30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dostała taką odpowiedź, której się spodziewała. Doceniała, że Teddy stara się być wspierająca, ale wiedziała też, że dobrym słowem nie ogarnie problemów w pracy. O dziwo miała wrażenie, że wolałaby dostać jakąś realną pomoc, a nie wyłącznie czułe zapewnienia. W ogóle jej się to nie podobało, przecież na co dzień nie miała takiego podejścia.
— Oby. Dziękuję. — Nie wiedziała, co więcej mogłaby dodać. Miała nadzieję, że jej partnerka uzna te podziękowania za szczere, bo takie właśnie były. Okazywanie wdzięczności za jej miłość w tym momencie wychodziło jej wyjątkowo słabo, ale przecież nie przestała cię cieszyć tym, że ma ją w swoim życiu. Chwilowo po prostu radość nie była w stanie przebić się przez warstwy okropieństw, które na niej siedziały. Wzięła kieliszek, nawet się nad tym nie zastanawiając. Zakręciła delikatnie szkłem, wprawiając wino w ruch.
— Jeżeli chodzi im o ciebie, to jest wyłącznie ich problem. Wystarczy, że twoi rodzice są rozsądni. — Skinęła głową, chcąc w ten sposób mocniej przekonać samą siebie, że to była prawda. Czy faktycznie w to wierzyła? I czy jej to wystarczało? Niespecjalnie. Większość jej problemów rodzinnych wynikała z tego, że chorobliwie chciała rodzicom zaimponować i chorobliwie źle radziła sobie z tym, że rzadko kiedy dawała radę. Domyślała się, że istniały kobiety, które by im pasowały, ale na potencjalnej liście na pewno nie znalazłby się nikt, kto potrafiłby oczarować April. Naginała się do woli rodziców tak wiele razy przez całe życie, że kiedyś musiała w końcu uznać, że następny raz będzie przesadą. Miłość idealnie pasowała na taki bloker. Nikt nigdy nie przekona jej, że istniało w życiu coś lepszego niż miłość. Trafiła na perfekcyjny okaz i jeśli komukolwiek na świecie miało to nie pasować, to powinien iść się pierdolić.
Starała się słuchać jej opowieści, ale myślami ciągle krążyła w milionie innych miejsc poza tym mieszkaniem. Nie była w stanie skupić się na jednej konkretnej kwestii. Ani na Teddy, ani na pracy, ani w ogóle na niczym. Wszystko, za co się zabierała, po prostu jej się rozmywało. A we wszystko chciała się angażować w minimum stu procentach. Szczególnie w Teddy! Zaczynała jednak odnosić wrażenie, że angażowanie się w nią, kiedy była w takim stanie, było bardzo niesprawiedliwe wobec partnerki. Przez myśl przemknął jej pomysł, żeby wykręcić się jakąś podróżą służbową do Ottawy i tam przeczekać ten gorszy okres. Wypchnęła ten pomysł z głowy z obrzydzeniem, że w ogóle o czymś takim pomyślała, ale i z lekkim smutkiem, że dorośli ludzie nie mogą tak rozwiązywać problemów.
— Nie no, poczekaj, przepraszam... — Wyciągnęła rękę w jej stronę, jakby próbowała ją złapać, zanim jeszcze wstanie. Nie zdążyła chwycić i zamarła w takim dziwacznym bezruchu. Odstawiła nietknięte wino na stolik i nerwowo zagryzła dolną wargę, wertując własne myśli w poszukiwaniu rozwiązania. Mogłaby przysiąc, że dosłownie słychać było, jak szybko pracuje jej łeb.
— Naprawdę przepraszam. Wiem, że jestem bardziej rozjebana niż zwykle, ale wszystko sypie mi się w rękach. — Podniosła się i podeszła bliżej Teddy. Zatrzymała się przed nią i nieśmiało przesunęła palcami po jej przedramieniu. Nie była pewna, czy jakimś przesadzonym gestem nie zdenerwuje jej jeszcze bardziej. Nie chciała, żeby jej dziewczyna znowu pomyślała, że wszystkie problemy próbuje załatać fizycznością albo po prostu seksem.
— Prawie wszystko. Jesteś jedynym elementem, od którego mi się wszystko nie trzęsie w posadach. Właściwie nie mam pojęcia, jak ty to robisz, że w każdej sytuacji jesteś taką perfekcyjną dziewczyną. Mogłabyś czasem popełnić jakieś błędy, tak z czystej przyzwoitości. — Uśmiechnęła się blado, spuszczając wzrok na podłogę. To w jakiś sposób też ją denerwowało. Nie lubiła odstawać i nie nadążać, a Darling stawiała porzeczkę w byciu doskonałą tak wysoko, że skromne wymiary April nie miały z tym żadnych szans.
— Porozmawiajmy normalnie. To jeszcze raz, co ty chcesz zrobić tej biednej Iris? — Wzięła głębszy wdech i znów na nią spojrzała. Plotkowanie o znajomych powinno być lżejsze niż analizowanie własnych emocji, prawda?

Ty mnie dobrze znasz, Wszystko o mnie wiesz. Wiem, wybaczasz mi, Że wszystko przeze mnie
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była w stanie jej pomóc. Wszystko przez to, że April wpadała w swój charakterystyczny amok, w którym przestawała kogokolwiek słuchać. Zawsze wiedziała najlepiej, a Teddy nie miała w sobie wystarczającej siły przebicia, żeby zatrzymać ten rozpędzony pociąg. Obowiązki piętrzyły się z każdej strony, terminy zaczynały na siebie nachodzić, a Finch sama już nie wiedziała, od czego powinna zacząć. Darling miała kilka pomysłów. Mogłaby spróbować wspólnie z nią rozpisać wszystkie zadania i ustalić priorytety. Oddzielić te pilne od tych, które mogą jeszcze poczekać. Mogłaby zasugerować delegowanie części obowiązków, zamiast brania wszystkiego na siebie. Albo po prostu przekonać ją, żeby na chwilę zwolniła, złapała oddech i spojrzała na wszystko z dystansu, zanim całkiem się w tym zatraci. Problem polegał jednak na tym, że April nie dopuszczała do siebie żadnych takich sugestii. Każdą próbę rozmowy ucinała natychmiast, jakby samo przyznanie, że potrzebuje pomocy, było dla niej totalną porażką. Dlatego zapewnienia, że jakoś sobie z tym wszystkim poradzi, musiały wystarczyć. Najwyraźniej Teddy nie była tak idealna w każdym calu i pod każdym względem, jak uważała jej partnerka.
Chyba nawet nie dopatrzyłaby się w tym niczego podejrzanego, gdyby Finch po prostu zniknęła na jakiś czas, tłumacząc wszystko służbowym wyjazdem. Przyjęłaby to na spokojnie, tak jak przyjmowała większość rzeczy, które słyszała, bez zadawania pytań i doszukania drugiego dna. Nie miała przecież żadnych powodów, żeby jej nie wierzyć. A może po prostu nie chciała ich mieć.
Oj, przestań — powiedziała łagodnie, bez żadnego pretensjonalnego tonu. — Masz dużo pracy, więc to normalne, że w pewnym momencie zaczęło cię to przerastać. I nie przepraszaj, dobrze? Przecież mnie też ciągle nie ma w domu — przypomniała, tak na wszelki wypadek, gdyby April nie zdążyła zauważyć. A może nie zauważyła, bo była zbyt pogrążona we własnych obowiązkach?
Wyciągnęła rękę i pogładziła ją czule po policzku. Nawet nie wiedziała, jak na to zareagować. Powtarzanie, że była perfekcyjna nijak miało się do rzeczywistości. Teddy miała mnóstwo wad, których Finch zdawała się nie dostrzegać. Wyróżniało ją jedynie to, że nie była tak narwana i większość emocji tłumiła w sobie, co pewnie też nie było najzdrowsze. Przeżywała wszystko po cichu.
Jesteś doskonała. Nie musisz nikomu niczego udowadniać— zapewniła, chociaż nie była przekonana, czy Finch uwierzy w jakiekolwiek jej słowo, ale żeby przypieczętować to, co powiedziała, nachyliła się i musnęła jej usta w krótkim, słodkim pocałunku.
Nie miała pojęcia, co właściwie miało oznaczać określenie Iris jako biednej. Jett był świetnym facetem i według Teddy, stworzyliby naprawdę fajną parę!
Ale o co ci chodzi? — zapytała, ściągając nieco brwi. — Oboje są wolni. Ona jest gorąca, on jest przystojny... Pomyśl tylko, jakie mieliby śliczne dzieci! No i skoro tak ciężko jest ją przeciągnąć na naszą stronę, bo nawet moje pocałunki nie zadziałały, to Donovan wydaje się jedyną właściwą partią — pokiwała entuzjastycznie głową, przekonana o słuszności swoich twierdzeń. Przynajmniej za Jetta mogła poręczyć i miała pewność, że nie wpakuje przyjaciółki na minę. Potrzebowała jakiegoś światełka w swoim życiu po tym, co ostatnio przeszła z tymi durnymi facetami.

my jak alkoholicy, więc chcę cię dotknąć językiem i wypić
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Teddy miała po prostu do niej zbyt miękkie serce, zbyt łatwo jej na wszystko pozwalała. A może jednak miała za bardzo wyjebane? Skoro nawet nie zmartwiłaby się, że jej partnerka znika w takim stanie i zaszywa się w innym mieście, to coś jednak było nie tak! Ale Finch nie miała zamiaru wyjechać. Głównie przez to, że musiała być cały czas w zasięgu biura. Ale tez z czystej, ludzkiej przyzwoitości.
— Nie przepraszam za to, że mam mnóstwo pracy, tylko że cię przez to gorzej traktuję. Ty zawsze trzymasz nerwy na wodzy, nieważne, jak jesteś zmęczona. — Machnęła ręką w nieokreślonym geście, nie będąc pewną, gdzie z Darling wycieka ta aura bycia złotą kobietą. Związek nie był rywalizacją, ale ona i tak ostatnio czuła się, jak wielka przegrana.
Uśmiechnęła się z wdzięcznością, gdy pogłaskała ją po policzku. Tym razem w ogóle nie musiała udawać, ani się pilnować. Potrzebowała takich gestów, żeby przetrwać, po prostu nie chciała ich czasem do siebie dopuszczać z różnych dziwnych przyczyn. Dobrze, że Darling nie odpuszczała tak szybko. W innym przypadku zerwałyby już dawno temu. Albo w ogóle by się nie związały i jeszcze na dodatek przestałyby się przyjaźnić.
Pokiwała głową na znak, że zgadza się z komplementem. Czy faktycznie tak to odczuwała? Nie do końca. Miała wrażenie, że stoi dokładnie po drugiej stronie słowa – doskonała. Miałyby na dodatek przestać ciągle coś komuś udowadniać? To był jeden z jej motorów napędowych przez większość życia. Nie wiedziała, jak ma bez tego funkcjonować.
— Ach, no tak, twoje pocałunki.Wywróciła oczami, skupiając się wyłącznie na tym fragmencie wypowiedzi. A potem strażaczka próbowała jej wmawiać, że kobiety wcale do niej nie lgną i nie owija ich sobie regularnie wokół palca samym swoim istnieniem. A tu proszę bardzo! Nie dość, że wszystkie mdleją, to jeszcze obcałowuje wszystkie swoje heteroseksualne przyjaciółki. Przypomnienie sobie o tym w tym momencie nie rozbawiło April tak, jak wtedy, gdy usłyszała o tym po raz pierwszy. To nic, że minęło kilka miesięcy.
— Na pewno będzie zachwycona jego wyjątkowym poczuciem humoru. Oby tylko miała cierpliwość do czekania na jego powroty. — Spojrzała w stronę drzwi, bo właśnie rozległ się dźwięk domofonu. Zupełnie zapomniała, że zamówiły kolację. Znów zaburczało jej w brzuchu. Musi coś zjeść, bo inaczej naprawdę zwiariuje.
Odłożyła pizzę na stolik. Otworzyła pudełko i przyjrzała się jej uważnie, oceniając jej smak po samym zapachu. Wyglądało na to, że będą zadowolone, jak zawsze, gdy stamtąd zamawiały. Poczuła, jak zaciska się jej żołądek. Sama nie wiedziała, czy to tylko wina tego zapachu czy całej reszty paskudztw, które nie dawały jej spokoju. Ścisnęło ją w gardle, zrobiło jej się dziwacznie zimno. Obróciła się w stronę Teddy i rzuciła się na nią gwałtownie. Pchnęła ją na tyle mocno, że próbująca usiąść strażaczka, opadła niespodziewanie na kanapę. Lepiej tak nie na podłogę. Nie dała jej czasu ułożyć się wygodnie. Wczepiła się w nią mocno, jak jakaś dzika małpka. Objęła ją mocno w pasie, wtulając twarz w materiał bluzy na wysokości jej obojczyków. Czuła, że zbiera jej się na płacz, ale bardzo starała się, żeby to powstrzymać. Obawiała się, że jak się rozklei, to ten dzień naprawdę się dla niej zakończy, bo nie będzie w stanie dojść sama ze sobą do ładu. Desperacko wręcz potrzebowała bliskości swojej ukochanej. Jakby mogła, od razu wtopiłaby się pod jej skórę jak tatuaż i po prostu tam została. Była tak strasznie zła na samą siebie, że nie potrafiła się zachować, a jednocześnie tak niesamowicie wdzięczna, że miała przy sobie Teddy.
— To miłe, że zamówiłaś pizzę — wymamrotała cichutko, nie odklejając się od niej ani na milimetr. Głos jej drżał, choć i tak miała wrażenie, że udało jej się go nieco opanować. Miała ochotę się kompletnie rozpaść i nie dać pozbierać.

Skarbie jesteś mi potrzebna, gdy nie mam się do kogo odezwać
Werka
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nigdy nie należała do osób, które miały wszystko gdzieś, a już na pewno nie, kiedy chodziło o April. To nie był ten typ podejścia. Raczej uznałaby jej wyjazd za coś absolutnie koniecznego. W końcu nie wyjeżdżałaby z miasta dla przyjemności, tylko z powodów służbowych. A to zmieniało wszystko. Przynajmniej w jej Teddy. Takie delegacje był elementem pracy. Z Z kolei w zawodzie Darling zdarzały się rzadziej, ale kiedy już dochodziło do takich sytuacji, oznaczało to zazwyczaj coś poważnego. Coś na dużą skalę. Wydarzenia, które wymagały zaangażowania jednostek straży pożarnej z różnych prowincji. Tak jak kilka lat temu, gdy płonęły ogromne obszary lasów w Ontario, Quebecu i Albercie, a oni rzucali się z samolotów prosto w ogień, zanim dotarły tam jednostki naziemne. Szaleństwo!
Któraś z nas musi być tą rozsądniejszą. Wyobrażasz sobie, jakbym reagowała na stres w podobny sposób? Pozabijałybyśmy się piętnaście lat temu. Albo już dawno zginęłabym na akcji — cmoknęła ją w czubek nosa. Teddy nigdy nie traciła głowy. Wprawdzie straciła ją bezpowrotnie dla April, ale potrafiła zachować zimną krew w kryzysowych sytuacjach. Ta umiejętność była niezwykle przydatna w zawodzie strażaka. Poza tym z natury zawsze była spokojna. I pewnie nudna.
Na swoje usprawiedliwienie w całowaniu heteroseksualnych koleżanek miała to, że chciała je ściągnąć na tę samą stronę barykady. Czy nie tak było z Finch? No właśnie. Im więcej lesbijek na świecie, tym weselej! Ewentualnie biseksualistek, ale tym nie do końca ufała, bo i tak finalnie kończyły u boku facetów. Tylko Valentine była oporna na jej urok osobisty i słodkie pocałunki. Nie mogła powiedzieć, że to jej nie frustrowało, ale w końcu musiała pogodzić się z jej orientacją. Oczywiście niechętnie, ale muru głową nie przebije.
Jak widać, niektóre kobiety są na nie odporne — powiedziała z udawanym rozczarowaniem. Liczyła na to, że żart nieco rozładuje atmosferę, ale to chyba nie był najlepszy moment. — Najważniejsze, że ty nie byłaś — dodała, patrząc jej prosto w oczy. Reszta nie miała żadnego znaczenia. — A o powroty Jetta nie ma co się martwić. Iris jest pielęgniarką, więc nie będzie mieć do niego żadnych pretensji. Sama spędza pół życia w szpitalu — wzruszyła ramionami, bo kto zrozumie lepiej strażaka niż osoba, która pracuje w zbliżonym zawodzie?
Dzwonek do drzwi i pizza zmusiły ją do odstawienia kieliszka z winem na stolik. Chciała ruszyć do domofonu, ale April ją uprzedziła, więc nie pozostało jej nic innego, jak przynieść butelkę wina, żeby mogły rozpocząć włoską ucztę.
Dobrze to wygląda — pokiwała z aprobatą głową, kiedy ukochana otworzyła karton, a w salonie uniósł się zapach pizzy. Nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo Finch rzuciła się na nią znienacka.
Opadła bezwładnie na kanapę i zanim zdołała się zorientować, o co chodzi, partnerka przytuliła ją mocno, jakby już nigdy nie miała puścić. Całą sobą i utraty tchu. Naprawdę do utraty tchu, bo Teddy aż się zapowietrzyła. Zaraz jednak odzyskała rezon i odwzajemniła uścisk. Jedną rękę owinęła wokół jej talii, a drugą wplotła ją w jasne włosy, ale nie wykonała żadnego ruchu, pozwalając April się wyciszyć.
To miłe, że jesteś miłością mojego życia — mruknęła, składając pocałunek na jej skroni. Tak właśnie uważała. Trzymała w ramionach miłość życia. Może to głupie i strasznie patetyczne, ale czuła to w każdym fragmencie swojego ciała. — Nie masz pojęcia, jak bardzo cię kocham — dodała cicho. A może wiedziała? Czy pomimo tego, jak bardzo różniły się pod wieloma względami, ich miłość była równie silna?
Odsunęła się nieznacznie i ujęła podbródek April, aby móc spojrzeć jej w oczy. A potem pocałowała ją zachłannie i w tym pocałunku zawarte było wszystko, co chciała jej powiedzieć, ale nie wiedziała którędy.
Chciałabym oznajmić, że po kolacji zabieram cię na motor, żebyś mogła wywietrzyć z głowy wszystkie zmartwienia, ale chyba zestresowałabym cię jeszcze bardziej — Teddy uśmiechnęła się prosto w jej rozchylone usta. — Więc może po prostu zjedzmy pizzę. A potem cię przelecę — może nie powinny uciekać w seks, ale przecież one nigdzie nie uciekały. Wszystko było w porządku, więc nie było nic niewłaściwego, żeby dać upust emocjom.

weź mnie za rękę i zaprowadź na krawędź. i stój tam ze mną, aż się zmęczę i spadnę
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Łącznie się w pary z wariatkami podobnymi do siebie miała już opatentowane. Żadna z tamtych nie była obecna w jej życiu na ten moment, na żadną z nich nie chciałaby zamienić nadmiernie spokojniej Teddy. Dobrze, że ukochana potrafiła ją tak uziemić, to na pewno było dla nich dużo zdrowsze. Co najwyżej te odpały Finch mogły im zaszkodzić, ale na razie dawały rade jakoś się utrzymywać na powierzchni. To nic, że nie minęły zaledwie dwa miesiące i trudno to uznać za niesamowite osiagniecie.
— Och, czyli byłam tylko jedną z dziesiątek przekonwertowanych? — Uniosła brew, przyglądając się jej podejrzliwie. Do tej pory czuła się wyjątkowa, a tu proszę! Okazuje się, że Teddy z przeciągania kobiet na jasną stronę mocy zrobiła sobie jakieś dziwaczne hobby. Mało było otwarcie homoseksualnych kobiet na świecie? Akurat to ona musiała tak dzielnie poszerzać to grono?
— No dobrze. Może faktycznie, jak się nie będą widywać, to będzie im razem dobrze — rzuciła żartobliwie. Oczywiście życzyła im jak najlepiej. Oboje przecież byli świetnymi ludźmi, czemu miałoby im się w życiu nie układać? Oby tylko nie stało się tak, że zaczną się ze sobą spotykać, a potem burzliwie rozstaną. Tkwienie między młotem a kowadłem na pewno nie będzie dla Teddy przyjemne, a przecież nie będzie mogła nagle zdecydować, że któreś z nich lubi bardziej, a tamto drugie zignorować.
Wtulała się w Teddy z całych sił, będąc pewną, że nie jest w stanie wymyślić dla siebie żadnego innego ratunku. To ona była jej ostoją normalności i niczym niezmąconego bezpieczeństwa. Po co szukać sensu gdziekolwiek indziej, skoro znajdowała go w jej ramionach? Poczuła, że zaczynają jej się rozluźniać mięśnie. Napięcie bardzo powoli schodziło z jej ramion, dając jej ciału moment na wyluzowanie. Wciąż nie była w idealnym stanie, ale przynajmniej teraz nie musiała się bać o nerwobóle.
Poczuła, jak po policzkach zaczynają płynąć jej łzy. Nie dała rady dłużej się powstrzymywać. Ten cały stres i smutek musiał w końcu znaleźć jakiejś ujście. Kompletnie się w niej nie mieści, emocje buzowały w niej od paru dni, całkowicie niezadbane i ignorowane. Nic dziwnego, że krótka chwila czułości wystarczyła, żeby coś w niej pękło. Nie wiedziała, czemu tak konkretnie płakała. Może to faktycznie przez pracę? Miała serdecznie dość tego stresu i brania sobie na barki zadań niemożliwych do zrealizowania. A może to przez rodziców? Było jej strasznie przykro, że nie mieli ochoty cieszyć się z nią codziennością. To mogła być też kwestia Teddy. Było jej strasznie wstyd, że była ostatnio dla niej taka okropna, szczególnie, że partnerka tak dzielnie to wszystko znosiła, zamiast ją po prostu opierdolić z góry do dołu. A może to wina tego, że dzisiaj rano w sklepie nie dała rady kupić swojego ulubionego, limitowanego smaku eneretyka? Cenówka radośnie informowała o promocji, ale miejsce na półce zionęło smutną pustką. Pewnie przez to wszystko po trochu.
— Jakieś tam pojęcie mam — mruknęła, uśmiechając się słabo. Jeżeli Teddy wariowała podobnie co ona sama na jej punkcie, to mogła się tym tylko zachwycać. Za nic w świecie nie zgadłaby, że znajdzie tak perfekcyjną miłość w tak oczywistym miejscu. Pociągnęła smętnie nosem, wpatrując się w jasne oczy ukochanej. Trzeba było od tego zacząć dzień, a nie na tym kończyć.
— A nie mówiłaś przypadkiem, że pada? Obawiam się zresztą, że jak się zapcham węglowodanami, to zasnę, zanim dotrę do łóżka. — Odsunęła się nieznacznie, by wierzchem dłoni zetrzeć łzy z policzków. Przesunęła palcami po skórze Darling, bo od tego całego całowania, ona też zrobiła się mokra. Na policzkach. Od finchowych łez. Taka to platoniczna sytuacja! Chyba najwyższa pora wyciągnąć marmurowe tablice i zapisać na nich złotymi zgłoskami datę, w której April nie jest napalona jak dzikie zwierzę w rui. Każdego innego dnia rzuciłaby się przecież na strażaczkę natychmiast, rezygnując z jakiejś durnej pizzy, a tu proszę. Może trzeba wzywać karetkę, może jest jakaś chora? Albo już odhaczyła to wszystko z Emmą, heh!

zbudujmy sobie treehouse, niech czas przemija, byśmy mogli blisko być
Werka
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”