ODPOWIEDZ
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Charlotte Kovalski
Obrazek
Kto: Cassian Lennox
Gdzie: sąd
Opis: Pewnie i z tego głupiego powodu odezwała się do osoby, która akurat jak ona odpalała właśnie papierosa. Idealny kompan, by nerwy poszły w niepamięć przed trudna rozprawą. Przynajmniej na takiego wyglądał. Trochę starszy, przystojniak, którego mogłaby schrupać od razu. Ciekawe, co tu robił.
Fajka przed rozprawą to jest to, nie? — zaśmiała, wpatrując się w mężczyznę. Oboje powinni trochę wyluzować. Nie znała go, ale wchodzenie do sali sądowej ze złym mindsetem w głowie, zawsze powodowało problemy. Zresztą jaka była szansa, że rozmawia właśnie z prokuratorem? Żadna.
Obrazek
Kto: Cassian Lennox
Gdzie: sąd
Opis: Wykonała swój research, chociaż nic jej nie dał. Cassiana uznała za najnudniejszą osobę na całym globie. Wielki pan prokurator, teraz tamte krótkie rozmowy wydawały się mieć jeszcze mniejszy sens. Skoro w całym świecie poszukiwał jedynie problemów i tym jak ludzie są źli, wcale nie dziwił jej jego posępność. Na kolejną rozprawę ubrała swoje ulubione szpilki. Zawsze zwiastowały szczęście, a znalazła już kolejny powód, żeby pokazać jakimś nieszczęśnikiem jest Lennox. Chyba znalazła powody, by móc go sprowokować.
Przed każdą rozprawą stała na palarni, popijając kawę. Finalnie zapaliła papierosa. Spodziewała się tego uniku. Ludzie pokroju prokuratorów boją się wszelakiej prowokacji. Charlotte była chodzącą prowokacją. Wypatrywała mężczyzny z błyskiem w oku. Niestety, lub stety, postanowił zapalić papierosa w innym miejscu. Widocznie musiał bać się prowokacji z jej udziałem. Wcale mu się nie dziwiła. Na jego miejscu też byłaby zmieszana.
Obrazek
Kto: Cassian Lennox
Gdzie: bar
Opis: Kto by się spodziewał.
Wygrała.
Podczas czytania wyroku spoglądała cały czas na Cassiana. Zjadała go wręcz wzrokiem. Jako prokurator miał w sobie jeden, duży problem. Nie był sympatyczny. Ponurak, szmurak jak go nazywała pieszczotliwie w myślach, zawsze będzie miał trudność zjednania sobie ludzi. Jak to zrobić, skoro się ich nie lubi? Z kolei Charlotte uwielbiała błyszczeć w świetle reflektorów. Gdyby nie prawo, zostałaby telewizyjną divą, która mówiłaby każdemu jak żyć.
Po odczytaniu wyroku wzięła numer od Cassiana, by mogli ustalić dogodny dla nich termin. Wymienili się kilkoma SMS'ami, a po ustaleniu daty i godziny napisała mu miejsce.
Obrazek
Kto: Galen
Gdzie: bar
Opis: Wieczór w pubie było dla niej czymś więcej niż kuflem piwa. Ucieczką od codzienności, kłótni z prokuratorami. Potrzebowała, chociażby na moment skonsultować, co tak właściwie przeżywała. Galen wydawał się właściwą osobą na dobrym miejscu.
Na miejscu pojawiła się wcześniej, zawsze korki mogły zatrzymać ją na miejscu. Wchodząc, lustrowała ciepło światło drewnianych lamp, ludzi zajmujących się swoimi rozmowami, zapachem dymu tytoniowego. Te wszystkie składniki razem świadczyły o wolności. Charlotte podeszła wpierw do baru, zamówiła sobie kufel, a następnie zaczęła krążyć między stolikami. Finalnie znajdując jeden, stosunkowo na uboczu, by mogła spokojnie porozmawiać z Galenem.
Obrazek
Kto: Ashton
Gdzie: bar
Opis: Chociaż spóźnienie wystarczająco ją zirytowało. Liczyła każdą minutę, którą mogłaby spędzić w dokumentacji i wyszukiwaniu kruczków prawnych. Zdążyła spalić papierosa i zająć miejsce przed przyjściem Ashtona. Wpatrywała się w światła ulic. Chwila samotności pozwalała jej na lepsze poznanie własnych myśli, a one kotłowały się niemiłosiernie pod jej czupryną.
— Ashton, bejbiku ty mój uroczy — zaczęła, wstając od stolika, by móc przytulić się do młodszego brata.
Obrazek
Kto: Cassian Lennox
Gdzie: mieszkanie Cassiana
Opis: Siedziała cicho, wpatrując się w Cassiana, gdy grał. Napięcie wewnątrz niej rosło. Nie znała się na muzyce, nie wiedziała, co dokładnie wybrał. Zamiast tego wsłuchiwała się w grę. Przymknęła oczy, wsłuchując się w emocję. Chciała być niesiona wraz z tą muzyką. Dała sobie moment, by z głowy zniknęły wszelkie niepotrzebne myśli. Była tylko ona, i on, i fortepian. Nie wiedziała, co powiedzieć. Jednocześnie była pod wrażeniem, próbując pozbierać szczękę, a z drugiej strony już sama nie wiedziała, co dalej robić.
Za tę ciszę powinna dostać nagrodę.
Dla siebie, dla niego i dla atmosfery, która trwała po zakończeniu grania.
Nic nie mówiła. W pewnym momencie położyła ledwie głowę na jego ramieniu. Nie chciała przerywać milczenia. Tyle że musiała. Nie istniały odpowiednie słowa, by móc to skomentować.
Obrazek
Kto: Cassian Lennox
Gdzie: wyjazd
Opis:Ale ja Cię lubię Cassian, więc będę, o ile do czegoś dojdzie — zawiesiła na nim wzrok, spoglądając na niego badawczym wzrokiem. Próbowała wyczytać z jego oczy coś więcej. Chciała wiedzieć, czy naprawdę mu się podobała, czy zabrał ją, by ułatwić sobie sprawę. Miała trudności z rozgryzieniem Lennoxa. Nie miałaby problemu z występowaniem z nim publicznie. Zdążyła go polubić, podobał się jej i... chyba ze wzajemnością? Ale do tego dopiero dochodziła.
Kiwnęła delikatnie głową. Widocznie oni się różnili. Bała się mu nie odpuszczać. Może wtedy znienawidziłby ją? Polubiła Cassiana i nie chciałaby tracić kontaktu, przez to co wydarzyło się na sali rozpraw. Nie miała zamiaru dać mu jakiejkolwiek taryfy ulgowej. Wytknie mu każdą próbę manipulowania ławą. Był szczery i sprawiedliwy, ale nawet najlepszym ludziom zdarzały się niezbyt czyste rozgrywki.
Obrazek
Kto: Galen Wyatt
Gdzie: mieszkanie Lotty
Opis: Rozsiadła się wygodnie na jego kanapie. Długo zastanawiała się, co powinna zamówić. Finalnie wybrała kilka zestawów sushi, by mogli zaspokoić głód. Przyniosła ze sobą dwie butelki wina, bo u Galena było pewnie tylko whiskey. Nie miała ochoty na imprezowanie, a bardziej na lamentowanie nad własnym losem.
Pół wina wypiłam, zanim się tutaj pojawiłeś — rzuciła, siedząc na kanapie, gdy tylko drzwi do apartamentu się otworzyły. Patrzyła na widok Toronto z góry, poszukując jakiegoś dziwnego sensu w życia. Jakby coś za oknem miało dać jej odpowiedź — czuję się zdesperowana — skwitowała, odwracając głowę w stronę Galena. Nie wyglądała na aż tak radosną. Lekko zmieszaną, a jej serce cierpiało z niezdecydowania.
Obrazek
Kto: Cassian Lennox
Gdzie: restauracja
Opis: Tylko w ciągu paru minut tego spaceru pogoda zmieniła się, a nad nimi pojawiły się szare chmury. To była kwestia czasu zanim finalnie zaczęły padać z nich krople deszczu. Wpierw delikatne, którymi Kovalski zachwycała się, a później mocniejsze. Aż pociągnęła go w stronę najbliższego budynku. Restauracja grecka. Oni delikatnie przemoczeni. Cassian pewnie już miał dosyć tego popołudnia, ale brunetka uśmiechnęła się szerzej.
Uwielbiam, gdy pada — bo to było takie... romantyczne? Ale tego nie chciała wypowiedzieć głośno. Jeszcze by od niej uciekł na jednej nodze.
Obrazek
Kto: Cassian Lennox
Gdzie: sąd
Opis: Ta sprawa nie była przejrzysta bez konflikt interesów.
Dodatkowo miała go wskazać ona sama, która była w nim zakochana.
Stała na tym standardowym pecie przed sądem, zastanawiając się, w jaki sposób powinna to rozegrać. Lennoxowi nie zdążyła nic powiedzieć, ba nawet nie mogła go ostrzec. Poprosić, by rzucił L4 i by znalazł zastępstwo. Przecież zdawała sobie spokój, że go zmiażdży. Nic po nim nie zostanie. Może mogłaby go uratować, w jakiś sposób, ale... nie wiedziała jak. Musiała rzucić tą amunicją, inaczej mogłaby mieć spore problemy. Łatwa sprawa, co nie? W końcu zauważyła go. Pierwszy raz się nie uśmiechnęła, wydawała się jakaś markotna, narzekająca. OBRAŻONA.
Nie chcę dziś rozmawiać —dziwne słowa z jej strony, bo ona zawsze chciała rozmawiać. Nieważne, co się działo, buzia się jej nie zamykała — zastępuję Jonesa i mam wygrać tę sprawę jego sposobem — cokolwiek to miało znaczyć, nie była z tego powodu zadowolona. Miała zmiażdżyć jego, jego byłą. Nie ma to jak dobry początek znajomości, co?
Obrazek
Kto: Cassian Lennox
Gdzie: mieszkanie Lotty
Opis: Ale nie angażując się — zaczęła Charlotte, przełykając nerwowo ślinę. Bała się kolejnych wypowiedzianych przez nią słów, ale wiedziała, że musiały paść. Lotte nie lubiła półśrodków. Albo coś było, albo to nie istniało. W ich relacji było zbyt wiele zgrzytów, by móc przejść obok nich w obojętny sposób — stracisz mnie, Cassian — powiedziała w końcu wprost, wbijając spojrzenie w Lennoxa. Pierwszy raz odważyła się na taki gest. W jej oczach nie było złości, czy pretensji, a coś bardziej przypominającego spokój. Ten spędzony z nim czas był dla niej czymś cennym — to po co w ogóle wchodzić w jakieś relacje, jak się ich boisz? — mógł jej dać kosza, nie zapraszać do jego domu. Wystarczyłoby przejść obojętnie. Nie wchodzić w niepotrzebne intrygi i iść do przodu. Zamiast tego zaprosił ją do siebie, a jej zaczęło zależeć. Łapała się w myślach, że zbyt często jej myśli kierowały się w jego kierunku.
28 y/o
REKORD SKOCZNI
169 cm
adwokat Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Lotte
Obrazek
Kto: Primrose Quinn
Gdzie: mieszkanie Lotty
Opis: Ze spokoju wyrwał ją dzwonek do drzwi, a chwilę później głośne szczekanie dwóch samoyed'ów. Cały dom wręcz alarmował, że ktoś pojawił się w jej domu. Tylko nikogo się nie spodziewała. Przez myśl jej przeszło o ponownej wizycie Lennoxa. Ostatnio bardziej przypominał wrzód na tyłku, pojawiający się w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Zwlekła się ze swojego biura. Spojrzała spokojnym okiem przez judasza i... zamarła. Nie znała typa.
Dobry wieczór? — zaczęła Charlotte, otwierając finalnie drzwi. Lekko zmieszana. Nikt jak dotąd nie nachodził jej w domu — a pan to...? — spytała uprzejmym tonem, unosząc do góry jedną ze swoich brwi. Coś w jej środku wydawało się spiąć. Nie lubiła przebywać z obcymi mężczyznami, a wyglądał jej na podejrzanego.
Nie chcę rozmawiać ani o Bogu — próbowała skończyć dyskusję, zanim Primrose odezwał się w jakikolwiek sposób do niej — ani o fotowoltaice — dodała po chwili. Wolała uciąć niepotrzebne dyskusje. Różni ludzie odwiedzali ją z przedziwnymi zamiarami.
Obrazek
Kto: Benjamin Peregrine
Gdzie: sąd
Opis: Tak znalazła się w tym miejscu. Uniosła delikatnie wzrok na mężczyznę, który mówił sam do siebie. W sądzie bywali różni, dziwni ludzie. Prokuratorzy, świadkowie, policjanci, kryminaliści i też... psychicznie chorzy ludzie. Uniosła na mężczyznę jedną brew do góry, niekoniecznie spodziewając się reakcji. Spokojnie wyjęła papierosa z paczki. Odpaliła go i zaciągnęła się bardzo mocno, by po chwili wypuścić chmurę dymu z ust.
Narzekasz głośniej niż myśli płyną w mojej głowie — skwitowała krótko Charlotte, unosząc wzrok na mężczyznę — a rozmowa z papierosem to już chyba choroba — stwierdziła półżartem, pół serio. Uniosła delikatnie kąciki ust, nie chcąc wywołać niepotrzebnego spięcia. Wolała w spokoju podumać, niż urządzać bitwę kogutów.
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: śmietniki
Opis: oże dlatego zatrzymała się przy śmietniku z uniesionymi obiema brwiami ku górze. Trzymała trzy, różne worki w dłoniach. Zamiast je wyrzucać wbijała wzrok we własnego sąsiada. Typowy William. Dziecko z bogatego domu. Kiedyś mijali się na imprezach, ale nigdy nie była w stanie porozmawiać z nim o czymś spoza sąsiedzkiego światka. Szczerze nie miała pojęcia, co robił, jak żył. Niezbyt ją obchodził poza utrudnianiem codzienności.
Wiesz, że... — zaczęła chłodnym tonem, wrzucając żółty worek na śmieci do odpowiedniego pojemnika — jak dalej będzie tak szła twoja segregacja, to zwiększą nam koszt wywozu śmieci? — normalnie przyjęłaby to z lekkością serca. Tylko wyjazd Lennoxa spowodował niebezpieczne trzęsienie jej serca. Irytacja spowodowana brakiem odpowiedniej, podstawowej wiedzy.
Obrazek
Kto: Percival Gardner
Gdzie: kancelaria
Opis: Powrót do pracy wydawał się być kolejnym kamieniem milowym na zakończenie roku. Dawno nie pracowała w kancelarii. Do większości spraw wolała przygotowywać się w zaciszu domowym. O ile sąsiad nie decydował się zrobić imprezy, siedziała w ciszy. Nikt nie wyprowadzał ją z równowagi, nikt nie zagadywał. Powroty do biura połączone były z dowiedzeniem się, co dokładnie w trawie piszczy. Choć Kovalski lubiła plotki, to nie za każdym razem chciała krążyć dookoła nich.
Razem z poranną kawą zaczęła przyglądać się nowej, głośnej sprawie. To morderstwo było dla niej zaskakująco tajemnicze, za mało poszlak, szybkie aresztowanie. Aż kipiała sprawa od błędów, na które Charlotte chciała móc zwrócić uwagę. Przymknęła na moment oczy, zastanawiając się, w jaki sposób powinna to ugryźć. Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk telefonu służbowego i prośba o spotkanie z partnerem w kancelarii.
Dzień dobry Panie Mecenasie Gardner — zaczęła, wchodząc do gabinetu. Niekoniecznie wiedziała, czego powinna się spodziewać. Może dlatego jeden z kącik ust jej drgnął. Lubiła pracować sama, idealnie domykała sprawy, a wezwanie na dywanik do szefa zawsze pachniało kłopotami — coś się stało, że zostałam wezwana?
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: bankiet
Opis: Już miała chwytać szkła, kiedy usłyszała znajomy głos. Wybacz. Aż musiała się wzdrygnąć na samą myśl. Cokolwiek to znaczyło, będzie miała z tego tytułu problemy.
Co — tyle zdążyła powiedzieć, zanim poczuła na sobie chłód alkoholu. Kilka razy mrugnęła oczami. Dobrze, że na czarnej sukience mało będzie widać. Tylko zapach wina uderzył w nią aż za mocno. Musiała się wzdrygnąć kilka razy, a na Williama popatrzyła ze wściekłością w oczach.
Nie zdążyła zareagować na cioteczkę, dała mu się poprowadzić w stronę toalety. Widocznie zagrożenie musiało być realne. Chciała w to wierzyć, poza tym robienie afery na środku balu snobów nie byłoby w jej stylu.
—... Dwadzieścia jeden — mruknęła pod nosem, gdy odeszli kawałek dalej od cioteczki — serio nawet tu musiałeś mnie nawiedzić?
Obrazek
Kto: Devon Koncecny
Gdzie: mieszkanie Lotty
Opis: Czasami są takie wieczory jak ten. Kovalski potrzebowała towarzystwa, a choć od sylwestra potrzebowała odpoczynku, to nie mogła sobie na niego pozwolić. Chwilowo nie miała żadnego zlecenia, większość prac w kancelarii spięła przed końcem starego roku i mogła odpoczywać. Tylko nie chciała tego robić. Za często jej głowa wracała do absurdalnej nocy, wyjętej rodem z prześmiesznej komedii z Williamem. Wolała się od tego skutecznie uciąć. Kto nie zrobiłby tego lepiej niż jej przyjaciel z bonusami?
Ile miałam na Ciebie czekać, Devon? — spytała, otwierając drzwi. W jej głosie wybrzmiewał wyrzut, bo nie potrafiła doczekać się jego przybycia. Cokolwiek się u niego działo, ona potrzebowała jednego. Wina, szybkiej wymiany informacjami i delikatnej przyjemności. Na samo przywitanie przytuliła się do niego, próbując powstrzymać dwie chmurki od zaatakowania gościa. Lubiły Devona, ale zawsze były zazdrosne o własną właścicielkę. Zresztą nic dziwnego, w końcu przestały być w centrum zainteresowania.
Obrazek
Kto: Alexander Hall
Gdzie: lodowisko
Opis: Walentynki kilka lat temu...
Zawsze czuła dziwną niezręczność tego jednego dnia w roku. Na samą myśl skręcało jej, gdy zaczynała myśleć o randce walentynkowej. Czym ona właściwie była? Sztucznym świętem, kiedy pary nagle o sobie przypominały. Traktowała je, odkąd pamiętała z dziwną rezerwą. Wszędzie pełno zakochanych par, obdarowujących się buziaczkami, a ona potrzebowała odrobiny wolności.
Stąd nie wiedziała i nie rozumiała, dlaczego zgodziła się na randkę. Jeżdżenie na lodzie, grzaniec mogły być spełnieniem pewnych oczekiwań. Tylko to było sztuczne. Mimo to wypatrywała własnej randki, spoglądając nerwowym wzrokiem na lodowisko. Nie potrafiła jeździć. Ze wszystkich zdolności, które posiadała, ta była wręcz niemożliwa dla niej do odblokowania. Za każdym razem wywalała się, bardziej jeździła niż chodziła. To będzie czysta katastrofa.
Wystroiła się praktycznie jak szczur na otwarcie kanału, a skończy, jakby zaczęła się jej biegunka przez ilość upadków na pośladki. Na samą myśl wszystko zaczynało ją boleć. Dobrze, że jej towarzysz wydawał się być odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. Przy nim choć na moment zapomni, że zgodziła się na czystą torturę. Randka z teorii wyglądała wręcz perfekcyjnie.
Cześć — rzuciła, kiedy tylko pojawił się na horyzoncie. Zaraz poprawiła nerwowo swoją czapkę, unosząc delikatnie kąciki ust. Miała nadzieję, że pod sporą ilością warstw dalej wyglądała względnie atrakcyjnie. Chciała spędzić miło wieczór — jesteś pewny tego lodowiska?
Obrazek
Kto: Peach & Clyde
Gdzie: klatka schodowa
Opis: Plan był kurwa dopięty na ostatni guzik.
Specjalnie poszła do papierniczego, by kupić tam brokatowe konfetti. Pełne wstążeczek, świecących drobin i błysku. Ekspedientka wręcz dawała jej wykład, by nie otwierać tego w małej przestrzeni, coś pierdoliła o wielkim sprzątaniu, głośnym huku. Tylko dla Charlotte to sie nie liczyło. Cały wolny poranek spędziła przy judaszu, by tylko móc potwierdzić ich niemą wojnę. Kiedy zauważyła ruch na korytarzu, jednym ruchem otworzyła drzwi, drugim otwierała tubę i zaraz. Huk, bum i chmura wstążek pomieszanych z brokatem.
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: mieszkania Willa & Lotty
Opis:William... wszystko w porządku? — zaczęła spokojnym tonem, wchodząc ponownie do świątyni rozpusty. Rozejrzała się jeszcze raz po mieszkaniu, a pierwsze co do niej doszło, to zapach fekaliów. Ruszyła do środka i natrafiła na Williama w łazience — wow, ktoś zesrał Ci się nawet we wannie... — mruknęła, zasłaniając własny nos łokciem — syf jak w Budapeszcie, toitoi na Woodstocku jest czystszy — i nie, nie był gotowy na ten widok. Ludzie urządzili sobie grupowe sranie w jego łazience. Nie tylko toaleta była osrana. Wiadomo klapa, to standard. Tylko ta umywalka, wanna i prysznic. Ludzie nawet nie spłukali po sobie odchodów — czy to jakiś poważny teren skażenia?
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: rezydencja Patelów
Opis: Uśmiecha się szerzej. Byli zdecydowanie podobni, a ona wcale nie widziała w tym problemu. Czasami wręcz poprawił jej tym humor, tak jak na balu sylwestrowym. Kobieta lekko wzdrygnęła się, słysząc odgłos szklanek. Zmarszczyła brwi i zamilknęła przez moment.
Miał Pan rację czasem bywa zbyt głośny, ale lubię go — stwierdza Charlotte, kiedy William wyszedł z pokoju — może odrobinę za bardzo — dodaje pod nosem bardziej do samej siebie, unosząc zaledwie jeden kącik ust. Mógł być chodzącym chaosem, ale... przyzwyczaiła się do niego. Byłoby nudno w sąsiedztwie gdyby nie on. I na kogo wkurwiałaby się, skoro mieszkała sama?
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: rezydencja Patelów
Opis: Przez ciało Lotty przeszły cierpkie dreszcze, gdy tylko usłyszała jego imię. W tym momencie chciała jedynie go zmiażdżyć bez żadnego zastanowienia. Cały smutek przerodził się w złość, która była nie do zatrzymania. Walnęła go mocno w dłoń, którą ją podał i wstała bez żadnego zastanowienia. Oczy błyszczały jej od łez. Wyraz twarzy zmienił się znacząco. Jeśli kiedykolwiek myślał, że była na niego zła, to teraz mierzył się z prawdziwą furią (hehe, nocna furia).
Co? Przyszedłeś się ze mnie pośmiać, Patel? — warknęła niemalże od razu, z każdym kolejnym słowem coraz bardziej zalewały ją uczucia, których jasno nie była w stanie sklasyfikować — nie za mało twoja rodzina wpierdala się w moją? — pyta, bo nie wierzyła, że wcześniej nie wiedział o pojawieniu się jej ojca na liście gości. Może dopiero się poznali, ale to krótkie pytanie i ta zgoda spowodowały, że ona cała się w środku gotowa. Zacisnęła mocno pięści do takiego stopnia, że na jej dłoniach pojawiły się czerwone ślady.
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: sąd
Opis:Wiesz co William, powiem Ci coś, skoro i tak tu siedzimy. Zamknij ryja, łaskawie posłuchaj — zaczyna Charlotte i pierwszy raz patrzy mu prosto w oczy — w ciszy poczekajmy, aż ktoś to otworzy, ale pozwól, że kilka spraw Ci usystematyzuje — cała sprawa jej rozdartego serca dalej siedziała gdzieś w środku niej. Nie potrafiła określić, dlaczego ją to tak bolało. Ta cała sprawa była irracjonalna. Był dla niej obcym człowiekiem, a jednak jego zdrada bolała ją jak słowa Gustava.
Broniłam Cię, bo Cię polubiłam — wycedza finalnie, obserwując go badawczo wzrokiem. Nie spodziewała się po nim jakiejkolwiek szczerej reakcji, wszystko byłoby dla niej picem na wodę — za to ty pozwoliłeś, żeby ojciec się nade mną znęcał. Ani razu nie stanąłeś w mojej obronie, a dodatkowo zgodziłeś się go bronić — chyba to ją bolało najbardziej. Stał, nic nie mówiąc, nawet słowem się nie odzywając, lub nie próbując uciec, kiedy mógł.
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: sąd
Opis: Z samego rana wykonała standardowy rytuał. Śniadanie, bieganie z psami i prysznic. Tylko kiedy spojrzała na siebie w lustrze, nie miała żadnych wątpliwości, że wyglądała okropnie. Widać to było gołym okiem. Blada cera, pojawiające się naczynka i wory pod oczyma, które korektor ledwo zakrył. Niecodziennie szła do sądu w charakterze świadka. Niecodziennie też miał przesłuchiwać ją własny sąsiad. Nawet nie spojrzała kątem oka na jego drzwi. Wolała, by zniknął. Choć zaczęła zastanawiać się nad własnym zniknięciem. Przeprowadzką, by nie musieć ponownie na niego patrzeć.
Siedziała z tyłu sali, słuchając pytań Patela. Wystarczyło jedno, by już zaczęła się krzywić oraz kręcić głową. Co miała mu powiedzieć i w jaki sposób miała się zachować? Przymknęła mocno oczy, zastanawiając się nad własnym przesłuchaniem. Została przygotowana. Doskonale wiedziała co oraz w jaki sposób miała powiedzieć.
Obrazek
Kto: William N. Patel
Gdzie: La Palma
Opis: ...
ODPOWIEDZ

Wróć do „kalendarze”