30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

24

Paskudnie się nie wyspała. Część nocy spędziła na wgapianiu się w sufit albo spokojnie oddychającą Teddy. Trudno powiedzieć, skąd ten problem. Nigdy nie przeszkadzały jej nowe miejsca. Może to jednak ten jet lag? A może wczoraj przytłoczyło ją za dużo emocji? Pewnie wszystkiego po trochu. W którymś momencie po prostu zgarnęła do łóżka laptop i skorzystała z otaczającej ją ciszy, by nieco popracować. Ale tylko odrobinę! Stukała w klawisze może przez godzinkę, aż się jej odechciało. Za oknem zaczęło świtać, a wschodzące nad oceanem słońce wyglądało doskonale. Nie mogła się przy tym widoku zmusić do roboty.
Poranek mijał jej bardzo leniwie. Bez wyrzutów sumienia marnowała mnóstwo wody pod prysznicem, spędzając pod nim nieprzyzwoitą ilość czasu w nieprzyzwoity sposób. To przecież lepsza pobudka od każdej kawy, yerby czy nie wiadomo, czego jeszcze. Nie chciała bez powodu budzić Teddy, też miała prawo do odpoczynku po wczoraj. Była w zdecydowanie większych emocjach, musiała się odprężyć. April miała jej przecież pokazać od nowa, na czym polega życie i wakacje. Wyspanko to totalna podstawa.
Przygotowywanie śniadania dla samej siebie również było zadziwiająco długim procesem, biorąc pod uwagę, jak mało różnorodnych składników wczoraj kupiła. Ale chciała, by było miło i estetycznie. Nawet pokroiła wczorajsze owoce, chcąc bardziej wczuć się w klimat ciepłego miejsca. Wyszła z tym wszystkim na taras. Słońce nie pokazywało jeszcze pełni swoich mocy, a i tak przyjemnie rozgrzewało odsłoniętą skórę. Może jednak powinna tu zamieszkać? Mogłaby siadać co rano na tarasie, odpisywać na mejle w akompaniamencie szumu fal i popijać te olbrzymie, amerykańskie energole, licząc, że jednak nie trafi przez nie to żadnego szpitala. To by było żyćko.
— Smakuje ci jajeczko? No pewnie, że ci smakuje, ty żebrzący słodziaku. — Kucała na tarasie, obserwując rudego kociaka, który chłeptał z talerzyka surowe jajko, które mu przyniosła. Zdecydowanie był zadowolony z takiego śniadania. A może to nie był jego pierwszy posiłek? Pewnie chodził po okolicy i zgarniał żarcie od takich frajerów jak April regularnie. Nie wyglądał na grubasa, więc jednocześnie dbał o linię. Nie mogłaby mu żałować.
— Dzień dobry, drugi słodziaku. — Obróciła głowę, słysząc za sobą kroki. Przywitała Teddy słodkim pocałunkiem. Pewnie wręcz przesłodzonym, skoro od rana latała na owocach i energetykach. Od razu było widać, że poziom jej energii niebezpiecznie się podnosił i zaraz pewnie przekroczy dopuszczalne normy. Aż strach myśleć, co będzie, jak z niej to zejdzie.
— Zawsze byłaś taka śliczna czy coś się zmieniło przez noc, Skarbie? — Pogładziła kciukami jej policzki, testując nowe słowo. Dzisiaj zaczynała raczej na prosto. Nie ma co się przemęczać od rana.
— Patrz, jakiego mamy gościa. Opowiadał mi, że dzisiaj będzie zajebista pogoda i możemy śmiało iść surfować. — Usiadła na leżaku obok kota, znów skupiając na nim całą swoją uwagę. Futrzak skończył już jeść, odsunął się nieco od talerza i teraz uskuteczniał poranną toaletę. Trzeba było ogarnąć ten oblepiony żółtkiem niewinny pyszczek.

We're all we need today
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

035.
Spała jak zabita. Mogłaby przespać cały dzień, gdyby nie promienie słońca wdzierające się przez szparę w roletach, które smagały jej twarz. Zwykle wstawała bardzo wcześnie, a przed rozpoczęciem zmiany miała mnóstwo czasu na jogging lub wizytę na siłowni. Dziś jednak obudziła się skrajnie wyczerpana, z pulsującym bólem głowy, który nie pozwalał jej nawet w pełni otworzyć oczu. Nie była pewna, co spowodowało ten stan. Nagła zmiana klimatu? Wypite poprzedniego wieczora wino? A może po prostu organizm domagał się odpoczynku? Leżała jeszcze chwilę, pozwalając ciału przyzwyczaić się do światła, po czym sięgnęła po telefon. Przesunęła palcem po ekranie, sprawdzając wiadomości. Nic złego się nie wydarzyło. Żadnych innych pożarów, wypadków, ani tragicznych wieści o bliskich.
W końcu wstała, przeciągając ramiona. Wykonała jeszcze kilka powolnych skłonów, próbując odzyskać równowagę po porannym szoku. Zamiast od razu ruszać na poszukiwania April, najpierw wskoczyła pod lodowaty prysznic. Woda nieco ją ocuciła, wyciągając z mgiełki półsnu. Po kilku głębszych oddechach poczuła, jak krążenie wraca do normy. Kilka energetyków i będzie jak nowo narodzona!
Kiedy przeszła przez salon, jej oczy od razu napotkały Finch w towarzystwie rudego kocura, który leniwie przeciągał się na słońcu. Darling nie była przesadnie wielką fanką kotów, ale widok szczęśliwego futrzaka i jej dziewczyny wywołał w niej ciepły uśmiech. Pomimo ambiwalentnych uczuć wobec sierściuchów, przemknęło jej przez myśl, że gdyby April tylko chciała, to mogłyby mieć ich nawet siedem. I to był moment, w którym Teddy powinna stuknąć się w głowę. Nie mogła zgadzać się na dosłownie wszystko! Dwa koty to maksimum, jakie mogła zaakceptować.
Odwzajemniła pocałunek, przeczesała palcami wilgotne włosy i sięgnęła do talerza po kawałek mango, żeby zaraz przepić je otwartym energolem. Od razu lepiej!
Zawsze byłam taka piękna. Jak mogłaś wcześniej tego nie widzieć? — udała wielce obruszoną. — Wprawdzie czuję się jak Jurij Gagarin po powrocie z kosmosu, ale wciąż śliczna. To najważniejsze — pokiwała entuzjastycznie głową i zerknęła na kota. — I tak ci właśnie powiedział? Nawet nie mamy Wigilii — przeniosła podejrzliwe spojrzenie na April. Coś tutaj kręciła!
Wgramoliła się na ten sam leżak, na którym przysiadła Finch i objęła ją mocno, obsypując odsłonięte ramiona drobnymi pocałunkami. A potem odsunęła się i ujęła jej podbródek, aby móc lepiej przyjrzeć oznakom pobudzenia. Nie dało się nie zauważyć, że musiała być na nogach od dawna i wyżłopała zbyt dużo napojów energetyzujących. Zjazd będzie bolesny. Teddy dobrze znała ten stan, w końcu na co dzień sama wlewała w siebie hektolitry kofeiny w takiej właśnie postaci.
Spałaś chociaż trochę? — zmrużyła powieki, dając tym samym zrozumienia, że jeśli Finch zacznie coś kombinować, to ona od razu będzie o tym wiedzieć. To jeden z tych minusów bycia z kimś, kto zna cię na wylot. — Na pewno chcesz iść surfować? Możemy porobić coś innego. I czy skończyłaś już na dzisiaj z tym? — wymownie wskazała podbródkiem na laptopa. A to podobno Darling była ciągle w pracy i nie miała na nic czasu!
Nie, nie zamierzała robić jej wyrzutów, wtedy wyszłaby na totalną hipokrytkę, ale musiała jednak przypilnować, żeby Finch w pełni skorzystała z ich wspólnych wakacji. Te kilka spędzonych godzin przy komputerze powinno jej wystarczyć. Przynajmniej do jutra!

you give me butterflies 🎵
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Co za dużo kotów, to nie zdrowo. Trzeba było znać jakiś umiar. Dwa na pewno by jej wystarczyły. No może trochę chciałaby trzy, ale więcej naprawdę nie. Ale życie bez kota było kompletnie bez sensu, nie miała zamiaru w ogóle dopuścić do siebie myśli, że jak już zapuści gdzieś korzenie, to będzie egzystować bez takiego słodziaka. Szkoda się statkować bez kota, więc najwyższa pora, by Darling zaczęła przyzwyczajać się do tej myśli. Dobrze, że do Toronto musiały wrócić samolotem, bo pewnie próbowałaby jakoś przemycić tego rudaska. Ale przejście z nim przez kontrolę na lotnisku mogłoby być nieco bardziej skomplikowane niż jazda z kotem w samochodzie przez europejskie granice.
— Nie wyspałaś się? Możesz jeszcze leżeć, jeśli chcesz, przecież nam się nie spieszy. — Spojrzała na nią nieco zmartwiona, szukając oznak wycięczenia. Nie było łatwo znaleźć ich na kimś wyglądającym tak dobrze! Ale faktycznie, strażaczka nie sprawiała wrażenia bycia pierwszej świeżości. Widać to jej długie spanie nie było zbyt owocne.
— Ja z kotami rozmawiam cały rok — zapewniła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz pod słońcem. Tylko z jakimiś frajerami rozmawiały raz do roku. A może po prostu dochodziły do wniosku, że Finch jest taką paplą, że lepiej po prostu dać się wkręcić w jakiś krótki dialog, bo inaczej zamęczy na śmierć? Na wszystkie dziewięć żyć? Pewnie tak.
— No pewnie, że rozmawiamy z April zawsze i wszędzie — wymruczała przeciągle. Znaczy się, nie ona, to ten kot! Totalnie gadał i był zdecydowanie po jej stronie. Mądry zwierzak. W nagrodę podrapała go za uszkiem. Drapałaby tak pewnie dalej, gdyby nie przykleiła się do niej strażaczka. Nie miała zamiaru protestować. Kontynuacja powitania była zbyt przyjemna. I pomyśleć, że przed nimi jeszcze tysiące takich uroczych poranków.
— Troszkę. Ale głównie wpatrywałam się w ciebie, jak ślinisz poduszkę. — Sięgnęła ręką do laptopa, zamknęła go i odsunęła kawałek dalej na znak, że faktycznie już skończyła. Przynajmniej chwilowo. Może go jeszcze potem dopadnie, by sobie popracować. Musi najpierw uśpić czujność Teddy. Albo wymęczyć ją na tyle, że będzie chciała od niej nieco odpocząć i wtedy oddać się w pełni swoim paskudnym nałogom.
— Wstałam razem ze słońcem... — Obróciła się przodem do niej. Pchnęła ją lekko, by usiadła głębiej na leżaku. Sama zbliżyła się jeszcze bardziej, układając się wygodnie między jej nogami. Oparła ręce o drewniane brzegi, więżąc Teddy w klatce swoich ramion.
— .... a potem myślałam o tobie pod prysznicem. Nie obudziłam cię? — mruknęła wyraźnie zawiedziona tuż przy jej uchu. Wsunęła ręce pod materiał koszulki, przesuwając nimi leniwie po jej bokach.

typiara bez serca co nienawidzi słodkich koteczków
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie wolałaby mieć psa, ale kot w niczym jej nie wadził. I tak prawie nie było jej w domu, więc pewnie nawet nie odczuwałaby jego obecności, a przynajmniej April miałaby jakieś towarzystwo, zanim wróciłaby do niej z pracy! Poza tym koty wydawały się mniej absorbujące i potrafiły zająć się sobą. I nie trzeba było wychodzić z nimi na spacer. Będzie musiała tylko zamontować jakieś siatki w tych wysokich oknach w lofcie, żeby im ten kociak nie zleciał z czwartego piętra. Jak widać, Teddy szybko oswoiła się z myślą posiadania zwierzaka, chociaż nawet jeszcze o tym nie rozmawiały. Boże, jaka to była wspaniała, bezproblemowa kobieta! Finch to chyba musiała jej ze świeczką szukać. I w końcu znaleźć!
Oszalałaś? — błyskawicznie pokręciła głową. — Nie mam zamiaru zmarnować ani minuty dłużej na bezczynne leżenie w łóżku. Chyba że wracasz tam ze mną. Wtedy to zupełnie zmienia postać rzeczy — zastrzegła, bo bez niej, to nie chciała nigdzie iść. A już na pewno nie planowała przespać takiego pięknego dnia!
April dobrze wiedziała, że Teddy nienawidzi tracić czasu na nicnierobienie. Zawsze była aktywna i nawet jeśli budziła się niewyspana, to zawsze wstawała w dobrym humorze. Potrzebowała tylko krótkiej chwili, żeby wrócić do rzeczywistości, bo Morfeusz za mocno ją przydusił do poduszki. Pewnie stąd ta ślina.
Popatrzyła pobłażliwie na kota. Faktycznie nagle przemówił, a ona nie miała powodów, żeby mu nie wierzyć. Bardziej zastanawiało ją, z jakimi kotami Finch rozmawiała przez cały rok, skoro nie miała jeszcze żadnego? Ale zaraz przypomniała sobie, że potrafiła zatrzymywać się przy każdym bezdomnym dachowcu, więc pewnie wtedy tak sobie plotkowali. Okej, umówmy się, jeśli Darling przy niej nie zwariuje, to będzie naprawdę jakiś pieprzony cud.
Pozwoliła się popchnąć na leżak, przywierając plecami do oparcia. Chociaż pozwoliła, to zbyt dużo powiedziane, bo nawet nie miała szansy na jakąkolwiek reakcję. Wciągnęła głośno powietrze, czując oddech April przy swoim uchu i jej dłonie na ciele.
Nie obudziłaś — wyciągnęła rękę i odgarnęła jej kosmyk włosów za ucho. — Coś za słabo myślałaś. Albo za cicho. Następnym razem musisz postarać się bardziej. Albo po prostu nie pozwolić mi tyle spać, zbudzić pocałunkami i wciągnąć pod prysznic. A nie tylko wstała i już do tego komputera — pokręciła głową z udawaną dezaprobatą.
Wiedziała, że Finch była na tyle dobroduszna i łaskawa, żeby po prostu dać jej odespać. Wczorajszy dzień był pełen wrażeń, również tych niefajnych, więc nic dziwnego, że tak ją zmiotło z planszy. Najwyraźniej organizm Teddy domagał się snu, mimo że teraz był zupełnie odmiennego zdania. I weź takiemu dogódź.
Złapała ją za przedramiona i przyciągnęła bliżej, żeby April mogła wygodnie się na niej ułożyć. Na chwilę, zanim pójdą na plażę. Musiała odizolować ją od tego ustrojstwa, jakim był laptop i dostęp do internetu. Pozostawał jeszcze telefon. I zegarek. Dobra, tych pozbędzie się później. Tak dla zdrowia psychicznego swojej dziewczyny!
Chcesz połapać ze mną fale? — wymruczała prosto w jej usta, na których złożyła długi pocałunek. — Popatrzeć, jak wypinam się na desce? — złapała zębami za dolną wargę i pociągnęła lekko. — Kipieć z zazdrości, jak inni będą się na mnie gapić? — uniosła jedną brew w lekkim rozbawieniu, po czym trąciła nosem policzek April i zaczęła składać drobne pocałunki na linii żuchwy.

lubię, że uśmiech znów masz, gdy mijasz cudzego kota psa
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przejście na swoje na pewno będzie jakimś małym koszmarkiem. No dobra, swoje to dużo powiedziane. Loft należał przecież do Teddy i jak będzie chciała, to może w każdej chwili wyrzucić April przez okno z jej kotami, meblami i pomysłami. Ale to i tak będzie najbliższe własnej przestrzeni niż każde dotąd wynajmowane mieszkanie, o domu rodzinnym nawet nie wspominając. A potem będą przecież miały piękny dom i on już będzie prawdziwie ich! W każdym razie, wszystko to oznacza poluzowanie hamulców. Niektórym trudno uwierzyć, że Finch w ogóle jakieś miała, ale przecież Teddy zdawała sobie z nich sprawę. Znała ją na tyle dobrze, że zdawała sobie sprawę, jak daleko potrafiła odlecieć. Bardzo chętnie zrobiłaby z ich wspólnej przestrzeni mały zwierzyniec, ale na szczęście powstrzymywał ją rozsądek. Musiały mieć dla tych stworzeń czas i pieniądze. A z tym mogło być różnie. Ale dokarmianie bezpańskich zwierząt? Czemu nie! Teddy miała samochód, co ułatwi wożenie wielkich zapasów karmy na działki dla zbłąkanych koteczków. No i będą mogły zaangażować się w jakiś przyjemny wolontariat i w ogóle. Darling na bank z nią zwariuje.
— To może po prostu następnym razem nie będę wychodzić do łazienki? — To był złoty środek! Gdyby wczorajszy dzień wyglądał inaczej, na pewno by ją obudziła. Nie zastanawiałaby się nad tym nawet pół sekundy. Ale za bardzo zależało jej na dobrostanie psychicznym i fizycznym strażaczki. Nie mogła ciągle przedkładać własnych potrzeb ponad wszystko, bo daleko na takim wózku nie zajadą. Zostając w łóżku przy strażaczce podałaby jej szansę obudzenia się na złotej tacy. I to z jakim przyjemnym widokiem! Lepszym niż ten ocean za oknem. A jakby mimo wszystko nie dała się wyrwać z objęć Morfeusza, to już jej starta. To zdecydowanie brzmiało jak perfekcyjny plan na któryś z najbliższych dni. Postarała się, by go zapamiętać.
— Czemu miałabym kipieć z zazdrości? To ich będzie skręcać ze świadomości, że za nic w świecie nie możesz być ich. — Przymknęła oczy, rozkoszując się jej bliskością. Oczywiście, że była zazdrośnicą, a jej dziewczyna miała okazję przekonać się nawet o tym na własnej skórze. A ile razy kompletnie tego nie zauważyła, no dajcie spokój! W każdym razie samo gapienie się to (zazwyczaj) trochę za mało. April mogłaby ją wystawić w gablotce do podziwiania dla wszystkich, gdyby nie fakt, że przez hartowane szkło nie byłaby w stanie jej dotykać. Może powinna ją wsadzać do jakiejś złotej klatki, gdy zostawia ją samą? To akurat było do poważnego przemyślenia.
— Ze mną nie ma tak łatwo, Sercezapewniła poważnym tonem. To akurat była totalna bzdura. Gdyby tylko Darling miała ochotę, byłaby w stanie wzbudzić w niej szaleńczą zazdrość bez większych starań. Ale nie musiała przecież tego wiedzieć! A przynajmniej nie musiała jej tego powtarzać od samego rana.
— Zjedz coś i idziemy. Jestem gotowa na nauki. Spróbuję sobie tym razem niczego nie połamać. — Złożyła na jej wargach jeszcze jeden, krótki pocałunek, zanim zeszła z leżaka. Weszła z powrotem do domu, żeby się trochę do tego wszystkiego przygotować. Nie była pewna, co właściwie powinna zrobić. Tym razem ciepłe ubrania przecież odpadały. Mogła co najwyżej związać włosy i znaleźć perfekcyjne okulary przeciwsłoneczne. Odezwała się też jej dusza opiekunki, przez co spakowała resztę pokrojonych owoców do jakiegoś znalezionego plastikowego opakowania, żeby mogła nimi nakarmić swoją dzielną strażaczkę, jak już wróci na plażę wymęczona wysiłkiem fizycznym. Szybko przestała się też oszukiwać i wpakowała do torby jeszcze Kindla. Na bank szybko wykurwi się na ryj, zrobi sobie jakaś paskudną przerwę i resztę popołudnia spędzi na piasku, spoglądając znad tekstu na swoją wysportowaną dziewczynę.

ginę z nią ze szczęścia, a niе zarzuciłem molly
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ostatnią rzeczą, jaka mogłaby jej w ogóle przyjść do głowy, było wyrzucenie April i całej tej menażerii z mieszkania. Przecież brała Finch w całości, z całym pakietem zwierzyńca, nietuzinkowymi pomysłami i tą jej nieokiełznaną energią, która czasem wywracała rzeczywistość do góry nogami. Nie po to zaproponowała jej wspólne mieszkanie, żeby potem wywalić ją na zbity pysk! To nie była żadna łaska ani chwilowy impuls, tylko świadoma decyzja. Właśnie dlatego powinna powiedzieć to jeszcze raz. Tak, żeby Finch miała absolutną jasność, że to wszystko było na serio. Że to był poważny krok, z którego Teddy nie zamierzała się wycofywać. Nie chodziło tylko o dzielenie czterech ścian, rachunków czy porannej kawy przy jednym stole. Chciała dzielić z nią wszystko! Całe życie! I jeśli to nie było miłością, to Darling naprawdę nie miała pojęcia, czym miłość w ogóle jest.
Uśmiechnęła się, dając jej do zrozumienia, że zdecydowanie nie powinna od razy wychodzić z łóżka i iść do łazienki, kiedy wcale nie musiały tego robić. Były na wakacjach, a po powrocie do rzeczywistości takie chwile będą zdarzać się naprawdę rzadko, bo Teddy ciągle była w biegu. Zajmie trochę czasu, zanim zdoła zmienić priorytety tak, żeby April nie brakowało atencji. To nie było niemożliwe, wystarczyło nie spędzać nocy w remizie, kiedy nie było takiej konieczności. Tak, od tego powinna zacząć.
A bo ja wiem? — wzruszyła lekko ramionami, chłonąc każdy dotyk i każdy pocałunek. Jeszcze zaciągnęła się jej zapachem, pozwalając jej zejść z leżaka. Niechętnie, ale miały rzeczy do zrobienia! — Ja zawsze jestem o ciebie zazdrosna — rzuciła ot tak, jakby to była oczywista oczywistość. Bo była! Może Darling nie okazywała tego na co dzień i dużo trzymała w sobie, ale przecież wielokrotnie łapała się na tym, że aż jej się z tej zazdrości niedobrze.
Zsunęła się z leżaka i przez chwilę pokręciła po apartamencie, sprawdzając w myślach, czy na pewno o niczym nie zapomniały. Do torby musiały trafić jeszcze ręczniki i butelka wody. W tej kwestii nie było dyskusji! Akurat kto jak kto, ale Teddy zawsze pamiętała o nawadnianiu, a teraz czuła się dodatkowo odpowiedzialna, żeby jej dziewczyna nie zalewała się hektolitrami kofeiny. Z drugiej stron, bez przesady. Energetyki też wrzuciła do torby. Nie można przecież wszystkiego sobie odmawiać, zwłaszcza na wakacjach. Nie musiała się przebierać, bikini miała już na sobie, schowane pod luźnym t-shirtem z logiem Osasis. W wypożyczalni desek surfingowe na pewno będą mogły kupić pianki z neoprenu, a na obiad skoczą do miasta. Miały wstępny plan, reszta i tak wyjdzie w praniu.
Wyglądasz zajebiście — skradła April kolejny pocałunek, kiedy już wyszły na zewnątrz. To pewnie przez te fancy okulary. A tak naprawdę Finch zawsze prezentowała się perfekcyjnie. — I jesteś jakąś pieprzoną zaklinaczką kotów — dodała, spoglądając przez ramię, bo rudy zwierzak postanowił towarzyszyć im w drodze na plaże.
Chyba faktycznie, gdyby tylko istniała taka możliwość, to ten sierściuch wróciłby z nimi do Tornoto. I Teddy nawet nie drgnęłaby powieka w ramach sprzeciwu. Naprawdę była skłonna do wielu poświęceń, byle jej dziewczyna była szczęśliwa. To pewnie niezdrowe, ale wielokrotnie przez te lata ulegała wpływom i urokowi osobistemu April, więc pod tym względem nie mogło się wiele zmienić.

bądź odważna lub bądź nieśmiała, czytaj poświatowską, czytaj leśmiana
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pakowały się bardzo dojrzale i odpowiedzialnie. W końcu były już starymi rurami. To nie czasy, gdy brało się tylko kartę, telefon i wiarę, że będzie dobrze. Tego typu wspólne wyjazdy mają już za sobą i pewnie do dziś nie wszystkich z nich pamiętają. Ale to dobrze, bo to od tej dobrej zabawy wszystko. Nadal planowały bawić się co najmniej szampańsko, a przy tym nie zgubić godności gdzieś w jakiejś dziurze. Albo innymi rowie. A mogłyby przecież zgubić bardzo spektakularnie, takie obie były śliczne i pokręcone. W połączeniu stanowiły mieszankę wybuchową, której biedne Hawaje mogłyby nie znieść. Dobrze, że trafiły tu już w tej mądrej wersji.
Pogoda znowu je rozpieszczała. Było ciepło, ale nie na tyle, by stękać z gorąca. Finch wystarczało, że była wyższa temperatura niż w Toronto! No i że nie musiała zakładać na siebie żadnych ciężkich płaszczy. Dzięki temu mogła tak ładnie wyglądać, co jej dziewczyna zauważyła praktycznie od razu. Uśmiechnęła się dumna z siebie. To pewnie te odsłonięte nogi! Ciekawe, zakładałaby, że tak mocno zadziałałby na nią odsłonięte cycki. A przecież nie miała w tej koszulce dekoltu, a do rozbierania się do bikini zostało jeszcze kilkaset metrów.
— Prawda? — przyznała jej radośnie rację. Dla stu procentowej pewności wyjęła jeszcze telefon i przejrzała się w obiektywie aparatu. Faktycznie – zajebiście! Od razu zrobiła sobie zdjęcie. I kotu, który dzielnie za nimi dreptał.
— I've always been good with pussy — znów przyznała jej rację. To jednak April była tą uległą, która zgadzała się ze wszystkim, co powie jej dziewczyna? Najwyraźniej. To, że akurat mówiła dobre rzeczy na jej temat to swoją drogą. Wiadomo nie od dziś, że Darling była wyjątkowo mądrą kobietą, no jak tu się z nią nie zgadać?
Myśli Finch przejęło jedno konkretne zdanie, w które wcześniej z jakiegoś powodu nie wczepiła się pazurami. Sama nie była pewna, czy powinna. Nie było w tym raczej nic złego, ale nie chciała niepotrzebnie Teddy rozzłościć. Na pewno nie w trakcie ich wspólnych wakacji. W końcu strażaczka nie miała w zwyczaju obrażać się o durnoty na kilka chwil, jak April. Jej złość niosłaby za sobą pewnie gorsze konsekwencje.
— A właściwie co miałaś na myśli z tym, że zawsze jesteś o mnie zazdrosna? — rzuciła w końcu, próbując nie brzmieć tak, jakby miała prawie wyskoczyć ze skóry z emocji. Wyszło jej tak średnio, ale to musiało wystarczyć. Robiła dobrą minę do złej gry, jak zawsze przyjmując założenie, że póki w jej głowie wszystko gra, to na zewnątrz też jest w porządku. Może dlatego nie poszło aż tak dobrze, bo przecież jej łeb to zawsze taki burdel? Teraz oczywiście też. Bardzo intensywnie starała się przypomnieć sobie, kiedy Teddy była o nią zazdrosna. No i coś jej, kurczę, nie wychodziło. Nie przypominała sobie o żadnej aferze, ani nawet o drobnych nerwach czy ukradkowych spojrzeniach. Była aż tak niedomyślna czy jednak Darling coś zmyślała? Na bank to drugie.
— Pomijam już fakt, że niespecjalnie miałaś okazję, ale nawet bez okazji jakoś nigdy nie zauważyłam — dodała, by rozjaśnić sytuację. Przecież była święta i nie dawała jej powodów do zazdrości! A przynajmniej nie na jej oczach. No dobra, przynajmniej nie odkąd są oficjalnie razem.

Złotą klatkę sprawię Ci, będę karmić owocami
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W teorii Teddy zawsze była tą rozsądniejszą. To ona pilnowała, żeby April gdzieś się nie zgubiła albo nie robiła jakichś głupot, których potem mogłaby żałować. Pewnie równie wiele razy nie udało jej się uchronić jej przed szalonymi decyzjami, bo sama przekraczała magiczną barierę, kiedy wypijała o kieliszek za dużo i potem nie pamiętała tylko urywki z poprzedniego wieczora. Ale młodość rządziła się własnymi prawami. Teraz były starsze i mądrzejsze. No dobrze, na pewno starsze. I zdecydowały się na poważny związek, a to już zobowiązywało do porzucenia dawnych nawyków!
Trochę polemizowałaby, że to Finch zgadzała się ze wszystkim, co mówiła. To znaczy, owszem, zgadzała się, ale jak miałaby tego nie robić, kiedy Darling ją komplementowała? A przecież wszyscy wiedzieli, że April była łasa na komplementy. Ja, ty, a przede wszystkim sama Teddy. Ale jak mogła jej nie powiedzieć, że wygląda zajebiście, skoro świeciła jak miliony monet?
Spojrzała na nią znad okularów przeciwsłonecznych z wysoko uniesionymi brwiami. Naprawdę nie widziała jej zazdrości? Okej, nie demonstrowała jej na lewo i prawo, jednak po oczach było widać wszystko. Finch powinna jej się lepiej przyglądać.
Pamiętasz, jak przyszłaś do mnie ze śladem szminki na koszulce? Myślałam, że mnie wtedy popierdoli— wyznała szczerze, choć istniało spore prawdopodobieństwo, że mogła jednak tego nie pamiętać, bo była zbyt porobiona. No trudno! Jej strata! — Albo na Sylwestrze, jak gapiła się na ciebie ta długonoga brunetka? Potem okazało się, że patrzy na mnie, ale to nieważne! Wtedy też byłam zazdrosna. Nie mówię o tym, co było wcześniej, przecież tylko się przyjaźniłyśmy — gdyby Darling miała być zazdrosna o April przez cały okres ich znajomości, to chyba dawno wylądowałaby w zakładzie zamkniętym.
Do tej pory nie przypuszczała, że ich relacja może zajść aż tak daleko i że może aż tak ewoluować! Żadna z nich nie mogła tego przewidzieć. Tym bardziej nie spodziewała się, że Finch kiedykolwiek mogła być o nią zazdrosna. Niby z jakiej racji? Przecież obie od lat umawiały się z różnymi dziewczynami, wchodziły i wychodziły z przeróżnych związków, czasem krótszych, czasem bardziej intensywnych, ale zawsze niezależnych od siebie nawzajem. Nigdy nie było między nimi miejsca na zazdrość i zaborczość. A jeśli już pojawiały się jakieś pretensje, to dotyczyły braku czasu, bo nie potrafiły znaleźć dla siebie wystarczająco dużo przestrzeni między pracą, innymi ludźmi i własnym życiem. Ale nawet to nigdy nie było prawdziwym problemem. Musiały po prostu to przyjąć jako nieunikniony koszt dorosłości.
I bardzo dobrze, że miałam okazji — zaznaczyła natychmiast i zatrzymała się na chwilę. Pociągnęła ją za rękę i przyciągnęła do siebie, żeby objąć ramionami. — Chciałabyś, żebym zzieleniała z zazdrości i robiła ci wyrzuty? I żebym łaziła nadąsana? Albo gorzej - pobiła kogoś? — pokręciła z rozbawieniem głową. — Nie dajesz mi powodów do zazdrości. Jeszcze — podkreśliła, ale jeśli kiedykolwiek tak się wydarzy, Teddy na pewno zakomunikuje to jasno i wyraźnie. Unikała kłótni, ale nie uciekała od konfrontacji. — Ale ja tobie też nie, więc jesteśmy kwita. Co wcale nie oznacza, że nie zauważę, jeśli ktoś zawiesi na ciebie oko dłużej niż to w ogóle konieczne — cmoknęła ją w czoło. To działało również w drugą stronę, na sto procent zakoduje, jeśli to jej dziewczyna będzie lampić się na inne laski. Ale w porządku, nie było w tym nic złego. Miały dobry gust, a piękno trzeba doceniać!

jesteś jak nieoczekiwany zwrot podatku
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzięła głębszy wdech, słuchając uważnie jej wyjaśnień. Spodziewała się właściwie wszystkiego tylko nie tego, co usłyszała. W pamięci wyszukiwała jej sposób rozmawiania z większością koleżanek, nawet tych, które były jej względnie obojętne. Zastanawiała się nawet nad Vantą, bo była na tyle specyficzna, że mogła wzbudzać w niektórych takie emocje. Ale widać nie w Teddy. Za dobrze pewnie zdążyła ją poznać, gdy jeszcze była w związku z April czy coś. Wszystkie logiczne sprawy odrzuciła. Najpierw wspomniała o wyjątkowo niefortunnym spotkaniu z początku stycznia, o którym April wolałaby zapomnieć. Niestety pamiętała je doskonale. Takich upokorzeń się nie zapomina. Nie pamiętała za to, czyja była ta nieszczęsna szminka i miała wrażenie, że nie miała pewności już wtedy. Zazdrość w zdrowej ilości mogła uchodzić za uroczą i podtrzymującą dynamikę w związku, ale akurat w tym przypadku? Nic dobrego z tego nie wynikało. Drugi przypadek wcale nie był lepszy! To też bardzo dobrze pamiętała, bo przecież to ją prawie wzięła jasna cholera przez to babsko. To też był jakiś rodzaj upokorzenia dla Finch. No po prostu cudownie. Najpierw zrobiła z siebie kretynkę, myśląc, że jest przez kogoś adorowana, a potem okazało się, że to w ogóle nie chodziło o nią i zrobiła z siebie kretynkę po raz drugi, warcząc z zazdrości. Pamiętała, że Teddy mówiła coś o stosowaniu przemocy fizycznej wobec tej kobiety, ale tylko w żartach. No i została potem zasypana atencją i drinkami, dzięki czemu błyskawicznie jej przeszło.
Finch miała ochotę jęknąć żałośnie albo chociaż trochę sobie pokrzyczeć. Ale to nie pora na to, musiała trzymać fason. Wiedziała, że zadawanie tego pytania, to durny pomysł. Czuła to przecież. Nie bez powodu się przed tym powstrzymywała. Jak zwykle nie posłuchała swojej intuicji i teraz miała za swoje. Dostała dwa dziwaczne przykłady, które pewnie nawiedzą ją którejś bezsennej nocy, nie dając się ustabilizować w bezpiecznej pozycji przy Teddy. Bo czy to na pewno dobrze, że nie była o nią tak naprawdę zazdrosna? To zdrowiej niż jakby miała być furiatką. Ale tak skrajnie w drugą stronę, to chyba też nie za dobrze? Nie miała siły się na tym skupiać w tym słońcu.
— Nie musisz nikogo bić, przecież jestem cała twoja — zapewniła, uśmiechając się. To była najlepsza strategia. Skupić się na ich dziwacznej pięknej miłości! Nie miała żadnych wątpliwości, że kocha Teddy całym sercem, a od wczoraj mogła też mieć pewność, że to odwzajemnione uczucie. To powinno jej wystarczyć.
— Mhmm. Obstawiamy, jak szybko jakaś laska wciśnie ci do kieszeni swój numer? A nie, przepraszam. Jesteśmy na Hawajach. To za gumkę od bikini. — Wywróciła oczami, bardziej rozbawiona niż przejęta. Przecież na zapas nie będzie się na to złościć. Nie miała żadnych wątpliwości, że to się na tych wakacjach wydarzy. Pewnie nawet dzisiaj. Co najmniej raz. Teddy przecież potykała się o adoratorki non stop. A jak będzie paradować po plaży albo popisywać się na falach, to już w ogóle znajdzie się nowe, chętne stadko. Ruszyły dalej w stronę wypożyczalni desek. Z daleka było już widać znak, zapraszający do czilowania bomby i serfowania. Klimacik pierwsza klasa, hawajski aż do przesady, czyli jak wszystko w tym mieście.

Baby, I'm jealous of the pictures that you like
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O Vantę też była zazdrosna, to prawda, ale chyba nie do tego stopnia, żeby prychać pod nosem i demonstracyjnie wybiegać z salonu tatuażu, gdy tylko przyłapywała ich na wymianie ukradkowych spojrzeń. Zresztą, z boku wszystko wyglądało zupełnie normalnie. Rozmowy toczyły się naturalnie, śmiech nie brzmiał podejrzanie, a gesty nie przekraczały granic zwyczajnej uprzejmości. Tylko w głowie Teddy ta sytuacja urosła do rangi flirtu, przecież wcale nim nie była! Chyba. A może jednak była? Może po prostu tak skutecznie zepchnęła własną zazdrość na dalszy plan, że tego nie zauważyła? Nie chciała wyjść na kogoś, kto robi sceny bez wyraźnego powodu. Wiedziała przecież, że zazdrość bywa zdrowa. Ale tylko wtedy, gdy ma solidne podstawy. I tylko w niewielkich dawkach.
Chciałabyś, żebym była o ciebie chorobliwie zazdrosna? — zapytała, choć sama nie potrafiła powiedzieć, po co właściwie to robi. Ale to April pierwsza poruszyła ten temat! — Tak bardzo, żeby aż mnie rozsadzało od środka? Żebym zapominała, jak się oddycha, i zastanawiała się, czy to jeszcze zazdrość, czy już czyste szaleństwo? — posłała jej rozbawione spojrzenie. — Mam ci kręcić afery, bo gapisz się na jakąś lampucerę? Mogę taka być — dodała już poważniej i nawet pokiwała głową, chcąc utwierdzić w tym przekonaniu nie tylko swoją dziewczynę, ale również samą siebie.
To na pewno byłoby całkiem nowe i nietypowe doświadczenie dla nich obu. Ale chyba nawet Finch w końcu nie dałaby rady wytrzymać z taką wersją Darling. Taką, która ją kontroluję na każdym kroku, sprawdza i łypie złowrogo na każdą panienkę, która ledwo zdążyła zerknąć na April. To byłoby dopiero pojebane. Teddy nigdy nie była typem zazdrośnicy. Zazdrość kojarzyła jej się z próbą posiadania drugiego człowieka na własność niż z troską. Wychodziła z prostego założenia, że prawdziwą relację da się zbudować wyłącznie na szczerości i wzajemnym zaufaniu. Wiedziała, że nie dopuściłaby się niczego, co mogłoby sprawić partnerce autentyczną przykrość. Nie tylko dlatego, że ją kochała, ale później czułaby się z tym paskudnie i nie umiałaby spojrzeć sobie w oczy. Wyrzuty sumienia zżerały ją od środka znacznie skuteczniej niż jakakolwiek zazdrość.
A więc tak się bawimy? — zaśmiała się, słysząc wzmiankę o numerze telefonu. — Ty się ciesz, że jednak do niej nie zadzwoniłam — sprzedała April kuksańca w bok. Nie mówiła poważnie. Wcale nie miała takiego zamiaru. Może Teddy była trochę jak pies na baby i mogłaby tymi numerami wypełnić cały klaser, ale to wcale nie oznaczało, że od razu desperacko łapała za telefon. — Mam najlepszą dziewczynę pod słońcem, tylko ona może mi wciskać coś za gumkę od bikini. Najlepiej ręce. I język — objęła ją ramieniem, kiedy dochodziły do budki wypożyczalnią desek.
Darling od razu kupiła dwie pianki, bo nawet jeśli Finch stwierdzi, w którymś momencie, że woli jednak wylegiwać się na plaży, to przecież musiała mieć specjalnie przystosowany strój na deskę! A jeśli już o desce mowa...
Weźmiemy różową? — wskazała podbródkiem na taką z fioletowymi kwiatkami. — Wiem, że chcesz wziąć różową — mrugnęła do niej porozumiewawczo. W sumie i tak była najładniejsza z tych, które zostały, a jedna powinna im wystarczyć. Nie zapomniała też kupić kremu z filtrem, bo chociaż słońce nie było takie ostre, jak w pełni lata, to na pewno było zdradliwy i pewnie spiekłyby sobie te śliczne buźki.

a dla niej mógłbym pieszo iść nad rzekę missouri
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”