażami, na której zostawiła kilka pojedynczych pocałunków, w tym jedną intensywną malinkę. Potem wróciła do jego ust, które musnęła jedynie zaczepnie, a kiedy on próbował jej oddać ona sukcesywnie się odsuwała, pozwalając, by jedynie ich oddechy się ze sobą przeplatały. — Umowa stoi — mruknęła i dopiero wtedy wpiła się w jego usta. Mocno. Zachłannie. Jakby doskonale zdawała sobie sprawę, że przecież zostało im marne kilkadziesiąt minut na tej bajecznej plaży i będą musieli się zbierać.
Teraz kiedy zaznali chociaż minimalnie smaku wakacji, Pilar jeszcze bardziej żałowała, że wpakowali się w to całe bagno. Pomyśleć, że tak mogło być cały czas. Oni, słońce i przypadkowa łódka, która nawet nie należała do nich, a do której oni się wprosili bez zaproszenia. I teraz na której Stewart kradła pocałunki z jego rozgrzanych do czerwoności ust, słodko-słonych i obłędnych do tego stopnia, że aż zakręciło się jej w głowie.
Nie chciała się od niego odrywać. Kurwa chciała mieć go jeszcze bardziej, bliżej, mocniej, a jednak…
Musimy się zbierać — wydyszała, odrywając się od niego i przykładając czoło do jego skroni, dłońmi wciąż jeszcze błądząc po przyjemnej w dotyku skórze. — Mam zakład do wygrania.

caliente chico :pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i powinien dostać, ale to przecież ona zaczęła, a Madox to jednak nie był taki do końca sprawiedliwy, bo czasami robił duże gorsze rzeczy, żeby wygrać. Chociaż i tak z Pilar zazwyczaj grał czysto, jak się bili na przykład, to nawet jej dawał trochę fory, żeby było sprawiedliwiej...
Może teraz też jej powinien dać, no ale przecież nie kosztem tego wszystkiego, które wygrał.
- Ja myślę, że powinienem dostać dwa wszystko, za to, że chciałaś mnie już na starcie zdyskwalifikować - obejrzał się jeszcze na nią przez ramię, kiedy podciągał się na łódkę, napinając na plecach wszystkie mięśnie. Ale zaraz już siedział w łódce i Pilar też. W zasadzie Madox się wcale nie przejmował, że to może być czyjaś łódka i może nie powinno ich tutaj wcale być. Ale kto na wakacjach się takimi rzeczami przejmował? Oni na pewno nie.
Ciemne tęczówki zawiesił na jej twarzy, kiedy powiedziała to nie wiem, wszystko, nawet na moment zmarszczył brwi, ale kiedy dotknęła jego twarzy. Kiedy jej paznokcie sunęły po jego ciepłej skórze w ten bardzo przyjemny sposób, powodując pod skórą mrowienie, to się uśmiechnął.
- Większość moich fantazji spełniasz o tak - aż pstryknął palcami, żeby jej zaprezentować jak, bo jednak oni rozumieli się w wielu kwestiach, dopełniali się. Spełniali swoje pragnienia, bo po prostu... chcieli? Zerknął w dół na jej dłoń sunącą po tym tatuażu z napisem Medellin niżej, a mięśnie na jego brzuchu się spięły.
- Nie no kurwa, nie zmarnuje tego na to, żebyś obciągnęła mi w łódce... chociaż brzmi zajebiście - aż westchnął ciężko i pochylił się na moment do przodu opierając ręce na kolanach. Jakby miał więcej czasu, to jeszcze by się nad tym zastanowił. No ale nie miał, dlatego już zaraz wisiał nad nią, a jego zarośnięty policzek sunął po jej wilgotnej, ciepłej skórze, na ramieniu na którym złożył kilka pocałunków, którego skórę delikatnie szczypnął zębami.
- Ale jakbyś mi powiedziała, to może ja bym powiedział, no ja sobie życzę tego samego, ale nie to nie... Teraz to już nie chcę wiedzieć - jeszcze zaczepił zębami o płatek jej ucha, a później się odsunął wystawiając do słońca. Chociaż zaraz znowu na nią patrzył mrużąc oczy.
- O to by było zajebiste... Ale trzeba by było z nim płynąć tak - podniósł rękę, żeby jej zademonstrować jak - ale dałoby się - nie to, że wystarczyło go szczelnie owinąć i schować w gacie... Ale Madox czasem wolał abstrakcyjne rozwiązania. Przeciągnął się odchylając do tyłu głowę. A zaraz już proponował podbicie stawki. Jak Pablo mógł, to on też...
Zwłaszcza, że te zakłady z Madoxem chyba były jednak przyjemniejsze?
- Cały dzień - powtórzył poważnie i nawet uniósł brwi, a kącik jego ust drgnął ku górze - albo moich, ale wtedy już byś tutaj... klęczała - on też powiedział te słowa powoli, tak żeby osiadły na jej dekolcie, po którym wciąż spływały kropelki wody niknąc pod jej stanikiem. Kiedy na nim usiadła to od razu oparł ręce na jej pośladkach, poprawiając ją jeszcze na sobie. Jego ciemne tęczówki odszukały jej piękne, czekoladowe oczy.
- A na co byś miała ochotę? - no przecież musiał zapytać, bo był ciekawy, bo on to już w ogóle miał pełno pomysłów. Cały dzień jego zachcianek... Aż się rozmarzył, ale zaraz uniósł jedną brew.
- Takie masz zachcianki, żebym się nie ruszał? - zapytał i aż parsknął w te jej usta, które były tuż koło tych jego - następnym razem mam się nie ruszać? Udawać kłodę? Czy trupa? A może jakąś dziwną, zabawkę erotyczną - oczywiście, że musiał gadać, kiedy jej gorące, pełne usta znaczyły na jego rozgrzanej skórze ścieżkę z pocałunków, odchylił na bok głowę ułatwiając jej dostęp, a kiedy zrobiła mu malinkę, to aż mruknął, wyrwał się do niej, tylko, że udało mu się skraść z jej warg tylko jeden pocałunek, bo potem się z nim droczyła, odsuwała od niego, aż wywrócił oczami.
Już miał coś jeszcze jej powiedzieć, gadać, ale ona powiedziała pierwsza, że umowa stoi i zamknęła mu już usta kolejnym pocałunkiem. Agresywniejszym, bardziej intensywnym. Tak też Madox przesunął palcami po jej gorącym ciele, mocniej, krótkimi paznokciami po rozgrzanej skórze, na jej plecach i biodrach, zatrzymując palce pod linią biustu.
- No... - mruknął, kiedy się od niego oderwała, no bo nie, jak to? Wiedział, że muszą, ale może mogliby...
Wiedział, że nie mogliby. Wypuścił ciężko powietrze z płuc, tak, że mogła to poczuć na policzkach, kiedy przyłożyła czoło do jego skroni. Na jej słowa uśmiechnął się delikatnie.
- Uwielbiam, jak jesteś taka pewna siebie - mruknął jej w usta, które zaraz jeszcze raz zaczepnie musnął wargami, a nawet szczypnął zębami, ale po chwili już stali w łódce, a Madox jeszcze zerknął na nią w ukosa.
- Dać ci fory? - zapytał, ale wiedział, żeby się odsunąć, gdyby chciał mu wymierzyć cios w bok.
Wskoczyli do wody praktycznie równo i równo im to szło, ale Madox chyba szybciej wygrzebał się po prostu z wody i szybciej pokonał te ostatnie metry na płyciźnie. Chociaż tym razem to już dali chyba z siebie wszystko, bo klatki piersiowe chodziły im w niespokojnym oddechu, kiedy znaleźli się na brzegu. A serca szalały.
- No i co? Wracamy do łódki - rzucił wywracając oczami, ale zaraz złapał ją za rękę i pociągnął do siebie, na piasek gdzieś koło tych ich ciuchów - to jutro będzie ten dzień, mój dzień - rzucił układając się obok niej na boku, podpierając na ramieniu. Nie dość, że byli mokrzy, to teraz cali w piasku, chociaż Madox zaraz sięgnął do jej policzka i przesunął po nim palcami, żeby strzepać z niego drobinki piasku. Jego ciemne oczy wpatrzone były w jej piękną twarz, która teraz w tych promieniach słońca wyglądała obłędnie.
Chociaż zaraz uniósł spojrzenie wyżej, gdzieś ponad jej ramię.
- Co kurwa... - jęknął i już się zbierał z ziemi, żeby na kolanach podczołgać się do ich ubrań, a właściwie to do tych jego osranych spodenek... Obsranych przez psa (dzięki) oczywiście - ja pierdole - aż odchylił do tyłu głowę, ale zaraz jakoś ostrożnie sięgnął do kieszeni, żeby wyjąć portfel. Wyglądało to trochę komicznie, bo Madox był bardzo wrażliwy na zapachy i jak nie obrzydzał go widok krwi, czy flaków, tak, jak poczuł tą psią kupę, to zaczął się krzywić. W jednej chwili miał taki moment, że myślał, że się porzyga, autentycznie go cofnie, więc musiał się odsunąć i nabrać w płuca świeżego powietrza. No ale w końcu wyjął portfel i te skręty i nawet się nie ubrudził, ale co...
- Kurwa zgubiłem go... - jeszcze raz sięgnął do kieszeni, a potem jeszcze do drugiej, aż w końcu odrzucił te spodnie gdzieś na bok - nie, no kurwa, nie, nie, nie - cały czas przerzucał ten piasek, aż w zasadzie teraz to miał go już wszędzie. Ale to nie było ważne, bo ważniejsze było, że go zgubił. Tylko co?

mi hermosa <3
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

On również spełniał większość jej fantazji. Słodkich zachcianek, które budziły się w głowie w najmniej odpowiednim momencie; które dla normalnego człowieka mogły się wydawać skrajnie durne i zbyt masochistyczne wręcz, by je spełniać. A jednak Madox to robił. Nawet nie zadawał pytań. Po prostu szedł w to, w pełni się angażując. A najlepsze w tym wszystkim chyba było to, że jego to też kręciło. Ten brak nudy, kreatywność, to wszędzie byle nie na łóżku. Szło im to tak dobrze, że nawet nie było co marnować swojego życzenia na podobne kwestie. Tak jak zresztą Noriega słusznie zauważył.
Nawet bez tego bym to zrobiła — spojrzała na niego wymownie, ani na moment nie ścinając wzroku z jego przenikliwych, ciemnych tęczówek. — Una palabra bastaría y estaría de rodillasWystarczyłoby jedno słowo, a byłabym na kolanach, dodała zadziornie, a następnie dla podkreślenia swoich słów jeszcze bezczelnie oblizała usta. W swoim stylu. Dobrze wiedział, że Pilar była prowokatorką. Lubiła go nakręcać, nawet jeśli wiedziała, że na nic z tego nie mieli przecież czasu. Możnaby powiedzieć, że Stewart była szczerze uzależniona od tego charakterystycznego momentu, kiedy brąz jego pięknych oczu przybierał koloryt o wiele ciemniejszy, przepełniony pożądaniem. Kiedy widziała ten znajomy głód w jego oczach. Potrafiła naćpać się tym bardziej niż najlepszym białym proszkiem.
Tak samo jak jego pocałunkami, które działały na nią równie intensywnie za każdym razem, gdy miękkie wargi wychodziły naprzeciw tym jej. Gdy jego sprawny język przyprawiał ją o dreszcze. Wtedy też czuła się jak na haju. Miała wrażenie, że mogłaby to robić już zawsze. Do usranej śmierci i dosłownie nigdy się tym nie znudzić. Nim całym nie była w stanie się znudzić, ani na moment. Bo kiedy nie przyprawiał jej o ścisk żołądka, to zaraz wywoływał u niej głośny śmiech. Na przykład wtedy, kiedy pięknie prezentował, jak trzeba by było płynąć z jointem, gdyby chcieli go sobie spalić na łódce.
Jedna większa fala i byłoby po tobie — rzuciła z rozbawieniem, chociaż chyba prędzej byłoby po prostu po joincie, a nie samym Madoxie. — Mogliśmy owinąć go w jakiś woreczek i schować o tutaj — odchyliła się nieco w tył i spojrzała na własny dekolt. Wilgotną dłonią przejechała po materiale sportowego stanika, po czym odchyliła go nieznacznie, ukazując dwie kształtne piersi, a między nimi niewielką przerwę. Idealne miejsce do transportu skręta z marihuaną. Szkoda tylko, że wcześniej o tym nie pomyśleli.
Za to po chwili myśleli już o zupełnie innych rzeczach, kiedy jego dłonie zaciskały się na gorących pośladkach Stewart, a usta na zmianę się całowały i rozmawiały o tym, co by zrobili z nadmierną władzą.
Gdzie kurwa kłoda — aż stuknęła go palcem w sam środek czoła, bo wcale nie o to jej chodziło, kiedy pytałą się, czy by się nie ruszał. Bardziej była to kwestia sprawdzania granic i samokontroli. — Chociaż tą zabawką erotyczną mnie zainteresowałeś — musiała przyznać, przyglądając mu się uważnie. Może faktycznie były sposoby, żeby jakoś sobie użyć Madoxa inaczej, niż zazwyczaj. Zrobić z niego jeszcze większy pożytek, o ile to w ogóle było możliwe. Aż zamyśliła się na moment. Na króciutką chwilę, bo przecież trzeba było wracać. Nie wspominając nawet, że to nie był byle jaki powrót, a wyścig o honor i przede wszystkim: zwycięstwo.
Czuła, że mogła to przegrać. Że już ten pierwszy pościg do bojki pokazał, że jednak Madox miał od niej więcej siły, ale przecież nie byłaby sobą, gdyby i tak się tego nie podjęła. Oczywiście zgodnie z zasadami. Nie chciała żadnych forów, chociaż kiedy tak się jej pytał, to przez moment miała ochotę go po prostu wypchnąć za burtę.
Finalnie tego nie zrobiła i szkoda! Bo może chociaż wtedy miałaby szansę wygrać, a zamiast tego dotarła na plaże marne kilka sekund po nim, dysząc i ledwo łapiąc powietrze. Jednak wysoka temperatura i słońce robiło swoje. Chociaż tak naprawdę Pilar była bardziej zła o to, że przegrała zakład niż, że jutro będzie dzień Noriegi. Bo na to akurat była wyjątkowo podekscytowana.
Możemy wracać na łódkę, ale kurwa bierzesz mnie na barana, bo nie mam siły — rzuciła ciężko, podpierając się dłońmi o kolana, żeby złapać kilka głębszych wdechów. Dopiero po chwili uniosła na niego spojrzenie, kiedy mówił o jutrze. — I fajnie. Lubię spełniać twoje zachcianki — puściła oczko w jego kierunku i chciała jeszcze coś dodać, ale wtedy została sprowadzona do parteru jednym szarpnięciem. Jej mokre ciało u ułamku sekundy obkleiło się całe w piachu, ale kto by się tym przejmował? Na pewnie nie Pilar.
Za to przejmować zaczął się po chwili Madox, pierwsze portfelem, a potem gównem, które okazało się husky zostawił na jego bialutkich spodniach. Cóż, teraz były one już całe brązowe. Pilar od razu ułożyła usta w wąską linię, żeby przypadkiem się nie zaśmiać, jednak widząc jak Noriega prawie oddaje pawia na piachu, nie wytrzymała. Ryknęła śmiechem, jeszcze bardziej tarzając się piasku. Dopiero jego panika sprawiła, że podniosła głowę.
Co zgubiłeś? — pierwsze podniosła się na łokciach, przyglądając mu się uważnie, jak skacze dookoła gacie, grzebiąc w piachu. — Ej co zgubiłeś, Madox? Telefon? — zerwała się na nogi, podchodząc do niego i próbując ułożyć dłoń na jego ramieniu. — Ja mam twój telefon i jointy, spokojnie. Schowałam je do torebki, żeby nie zginęły — wyjaśniła, po czym zaraz ruszyła do miejsca, którym leżała jej koszulka i spódniczka. Podniosła je z górę, a zaraz i torebkę, która chowała się pod. — Tu są — wróciła do Noriegi, podając mu telefon. Tego chyba szukał? Bo czego innego?

:pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że się zastanowił co to za jedno słowo, oczywiście, że już wiedział, i oczywiście, że miał je już na języku... Ale nie było na to czasu, westchnął ciężko i zrezygnowanie, bo znowu przez głowę przeszło mu dziesięć takich myśli, że gdyby nie jego matka, to mogli by się tutaj świetnie bawić. Ale może jutro? Jeśli dzisiaj wszystko pójdzie gładko...
Musi pójść. Jak wcześniej ten zjazd powodował u niego same czarne scenariusze, złe myśli, tak teraz już myślał jak to wszystko rozegrać, żeby było sprawnie i gładko. Bez niepotrzebnych komplikacji, żeby jutro mogli tu wrócić, z blantem. Kiedy oblizała te pełne, gorące wargi, to jego klatka piersiowa znowu uniosła się w głębokim oddechu, znowu się spiął, a oczy rzeczywiście zrobiły się ciemniejsze. Nie powinna go tak prowokować, bo przecież go znała. I już naprawdę mało mu brakowało, zwłaszcza kiedy całował te jej obłędne usta, kiedy sunął palcami po gorącej, gładkiej skórze. Może dlatego chciał ją zagadać? Troszkę odsunąć myśli od...
I tak myślał tylko o niej, o jej pięknych, czekoladowych oczach i tych kudłach rozsypanych po ramionach, które teraz lepiły się też do jego rąk na jej plecach.
- Pokaż gdzie - musiał się pochylić i zajrzeć jej w dekolt, oprzeć głowę na jej ramieniu, a ciepły oddech ulokować na piersiach, które odsłoniła - zajebista skrytka - zdecydowanie, taki blant to jednak miał dobrze... To znaczy gorzej pewnie miały te chowane w gaciach, ale i tak nie najgorzej, jakby ktoś je później palił w takim pięknym miejscu.
Zrobił zeza patrząc na jej palec na swoim czole i chciał ją w niego ugryźć, ale szybko zabrała rękę. Madox przy niej to w ogóle nie miał samokontroli... Miał, ale tak słabą, jak on już wczoraj podczas robienia drinków myślał, że go popierdoli i dzisiaj na tej łódce też wciąż jeszcze myślał o tym, że mogłaby tutaj teraz wylądować na kolanach. Jak miał by się nie ruszać? Jak wtedy w klubie? Jakby go spięła kajdankami, to może coś by z tego było, albo ta szara taśma, ale on już trochę o tej taśmie wiedział. Teraz by się uwolnił szybciej.
- Nie wiem czy to mnie kręci, czy przeraża... - rzucił mrużąc powieki, kiedy powiedziała, że ta zabawka erotyczna ją zainteresowała - ale chyba kręci - no tak, bo przecież ona jego kręciła zawsze, z każdym pomysłem i w każdych okolicznościach. Nad trupem go kręciła. Jak go przykleiła do łóżka. A jak kurewsko go nakręciła jak chciała z niego wyciągnąć informacje.
Na szczęście, trzeba było się zbierać. Nie, to wcale nie szczęście, ale gdyby to się jeszcze przeciągnęło, to później mieli by pewnie jakieś pięć minut, żeby się ogarnąć, albo... w ogóle by się spóźnili na dmuchanie tortu. A jeszcze kurwa ten czerwony konik, gdzieś po drodze. Ale może będą mieć szczęście i go znajdą?
Na razie dużo szczęście miał Madox, on to zawsze miał szczęście zresztą. Jakieś takie dziecko szczęścia. I teraz jak takie dziecko się ucieszył, że wygrał.
- Dobra - powiedział poważnie, bo przecież gdyby mieli teraz więcej czasu, gdyby to były te ich beztroskie wakacje, a nie gangsterskie, to by ją na plecach do tej łódki zaholował. Znowu się uśmiechnął kiedy powiedziała to że lubi spełniać jego zachcianki i on te jej też lubił. Nie miał problemu z jakimś oddawaniem jej kontroli, z tym żeby zająć się najpierw nią, a potem nim. A przecież zawsze miał. Zawsze to on musiał rządzić. Proszę jak się ładnie przy niej nauczył. Cały czas się przy niej uczył nowych rzeczy, całą paletę nowych emocji, o które kiedyś się nawet nie posądzał.
Chociaż teraz jak szukał czegoś w tym piachu, to już ogarnęła go bardzo znajoma złość, bo przecież mógł to zostawić w samochodzie.
- Ja pierdole, nie telefon... chociaż - telefonu też nie miał, ale on go zawsze gubił, jakoś tym się tak bardzo nie przejął. Zresztą telefon by się tak nie zapadł w piasku - i coś jeszcze tam było w kieszeni? - zapytał i obejrzał się na nią, kiedy oparła mu rękę na ramieniu, ale w zasadzie to on mógł już to zgubić, kiedy ciskał te spodenki na piasek. Kiedy oddała mu telefon to chciał go wsadzić do tylnej kieszeni spodni, ale przecież miał na sobie tylko mokre bokserki, to telefon zsunął mu się po tyłku na piasek, gdzieś koło jego buta i Madox tam się przesunął, odrzucił te buty na bok i znowu przegrzebywał piasek na klęczkach i...
- Jezu kurwa - no tak dla podkreślenia sytuacji - jest... - rzucił i już trzymał coś w ręce, a drugą wyciągnął do Pilar żeby do niego podeszła. A kiedy to zrobiła to na moment przytulił ten opiaszczony policzek do jej równie obklejonego piaskiem brzucha. No i wreszcie jej pokazał co ma...
- To jest pierścionek zaręczynowy mojej matki - miał taki w ręce - dostała go od ojca, wiec podejrzewam, że jakoś jej na nim nie zależy... ale ma takie czerwone oczko, to rubin - no miał czerwone oczko, trochę staromodny, ale wciąż ładny - więc go zarąbałem, dla ciebie - bardzo romantycznie. Chociaż... no czy nie jakoś tak w ich stylu? No i czerwone oczko, a to przecież ich kolor. Zadarł do góry głowę, żeby na nią spojrzeć, ale zaraz wstał. Zacisnął palce na jej dłoni.
- Nie wiem... czy będziesz go chciała, ale jak nie, to w porządku - wzruszył ramionami, a ciemne tęczówki utkwił w jej pięknych, czekoladowych oczach - miało być na stole, albo pod stołem, a ja to w sumie chciałem na tamtym klifie - tym co jej pokazywał z łódki - ale jak go zgubię, to się zajebie - czy Madox się jej właśnie oświadczał? Na piachu, kiedy cali byli w nim upierdoleni. A obok leżały jego gacie upaćkane w psiej kupie? Chyba tak.
A tak się zarzekał, że nigdy tego nie zrobi, a wystarczyło pojechać do Meksyku i iść na strzelnicę z jakimś mafiozem, żeby mu się poodmieniało.

cariño <3
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała pojęcia, czego on właściwie szukał. Przecież wszystko, co potencjalnie mógł mieć w kieszeniach, ona już trzymała w dłoniach: telefon, skręty, kluczyki do auta i portfel. Obserwowała go uważnie, jak grzebał w piachu i przerzucał buty. Jeden z nich to wyleciał tak daleko, że walnął Pilar z łydkę i jeszcze bardziej obsypał piaskiem.
Madox czego ty tak… szukasz, miała zamiar powiedzieć, ale nie było jej dane, bo wyglądało na to, że Noriega jednak znalazł swoją zgubę. Z początku nie miała pojęcia, co trzymał w ręce, bo akurat stała gdzieś za jego plecami. Widziała jedynie pojedyncze ruchy ramion, jakby coś tam otrzepywał z nadmiarnej ilości piasku, a potem widziała już tylko jego dłoń, która zapraszała ją do siebie. Oczywiście, że podeszła.
Stanęła tuż przed nim i pozwoliła mu się przytulić do brudnego brzucha. Zgarnęła w płuca więcej powietrza i znowu na krótki moment zatrzymała się w pojedynczej chwili, jaką dzielili. Automatycznie wręcz wplotła palce w mokre blond włosy i zaczęła gładzić skórę na głowie. Czekała spokojnie, aż pokaże jej, co on tak właściwie szukał, a kiedy w końcu wystawił dłoń w górę, to Stewart zmarszczyła brwi.
Pierścionek zaręczynowy jego matki był śliczny. Szczególnie kamień, który znajdował się w środku odbijał się blaskiem w meksykańskim słońcu. Aż przyklęknęła sobie tuż przed Noriegą, żeby przyjrzeć się błyskotce. Złapała go w palce i poobracała przed twarzą. Dopiero, kiedy z ust Madoxa wybrzmiało więc zarąbałem go dla ciebie, spojrzała na niego z rozbawieniem.
Zajebałeś matce pierścionek? — uniosła brew w górę i pokręciła głową. — Po co? — bo był ładny? No bo przecież nie dlatego, że dobrze mu się kojarzył. Przecież ten pierścionek był obietnicą miłości pomiędzy smokiem a księżniczką. Był przedmiotem, który wcale nie dał jej szczęścia, a tylko zabrał ją od swojej prawdziwej miłości, jaką był Lopez. Ojcec Noriegi zmusił Esme do życia w Medellin, chociaż ona wcale tego dla siebie nie chciała. Nie miała wyjścia. I chociaż rubin był przepiękny, Pilar jakoś nie mogła odgonić od siebie myśli, że jednak wcale nie przynosił szczęścia. W końcu wystarczyło tylko spojrzeć gdzie oboje teraz byli: jedno w więzieniu, a drugie po brzegi zakopane w kolejnym gównie.
Nawet otworzyła lekko usta, by mu o tym powiedzieć, podzielić się swoimi spostrzeżeniami, ale wtedy on zaczął nawijać o tym, że miało być pod stołem albo na klifie i Stewart aż zamarła. Dopiero teraz, kiedy to powiedział, w jej głowie zaczynały łączyć się odpowiednie neurony, tworzące zbliżony obraz tego, co on chciał jej przez to powiedzieć. Chociaż z drugiej strony wydawało się jej to… jakieś abstrakcyjne. Bo przecież się jej kurwa chyba nie oświadczał?
Madox — powiedziała już poważniej, spoglądając w jego ciemne oczy. — Co ty robisz z tym pierścionkiem? — spytała. Musiała spytać. Bo przecież on chyba nie był na tyle nierozważny, żeby naprawdę chcieć się jej oświadczyć. — Ty chyba nie… — no nie, nawet nie mogło jej to przejść przez gardło, bo miała wrażenie, że zaraz ją wyśmieje. Pierścionek? Oświadczyny? Od kiedy kurwa? Bo co, bo kilka godzin temu znalazł stary pierścionek matki i nagle sobie stwierdził, że to będzie świetny czas się oświadczyć? Po co? Po co zakładać na palec kolejne obietnice, kiedy oni dopiero odkrywali to, co było między nimi. Przecież ile oni byli razem? Dwa tygodnie? No zwariował.
Przecież jeszcze wczoraj w samolocie mówiłeś, że już nigdy się nie ożenisz — przypomniała mu, nie omieszkając prychnąć pod nosem. Tylko to wcale nie było prześmiewcze prychnięcie — bardziej takie pełne niedowierzania i kłębku nerwów, które tłumiły się w jej ciele, a nad którymi Pilar jakoś nie potrafiła zapanować. Bo kurwa, ona dopiero uczyła się kochać, uczyła się być w relacji, a tu już coś takiego? Nie rozumiała. Po prostu tego nie rozumiała.
Takich rzeczy powinno być się pewnym, powinny być przemyślane. To nie było kocham cię Pilar bo tak czuje, ale jutro mi się może odwidzić jak to mówił jej w Medellin. To było już zaangażowanie na zupełnie innym poziomie i wcale nie powinno być podyktowane tym, że wygrzebało się kawałek błyskotki z ziemi.
Dlaczego? — spytała po chwili. Może to nie było idealne pytanie w takich okolicznościach, może równie gówniane co ta kupa tuż obok na jego bielutkich spodniach, ale wychodziło z jej serca. Bo Pilar na ten moment naprawdę tego nie rozumiała. Nie rozumiała dlaczego, a przede wszystkim nie rozumiała po co.

Madox A. Noriega :pilar2:
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”