-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ogromne drzwi garażu były otwarte, specyficzny, czerwony wóz. Pojęcia nie miał, czy miał się wprosić, szukać frontowych drzwi, jakiejś recepcji..? Czuł się trochę jak Filip z Konopii, całkiem nie w swoim elemencie, nie na miejscu i pierwszy raz od dawna naprawdę nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Zaparkował na parkingu w pobliżu, a im bliżej podchodził, tym wyraźniej słyszał muzykę dochodzącą ze środka. Ok, czyli ktoś coś robił w środku. No co ty nie powiesz.
- Hey. Dostałem wiadomość, żeby przyjść rozmawiać z kapitanem, mam iść.. tam? - bo grunt to zrobić dobre pierwsze wrażenie, nie? Dobra robota, Theo! Debil. Nie wszedł do środka, jego stopy postanowiły uznać próg garażu za nieprzekraczalną barierę, żeby nie przestraszyć dziewczyny w środku. Jeszcze by mu czymś przywaliła, a pod ręką znalazłoby się pewnie sporo rzeczy które okazać się mogły śmiertelne. Nikt tego nie chciał. Wskazał ręką w stronę, w którą wydawało mu się, że widział frontowe drzwi. Doskonale wiedział, jak zagubiony musiał być. Pokręcił krótko głową. - Wybacz. Jestem Theo. Bachmann. - wypadałoby się przedstawić, jak mamusia nauczyła, trochę kulturki, o której wydawał się całkiem zapomnieć. Nieogar.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dla Teddy ten dzień zapowiadał się aż do bólu zwyczajnie. Poranny energetyk wypity w towarzystwie kolegów z jednostki i wysłuchiwanie jakie to fuj i ohyda, sprawdzanie sprzętu i głupie żarty zalatujące seksizmem, na które reagowała jedynie tak mocny wywróceniem oczami, że prawie zobaczyła własny mózg. Ale w narzekaniu, że niewiele się działo, to akurat wszyscy byli zgodni. Każdy liczył na coś prawdziwego. Pożar byłby idealny. Albo chociaż jakieś zdarzenie na czterysta jedynce. To wcale nie tak, że życzyła ludziom źle, ale nie narzekałaby, gdyby gdzieś na przedmieściach wykoleił się pociąg. Po powrocie z urlopu potrzebowała solidnej dawki adrenaliny.
Jednak jedynym zajęciem, które wypełniało czas, było rutynowe czyszczenie wozów w akompaniamencie Bon Joviego. Strumień wody odbił się od metalowej powierzchni i Jetta Donovana prosto w twarz.
— Ha! — Darling uniosła ręce w geście triumfu. — Giń, śmieciu! — odpaliła się, ale zaraz mina jej nieco zrzedła.
Odpowiedź Jetta była natychmiastowa. Złapał za węża i wycelował nim w Teddy, śmiejąc się przy tym tak głośno, że prawie zagłuszył rockowe. Strugi wody spływały zewsząd. Gąbki latały jak miniaturowe frisbee, a Darling nie mogła powstrzymać chichotu, kiedy Donovan próbował uniknąć kolejnego strumienia. W pewnym momencie oboje stali mokrzy po pas, taplając się w pianie, ale trzeba zaznaczyć, że wóz błyszczał jak nigdy wcześniej.
Chwilę później Jett pobiegł na górę, a ona została w garażu, żeby uporządkować środki czystości. Głos zza jej pleców sprawił, że Teddy automatycznie zerknęła przez ramię. Sięgnęła po telefon, aby zatrzymać muzykę i spojrzała na wysokiego mężczyznę. Był przystojny, musiała to przyznać nawet jako ktoś, kogo zupełnie nie interesowała płeć przeciwna.
— Cześć, Theo. Bachmann — powtórzyła po nim z rozbawieniem i podeszła bliżej, wyciągając do niego rękę. — Teddy Darling. Kapitana jeszcze nie ma, bo wypadło mu jakaś prywatna sprawa. Możesz iść tam, ale możesz też przejść tędy. Chodź, zaprowadzę cię — zaproponowała z uśmiechem i kiedyś puściła jego dłoń, wskazała głową na drzwi prowadzące przez garaż do wnętrza budynku. — Nowy narybek? — zerknęła na niego, jakby już oceniała, czy się nadaej.
W rzeczywistości wcale tak nie było. Teddy wiedziała, że o ile ma się wystarczająco silną psychikę, fizycznie każdy będzie potrafił sprostać wyzwaniu. Wystarczy tylko spojrzeć na nią - była jedną spośród dwóch kobiet w jednostce i radziła sobie lepiej niż niejeden facet.
Matheo Bachmann
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnął się, kiedy zrobiła sobie z niego śmieszka i wyciągnął w jej stronę dłoń. Na swoją obronę miał tylko to, że strażacy wydawali się z jakiegoś powodu preferować nazwiska; to nazwiska widniały na plecach ich PPE.
- Cześć, Teddy Darling. - urocze imię, pewny uścisk dłoni, już ją lubił. W dodatku chciała pomóc jego niezręcznej dupie się odnaleźć, to też się liczyło jako dodatkowe plusy w jego głowie. - Dzięki. - odetchnął, uśmiechając się odrobinę szerzej i ruszając pół kroku za nią. Uważał tylko, żeby się nie zabić na jakiejś gąbce czy innej pianie.
- Chciałbym, ale nie ma rekrutacji w tym momencie? Dostałem maila, że próbują ustalić rozkład tej rekrutacji i czegoś, co nazwali pokazowymi treningami i.. - zdał sobie sprawę z tego, że nie pytała, a on niepotrzebnie zaczął się rozgadywać. Pokręcił krótko głową, machnął ręką, ucinając sam sobie. - Admin stuff. Na razie wolontariat, a jak ruszy rekrutacja, to dołączę. - może nie potrzebowali ludzi? Może ciężko było zebrać odpowiedną ilość chętnych, żeby akademia mogła ruszyć? Słyszał, że policja nie narzekała na brak kandydatów, jedynie na brak odpowiednich kandydatów, że ich przygotowanie i sprawność spadała z roku na rok, ale nie był w stanie znaleźć nic o straży. To, co znalazł, uspokoiło go tylko, że przynajmniej od fizycznej strony, był na tyle sprawny, żeby nie mieć problemu, by zdać sprawnościowe testy. Jedyne czego tak naprawdę się obawiał, to swojej niezręczności podczas kwalifikacyjnych rozmów, a potem akademii samej w sobie, bojąc się, że będzie zbyt głupi, żeby wykłuć procedury.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Theo porządnie uścisnął jej dłoń i Teddy bardzo szanowała. Nie witał się z nią, jak jakiś pizduś, który ledwo co smyrał skórę palcami. To był konkret. Czy po tym mogła ocenić, jakim był człowiekiem i czy byłby z niego dobry strażak? Niekoniecznie, ale przynajmniej zrobił na niej dobre, pierwsze wrażenie.
— Na razie rekrutacja została chwilowo wstrzymana — oznajmiła, przeskakując przez porozrzucane wokół, przemoczone gąbki. — Jezu, ja cię bardzo przepraszam. Na co dzień to tak nie wygląda — zapewniła natychmiast, bo jeszcze wraz Jettem odstraszyła potencjalnego kandydata na strażaka. Nic dziwnego, że ciągle brakowało im ludzi. — W każdym razie, zapisy powinny na nowo ruszyć na wiosnę. Nawet nie wiem, skąd ten pomysł, ale pewnie na ten moment brakuje chętnych. Bez sensu, bo cały czas mamy wybrakowany skład, jak nie na pierwszej, to na drugiej zmianie — Darling pokręciła z dezaprobatą głowa, napierając na wahadłowe drzwi. Te od razu puściły, więc przytrzymała je biodrem i gestem ręki dała Bachmannowi, żeby śmiało wkroczył do środka.
Nie oczekiwała, że będzie przepuszczał ją w drzwiach, tutaj to tak nie działało. Długo walczyła, żeby chłopaki z jednostki traktowali ją bezpłciowo i nie dawali jej żadnej taryfy ulgowej. Najważniejsze, że zadziałało.
— Wolontariat to świetny pomysł — zgodziła się z mężczyzną, kiedy szli wzdłuż długiego korytarzu. Na samym jego końcu znajdował się gabinet kapitana i jeden, mniejszy pokój z fotelami, w których mogli poczekać na powrót Whitmana. — Zobaczy, jak to wygląda od środka i przekonasz się, czy to faktycznie odpowiednia robota dla ciebie. Wielu osobom wydaje się, że tak, ale kiedy przychodzi co do czego, finalnie zmieniają zdanie. Testy sprawnościowe są banalnie proste, więc przede wszystkim chodzi o mental — postukała się palcem w skroń pociągnęła za klamkę kolejnych drzwi. — Rozgość się. Chcesz do picia? — podeszła do małej lodówki w kącie pomieszczenia. — Mamy tylko gazowaną wodę i energetyki — normalnie zaproponowałaby mu kawę albo herbatę, ale pomieszczenie socjalne z kuchnią znajdowały się piętro wyżej. Energetyki były akurat czymś, czego w remizie nigdy nie brakowało. Chłopaki pochłaniali je na potęgę. Zresztą Teddy również była od nich uzależniona.
Matheo Bachmann
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Jestem kucharzem, powiem ci szczerze, że kiedy moja brygada urządza sobie bitki, jest znacznie więcej sprzątania. - rzadko rzucali w siebie jedzeniem co prawda, ale puste plastikowe butelki lądujące w pełnym mydlin zlewie, nowa osoba przeceniająca swoją siłę próbując przenieść wór z mąką, czy nawet rzucanie w kogoś obierką z ziemniaka, jeśli powiedział coś wyjątkowo głupiego.. Zdarzało się. A potem szli do baru po zamknięciu i znów byli rodziną. Widział dużo podobieństw, między swoją aktualną pracą, a tą, do której chciał się przenieść; nie bez powodu ekipę kuchenną nazywali brygadą, miało to jakiś sens. Trauma bond, teamwork. Doprowadzali się czasami do szału, byli dla siebie wredni, robili psikusy jak w podstawówce, ale pod koniec dnia stali za sobą murem.
- Czyli generalnie, kiedy wam brakuje do czegoś ludzi na zmianie, bierzecie z wolontariuszy? - szczerze, tej części nie doczytał. Wiedział tylko, że też będzie miał swojego rodzaju "zmianę" na której mógł być wezwany w każdym momencie, więc musiał nosić przy dupie radyjko i mieć dostęp do ich ochronnego wdzianka, by móc się szybko pozbierać. - Oh! Czy dostanę światełko na samochód? - zapytał z ekscytacją dziecka, bo to by było całkiem super, okay? Mógłby się nawet w tym doszukać sensu, bo jak inaczej miał się dostać na stację w krótkim czasie, jeśli utknąłby w korku bez możliwości włączenia świateł i mignięcia bokiem..? FUN. Ale jakby ktoś pytał, to wcale jarała do adrenalina, nie, w ogóle.
Był przyzwyczajony do traktowania kobiet, jako "one of the boys"; w kuchni działało to dokładnie tak samo. Było ich mniej, czasami wydawały się bardziej uległe i ciche, a niektórzy chłopcy lubili z tego szydzić. Nie należał do tej grupki, wiedział doskonale, że część z tych dziewczyn miała umiejętności znacznie przekraczające jego kompetencje, a w tym konkretnym przypadku, nie wątpił, że Teddy mogła skopać mu dupę na treningu.
- Nawet nie wiedziałem, że jest coś takiego jak wolontariat.. Straż powinna się trochę bardziej ogłaszać. Jak policja. - z drugiej strony, większość normalnych ludzi postukałaby się pewnie po głowie. "Chodź do nas, poćwiczysz z nami do upadłego, przeciągniemy cię przez kilka ciasnych i gorących pomieszczeń, pewnie zobaczysz więcej traumatycznych rzeczy niż przez całe swoje życie, ale damy ci fajne światełko na samochód! Ile płacimy? Eeeeeem...." Przyznał, że mogło to nie zadziałać zbyt dobrze w oku publicznym, może i lepiej, że zgłaszali się w większości ludzie, którzy rzeczywiście byli zainteresowani.
- Dzięki. Wezmę wodę. - skinął głową, ale nie zajął żadnego z miejsc, podążając za nią, by złapać dla siebie butelkę. Nie widział powodu, żeby zrzucać na nią zbyt wiele informacji o sobie, przynajmniej nie dopóki sama nie zapyta, więc nie wspomniał o swoich doświadczeniach z mentalem. Ani o swoim ADHD, które sprawiło, że wybór między wodą, a energetykiem był całkiem prosty. - Na wolontariat też testujecie, prawda? Kognitywnie, sprawnościowe... o czymś zapominam. Pewnie osobowość, żeby wam się nie trafił ktoś, kto zupełnie nie potrafi słuchać. - wydawało mu się, że jedną z ważniejszych rzeczy, była dyscyplina, a jej brak w tym konkretnym zawodzie był bardzo niewskazany.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Praktykowałeś gaszenie pożarów w kuchni? — zażartowała, chociaż w sumie mogła sobie to wyobrazić. Trzaskające patelnie, syk gorącego tłuszczu i płomienie wystrzeliwujące nagle spod rondla. Wydawało jej się całkiem prawdopodobne, że ktoś pracujący jako kucharz musiał przynajmniej raz przeżyć coś takiego.
Wyjęła butelkę wody z lodówki i rzuciła ją Bachmannowi. Złapał, więc miał całkiem niezły refleks, a to dobrze o nim świadczyło.
— Wszystko rozchodzi się o te testy, stąd pomysł z wolontariuszami. Kiedy przychodzi do samych testów, wielu nowicjuszy rezygnuje w trakcie. Albo w ogóle jeszcze przed. I nie zapędzaj się z tym światełkiem, dobra? Co najwyżej dostaniesz odblask na rękę — wymierzyła w niego puszką z napojem energetycznym. Otworzyła ją, a po pomieszczeniu rozległo się charakterystyczne pstryknięcie.
Darling wielokrotnie udowadniała, że jest szybsza i zwinniejsza od większości swoich kumpli z jednostki. W sprincie potrafiła zostawić ich kilka kroków za sobą, a na torach przeszkód była właściwie nie do prześcignięcia. Nie wygrywała z nimi w siłowaniu się na rękę i dobrze o tym wiedziała, ale wcale jej to nie zniechęcało. Na akcjach również nie odstawała. Często to ona była tą osobą, która zachowywała najwięcej rozsądku w sytuacjach, kiedy reszta zaczynała działać zbyt impulsywnie. Miała odwagę, tego nikt jej nie mógł odmówić, ale była to odwaga podszyta chłodną kalkulacją. Wiedziała, kiedy nacisnąć spust, a kiedy się wycofać i pomyśleć jeszcze raz. Problem polegał na tym, że nie wszyscy w drużynie mieli podobne podejście. Bliźniacy Johnson byli pod tym względem najgorsi. Zawsze działali jak para rozpędzonych lokomotyw. Z kolei Jett Donovan miał niezdrową skłonność do popisywania się. Natomiast Eric Secado był innego rodzaju przypadkiem. Nie działał impulsywnie dlatego, że chciał się popisać, a raczej dlatego, że miał dziwną tendencję do pakowania się w kłopoty. Dlatego właśnie, mimo że Teddy nie była w drużynie najsilniejsza fizycznie, wielu z nich podświadomie zaczęło na niej polegać. Nie była narwana i nie próbowała nikomu niczego udowadniać.
— Pewnie, że sprawdzamy chętnych pod każdym względem — skinęła głową i usiadła w fotelu. — Dopiero później jest weryfikacja, czy wolontariusz faktycznie nadaje się na podejście do testów sprawnościowych i psychologicznych. To czasochłonne i wyczerpujące dla obu stron, ale gwarantuję ci, że warto — puściła do Theo oko i pociągnęła łyk energetyka. — Skąd pomysł na zmianę profesji? — o, do było akurat bardzo ciekawe! Kucharz niewiele miał wspólnego z patowymi sytuacjami i ciągłym igraniem z ogniem. Chyba że zaliczało się do tego ratowanie przypalonej wątróbki.
Matheo Bachmann
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Zdarzyło się. - parsknął krótko, zaraz pokręcił głową. - Płonący ogień to było ciekawe zjawisko. - ale wytłumaczyć jak sobie z nim poradzili nie mógł. Prawdopodobnie mieszanka głupiego szczęścia i może czyjegoś doświadczenia? Tak czy siak, nie musieli dzwonić po straż, więc wygryw dla każdego.
- Odblask też super. - zażartował po raz kolejny, rzucając sobie butelkę z jednej ręki do drugiej, by zaraz przytulić ją do miejsca pod szczęką. Uśmiechnął się na przyjemny chłód i zaraz stwierdził, że skoro ma czekać i spędzić więcej czasu w pomieszczeniu, równie dobrze mógł pozbyć się bluzy, co zaraz zrobił, zostając w prostym podkoszulku, bluzę na razie odkładając na jeden z foteli, zamiast na nim siadać. Nie lubił siedzieć? Chyba że serio padał z nóg, ale trochę się zawsze bał, że zmęczony jak już siądzie, to nie ruszy znów, albo po prostu będzie mu super ciężko ruszyć. Przespacerował się kilka kroków, rozglądając po pomieszczeniu. - Nie chcę cię zarzucać pytaniami. Widziałem, że proces przyjmowania nawet n wolontariat trwa od pół roku do roku, zanim rzeczywiście będę miał aktywną rolę? I to samo z zawodowym, tyle że do zawodowego dochodzi jeszcze akademia.. - przemknął trochę nerwowo, tym razem kładąc sobie butelkę na karku na moment, zanim postanowił upić kilka łyków. Nie miał pojęcia jak to wyglądało, jeśli teraz zaczynał proces wolontariatu, a potem ruszał proces rekrutujący na miejsca zawodowych strażaków.. Po prostu przeskakiwał z jednego na drugie? Coś się przenosiło? Zaczynał od zera, tyle że miał więcej wiedzy, zdobytej przygotowując się do wolontariatu? Jakiś to sens miało, po prostu stresował się ilością niewiadomych związanych z całą tą logistyką.
Pokiwał głową, nawet nie przyszło mu do głowy myśleć o tym, że biurokracja i długi proces rekrutacyjny mógłby wrzucić mu do głowy pomysł, że nie było warto. Składnia nie działała. Ups.
- Dobre pytanie... W skrócie, zobaczyłem strażaków w akcji przy okazji tego dużego pożaru ostatnio, spodobało mi się to, jak wszyscy wydawali się wiedzieć, gdzie mają iść i co robić, a jeśli coś się zmieniło, widziałem komunikację i.. Nie wiem, coś kliknęło? Później poczytałem, zrobiłem mały research, kliknęło trochę bardziej i wysłałem tą małą ankietkę, żeby zostawić swoje dane. - to tak w dużym skrócie, bo nie chciał jej zagadać na śmierć. Wydawało mu się, że pasował; po przeczytaniu pożądanych cech charakteru, opisie zadań, gamy różnych rzeczy którymi podczas zmiany można się było zająć, gdy przeczytał o treningu i sposobie życia.. Było w nim coś, co w końcu wydawało się wskoczyć na miejsce w rzędzie. Miało sens. Pluł sobie tylko w brodę, że wcześniej na to nie wpadł. - Plus, miałem wcześniej doświadczenie z nagłymi, krwawymi wypadkami, byłem ratownikiem, wolontariuszem w schroniskach, hospicjach, innych rzeczach, ale nigdy nie wpadłem na to, że rzeczywiście mógłbym się nadawać. - może powinien, ale lepiej późno, niż później, prawda?
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Możesz śmiało zarzucać mnie pytaniami. Nie gwarantuję, że będę znać wszystkie odpowiedzi, ale postaram się pomóc — posłała mu zachęcający uśmiech. — Słuchaj, będę z tobą szczera. Proces samego wolontariatu może potrwać nawet do dziewięciu miesięcy. Czekają cię testy sprawnościowe, badania lekarskie i sprawdzenie backgroudu, czyli karalności i referencji. Pierwsze miesiące spędzasz na nauce. Potem robi się dużo bardziej wymagająco — zrobiła krótką pauzę na łyk energetyka. — Testy, dużo testów i ciągłe rozmowy, zanim dostaniesz się do akademii. W akademii kolejne pół roku. Całość może potrwać nawet do dwóch lat — okej, to ostatnie nie brzmiało aż tak optymistycznie, ale dla chcącego nic trudnego!
Pokiwała głową, słuchając jego historii, kiedy to doznał olśnienia. Teddy sama dość wcześnie poczuła powołanie, które miało związek z pożarem warsztatu ojca. Wprawdzie była wtedy nastolatką, ale już wtedy wiedziała, co chciałaby robić w życiu. Właściwie, jeśli musiałaby zrezygnować z pracy strażaka, nie miała na siebie żadnego innego pomysłu. Była dobra w wielu rzeczach, ale w niczym nie odnajdowała się w stu procentach. Oczywiście musiałaby coś wymyślić, gdyby została zmuszona i postawiona pod ścianą, ale na ten moment nie było takiej konieczności.
— Po jakichkolwiek doświadczeniach z pożarami większość ludzi jest mocno straumatyzowanych, więc to faktycznie może być to — powiedziała z uznaniem, jednocześnie zastanawiając się, w jakiej akcji Bachmann miał okazję widzieć strażaków. Kto wie, może to była akurat ich jednostka? — Byłeś ratownikiem? To są bardzo ważne kwalifikacje, które na pewno korzystnie wpłynął na twoją aplikację — uśmiechnęła się, bo ktoś z takimi umiejętnościami był w jednostce na wagę złota. Oczywiście wszyscy strażacy przechodzili pod tym względem odpowiednie szkolenia, ale dopiero na miejscu. — A jesteś gotowy porzucić swoje dotychczasowe życie i liczysz się z tym, że w domu będziesz częściej bywał niż faktycznie był? — przyjrzała mu się uważnie. Może miał żonę i dzieci? Albo narzeczoną. Narzeczonego? Niektóre związki nie były gotowe na takie wyzwania.
Matheo Bachmann
-
come as you are
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkija?typ narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Yeah.. Damy radę. Może w końcu wyszkolą kogoś porządnie w restauracji w której pracuję za ten czas. - parsknął pod nosem, lekko kręcąc głową. Nie przejmował się jakoś specjalnie faktem, że będzie musiał zwolnić w pracy; tak naprawdę zarabiał dobre pieniądze i nie wydawał jakoś specjalnie dużo, więc miał sporo oszczędności. Jedyne czego się obawiał, to tego, że włoży wszystko do jednego koszyka, a potem jednak nie da sobie rady.. Chyba to znaczyło, że mu zależało? Albo po prostu, że musiał popracować nad braniem życiowych rzeczy krok po kroku i byciem otwartym na elastyczność i zmianę kursu, jeśli zaszła taka potrzeba. Elastyczność i kreatywność w rozwiązywaniu problemów mogły mu się z resztą przydać w strażackiej karierze, prawda?
- Najbardziej byłem pod wrażeniem tego, jak wszystko było zorganizowane w tym chaosie? Pewnie tak tylko wyglądało z zewnątrz, w sumie, ale tak czy siak. Impressive. - jego mały spacer po pomieszczeniu miał już na liczniku kilka kółek, więc stwierdził, że zamiast przyprawiać swoją nową znajomą o zawroty głowy, usiądzie w końcu na dupie; tym samym fotelu, na którym wcześniej odłożył własne ciuchy. Spiął się lekko, nie spodziewając, że będzie tak.. Miękki? Wysiedziany? W sumie całkiem wygodny, mógłby w nim zasnąć. - Whoah. Ok, to dobre gniazdo. - skomentował nawet na głos, rozbawiony, przesunął się zaraz na sam skraj, żeby nie zatonąć tak do końca i być w stanie podnieść się sprawie, jeśli byłby wezwany.
- Mhm, tak. Nic jakoś specjalnie imponującego, wodne ratownictwo plus przewlokłem się przez kilka dodatkowych kursów z pierwszej pomocy w terenie i takie tam. - machnął lekko dłonią, bo sam musiałby się porządnie zastanowić, żeby sobie przypomnieć co robił, kiedy próbował uleczyć własne traumy. - Straciłem przyjaciela w wypadku samochodowym, bo nie wiedziałem jak mu pomóc, potem na jakiś czas oszalałem na punkcie pierwszej pomocy. Teraz obudzony w środku nocy jestem w stanie opatrzeć każdą ranę. - rzucił pół-żartem, posyłając jej lekki uśmiech. To było dawno, przerobił to już, trauma jak trauma, każdy jakieś miał. Swoje własne wolał używać jako paliwo, nie składnik paraliżujący.
- Teraz też nie jestem fanem bycia w domu. Zmiany po 14-16 godzin czasami, zwykle trzy dni pod rząd, potem dwa dni wolnego, z czego jeden po prostu śpię. Mieszkam sam.. a kobieta z którą się spotykam jest lekarzem medycyny sądowej, więc raczej zrozumie. - nawet jeśli zapomniał się podzielić tym drobnym szczegółem planów zmiany zawodu, ale.. No, miał czas, prawda? Jej praca też pochłaniała wiele czasu, była raczej nieprzewidywalna z tego, co zrozumiał, także istniała szansa, że rzeczywiście zrozumie. A dzikie godziny i wieczne zmęczenie? Meh, z tym miał dużo doświadczenia.
teddy darling
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie zapędzaj się tak — ostrzegła go lojalnie, bo Bachmann ewidentnie się nakręcał. — To faktycznie wygląda tak pięknie tylko z boku. Rzeczywistość bywa znacznie mniej kolorowa — wymierzyła w mężczyznę puszką z energetykiem. — Ale niewątpliwie podoba mi się twoje nastawienie — dodała z uśmiechem, bo właśnie takich ludzi potrzebowali w jednostce. Gotowych i zaangażowanych! Byle tylko Matheo nie zdarzył się ze ścianą i nie stracił zapału.
Z każdym kolejnym słowem ten facet podobał jej się coraz bardziej. Nie że podobał-podobał. Na pewno nie w tym sensie! Naprawdę doceniała jego determinację i miała nadzieję, że kapitan chętnie przygarnie go pod swoje skrzydła jako wolontariusza, a później Teddy będzie mogła go szkolić w ramach wolontariatu, aż w końcu ramię ramię będą stawać się razem na akcjach.
— Przykro mi z powodu twoje przyjaciela — powiedziała szczerze, bo często jakiś impuls decydował o działaniach w przyszłości. U niej był to pożar w warsztacie ojca. To właśnie wtedy postanowiła, że zostanie strażaczką. I jak sobie postanowiła, tak zrobiła. — Ale tak, jak wspomniałam, na pewno będzie brane to pod uwagę w aplikacji — skinęła z uśmiechem głową i chciała jeszcze coś dodaj, ale wtem otworzyły się drzwi do pomieszczenia i stanął w nich pięćdziesięcioletni kapitan jednostki Howie Whitman.
Darling natychmiast poderwała się z miejsca i zasalutowała, co spotkało się z pobłażliwym spojrzeniem szefa, który dał jej jasno do zrozumienia, żeby przestała się wydurniać. Odpowiedziała mu wymalowanym na twarzy rozbawieniem i przeniosła wzrok na Bachmanna.
— Powodzenia — puściła do niego oko i wyszła na korytarz, zostawiając mężczyznę z przełożonym sam na sam z nadzieją, że rozmowa przebiegnie po jego myśli. I w sumie też trochę po jej.