30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nikt nie będzie się puszczał. Ani teraz, ani w żałobie, ani nawet w jakimś symbolicznym okresie przejściowym, który w serialach trwa dokładnie trzy i pół odcinka. Zresztą, co to była w ogóle za dyskusja? Czy one już nie ustalały, że nikt w najbliższym czasie nie umrze i dożyją wspólnie pięknej starości? Prawda była taka, że Teddy wylałaby oceany łez, gdyby Finch stało się cokolwiek poważniejszego, a co dopiero śmierć! W takim scenariuszu Teddy najpierw ryczałaby jak alarm przeciwlotniczy przez co najmniej pół roku, potem jeszcze rok chodziłaby w czarnych bluzach, a każda piosenka w radiu nagle stałaby się tą ich piosenką, nawet jeśli wcześniej żadna z nich jej nie znała.
Czy ona naprawdę myślała, że w takiej sytuacji Teddy zaczęłaby radośnie ruchać się na prawo i na lewo? Co najwyżej – i to już w bardziej technologicznej fazie żałoby – nauczyłaby się programowania. Najpierw z desperacji, potem z uporu, a na końcu z czystej obsesji. Po kilku miesiącach powstałby projekt o roboczej nazwie APRIL.exe, który miałby być wirtualną wersją Finch. Dokładnie tak zrobiła siostrzenica głównej bohaterki serialu Scareptta, która nie mogła pogodzić się z utratą żony.
Teraz jednak tonęły. I na nic zdawało się tutaj Tame Impala czy jakieś głupie zaklęcia z DnD, które nawet nie działały w prawdziwym życiu. Pójście z łajbą na dno było o wiele bardziej optymistyczną wersją niż trafienie we wspomniane wcześniej ciemne miejsce. Darling oczami wyobraźni widziała już te wszystkie tygrzyki hawajskie, kolczaste krzyżaki i brązowe wdowy. Czy przed przylotem czytała o pająkach, żeby być przygotowaną na najgorsze? Tak. Czy żałowała? Tak.
Nie patrz na mnie, ratuj siebie! — zawołała jeszcze, kiedy April zanurzała się w wodzie. No dobra, koniec tej dramaturgii. Zamiast normalnie zsunąć się z łódki, wskoczyła do wody na główkę.
Woda była orzeźwiająca, a temperatura zbliżona do tej, pod którą Teddy brała prysznice. Może nawet cieplejsza? A na pewno cieplejsza od tej w remizie, gdzie często szwankował piecyk i trzeba było myć się w lodowatych strumieniach. Wynurzyła się, wyplątując sobie z włosów jakiegoś zgniłego liścia, którym cisnęła w bok. Ohyda. Przynajmniej tym razem nie trafiła w Finch, która już wdrapywała się po na skałce.
Darling podpłynęła bliżej, a gdy pociągnęła się na rękach i wspięła na taką samą wysokość, wyciągnęła swój telefon. Jeszcze działał, więc może twórcy faktycznie nie ściemniali z tym, że są odporne krótkotrwałe zanurzenia.
Poczekaj, pójdę przodem — powiedziała, jak na prawdziwą bohaterkę przystało. Nie w takie szczeliny już się wciskała! Wyrznęła bluzę z nadmiaru wody, zaczesała włosy do tyłu i włączyła latarkę w smartfonie.
Struga wody dudniła tuż nad jej głową, rozbijając się o kamienie i zamieniając w zimną mgłę. Gdy przecisnęła się przez kurtynę wodospadu, dźwięk nieco przycichł. Teddy odruchowo przetarła i uniosła latarkę.
O! — światło okazało się niepotrzebne. Wnętrze za wodospadem nie było mroczne, jak się spodziewała. Do środka wpadało rozproszone światło, które przenikało przez spadającą wodę i rozlewało się po skałach srebrzystą poświatą. Cała grota była niewielka, ale jasna. Na ścianach połyskiwały wilgotne kryształki, a na ziemi rosły miękkie poduszki mchu. — Chodź, zobacz — złapała April za rękę i wciągnęła ją pod wodną kurtynę.
Przy jednej ze ścian leżał gładki, szeroki kamień. Darling podbiegła bliżej i przetarła go dłonią, zauważyła coś wyrytego w skale tuż nad nim. Dwie małe literki i znak serca między nimi.
O nie, nie byłyśmy tutaj pierwsze! — zrobiła zawiedzioną minę, ale to było do przewidzenia. Lokalsi na pewno znali te rejony. A może uprzedzili je jacyś inni turyści? — No i gdzie jest ten skarb? — rozejrzała się dookoła, aż jej spojrzenie zatrzymało się na Finch. — Tutaj jest! — doskoczyła do niej, zasypując tysiącem drobnych pocałunków. — Jesteś strasznie ładna. I strasznie durna — Teddy właściwie nie wiedziała, do czego nawiązuje tym drugim. Pewnie do tego, że April pomyślała, że naprawdę mogłaby zacząć puszczać się po jej śmierci!

skarbie, chyba studiujesz medycynę, bo zmieniasz mi tętno
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Teddy tak bardzo starała się odcinać od tych nerdowskich zapędów, a idealnie by się w nich sprawdziła. Była z niej prawdziwa drama queen! Lubiła pajacować, co pokazała niemal idąc na dno z ich jachtem. Doskonale sprawdziłaby się w większości rozrywek i zadań w pracy, jakimi parała się Finch. Po prostu chciała czuć się lepsza i nie miała odwagi przyznać, że to wszystko też byłoby bardzo fajne. To nic. Kochała ją nawet taką. Cieszyła się, że jednak przeżyła katastrofę Kwietniowego Albatrosa. Nie darowałaby sobie, gdyby jej ukochana zginęła w trakcie wakacji, na które sama ją zaciągnęła. Zrodziłoby to pewnie jakąś okropną traumę.
Przyglądała się jej z rozbawieniem, gdy zdecydowała się wziąć na klatę wszystkie potencjalne zagrożenia czyhające na nie za wodospadem. Naprawdę była bohaterką! Spodobałoby jej się DnD, w końcu to heroic fantasy. Nie miała zamiaru odbierać jej tej przyjemności. Niech idzie pierwsza, niech się czuje mężna i potężna. April miała zamiar cierpliwie czekać, aż jej partnerka upewni się, że nic je tam nie zamorduje i dopiero wtedy wpakować się do środka.
Przymknęła oczy, przechodząc przez ścianę wody. To było nowe doświadczenie. Nigdy nie weszła za wodospad, a przynajmniej nie w świecie rzeczywistym. Cieszyła się, że mogła stworzyć to wspomnienie w tak doborowym towarzystwie. Rozejrzała się uważnie, znów zgarniając do tyłu mokre włosy, które nieco rozwial wodospad. Spodziewała się chociaż jakiejś skrzyni albo kościotrupa, obok którego będzie leżał legendarny sprzęt. Ale tu niczego nie było. Nawet jakiegoś easter egga. Co za zmarnowany potencjał!
— Wcale nie jestem durna — zaznaczyła od razu, marszcząc nos pod wpływem tego zmasowanego ataku miłości. Czuła się wyjątkowo lotna. Gdyby nie była mądra, nie przygruchałaby sobie takiej świetnej dziewczyny, prawda? Nie dostrzegłaby jej licznych zalet, to po pierwsze. A po drugie, nie dałaby rady jej poderwać, nie będąc wystarczająco bystrą.
Podeszła do kamienia, chcąc z bliska zobaczyć wyryte na nim inicjały. Przesunęła palcem wzdłuż liter, od razu dopowiadając sobie w głowie milion historii. Nie miała pojęcia, czy da się jakoś poznać wiek tych symboli. Nie wiedziała też, jak właściwie się tutaj pojawiły. Żeby wydłubać coś w kamieniu trzeba było mieć chyba jakieś specjalne narzędzia. A może dużo cierpliwości? Nie miała żadnej z tych rzeczy.
— Pewnie to Genevieve była rzeźbiarką, nie? Zabrała tutaj Pandorę na romantyczną randkę, bo świata po niej nie widziała. Oświadczyła się, ale bez pierścionka, bo brakowało jej pieniędzy. Te litery miały być przypieczętowaniem ich uczucia i przysięgą twardszą od spiżu. — Usiadła po turecku obok skałki, snując opowieść. Oczywiście, że od razu uznała, że to były dwie kobiety. Tradycyjna historia miłosna byłaby przecież obrzydliwie nudna, kompletnie nie do pomyślenia dla Finch. Uśmiechnęła się smutno do nieistniejącego wspomnienia.
— To takie smutne, że Pandora umarła, zanim skończyły budowę domu. Ale chyba takie życie marynarzy, nie? Nigdy nie wiesz, co się stanie, jak wypływasz. Pewnie Genevieve nie ma już sił tu przychodzić. W jej wieku to nie dziwota. Dobrze, że wynajęła pomoc do ogarniania tego wymarzonego ogrodu Pandory — dokończyła opowieść, znów przesuwając palcami po literkach. Miłość tajemniczych kobiet musiała być naprawdę niezwykła, ale to chyba była norma w dawnych czasach!

Za sobą mamy prawie wszystko, ale przed sobą jeszcze trochę
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy naprawdę nie wystarczało, że Teddy była bohaterką w prawdziwym życiu? Nie potrzebowała przenosić się do żadnych wyimaginowanych światów, żeby udowadniać swoją odwagę czy szukać okazji do heroizmu. To, co robiła na co dzień, miało dla niej większą wartość niż najbardziej epicka kampania czy fikcyjna przygoda. Co jednak istotne, wcale nie uważała się za lepszą ani od kogokolwiek ze swojego otoczenia, ani tym bardziej od April. Po prostu uważała, że taka forma rozrywki nie była dla niej. Ale Finch na pewno w tym całym DnD nie miała sobie równych!
Kiedy jej dziewczyna spodziewała się, że za wodospadem znajdzie się coś na kształt porzuconego znaleziska, Darling raczej zakładała znacznie mniej optymistyczny scenariusz. Podejrzewała, że zamiast jakiejkolwiek nagrody czeka je nagły atak chmary nietoperzy, które zerwą się z ciemności i z furkotem skrzydeł zaczną wplątywać im się we włosy. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Dobrze, że nie zaczęła paplać i nie wywołała niepotrzebnej paniki.
Usiadła obok April, dalej twierdząc po cichu, że była durna. Może nie strasznie, ale troszeczkę. Obie były, pewnie dlatego tak wspaniale się dopełniały. Jednak chyba już zawsze będzie towarzyszyła im kość niezgody i nie zdołają dojść do porozumienia, która którą faktycznie poderwała. Ale dobrze, niech Finch żyje sobie dalej w swoim świecie fantazji z przeświadczeniem, że owinęła sobie Teddy wokół palca. W końcu to ona zaczęła te wszystkie podchody, a biedna Darling nie była niczego świadoma!
Opowieść była piękna, ale zarazem bardzo smutna. Nic dziwnego, że strażaczka skrzywiła się ostentacyjnie, słysząc, jaki los Pandorę, która pozostawiła w wiecznej żałobie swoją ukochaną.
To okropne — stwierdziła po chwili. Nawet nie po części piękne, tylko okropne.Dlaczego musi być aż tragicznie? A co, jeśli Pandora wcale nie zginęła, tylko wróciła do Genevieve, przygarnęły kilka sierot i dożyły razem spokojnej starości? Dlaczego ludzie ciągle romantyzują śmierć? Nie ma w tym nic romantycznego — westchnęła, obejmując wilgotne kolana ramionami zakrytymi pod doszczętnie przemoczoną bluzą.
Nie miała pojęcia, jak dokładnie działało to w DnD, ale w tym świecie śmierć stała się zupełnie niemodna. Teddy uważała, że dramatyczne zgony są passe i według niej wszyscy powinni żyć długo i szczęśliwie. Zawsze była zwolenniczką zakończeń, które zostawiają człowieka z ciepłem w sercu, a nie z poczuciem pustki. Nic więc dziwnego, że na Titanicu za każdym razem zalewała się rzewnymi łzami. I to nie tylko na nim, bo właściwie każdy film, w którym druga połówka głównego bohatera kończyła tragicznie, działał na nią dokładnie tak samo. Oczywiście, nie zawsze chodziło o lodowate odmęty Atlantyku, ale schemat był podobny - miłość, nadzieja, a potem nagłe, bolesne rozstanie spowodowane rychłą śmiercią. Darling nigdy nie potrafiła się z tym pogodzić. W jej głowie historie układały się zupełnie inaczej, a przeznaczenie było znacznie mniej okrutne.
Musisz wymyślić inną historię, ta mi się nie podoba — ściągnęła brwi i spojrzała na April, opierając podbródek o własne przedramię. — Początek był w porządku. Romantyczna randka, oświadczyny bez pierścionka... Ale co dalej? Pandora zabrała Genevieve w wielką podróż? A może znalazły jakąś szkatułkę, w której był śliczny, nieco podniszczony pierścionek? — dopytywała, ale to Finch była tą od wielkiej wyobraźni. Grała w te swoje gierki, to niech się bardziej postara!

nigdy nie myślałem w życiu o kimś wcześniej tak zachłannie
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Atak pokręconych nietoperzy byłby absolutnie nie do przeżycia. April wystrzeliłaby po czymś takim stąd jak z procy i pewnie dobiegłaby na brzeg środkiem oczka, przez wodę, jak w kreskówkach. Nietoperze były wyjątkowo dziwaczne i wyjątkowo nieprzyjemne. Dobrze, że nawet nie wpadła, że coś takiego może je tam spotkać, bo pewnie bałaby się przejść przez barierę wody i sterczałaby na tamtym kamieniu do tej pory.
Dla niej historia była dość urocza. Wprawdzie kończyła się smutno, ale przecież zanim dotarła do tego okropnego momentu, była naprawdę urocza. Dziewczyny na pewno mocno się kochały i nie dawały światu wmówić sobie, że nie zasługiwały na tę miłość. Patrzył na uczucie całkowicie szczerze, wierząc, że za kilkadziesiąt lat młodsze pokolenia nie będą musiały się bawić w udawane przysięgi, bo zyskają prawa do tych zwyczajnych! A może jednak młodzi nie powinni rezygnować z takich pokręconych aktów romantyzmu? To budowało opowieści. I to dużo ciekawsze od tych tradycyjnych. Fajniej opowiadać wnukom, że stworzyło się z babcią pakt krwi, a nie po prostu poszło do urzędu, wyklepało formułkę i ewentualnie zmieniło nazwisko.
Nie chciała jednak, żeby jej partnerka była niezadowolona. Powinna być tak szczęśliwa, jak Genevieve w momencie rycia tych liter. Innej opcji nie chciała dopuszczać. Nie będzie się z nią też kłócić na temat romantyzowania śmierci. Miały do tego tematu nieco inne podejście. Sam fakt, że Teddy podpisała ten nieszczęsny papier o niereanimowaniu był nadal dla April totalnie nie do przejścia i nie do pojęcia. Może dało się go jakoś wykraść z jej medycznych akt i podmienić na brokatową karteczkę z Witch? Kusiło ją, ale przecież tego nie zrobi. Wiedziała, że musi uszanować tę decyzję, bo to życie Tedyd, a nie jej. Chociaż decyzję uważała za absolutnie okropną.
— Popłynęły w końcu razem na Filipiny. Posadziły na podjeździe wielką palmę, przez którą nigdy nie mogły tam parkować. Latami hodowały kaczki. Nadawały im ludzkie imiona aż wyczerpały wszystkie pomysły i w zaczęły nazywać je łacińskimi nazwami ziół i kwiatów — dopowiedziała, obracając się w jej stronę. Ta wersja była dużo przyjemniejsza. Nikt w niej nie umierał! No, może oprócz kaczek, ale tego nie powiedziała na głos, żeby nie zrobiło się niezręcznie. Uśmiechnęła się ciepło, mając nadzieję, że to nieco poprawi nastrój jej ukochanej.
— W tej jaskini nadal unoszą się opiłki magii ich przysięgi. Liczyły, że każdy, kogo oprószą, doświadczy najpiękniejszego ze wszystkich rodzajów miłości. Wiedziały, że za wodospad wedrą się kiedyś dwie śliczne Kanadyjki. — Podniosła się z miejsca tylko po to, by wpakować się na Teddy. Zmusiła ją do wyprostowania nóg, po czym usiadła na niej okrakiem. Oparła kolana o chłodny kamień, unieruchamiając ją. Zarzuciła jej ręce na szyję, musnęła nosem czubek jej nosa.
— Kanadyjki będą w sobie do szaleństwa zakochane. Ta starsza i mądrzejsza będzie chciała ciągle otaczać drugą opieką i czułością. Ta druga nie będzie widziała świata poza swoją ukochaną. W tej dziwacznej, wilgotnej jaskini poprosi ją, żeby została jej żoną, bo wcześniej chyba zawsze tylko jej oznajmiała, że tak się stanie — ciągnęła opowieść tym swoim bardowskim tonem, którym pewnie będzie zamęczać ich dzieciaki, próbując je wieczorami uśpić. Wpatrywała się w jasne oczy Darling, nie mogąc utrzymać w sobie tej olbrzymiej radości, że ją ma. Miała wrażenie, że wycieka jej przez pory, totalnie podtapiając strażaczkę. Ale to pewnie tylko wilgoć kapiąca leniwie z jej bluzy.
— Ta starsza, mądra, piękna, urocza o złotym sercu na bank się zgodzi. A to wszystko dzięki aurze tego miejsca! Będą trwać przy sobie przez długie, długie lata. Nigdy nie przestaną przytulać się na kanapie ani kupować tej drugiej ulubionych chipsów w drodze z pracy. Ta pociągająca będzie zawsze uśmiechać się z ekscytacją, gdy jej ukochana będzie związywać włosy, odsłaniając szyję. A ta druga zawsze będzie dostawać palpitacji serca, gdy jej ukochana będzie podciągać rękawy bluzy i opierać nonszalancko ręce na stole. — Nachyliła się, by złożyć na jej ustach wyjątkowo krótki i delikatny pocałunek. Nie miała czasu na więcej czułości, przecież była w środku opowieści, której sama Darling sobie zażyczyła! Odsunęła się nieznacznie, uśmiechając się dumna z tej hsitorii.
— No i będzie im zajebiście — dokończyła, skinąwszy głową. To się nazywa idealna klamra opowieści.

Nie ma sensu szukać już, Z nikim wcześniej nam nie było tak
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Historia była urocza, ale jednocześnie skrywała w sobie smutek. Pewne elementy można było zmienić kilka elementów i nie odbierając jej uroku. Teddy nie kwestionowała samej magii, która wypełniała każdy fragment tej historii, ale śmierć Pandory sprawił wszystko popsuła! April jednak wiedziała, jak to naprawić. Sięgnęła po swój bajkopisarski ton i Darling wpatrywała się w nią jak zaczarowana. Łykała wszystko jak gęś kluski - od wyprawy na Filipiny, po kaczki, które na pewno nie umierały, aż po jaskinie, którą odnalazły dwie Kanadyjki. Teraz wszystko się zgadzało!
Widzisz? Jak chcesz, to potrafisz — pokiwała głową, obejmując ją mocniej w pasie, bo w trakcie opowieści Finch wpakowała jej się na kolana. — I nikt nie zginął. Nie można było tak od razu? — uśmiechnęła się z zadowoleniem, a potem zmrużyła oczy, spoglądając na nią podejrzliwie. — Ciągłe podkreślanie, że jedna jest starsza, to trochę przesada. No i gdzie te oświadczyny? — rozejrzała się dookoła, jakby zaraz miało wydarzyć się coś niespodziewanego.
Co dokładnie? Tego jeszcze nie wiedziała. Nie spodziewała się pierścionka, przecież Genevieve i Pandora też żadnego nie miały. W dodatku Teddy obrała sobie za punkt honoru, że to ona oświadczy się April, a nie odwrotnie! Dobrze, że cała historia była totalnie zmyślona albo odnosiła się do jakichś tam randomowych dziewczyn.
Jeśli kiedykolwiek przyjdzie ci do głowy, żeby zmienić branżę, zrób to. Rzuć korpo i zacznij pisać powieści dla dzieci. Byłabyś sławna jak J.K. Rowling. Okej, to akurat źle się zestarzało, ale każdy zrozumie, o co chodzi — powiedziała, muskając policzek ukochanej.
Jej usta zostawiły ciepły ślad, choć skóra Finch był lekko zmarznięty. Nic dziwnego, siedziały w jaskini, a wcześniej brodziły po kolana w lodowatej wodzie, kiedy Kwietniowy Albatros rozkraczył się na środku oczka. Przypomnijmy, że miał tylko jedno zadanie - zabrać je na drugi brzeg. I zawiódł. Pod każdym możliwym względem.
Nie jest ci zimno? — wyszeptała przy uchu April, odruchowo pocierając jej ramiona, żeby wytworzyć namiastkę ciepła. Mokre ubrania przylegały do ciała, a chłód przenikał przez warstwy materiału. To był jednak beznadziejny pomysł.
Musiała znaleźć inny sposób, żeby ją rozgrzać. Zaczepnie złapała zębami płatek ucha partnerki, a potem powoli zjechała ustami wzdłuż linii żuchwy, odgarniając włosy z jej szyi, żeby złożyć tam kilka delikatnych pocałunków. I pewnie całowałaby ją tak do zmierzchu, gdyby nie otworzyła na moment oczu. I to był jeden, kurwa, wielki błąd.
Po wilgotnej ścianie jaskini, tuż ponad ramieniem Finch, łaziło coś niepokojąco dużego i koszmarnie włochatego. Pająk. Ogromny jak na jakiekolwiek standardy. Teddy zbladła jak kreda. Odchyliła się i spojrzała na April. Chciała zdusić w sobie panikę, żeby nie dać niczego po sobie poznać, ale na jej twarzy wymalowało się autentyczne przerażenie.
Powinnyśmy już stąd iść — wymamrotała, czując w gardle ścisk zazdrości, bo ukochana siedziała tyłem do tego paskudztwa, całkowicie nieświadoma zagrożenia. — Chodźmy stąd, dobrze? — dodała i musiała naprawdę zaprzeć się w sobie, żeby nie zrzucić Finch z kolan i nie zostawić jej samej z tym paskudztwem. To niewątpliwie była próba dla ich związku i wielkiej miłości. Takie momenty weryfikowały wszystko.

wystrzeliłem tobą się, lecę, nie zatrzymasz mnie
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była gotowa snuć dla niej kilometry opowieści. W końcu rzadko kiedy zamykała jej się morda. Zamiast paplania o niczym, mogła zdecydować się na opowiadanie Teddy bajek. Jak znudzi jej się słuchanie, jak gra na instrumentach, to przerzuci się na bajki. Dzięki temu szerokiemu wachlarzowi możliwości jej partnerka w życiu nie będzie cierpiała na problemy ze snem! Chociaż do tej pory nie dała znaków, by kiedykolwiek je miała. Jak przychodziła do domu po pracy, to zasypiała błyskawicznie. A przecież była w robocie praktycznie bez przerwy. I to niby Finch była pracoholiczką?
— To wyjdź za mnie, Teddy — odpowiedziała natychmiast, zanim dziewczyna jeszcze zdążyła zamknąć usta po zakończonym zdaniu. Szybko zdała sobie sprawę, że w ogóle nie tak to miało wyglądać. Musi w końcu przestać narzucać jej swoje zdanie i potrzeby, bo Darling kiedyś naprawdę straci cierpliwość i się zrobi niewesoło. Potarła palcami skroń, próbując się skupić.
— Chcesz być moją żoną, Teddy? Chcesz dziedziczyć po mnie wielki spadek i być moim dowodem na istnienie czarów? — dopytała, uśmiechając się nieśmiało. O pierścionek zadba później. W jaskini miały przecież zawrzeć magiczną umowę! Na moment wyparowała z niej ta zwyczajowa pewność siebie. Dużo łatwiej było oznajmiać ukochanej, że będzie musiała coś dla niej zrobić. Dopytywanie wiązało się z potencjalną odmową, a tego przecież bardzo nie chciała.
Pokiwała głową, zgadzając się z pomysłem przejścia na pisarstwo. Pewnie poszłoby jej całkiem nieźle! Na pewno by jej na stare lata tak nie odkleiło jak Rowling. Jej posty na Twitterze byłby tak samo pełne miłości i powszechnej akceptacji, jak powieści. No i mogłaby pisać głównie z domu. Póki nie zrobiłaby się sławna, nie musiałaby się nigdzie szlajać. Nie biegałaby do biura, nie wyjeżdżałaby na żadne spotkania dookoła Kanady. Byłaby dla Teddy cały czas na wyciągnięcie ręki. Gorzej, jakby jej kariera nabrała rozpędu i musiałaby odhaczać spotkania autorskie na całym świecie.
— Gorąco. Chyba powinnam się rozebrać — szepnęła, z rozkoszą przyjmując każdą drobną pieszczotę. W ogóle nie przejmowała się tym, że mokre i zimne ubrania lepiły się do jej ciała. Ważne, że lepiła się też Teddy. Westchnęła błogo pod wpływem kolejnych pocałunków, powoli roztapiając się w jej ramionach.
Na pewno zostałaby po niej tylko kałuża różowego płynu, gdyby Teddy nie przerwała. Mruknęła niezadowolona, nie wiedząc, co się znowu stało. Tym razem była gotowa do wykłócania się o kolejne cielesne obietnice bez pokrycia. Odchyliła się nieco, chcąc na nią spojrzeć. Mieliła już w ustach pierwszy zarzut, ale go przełknęła. Mina jej partnerki wskazywała, że coś jest bardzo nie tak. Autentycznie się o nią zmartwiła.
— Dobrze. Ale co się stało? — Od razu zgodziła się na wyjście z jaskini. Skoro Teddy tego potrzebowała, to musiały tak zrobić. Chciała jej jakoś pomóc, ale nie miała pojęcia, co wywołało ten odpływ krwi z jej twarzy. Powiedziała coś nie tak? Odruchowo obejrzała się za siebie w stronę, w którą cały czas uciekał wzrok Teddy.
— O kurwa — pisnęła przerażona widząc olbrzymie monstrum na ścianie. Stworzenie wielkości labradora wbijało w nie ślepia z jakąś morderczą żądzą. A przynajmniej tak to wyglądało w jej oczach. Poderwała się na równe nogi, łapiąc za nadgarstek Teddy. Szarpnęła nią mocno, chcąc też podnieść ją z ziemi, ale chyba trochę przesadziła. To musiało zaboleć. I na pewno nie pomogło w utrzymaniu równowagi.
— Giń, kurwo! — krzyknęła nadal co najmniej przerażona, ciskając w stroję bestii jakimś wilgotnym patykiem, który leżał obok jej nogi. Oczywiście nie trafiła. Monstrum wydawało się totalnie rozwścieczone tym przebiegiem wydarzeń.
Kiedy tylko Teddy zebrała się w sobie i stanęła na równe nogi, April wskazała w stronę szumiącego wodospadu. To był ich jedyny ratunek. Musiały liczyć na to, że to mityczne stworzenie nie potrafi pływać i nie będzie ich goniło.
— Wiej! — rzuciła tylko i porwała się biegiem przed siebie. Rozerwała ścianę wody własnym ciałem, przelatując przez nią w spowolnionym tempie. O mało nie pogubiła nóg, próbując utrzymać równowagę na śliskich skałkach po drugiej stronie wodospadu. Ruszyła brzegiem, wokół oczka wodnego, przedzierając się przez wilgotne głazy i liście, by jak najszybciej dotrzeć na przeciwleglą stronę, z której przyszły.
Wpadła na miękką trawę jak na ziemię obiecaną. Trochę kusiło ją, by ucałować glebę, bo kiedyś widziała jakiegoś chłopa w białej kiecce, który robił tak w telewizji, ale sobie darowała. Porwała w ramiona Teddy i cofnęła nią o kilka kroków od oczka wodnego. Zasłoniła jej widok własnym, drobnym ciałem, obracając się plecami do wodospadu. Przyłożyła palec do ust, nakazując jej być cicho. Zamarła na moment w bezruchu, jakby spodziewała się zmasowanych ataków z licznych stron. Otaczał je wyłącznie święty spokój.
— Boże, kurwa, Teddy, nic ci nie jest? — odezwała się wreszcie, patrząc na nią z przerażeniem, jakby co najmniej gonił je przed momentem wariat z piłą mechaniczną. Obejrzała ją uważnie, spodziewając się braku jakiejś kończyny, ale nie, na szczęście nadal miała dwie ręce, dwie nogi i łeb na czubku ciala.

Bezwładnie spadamy, A imię Twoje planetą
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinna była coś powiedzieć. Cokolwiek. Przecież to miała być ta magiczna, wyjęta z najpiękniejszych wyobrażeń, w której Teddy bez wahania zgadza się na wszystko i rzuca się w ramiona April. Nieważne, że w planie to ona miała klęknąć pierwsza, prosząc o jej rękę. W tej sekundzie zupełnie przestało to mieć znaczenie. Zresztą, czy cokolwiek jeszcze miało? Darling siedziała nieruchomo, jakby ktoś nagle wyciągnął z niej wszystkie słowa, wszystkie myśli i całą odwagę. I może mogłaby zaniemówić z zupełnie innych powodów. Na przykład z zachwytu. Albo ze wzruszenia. Ale zamiast tego jej spojrzenie utkwiło w czymś, co burzyło cały obraz.
Bo to, co zobaczyła, było ohydne. Jak w ogóle coś tak obleśnego mogło istnieć? Jak mogło stąpać po ziemi i wdzierać się w chwilę, która miała być perfekcyjna? Cholerne pająki! Były jak koszmar, który wyciekł z najgłębszych zakamarków wyobraźni i postanowił zamanifestować się w rzeczywistości. Obleśne maszkary! Dlaczego w ogóle było ich tak dużo? Dlaczego nie mogły być rzadkie, praktycznie wymarłe, jak morświnów kalifornijskich, o których tylko się słyszy, ale nigdy nie widzi na własne oczy? Gdyby istniało ich zaledwie kilka, tak z dziesięć, można byłoby zapomnieć, że w ogóle istnieją! Ale nie. One były wszędzie. Czaiły się w kątach, na ścianach i w najmniej oczekiwanych miejscach, gotowe w każdej chwili zniszczyć Darling życie.
Pisk April wyrwał ją z transu. Wzdrygnęła się, kiedy partnerka cisnęła w pająka patykiem. Była pewna, że strasznie go tym rozjuszy i zaraz monstrum rzuci się na nie i pożre w całości. Albo zostaną owinięte w kokon i zaciągnięte w głąb jaskini jako pożywka dla młodych. Gwałtowne szarpnięcie było jak otrzeźwiający lep na mordę. Poderwała się z ziemi i zaczęła biec w kierunku wodnej kurtyny. Finch zdążyła wyhamować tuż przed śliskimi kamieniami, ale Teddy nie miała tyle szczęścia. Poczuła, jak stopa ucieka jej na mokrej powierzchni. Jeszcze próbowała utrzymać równowagę, desperacko wymachując rękami, ale było już za późno. Straciła grunt pod nogami i z całym impetem wpadła do wody. Szok odebrał jej na moment oddech. Wynurzyła się gwałtownie, łapiąc powietrze krótkimi, urywanymi wdechami i od razu zaczęła płynąć w kierunku przeciwległego brzegu. Ruchy spowolniały jej mokre ubrania, ale adrenalina nie pozwalała się zatrzymać.
Nic mi nie jest, nic mi nie jest — wydusiła, kiedy wygrzebała się na ląd. Wpadła w ramiona April i natychmiast ujęła jej twarz w swoje dłonie, szukając obrażeń. — A tobie? Jesteś cała? — wszystko wskazywało na to, że ukochana również zdołała uniknąć ataku tego krwiożerczego potwora.
Teddy odsunęła się nieznacznie i zgięła w pół, opierając dłonie o kolana. Wzięła kilka głębszych oddechów i podniosła wzrok na Finch.
Nie możesz mi tak robić — oznajmiła, prostując się i stając naprzeciwko. Znów wyglądała jak żałosna, zmokła kura. — Nie możesz ubiegać mnie ciągle z takimi pytaniami, April. Przez ciebie w ogóle nie mogę się wykazać — westchnęła, odgarniając sobie z czoła wilgotne kosmyki włosów.
Nie miała jej tego za złe. Właściwie strasznie ją ro rozczulało, ale musiała przez moment poudawać, że jest tym obruszona, że tak ciągle wyskakuje przed szereg. Darling od samego początku powtarzała, że chciałaby zrobić to jak należy, ale sama do końca nie była pewna, jak właściwie to należy powinno wyglądać. Tutaj chodziło tylko o chwilę, w której dwoje ludzi patrzy na siebie bez wątpliwości wie, że to właśnie ta osoba, z jej niedoskonałościami, przyzwyczajeniami i dziwactwami, jest tą jedyną.
I co ja mam ci odpowiedzieć, co? Oczywiście, że zostanę twoją żoną — powiedziała w końcu, ale w zasadzie nie wiedziała, czy to wciąż aktualne. — Już ci mówiłam. I mówiłam, że ty zostaniesz moją — mruknęła, przyciągając ją do siebie, żeby skraść jej pocałunek. — To bardzo odważne, wiesz? I jednocześnie bardzo głupie. Nikt o zdrowych zmysłach nie pakuje się w związek małżeński ze służbami ratowniczymi — pokręciła głową z udawanym trochę z udawanym niedowierzaniem, a trochę pełna podziwu, że April naprawdę wchodziła w to całą sobą.

kochać to za mało, wciąż cię lubię
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ucieczka była paniczna i nieskoordynowana. Miała nadzieję, że Teddy na widok płomieni albo spadających sufitów nie traci tak głowy, bo długo na służbie nie pociągnie. Rozumiała doskonale tę utratę rezonu. Sama nie miała pojęcia, na jakim świecie się znajdowała, gdy trafiała na takie okropieństwo. Pająki w Toronto nie były tak wielkie i obleśne. Ten wyglądał właściwie jak Aragog. To od tego rozmawiania o JK. Pokarało je! Gdyby coś takiego kiedykolwiek znalazło się w ich mieszkaniu, Finch po prostu by się z niego wyprowadziła. Chętnie podpaliłaby też cały budynek, ale to mogłoby niepotrzebnie przyciągnąć tam Teddy. Pierwszy pająk w mieszkaniu, którego będą musiały pokonać wspólnymi siłami, to będzie jakaś masakra.
— Pozostaną mi tylko blizny na psychice — odetchnęła z ulgą, ciesząc się, że obie wyszły z tego starcia cało. Ale nie było łatwo! Jeszcze kilka chwil i skończyłoby się tragedią. Dobrze, że Darling była taka czujna. Szkoda, że musiała się przy tym od nowa zmoczyć. Nie żeby w jaskini zdążyła jakoś wyschnąć, ale to i tak było przykre.
— Z czym ja cię niby ubiegam? — Spojrzała na nią zaskoczona. Na pewno nie robiła tego celowo. Nie chciała wytrącać jej z rąk żadnego oręża. Chciała, by Teddy czuła się przy niej jak najbardziej swobodnie i żeby wyrażała emocje tak, jak ma na to ochotę. To przecież nie były wyścigi. April mówiła wszystko, co jej ślina na język przyniesie, do czego jej partnerka powinna być przyzwyczajona. Jeżeli chciała ją ubiegać, to musiała działać szybciej niż jej myśli, czyli w chuj błyskawicznie.
— Naprawdę? — dopytała od razu, podekscytowana co najmniej jakby miały zamiar iść na koncert Lady Gagi albo kogoś równie fenomenalnego. Jej oczy świeciły się radosną ekscytacją na samą myśl o tym, że któregoś dnia Teddy naprawdę zostanie jej żoną. W tempie, jaki przybierał ich związek, prawdopodobnie wydarzy się to w ciągu najbliższego miesiąca.
— Od kiedy uchodzę za kogoś o zdrowych zmysłach? — prychnęła rozbawiona. Ukochana mówiła o niej całą masę niesamowitych rzeczy, ale na pewno nie to, że jest normalna. Powinno jej to dać do myślenia! Finch ze zdrowymi zmysłami nie miała absolutnie nic wspólnego. Nie dość, że była mocno pokręcona, to jeszcze kompletnie odklejona. Mieszanka wybuchowa.
— Ale dobrze, poczekaj. Teraz się tak entuzjastycznie zgadzasz, bo otarłyśmy się o śmierć. Możemy udawać, że nie było tego pytania, żebyś mogła przy następnej okazji ocenić sytuację w pełni fair — zaproponowała, głaszcząc ją czule po mokrych włosach. Oczywiście nie miała zamiaru wycofywać się z oferty. Nadal chciała, żeby jakiś obcy urzędnik przypieczętował ich wieczną miłość nudnym dokumentem. Ale skoro Teddy robiło taką wielką różnicę, która z nich i kiedy zada to pytanie, to mogła się dostosować.
— Wracajmy do samochodu, co? I tak nie nadaje się do żadnych zdjęć. — Westchnęła ciężko, zakładając znowu buty. Spojrzała na samą siebie w aparacie telefonu i wywróciła niezadowolona oczami. Wszystko miało potoczyć się inaczej. Złapała niedoszłą narzeczoną za rękę i poprowadziła ją ścieżką w stronę ulicy. I szła w dobrą stronę! Wcale nie przez to, że to była jedyna droga. W międzyczasie zrobiło się też nieco chłodniej. Na niebie z powrotem pojawiły się chmury. Nie zanosiło się chwilowo na deszcz, ale słońce co rusz było przysłaniane, co mogły dotkliwie odczuć przez zimne ubrania.

Zabierz mnie gdziekolwiek Od szumu ulic złych, Gdzie piękniejszy jest świt
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przy tym potworze, wszystkie płonące budynki, zawalone mosty i wykolejone pociągi były niczym. Teddy wolałaby wbiegać schodami na osiemdziesiąte piętro, mając na ramionach plecak z ciężkim sprzętem, niż znów staną oko w oko z czymś podobnym. Gdyby któraś z nich nie miała arachnofobii, wszystko wyglądałoby inaczej. Darling pacnęłaby pająka butem (chociaż w tym przypadku chyba musiałaby zatłuc go pięściami), złapała April za rękę i spokojnie wyprowadziła z jaskini. Ale w takich momentach nie myślała racjonalnie. W ogóle nie myślała. Strach pożerał ją w całości tak, jak włochaty koszmar chciał zeżreć je. Miała być bohaterką, a kiedy tylko na jej drodze stawał ośmionogie paskudztwo, wychodziła na miękką pizdę.
Nie myśl sobie, że mówię tak pod wpływem emocji — zastrzegła z naburmuszoną miną. Co z tego, że w środku umierała raz za razem, kiedy tylko znów przypominała sobie o tym... Kurwa, co to właściwie było? Pająki nie mogą być aż tak wielkie! Przynajmniej już wiadomo, co stało się z Pandorą i Genevieve. Miało nie być takiego umierania, ale ich szczątki pozostaną w tej jaskini za wodospadem na zawsze.
I nie, nie robiło jej żadnej różnicy, która z nich wyjdzie z inicjatywą. Po prostu ubzdurała sobie, że to będzie ona. A gdyby nie to, co przed chwilą przeżyły i że w ogóle przeżyły, sceneria byłaby doskonała i Teddy w ogóle nie miałaby nic przeciwko, żeby właśnie tak to wyglądało. Ale wtedy zobaczyła tego skurwysyna i czar prysł.
Wrócimy do tematu jak najszybciej — dodała, dając się prowadzić April ścieżką w miejsce, gdzie zostawiły samochód. — Pewnie zaraz. Albo po przyjeździe do apartamentu. Ewentualnie od razu po powrocie do Toronto — pokiwała głową, bo w sumie, dlaczego miałyby to odwlekać? Nie znałyby się dwa tygodnie, a nawet jeśli by tak było, to przecież u lesbijek to jest totalnie normalne.
Na pewno normalniejsze od decyzji Finch, która mimo że nasłuchała się o tym, jak kończyły się związki Darling i co było powodem, w dalszym ciągu chciała się z nią ożenić. Istne wariactwo! Naprawdę musiała ją kochać najmocniej na świecie.
Były przemoczone, a po tej wędrówce przez zarośla strasznie zmarzły. W dodatku znowu się rozpadało i Teddy zadecydowała, że w drodze powrotnej, to ona prowadzi, bo tak miało być po prostu szybciej. I byłoby, gdyby znów nie wpadły w korek. Hawaje czy nie, ale chyba przez do końca urlopu będą musiały o siebie zadbać, żeby nie złapać jakiejś grypy czy innego ustrojstwa, bo właśnie taka pogoda była najbardziej zdradliwa. No i żadna z nich nie planowała wsiadać do samolotu z gorączką.

chory z miłości, bo spotkałem ciebie
koniec
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”