ODPOWIEDZ
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się od razu, słysząc potwierdzenie w kwestii liczby potencjalnych dzieci. Znając wielkie serce Teddy, zdziwiłaby się, gdyby chciała ich mniej, ale to na dobrą sprawę nigdy nie wiadomo. Dzieci to poważna sprawa, nie można do tego podchodzić lekką ręką i zgarniać pierwsze lepsze jak koty ze śmietnika.
— Naprawdę? — dopytała jeszcze dla stuprocentowej pewności. Aż się cała wyprostowała z tych emocji. Nie miała ochoty sprowadzać sobie dzieciaków na łeb w przeciągu najbliższych miesięcy, ale trzeba byłoby zacząć się nad tym poważnie zastanawiać. W końcu młodsze się nie robiły.
— Chłopcy? Dziewczynki? — dodała, tym razem nie mając żadnych podejrzeń w kwestii preferencji Teddy. Ba, sama nie była pewna, co by wolała. Może zestaw mieszany? Albo dziewczynki? bałaby się pewnie, że z chłopakami sobie nie poradzi. Będą zapatrzeni w Teddy, a ona skończy jako ta wymagająca i poważna matka, a przecież na to nie może sobie pozwolić. Powinny się oczywiście najpierw zastanowić, skąd te dzieci wezmą, a nie, jakie chcą, ale i na to przyjdzie pora! Nie powinno być problemów ze znalezieniem rozwiązań, jak już obie zdadzą sobie sprawę, że żadna nie ma zamiaru pakować sobie na łeb macicę ciąży.
— Ty naprawdę dawno nie byłaś na porządnym rave'ie. — Pokręciła głową ze zmartwieniem. W takie miejsce na pewno by ją w dresach wpuścili, czemu by nie! Ale kto by chciał wkładać tam na siebie coś tak nieinteresującego? Na pewno nie April. Oczywiście nadal głosowałaby za czymś, co będzie eksponować nogi strażaczki. Albo w ogóle większość jej ciała.
Uśmiechnęła się łobuzersko na samą myśl o sukience. Ostatnio, kiedy Teddy zaskoczyła ją strojem, o mało serce nie wyskoczyło jej z piersi. Pewnie tym razem będzie tak samo. A to przecież nie będzie coś tak wyszukanego i eleganckiego, jak w muzeum. Finch szczerze liczyła na dużo większe kurestwo! Złożyła krótki pocałunek tuż pod jej wargami, nie mogąc już teraz wysiedzieć we własnej skórze. Darling zbyt łatwo działała na jej wyobraźnię, ale musiała się jakoś powstrzymywać. Czasem.
— Czyli najpierw chcesz mnie spić, potem wyobracać, potem naćpać i znowu wyobracać? Strasznie jesteś ambitna. — Podrapała się po karku, zastanawiając się, czy da radę to wytrzymać. Pewnie da, niejedną noc tego typu przecież przeżyła! Żałowała tylko, że te wszystkie pomysły urodziły się akurat w dniu, w którym tak bardzo się nie wyspała. Ale pal to sześć. Wyśpi się kiedy indziej. W końcu cały czas miała z tyłu głowy, że na krótko powinien je tu zablokować deszcz. Wtedy będzie mogła spać pół dnia.
Zamówiła dla nich jakieś chipsy. Bar nie oferował niestety za wiele opcji obiadowych. Właściwie to nie oferował niczego. Śniadanie i owoce to jednak za mało, a ona nie chciała się porzygać. Nie przed zmrokiem. Tym się przynajmniej zapcha. O minerały i inne odżywcze głupoty zadbają przecież później. Wepchnęła w siebie kilka chipsów, czekając, aż jej dziewczyna wpadnie na perfekcyjny toast. Poszło całkiem sprawnie. W końcu była taka mądra i w ogóle. April uniosła kieliszek i przełknęła szybko niedobry alkohol. Odstawiła puste szkło na blat, wpatrując się w nie przez moment z wyrzutem.
Wyciągnęła dłonie w stronę lamówki koszulki Teddy. Przesunęła po niej palcami, jakby chciała ją nieco wygładzić i zrzucić z niej resztki piasku, które wdarły się na materiał, bo przecież żadna tora nie jest w stanie niczego zabezpieczyć przed atakiem piasku na plaży. Palce, niby od niechcenia, wsunęły się pod bluzkę. Przesunęły się po szyi, zatrzymały na karku.
— A właściwie jak ja dzisiaj na ciebie patrzę? — dopytała szeptem, łaskocząc jej skórę paznokciami. Doskonale wiedziała, co robi, ale była ciekawa, jak widzi to Teddy. Może tylko w głowie April wpatrywała się w nią z takim uwielbieniem? Może w ogóle nie było w nich widać tego, że nie jest w stanie wytrzymać dłuższej chwili w odległości dalszej niż dwa metry? Istniała jakaś niewielka szansa, że Darling w ogóle nie dostrzegała tej palącej potrzeby bycia przy niej do końca życia? Może przez to, że tak mocno mieszała się z chęcią wciągnięcia jej do najbliższej łazienki, by móc się tam pieprzyć?

Znikają wokół ludzie czuję tylko Twój wzrok. Beztrosko z głową w chmurze, cały świat to mój MOC
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciała wierzyć, że płeć nie ma dla niej żadnego znaczenia. Że najważniejsze będzie tylko to, aby dzieci były zdrowe, szczęśliwe i kochane. A jednak ubzdurała sobie, że chciałaby mieć przynajmniej jedną córkę. Jedną dziewczynkę, której mogłaby zaplatać włosy i którą nauczyłaby odwagi i niezależności. Nie oznaczało to jednak, że chłopcy byliby w jakikolwiek sposób mniej wyczekiwani czy mniej kochani. Wręcz przeciwnie. Teddy była przekonana, że niezależnie od płci jej dzieci nie zabrakłoby im ani czułości, ani silnych wzorców. Gdyby miała synów, pokazałaby im wszystkie sporty świata - od piłki nożnej po wspinaczkę, od pływania po jazdę na nartach. Nauczyłaby ich, jak pewnie trzymać wiertarkę, jak wymienić koło w samochodzie i jak nie bać się ubrudzić rąk. Przekazałaby im wszystko to, co kiedyś przekazał jej ojciec - zaradność, upór, ciekawość świata i przekonanie, że nie istnieją rzeczy nie dla dziewczyn ani nie dla chłopców. Że można być wrażliwym i silnym jednocześnie. Że łzy nie odbierają odwagi, a umiejętność proszenia o pomoc jest tak samo cenna jak samodzielność. Może więc w gruncie rzeczy nie chodziło o samą płeć, ale o wewnętrzną potrzebę zobaczenia w dziecku cząstki siebie. Tej małej dziewczynki, którą kiedyś była. I o szansę, żeby dać komuś to, czego sama się nauczyła, i jeszcze trochę więcej.
Dziewczynka i chłopiec? — w jej odpowiedź wdarła się niepewność. Czegoś jej tutaj brakowało. — Dwie dziewczynki i chłopiec? Co myślisz? — nagle dwójka zmieniła się w trójkę. Taka opcja powinno spodobać się April, w końcu sama miała dwie siostry!
Z tymi dziećmi to była totalna loteria, nawet jeśli zdecydowałyby się na surogatkę, bo żadnej z nich nie widziałoby się łażenie z brzuchem. Tylko to chyba trochę kosztowało? Pozostawała jeszcze adopcja, ale to też długa droga do przejścia i cała masa formalności. No nic, na pewno coś wymyślą?
Darling zamyśliła się na dłuższy moment. Jakby tak się lepiej zastanowić, to nie była na rav'ie całą wieczność. Pewnie ostatni raz na studiach, bo później pochłonęła ją praca na dwie zmiany i tyle miała z imprezowania.
Nie wspominałam nic o ćpaniu — zaznaczyła, ale najwyraźniej balowanie w klubie kojarzyło się April tylko z jednym. — Ale tak. I jeszcze w międzyczasie planuję cię kilka razy przelecieć. A skoro już mówisz o tym tak otwarcie, to najpierw musisz nam coś skołować. No wiesz, jako ta wielka znawczyni i rasowa narkomanka — powiedziała, szybko przechylając swój kieliszek. W teorii im szybciej, tym lepiej, ale chyba z tym alkoholem nie działało to w taki sposób. Nie działało w żaden sposób. Aż zatęskniła za pysznym, zdradliwym trunkiem, który piły podczas grudniowego Jarmarku.
Mruknęła cicho, czując palce Finch na swoim karku. Delektowała się tym dotykiem, aż w końcu nachyliła się i tym razem to ona złożyła pocałunek, ale w kąciku jej ust, jednocześnie kładąc dłoń na odsłoniętym udzie.
Dzisiaj? — udała wielce zamyśloną, leniwie kreśląc paznokciami ślady na skórze. — Dzisiaj patrzysz tak, jakbyś nie widziała poza mną świata. I trochę pieprzysz mnie oczami, ale to akurat nic nowego — nachyliła się, zahaczając zębami o jej płatek ucha. — Uwielbiam, kiedy tak robisz i zdziwiłabym się ogromnie, gdybyś nagle przestała — wyszeptała i wyprostowała się, aby znów móc na nią spojrzeć. — Ale chyba nie chcesz, żeby zaczęła rozbierać się już tutaj? — uniosła figlarnie jedną brew i chociaż starała się zachować powagę, to nie mogła powstrzymać się od zawadiackiego uśmiechu. Minie jeszcze sporo czasu, zanim Teddy będzie gotowa podzielić się April z jakimś małym człowiekiem, który kiedyś pojawi się w ich życiu.

zapraszałem ją do mieszkania, kątem oka widzę jej stanik
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przynajmniej zgodzą się, że najważniejsze to przekazać dziecku, by w siebie wierzyło i było dobre dla świata i samego siebie. A resztę będzie się szyć na bieżąco! Właściwie April na ten moment nie miała pojęcia, czego tak naprawdę mogłaby nauczyć takiego malucha. Dzieci raczej nie uprawiają takiego stylu życia, jak ona. Zawsze zostawała ta gra na gitarze i pianinie! Ale jak Teddy nadal będzie tak szybko wszystko łapać, to podkradnie jej te umiejętności i zrobi się mały problem. To dopiero byłby zwrot akcji, gdyby to ona stała się wiecznie nieobecnym rodzicem, który służy głównie do przynoszenia do domu pieniędzy. Dzieci rysowałyby w szkole obraz rodziny i zamiast April umieszczałyby tam jakaś długonogą sąsiadkę. Albo Jetta.
— Perfekcyjnie. — Znów nie umiała przestać się uśmiechać. Serce rozpływało jej się szybciej niż czekolada pozostawiona na słońcu. Nie potrafiła pojąć, jak Teddy spełniała wszystkie jej zachcianki i wymagania, skoro tak wielu z nich nawet nie wypowiadała na głos? Poczuła, jak na policzkach pojawia się jej delikatny rumieniec. Wszystko jedno, jak życie się dalej potoczy i co z tych planów wyniknie. Nie miała żadnych wątpliwości, że wszystko będzie doskonale, póki będzie miała ją obok.
Rasowa znawczyni i narkomanka uniosła tylko brew, patrząc na niewinną anielicę z politowaniem. No bez przesady, nie było przecież z nią aż tak źle! A może było? Momentami na pewno przeginała, ale przecież nie robiła tego już od wieków. Jej ostatnia wpadka była właściwie w kompletnie innym życiu.
— Dobrze, dobrze. Mówiłam przecież, że zdobędę nam wyśmienite narkotyki. I znajdę perfekcyjny klub, w którym mogę się zeszmacić. — Spojrzała na swoje kieliszki, ale nie wyciągnęła ręki po kolejny. Może jednak sobie odpuści? Wygodniej byłoby zdecydować się na jeden narkotyk, a nie pakować w siebie każdy dostępy od ręki rodzaj. Lepiej było skupić się na tych dziwacznych, amerykańskich chipsach. Jakim cudem u nich wszystko smakowało jakoś tak... gorzej? I sztuczniej, jeśli w ogóle można to sobie wyobrazić w kontekście chipsów.
Przez jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz, gdy dziewczyna zbliżyła się jeszcze bardziej i zaczęła szeptać jej do ucha. Nie była w stanie nad sobą panować w takich sytuacjach. Drapnęła ją mocniej w kark. Niecelowo. Próbowała powstrzymać drżenie, łapiąc się tego, co miała akurat pod ręką. Niewiele jej to dało.
— Nie ma szans, żebym przestała — mruknęła zadowolona, nieświadomie nachylając się w jej stronę. Odruchowo chciała zniwelować dzielącą je odległość, gdy tylko Teddy się wyprostowała, tworząc między nimi jakieś lata świetlne pustego powietrza. Jak ona tak mogła?
— Z tym światem się zgadzam, ale... trochę pieprzę cię oczami? — Dłoń znów rozpoczęła wędrówkę, tym razem z karku na szyję. Palce szybko odnalazły linię żuchwy, którą zdążyły tylko musnąć. Opuszki przesunęły się po dolnej wardze strażaczki, zbierając z nich wilgoć alkoholu. Zbliżyła się do jej ust, zatrzymując się milimetry od pocałunku.
— Czuję się teraz strasznie niedoceniona — wyszeptała prosto w jej delikatnie rozchylone wargi. To zdecydowanie nie zasługiwało na żadne pocałunki, nie mogła jej przecież nagradzać za takie brzydkie opinie. Odsunęła się powoli i zsunęła z barowego stołka. Podsunęła bliżej strażaczki ostatni kieliszek, jaki jej został. No, chyba że miała jeszcze ochotę na te dwa niedopite przez April.
— Kończ i zabierz mnie stąd — zadecydowała za obie, że to najwyższa pora się ulotnić. Nie warto było tracić czasu na tych twardych stołkach, skoro miały dzisiaj jeszcze tyle do zrobienia.

Teraz sypiam z aniołem, dziś kocham z bogini
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wychodziła z założenia, że to jednak ona będzie tym wiecznie nieobecnym rodzicem, który wraca po służbie, a potem odsypia, żeby znów ratować ludzkie życia. A jeśli obie ciągle byłyby w pracy, to kto wtedy zajmowałby się dziećmi? Niańki? Rodzice Teddy? Albo - co gorsza - rodzice April? O nie, to chyba po trupie Darling! Oni sami zatrudniliby niańkę, żeby tylko nie zajmować się wnukami. Pewnie tak robili też w przypadku własnych dzieci. Aż dziwne, że Finch w ogóle wiedziała, jak wyglądali jej rodzice.
Czy to było nierozsądne, że tak bezgranicznie ufała swojej dziewczynie w kwestii narkotyków? Zapewne. Samo sięganie po nie trudno uznać za rozsądne, a co dopiero oddawanie oddawanie swojej trzeźwości w cudze ręce. Ale z kim innym miałaby to zrobić, jeśli nie z nią? Teddy już coś kiedyś brała. Gdzieś. Nie potrafiła jednak sobie przypomnieć, co to dokładnie było ani jak się wtedy czuła.
Też chcę się zeszmacić — zastrzegła buńczucznie, bo przecież nie po to zamierzała się oćpać, żeby potem nie szaleć do rana i nie robić głupich rzeczy. No dobrze, nie do końca aż tak głupich. Co najwyżej potańczy na barze i przeleci w ciemnym zakamarku klubu swoją dziewczynę. To nawet nie brzmiało ani trochę głupio!
Wstrzymała oddech, gdy paznokcie Finch wbiły się mocniej w jej kark. Nie miało to nic wspólnego z bólem. Chodziło o to, jak pod jej dłonią intensywnie się czuła. Miała nieznośną świadomość każdego nerwu, a to tylko zbudziło iskrę, która przesuwała się po jej skórze i rozpalała kolejne miejsca.
Nie chciałam sprowadzać twojego wzroku tylko do pieprzenia — wyjaśniła, a właściwie jęknęła żałośnie, bo April jedynie przesunęła palcami po jej ustach, zamiast po prostu ją pocałować. Ależ to był mały podelec! — Chciałam podkreślić, że widzę w twoich oczach miłość, ale przy tobie nie można być romantyczką — pokręciła głową z udawanym politowaniem i chwyciła z kieliszek, który opróżniła w zawrotnym tempie. Smakował tak samo okropnie, jak pierwszy i każdy kolejny.
Spojrzała wątpliwie na alkohol, który zostawiła Finch. No nie, takiego marnotrawstwo, to ona nie zniesie. Złapała za jeszcze jednego szota, a drugi kieliszek podsunęła barmanowi, zachęcając go do wypicia skinieniem głowy. Taka była kulturalna i dobroduszna! Nie będzie przecież tego wylewać dla hawajskich partyzantów. Dopiero po tym, jak alkohol zniknął, odstawiła kieliszek na blat i złapała za torbę z rzeczami.
Chodź — złapała Finch za rękę, prowadząc ją w kierunku drogi, na końcu której znajdował się ich apartament. — Jesteś nieznośna — skwitowała, kiedy minęły jakichś turystów z Japonii albo innego, azjatyckiego kraju. Wszystko jedno, wszyscy wyglądali praktycznie identycznie. — Strasznie seksowna, ale nieznośna. Jak tylko dotrzemy do domu, to idziemy pod prysznic. Razem — teraz to ona zadecydowała za nie obie, a jej ton nie znosił ani krzty sprzeciwu. Ona też umiała się rządzić.
Ledwo znalazły się przy frontowych drzwiach, a Teddy nawet nie pozwoliła April przekręcić klucza w zamku. Zanim metal zdążył zadźwięczeć w dłoni, przylgnęła do niej całym ciałem i niecierpliwie wsunęła rękę pod koszulkę, przejeżdżając paznokciami po plecach. Drugą pociągnęła za materiał i odsłoniła skrawek skóry, który natychmiast pokryła serią zachłannych, stęsknionych pocałunków.

będziemy leżeć nie na ziemi, tylko nad ziemią, tak z parę stóp
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie ma co znęcać się nad dzieciakami i zrzucać je na głowę Finchów. O ile jakimś cudem zgodziliby się na taką opiekę. Może z desperacji? Nie spodziewają się pewnie wnuków po żadnej ze swoich latorośli. Jakby nagle jakieś dziecko się zmaterializowało w mieszkaniu chociaż jednej z nich, to naprawdę byłoby coś! Może nawet zaangażowaliby się w opiekę, bo byliby tak tym wszystkim skołowani. Rodzice Teddy nadawali się do tego dużo lepiej, ale przecież to też nie może być tak, że wszystko będą zrzucać na cudze łby. Chyba muszą jeszcze poważnie przemyśleć tę kwestię potomstwa. Słodkie marzenia to jedno, ale trzeba było być też rozsądnym.
— Dobrze, Księżniczko. — Parsknęła rozbawiona tak odważnymi deklaracjami. Kto by pomyślał, że będzie chciała ją dogonić akurat w poziomie zeszmacenia się? Musiała się postarać, jeżeli chciała dorównać rasowej znawczyni i narkomance! Ten dziwaczny alkohol, który strażaczka tak chętnie w siebie wlewała, na pewno jej pomoże. Albo zaszkodzi. Odstrzeli ją w całkowicie inny kosmos niż April i nie będą się mogły w tym klubie znaleźć, stojąc tuż obok siebie.
— Mhmm. Wcale. — Na pewno nie będzie się teraz kłócić z nią o wnoszenie romantyzmu do związku. Wiedziała, że ostatnie, co można jej zarzucić, to niebycie romantyczką. Może ewentualnie przedostatnie. Czwarte od końca? Top dziesięć rzeczy, których nie zarzucisz April – zostańmy przy tym. A w ogóle to przecież powiedziała, że świata poza nią nie widzi, więc czepiała się dla samego czepiania. I to niby Finch była podła?
Obserwowała, jak jej partnerka wlewa w siebie kolejne porcje alkoholu. Tempo miała naprawdę niesamowite. A to sprawiało wrażenie dość mocnego trunku. Przynajmniej będzie miała dobry dzień! Oby tylko się nie porzygała, a resztę się ogarnie. April czekała cierpliwie, aż skończy się rytuał moczenia mordy, a potem bardzo posłusznie dała się wyciągnąć na zewnątrz. Dobrze, że Darling nie podzieliła się na głos tymi przemyśleniami na temat turystów, bo by się niepotrzebnie teraz posprzeczały. A strażaczka miała wyraźnie inne plany.
— Nieznośna? A to niby dlaczego? — Prychnęła niezadowolona. Tę uwagę o byciu seksowną w pełni rozumiała, totalnie się zgadzała. Ale żeby ją zaraz wyzywać od nieznośnych? Teddy to dopiero była nieznośna! Jak stara, skórzana kurtka, no nie znosi jej. Przynajmniej ta wizja prysznica była przyjemna. Ale czy jej partnerka zasłużyła w ogóle na takie nagrody po tak bezczelnych słowach? Trudno powiedzieć!
Nie dała jej zbyt dużo czasu na zastanowienie, ani w ogóle szansy na podjęcie decyzji. Drzwi wciąż czekały na otwarcie. Ale trudno się je otwiera, będąc do nich przyszpiloną. Westchnęła zaskoczona tą gwałtownością. I to ona niby była tą wiecznie niewyżytą? No patrzcie państwo. Uśmiechnęła się, wyprężając ciało pod wpływem pocałunków, chcąc dać Teddy jeszcze lepszy dostęp do samej siebie. Ale to w ogóle nie zadziałało. Położyła dłoń na jej mostku i odepchnęła ją mocno od siebie. Zanim strażaczka zdążyła zaprotestować, złapała za krawędzi własnej koszulki i sprawnym ruchem ją z siebie zdjęła. Upuściła materiał pod nogi, złapała za (kompletnie niepotrzebną) bluzkę Darling i przyciągnęła ją do siebie z powrotem, wracając do namiętnych pocałunków. Niespecjalnie przejmowała się faktem, że stały nadal przed domem na środku ulicy i stwarzały właśnie nową atrakcję turystyczną. Chwilowo niestety akurat nikt nie przechodził. Niech żałują! Omijają ich kolejne, zachłanne pocałunki. Nie zobaczą, jak April wypycha biodra do przodu, odklejając skórę od ciepłych drzwi, napierając na Teddy. Totalnie umkną im jej palce, które zsunęły się z koszulki na tyłek strażaczki. Zacisnęły się na jej pośladkach, przyciągając jej biodra jeszcze bliżej, o ile w ogóle było to możliwe.

Czuję jak ziemia już usuwa się spod nóg, tak Cię pragnę
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


kiedy patrzę w twoje oczy wiem, że nie chcę już niczego szukać
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


ej, lubię, gdy patrzysz, jak patrzę
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


patrzysz na mnie, patrzysz i gotuje mi się krew
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


jak niebo piękna, nosiłem ją na rękach
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”