36 y/o
For good luck!
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Riczy odetchnął w końcu z ulgą i wziął pudełko od Madoxa, które wyglądało może podejrzanie, no ale zawsze mniej niż trup na kolanach. Wyszedł z autka i kiwa głową, że okay, okay on wszystko rozumie co ma robić. Ale nie do końca ogarniał co ma robić, natomiast kiedyś usłyszał, ze trzeba czasami kłamać jak się chce dostać pracę marzeń. Idzie od frontu i wciska dzwonek i poprawia kurtkę bo mimo tego, ze było mu gorąco w aucie pierdów i podczas tej całej akcji z trupką, to jednak, kiedy trupka już nie leżała mu na kolanach to znów zaczeło mu pizgać. On to zresztą ma szorty wciąż, bo przecież prosto z samolotu jest i taką kurtkę że nie jest mu w niej jakoś bardzo ciepło. Nagle otwiera mu taki byczek dwa na dwa, Riczi patrzy do góry i zaciska palce na pudełku i myśli, że kurde Madox to chyba się z dupą zamienił na głowy, skoro go samego wysłał do tego osiłka. Normalnie jak Obelix na zejściu wyglądał Frankie Ferrari. Jeszvze miał pół głowy owieniętej bandażem. Ale zdecydowanie to był ten sam chłop którego poznał z rok temu w klubie Madoxa! Riczi tylko wspomniał jeszcze w myślach swoje obie kochanki i obiecał im w duchu, że będzie je nawiedzac jako duch jak już Franki go rozwali.
- No siemaneczko - uśmiecha się i zbija pionę z Frankim. - Świeża dostawa do domu amigo. Mogę wejść? Cabron, zimno tu coś macie - pokazuje mu że trzyma w drugiej ręce pudełko i wbija za Frankim, któremu się też chyba śpieszy, bo jak spojrzał co Martinez ma na sobie, to odrazu się wycofał. Riczi go zagaduje o chate i komplementuje, że mega tu muszą być imprezki. Chwilę postali w przejściu i Riczi kmini jak powiedzieć, że mają na ogród wyjść. Przecież nie powie: ej dawaj pokaż mi swoje rabatki, bo chociaż w Puerto Rico mógłby tak zrobić, to tutaj nie bardzo. Zastanawia się, czy może nie wziąć w takim razie go na górę, ale to by mogło zabrzmieć trochę jakby go podrywał, a chociaż on ma taką płynną seksualność bo się kiedyś z chłopem całował (! to sekret, ale może Wiliamowi powie, bo on też lubi takie akcje), to tego Frankiego by wolał nie podrywać, bo coś czuł, że by później tydzień nie mógł chodzić po spotkaniu z nim. Idzie sobie na czilu przez pół domu i staje obok drzwi wychodzących na ogród, zahacza spojrzeniem o kanapę przed którą już nie stoi żaden stolik i wraca spojrzeniem do głowy Frankiego. Zagaduje go co mu się stało, no to Franki opowiada jak się spił i że jebnął głową o szklany stół i na SOR musiał jechać, Riczi parsknął śmiechem i otwiera pudełko a w pudełku były zapasy takie, że Ricziemu się oczy zaświeciły. - To co może na spróbowanie - i jak Franki się zgodził to otwiera drzwi, chociaż Franki mówi ej typie co bedziemy tam iść, w środku można palić, to Riczi mówi, że niby można, ale on słyszał że to przynosi nieszczęście i zaczyna nawijać o tym, że podobno marynarze od tego umierają. Franki się złapał za łepetyne i mówi, że to nie jest przecież tak i już mu tłumaczy, ale wylazł na dwór też i Riczi zamyka drzwi i odpala blanta. Palą sobie i rozmawiają o ważnych sprawach, typu o tym jak marynarze mają wyjebaną pracę i o tym, jaką pracę ma Franki i Riczi mówi, że o panie, to brzmi nieźle, na co Franki że w sumie jak Riczi tak podróżuje pomiędzy krajami to może by chciał z nim współpracować i że zaproszenie otwarte, ale Riczi się tam troche zesrał, że opanie, ale on ma dziecko w drodze, to Franki gratulacje składa, nie mineło z dwadzieścia minut i już mówi Riczi że - Dobra, dawaj wracamy bo mi jaja zaraz odpadną z odmorżenia - i wraca taki upalony i oddaje w ręce Frankiego całą wielką paczuszkę. - Z pozdrowieniami od Madoxa - mówi i uśmiecha się szeroko i patrzy w te oczeta niebieskie Obelixa, który nagle wydał mu się PIĘKNY. Ale wtedy słychać jakiś dźwięk i RIczi chociaż nie zareagował... to Franki zareagował i patrzy w stronę drzwi.

William N. Patel Madox A. Noriega
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Odbieram od Madoxa pudełko i pierwsze co chcę zrobić to zajrzeć do środka, ale mi nie pozwala, więc tylko wywracam oczami, rozmasowując dłoń, w którą mnie uderzył. Potem piszę te smski do Frankiego i jeszcze kilka do tamtej dziewczyny, bo znowu mi pisze jakieś głupoty. Znaczy nie mi, tylko właściwie swojej martwej koleżance. Plan mamy chyba ustalony i brzmi całkiem sensownie, więc wysiadam z auta i bierzemy z Madoxem tą dziewczynę pod pachy, tylko tamten debil ją nagle wypuszcza i mnie również wylatuje z rąk. W takich momentach jak ten to w sumie dobrze, że nie żyje, bo by z tego wyszła całą poobijana, już nie wiem który raz ją tak rzucamy jak worek ziemniaków. W każdym razie żadne płyny z niej na szczęście nie schodzą, więc znowu ją dźwigamy na równe nogi, ja z jednej strony, Madox z drugiej, a Ricardo idzie już zapukać do drzwi - Myślisz, że mu się uda? - pytam się Noriegi, bo ja w sumie nie wiem czego się po takim Martinezie można spodziewać. Kitramy się w jakiś krzakach i kiedy Riczi wbija do środka, to my też ruszamy przed siebie, prosto pod drzwi i dalej do wewnątrz. Z końca korytarza słychać jakieś przytłumione dźwięki, więc chyba faktycznie mu się udało wywabić Frankiego na zewnątrz, ale już za moment dochodzi do nas strzęk otwierających się drzwi i rozmowa staje się bardziej wyraźna. Ja już prawie zaczynam panikować, więc się wszyscy we troje (ja, Madox i ta martwa) wpierdalamy w pierwsze lepsze drzwi. A tam jakiś chyba pokój uciech Frankiego Ferrari, bo wszystko jest w kolorze czerwonym i różowym, na środku jakieś łóżko ogromne, a obok szafka nocna, na której leży wielkie gumowe dildo, po drugiej stronie pokoju kamera skierowana prosto na to wyro, na ścianach jakieś baty i pejcze - Co za pojeb z tego Frankiego - kręcę głową - Dobra zostawiamy ją tutaj, chcę już wracać do domu - chociaż przez moment się zastanawiam czy nie będzie bezcześcił jej zwłok bardzo grzesznie, ale z drugiej strony skoro i tak nie żyła to chyba jej wszystko jedno? Madox wypuszcza dziewczynę z rąk bez ostrzeżenia jak to miał w zwyczaju, a jej wiotkie ciało ciągnie mnie za sobą i obydwoje upadamy w miekką pościel, tylko ona pode mnie, a ja na nią, w dodatku tak mocno, że dosłownie słyszę jak uchodzi z niej powietrze. Podpieram się żeby wstać, tak niefortunnie, że ją łapię za cycka i ostatni raz zerkam w dziewczęcą twarz, a tam pod ciemnymi szkłami otwarte oczy. W pierwszej chwili mam wrażenie, że mi się przywodziło, ale chyba nie, bo laska dosłownie zaczyna się drzeć w niebo głosy i ja też zaczynam krzyczeć, bo właśnie jestem świadkiem jebanego zmartwychwstania, a zanim się ogarnę, to ona łapie za to wielkie, gumowe jebadło i mnie zaczyna nim okładać, dopóki nie zlecę za krawędź łóżka. A potem rzuca sztucznym kutasem w Madoxa i dosłownie sekundę później już do niego dopada jak jakaś lwica z ostrymi kłami i pazurami i go naparza biczem zerwanym ze ściany. Od razu mi się przypomina, że się chwaliła, że trenuje krav mage.

Madox A. Noriega Ricardo Martinez
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox był przekonany, że Ricziemu się uda, bo oni to te gadane mieli rodzinne. Ich wspólna babka prababka Carmen Sandiego też takie miała, a oni odziedziczyli je po niej. Wiec jak William go zapytał, czy myśli, że mu się uda, to Madox aż klepie się w klatę, to jest w serce hiszpańskie, swoje corazon.
- No kurwa, na pewno mu się uda, Ricardo to jest słowny jak chuj, życie bym mu powierzył - Madox to czasem tak gada. Bo przecież godzinę temu, albo pół, rozmawiali o tym, że Ricardo zdradza swoją żonę, co po ślubie są tydzień, taki z niego słowny... chuj. Jakby mu życie powierzył, to Noriega by pewnie musiał już być w dywan owinięty z tą laska dawno, no ale... pogadać sobie mógł, dla dramatyzmu sytuacji.
Ricardo wszedł, a oni zaraz za nim ruszyli pod drzwi, dobrze, że Madox chodził na siłkę, bo Patelek to mu za bardzo nie pomógł tej laski nieść, a ona już była taka sztywna, że raz to zaczepili jej nogami o schodek i się tam chwilę szarpali, we troje, ale jak szła sąsiadka Frankiego to udawali, że tańczą sobie... A Madox jej nawet pomachał.
Weszli w końcu do środka i do tego pierwszego lepszego pokoju, a tam znowu jakiś pokój fantazji najśmielszych Frankiego Ferrari. Drugi. Bo jeden był na pięterku.
- No kurwa jakiś psychopata - znowu przeklina Noriega, no ale inaczej się nie dało, jak zobaczył to wielkie dildo, a potem sobie podszedł do kamerki jakby nigdy nic, zobaczyć co tam jest nagrane, bo może jeszcze jakiś filmik, co by mu pomógł obciążyć Frankiego na policji, co nie.
Tylko wtedy William upada z ta laską na łóżko, a zaraz ona krzyczy, a Madox sobie stoi za tą otwartą kamerą, a ona się wydziera.
- Co wy kurwa kamerujecie mnie?! Chore pojeby! - no bo tak to wyglądał, jakby William się z nią zabawiał na tym łóżku, a Noriega ich kręcił. Nawet kurwa lampka od kamery się włączyła, gdy ją otworzył. Ta zaraz szaleńczo rzuca się na Williama z tym sztucznym chujem w ręce. Aż Madox się cofnął do tyłu, ale zaraz dostał tym dildosem prosto w czoło, aż go zamroczyło, bo to był jakiś kurwa gigant. A jakby tego było mało, to ona zaraz go okłada biczem, aż się zasłonił rękami i jej ucieka dookoła łóżka.
- To nie ja cię kurwa zabiłem! - krzyknął, bo to przecież William, a na razie to się Madoxowi najbardziej oberwało. Nie to, że on nie lubił jakiś pejczów, ale... no ta laska to była wariatka.
Cofnął się jeszcze i potknął... o Williama, który leżał na ziemi. I zaraz razem leżą, a ta co? Zerwała ze ściany paralizator. Co tam robił paralizator? To już by trzeba zapytać Frankiego, ale ona celuje w nich. I Madox tylko spojrzał na Williama. Nie no muszą ją jakoś uspokoić i zagadać.
- Hej... odłóż broń, bo... jesteś właśnie w mieszkaniu jakiegoś zboczeńca i psychopaty. Porwał cię, a my chcieliśmy ci pomóc i cię uratować, bo... widział to mój kolega, kojarzysz go? - no i pokazuje Williama - nasz inny kolega go zagaduje, ale jak będziesz tak drzeć pizde… To znaczy, jak będziesz się tak wydzierała, to nas złapie i wszystkich znapastuje, czy coś - wierzył, że ona może to kupi. Zwłaszcza, że tam na ścianach to wisiały jakieś wielkie obrazy Frankiego w samych slipach, z lwem u boku, i takie tam. Widać, że zbok.

Ricardo Martinez William N. Patel
36 y/o
For good luck!
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Riczi trochę żałuje, że został sam na sam z Frankim, bo to co się odjebalo to nie był już tylko jakiś krótki dźwięk tylko seria krzyków i trzasków dochodzących z pokoju na parterze. Natomiast wiadomo, że nie przyzna się do tego, że wie co tam może być (podejrzewał, że Wiliam i Madox coś znów odjebali, ale prawda jest taka, że jakby zobaczył że tam się po twarzach dildosami okładają to by chyba się z sikał ze śmiechu)! Troche jest też spalony, więc tak stoi i się gapi na ucho Frankie Ferrariego, które wygląda jak jakaś róża jerozolimska albo jerochomska, bo jest powaldowane i pogryzione, nigdy takiego nie widział. Co prawda bokserzy, którzy walczą w maskach czasami mają podobne uszy i Riczi zastanawiaja się, czy może nie powinien dowiedzieć się czy Frankie walczy w takich walkach, a może już przeszedł na emeryturę? No, wygląda na takiego styranego życiem. Ale Riczi też ma ciężkie życie, bo jest kucharzem i co z tego, że w restauracji z gwiazdką, jak tak na prawdę to zapierdala tak samo dużo jak wtedy kiedy robił tacosy na ulicach.
Nie spytał, ale uznał, że okey może to wcale nie Madox i Wiliam cpun, tylko ktoś inny kogo Franki trzyma na chacie? Czy jako taki gość powinien zwrócić na to uwagę? Za długo myślał, ale to nie przełożyło się na to, że poczekał nim zapytał:
- A to jakiś gości masz? Mam iść?- wsadził ręce w kieszenie kurtki i tak się odwraca, jakby miał wyjść, ale nagle czuje jak tu Franki kładzie łapę swoją wielką na ramieniu i każe się odwrócić.
- Gdzie tak prędko, książulko, chodź sprawdzisz ze mną - mówi taki podejrzanie miły i Riczi trochę się tak zastanawia czy Franki go chce w jakąś dziwną akcję swingerska włączyć czy co?? Przyjechał do Kanady do dziewczyny a chłopaka będzie miał z tego wszystkiego. Wzdycha sobie i myśli, że cholera ale mu Madox to kurwa będzie mu do końca życia wypłacał alimenty za to co się tu odwala, jak FF się dobierze mu do dupy.
Szczególnie go przeraziło, jak otwierają się drzwi pokoju z którego słychać darcie japy (chociaż mocno przytłumione, bo ten zbok ma wyciszone pokoje) i pierwsze co Riczi widzi pod nogami to wielkie czarne dildo. Unosi spojrzenie i widzi TRUPKE która skacze po łóżku z Madoxem i Wiliamem. Przez chwile stoją w szoku z Frankim u progu, Riczi mówi nawet: - O kurwa, Ty żyjesz - powoli mówi, bo ma już oczy takie lekko opuszczone i uśmiecha się głupio, kiedy nagle czuje jak Frankie mu głowę przyciska do framugi i drze się:
- Co tu się odjebuje do kurwy nedzy, gadajcie albo rozjebie mu łeb - drze się, Riczi to nie widzi czy on mu grozi i czym, bo ma głowę przyciskana do framugi i jedyne co daje radę robić to jęczeć że boli.


Madox A. Noriega
William N. Patel
34 y/o
Mark your calendar for Canada Day
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Leżę na podłodze i widzę jak się Madox gania wokół łóżka z tą martwą-żywą (dosłownie brakuje im tylko soundtracku z Benny Hilla), ale zanim zdążę wstać, to Noriega zahacza o mnie nogą i już za moment ląduje tuż obok. Clara mierzy do nas z paralizatora, a ja patrzę na Madoxa i on na mnie, a potem zaczyna nawijać jej makaron na uszy, więc kiwam głową - No, no, spokojnie, tak jak mówi, pamiętasz mnie? Śpiewaliśmy razem karaoke? Nas nie dogoniat? Kojarzysz? - mam tylko nadzieję, że sobie nie przypomni, że byliśmy potem u mnie w mieszkaniu, bo wtedy to totalna klapa. Widać po twarzy, że ostro kmini, ale chyba ma całkiem spore luki w pamięci - A potem ten facet z obrazów cię przechwycił w toalecie, jak będziesz w nami współpracować to zaraz będzie po wszystkim, ten koleś koło mnie jest z policji - wskazuję ruchem głowy na Madoxa, bo on wyglądał w sumie albo jakby też był bandziorem-zwyrolem, albo ekscentrycznym policjantem (ufałem, że jak usłyszy słowo policja to będzie bardziej skłonna do współpracy), po czym macham ręką w kierunku tych dziwacznych obrazów, a ona patrzy w górę i nieznacznie opuszcza paralizator. W tym momencie chcę jej wyrwać broń i już prawie się zrywam z ziemi, już siedzę na podłodze i prawie że wyciągam do niej ręce, ale wtedy w drzwiach pojawia się Ricardo i Frankie Ferrari. Bandzior przyciska Ricziego do framugi i mierzy do niego z tego wielkiego, czarnego dildo, przykładając mu go do twarzy, fuj, w tym momencie to nawet bardziej mi szkoda Martineza niż któregokolwiek z nas. Co tu się odjebuje do kurwy nędzy to jest bardzo dobre pytanie i sam bym się nad tym chętnie zastanowił, ale w stresie się we mnie odzywa jakiś instynkt przetrwania albo nawet instynkt drapieżnika i kiedy jeszcze wszyscy są w szoku to ja dopadam do tej jeszcze przed chwilą nieżywej laski i jej wyrywam paralizator. W duchu się modlę, żeby we mnie nie wystrzeliła przypadkiem i mam w tym momencie znacznie więcej szczęścia niż rozumu, bo nic takiego się nie dzieje. Ja zaś wystrzeliwuje w kierunku Frankiego Ferrari i znowu chyba tylko fartem nie trafiam w Ricardo. Za to końcówka paralizatora (bo to był taki porządny, policyjny paralizator) wbija się prosto w brzuch osiłka.

Madox A. Noriega Ricardo Martinez
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granic między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Madox tylko zerknął na Williama z ukosa, jak powiedział o tym karaoke, bo mu kurwa wciskał kit, że przecież nikt ich razem nie widział. Już mu miał mówić, że jak taki kit będzie mu wciskał jeszcze kiedyś, to następnym razem będzie śpiewał nas nie dogoniat jak go psy będą ścigać, żeby zakłóć go w kajdanki, ale w sumie babka żyła, to na chwilę obecną nie było problemu.
Oprócz tego, że trupka mierzyła do nich z paralizatora. Madox zaraz kiwa głową, że jest z policji. Bo przecież mógłby być. Inna sprawa, że on i tak rozpracowywał Frankiego, ale o tym to nikt nie wiedział. Więc kiedy Ferrari wpadł do pokoju z Ricardo, to Madox od razu sięgnął po jakąś skórzaną maskę, żeby założyć ją sobie na twarz, no bo jednak żeby go Franki nie poznał. Teraz to dopiero wyglądał jak bandzior-zwyrol, kurewsko. A do tego ta maska jakoś tak jebała, jakby ktoś kto ją nosił poprzednio, jadł cebulę, a jak wiadomo Madox był wrażliwy na zapachy, więc autentycznie go cofnęło i tak stoi w tej masce na kolanach podpierając się rękami, jakby się miał porzygać. A Franki przykłada Ricziemu wielkiego dildosa do głowy, jakby mu chciał nim zrobić... no nie wiadomo co właściwie. Ale Clara, czy tam Camila, czy jak jej było, krzyczy. A William... Ten to dopiero odjebał, ale w sumie to dobrze. Najlepiej, bo jak ten paralizator wbił się w brzuch Frankiego, to nieźle go pokopało i chłopem zaczyna telepać i trząść, a ten sztuczny, czarny kutas się wierzga i obija o twarz Ricardo w jakiś dzikich spazmach. Jak ta dziewczyna to zobaczyła, to znowu jakoś zaciągnęła w płuca powietrze i się obaliła na ziemie i leży jak długa. No i Franki też w końcu jebnął. Ale aż mu się brwi zfajczyły tak go poraziło, bo paralizator był odkręcony na najwyższą moc.
- Ja pierdole - Madox tylko wydusił z siebie, ale zaraz się zbiera z podłogi i łapie Williama za fraki i go ciągnie za sobą do drzwi - spierdalamy, zostawiamy ją - zadecydował, bo już chuj z nią, i tak jej pewnie nigdy nie spotkają. Oby. Zresztą teraz trzeba była ratować swoje dupy. Zerknął na Ricziego jeszcze, no bo ten dostał jednak najbardziej z nich, kutasem po mordzie. Ale to mógł być Madox, bo przecież on się zaoferował, że Frankiego zagada. Całe szczęście, że nie poszedł jednak.

William N. Patel Ricardo Martinez
36 y/o
For good luck!
178 cm
kucharz Michelin Star Restaurant
Awatar użytkownika
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Riczi walczył z framugą, starał się od niej odepchnąć, ale wielkie bicepsy Frankiego Ferrari przyciskały go tym mocniej im mocniej on chciał się odepchnąć. Niestety czuł przy głowie jakiś twardy przedmiot i chociaż nie czuł zimnej stali pistoletu, to jednak podejrzewał, że to może być jakieś niebezpieczne urzadzenie tak czy siak. No i już się ze światem żegnał, oczami wyobraźni widział Rudą z twarzą Rosi i myślał o tych osiemnastu dzieciach, których nigdy nie będzie miał przez to, że zginie jako niedzieciaty, kiedy nieco zelżał uścisk od Frankiego, Riczi otworzył jedno oko i widzi jak Wiliam Patel niczym tarzan rzuca się z czymś w ręku na nich. No nie był bardzo blisko, bo taki paralizator to działa na odległość i Riczi patrzył jak w zwolnionym tempie jak te druty z elektrycznością się do niego zbliżają, wciągnął brzuch i przytula się do ściany, żeby zrobić więcej miejsca na to, żeby trafiło to Frankiego a nie jego. Przeklina w głowie wszystkie burritoski i tacoski, które zjadł trzy dni temu, a które tak na jego brzuch zadziałały, że ma pewnie o pięć centrymetrów więcej teraz. Myśli sobie o Rosi, która go karmiła tymi tacoskami i mówiła, że póki co może jeść, ale później musi iść na siłkę. Och jak żałował, że nie poszedł na siłkę!
Na szczęście jakiś palec boży prowadził tenelektrowstrząs i nie walneło Riczarda, tylko Ferrariego. Ricziego za to coś innego zaczeło walić po twarzy, odwraca się i po policzkach mu daje jakiś wielki czarny drągal, Riczi spanikował, ale na szczęście buzi nie otwiera, tylko się chce wydostać spod tego dildosa oraz Frankiego, który się jak ryba wyjęta z wody telepie.
Udaje się, ale chyba bardzo późno, bo Riczi stoi w drzwiach, opiera race po obu stronach i taki zdyszany patrzy na chłopaków. Jeden w masce, jeden kurwa z paralizatorem w dłoni i trupka znów leży.
-Kurwa chłopaki, nigdy więcej nie przyjeżdżam do Kanady
Tak mówi i rozciera policzki, myśląc, że bedzie miał po tym siniaki.
- Zawijamy się... Madox, ty tak idziesz? - parsknął sobie śmiechem, bo faktycznie Madox w tej masce to jeszcze bardziej jak zwyrol wygląda niż zwykle. No i co, poszli i już mieli wychodzić przez główne drzwi, ale Riczi sie zawraca i zabiera pudełko, ale jak przechodził korytarzem to znów coś usłyszał z pokoju, więc nogi wziął za pas i biegnie za autem.. tzn, na szczęście Madox na niego zaczekał, wiec razem odjechali w siną dal.

/koniec William N. Patel Madox A. Noriega
ODPOWIEDZ

Wróć do „#21”