ODPOWIEDZ
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

27
Wiedziała, że powroty z wakacji bywają trudne, ale żeby aż tak? Każdy miał jakieś granice wytrzymałości. Wbrew pozorom April potrafiła znieść sporo, ale to, co męczyło ją przez ostatnie dni, było kompletną przesadą. Dostawała ciężkiej cholery i nie potrafiła się w tym połapać. W każdym aspekcie jej życia było źle.
W pracy wszystko stanęło w ogniu. Nie, chwila. Miała przestać tak o tym myśleć. Wszystko było po prostu bardzo źle. Połowa jej działu wylądowała na chorobowych albo na urlopach, przez co cała reszta była zasypana robotą. A tej nie brakowało. Wycofał im się największy ze sponsorów na nadchodzące kampanie. Mieli rozpisany kolosalny plan z Pizzą Hut. Wszystko było zaplanowane na miesiące do przodu, mieli dostać za to niesamowity czek i wszystko miało być pięknie. Ale oczywiście się nie udało. Drobne influenserskie afery zaczęły sypać się jak domki z kart, a kiedy wszyscy managerowie zaczęli się między sobą kłócić, w końcu pieprznęli papierami i poszli w swoje strony. April została sama po środku z absolutnie rozkurwionym planem na życie. Nie miała bladego pojęcia, jak ma to wszystko załatać. Jej głowa nie wychodziła z pracy od powrotu ani na moment, ciało też rzadko pojawiało się w mieszkaniu. Na początku starała się tu przyjeżdżać zgodnie z grafikiem Teddy, ale ciągle coś wypadało i zaczęły się rozmijać.
Tęsknota za ukochaną nie ułatwiała niczego. Trzymała się nadziei, że afery się niedługo skończą i nadrobią ten okropny czas. Zaplanowała nawet wspólną kolację u jej rodziców, żeby wreszcie zyskali okazję do porozmawiania z Teddy na poważnie, bo wtedy zrozumieją, że to cudowna kobieta. Niestety April najpierw postanowiła odwiedzić ich sama, żeby zbadać grunt. Nigdy w życiu nie pokłóciła się z nimi aż tak bardzo. Chciała siedzieć cicho i być posłuszna, jak zwykle. Potakiwać, a potem spróbować spełnić ich wszystkie okropne wymagania. Ale byli za bardzo... sobą. Dopiekali jej na każdym możliwym polu, wytykając jej błędy w relacjach i ostatnie podłamanie kariery, którym niepotrzebnie się zwierzyła. Puściły z niej lata dawania się tłamsić i podporządkowywać. Powiedziała o wiele za dużo, a oni nie pozostali jej dłużni. Wyszła stamtąd po widowiskowym ciśnięciu kieliszkiem z winem o ścianę. Jeszcze parę lat temu sama by poszła ją odmalować. Nie, parę lat temu w ogole nie doszłoby do takiej sytuacji. Przez to wszystko od kilku dni chodziła niesamowicie wściekła.
Stres związany z pracą ją pożerał, wściekłość na rodzinne traumy nie pozwalała logicznie myśleć. Miała uspokajać się przy Teddy, ale prawie się z nią nie widywała. Zaczęły nawet zwozić pudła z jej rzeczami do mieszkania Darling, ale szło to wyjątkowo powoli, bo nie miała czasu się spakować. Nie miała czasu się też rozpakować, przez to kartony walały się od jednej ściany do drugiej, czekając na swoją kolej. Miała problemy ze skupieniem się, wlewała w siebie coraz więcej kofeiny i zapominała, że do tego trzeba też czasem coś zjeść. Kontakt z nią aktualnie groził trwałym uszkodzeniem ciała i umysłu.
Dzisiaj nie pamiętała nawet, jak się nazywa. Nie było na to czasu. Zaprosiła do mieszkania Emmę Burnett, bo wiedziała, że nie wytrzyma nerwowo kontaktu z ludźmi w biurze. Oczywiście zapomniała, na którą ją zaprosiła. Spod prysznica wyciągnął ją dzwonek do drzwi. W pośpiechu wciągnęła na dupę majtki, naciągnęła przez głowę t-shirt z okładką płyty Fleetwood Mac, który sięgał jej do połowy uda i służył głównie do spania. Ale na wilgotne ciało, to było najwygodniejsze. Wraz z najbliższą współpracowniczką rozsiadły się na kanapie z laptopami i telefonami, zawalając cały stolik dokumentami.
Nawet nie zauważyła, kiedy zrobiła się taka późna godzina. Wpatrywała się w ekran komputera Emmy wisząc tuż obok jej ramienia. Pokazywała jej mejle, jakie ostatnio wymieniła z jednym z ich klientów, co tylko pogorszyło nastrój April. Spodziewała się kompletnie innych odpowiedzi. Jęknęła żałośnie, rozmasowując skroń palcami. Na bank zaraz wybuchnie. Albo ją wywiozą w kaftanie. Sięgnęła po telefon i napisała do Teddy z pytaniem, czy mogłaby po drodze kupić jakiś alkohol. Kompletnie nie pamiętała, o której jej partnerka dziś kończy i czy fakt, że jeszcze jej nie ma, powinien wzbudzić w niej jakiś niepokój. Spojrzała na ostatnią wiadomość, którą do niej wysłała. Wczoraj po 21 informowała ją, że zostaną z Emmą dłużej w biurze, bo muszą dokończyć prezentację na przyszły tydzień i że nie musi się martwić, bo wróci Uberem. Dzisiaj kompletnie zapomniała się w ogóle do Teddy odezwać.
— Jak się zaraz popłaczę, to, proszę cię, udawaj, że tego nie widzisz — mruknęła, zamykając na moment oczy i opierając się o kanapę. Wiedziała przecież, że zachowywała się okropnie. Burnett uśmiechnęła się do niej dobrotliwie i pogłaskała ją po ramieniu.
Damy radę. Jakoś. Został nam do zaplanowania tylko jeden kwartał do końca tygodnia, to nie może być tak trudnerzuciła żartobliwie, licząc, że to jakkolwiek pomoże ocalić Finch od załamania nerwowego. Dziewczyna prychnęła rozbawiona, ale wciąż miała ochotę kogoś rozpierdolić.

Więc chodź tu, proszę, naładuj mnie, Zaśpiewam ci jak Marvin Gaye
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

038.
Powrót z wakacji wiązał się nie tylko z wielogodzinnymi dyżurami, ale również z przysługami dla Jetta, który przez ostatnie dwa tygodnie zastępował ją na każdej zmianie. Nie miała pojęcia, że Donovan potrafił być taki pamiętliwy. Kiedy Teddy tylko wróciła do pracy, natychmiast zapowiedział, że on to w sumie pierdoli i też potrzebuje urlopu. Jak zwykle brakowało ludzi, bo jeden z bliźniaków wciąż przebywał na zwolnieniu lekarskim po pożarze w szpitalu, Blaze złapał od córki jakąś ospę wietrzną, która przerodziła się w półpaśca, a kapitan Whitman potrzebował kilku wolnych dni, bo jego bratanek z Ottawy brał ślub.
Darling jednak była twarda. Nie dawała wyprowadzić się z równowagi natłokiem obowiązków i po prostu robiła swoje. Szkoda tylko, że to wszystko odbijało się na jej związku, bo bywała w domu tak rzadko, że praktycznie nie widywały się z April. A jeśli już, to Teddy padała jak mucha i tyle było z niej pożytku. W trakcie dzisiejsze zmiany wysłała do Finch kilka wiadomości, ale nie dostała żadnej odpowiedzi, więc wyszła z założenia, że ukochana jest równie zawalona robotą. Szybko oswoiła się z tą myślą, kiedy jechała na kolejną akcję, a gdy wróciła do remizy zmordowana po gaszeniu cysterny, która eksplodowała na przedmieściach, na wyświetlaczu widniało powiadomienie z prośbą o zakup alkoholu.
Alkohol to wcale nie był taki głupi pomysł! Chyba sama potrzebowała takiej formy relaksu, skoro jutro miała pojawić się w jednostce dopiero na wieczór. Wzięła szybki prysznic, zmywając z siebie sadzę z całego paskudnego dnia, wpakowała się do samochodu, po drodze zahaczając jeszcze o sklep, żeby kupić dwie butelki wina i jakieś przekąski. Zamówią jeszcze pizzę i dopóki Teddy znów nie zaśnie byle jak i byle gdzie, wszystko będzie idealnie!
Jezu, ta pogoda mnie wykończy! — wrzasnęła od progu. — Wyobrażasz sobie, że znowu zaczął lać deszcze? Już myślała, że będę mogła jeździć do pracy motocykle, ale to, co wyprawia się za oknem, to jest jakieś nieporozumienie — westchnęła ciężko, ściągając w pospiechu adidasy i niedbale odwieszając kurtkę, która wprawdzie nie była już zimowa, ale Darling chyba będzie musiała przeprosić i pogodzić się z tą cieplejszą. W dupie jej się poprzewracało po tych Hawajach.
Weszła w głąb mieszkania, z paczką chipsów w zębach i dwiema reklamówkami w rękach, ale nie spodziewała się, że April będzie mieć gościa. I oczywiście było to jak najbardziej zrozumiałe, w końcu sama wielokrotnie powtarzała, że ma czuć się jak u siebie. Szkoda tylko, że dalej nie pomogła jej zwieźć kartonów z rzeczami, a przecież ciągle obiecywała, że jutro na pewno znajdzie na to czas. Jutro nigdy nie nadeszło.
Cześć, Emma — uśmiechnęła się do dziewczyny, której wprawdzie nie miała okazji poznać osobiście, ale czasem miała okazję widzieć, jak Finch rozmawia z nią na kamerce. — Cześć, Promyczku — podeszła do April i cmoknęła ją w czubek głowy. — Siedzicie tutaj od wczoraj? — zapytała, ruszając w stronę kuchennej wyspy, żeby odłożyć zakupy. A może jednak pisała jej o tym rano? Przez to, że w tym tygodniu harowała jak wół na dwie zmiany, całkowicie straciła rachubę czasu.
Gdyby Teddy nie była rozsądna i nie myślała racjonalnie, od razu zaczęłaby podejrzewać, że te dwie spędziły razem noc i pieprzyły się w jej lofcie. Na jej kuchennych blatach, w jej lofcie i pod jej prysznicem. Dobrze, że miała jeszcze trochę rozumu w głowie, żeby nie wypierdalać z czymś takim na starcie. I że ufała swojej dziewczynie!

jesteś każdym dźwiękiem w moim telefonie
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Świadomość, że nie była dobra w żadnej ze swoich roli doprowadzał ją do wrzenia. Zawodziła na polu służbowym, rodzinnym i związkowym. Sama nie była w stanie określić, na którym najbardziej. Na pewno najmocniej stresowała ją praca, bo po prostu bała się, że przez to wszystko ją straci. A nie po to harowała tam jak wół, żeby ją teraz wyrzucili na zbity pysk. Rodzice jej przecież nie wydziedziczą. Chyba. Zawsze będzie Finchem! Miała przecież jeszcze siostry. Nie widziała się wprawdzie z żadną z nich w tym roku i zamieniła może kilkanaście wiadomości, ale o tym na pewno nie będzie teraz myśleć. Jedynym plusem tego, że się tak mijała z Teddy był fakt, że nie miały zbyt wielu okazji do kłótni. April ciągle była zła jak osa i niewiele było trzeba, żeby zaczęła się na kimś wyżywać. Bardzo starała się nie wyładowywać na partnerce, ale nie zawsze wychodziło jej to tak dobrze, jak by mogło.
Siedziała oparta o kanapę, licząc, że problemy rozwiążą się same. Niespecjalnie się na to zapowiadało. Wsłuchiwała się w cichą muzykę, sączącą się z głośników, próbując się uspokoić. Wydawało jej się, że na moment nawet przysnęła. Z letargu wybudził ją dźwięk otwieranych drzwi i okrzyki świadczące o tym, że Teddy wróciła do mieszkania. Potarła oczy, próbując zrozumieć, na tak długo odpłynęła. Emma wciąż siedziała w tym samym miejscu, wciąż pracowała. Na komputerze April pojawiło się za to kilka nowych powiadomień. Niezależnie od tego, ile minut to trwało, to było za długo.
— Mhm, przykro mi — odpowiedziała odruchowo, wyłapując mniej więcej połowę słów z tego, co powiedziała strażaczka. Miała nadzieję, że na końcu nie było żadnego pytania i odpowiedź faktycznie wyda się dość naturalna. Odkleiła się wreszcie od kanapy, przeciągając się leniwie. Zaczynały ją boleć plecy.
Cześć, Teddy.Emma podniosła na nią wzrok znad laptopa, uśmiechając się. April potrzebowała chwili, żeby przypomnieć sobie, kiedy one się właściwie poznały. Ale mózg jej raczej nie oszukiwał, zdecydowanie nie miały jeszcze okazji widzieć się na żywo. Obie się o tej drugiej sporo nasłuchały, więc to powinno im wystarczyć.
— Nie, przecież wczoraj byłyśmy w biurze — odpowiedziała, nachylając się w stronę komputera Emmy. Zabrzmiało to dużo bardziej oschle niż planowała. Właściwie to w ogóle nie chciała, żeby zabrzmiało to niemiło, to miała być zwykła informacja. Wyłączył się jej chwilowo tryb promyczka i większość wypowiadanych przez nią zdań brzmiała podobnie.
— Mamy jeszcze mnóstwo do zrobienia. Nie chcemy ci przeszkadzać, pewnie jesteś wykończona. — Obróciła się w stronę Teddy i zlustrowała ją uważnie wzrokiem, doszukując się oznak zmęczenia. Właściwie nie było tak źle. Nieraz widziała ją po dyżurze w dużo gorszym stanie. Cieszyła się, że chociaż Darling nie miała najgorszego dnia pod słońcem.
— Może przeniesiemy się do ciebie, co? Albo po prostu wrócimy do biura — zaproponowała, obracając się znowu w stronę Emmy. Żadna z tych opcji nie poprawiała jej nastroju. Nie chodziło oczywiście o spędzanie czasu z Burnett. Bardzo ją lubiła i chętnie siedziałaby z nią choćby i do rana, ale wolałaby popijać wino, opychać się chipsami i plotkować, a nie żonglować mejlami i budżetami. Wzięła głęboki wdech i jeszcze głębszy wydech, opierając skroń na ramieniu dziewczyny.
Możemy przenieść się do mnie, nie ma problemu. Ale możemy też po prostu na dzisiaj odpuścićzaproponowała i pogłaskała April po włosach. Miała więcej energii niż jej szefowa, ale też wyglądała na przemęczoną. Dostosowywała się posłusznie do rytmu dnia narzucanego przez Finch, chociaż ta dziesiątki razy mówiła jej, że nie musi robić z nią ani nadprogramowej minuty, jeśli nie ma ochoty.
Pomóc ci?zaproponowała, obracając się delikatnie w stronę Teddy i jej zakupów. Nie mogła spojrzeć na nią porządnie, bo zrzuciłaby w ten sposób z siebie April, a jednak miała na tyle rozsądku, że nie miotała szefową bezwładnie po kanapie.

Żyję w Twoich czasach, Poszczęściło mi się
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez to, że wciąż się mijały, nie miały nawet szansy spokojnie porozmawiać o tym, co tak naprawdę się wydarzyło. Teddy żyła więc w nieświadomości, nie mając pojęcia, że April tak poważnie pokłóciła się ze swoimi rodzicami i że sprawy zaszły aż tak daleko. A przecież chciała przy niej być. Chciała ją wesprzeć, wysłuchać, pomóc jej jakoś przetrwać ten trudny czas. Tyle że czasami same chęci nie wystarczają. Nie zawsze da się być obok drugiej osoby dokładnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuje. Zresztą trudno zaradzić czemukolwiek, jeśli nie zna się problemu.
Faktycznie — skinęła głową, przypominając sobie, że o wiadomości z wczorajszego poranka. Najwyraźniej te dwa dni zlały się Darling w jeden. — Nie jestem wykończona. Na pewno nie bardziej niż zwykle. Poza tym chciałaś, żebym kupiła alkohol — uniosła jedną z butelek, chociaż April opierała się o ramię Emmy, więc nawet tego nie zauważyła.
Szczerze mówiąc, pracoholizm Finch zaczynał coraz bardziej ją niepokoić. To już nie było zwykłe zaangażowanie w obowiązki ani chwilowy natłok pracy. Zwłaszcza że w jej głosie coraz wyraźniej dało się rozdrażnienie. Nie brzmiała jak ona. A przynajmniej nie jak ta wersja Finch, którą znała i lubiła najbardziej. Jeśli już, to była jedną z tych trudniejszych odsłon, gdzie frustracja brała górę.
Za to ty wyglądasz na przemęczoną — zauważyła, sięgając po korkociąg. — Może lepiej zostawcie na jutro to... Cokolwiek, nad czym teraz pracujecie? — zasugerowała i spojrzała na Emmę, jakby szukała w niej wsparcia. — Zamówię pizzę — dodała, używając niepodważalnej karty przetargowej i rozlewając wino do wcześniej wyciągniętych z szafki kieliszków. Czy pizza miała być rozwiązaniem wszystkich trosk? Oczywiście! Przecież po to wymyślił ją jakiś neapolitański piekarz!
Teddy nie uważała, żeby wyjście z domu o tej porze i to w takim stanie, było dobrym pomysłem. Widziała wyraźnie, jak bardzo April była rozkojarzona. Zamiast pchać się dalej w obowiązki, powinna na chwilę przystanąć. Sen, choćby kilkugodzinny, mógłby zdziałać więcej niż kolejne desperackie próby działania na oparach energii. W końcu nawet najbardziej zdeterminowana osoba potrzebuje chwili wytchnienia. Darling była święcie przekonana, że dopiero gdy Finch naprawdę odpocznie i odzyska równowagę, będzie mogła wrócić do pracy z jasnym umysłem.
Z tym sobie poradzę — wskazała zamaszystym gestem ręki na przekąski i wino. — Ale możesz pomóc przemówić mojej upartej dziewczynie do rozumu, że powinna wrzucić na luz? — uśmiechnęła się do Emmy, odstawiając miskę na blat. Blaszany dźwięk rozniósł się po pomieszczeniu. Po brzegi wypełniła ją chipsami i znów zerknęła na Burnett, chcąc dać jej do zrozumienia, że może jednak powinna się już ewakuować?
Ogólnie nie zamierzała jej wypraszać. Jeśli życzeniem Finch było spędzić w jej towarzystwie resztę wieczoru, Teddy nie widziała w tym najmniejszego problemu. Byle tylko z dala od laptopów, powiadomień i niekończących się rozmów o pracy, które zdominowały codzienność Finch. Zawsze tak było, ale ostatnio chyba jeszcze bardziej niż zwykle. Mogły po prostu włączyć jakieś zupełnie przypadkowe reality show. Najlepiej coś niewymagającego, przy czym można się pośmiać albo bez wyrzutów sumienia komentować absurdalne decyzje uczestników. Po prostu miała pewność, że partnerka potrzebuje przerwy, nawet jeśli sama tego nie zauważała albo nie chciała przyznać.

taka naiwna w miłości, a motyle pieszczą twój brzuch
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”