28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Zdradziła samą siebie i własne ideały. W jego ramionach dopiero zaczęła się uspokajać. Pod wieloma względami się nim brzydziła. Wystarczyło krótkie spojrzenie, by zaczęła je wymieniać. Parowanie, panienki, narkotyki, głośne imprezy, czy ostatnia sprawa w sądzie. Wiele była w stanie mu zarzucić i o ironio dopiero jego ciepło wydawało się ją uspokajać. Oddechy stawały się głębsze, a palce coraz mocniej zaciskała na koszuli. Nie mogła się oderwać. Nawet przez krótki moment nie myślała, by to zrobić. Wtulanie się w niego było upokarzające, a jednocześnie w obecnej chwili nie było nic bardziej przyciągającego dla niej. Skupiła się na jego ruchach dłonią. Powoli wracała do świadomości. Jej ciało wracała na odpowiednie tory.
Mhm — mruknęła finalnie, bo dziękuję faktycznie nie przeszło by jej przez usta. Była mu za to wdzięczna, że był teraz przy niej. Mógł ją odepchnąć. Sama przecież zrobiła wobec niego sporo złego. Musiałaby to przyznać głośno. Odrzucał ją, a jednak potrzebowała być teraz przy nim. Bez dwóch zdań. Finalnie sama delikatnie się odsunęła, by móc spojrzeć prosto w jego oczy.
Im dalej odsuwa się Patel, tym bardziej wbija w niego wzrok. Była wewnętrznie sprzeczna sama ze sobą. Kiedy już się uspokoiła i tylko delikatnie pociągała nosem, a oczy dalej były czerwone, nie wiedziała, czy chciała, czy nie chciała jego bliskości. Wiele mogłaby o nim powiedzieć. Wiele mogłaby mu zarzucić, ale kiedy go potrzebowała, pokazał, że ma jakikolwiek kręgosłup moralny. Mógł przecież nie zrobić nic. Albo wezwać tutejszą policję. Zamiast tego zaopiekował się nią. Teraz zrobił to samo, choć ich bliskość nie mogła trwać w nieskończoność. Przed dłuższą chwilę milczy, nie wiedząc, co powinna powiedzieć.
Właściwie w jakim hotelu jesteśmy? — pyta finalnie, patrząc w stronę oka z przymrużonymi oczami. Dalej światło było dla niej wrogiem — bo kojarzę ten widok, ale... inaczej — jakby z innego pokoju, lub piętra. Większość cech charakterystycznych przecież się zgadzała. Pamiętała to wybrzeże, te charakterystyczne domy, a nawet ten basen. Los aż tak bardzo z nich kpił?
A mogę? — ogarnąć się. Nie miała ani ubrań, ani kosmetyków, ani nawet durnego ręcznika. Chociaż Patel musiał być przygotowany, pewnie niejedna laska była już u niego w łóżku. Lotte pewnie pierwszą, której nie zaliczył — powinnam i powinnam też stąd wyjść, dodaje w myślach. Tylko irracjonalnie nie ma na to chęci, bo siłę jeszcze by znalazła.
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Mówię jej w jakim hotelu się znajdujemy i zerkam z ciekawością, bo jak mi zaraz wyskoczy, że zatrzymuje się w tym samym to chyba zrobię salto ze zdziwienia dosłownie. Rozważałem wynajęcie prywatnej willi, ale potem sobie przypomniałem, że lecę sam i w zasadzie pewnie szybko zacząłbym się nudzić, a wśród innych turystów bardzo łatwo było kogoś poznać. Może jakąś równie samotną pannę na wakacjach, ale niestety do tej pory trafiłem tylko na Lottę. Co za los - A ty gdzie się zatrzymujesz? - dopytuję, wciąż grzebiąc w szufladzie - No pewnie, mogę ci nawet dać jakąś koszulę - a miałem ich całą walizkę dosłownie, bo wziąłem chyba wszystkie hawajskie jakie udało mi się znaleźć w szafie, każda oczywiście z lumpeksu. Jedną od razu wyciągam i jej pokazuję - O może taką chcesz? - ta akurat ma wielkie, czerwone kwiaty hibiskusa i jeszcze jakieś pomarańczowe i żółte. Przekładam ją przez ramę łóżka i wyjmuje następną, tym razem z żółwiami w oceanie, potem taką w ukulele i z wulkanem i jeszcze kilka innych, równie wakacyjnych. Każdą odpowiednio prezentuję, jak na jakimś pokazie mody robionym przez amatorów dla amatorów - Możesz sobie wybrać, ja biorę tą - zgarniam dla siebie tę w malutkie gitarki, bo chyba ją najbardziej lubię, a potem się zastanawiam co jej dać na dupę, bo chyba nie będzie z gołą latać. Znaczy mnie tam właściwie wszystko jedno, przynajmniej byłoby na co popatrzeć, ale nie mówię tego głośno. Wyjmuję jakieś krótkie gacie w palmy i je rozkładam, a na podłogę wypada jakieś zawiniątko, po które się szybko schylam i odkładam na blat. No to już mam to czego szukałem, jak się pójdzie ogarniać to sobie strzelę potężnego bucha z lufki. Chociaż wczoraj jak takiego ściągnąłem przed śniadaniem to prawie dostałem paranoi, że wszyscy wiedzą i się patrzą. No kurwa raczej, że tak jest, jak się przyglądam tym turystom na trzeźwo to co drugi łazi zjarany - a takie gacie chcesz? Ściągniesz sobie trochę tym sznurkiem i będzie git - stylówa dosłownie jak twój stary na wakacjach, brakowało tylko czapki z daszkiem i nerki na biodrach, albo klapek i skarpet. Chociaż butów to już raczej dla niej nie miałem, moje na pewno będą za duże, ale chyba nie zgubiłem tych jej po drodze? W sumie nie wiem, nie zwracałem na to uwagi jak ją musiałem tutaj przynieść - Ręczniki masz w łazience, te na szafce są nieużywane - instruuję ją, a sam się biorę za sporządzanie haszyszu, rozwijam sreberko i zaczynam kruszyć w palcach prawie że czarną grudkę, momentalnie cały pokój wypełnia charakterystyczny zapach.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Świat robił sobie z nich jaja. Oboje wyjechali na wakacje i oboje znaleźli się w tym samym hotelu. Charlotte aż spojrzała na swój nadgarstek, by zlustrować opaskę hotelową. Ta sama nazwa. Ten sam kolor. Czy wszechświat właśnie z nich kpił? Ze wszystkich miejsc na świecie wybrali tę samą wyspę i ten sam hotel. Ktoś w niebie musiał głośno się z nich śmiać.
Też tutaj... — mruczy finalnie Charlotte pod nosem. Jak można było wytłumaczyć tę zbieżność? Nie da się. Trochę zabrakło jej języka w buzi, choć zwalała to na migrenę i ból mięśni — tylko w innym skrzydle — dodaje finalnie, spoglądając jeszcze raz za okno. Dlatego mogli się jeszcze nie widzieć. Były z trzy restauracje, pięć basenów i cztery bary. Spotykanie tych samych osób przychodziło jej z trudem. Nikogo nie znała, a tamci hiszpanie wydawali się być dobrymi kompanami. Niestety, myliła się. Teraz zostanie sama na wyspie.
Przygląda mu się uważnie, gdy wyciąga te koszule. Czy ją to specjalnie dziwiło? Absolutnie. Tego właśnie się po nim spodziewała. Mnóstwo pstrokatych ubrań, których ona w życiu by nie założyła. Miała w sobie przedziwne poczucie stylu i choć niektóre wzory się jej podobały, to trudno było się jej odezwać. W ciszy jedynie kiwała głową. Finalnie zgarniając różową koszulę w ananasy oraz spodenki. Miała już wchodzić do łazienki, ale zatrzymała się przed samym zniknięciem za drzwiami. Nawet nie skomentowała przygotowań haszyszu. Nie miała na to sił i zwyczajnie chciała zmyć z siebie bród poprzedniej nocy.
Dziękuję... — jej głos był cichy, ale na tyle by był w stanie to usłyszeć — za ubrania — dodaje po kilku sekundach. Trudno przechodziło jej to przez usta. Przed samym wejściem i jakąkolwiek reakcją powiedziała jeszcze — i za opiekę — zdecydowanie jeszcze ciszej, po czym zamknęła drzwi za sobą. Czuła się brudna. Nie dlatego że była spocona, nie dlatego że wyglądała jak przemoknięta kaczka, tylko przez to co powiedziała. Nie powinna czuć wobec niego wdzięczności, nie powinna nawet myć się w jego hotelowej łazience. Powinna wyjść i pomaszerować w inne miejsce. Gdzieś, gdzie nie musiałaby na niego patrzeć. Tyle że to ziarno, które było ukryte gdzieś na dnie jej serca, na nowo zaczęło kiełkować. O ile nie była w stanie wybaczyć mu rozwodu rodziców, tak poczuła się przy nim bezpiecznie.
Prysznic wcale nie pomógł. Dalej czuła się brudna. Patrząc na samą siebie w odbiciu lustra, westchnęła ciężko. Może makijaż zniknął, a ona pachniała kosmetykami Patela, za to dalej czuła się brudna w środku. Dodatkowe kolorowe, pstrokate ubrania Williama nie poprawiały sprawy. Z wilgotnymi włosami i cała gotowa na nowo weszła do części głównej pokoju.
Idziemy? — spytała niemalże od razu, czując zażenowanie. Tak stała w różowej koszuli w ananasy, gaciach w palemki i swoich różowych klapkach — błagam nie śmiej się. Wiem, że wyglądam durnie... — mruknęła pod nosem, spuszczając wzrok. Czekała na decyzję, a kiedy tylko ją podjął ruszyli do restauracji. Tradycyjny szwedki stół. Każdy mógł wybierać, co chciał, a po napoje trzeba było podejść do odpowiedniej maszyny.
Musi tu tak świecić? — nienawidziła światła. Normalnie kochała słońce i promienie słoneczne, teraz na ich widok miała ochotę zwymiotować — masz okulary przeciwsłoneczne? — zwraca się do Patela, a finalnie macha ręką. Odchodzi od niego i nakłada sobie standardowe śniadanie, po czym siada przy jednym ze stolików. Coś zjeść musiała. Ciało musiało się zregenerować. Tak sobie powtarzała.
Nawet to jedzenie smakuje okropnie — stwierdza, jeżdżąc widelcem po talerzu. Tosty i jajecznica. Tradycyjny wybór, tylko teraz wszystko smakowało okropnie. Zmuszała samą siebie do jedzenia. Może miałaby lepszy apetyt, gdyby nie wspomnienia ostatniej nocy. Dalej czuła się wewnętrznie rozdarta, zwłaszcza że... nie chciała być sama, a miała w sobie za dużo dumy, by poprosić, o zgrozo, Patela o towarzystwo.
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nawet nie komentuję faktu, że jesteśmy gośćmi tego samego hotelu, chociaż jak odpowiednio wytężę mózgownicę, to mam wrażenie, że mignęła mi raz gdzieś w okolicach sauny, ale zwaliłem to wtedy na halucynacje z przegrzania i olałem, bo przecież to by było NIEMOŻLIWE. A potem mamy wybrane dzisiejsze stylówki i Charlotte krząta się gdzieś przy drzwiach łazienki , a ja już pakuję lufę do grzania i kiedy jej cichy głos dochodzi do moich wszystkosłyszących, wścibskich uszu to zerkam na nią przez ramię i uśmiecham się delikatnie - Spoko - patrzę jak zamyka za sobą drzwi, po czym wychodzę na balkon i smażę szkło aż skwierczy. Sąsiad na balkonie obok robi to samo, więc witamy się machnięciem ręki i szerokimi uśmiechami. Zaciągam się gęstym, ziołowym dymem tak mocno, że aż się krztuszę i muszę kilka razy odkaszlnąć zanim wrócę do środka. W międzyczasie też się przebieram, zakładając świeże ubranie, chociaż myć to mi się nie chce, pewnie i tak zaraz wskoczę do oceanu to się w sumie nie opłaca. Czekam na Charlotte leżąc w łóżku i czytając kilka stron Wichrowych Wzgórz, a kiedy pojawia się w drzwiach łazienki to mierzę ją spojrzeniem od góry do dołu i w drugą stronę. Wzrok mam kompletnie zajarany, oczy czerwone, a powieki tak ciężkie, że ledwie udaje mi się je otworzyć. Powstrzymuje się żeby nie parsknąć śmiechem bo wygląda komicznie w tym ubraniu, ale jednocześnie prze słodko. Kiwam głową - Idziemy, zdążyłem już zgłodnieć - na pewno nie dlatego, że się przed chwilą raczyłem aperitifem. Wciskam zakładkę do książki i układam ją na nocnej szafce, równiutko pod kąt blatu, a potem zabieram ze sobą resztę haszu, lufkę i ciemne okulary, pod którymi od razu ukrywam swój spizgany wzrok - Wyglądasz słodko - rzucam z lekkim opóźnieniem, bo już śmigamy korytarzem. Witam się z każdym z obsługi i z każdym gościem jakiego mijamy, bo z połową już miałem okazję pogadać, a z drugą połową pewnie pogadam niebawem, nic przecież nie stoi na przeszkodzie, ktoś nawet komplementuje nasze koszule, zaś kiedy jedziemy windą to sobie gwiżdżę pod nosem tą relaksacyjną muzyczkę, która właśnie pięści nasze uszy. Ja w przeciwieństwie do Kovalski mam świetny nastrój, chociaż akurat jej ponura mina wcale nie powinna mnie dziwić - No, a chcesz? - bo jej mogę pożyczyć swoje, skoro ma światłowstręt od tamtych prochów, ale tylko macha ręką i odchodzi, więc ja też się biorę za nakładanie sobie na talerz, a jak skończę to przez chwilę szukam jej wzrokiem i w końcu usadzam się na przeciwko. Patrzę co wybrała, potem na swój posiłek, który się składa w dużej mierze ze świeżych owoców, ale mam też croissanty, konfiturę, tosty z pomidorami, dwa jajka na miękko i kawałki lokalnych serów, na deser puszysty kawałek ciasta do kawy. Jak byłem sam to zwykle przy śniadaniu raczyłem się prasą, ale tym razem miało być inaczej - Poważnie? To może spróbuj tego, lepiej ci wejdzie niż jajka - i jej przekładam na talerz różne kolorowe kawałki owoców, takie świeże i soczyste to łyknie raz dwa, może nabierze po tym trochę apetytu? Upijam łyka czarnej kawy. Przez chwilę siedzimy w milczeniu i ja widzę, że coś ją gryzie. Co więcej chyba nawet wiem co - spójrzmy na to chłodno, po sytuacji z wczorajszego wieczora musiała kompletnie stracić zaufanie do miejscowych, właściwie jeśli była tutaj sama, a na to wychodziło, to ja na jej miejscu w ogóle bałbym się opuszczać hotel, a takie wakacje jawiły się jako strasznie nudne. Przez kolejną chwilę kalkuluję wszystkie za i przeciw aż w końcu się odzywam - Nooo tooo jakie masz plany na dzisiaj? - pytam, unosząc na nią spojrzenie znad talerza. W sumie na sylwestra zakopaliśmy topór wojenny to chyba teraz też mogliśmy?

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Spoko. Zacisnęła mocniej usta, bo spodziewała się... czegoś więcej? Jakoś zakuło ją to mocno w serce. Tylko tyle? Faceci. Wolałaby usłyszeć nie ma za co. Tę irracjonalną myśl szybko zwaliła na ból głowy. Ciało cały czas działało na wolniejszych obrotach. Chociaż prysznic odrobinę pomógł. Może nie czuła znajomych zapachów kwiatu bzu, czy tropikalnych owoców, ale kosmetyki Patela pachniały ładnie. Prysznic był gorący. To dało jej pierwsze ukojenie. Tyle że widząc jego zaciesz na mordzie, wiedziała, że wygląda idiotycznie. W duchu błagała samą siebie, by jak najszybciej wrócić do pokoju. Odgruzować się. Zrobić skincare, zadbać o włosy, zrobić coś, na co miała realny wpływ. Kontrola, którą tak pieczołowicie próbowała utrzymywać, została zniszczona. Dwa razy. Za każdym razem związane było to z Patelem. Raz w sądzie, a drugi wczorajszej nocy.
Nie skomentowała wyglądania słodko. Ciało zrobiło to za nią, kiedy zmierzyła go krótko wzrokiem, by na jej twarzy wymalowały się delikatne rumieńce. Nie odzywała się całą drogę, praktycznie z nikim się nie widziała, a najchętniej zasłoniłaby się przed całym światem. Chciała okulary, ale nic nie zdążyła powiedzieć. W końcu usiadła przy stole i mieliła swoje śniadanie.
Dobrze — wydukała po paru sekundach ciszy. Nie spodziewała się żadnego aktu opieki. Patrzyła w ciszy na melony, arbuzy, które jej nałożył. Finalnie chwyciła jeden z kawałków w obie dłonie i zaczęła go powoli jeść. Soki zaczęły rozpływać się w jej buzi, zaraz uśmiechnęła się delikatniej. Faktycznie, dużo lepszy wybór. Coś orzeźwiającego, co otrzeźwiło jej umysł. Tyle wystarczyło, by uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
Znowu uniosła zmęczony wzrok na Williama. Nie wiedziała, co powinna powiedzieć. Przegryzła swoją dolną wargę, porządkując sobie w głowie. Potrafili się dogadać, czasem lubiła z nim spędzać czas i to bez dwóch zdań. Tylko życie jej wirowało. Jemu też nie ufała, chociaż teraz był inny... Przypominał siebie z sylwestra, lub wtedy gdy układali razem tarota w dzień przed walentynkami. Choć chciała zapewnić go o cudownym planie, jaki miała, to okłamałaby jego, ale też samą siebie. Potrzebowała kompana.
Miałam plan — powiedziała w końcu cicho, odkładając melona na talerz — chciałam zdobyć Roque de los Muchachos — drugi najwyższy szczyt wysp kanaryjskich — i odwiedzić puros palmeros, w sensie lokalną fabrykę cygar. Mam wypożyczone auto, ale chyba nie dam rady pojechać tam sama — Charlotte należała do osób uporządkowanych. Przed wylotem zrobiła sobie całą listę miejsc, które chciała odwiedzić i zobaczyć. Każdy dzień był idealnie zaplanowany przez różne atrakcje, a nawet czas na basenie był dopięty do ostatniej minuty. Tylko sama nie była pewna, czy była na to gotowa, by wyjść sama i czy miałaby na to siłę.
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Przez chwilę patrzę jak zajada arbuza i uśmiecham się, kiedy i ona się uśmiecha, a potem wracam do posiłku i rozrywam croissanta na pół, smarując jego wnętrze mega grubą warstwą konfitury. Wygląda pysznie i tak też smakuje zresztą, dosłownie niebo w gębie - Mmmm, mmmm, musisz spróbować następnym razem - tak zachowalam swój wybór i przez chwilę nawet myślę, czy jej nie zostawić kawałka, ale sobie potem przypominam, że jednak się miałem nie spoufalać za bardzo. Popijam kawę i wciskam w siebie trochę owoców, a potem jeszcze jajka, bo chyba mam trochę gastrówę, a wszystko tutaj jest takie przepyszne - Roque de los Muchachos? - powtarzam, unosząc nieznacznie jedną brew - Co to takiego? - pytam, bo ja ogólnie się za bardzo nie przygotowałem na ten wyjazd. Moim jedynym planem było to, żeby uciec jak najdalej od Kovalski i jak widać się nie udało. Tak to miałem zamiar płynąć z prądem, będę chciał iść w prawo to pójdę w prawo, a jak nie to w lewo i na pewno gdzieś dojdę, do tej pory się właściwie udawało, chociaż widziałem tylko palmy, piach i ocean. No i drinki, ważne, że tych było pod dostatkiem - Fabrykę cygar? Nie wiedziałem, że mają tu takie atrakcje, brzmi ciekawie, a dają próbki? - to mnie zainteresowało w sumie, chętnie bym się tam wybrał i spróbował lokalnych przysmaków. Ja może nie byłem jakimś wielkim fanem cygar, ale od czasu do czasu lubiłem sobie popykać kółka z dymu, poza tym to byłby odpowiedni prezent dla Madoxa i może bym kupił też dla Ricardo, musiałem im przywieść coś oprócz magnesów na lodówkę - Auto? Ale ja nie prowadzę jak coś - bo obydwoje wiemy jak to się skończyło ostatnio i że byłem strasznie chujowym kierowcą. Poza tym zamierzałem pić od rana, po czarnej kawie był czas na lampkę wina na trawienie, potem zwykle szedłem na plażę, gdzie już w ogóle bez przerwy nawadniałem się drinkami, ale dzisiaj moje słowa brzmiały tak, jakbym już miał zaklepane miejsce u niej w samochodzie. I dochodzi to do mnie dopiero po chwili, więc jestem jakby trochę zmieszany, ale tylko przez chwilę bo już za moment ponownie się odzywam - No a chciałabyś mnie zabrać ze sobą? - pytam i zanim zdąży odpowiedzieć dodaję, bo chyba potrzebuje jasnej sytuacji - Wiesz jak się mówi? Że to co zdarzyło się w Vegas zostaje w Vegas, to może uznajmy, że to co zdarzyło się w Toronto zostało w Toronto? - chyba brzmiało całkiem sensownie, przynajmniej dla mnie i tak, jeśli się zastanawiała czy właśnie proponuję rozejm to proponowałem - A to co się zdarzy na Palmie, zostanie na Palmie? - skoro już obydwoje tutaj byliśmy i właściwie nie mieliśmy innych kompanów to chyba mogliśmy jeszcze mieć fajne wakacje? Powoli kończę swoje śniadanie, dojadając dosłownie co do okruszka i opróżniam także filiżankę kawy, ale to było dobre.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Jasne, może jak będę miała większy apetyt — mruknęła Charlotte, zerkając raz na jakiś czas na crossainta. Zazdrościła mu apetytu. Cokolwiek jadła, a nie było owocem smakowało jak papier ścienny. Aż miała już dosyć, najchętniej to by zaprotestowała i nic nie zjadła. Tylko doskonale wiedziała, że musiała. Jeśli miała się lepiej poczuć, musiała jeść.
Drugi najwyższy szczyt wysp kanaryjskich. Jest tam obserwatorium, park narodowy i punkt widokowy na całą wyspę — odpowiedziała niemalże od razu. Jadąc na La Palmę, dowiedziała się wszystkiego. Jakie zwierzęta tu spotka, jakie są rośliny, co może ją zaatakować, a przede wszystkim jaką opcję ubezpieczenia warto wybrać. Pod wieloma względami wyjazd miała dopięty na ostatni guzik. Wszystko poza towarzystwem — widać też z niego pozostałe wyspy... — piękny widok zapierający dech w piersiach — podobno można tam też pojechać wieczorem, by obserwować gwiazdy i jest tam schronisko, by spędzić tam noc — dodaje finalnie, wzdychając ciężko. Wybrałaby się tam na noc, by w ciszy na kocu obserwować nocne niebo. Podobno La Palma była jednym z najpiękniejszych punktów do obserwacji. Tylko sama w nocy nigdzie się nie wybierze, plany wakacyjne zostały dość mocno przekreślone.
Pewnie tak? Podobno opowiadają, jak wygląda wyrób, a potem jakaś degustacja — opowiedziała spokojnie o tym, czego sama zdążyła się dowiedzieć — nie znam się na cygarach, ale skoro to wyrób lokalny... — to człowiek musi spróbować. Zresztą nawet papierosy mieli mentolowe, a to wprawiało ją w najlepszy nastrój aż do... poprzedniej nocy — to trzeba spróbować. Na jutro mam zaplanowana degustację wina, autobus odjeżdża spod hotelu — miała wiele planów. Musiała to sobie przyznać, gdy chodziło o organizację wypoczynku, to miała do tego dryg. W toalecie przeglądała story na instagramie, by móc dowiedzieć się, jak najwięcej o miejscu do jakiego jedzie.
Ale ja nie prowadzę jak coś, te słowa wybiły ją skutecznie z rytmu napalonej podróżniczki. Przechyliła delikatnie głowę i zmarszczyła brwi. Myślał, że pojedzie z nią? Już chciała otwierać usta. Zaprotestować, lub nie. Sama nie była pewna, co by powiedziała. Z jednej strony liczyła na towarzystwo, a z drugiej... to był dalej William Patel. Dopiero kolejne słowa sprawiły, że delikatnie się rozluźniła. Kolejny pakt o nieagresję. Zagryzła dolną wargę, analizując w głowie wszystkie za i przeciw.
To co się dzieje na La Palma, zostaje na La Palma — powtórzyła za nim finalnie, wzdychając ciężko — i w życiu nie dałabym Ci tutaj prowadzić auta. Te drogi są niebezpieczne, kręte i często nad urwiskami — idealne podsumowanie. Ona miała towarzysza, on miał transport. Wszyscy zadowoleni, a biała flaga wywieszona wysoko.
To spotkajmy się za półtorej godziny pod hotelem, co? 11:30, najlepiej — zaproponowała Charlotte, wstając powoli od stolika — muszę się ogarnąć, dopakować plecak i polecałabym Ci zabrać kurtkę — i mówiła to z czystej troski — pogoda na La Palma jest bardziej zmienna niż nasza relacja — powiedziała półserio, półżartem. Wyspy kanaryjskie pod tym względem były nieprzewidywalne. Teraz znajdowali się w ciepłym sektorze La Palmy, a będą jechali wprost do części bardziej deszczowej, przypominające klimatem lasy równikowe. Gurunc i wilgoć.
Tak zniknęła, by się przygotować. Raz jeszcze wzięła prysznic, by móc poczuć własne kosmetyki na sobie. Zapach kwiatu bzu, mango, pomarańcze i akacji. Tego było jej trzeba, by się zregenerować. Raz na jakiś czas wpatrywała się w zegarek. Plecak zapakowała. Można było nazwać ją idealną harcereczką. Mapa, kompas, buty na zmianę, kurtka przeciwdeszczowa, odpowiednie buty, krem przeciwsłoneczny, a na głowie błękitny kapelusz i strój sportowy. Wszystko się zgadzało. Telefon naładowany. Mogła spokojnie ruszyć przed hotel, gdzie stanęła przed małym autem.
Gotowy? — zagaduje Kovalski, kiedy on tylko wsiada do auta — smarujesz ty się w ogóle? — zagaduje go, patrząc na jego czerwoną łepetynę. Nie do końca wierzy w to, co właśnie ma przed oczyma. Tu maślanka, aloes i pantenol, by się przydały — jesteś cały czerwony... — mruknęła pod nosem, wpatrując się w niego dość wyczekująco. Zaraz zakłada jednym ruchem okulary przeciwsłoneczne i zapina pasy. Była gotowa do jazdy, choć... nie powinna wpaść jeszcze do apteki?
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Słucham tego co mówi i kiwam tylko lekko głową. Ona w przeciwieństwie do mnie przygotowała się świetnie, wcale bym się nie zdziwił, gdyby miała to wszystko rozpisane w kalendarzu i zaplanowane co do minuty. W tym przypadku byliśmy totalnymi przeciwieństwami - To chcesz tam jechać na noc? - dopytuję, bo mnie akurat strasznie jara widok nocnego nieba, może przez to, że lubię się wyjebać w kosmos tak po prostu, dla kurażu, wierzę w astrologię, tarota i przeznaczenie, więc chętnie zostałbym na tym punkcie nawet i do rana, tylko nie wiem czy to nie zaburzy jej idealnie skomponowanego planu? Wolę dopytać, poza tym wypadałoby się jakoś sensownie spakować na taką wycieczkę, chociaż nawet jeszcze nie potwierdziła czy zabiera mnie ze sobą. Niemniej trochę się jaram, bo co prawda podobały mi się wakacje w typie slow, gdzie nigdzie nie musiałem się spieszyć i mogłem całe dnie leżeć na piachu i palić hasz, to z drugiej strony skoro już tu przyleciałem (a ja niespecjalnie lubię latać) to może warto było jednak coś zobaczyć. Słucham o tej fabryce cygar i ponownie kiwam głową, a jak dodatkowo wspomina o degustacji wina to unoszę nieznacznie obie brwi - Czy ty masz tu zaplanowany każdy dzień? - pytam, chociaż chyba już znam odpowiedź. Przyglądam się jak tak uporczywie analizuje moje słowa i kiedy w końcu dochodzimy do porozumienia to uśmiecham się szerzej. W takim razie mamy to i chyba cieszy mnie to nawet bardziej niż mógłbym się spodziewać - Ale będziesz jechać wolno, dobra? - bo jak ona będzie tak zapierdalać po tych urwiskach tak jak ostatnio to ja bym chyba musiał przed podróżą wypalić cygaro z haszu, żeby nie umrzeć ze strachu - Może być, to co jeszcze polecasz wziąć oprócz kurtki? - ja nie wiem czego się spodziewać. Patrzę jak wstaje od stolika i odprowadzam ją wzrokiem, dopóki nie zniknie mi z widoku, a potem sam się leniwie zbieram, żeby powlec się na górę. Pakuję kilka rzeczy, które mi poleciła, oprócz tego aparat fotograficzny, bo mam taki stary na kliszę, oraz prowiant na drogę - skręty, flaszkę i kanapki. Potem się lenie przez następne pół godziny, bo nie wiem co mam ze sobą zrobić w sumie, więc ostatecznie zbieram się wcześniej i wychodzę przed hotel. Gadam jeszcze chwilę z Alejandro, a jak wreszcie dostrzegam Kovalski to podchodzę bliżej i witam się z nią zdejmując z głowy kapelusz - mój jest brązowy, z szerokim rondem i różnymi etno dodatkami, ale ja lubiłem takie odjechane rzeczy - No raczej - rzucam plecak na tylne siedzenie, a sam pakuję się do przodu i podobnie jak ona zakładam ciemne okulary - Smaruję a co? - no może zapomniałem kilka razy, ale póki co nic mnie jeszcze nie bolało. Przeglądam się w lusterku i faktycznie - morda czerwona jak u diabła dosłownie, skóra mi pewnie zejdzie z każdego centymetra ciała, ale w sumie teraz nie chce mi się tego rozkminiać, więc macham ręką - Oj tam tylko trochę, ja się po prostu opalam na czerwono - dodaję, a potem wyjmuję aparat i przysuwam się do Lotty, żeby nam cyknąć fotkę z łapy, nie wiem czy wyjdzie, ale to właśnie była magia analogów - okaże się dopiero po wywołaniu całej kliszy - Uśmiech! - i pstryk! Pierwsze zdjęcie naszych wspólnych wakacji zrobione. Mama byłaby ze mnie dumna. Chowam aparat do pokrowca, który mam na szyi, po czym zapinam pasy i zwracam się do dziewczyny - To ile będziemy tam jechać?

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

William N. Patel

Miała wszystko zaplanowane i rozpisane w kalendarzu w telefonie. Co prawda nie zaplanowane co do minuty, ale sprawdzała każdą trasę, by mieć pewność, że zdąży wszystko zaliczyć. Uwielbiała takie wyprawy, pozwalały się jej skupić na tym, co jest tu i teraz.
No... a wytrzymasz tyle ze mną bez przerwy? — zapytała całkiem wprost — bo planowałam tam być na noc, ale mam zarezerwowany tylko jeden pokój — mruknęła już dalej Charlotte, myśląc o tym, w jaki sposób powinna to zorganizować. Czy kogoś dziwiło cały plan? Absolutnie nie. Dla niej samej był to standard, którego trzymała się za każdym razem. Inaczej nie nazywałaby się Charlotte Kovalski, coś z własnego ojca przecież musiała mieć. W innym razie nie pracowałaby tylko po nocach i nie przygotowywałaby teczek i segregatorów dla każdego klienta.
— ... Tak — wydukała z siebie lekko zbita z tropu, bo planowanie dawało jej sporo radości — to coś złego? — dopytuje niemalże od razu, licząc, że nie. Nawet liczyła na delikatny komplement z jego strony. Przez moment unosi na niego wzrok, zastanawiając się, czy ta podróż była tylko jednodniowa. Chyba... cholera, znów chciała mieć coś wspólnego z Patelem. W głowie powtarzała sobie jego słowa. Co było na La Palma, to zostaje na La Palma. Tutaj mogli się po prostu bawić.
Niech będzie — mruknęła pod nosem, strzelając oczyma. Prawda była taka, że nie odważyłaby się tu pędzić tak jak w Toronto. Poza tym wypożyczone przez nią auto nie dałoby sobie z tym rady. Na pewno nie z tak nędzną liczbą koni mechanicznych — spakuj się na dziś i na jutro — a zaraz go instruuje, co powinien ze sobą zabrać. Wymienia odpowiednie buty, kurtkę, prowiant. Zaraz macha ręką i podaje mu jego listę na telefonie. Piękną, w uśmiechające się samoyedy i gwiazdeczki. Wszystko idealnie spisane oraz wypunktowane. Prosi go jeszcze o wykonanie zdjęcia, bo... widziała, że na pewno zapomni o liście, gdy tylko zniknie z jego pola widzenia.
Na całe szczęście znaleźli się już w aucie. Charlotte kiwa głową, ale gdy jej mówi, że się smarował, to parska śmiechem. Na Kanarach nawet w pochmurny dzień człowiek mógł się spalić. Sięga dłonią po swój mały, turystyczny plecak i zaraz wyciąga z niego zielone opakowanie. Tylko zanim zdąży coś powiedzieć, on już pstryka zdjęcie. Zdążyła się tylko delikatnie uśmiechnąć, a zaraz pokręciła głową.
Dawaj mordę — powiedziała krótko, wyciskając płyn sobie na ręce — podziękujesz mi później ty zjarana główko — parsknęła krótko pod nosem, po czym pochyla i zaczyna mu smarować po twarzy tym aloesem, zostawiając jego grubą warstwę. Resztę wsmarowała jeszcze we własną twarz.
Godzinę — rzuciła, odpalając stacyjkę. Małe autko zawarczało, choć bardziej przypominało to mruczenie kociątka. Westchnęła cicho, przecież wolała szybsze samochody, ale zaraz wróciła — masz, puść muzykę. Mój ekran blokady to 6969 — ambitne hasło blokady nie ma co. Nigdy się nim nie przejmowała, a zaraz wjechali na trasę. Minęli miasto, w którym spędzali czas, chwilę jechali po dwupasmówce, by znaleźć się w końcu na trasie górskiej. Droga była maksymalnie na jedno auto, a Lotte aż kusiło by wcisnąć bardziej gaz. Zajebisty moment.
Jezu, ale zajebiście William — rzuca, odwracając w jego stronę głowę, totalnie nie zwracając uwagi na zakręt, w który właśnie wjeżdżali.
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Czy ja z nią wytrzymam? Tak, pytanie powinno brzmieć tylko czy ja tyle z tobą wytrzymam, Patel i ja dosłownie słyszę w głowie jej głos, który to powtarza. Ale zapewniam, że będzie fajnie i nie ma się co martwić na zaś, najwyżej będę wracał pieszo, albo mnie wyśle na autobus. Jeździły tam autobusy? Albo jakikolwiek transport publiczny? Tego, że idziemy spać w jednym pokoju nawet nie komentuję, bo mnie to akurat w ogóle nie przeszkadza, jej chyba ostatecznie też nie, skoro już za moment poucza mnie co mam zabrać i jak się spakować. W gruncie rzeczy jestem jej nawet wdzięczny, bo znając siebie to bym tam pojechał w klapkach i wziął tylko ćpanie, a o resztę się martwił potem najwyżej. Kręcę z rozbawieniem głową, kiedy przyznaje, że tak, ma wszystko zaplanowane, ale czy to coś złego? Absolutnie, w duecie zawsze musiał być Mózg i Pinky i nawet nie omieszkam jej o tym powiedzieć, chociaż nie wiem czy nie jest za młoda na tę bajkę. W każdym razie ja już wiem co będziemy robić dzisiejszej nocy, opanowywać świat! No, może zaczniemy od wyspy. Przyjmuję rozkazy i kiwam głową, że zrozumiałem. Spakowanie się na dwa dni wymagało jednak większej ilości flaszek. Obczajam listę, którą mi pokazuje i te wszystkie ozdoby przypominają mi ten urywek horoskopu, który aktualnie wisi na mojej lodówce. Boże, ona była naprawdę szalona pod tym względem. Nie mam ze sobą telefonu, bo leży wyłączony w mini sejfie w moim pokoju, żeby nikt mi niepotrzebnie nie truł dupy, o czym oczywiście ją informuje, ale proszę obsługę o jakiś długopis i spisuję listę rzeczy na serwetce. Tak, na bank zapomnianym o wszystkim w trzy sekundy, a to jednak mogło się przydać. Skoro się już wprosiłem na wycieczkę, to przecież nie wypada być takim ignorantem. Teraz siedzimy w aucie i unoszę wysoko obie brwi, patrząc czego szuka w plecaku, a jak wyjmuje żel to się trochę dziwię, ale postępuję zgodnie ze wskazówkami. Zdejmuję okulary i wystawiam ku niej twarz dając się posmarować po całej buzi. W sumie to jest to w chuj przyjemne, tak miło chłodzi, a głaskanie po policzkach tym bardziej mi się podoba, przymykam nawet na moment oczy - Dzięki - ponownie nakładam na nos okulary, chociaż mam tak gruba warstwę żelu na sobie, że mi się zsuwają powoli i muszę je ciągle poprawiać jednym palcem - Godzinę?! Tak daleko? - wzdycham przeciągle, a może jednak wdepnie mocniej na gaz i będziemy szybciej? Kusi żeby zaproponować, ale chyba jednak wolę przeżyć. Odbieram od niej telefon i zerkam kątem oka, kiedy mi zdradza swoje hasło. Brzmiało znajomo - 6969? Poważnie? To musisz pewnie bardzo lubić? - śmieję się, bo tak słyszałem, że ludzie sobie ustawiają na hasła rzeczy bliskie im sercu. Ja akurat miałem 1111, bo nigdy mi się nie chciało kombinować, a przynajmniej było łatwo zapamiętać. Wchodzę w internet i zapuszczam Gorillaz - 19200 bo tam też jadą autem po jakiejś dziwnej, krętej drodze i tak mi się jakoś skojarzyło, później to już leci cała płyta. Jak wjeżdżamy na górską trasę to muszę przyznać, że widok jest naprawdę niesamowity, więc cykam jakąś szybką fotkę, ale skraj ulicy zdecydowanie zbyt blisko i mocno chwytam się tego uchwytu nad drzwiami, szczególnie, że zamiast patrzeć na zakręty i zawijasy, to ona się gapi na mnie - Ale patrz na drogę!! Uważaj zakręt! - robię się blady dosłownie, bo oczami wyobraźni już widzę jak lecimy w przepaść, auto się rozbija, zaczyna płonąć, a my razem z nim - Jezu, niedobrze mi - lamentuję, nie dlatego, że mi się widoki nie podobają, tylko dlatego, że ona się w ogóle nie skupia na jeździe, może jednak ja powinienem był prowadzić? Chociaż wtedy to już na bank byśmy skończyli gdzieś na dole. Chcę już być na miejscu.

Charlotte Kovalski
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”