Roześmiał się lekko, gdy postanowiła przeprosić za bąbelkową kąpiel strażackiego wozu i gąbki w nieładzie. Pokręcił głową.
-
Jestem kucharzem, powiem ci szczerze, że kiedy moja brygada urządza sobie bitki, jest znacznie więcej sprzątania. - rzadko rzucali w siebie jedzeniem co prawda, ale puste plastikowe butelki lądujące w pełnym mydlin zlewie, nowa osoba przeceniająca swoją siłę próbując przenieść wór z mąką, czy nawet rzucanie w kogoś obierką z ziemniaka, jeśli powiedział coś wyjątkowo głupiego.. Zdarzało się. A potem szli do baru po zamknięciu i znów byli rodziną. Widział dużo podobieństw, między swoją aktualną pracą, a tą, do której chciał się przenieść; nie bez powodu ekipę kuchenną nazywali
brygadą, miało to jakiś sens.
Trauma bond, teamwork. Doprowadzali się czasami do szału, byli dla siebie wredni, robili psikusy jak w podstawówce, ale pod koniec dnia stali za sobą murem.
-
Czyli generalnie, kiedy wam brakuje do czegoś ludzi na zmianie, bierzecie z wolontariuszy? - szczerze, tej części nie doczytał. Wiedział tylko, że też będzie miał swojego rodzaju "zmianę" na której mógł być wezwany w każdym momencie, więc musiał nosić przy dupie radyjko i mieć dostęp do ich ochronnego wdzianka, by móc się szybko pozbierać. -
Oh! Czy dostanę światełko na samochód? - zapytał z ekscytacją dziecka, bo to by było całkiem super, okay? Mógłby się nawet w tym doszukać sensu, bo jak inaczej miał się dostać na stację w krótkim czasie, jeśli utknąłby w korku bez możliwości włączenia świateł i mignięcia bokiem..?
FUN. Ale jakby ktoś pytał, to wcale jarała do adrenalina, nie, w ogóle.
Był przyzwyczajony do traktowania kobiet, jako
"one of the boys"; w kuchni działało to dokładnie tak samo. Było ich mniej, czasami wydawały się bardziej uległe i ciche, a niektórzy chłopcy lubili z tego szydzić. Nie należał do tej grupki, wiedział doskonale, że część z tych dziewczyn miała umiejętności znacznie przekraczające jego kompetencje, a w tym konkretnym przypadku, nie wątpił, że Teddy mogła skopać mu dupę na treningu.
-
Nawet nie wiedziałem, że jest coś takiego jak wolontariat.. Straż powinna się trochę bardziej ogłaszać. Jak policja. - z drugiej strony, większość normalnych ludzi postukałaby się pewnie po głowie.
"Chodź do nas, poćwiczysz z nami do upadłego, przeciągniemy cię przez kilka ciasnych i gorących pomieszczeń, pewnie zobaczysz więcej traumatycznych rzeczy niż przez całe swoje życie, ale damy ci fajne światełko na samochód! Ile płacimy? Eeeeeem...." Przyznał, że mogło to nie zadziałać zbyt dobrze w oku publicznym, może i lepiej, że zgłaszali się w większości ludzie, którzy rzeczywiście byli zainteresowani.
-
Dzięki. Wezmę wodę. - skinął głową, ale nie zajął żadnego z miejsc, podążając za nią, by złapać dla siebie butelkę. Nie widział powodu, żeby zrzucać na nią zbyt wiele informacji o sobie, przynajmniej nie dopóki sama nie zapyta, więc nie wspomniał o swoich doświadczeniach z
mentalem. Ani o swoim ADHD, które sprawiło, że wybór między wodą, a energetykiem był całkiem prosty. -
Na wolontariat też testujecie, prawda? Kognitywnie, sprawnościowe... o czymś zapominam. Pewnie osobowość, żeby wam się nie trafił ktoś, kto zupełnie nie potrafi słuchać. - wydawało mu się, że jedną z ważniejszych rzeczy, była dyscyplina, a jej brak w tym konkretnym zawodzie był bardzo niewskazany.
teddy darling