- Kurwa, chyba muszę tak zacząć chodzić... - rzucił i powieka nawet mu nie drgnęła, chociaż zaraz zmrużył oczy myśląc nad tym intensywnie - jak będziemy gdzieś razem wychodzić szczególnie, bo przy tobie tracę głowę - mrugnął do niej jednym okiem. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy tak kontynuowała, że mu odpali jakieś swoje majtki - te z uśmiechniętą buźką na tyłku? Te takie pantalones? - pokazał jej czubek języka. I może jeszcze trochę by się z nią poprzekomarzał, ale już weszli do knajpy.
A ten wyśmienity zapach jedzenia, który unosił się w powietrzu tylko zaowocował tym, że Madox zaraz sięgał do tacosów, pakował je sobie do buzi, nawet chciał jednego wypaćkanego guacamole dać Pilar, tylko, że ona już wdała się w rozmowę z Izką. A Madox jednym uchem ich słuchał, ale tak naprawdę to już zajął się jedzeniem. Może i nie wyglądali tak jak czasem im się zdarzało, porwani i brudni, ale też nie tak, jakby sobie wrócili ze spaceru po plaży za rączkę. Chociaż może jakby ich pogoniły jakieś wściekłe małpy? Które urwałyby ramiączko Stewart i mu rozwaliły koszulę, może wtedy by tak wyglądali.
Nic się nie odzywał, bo po pierwsze Pilar szło dobrze, ładnie powiedziała gdzie rzeczywiście byli, a po drugie to on już próbował po kolei i krewetek, i nawet tej ryby, którą żuł trochę dłużej, ale nie była najgorsza. Całkiem niezła jak na rybę. Znalazł też swój soczek z mango. On jednak był chyba najlepszy. Chociaż tacosy i krewetki też były wyborne...
A jednak jedna wypadła Madoxowi z buzi, kiedy odezwał się Zbyszek. Wszyscy tu byli dorośli, oni nawet nie musieli się tłumaczyć co robili, a i tak Zbychu wiedział doskonale co, ale... nie spodziewał się tak bezpośredniej odpowiedzi. Krewetka spadła w piasek, więc Noriega nawet się po nią nie schylał, może zje ją jakiś kot? Albo ptak?
- Jak dla mnie to mogłabyś wyjaśnić - rzucił w końcu i ciemne tęczówki wbił w Pilar, zaraz objął ją ramieniem i szczypnął gdzieś w pośladek. Chociaż po chwili zerknął na Izkę, która zrobiła się czerwona, a potem na Zbyszka, który wciąż się śmiał na swoim hamaku, tylko Marlena zdawała się niezainteresowana rozmową, bo coś sprawdzała w telefonie.
No i zanim Pilar zrobiła im wykład na tematu seksu to ruda już zerwała się z miejsca.
- Dobra bo za pół godziny mamy być na miejscu, w hostelu, po klucz - powiedziała i popatrzyła po swoich przyjaciołach.
- Podrzucimy was. A ile się tam jedzie? - zapytał Madox, a Marlena jeszcze sprawdziła coś na telefonie.
- Jedzie się pięć minut, ale na piechotę, z tymi plecakami zajmie nam pewnie z pół godziny - powiedziała i już szarpała Zbycha, żeby wstawał i poganiała Izkę.
- Dobra, spokojnie, podrzucimy was, a skoro mamy jeszcze chwilę, to zjemy? - zerknął jeszcze na Pilar, bo chyba rzeczywiście teraz to nie było czasu na gadanie, a trzeba było jeść i spierdalać. I Madox rzeczywiście zaraz się wziął za jedzenie, chociaż w pewnym momencie to oczywiście wystawiał do Pilar rękę, w której trzymał tacosa z guacamole - próbowałaś go? - bo oni to jednak się zawsze jedzeniem dzielili. Tylko, że już Marlena na nich wywracała oczami, kiedy Pilar pakowała mu do buzi pół swojej krewetki. No co poradzić na to, że oni trochę byli jak dzieci?
Bardzo może nawet. Bo jak te dzieci się znowu wypaćkali jedzeniem i pewnie jakby mieli więcej czasu, byli tutaj sami, to to guacamole, które spadło Madoxowi na klatę pomogła by mu wyczyścić Pilar, ale nie mieli, więc już wycierał się serwetkami. Popił to wszystko soczkiem, ale i tak się zapchał i dostał czkawki i kiedy sprzątali ten syf, który jakoś zrobili, to on cały czas czkał. Aż sobie musiał kupić po drodze wodę, bo czkawka mu wcale nie chciała przejść. I kiedy jechali samochodem to nadal go męczyła, ale to rzeczywiście było tylko pięć minut drogi od plaży, więc zaraz byli na miejscu, a kiedy Zbychu wyciągał z bagażnika ich plecaki i zanosił je wszystkie do hostelu to Madox znowu napił się wody.
- Musisz to zrobić do góry nogami - rzuciła Marlena i pokazała mu, że powinien się napić do góry nogami. Tylko Madox wcale nie wiedział jak ma to zrobić. Ale zaraz wpadł na genialny pomysł... żeby stanąć na głowie pod ścianą, na rękach właściwie i tak się napił. Oczywiście, że się zakrztusił. Krztusił się tą wodą, aż prawie się udusił. Ale finalnie Marlena poklepała go po plecach i odkaszlnął. A czkawka? Przeszła.
Chociaż jak Pilar wróciła z hostelu ze Zbychem, bo poszła zobaczyć jak będą mieszkać, to on aż miał łzy w oczach. I wcale nie ze wzruszenia, że się rozstawali z tymi bąbelkami. Tylko prawie autentycznie się udusił.
Aż pokręcił głową.
- Ja pierdole... Dzieci mnie wykończą - mruknął i zaraz już zbijał ze Zbychem piątkę, powiedział mu, żeby się nie dawał i w razie czego dał mu swój numer. Dziewczyny go wyściskały, a później Pilar i chyba przyszła pora, żeby się wreszcie pożegnać? A przynajmniej na to liczył Madox.
Hablemos de sexo, cariño メ૦メ૦