Madox to już nie za bardzo wiedział czego się po Williamie spodziewać, stąd to pytanie, chociaż rzeczywiście chyba tego, że by jakąś laskę zaprosił do rodziców, to się nie spodziewał, jak on tylko jego zapraszał, a to Noriega się bardziej wkręcił, bo kiedyś słyszał jak Bella (tak mówił do mamy Wialliama, bo mu pozwalała), opowiadała co zrobiła na obiad, a Madoxowi aż w brzuchu zaburczało i musiał się tam wbić. A potem wbijał co tydzień przez pół roku. Później trochę mniej, bo musiał dużo więcej chodzić na siłownię. Teraz wybierał się raz w miesiącu.
Miał nawet wypytywać o te Kanary jakoś bardziej, ale kiedy William powiedział to
chuj w to, to on też machnął ręką. W zasadzie to co go to obchodziło, co ten William robi sobie na wakacjach z panienkami. No nic. I tak Patel to je zmieniał częściej niż gacie pewnie. Bo co on się nie obejrzał, to już była jakaś nowa. Jak ta Camila, czy Claudia, czy jak jej tam...
Kiedy William mu powiedział, że śpiewał Dolly Parton, to Madox uniósł jedną brew. Mógł to zrobić? Oczywiście, że mógł to zrobić, taki naćpany jak był.
-
Co ty gadasz? - jeszcze się zapytał, ale wiadomo, że w to uwierzył, bo on był naiwny -
ale zajebiście - i znowu sobie poprawił kapelusz. Na pewno będzie teraz każdemu opowiadał tą historię, że zaśpiewał Dolly Parton Jolene i ona mu dała kapelusz. Bo to zajebista historia.
Na kolejne słowa Williama pokręcił głową.
-
Nie no kurwa mówię ci, no oczywiście, że pomogliśmy - jeszcze mu zdążył powiedzieć zanim odebrał. Ale później to już nawet do tego nie wracali. I dobrze, bo by musiał Williamowi to tłumaczyć znowu, a mu się nie chciało. Kiedy William przeklął po hiszpańsku, to Madox uniósł jedną brew. A zaraz jak odłożył telefon, to się na niego spojrzał.
-
Wiesz co powiedziałeś stary? Gówno gacie, z dziwnym akcentem do tego... brzmi jakbyś się zesrał... Mówisz tak, mierda, me cago, powtórz - oczywiście, że Madox go nauczył
gówno, zesrałem się, jeszcze powtórzyli to obaj po trzy razy, żeby Patelek sobie utrwalił. A później to już poszli do windy.
Madox powiedział Williamowi o tych zaręczynach, a ten oczywiście, po co, jak Pilar, aż mu miał powiedzieć, że może by oni się jednak zeszli, a on sobie na przykład pójdzie z tą brunetką, co przyjęłaby od niego pierścionek, ale wtedy zaczęła się im wpierdalać w zdanie ta blondynka ze swoimi teoriami. Teraz to Madox strzelił oczami, ale brunetka też, a później odchylił do tyłu głowę i walnął nią w ścianę, tak, że mu ten kapelusz spadł. Podniósł go szybko i jeszcze zanim wyszli, to pokazał tej czarnowłosej.
-
Dostałem go od Dolly Parton - chyba była pod wrażeniem, ale William już wychodził z windy, a Madox za nim. Obejrzał się przez ramię na dziewczyny, zaraz po Williamie, oczywiście, że wciąż tam stały i się na nich patrzyły.
-
Nie, blondyna nie, brunetka spoko - tak jakby William dla siebie szukał panienki, bo Madox to przecież nie szukał. A zresztą on już szukał kasy w portfelu.
-
A kasyno? Ja to chce kurwa wydać w kasynie, a nie na dupy kręcące się na rurze, mam je w robocie i tam im płacę - oczywiście, że Madox na tym żydził, ale jak William mu dał te pięć stówek, to wyciągnął łapę po jeszcze -
dawaj jeszcze dwie, a jak mi braknie? Jak nie wydam to ci oddam - powiedział mu poważnie, no ale lepiej nosić niż się prosić, czy jakoś tak. Przecież nie będzie się tam Williama w klubie prosił o więcej forsy, bo chce jakiejś lasce w gacie włożyć, bo jakby ona na to patrzyła? Podchodzi do nich jakiś gostek i pyta o tych żydów, a Madox zaraz mruży oczy.
-
A co kurwa? Żyd jesteś? - musiał zapytać, ale facet zaraz mówi, że nie schodzi się poniżej pięciu dyszek, to Madox znowu patrzy na te stówki -
a masz rozmienić po pięćdziesiąt? - zapytał, ale William też zapytał wtedy o te heroinistki i gościu sobie poszedł. Madox tylko wzruszył ramionami, jakiś dziwny.
Weszli do tego klubu, a Madox od razu stanął przy wejściu i się gapi jak jakaś laska szpagaty robi na tej rurze, ale właściwie to on się na gapi na nią, tylko na rurę, bo jakoś tak dziwnie były przymocowane, aż zadarł głowę do góry, żeby to obczaić, bo może on sobie też tak przymocuje w Emptiness?
Ale w końcu William go pociągnął do baru, a Madox od razu siada na stołku.
-
Rum z limonką, dwa... Trzy razy - zamówił im też, żeby nie było, ale się okazało, że mają iść na prywatny pokaz. Ale mogą przecież z drinkiem nie?
Poszli, a tam loża taka, jak u niego te VIPowskie, tylko, że w pokoju, ale kanapy, stoliczek, no i jakiś podest z rurą. Całkiem elegancko.
Elegancko też wyglądała dziewczyna, która zaraz wyszła i zaczęła się wić na rurze.
-
To co walimy? - zapytał Noriega zanim jeszcze Willy zapłacił, więc taryfiarz zaraz się obruszył.
-
A kasa? - zapytał i wali tego drinka, którego mu postawili.
-
On płaci, ja tu tylko jestem jego osobą towarzyszącą - wskazał na Wiliama i wyciągnął się na kanapie. A kierowca wbił spojrzenie w Patela.
-
Może te popersy to chcecie dwa? Żebyście mieli z chłopakiem po jednym? - zapytał go, ale Madox to w ogóle nie słyszał, bo akurat laska na rurze zrobiła jakieś pięć obrotów, a potem szpagat, no czegoś takiego to on nie widział jeszcze, nawet u siebie w klubie, więc musiał wstać i jej włożyć stówkę w majtki, a ona się przysuwa do niego, a Madox się odsuwa. Bo on to przecież jest wierny jak pies. Ale zaraz sobie stanął koło Willa i go klepie po ramieniu.
-
Na płać za te prochy bebe - pośpieszył go tak ładnie, ale on już od jakiegoś czasu tak do niego ładnie mówi, jak do dziecka jakiegoś. A nie, że do swojego bebe.
William N. Patel