30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kiwnęła głową, przyznając jej rację. No pewnie, że nie będą ćpać cały czas. Trzeba sobie czasem robić przerwy! Zresztą. Miały zapas tak czy siak. Pewnie będą musiały go tu zostawić, bo tego nie przerobią we dwie. Ale April zawsze kupowała z rozmachem, nawet narkotyki. Cieszyła się jednak, że mają potencjalny kontakt na przyszłość. Albo że będzie mogła polecać Princess Bubblegum znajomym, którzy tu przylecą na wakacje. Przez taki wszechobecny w jej bani entuzjazm nie było szans, żeby kiedyś zauważyła subtelne oznaki zazdrości u Teddy. Musiałaby się naprawdę postarać, a trudno to zrobić, jak się nawet nie wie, że się próbuje. Może kiedyś skupi się nieświadomie i zdobędzie upragnione dowody.
— Masz rację, masz rację i masz rację — przyznała z uśmiechem. Była dzisiaj wyjątkowo zgodna i uległa. To klękanie przed Teddy wcale nie było najwyższym wyrazem posłuszeństwa. Co innego takie wielokrotne przyznawanie jej racji. Ale o co tu się kłócić? Wyglądała bardzo dobrze, to oczywiste. Pachniała świetnie – sama nie mogła się siebie nawąchać. A to, że są kompatybilne jest największą oczywistością z nich wszystkich.
— Jeżeli miałybyśmy celować w narkotyczną muzykę, to lepsza byłaby KI/KI. Albo w ogóle wzięcie innych narkotyków. Mam ochotę potańczyć, więc totalnie zgadzam się na nasthug — wyjaśniła, zgarniając wszystko, czego potrzebowała. Czyli właściwie tylko telefon i narkotyki. Zarzuciła kurtkę na ramiona raz jeszcze, przejrzała się w lustrze i sprawdziła pogodę. Nie miała ochoty rezygnować z planu, było jej po prostu szkoda. No nic, odkąd tu przyleciały bez przerwy gubiła jakieś ubrania, najwyżej kurtkę spotka ten sam los. Zamówiła w międzyczasie Ubera, żeby nie musiały na trzeźwo pokonywać kilometrów na obcasach. Nad ranem pewnie będzie im wszystko jedno. Ba, taki spacer może nawet je utrzymać przy życiu.
Dostanie się do centrum autem zajęło im tylko kilkanaście minut. Wybrała fenomenalną lokalizację na nocleg, należą jej się dodatkowe oklaski. Wysiadły z Ubera na jednej z głównych ulic. Adres wybrała dość losowo w pobliżu klubu, do którego miały później trafić. Miały jeszcze trochę czasu, żeby spuścić parę.
— To co, może jakieś karaoke? — zaproponowała, ciągnąć ją za sobą za rękę. Pruła przed siebie, rozglądając się uważnie. Śledziła wzrokiem każdy szyld, każdą witrynę, chcąc znaleźć miejsce, w którym po prostu będzie przyjemne. Chyba trochę za bardzo zaczęła się nakręcać, biorąc pod uwagę, jak było wcześnie. Zdała sobie z tego sprawę, potykając się w końcu o jakiś krawężnik. Albo własne nogi? Trudno stwierdzić. Zachwiała się niepewnie, ale utrzymała równowagę. Wywróciła oczami, zirytowana samą sobie. Wzięła głęboki wdech i wydech, no dobrze, tylko spokojnie.
— Albo to! Co za tandeta — zawołała radośnie wskazując na jakiś bardzo mocno świecący punkt kawałek dalej. Wciąż były blisko oceanu, od wody dzieliło je tylko kilka ulic. Nic dziwnego, że wszędzie dało się zauważyć jakieś pułapki na turystów. Wielka, świecąca i grająca instalacja. Na licznych półkach powystawiane były maskotki, plastikowe zabawki, tanie deskorolki, słodycze, świecące breloczki i każdy możliwy szajs, na jaki człowiek może wpaść. Pod tym wszystkim stał zblazowany mistrz ceremonii. Młody, długowłosy chłopak, który wyglądał, jakby praca była dopiero jego drugą aktywnością, a pierwszą jaranie blantów. Bosko! April zaciągnęła Teddy w tamtą stronę. Strącenie kilku kubeczków piłką nie wydawało się przecież skomplikowane. Od razu zapłaciła za pierwszą kolejkę.
— Patrz to. Za pierwszym. — Wyważyła piłkę w dłoni jak profesjonalistka. Zmrużyła oczy, próbując obliczyć w głowie siłę, z jaką powinna rzucić, biorąc pod uwagę szybkość wiatru, planety i jej własnych ambicji. Szkoda, że nie znała się na fizyce. Cisnęła pierwszą piłką, drugą i trzecią.
Przykro mi, może następnym razem.Zblazowany chłopak uśmiechnął się przepraszająco. April tylko prychnęła pod nosem. Ale żeby trzema piłeczkami nie strącić nawet połowy kubeczków, to już naprawdę trzeba być skończoną sierotą.

Ty najlepsza jaką znam, nie trzeba wierszy nam
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie no, przecież nikt nie będzie marnował towaru! Gdzie tu szacunek do pracy i surowca? Takich rzeczy się nie zostawia na pastwę losu. To by było wręcz niegospodarne. Logika podpowiadała więc, że scenariusze są w zasadzie dwa - albo wszystko skrupulatnie wyćpają albo - w geście dobroczynności i solidarności społecznej - trafi do potrzebujących. W końcu pomaganie innym to piękna sprawa! Krótko mówiąc - pełna odpowiedzialność i zero strat. Ach, gdyby każdy był tak zaangażowany, jak Teddy, świat byłby zdecydowanie bardziej zorganizowany. Żeby tylko jej to ćpanie uszami nie wyszło.
April była dzisiaj wyjątkowo zgodna. Podejrzane. Darling tłumaczyła to jej wybornym humorem. W końcu była najedzona i wypieszczona, a teraz jeszcze miały iść się zabawić. Czego chcieć więcej?
Podejrzewam, że muzyka w tańcu nie będzie mi przeszkadzać — oznajmiła z rozbawieniem, przewieszając przez ramię skórzaną kurtkę. Pytanie Teddy o muzykę, do której miała się bujać, było totalnie bez sensu. Miała kiepskie poczucie rytmu. No chyba, że tej nocy narkotyki zdziałają cuda i odkryje w sobie jakiegoś Rafał Maseraka, czy innego Stefano Terrazzino.
Uber okazał się zbawienny. Za to szpilki durnym pomysłem. Chyba musiała się jak najszybciej znieczulić, żeby się gdzieś po drodze nie wypierdolić. Wyszły dwie pierdoły na miasto, jedna potykała się o krawężniki, a druga poruszała się w tempie konduktu pogrzebowego. Sounds like fun. Trzeba ubrać adidasy do biegania i nie patrzeć na to, czy będą pasowały do czerwonej kiecki.
A zaśpiewasz mi coś ładnego? — oczy Darling zaświeciły się na wzmiankę o karaoke. Tylko musiały to zostawić na później, bo Finch dojrzała kolorowe stoisko. Prawdziwy lep na turystów. One też dały się na to złapać, ale Teddy nie byłaby sobą, gdyby nie wygrała dla swojej dziewczyny jakiejś maskotki. Właściwie obrała to sobie za punkt jebanego honoru.
Przechyliła głowę, obserwując, jak April przymierza się do rzutów. Widziała jej determinację i nawet przyklasnęła kilkakrotnie w dłonie, dodając jej otuchy. Ale Darling okazała się strasznie słabą cheerleaderka, bo wszystkie trzy piłeczki przeleciały obok kubeczków.
Zobacz, jak to się robi — tym razem to ona podeszła do stanowiska. Przez chwilę zastanawiała się nad taktyką. Powinna rzucać od dołu, czy może z rozmachem, jak miotacz w baseballu? Nie no, od dołu wyjdzie na jakąś babę. Wzięła piłeczki i cisnęła w kubeczki jedna po drugiej. Pierwsza poleciała zdecydowanie za wysoko, druga odbiła się od półki, a trzecia nawet nie doleciała i przeturlała się po ziemi. Ok, jednak tak się tego nie robi. I niby Teddy wyciągała ludzi z pożarów? No nieźle.
Żałosne — mruknęła, kompletnie rozczarowała swoimi poczynaniami. Co to miało być? Już snuła w głowie teorie spiskowe, że te piłeczki były jakieś oszukane. — Spróbujmy jeszcze raz — wyciągnęła z kieszeni kurtki kolejne banknoty, wcisnęła je chłopaczkowi w dłoń i zachęcająco Finch skinieniem głowy do kolejnej próby. — No dawaj, kochanie, teraz na pewno ci się uda — uśmiechnęła się do niej promiennie. Nie, nie pójdą stąd, jeśli nie uda im się wygrać przynajmniej durnego breloczka do kluczy.

ale jesteśmy tacy zakochani, całkiem sobie oddani, przecież to widać
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Może i się potykały i będą ich bolały nogi, ale przynajmniej wyglądały doskonale. Oby tylko potem nie wybiły sobie zębów, jak już będą latać na wysokości lamperii. Ale buty też przecież zawsze można zdjąć, jak każdą inną cześć ubrania. Muszę sobie dać po prostu szansę, by czasami zaszaleć. Szczególnie, że obie na co dzień raczej decydowały się na płaskie. Nic dziwnego, że April tak rozglądała się po wszystkich możliwych witrynach. Nie dość, że szukała dla nich idealnego zajęcia, to jeszcze zyskiwała dodatkowe opcje na oglądanie samej siebie ich razem.
Może i tańczyła dużo lepiej niż Teddy, ale za to jej koordynacja ręka-oko pozostawiała wiele do życzenia. W takich aktywnościach jej partnerka zawsze była dużo lepsza. Tylko dlatego nie obraziła się jeszcze na cały świat ta tę porażkę. Wierzyła, że Teddy zaraz wygra główną nagrodę i pokaże wszystkim, jak to się robi. Obserwowała jej poczynania z uśmiechem, który bladł z każdą kolejną piłeczką. No tego się nie spodziewała. Gra musiała być oszukana! Znaczy się, wiadomo, że była. Takie atrakcje zawsze są. Ale ta konkretna była wyjątkowo pokręcona.
— Tamtego nie było. Patrz to. Za pierwszym. — Obróciła piłeczkę w dłoniach, uśmiechając się wyzywająco. Chciała dodać sobie nieco animuszu. Spojrzała na zblazowanego chłopaka. Z jego telefonu dobiegały jakieś dziwaczne dźwięki. Ich losowość w połączeniu z gestem, który ciągle powtarzał, wskazywały, że przeglądał właśnie TikToka. Pracownik roku. Może jak będzie miała mniejszą widownię, to pójdzie jej lepiej? Tym razem cisnęła piłeczki przed siebie bez zbędnego celowania i kombinowania. Na niewiele jej się to ostatnio zdało. Okazało się to niegłupim pomysłem! Strąciła więcej niż ostatnio, ale nadal nie wszystko. Gdyby miała jeszcze jedną piłeczkę, na pewno by wygrała. Wynik był marny, ale i tak najlepszy, jaki osiągnęły do tej pory. Zjarus podniósł na nią wzrok znad ekranu.
Gratuluję, możesz odebrać jedną z mniejszych nagród.Schylił się pod ladę. Wynurzył się spod niej z wielkim pudliszczem, które ustawił na ladzie z cichym stęknięciem. April podeszła bliżej ze sceptyczną miną. Domyślała się, że nie będzie zadowolona z żadnego wyboru. Wsunęła rękę do środka, przerzucając kilka długopisów, breloczków z Creeperami, gniotków i fidget spinnerów.
— Który mamy rok? — mruknęła pod nosem, wyraźnie niezadowolona. Już chciała się poddać i po prostu zgarnąć coś do pisania, ale zauważyła coś, co przywróciło jej nadzieję. Uśmiechnęła się szeroko i wyjęła kolorowe opakowanie z pudła.
— Dziękujemy bardzo! — rzuciła do gościa, wyjmując zegarek zrobiony z pudrowych cukierków. Założyła go na nadgarstek i pokazała Teddy. Słodka tarcza wskazywała na 21:37. Strasznie dziwna godzina, przynajmniej zdaniem Kanadyjki. Pomyślała, że pewnie starali się dobrać jak najbardziej losową porę, by wyglądało to realistycznie.
— No chodź — rzuciła, łapiąc ją za rękę i odciągając od tego okrutnego kasyna. Dopiero, gdy nieco się oddaliły, sięgnęła do kieszeni i wyciągnęła coś jeszcze. Wręczyła jej breloczek do kluczy z czymś, co miało być chyba Marshallem z Psiego Patrolu. Zdecydowanie nie był to oficjalny merch, psiak wyglądał trochę, jakby przejechał go ten jego wóz strażacki.
— Jak nas nie zamkną za tabletki, to może za kradzież. — Sprawiała wrażenie wyjątkowo dumnej z siebie. Takie akcje nie były specjalnie w jej stylu, a tu proszę! Ledwo wyjechała za granicę i już rodziła się w niej mała kryminalistka. Kto by pomyślał, że popełnianie drobnych przestępstw może dawać tyle radości! Uśmiechała się radośnie, a oczy błyszczał jej, jakby w międzyczasie zdążyła już coś zażyć. Ruszyła znowu przed siebie dziarskim krokiem, wyprzedzając nieco Teddy.
— To teraz mogę dla ciebie zaśpiewać. Co byś chciała? Tylko ostrzegam, że jak wybierzesz Roda Stewarta, to zrywamy — zastrzegła, obracając się przodem do swojej partnerki, przez co przez moment szła tyłem. I teraz w ogóle się nie potknęła! Może powinna tak chodzić częściej? Zatrzymała się gwałtownie przy mijanym sklepie spożywczym. Wciągnęła Teddy za sobą do środka. Kupiła dla nich po lizaku i opakowaniu gum do żucia.
— Zaufaj mi — wyjaśniła tajemniczo, wciskając to wszystko do kieszeni kurtki strażaczki. Wolała jej nie straszyć potencjalnym szczękościskiem, tylko po prostu przed nim zabezpieczyć.

To samo bawi nas i śmieszy do łez, zawsze z tobą będę, łączy nas miłość zła
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była zażenowana swoją celnością. A raczej jej brakiem. Co się z nią stało? Przecież zawsze trafiała. Na treningach z chłopakami rzuty za trzy wchodziły jej w obręcz, czyste jak łza. A tutaj nie potrafiła strącić kilku durnych kubeczków? Nie no, totalna porażka. Dobrze, że nik, poza April nie widział tej sromotnej porażki. Przed nią nie było jej wstyd. Przynajmniej nie aż tak bardzo, ale tylko dlatego, że wygłupiła się przed nią tysiące razy.
Trochę nie dziwiła się chłopakowi, że bez przerwy scrollował telefon. Co właściwie miał tutaj robić, skoro w pobliżu nie było żadnych klientów? Niby Hawaje cieszyły się popularnością przez cały rok, ale poza głównym sezonem turystów pojawiało się zdecydowanie mniej. W takich momentach czas musiał się niemiłosiernie dłużyć. A jeśli ruch był niewielki, to i zarobki pewnie nie należały do szczególnie imponujących. Teddy pomyślała, że w takich warunkach łatwo wpaść w rutynę w postaci siedzenia za ladą i zerkania na ekran, żeby od czasu do czasu podnieść wzrok tylko po to, żeby sprawdzić, czy ktoś wreszcie zbliża się do stoiska. I chociaż chłopak zdawał się zupełnie niezainteresowany tym, czy którejkolwiek z nich uda się w końcu strącić piłeczką ustawioną w piramidę konstrukcję, Teddy obserwowała wszystko z rosnącą ciekawością. Sama nie była pewna, dlaczego tak bardzo ją to wciągnęło. Może chodziło o samą zasadę gry, a może o nutę rywalizacji.
Nie czuła zazdrości, kiedy ostatecznie to Finch częściowo trafiła. Wręcz przeciwnie, Teddy poczuła przypływ autentycznej dumy! Wprawdzie nie zburzyła całej konstrukcji, ale sprytnie naruszyła jej równowagę, znajdując słaby punkt tego oszukanego systemu. Kilka czerwonych kubków zakołysało się, a potem z charakterystycznym stukiem spadło na ziemię.
Widzisz? Dlatego zawsze powtarzam, że jesteś szalenie zdolna! — oznajmiła radośnie, kiedy partnerka wybrała już nagrodę, wcześniej przenosząc się na moment do początku lat dwutysięcznych. Nawet dała się odciągnąć od stoiska, mimo że chwilę wcześniej była gotów protestować, bo przecież też chciała spróbować jeszcze raz. No trudno, wygra dla niej coś innym razem!
Przystanęła w miejscu i otworzyła dłoń, w którą April wcisnęła jej... Co to właściwie było? A tak, ten strażak - dalmatyńczyk, który wyglądał jakby Cruella przerobiła go na futro.
Zawsze kręciły mnie łobuziary — przyciągnęła ją do siebie, składając na jej ustach słodki pocałunek.
Ależ jej się trafiła niegrzeczna dziewczyna! Byle nie było z tego jakichś problemów i faktycznie nie zostały oskarżone o kradzież breloczka. Nawet nie wiadomo, czy komukolwiek opłacałoby się przenosić je do innej jednostki penitencjarne, więc pewnie odsiedziałyby swoje w hawajskim pierdlu. Zawsze pozostawało im uśmiechnąć się do pana Fincha, ale Darling wolałaby zgnić w więzieniu.
Zaskocz mnie — oznajmiła w kwestii utworu. Karaoke rządziło się własnymi prawami i tutaj nie potrzebne były umiejętności wokalne. Śpiewać każdy może. Ale April akurat śpiewać potrafiła. Jakoś zawsze tak się składało, że zwykle ludzie uzdolnieni muzycznie i grający na instrumentach, posiadali też umiejętności wokalne. — Niech to będzie coś zajebiście odjechanego Musisz nie tylko mnie oczarować, ale również porwać publikę — pokiwała entuzjastycznie głową, wchodząc za nią do sklepu. Początkowo nie rozumiała, po co te wszystkie łakocie, ale podejrzewała, że to miało coś wspólnego z ich późniejszymi planami. Okej, może dzielnie dzierżyć w kurtce gumy i lizaki, czemu nie!
Znalazły pierwszy lepszy bar karaoke, gdzie właśnie jakaś starsza kobieta w kwiecistej sukience skończyła wyć do Eda Sheerana. Teddy od podskoczyła do lady, żeby wziąć im po jakimś kolorowym drinku. Nie będą tak siedzieć o suchym pysku.
Tylko proszę cię, żadnych smętów — zastrzegła, żeby przypadkiem Finch nie doprowadziła tutaj wszystkich do łez. I oczywiście, że Darling pomyślała o kilku utworach Kahana, ale to zdecydowanie nie była muzyka na karaoke. Nie, kiedy były w imprezowych nastrojach!

ona ma to, co tworzy balans, wie doskonale, co na mnie działa
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że Teddy potrafiła ją docenić. Może i była prawie we wszystkim lepsza, no i nie kochała jej aż tak mocno, bo przecież w ogóle nie była zazdrosna, ale przynajmniej była empatyczna! Pochwały i aplauzy działały na April bardzo dobrze, do czego jej partnerka też na pewno była już przyzwyczajona. Aż dziwne, że nie łaziła za nią z paczką jakiś smaczków, żeby nagradzać ją za te drobne sukcesy czymś pysznym. Wszystko przed nimi, może kiedyś wyrobią się aż tak? Strażaczka nie musiałaby się przecież bardzo wykosztowywać, aż taka zdolna Finch nie była. Na smakołyki nie zasługiwałaby zbyt często – niestety.
— Świetnie się składa, bo lista moich grzechów jest wyjątkowo długa. — Uśmiechnęła się tajemniczo. To nie była prawda. Chyba że zaliczyć do tego wszystkie jej odpały seksualne, to jasne. Była zdecydowanie niegrzeczną dziewczynką. Ale puszczanie się – nawet w kobietami – na tym kontynencie nie było nielegalne. Musiała ograniczyć się do kupowania narkotyków, drobnych kradzieży i pobierania filmów na torrentach. Ale to brzmiało mniej imponująco, więc wolała tak tego nie przedstawiać.
Prychnęła rozbawiona, słysząc, że to ona ma ją zaskoczyć. To miało być odgryzienie się za tę kieckę? Nie była pewna, czy da radę popisać się aż tak, jak Darling zrobiła to strojem. Czy w ogóle istniała muzyka dostająca do tego, jak ona dobrze wyglądała? Raczej nie, to sprawa przegrana już na starcie.
— Masz bardzo dużo wymagań, wiesz? — mruknęła, zgrywając niezadowoloną. Ale przecież była gotowa zrobić dla niej wszystko, da radę znaleźć perfekcyjną piosenkę. Na znak, że wcale tak nie uważa, musnęła ustami jej ciepły policzek. Coś się wymyśli. Lista utworów w barze ją na pewno do czegoś zainspiruje. Chociaż zazwyczaj te listy są takie niewyobrażalnie długie, kto chciałby to przeglądać? Na pewno nie April. Nie oszukujmy się, wybierze coś losowo i będzie udawać, że tak właśnie miało być.
Zdecydowanie nie trafiły do najbardziej obleganego baru w mieście. Finch entuzjastycznie zaczęła bić brawo pani od Sheerana, gdy tylko skończyła. Chciała nieco podnieść ją na duchu. To nic, że wybrała sobie koszmarny repertuar i całkowicie go położyła. Liczy się przecież dobra zabawa, nie? Rozejrzała się po reszcie obecnych. Wyraźnie niewyspana barmanka od razu zajęła się za przygotowywanie dla nich drinków. Starsza kobieta usiadła z powrotem przy stoliku obok równie starej koleżanki, która sprawiała wrażenie zachwyconej występem. A może to była jej żona? Trudno powiedzieć. Kawałek dalej siedziało już trzech mocno pijanych gości w hawajskich koszulach. Wnioskując po urywanej rozmowie, chyba przyjechali na wakacje z Niemiec. W kącie siedziała jeszcze jakaś para dzieciaków, która po prostu się obściskiwała, wpychając sobie języki do gardeł. Pewnie przyszli tu wyłącznie po to, by mieć się gdzie schować i zdobyć alkohol bez głupich pytań o dowody osobiste. No, trafiła się raczej trudna publiczność.
Podeszła do ekranu, by dać jakąś szansę liście piosenek. Przewinęła kilka stron na oślep, chcąc dodać decyzji nieco losowości. Musiała przewinąć jeszcze kilka stron, bo nie znała żadnego utworu za spisu. Teraz trafiła na same country, nie ma opcji. Znowu przesunęła dalej. Zobaczyła spis smętów. Wywróciła niezadowolona oczami, lecąc dalej. O! Coś wreszcie się znalazło. Wybrała utwór i wskoczyła na scenę. Z wątpliwej jakości głośników zaczął lecieć równie wątpliwej jakości podkład.
— She'll only come out at night the lean and hungry type — zaczęła nieco niepewnie, ale na szczęście się szybko ogarnęła. Wystarczyło, że spojrzała znad ekranu na Teddy i od razu zrobiło jej się weselej. Znała przecież tekst na pamięć, nie będzie marnować czasu na wgapianie się w literki. Od kolejnych wersów dawała z siebie absolutnie szybko. Umiała śpiewać, z tym nie było żadnych problemów. Piosenka nie była zresztą skomplikowana. Szybko dorzuciła do tego ruch sceniczny. Kręcenie biodrami wywołało entuzjazm wśród staruszek, które nawet zaczęły bić jej brawo. Może jednak były małżeństwem? Finch była bardzo niezadowolona brakiem zaangażowania ze strony Niemców. Kto jak kto, ale pijane chłopy to powinny zwrócić na nią uwagę! Zaskoczyła w końcu ze sceny, ignorując sceptycznie uniesioną brew barmanki. Zatrzymała się przed ich stolikiem, w który trzasnęła ręką.
— No halo, przecież to prosty rytm. Klaskać, bitte — rzuciła do nich, klaszcząc jedną ręką, bo przecież w drugiej trzymała mikrofon, przez który dostali opierdol Dopiero wtedy przerwali rozmowę o futbolu i obozach koncentracyjnych (czy o czym tam Niemcy na co dzień rozmawiają) i zachęceni jej radością dołączyli do rytmicznego klaskania. No dobra, kogo ona oszukiwała. Zachęcił ich jej kusy strój. Nieważne! Dobrze, że coś zadziałało. Od razu ruszyła w stronę Teddy, kręcąc dupskiem ku uciesze Europejczyków.
— Watch out, boy, she'll chew you up — zaśpiewała, zatrzymując się przed nią. Mikrofon zaczął nieco przerywać. Chyba pokonały go te trzy metry odległości od sceny, bluetooth przestał wyrabiać. Złożyła na jej wargach krótki pocałunek i biegiem wróciła na scenę, by dokończyć tam utwór.
— Tak jest, brawo April, no już, uderzamy rączkami o siebie, zasłużyłam — zawołała radośnie, gdy piosenka wreszcie się skończyła. Wsunęła mikrofon z powrotem w statyw, żeby mieć wolne ręce i zacząć oklaskiwać siebie samą. Po krótkich namowach emerytki i Niemcy dołączyli. Parka miała zbyt zajęte ręce. No trudno!

Nie wiem sam jak ci powiedzieć to mam, sprawiłaś, że piękniejszy jest świat.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

April zdecydowanie miała dziwaczną skalę miłości, w której to od zazdrości zależało, jak bardzo Teddy ją kochała. Z jej tokiem myślenia, wychodziło na to, że ta miłość Darling mieściła się w naparstku. Nieważne, że wypruwała sobie żyły, żeby dawać jej szczęście, musiała jeszcze dodatkowo być obrzydliwie zazdrosna. Właściwie zaczynała podejrzewać, że ta zazdrość w połączniu z komplementami wystarczyłaby w zupełności. Może smaczki za małe zwycięstwa jakoś załatwiłyby sprawę, albo chociaż nieco ją rozproszyły? Na razie musiały wystarczyć tylko buziaki.
Bycie niegrzeczną w łóżku, to jedno, ale występki, takie jak kradzież, czy narkotyki, to już wyższa szkoła jazdy! Teddy nigdy niczego nie ukradła, więc nic dziwnego, że była taka pod wrażeniem. Oczywiście nie popierała tego, ale wiedziała też, jej jej dziewczyna nie była kleptomanką. Narkomanką może i tak, ale złodziejką? Bez przesady. Nie, żeby w nią wątpiła, April na pewno kradłaby najlepiej na świecie (w końcu skradła jej serce!), ale breloczek z Psiego Patrolu, zresztą całkowicie bezcenny, nijak miał się do kosztowności. A może ta droga bielizna, którą nosiła, pochodziła z rabunków? Niemożliwe! Darling chyba jednak przeceniała spryt swojej dziewczyny.
Nie wiedziała, z czego dokładnie wynikało, że w lokalu było tak mało ludzi. Może gdzie indziej toczyły się o wiele lepsze imprezy, turyście jeszcze nie dolecieli, albo sam bar po prostu nie dowoził. Ale przynajmniej drinki były kwaśne i orzeźwiające. Teddy odwróciła się w kierunku sceny i zaparła o stół, sącząc alkohol przez słomkę. Nie od dziś wiedziała, że Finch była lwem salonowym i doskonale odnajdowała się w podobnych sytuacjach. Maneater było rytmiczne i naprawdę nietrudno wyłapać odpowiedni do przyklaskiwania moment. Nawet Darling, a raczej przede wszystkim ona, robiła to z ogromnym zaangażowaniem, odkładając szklankę na drewniany blat. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie wyciągnęła telefonu i nie nagrała chociaż fragmentu występu. W końcu musiały mieć jak najwięcej materiałów dla potomnych, które potwierdzą ich niesamowitość. Bo na krzywą gębę, to można sobie gadać.
Niewątpliwie April porwałaby tłumy, gdyby takowe bawiły się w lokalu, ale i tak zdołała zaangażować zgromadzonych. Teddy uśmiechnęła się na tę jej przechadzkę od stolika do stolika, odwzajemniając krótki pocałunek.
Brawo, April! — wyrzuciła ręce w powietrze, a potem zagwizdała na palcach, pobudzając Niemców do głośniejszych wiwatów. Kiedy Finch tylko zbiegła ze sceny, od razu przyciągnęła ją do siebie i złączyła ich usta w zdecydowanie dłuższym pocałunku, czym kompletnie oczarowały starsze emerytki. Może faktycznie były małżeństwem? Albo jakimiś allies, aktywnie wspierającymi tęczowe społeczeństwo? Albo w ogóle ich największymi fankami? W końcu były takie super i tak pięknie wyglądały!
Widownia trochę dała dupy, ale co oni tam wiedzą — pokręciła głową z politowaniem, zerkając wymownie na obściskujących się małolatów. Ona w ich wieku nie była tak rozwiązła! No dobra, pewnie była bardziej, ale to były zupełnie inne czasy! — Spróbuj, jaki dobry drink, aż wykrzywia mordę — wcisnęła pełną szklankę w dłonie partnerki. — Pij i chodźmy dalej — dodała, żeby nie było wątpliwości co do tego, że ona nie zamierzała śpiewać. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Co innego, kiedy będzie porobiona i zupełnie bezwstydna. Ale prędzej Teddy dałaby się namówić na jakiś fireshow, gdzie tańczyłaby z ogniem. Śpiewać, to ona tylko przy April. I co najwyżej przy chłopakach z jednostki. Ale oni to było jak rodzina. Widzieli ją nago pod prysznicem i w ogóle!
Dopiły alkohol i opuściły lokal a akompaniamencie niemieckiego karaoke, bo jeden z turystów z Europy właśnie wlazł na scenę i zaczął śpiewać 99 Luftballons, czy tam inne Das Deutschlandlied.
W klubie też będą takie pustki? — zapytała, łapiąc ją za rękę i zmuszając do obrotu. Może to był błąd, bo zaraz musiała ją przytrzymać, żeby Finch nie wyrżnęła orła. — W sumie nie dbam o to, bo z tobą i tak bawię się najlepiej. No i w Honolulu mieszka prawie trzysta pięćdziesiąt tysięcy ludzi, więc to pewnie tylko ten bar był taki lewy. Och, spójrz tylko! — wskazała wolną ręką na krzykliwe stoisko, przy którym starszy mężczyzna z długimi włosami grał na ukulele. — Za przechodzeniem pod tyczką też można coś wygrać! — podekscytowała się, bo limbo brzmiało jak coś, w czym mogła odkuć się za beznadziejne rzucanie piłeczkami.

pytasz, na co się gapię i mówię, że chyba się gapię na ciebie
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zdecydowanie powinna to robić. Żyć na scenie i popisywać się swoimi licznymi talentami. Miała przecież takie zadatki na gwiazdę! Piękna, uzdolniona, zabawna – doskonała. Szkoda tylko, że wcale nie taka odważna, za jaką próbowała uchodzić. Nigdy nie traktowała wizji siebie na scenie zbyt poważnie. Nie odważyła się nawet na studia muzyczne, a co dopiero taką karierę. Może gdyby jednak urodziła się w innej rodzinie, teraz byłaby kimś tak zdolnym, super i sławnym jak Lady Gaga. Ale w innej rodzinie pewnie nie otrzymałaby porządnego muzycznego wykształcenia, bo za takie rzeczy się przecież płaci. Cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, było jej przecież dobrze w karierze, którą sobie zbudowała. Takie odpały jak popisywanie się na karaoke i gwiazdorzenie w życiu codziennym muszą jej wystarczyć. Przynajmniej od jakiegoś czasu faktycznie chciało jej się grać i śpiewać. Jakoś tak od świąt.
— Widownia dopiero tej dupy da, to po pierwsze. A po drugie, porwałam międzynarodową publiczność. Widzę to jako wielki sukces — poprawiła ją, rzucając przelotne spojrzenie parce, która pewnie dawno zdążyłaby się już zapłodnić, gdyby nie ubrania. Może ktoś powinien im wytłumaczyć, że byłoby im łatwiej, gdyby się rozebrali? April nie miała zamiaru prawić im morałów. W ich wieku była przecież równie durna. No i co ona mogła wiedzieć o związkach heteryków? Jeszcze by coś między nimi popsuła i czułaby się winna.
— Myślę, że po prostu wybrałyśmy przypadkiem najgorszy bar w całym mieście. Dobrze, że pobłogosławiłyśmy go swoją obecnością. Dziwne, że nie dali nam drinków za darmo. — Zaśmiała się, opierając się o jej tors, żeby nie wyrżnąć łbem o chodnik. Chodzenie tyłem było prostsze od obrotów. Ale to wszystko wina tych krzywych powierzchni. Amerykanie nie potrafili o nic dbać, nawet o chodniki! A przecież mieli ich wszędzie tak mało.
— Chcesz, żebyśmy się skompromitowały jeszcze bardziej? No to chodź. — Radośnie poszła za nią w stronę kolejnego wyciągacza pieniędzy. Uśmiechnęła się szeroko do długowłosego gościa, który szybko objaśnił im zasady. Zamiast słuchać, zaczęła zastanawiać się, w jakim kolorze powinna kupić ukulele dla samej siebie. Różowe? To trochę za proste. Musi jutro się rozejrzeć po mieście, na pewno znajdzie ich tu całą masę. Może jakieś w palmy?
— To ja pierwsza! — rzuciła entuzjastycznie, gdy wyczuła, że objaśnianie się już skończyło. Raczej nic jej nie ominęło, wystarczyło po prostu się wygiąć i nie strącić tyczki. Stanęła w wyznaczonym miejscu i obejrzała uważnie kijek, który miał stać się jej przeciwnikiem. Może powinna zdjąć do tego buty, żeby jej coś nie chrupnęło w biodrze? A pal to sześć, na pewno wszystko będzie dobrze.
Pierwsza próba była prosta, poradziłyby sobie nawet te miłe panie z baru karaoke. Pan z ukulele przygrywał coś, co miało chyba dodać trochę emocji całemu procesowi. Tak się chyba robi na meczach! Finch zawsze myślała, że do tego używa się instrumentów perkusyjnych, ale w sumie co ona tam wie, w życiu na takim meczu nie była. Kolejna próba poszła równie gładko. Pokonała barierę nie do przeskoczenia dla większości ludzi po czterdziestce. Mogła być z siebie dumna! Ba, była z siebie dumna. Udało się po raz kolejny. To już nie było takie proste, na tym etapie pewnie przewracała się większość osób, które po prostu nie były wysportowane. Poprzeczka obniżyła się po raz kolejny, a Finch znowu sobie z nią poradziła. Wyprostowała się, szczerze zaskoczona własnymi możliwościami. Była już naprawdę blisko samego dołu. Nie podejrzewała się wcześniej o takie zdonlości.
— Ja się chyba minęłam z powołaniem — rzuciła, ustawiając się po raz kolejny. Była coraz bardziej nakręcona i głodna zwycięstwa. Zostały tylko dwie próby! Ostatnia wydawała jej się jakimś absurdem, ale grajek zarzekał się, że są ludzie, którzy dają radę. Pewnie jacyś dwuwymiarowi co najwyżej. Niestety, tym razem poczuła mięśnie w miejscach, o których wcześniej nawet nie słyszała. Próba zbliżenia się plecami do chodnika na tym etapie po prostu ją przerosła. Poślizgnęła się, trąciła tyczkę i ostatecznie upadła na dupsko.
No i klops! Ale i tak ci dobrze poszło! To zasługa tego płaskiego brzucha. Moim zdaniem to się nie opłaca. Wiecie dziewczyny, czego się nie robi bez grubego brzucha, nie?Zaśmiał się, wskazując na swój własny bebzon. April uniosła brew patrząc na niego z czymś, co obok politowania nawet nie stało. Trudno wyrazić słowami żenadę, jaką został ten biedny hawajczyk zalany. Odchrząknął nerwowo i ruchem głowy wskazał na tyczkę, którą ustawił znów na samej górze.
— Tu na pewno pójdzie ci doskonale — zapewniła Teddy, ujmując jej twarz w dłonie. Złożyła na jej wargach kilka króciutkich całusów, które miały być lepszą formą cheerleadingu niż to nieszczęsne ukulele.

Bo chcę być twoją burzą, bo chcę być twoim małym trzęsieniem ziemi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dałaby sobie obciąć obie ręce, że April była stworzona, żeby zostać gwiazdą. I teraz nie miałaby rąk. Nie, naprawdę tak twierdziła. Taka Lady Gaga, to mogłaby jej buty czyścić. Finch zdecydowanie powinna wybrać studia o kierunku muzycznym, co zresztą Teddy wielokrotnie jej powtarzała. Miała talent. Gdyby Darling potrafiła grać na czymkolwiek, poza nerwami swojej dziewczyny, to zostałaby strażaczką? Na pewno nie. Byłaby teraz sławną perkusistką, jak John Bonham, Lars Urlich czy Chad Smith. Ale jej kariera w szkolnej orkiestrze zakończyła się szybciej, niż w ogóle zdążyła się rozpocząć.
Nie tylko widownia będzie dziś dawać dupy — odparła nonszalancko, kiedy długowłosy mężczyzna tłumaczył zasady przechodzenia pod tyczką.
W gruncie rzeczy wydawało jej się to banalnie proste. Wystarczyło się schylić, dobrze wyczuć moment i nie zahaczyć. Nic wielkiego. Chociaż odnosiła wrażenie, że niżsi ludzie mieli w tej konkurencji nieco łatwiej. W końcu byli bliżej ziemi, więc i do tyczki mieli dalej. Logika może nie była szczególnie naukowa, ale w jej głowie brzmiała całkiem sensownie.
I nie, wcale nie próbowała tą zabawą upokorzyć April. Ani teraz, ani nigdy. Wręcz przeciwnie, uważała ją za kogoś, kto poradzi sobie dosłownie ze wszystkim. Ach, Teddy była niezwykle wspierającą dziewczyną! Takie trafiają się raz na milion!
Nie pomyliła się w swojej ocenie, Finch radziła sobie wyśmienicie. Pokonywała każdą wysokość z niesamowitą lekkością. Nic dziwnego, bo może nie była wysportowana, ale niezwykle gibka. Tutaj mięśnie niczego nie ułatwiały, a mogły stanowić przeszkodę. Darling, pomimo sprawności fizycznej i siły, nie była aż tak giętka. April ustawiła poprzeczkę bardzo nisko wysoko, bo strąciła ją dopiero na ostatniej prostej, właściwie prawie przy ziemi. Ale to był naprawdę świetny wynik!
Teddy pomogła jej podnieść się na nogi i uśmiechnęła się z grzeczności na żart mężczyzny, który brzdąkał na ukulele. Pan Darling miał nawet taką koszulkę - kto nie ma brzucha, ten kiepsko rucha, jak na kogoś z typowo ojcowskimi żartami przystało. Ciekawe, czy długowłosy gość również potrafił w tak perfekcyjny sposób zażenować własne dzieci.
Była wystarczająco zdeterminować, żeby pokazać w tej konkurencji prawdziwą klasę. W końcu została obsypana mnóstwem buziaków! No i co to takiego przejść pod tyczką? Wystarczy odrobina zwinności, trochę gracji i teoretycznie wszystko powinno pójść jak z płatka. Ustawiła się na pozycji z miną osoby absolutnie pewnej siebie. Pochyliła się lekko i zrobiła pierwszy krok, stając na pozycji. Zapowiadał się całkiem obiecująco. A potem wszystko potoczyło się spektakularnie źle.
Kiedy chciała rozruszać kolana, tak dla rozgrzewki, obijając stopy o własne pośladki, frędzle przy jej sukience, które jeszcze chwilę wcześniej wyglądały uroczo i efektownie, postanowiły nagle odegrać rolę głównego sabotażysty. Szpilka wplątała się w drobne sznureczki, a gdy próbowała opuścić nogę, materiał szarpnął ją niespodziewanie do tyłu.
Teddy próbowała się ratować. Naprawdę próbowała. Niestety w tym samym momencie, chcąc utrzymać równowagę, jej ręka wykonała zupełnie nieplanowany ruch i trąciła tyczkę. Ta zakołysała gwałtownie się i spadła z łoskotem na ziemię. Cała akcja trwała może dwie sekundy. Darling natomiast została w półprzysiadzie, z jedną ręką wyciągniętą przed siebie, jakby wciąż wierzyła, że jeśli tylko się nie ruszy, to może nikt nie zauważy tego katastrofalnego szczegółu.
Och — to jedyne, co zdołała z siebie wydusić. Jak to się mogło stać? Chyba dawno nie czuła się tak zażenowana.
Jak żyję, czegoś takiego jeszcze nie widziałem — mężczyzna pokręcił głową, ale trudno stwierdzić, czy bardziej z niedowierzaniem czy z politowaniem. Pewnie wszystko na raz. — Ale możecie wybrać sobie któregoś z tych małych misiów — dodał, najwyraźniej pamiętając, że April poszło niemal idealnie. Albo po prostu zrobiło mu się żal Teddy, która wyprostowała się i ukryła twarz w dłoniach, żeby zamaskować swoje czerwone ze wstydu policzki.
Wybierz sobie misia, April — wymamrotała cicho. W tej chwili pragnęła ulotnić się stąd jak najszybciej. Najlepiej natychmiast. Zapadnięcie się pod ziemię wydawało się całkiem rozsądną opcją. Albo zwyczajne rozpłynięcie się w powietrzu. Może jak się naćpa, to szybko zapomni o tym zdarzeniu. A jeśli nie, to przynajmniej przestanie ją obchodzić, że w ogóle coś takiego miało miejsce.

raczej nie wychodzę z domu, no bo nie chcę, ale z tobą chętnie zwiedzę cały świat
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była pewna, że Teddy zmiecie konkurencję. Czyli ją samą. Podejrzewała, że domorosłemu muzykowi oko zbieleje, wszyscy przechodnie się zatrzymają, a kierowca autobusu wstanie i zacznie klaskać. Skoro jej poszło tak dobrze, to co dopiero Teddy! Na karaoke na pewno miała z nią marne szanse, ale w konkurencji związanej ze sprawnością fizyczną? Przecież zawsze tak imponowała April swoją koordynacją i siłą. Dzisiaj dała jej już dwukrotnie powody, by do siebie wzdychać. Najpierw wyglądała niesamowicie na desce, a potem nosiła ją po całym domu, jakby Finch ważyła nie więcej niż tygodniowe zakupy. Można powiedzieć, że nie mogła się doczekać, czym tym razem zaskoczy ją strażaczka. Była gotowa obstawiać grube pieniądze na to, jak bardzo podniecający będzie to widok.
To był widok. Jakiś na pewno. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, a z drugiej strony miała wrażenie, że ogląda całą sytuację w zwolnionym tempie. Tego chyba nikt się nie spodziewał, łącznie z tyczką. Spadła na chodnik wydając z siebie łoskot zaskoczenia. April też była w totalnym szoku. Przecież to było najśmieszniejsze, co w życiu widziała. A przynajmniej dzisiaj. Od razu wybucha śmiechem, nie będąc w stanie się powstrzymać. Uprzejmy pan żartowniś nie poprawił całej sytuacji tą propozycją. Miała wrażenie, że zrobiło się tylko zabawniej. Sięgnęła po pierwszą lepszą maskotkę. Wszystkie na pewno były urocze, bo mieściły się w dłoni. A wiadomo, że te małe są słodsze. Darowała sobie przeglądanie, bo i tak nie widziałaby za dobrze. Do oczu napłynęły jej łzy, naprawdę dostała jakieś totalnej głupkawki. Wcisnęła pluszaka do kieszeni kurtki, praktycznie od razu o nim zapominając.
— No chodź, Misiu. Wpuśćmy następnych w kolejkę. — Podniosła ją do góry i zacisnęła mocno wargi, żeby się już więcej nie śmiać. Obok nich faktycznie stali już następni. Dwóch na oko dziesięcioletnich chłopców aż przebierało nogami, nie mogąc się doczekać, aż spróbują swoich sił. Towarzyszący im rodzice bardzo starali się nie patrzeć w stronę kobiet. Wyjątkowo uprzejmi ludzie, to im trzeba przyznać.
Pociągnęła ją za sobą kawałek dalej, żeby już nikomu nie zawadzały. No i przy okazji w cieniu łatwiej było ukryć własny wstyd. Znaczy się, wstyd Teddy, przecież April miała wyłącznie powody do dumy.
— Zapiszesz się w historii! Zawsze ci mówiłam, że jesteś wyjątkowa. — Zarzuciła jej ręce na szyję, przyciągając bliżej do siebie. Przestała się wreszcie rechotać, ale nadal przyglądała się jej z rozbawieniem. To trzeba było nagrać, a nie jakieś tam śpiewanie! Darling miała dużo większy potencjał bycia viralem. Trudno, najwyżej innym razem. Przecież co rusz zdarzały jej się takie przypały, na pewno jeszcze w ciągu tych wakacji nadrobią utracone bezpowrotnie materiały.
— Może po prostu chodźmy już do klubu, co? Będziesz miała okazję popisać się tańcem, na pewno świetnie ci pójdzie — zażartowała. To zdecydowanie nie był wieczór Teddy, a wszystko wskazywało na to, że będzie już tylko gorzej. Może dzięki temu wszechobecnemu pechowi przynajmniej unikną opędzania się od rozszalałych fanek strażaczki, które ma chyba w każdym miejscu na planecie. W ramach pocieszenia, żeby nikt jej nie zarzucał, że wyłącznie z niej kpi, ucałowała oba jej policzki i czubek nosa.
— Jesteś najbardziej uroczym stworzeniem, jakie chodzi po ziemi — zapewniła. Złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą, kierując się w stronę wybranego wcześniej klubu. Nic tak nie naprawia ludzkich problemów jak narkotyki, prawda? Wiadomo. Dlatego też sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niego różowy woreczek. Wyciągnęła tabletkę, na której odbito palmę. Uroczo, jak hawajsko! To na pewno lepsze niż granat albo prosty uśmiech. Wyciągnęła język w stronę Teddy i położyła na nim narkotyk. Zamknęła buzię z powrotem i pokiwała głową z uznaniem, jakby w pół sekundy była w stanie docenić jakość towaru. Podsunęła woreczek strażaczce, żeby do niej dołączyła. Do klubu zostało im jakieś dziecięć minut spaceru, moment wydawał się idealnym.

Zostań, poukładaj mi sny, jeden z nich na pewno to My
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ona też miała pewność, że pozamiata. I ta pewność siebie ją zgubiła. Jak Teddy w taki sposób podchodziła w pracy do akcji, to chyba jakiś cud, że jeszcze nie zginęła. No dobra, nie była już taka narwana, jak kilka lat temu, ale często wychylała się przed szereg i trzeba było ją hamować. Czasami zapominała, że nie była nieśmiertelna. I że była aż taką obrzyganą pierdołą. Na szczęście April nie obstawiła żadnych pieniędzy, bo teraz byłaby goła. Ale przynajmniej wesoła! Wspaniale, że tym widokiem zdołała ją tak rozbawić. W końcu nie było nic piękniejszego, niż widok roześmianej, ukochanej osoby, prawda? Nawet kosztem upokorzenia na oczach świadków.
Oj, bujaj się — szturchnęła ją lekko, czerwona niczym dojrzały burak. — To wszystko przez te buty— dodała, bo na coś musiała zgonić winę. I w sumie to była wina szpilek. W adidasach na pewno rozjebałaby system. Chciała wyglądać zajebiście, to teraz miała za swoje.
Bardzo chciała udać wielce obrażoną, ale nie umiała. Zwłaszcza, kiedy Finch zarzuciła jej ręce na szyję. Oczy dalej jej się śmiały, chociaż zaciśnięte usta świadczyły o próbie zachowania powagi. To zdecydowanie nie był wieczór Darling. Ani pewnie miesiąc. Może nawet nie rok. Powinna rzucić jednostkę i zapisać się do cyrku, wtedy rozśmieszałaby ludzi do rozpuku. Albo może przynajmniej stand up? Mogłaby opowiadać o wszystkich swoich wpadkach, gromadząc na swoich social mediach tysiące nowych obserwujących. Stałaby się prawdziwą gwiazdą! Spadając, ale jednak.
W klubie stanę sobie gdzieś grzecznie pod ścianą, żeby nie narażać się na kolejne kompromitacje — oznajmiła, a kiedy tylko April sprzedała jej kilka całusów na pocieszenie, zmarszczyła śmiesznie nos. Chyba partnerka przeceniała jej możliwości. Ale z drugiej strony, miała okazję widzieć ją w setkach podobnych sytuacji. Dobrze, że widziały gały, co brały, bo chyba Teddy nie byłaby w stanie jej zaimponować, gdyby przypadkowo wpadły na siebie w Honolulu.
Teddy przez chwilę patrzyła na różowy woreczek, jakby w środku leżało coś bardziej złożonego i skomplikowanego, niż tylko małe pigułki. Palma odbita na powierzchni wyglądała wakacyjnie i beztrosko. Podniosła wzrok na swoją dziewczynę, obserwując, jak kładzie sobie tabletkę na języku obok siebie. Okej, to było seksowne. Mimowolnie oblizała usta i wyciągnęła rękę rękę. Wyjęła z woreczka pigułkę i obróciła ją między kciukiem a palce wskazującym. Wrzuciła tabletkę na język. Smak był nijaki. Może trochę kredowy. Zamknęła usta i przełknęła, zanim zdążyła się rozmyślić.
Jak się przekręcę, to wrócę i będę cię straszyć — zagroziła żartobliwym tonem. Ujęła dłoń April w swoją i ruszyły dalej chodnikiem. Nic się jeszcze nie zadziało. Oczywiście. To przecież nie działa tak szybko. — Mam nadzieję, że chociaż będą grać dobrą muzę — powiedziała, wolną ręką wygładzając materiał czerwonej sukienki. — Bo jeśli mam być naćpana, zażenowana i rozczarowana jednocześnie, to będzie naprawdę słaby wieczór — parsknęła pod nosem, ale nie mówiła serio. Była zakochana i szczęśliwa, żadne durne wpadki nie mogły tego zepsuć.
Ulica żyła imprezowym rytmem. Ciepło dnia wciąż trzymało się w murach kolorowych kamienic. Mijały ludzi, którzy najwyraźniej mieli podobny pomysł na tę noc. Grupka studentów przeszła obok nich, głośno się śmiejąc z czegoś, czego Teddy nie dosłyszała. Jedna z dziewczyn miała na sobie cekinową sukienkę, która łapała światło latarni przy każdym kroku, a jej dwóch kolegów niosło plastikowe kubki z jakimś kolorowym drinkiem, rozlewając go trochę na chodnik i śmiejąc się jeszcze głośniej. Jeden z nich musiał zatrzymać się na moment, żeby złapać oddech. Darling zerknęła za nimi przez ramię. Ciekawe, czy też coś brali.
Jeśli to była trucizna, to muszę przyznać, że działa bardzo powoli — stwierdziła, bo na razie nie czuła zupełnie nic. Zero. Nada. Ale czego ona się spodziewała? Że ją wypierdoli w kosmos po kilku minutach? A może to był jednak jakiś lewy towar? No nic, na pewno poczuje, jeżeli cokolwiek zacznie się zmieniać.

jesteś jak narkotyk, chyba, że to miłość
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”