34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przeklinanie, głupota ludzka i w ogóle... Madox
To fakt aż taki głupi Madox nie był, żeby to łyknąć, ale musiał się z nią trochę podrażnić. Zaraz zrobił jakąś bardzo poważną minę, pokiwał głową, jakby rzeczywiście to kupował.
- Kurwa, chyba muszę tak zacząć chodzić... - rzucił i powieka nawet mu nie drgnęła, chociaż zaraz zmrużył oczy myśląc nad tym intensywnie - jak będziemy gdzieś razem wychodzić szczególnie, bo przy tobie tracę głowę - mrugnął do niej jednym okiem. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy tak kontynuowała, że mu odpali jakieś swoje majtki - te z uśmiechniętą buźką na tyłku? Te takie pantalones? - pokazał jej czubek języka. I może jeszcze trochę by się z nią poprzekomarzał, ale już weszli do knajpy.
A ten wyśmienity zapach jedzenia, który unosił się w powietrzu tylko zaowocował tym, że Madox zaraz sięgał do tacosów, pakował je sobie do buzi, nawet chciał jednego wypaćkanego guacamole dać Pilar, tylko, że ona już wdała się w rozmowę z Izką. A Madox jednym uchem ich słuchał, ale tak naprawdę to już zajął się jedzeniem. Może i nie wyglądali tak jak czasem im się zdarzało, porwani i brudni, ale też nie tak, jakby sobie wrócili ze spaceru po plaży za rączkę. Chociaż może jakby ich pogoniły jakieś wściekłe małpy? Które urwałyby ramiączko Stewart i mu rozwaliły koszulę, może wtedy by tak wyglądali.
Nic się nie odzywał, bo po pierwsze Pilar szło dobrze, ładnie powiedziała gdzie rzeczywiście byli, a po drugie to on już próbował po kolei i krewetek, i nawet tej ryby, którą żuł trochę dłużej, ale nie była najgorsza. Całkiem niezła jak na rybę. Znalazł też swój soczek z mango. On jednak był chyba najlepszy. Chociaż tacosy i krewetki też były wyborne...
A jednak jedna wypadła Madoxowi z buzi, kiedy odezwał się Zbyszek. Wszyscy tu byli dorośli, oni nawet nie musieli się tłumaczyć co robili, a i tak Zbychu wiedział doskonale co, ale... nie spodziewał się tak bezpośredniej odpowiedzi. Krewetka spadła w piasek, więc Noriega nawet się po nią nie schylał, może zje ją jakiś kot? Albo ptak?
- Jak dla mnie to mogłabyś wyjaśnić - rzucił w końcu i ciemne tęczówki wbił w Pilar, zaraz objął ją ramieniem i szczypnął gdzieś w pośladek. Chociaż po chwili zerknął na Izkę, która zrobiła się czerwona, a potem na Zbyszka, który wciąż się śmiał na swoim hamaku, tylko Marlena zdawała się niezainteresowana rozmową, bo coś sprawdzała w telefonie.
No i zanim Pilar zrobiła im wykład na tematu seksu to ruda już zerwała się z miejsca.
- Dobra bo za pół godziny mamy być na miejscu, w hostelu, po klucz - powiedziała i popatrzyła po swoich przyjaciołach.
- Podrzucimy was. A ile się tam jedzie? - zapytał Madox, a Marlena jeszcze sprawdziła coś na telefonie.
- Jedzie się pięć minut, ale na piechotę, z tymi plecakami zajmie nam pewnie z pół godziny - powiedziała i już szarpała Zbycha, żeby wstawał i poganiała Izkę.
- Dobra, spokojnie, podrzucimy was, a skoro mamy jeszcze chwilę, to zjemy? - zerknął jeszcze na Pilar, bo chyba rzeczywiście teraz to nie było czasu na gadanie, a trzeba było jeść i spierdalać. I Madox rzeczywiście zaraz się wziął za jedzenie, chociaż w pewnym momencie to oczywiście wystawiał do Pilar rękę, w której trzymał tacosa z guacamole - próbowałaś go? - bo oni to jednak się zawsze jedzeniem dzielili. Tylko, że już Marlena na nich wywracała oczami, kiedy Pilar pakowała mu do buzi pół swojej krewetki. No co poradzić na to, że oni trochę byli jak dzieci?
Bardzo może nawet. Bo jak te dzieci się znowu wypaćkali jedzeniem i pewnie jakby mieli więcej czasu, byli tutaj sami, to to guacamole, które spadło Madoxowi na klatę pomogła by mu wyczyścić Pilar, ale nie mieli, więc już wycierał się serwetkami. Popił to wszystko soczkiem, ale i tak się zapchał i dostał czkawki i kiedy sprzątali ten syf, który jakoś zrobili, to on cały czas czkał. Aż sobie musiał kupić po drodze wodę, bo czkawka mu wcale nie chciała przejść. I kiedy jechali samochodem to nadal go męczyła, ale to rzeczywiście było tylko pięć minut drogi od plaży, więc zaraz byli na miejscu, a kiedy Zbychu wyciągał z bagażnika ich plecaki i zanosił je wszystkie do hostelu to Madox znowu napił się wody.
- Musisz to zrobić do góry nogami - rzuciła Marlena i pokazała mu, że powinien się napić do góry nogami. Tylko Madox wcale nie wiedział jak ma to zrobić. Ale zaraz wpadł na genialny pomysł... żeby stanąć na głowie pod ścianą, na rękach właściwie i tak się napił. Oczywiście, że się zakrztusił. Krztusił się tą wodą, aż prawie się udusił. Ale finalnie Marlena poklepała go po plecach i odkaszlnął. A czkawka? Przeszła.
Chociaż jak Pilar wróciła z hostelu ze Zbychem, bo poszła zobaczyć jak będą mieszkać, to on aż miał łzy w oczach. I wcale nie ze wzruszenia, że się rozstawali z tymi bąbelkami. Tylko prawie autentycznie się udusił.
Aż pokręcił głową.
- Ja pierdole... Dzieci mnie wykończą - mruknął i zaraz już zbijał ze Zbychem piątkę, powiedział mu, żeby się nie dawał i w razie czego dał mu swój numer. Dziewczyny go wyściskały, a później Pilar i chyba przyszła pora, żeby się wreszcie pożegnać? A przynajmniej na to liczył Madox.

Hablemos de sexo, cariño メ૦メ૦💋
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Oczywiście, że gdyby mieli więcej czasu, to Pilar z wielką chęcią pomogłaby mu wyczyścić ubrudzoną od guacamolę klatę. Najpewniej zrobiłaby to własnym językiem, chociaż wtedy istniało wielkie prawdopodobieństwo, że ponownie skończyliby w przebieralni. Po nich akurat można się było spodziewać wszystkiego. Często wystarczył tylko jeden gest, kilka słów, czy nawet spojrzenie, żeby wzniecić między nimi ten charakterystyczny caliente ogień, nad którym potem ciężko było zapanować.
A więc panowali nad sobą, ile tylko mogli. Zjedli owoce morza, palcem wygrzebali ostatki guacamole, po tacosach od razu nie było śladu, a wszystko popili świeżo wyciskanym sokiem pomarańczowym. Pycha. Może to było również nazwać progresem, bo Stewart nie pamiętała kiedy i czy kiedykolwiek wcześniej udało im się zjeść nie tylko śniadanie rano ale też i obiad po południu. Może faktycznie wreszcie byli na wakacjach?
Chociaż nie do końca, bo znowu musieli się spieszyć, tym razem do hostelu dzieciaków, żeby odebrać kluczyki do ich pokoju. Niby na tym powinna zakończyć się ich wspólna przygoda, która — powiedzmy sobie szczerze — i tak trwała o wiele dłużej, niż powinna, jednak Stewart chyba tak zaangażowała się matkowanie tej trójki, że zanim się rozstali, jeszcze poszła z nimi do recepcji, żeby się upewnić, że nikt więcej nie robił ich w chuja, jak to się stało w knajpie. Następnie potowarzyszyła zbychowi we wynoszeniu plecaków do pokoju. Nie był zły, całkiem przytulny, z trzema osobnymi łóżkami jednoosobowymi i niewielkim aneksem do gotowania. Pomogła mu jeszcze rozszyfrować hasło do wifi na ulotkach, które leżały na półce i w końcu ruszyli do wyjścia.
Oczywiście, że w pierwszej kolejności jej uwagę skupił Madox, który wyglądał, jakby ktoś właśnie próbował go zabić. Twarz miał całą siną, włosy rozwalone jeszcze bardziej niż po tym, jak uprawiali seks w przebieralni, a oczy cały załzawione. Całe szczęście oddychał i to już był wystarczająco argument dla Pilar, żeby nie popaść w żadną panikę.
A tobie co się stało? — spytała, podchodząc bliżej i momentalnie przystawiając dłoń do jego policzka, żeby zebrać spod oka nadmiar wilgoci. Nawet jakaś samotna łezka spłynęła mu po przeciwnym policzku, co wywołało u Pilar pewnego rodzaju rozczuelnie i żal. Aż wydęła na moment dolną wargę, wycierając go. A potem całe szczęscie już żegnali się z dzieciakami. Uściski, uśmiechy i ukradkowe rozmowy na ucho, a przynajmniej z Izą, która podziękowała Pilar i obiecała, że może jak upije Marlene to spróbuje ją pocałować. Przez moment Stewart rozważała, czy jej nie pouczyć, że jednak to troche podchodziło pod wykorzystywanie, ale z drugiej strony byli przecież na wakacjach, mieli prawo szaleć, bawić się, łamać sobie nawzajem serce, a potem starannie je sklejać. Trochę jak Madox i Pilar, tylko ich przygoda była już na wysokim poziomie zaawansowania jak i również zagrożenia. Zmierzwiła zbyszkowi włosy i wzrokiem razem z Noriegą odprowadzili ich do wielkich, drewnianych drzwi. Zaraz potem Pilar opadła ciężko na maskę.
Ja pierdole — westchnęła, przeczesując rozwiane przez wiatr włosy. — Kto by pomyślał, że macierzyństwo jest takie ciężkie — dodała tonem, jakby naprawdę opadła z sił. Bo coś w tym było. Przecież na dobrą sprawę, oni nie spali od jakiś trzydziestu pięciu godzin. Normalny człowiek na ich miejscu już dawno by łapał drzemkę w jakiś krzakach i był nie do życia. I chociaż wcześniej jechali na wielkiej adrenalinie, tak samo ciało kiedyś w końcu musiało odpocząć. Szczególnie, że chcieli za kilka godzin pojawić się na imprezie na plaży.
Załadowała się do auta na miejsce pasażera i od razu zapięła pasy, czekając grzecznie, aż Madox obejdzie auto dookoła i do niej dołączy. Nawet wsadziła mu już kluczyk do stacyjki, proszę bardzo jaka przydatna narzeczona.
Droga minęła im sprawnie. Tym razem nie trzeba było brać żadnego autostopowicza, a i sam Noriega w końcu trochę przygazował i po piętnastu minutach byli już przed domem Esme. Westchnęła głośno, bo chociaż byli tu przecież zeszłego wieczoru, tak tyle się zadziało, że Pilar miałą wrażenie, jakby to było tydzień temu. Wyglądał dokładnie tak samo, chociaż kiedy weszli do środka, to wydał się jakiś taki pusty? Może przez to, że dzień wcześniej panował tu gwar, a nagle grobowa cisza, jedynie stukot ich butów i szelest reklamówek, które wnieśli do środka.
Myślisz, że już dolecieli? — spytała w końcu, nie potrafiąc jedynie mielić we własnej głowie pytań, które się tam mnożyły. Miała wrażenie, że finalnie Madox zostawił tutaj wiele niedopowiedzianych spraw, a wszystko przez pieprzoną Maddie, która na dobrą sprawę zepsuła im cały wieczór. — Patrz — rzuciła tylko gdy weszła do kuchni, a na samym środku blatu leżał telefon. Dokładnie ten sam, który wczoraj chciała dać mu Esme. — Wiedziała, że wrócimy?

diablo mexicano ‧₊˚ 🇲🇽🌮🌶️ ‧₊
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i Pilar chodzi bez majtek
- Chciała mnie udusić - mruknął do Pilar, zerkając na Marlenę, która jednak już była zaaferowana tym, żeby wziąć od Zbyszka hasło do wifi. Kiedy jednak Stewart posłała mu to pytające spojrzenie i oparła dłoń na policzku, to postanowił jej nieco wyjaśnić - powiedziała, że jak staniesz na głowie i się napijesz, to przejdzie czkawka... Przeszła, ale kurwa... życie mi przeleciało przed oczami - trochę dramatyzował, bo wcale nie, ale przez moment myślał, że się udusi. A może to miało tak działać? Że jednak z tego strachu przed śmiercią, przechodziła czkawka?
Nie było jednak czasu dłużej nad tym myśleć, bo już się żegnali z dzieciakami, a Madox dał jeszcze Zbychowi kilka rad na temat randkowania i pokazał mu jak komuś wyprowadzić cios z łokcia, albo otwartej ręki, żeby zabolało, żeby ten Staszek, czy jak mu tam było, już mu nie dokuczał. Podzielili się jeszcze farbkami i tymi innymi rzeczami do malowania, bo sobie o tym przypomniała Izka, i wreszcie odprowadzili ich spojrzeniem do drzwi. A kiedy Pilar oparła się o maskę to on zaraz wpychał się między jej rozgrzane uda, a przecież nie miała majtek, nawet przesunął palcami po skórze.
- Jest przejebane - stwierdził kręcąc głową - ale jak kiedyś mielibyśmy dziecko, to lepiej chłopaka, łatwiej jest nimi manipulować - Madox materiał na ojca roku. Ale prawda jest taka, że Noriega nawet nie lubił dzieci, lubił się z nimi bawić kilka razy w roku, ale nie widział się w roli ojca. Więc powiedział to tak raczej w formie żartu, a nie jakiejś obietnicy. Chociaż zaraz przesunął palcami po jej udzie podwijając materiał sukienki i to już mogła być pewnego rodzaju deklaracja, ale ktoś za ich plecami wyszedł z hostelu, a Madox zaraz odsunął się od Pilar jak oparzony. I to nie tak, że krępowała go czyjaś obecność, bo przecież nigdy, on po prostu się wystraszył, że któryś z ich pasażerów się do nich wrócił, więc zaraz pakowali się do samochodu, żeby jak najszybciej stąd odjechać.
Droga minęła im sprawnie, już bez żadnych przygód na szczęście, a potem już zabierali swoje graty, żeby wejść do domu Esme. Madox otworzył drzwi tym zarąbanym kluczykiem z breloczkiem z papryczką czili. Cisza uderzyła ich od razu, a później jeszcze zapach jakiegoś jedzenia, które stało na kuchence, bo przecież Esme w stresie gotowała, więc jak wyszli to pewnie całą noc coś pichciła, bo w garnku był jakiś gulasz, a na blacie buñuelos z cynamonem. A obok nich ten telefon.
Na pytanie Pilar zerknął na zegarek, przez moment coś kalkulował w głowię, ale finalnie wzruszył ramionami.
- Myślę, że jeszcze nie - bo jednak z Meksyku do Hiszpanii to był długi lot, chociaż Madox dokładnie nie wiedział jak długi, dwanaście godzin? Coś koło tego. ciemne tęczówki zawiesił na telefonie, który pokazała mu Pilar, oparł się o szafkę i chociaż był najedzony, to sięgnął po to jedno buñuelos, żeby wpakować je sobie do buzi.
- Skoro zajebałem jej klucze, to wiedziała - położył te kluczyki z papryczką czili, która była robiona na szydełku, a przy tym już bardzo wysłużona, na blacie. Esme nie była głupia, można nawet powiedzieć, że... Madox niestety nie odziedziczył po niej inteligencji, ale na pewno aktorstwo wyssał z mlekiem matki. Więc uznał, że to buñuelos to takie przyaktorzenie, żeby on jednak wziął ten telefon. Nie zdecydował jeszcze czy to zrobi, za to wpakował sobie do buzi kolejnego pączuszka. Znowu zerknął na zegarek, znowu przekalkulował coś w głowie. Dochodziła szesnasta...
- Zdążymy się trochę przespać przed imprezą - zaproponował, chociaż też mogliby w tym czasie zrobić dużo innych rzeczy. Mogliby, ale rzeczywiście mózg już powoli się wyłączał i Madox nawet nie umiał sobie dokładnie policzyć ile mają czasu. A chwilę nad tym myślał grzebiąc w swoim zegarku - myślę, że jak tam będziemy na dziesiątą, to będzie w porządku, ale jeszcze trzeba się pomalować - nastawił alarm najpierw na dziewiątą, ale potem przesunął o piętnaście minut do przodu, a potem w tył, więc finalnie to chyba i tak na dziewiątą. Bo prawda jest taka, że Madox lubił spać, to znaczy zawsze było mu na to szkoda czasu, ale jak już usnął, to ciężko go było dobudzić, w takich wypadkach sprawdzał się ten zegarek z wkurzającym alarmem na nadgarstku. Zamierzył się, żeby sięgnąć po jeszcze jednego buñuelos, ale tego nie zrobił, zamiast tego już przesuwał palcami po ramieniu Pilar, żeby złapać ją za rękę i pociągnąć za sobą do sypialni.
Wczoraj była tu inna pościel, a dzisiaj jakaś w róże, Esme im ją zmieniła? Łóżko było zasłane i zawalone poduszkami, ale Madox to nawet się nie kłopotał, żeby je pościągać, bo zaraz się po prostu w nie rzucił i złapał sobie jedną, z wielką, czerwoną różą, żeby wsadzić ją sobie pod głowę. Dopiero jak sobie tak leżał w tej świeżej, chłodnej pościeli to poczuł, że naprawdę niewiele brakuje, żeby go odcięło, nawet ziewnął przeciągając się, ale zaraz już wyciągał rękę do Pilar.
- Obudź mnie, jakby budzik nie dał rady - rzucił jeszcze, bo przecież nie chcieli przegapić tej imprezy na plaży. No i też chcieli ją wyciągnąć do rana, więc zdecydowanie musieli podładować baterie. Chociaż kiedy Stewart leżała już obok niego... bez majtek swoją drogą. To jeszcze mózg chwilę ze sobą walczył, kiedy jego wytatuowane palce znowu sunęły po jej udzie marszcząc materiał sukienki.

Ají picante 🥵 🌶️ 🔥
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Esme musiała wiedzieć.
Nawet przy największym szale gotowania, które podobno pomagało się jej odstresować, nikt przy zdrowych zmysłach nie zostawiłby tutaj tego całego jedzenia tak po prostu, szczególnie wylatując z kraju i nie wiedząc, kiedy i czy kiedykolwiek będzie im dane wrócić. Pilar nawet nie chciała myśleć o tym, jakby to wszystko zgniło i śmierdziało, gdyby jednak się tu dzisiaj nie pojawili. Całe szczęście ten scenariusz można już było odstawić na bok, bo byli. Stewart nawet poszedła i zgarnęła kilka buñuelos, ładując je sobie bezpośrednio do ust, mrucząc przy tym niekontrolowanie. Jakim cudem to było takie dobre?!
Na moment skupiła się na telefonie, który leżał tuż obok. Widziała, że Madox również zwrócił na niego uwagę. Zamierzał go zabrać? Odezwać się do niej? Dać sobie możliwość kontaktu z nią? Nie miała pojęcia, chociaż już wtedy, stojąc w kuchni tuż obok niego i zajadając się pysznym buñuelos, wiedziała, że jeśli on tego nie zrobi, ona i tak go zabierze. Nie miała zamiaru ryzykować tego, że któregoś dnia się obudzi i powie jej wiesz co, Pilar, mogłem wziąć ten telefon, że będzie żałował. Dała mu jednak przestrzeń na to, by w pierwszej kolejności sam mógł podjąć tą decyzję.
Ale na nią może później przyjdzie czas, bo zaraz temat zszedł na drzemkę przed imprezą, zasłużoną swoją drogą, na którą Pilar aż westchnęła głośno i mimowolnie ziewnęła.
Błagam — mruknęła, drapiąc się po głowie i przecierając oczy. — Czuje, że nawet na podłodze bym teraz zasnęła — oznajmiła, by pokazać skalę swojego nagłego zmęczenia, chociaż przecież wcale takiej potrzeby nie było. Mieli pokaźną sypialnie tylko dla siebie, do której zresztą zaraz poszli. Przyglądała się Noriedze kiedy ustawiał budzik i nawet nie miała zamiaru z nim dyskutować, kiedy przewidział te kilka godzin na sen. Pilar może i lubiła jechać na adrenalinie, zarywać nocki, ale nie do tego stopnia. Każdy w końcu musiał się zresetować.
Pozwoliła mu się rzucić na łóżko, a potem sama wzięła rozbieg i wskoczyła tuż obok. Materac zaskrzypiał niebezpiecznie, ale całe szczęście żadne belki nie poszły. Ułożyła się tuż obok, w t a p i a j ą c w obłędnie wygodny materac. Nie miała pojęcia, czy on był jak chmurka, czy może jednak to Pilar była tak zmęczona? Cokolwiek to było momentalnie przymknęła oczy i ułożyła się na boku.
Skinęła głową na znak, że obudzi go, gdy sama się obudzi, a potem przysunęła jeszcze bliżej, kiedy zaczął bawić się skrawkiem jej sukienki. Chociaż głowa powoli odpływała w krainę Morfeusza, dłoń Pilar mimowolnie błądziła po jego ciele. Powoli, leniwie, głaszcząc jego skórę. Pierwsze poruszała się po materiale koszulki, a zaraz potem i pod, czując pod opuszkami wyrysowane mięśnie. Muskała go nieświadomie, już prawie przez sen, aż w końcu nie zasnęła.
Było jej dobrze.
Tak kurwa dobrze, że kiedy budzik zadzwonił po raz pierwszy nawet go nie usłyszała. Kolejne dwa zaś intencjonalnie zignorowała, mrucząc coś pod nosem niezadowolona. Na czwarty już uchyliła powieki. Za oknem było już ciemno, a w całym domu panował półmrok. Jedyne światło padało z latarni przy drodze i niewielkich lampek, które szły przy ścianie w salonie. Przetarła twarz, czując się jeszcze bardziej zmęczona niż kiedy kładła się spać, chociaż kilka minut wystarczyło, żeby poczuła, jak na nowo zbierają się w niej siły.
Madox… — wyszeptała powoli, muskając dłonią jego twarz, jednak jej narzeczony nawet nie drgnął. Nic. Nawet kurwa powieka mu nie drgnęła, w jakimkolwiek znaku życia. Spał jak zabity. A ona z początku naprawdę nie miała serca go budzić. Mógł przecież jeszcze pospać.
Zebrała się z łóżka i w pierwszej kolejności nastawiła ekspres do kawy w kuchni. W międzyczasie poszła do auta, żeby zgarnąć wszystkie reklamówki oraz ich rzeczy, które CAŁE SZCZĘŚCIE zabrali ze sobą jako wersja zapasowa na imprezę. Owoce razem z farbkami zostawiła na wyspie, a sama poszła się umyć. Prysznic był elementem, który zdecydowanie postawił ją na nogi. Madox wciąż spał, więc wykorzystała ten czas, żeby ogarnąć się nieco bardziej niż zwykle — pokręciła ładnie włosy i nawet porządnie się pomalowała, a do tego wszystkiego na ciało założyła czerwoną sukienkę z Medellin z falbaną, którą Noriega jej naprawił. Nie mogła się przecież zmarnować, prawda? Idealna na imprezę na plaży.
Wróciła do kuchni, by sprawdzić, czy kawa zdążyła już skroplić się w dzbanku. Z szafki wyciągnęła dwa kubki, zalała je pod sam czubek, dorzucając do tego kilka łyżeczek cukru. Nim jednak zabrała się za swoją, zgarnęła tą Noriegi i poszła do sypialni. Chwała Bogu, że pierwszej kolejności postanowiła odstawić ją na szafkę nocną, bo proces budzenia Madoxa okazał się o wiele cięższy niż z początku zakładała. Za nic nie reagował na swoje imię, na przyjemne smyranie również. Dopiero kiedy strzeliła go w twarz, to się lekko przebudził.
Despierta, dormilónBudzimy się, śpiochu, mruknęła, nim jeszcze tworzył oczy, przenosząc dłoń na jego policzek, na którym miał odciśnięte wszystkie wzroki z poduszki. — Bo życie prześpisz… i imprezę na plaży — uśmiechnęła się, gdy w końcu na nią spojrzał swoimi rozczulającymi, zaspanymi oczami. — Zrobiłam ci kawę — wskazała na kubek z napisem hermoso, który pewnie należał do Lopeza.

Despierta, dormilón (ᴗ˳ᴗ)ᶻ𝗓𐰁 .ᐟ
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
pilar bez majtek, a madox to madox
Może Madox i Esme nie widzieli się te dziesięć lat, ale przecież ona kiedyś całkiem dobrze znała swojego syna. I wiedziała, że on potrafi zmieniać zdanie kilka razy. W jednej chwili, a potem w kolejnej znowu.
Wiedziała, że tu przyjadą, może nie po ten telefon, ale zajrzą do domu.
Madox chyba też to wiedział, skoro zgarnął te klucze.
Chociaż jeszcze zupełnie nie wiedział co zrobi z tym telefonem, ale i tak postanowił się tym teraz nie przejmować, będzie miał na to jeszcze czas po imprezie, albo jutro.
Teraz trzeba było nabrać siły na zabawę, chociaż kiedy Pilar powiedziała to błagam, to musiał ją jeszcze zaczepić.
- Powiedz to po hiszpańsku... - tak długo jej to powtarzał, tak długo ją męczył, póki nie powiedziała mu tego te lo ruego. Już gdzieś na łóżku, kiedy układali się miedzy tymi wszystkimi poduchami, kiedy jej palce sunęły po jego torsie, a te jego, wytatuowane, gdzieś po jej biodrze.
Nawet nie wiedział w którym momencie go odcięło.
Zasnął szybko i mocno.
Pierwszy budzik wyłączył od razu, sięgnął do niego palcem i go wyciszył, i to był ten moment, kiedy chyba na chwilę się przebudził. A potem znowu zasnął i tych kolejnych nawet nie słyszał. Nie poczuł też tego, że Pilar w końcu się zebrała, bo on sobie akurat wsadził głowę między poduszki i coś mu się nawet śniło.
Madox... - nie, nic, to mu się zdecydowanie nie śniło.
Ani to łaskotanie, ani nawet Madox, które mu powtórzyła chyba dwanaście razy, prosto w twarz.
Dopiero kiedy dostał w policzek, to to poczuł, odruchowo zacisnął palce na jej ręce, na nadgarstku.
- Por favor no - mruknął i już sięgał po poduszkę, żeby przykryć nią sobie głowę, bo może by mu się udało wrócić do tego pięknego snu? Tylko co mu się właściwie śniło? Już te myśli uleciały mu z głowy, cały ten sen, zostało tylko takie wrażenie, że był przyjemny. Ale Pilar oparł mu dłoń na policzku, więc poduszka wylądowała na jego odkrytym brzuchu, na tatuażu z napisem Medellin.
Najpierw spojrzał na nią jednym okiem. Tylko, że wyglądała tak ładnie, że chyba nawet lepiej niż ten jego sen, który jeszcze majaczył gdzieś tam w głowie. Po chwili już spoczęły na niej obie jego ciemne tęczówki wciąż zaspane, ale zaraz już przecierał je pięścią. Wyciągał się na tym łóżku jak kot, a zaraz sięgnął do niej ramieniem, żeby ją objąć i pociągnąć do siebie.
- Hola hermosa, ¿qué hiciste con mi prometida? - cześć piękna, co zrobiłaś z moją narzeczoną?, mruknął wtulając policzek w jej bok. To nie tak, że nie widział Pilar w takim wypięknionym wydaniu. Widział, nie raz, nawet w tej sukience już ją widział, ale zaraz jego ciemne tęczówki odszukały jej piękne, czekoladowe oczy, chociaż później przesunęły się po ustach muśniętych szminką i po tych pokręconych włosach - soñé con una chica tan hermosa... - śniła mi się taka piękna dziewczyna..., zaczął i znowu przesunął palcami po jej kolanie - pero ella no era tan hermosa como tú - ale nie była taka piękna jak ty, dokończył, najwidoczniej zaspany Madox, to Madox romantyk, który nawet w snach nie widział tak pięknych dziewczyn jak Pilar. Zaraz przesunął się na tym łóżku, a właściwie to przewalił na nim tak, że podskoczyła na materacu, i ugryzł ją w kolano, a po chwili już wygrzebywał się z pościeli już wstawał. Najpierw się przeciągnął, porozciągał kark i plecy, a potem wziął sobie kubek z kawą, który mu pokazała. Upił dwa łyki i zerknął jeszcze na napis na nim, oczywiście, że zaraz posłał wymowne spojrzenie Pilar, a potem sobie poprawił koszulę, którą całą pogniótł w spaniu, żeby był bardziej hermoso.
- Ty już jesteś gotowa? - zapytał znowu upijając kawy - masz majtki? - musiał się zapytać...
Chociaż zanim mu zdążyła odpowiedzieć, to on już stawiał na stoliku kubek, a później się wyrwał do niej, żeby wsadzić głowę pod jej falbaniastą sukienkę. No oczywiście, że nie miała majtek. Ale Madox tylko ją ugryzł gdzieś w biodro i zaraz już wyplątał się z jej sukienki, chociaż jeszcze wciąż klęczał przy niej na ziemi.
- Idę pod prysznic, osiem minut i jestem gotowy - jeszcze raz sięgnął dłonią do czerwonych falban, ale zaraz zbierał się z podłogi. Złapał kubek ze swoja kawą, którą wypił sobie po drodze, a potem zniknął w łazience.
Zajęło mu to dokładnie osiem minut, szybki prysznic, potem ze szczoteczką w zębach układał mokre włosy przed lustrem, potem z gołym tyłkiem szukał ubrania, które ze sobą zabrali z Acapulco, a na koniec jeszcze spryskał się perfumami i w zasadzie też już był praktycznie gotowy. Jeszcze się wrócił po kubek po kawie, który zostawił pod prysznicem i w końcu poszedł do kuchni, gdzie Pilar kończyła swoją kawę. Tylko on zamiast tym razem wyrwać się do niej, to już stał przy wyspie i przekładał te farbki, które mieli, te wszystkie naklejki, podniósł te świecące w ciemności.
- Całą cię nimi okleję - dwie już miał na palcach, a zaraz sięgnął do niej ponad wyspą, żeby jedną nakleić jej na ramieniu, a drugą na dekolcie - chociaż może najpierw sprej galaxy? - bo w końcu nie po to go ściągali z najwyższej półki, żeby go nie wykorzystać - albo włosy? - zerknął na nią sponad tych farbek do włosów, które trzymał w ręce.

ven a pintar mi mundo ⊹₊⟡⋆🎨🖌️⋆⟡₊⊹
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby nie mieli planów, z pewnością by go nie obudziła. Już nawet nie dlatego, żeby mógł się po prostu wyspać, ale spokojny, cichy Madox również w pewnym sensie ją rozczulał. Kiedy powieki miał luźno przymknięte, a usta delikatnie rozchylone, podczas gdy gdzieś w kąciku zbierała się strużka śliny. Nie wspominając o sposobie, w jaki zaciskał ramiona na poduszce, jakby faktycznie śniło mu się coś wyjątkowo przyjemnego. Uśmiechnęła się pod nosem, a zaraz już go budziła, bo wiedziała, że jak prześpi całą imprezę, to dopiero obudziłby się zawiedziony. Dała się pociągnąć do łóżka, kiedy ją szarpnął, a na pytanie co zrobiła z jego narzeczoną tylko przewróciła oczami.
Zjadłam ją — oznajmiła śmiertelnie poważnie. — Była zajebiście sabroso smaczna, musnęła przelotnie jego usta, jakby faktycznie chciała podzielić się z nim smakiem jego własnej kobiety. Dłoń momentalnie uniosła w górę i wplotła w kręcone, blond włosy. Zaczęła się nimi bawić, słuchając uważnie o śnie, jaki miał. — To dobrze, że nie była piękniejsza, bo musiałabym sobie poszukać kogoś innego, kto poszedłby ze mną na imprezę — odgroziła się, szarpiąc go delikatnie za włosy, motywując, by zaczął się zbierać. I faktycznie podziałało, bo zaraz się rozciągał i rozprostowywał plecy, a Pilar ułożyła się wygodnie na boku i przez moment po prostu na niego patrzyła. Zachwycała się sposobem, w jaki jego mięśnie napinają się w półmroku i przesuwają pod skórą. Nie wytrzymała jednak długo i musiała zerwać się z miejsca, by przejechać po nich paznokciami, mrucząc mu przy tym do ucha.
Nawet nie zdążyła mu odpowiedzieć, czy miała na sobie majtki, bo on już nurkował pod falbaniastą sukienkę, jakby mało miał tego dnia nurkowania! Prychnęła spoglądając w dół.
Nie ubierałam, bo stwierdziłam, że jak nie będę mogła cię dobudzić, to trzeba będzie wyciągnąć ciężkie działa — oznajmiła zadowolona. Co dokładnie planowała zrobić? Usiąść mu na twarzy? To wiedziała już tylko Pilar, a on wcale nie musiał, skoro już tak ładnie przed nią klęczał. — Mogłabym się przyzwyczaić do tego widoku — dodała, jeszcze nim się zebrał z podłogi, przesuwając palcami po jego żuchwie i zadzierając szorstką już brodę w górę. Z góry wyglądał równie dobrze. Jak nie lepiej. Musiała jednak wziąć się w garść, bo przecież musieli się jeszcze pomalować, a czas nieco ich gonił. Skinęła głową, gdy oznajmił, że idzie się myć, a sama Stewart przeszła do kuchni. Wypiła kawę, przy okazji pochłonęła jeszcze kilka buñuelos, ubrała majtki i nawet rozłożyła im na podłodze jakieś ciemne prześcieradło, które znalazła w szafie. Łatwiej było wypierdolić kawałek materiału niż zostawić tu plamy po farbie, które pewnie łatwo by nie zeszły.
Przyjrzała mu się, kiedy wrócił już ogarnięty i pachnący. Aż na moment po prostu przy nim przystanęła, by zaciągnąć się tym obłędnym zapachem. W końcu pachnęli jak oni, a nie Esme i Lopez. Powiodła wzrokiem za naklejką, która wylądowała na jej ramieniu, a potem na piersiach.
Pomyślałam, że pierwsze farbki — zaczęła, łapiąc jego ciemne spojrzenie. Włosy powinni pewnie zrobić na końcu, biorąc pod uwagę, że wystarczyło je tylko osprejować. — Tylko że jak chcemy się malować, to chyba powinniśmy jednak… — sięgnęła do tyłu, do zapięcia sukienki i jednym sprawnym ruchem sobie z nią poradziła, a następnie nawet nie spuszczając z niego wzroku, po prostu zsunęła z ramion ramiączka i pozwoliła jej opaść na podłogę, zostając przed nim w samej bieliźnie. Trochę niepotrzebnie się ubrali, a co to za problem? Podeszła do niego. — Nie chcemy się przecież upaćkać, nie? — spytała i chyba po raz pierwszy w historii, pilar Stewart spokojnie i starannie zaczęła odpinać guziki jego koszuli. Nie chciała, żeby się podarła, jeszcze nie, bo będzie mu potrzebna. Dlatego zrobiła to leniwie, jeden po drugim, a na koniec zsunęła ją z niego i zawiesiła na krześle.
Al suelo na ziemię, zarządziła ostro, jakby co najmniej ściągała przestępcę do parkietu, a potem w geście kontrastu trąciła jego nos swoim, uśmiechając się zaczepnie. Tylko tyle i aż tyle, bo zaraz odwróciła się na pięcie i poszła do wyspy, zgarnąć wszystkie farbki i akcesoria. Rozrzuciła je na skraju prześcieradła, a sama uklękła obok, tuż przy ciele Madoxa, który wygodnie położył się na plecach.
No i gdzie ja mam malować, jak tu już prawie nie ma miejsca? — prychnęła, przesuwając dłońmi po jego obłędnym ciele, przytrzymując się na dłużej przy napisie Medellin. — Tu… — przesunęła się paznokciami w górę, do miejsca, gdzie między lwem, a widoczkiem na prawej piersi miał pustą przestrzeń. — Tu zrobię węża. Lepszego niż mój. Zielonego, świecącego w ciemności — oznajmiła zadowolona, składając kilka pocałunków na ciepłej skórze, by zaraz ją przygryźć. — Grzech, pokusa, nieśmiertelność… — zaczęła wymieniać niektórą symbolikę tego sprytnego zwierzęcia, a potem zjechała dłońmi pod napis Medellin. — A tu zrobię diabła — i tego chyba nie trzeba było tłumaczyć dlaczego. Dokładnie to jego wcielenie, które uwielbiała, które działało na nią jak narkotyk, uzależniało. — A to… — usiadła na nim okrakiem i przejechała po ramionach, które zrobiły liczne tatuaże. — Pokolorujemy — oczy się jej zaświeciły. Chociaż pewnie skończy się na tym, że porobi na nich jedynie jakieś szlaczki, żeby nie zeszło im za dużo czasu. Ważne, żeby się ładnie świecili!

Al suelo ⊹₊⟡⋆🎨🖌️⋆⟡₊⊹
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
niby się tylko malują farbkami, ale przy tym są tak hot, że jednak może to kogoś gorszyć uwaga, jest też nurkowanie pod sukienką i "mały madito"
Oczywiście, że byłby zawiedziony, gdyby przespał imprezę, ona mu siedziała w głowie już dwa dni, a jak jeszcze zobaczył Pilar w tej czerwonej sukience, no to przecież... nie mógłby tego przegapić. Tak jak nie mógł się powstrzymać, przed tym parsknięciem, kiedy powiedziała, że zjadła jego narzeczoną.
- Mucho, mucho sabroso - bardzo, bardzo smaczna, mruknął, a zaraz kosztował tych jej słodkich, pełnych ust. Chociaż po chwili już jej opowiadał o swoim śnie.
- No ciekawe kogo, jak tutaj leży twój narzeczony ze snów - pokazał jej czubek języka, a zaraz się szarpnął jeszcze, żeby szczypnąć zębami skórę na jej dłoni, kiedy go pociągnęła za włosy, ale zaraz i tak się zbierał. Poprzeciągał się i czuł, jakby urósł ze dwa centymetry, nawet miał to powiedzieć Pilar, i to jak się wyspał, tylko ona stała już przy nim sunąć paznokciami po jego skórze, nabrał mocniej w płuca powietrze, tak, że mogła to poczuć pod opuszkami. A ciemne tęczówki od razu odszukały jej piękne, czekoladowe spojrzenie, kiedy się do niej odwrócił, kiedy sięgał rękami do jej bioder plącząc się w falbanach czerwonej sukienki, a zaraz pytał jej o te majtki, a po chwili już sam to sprawdzał. Bo nurkowania pod jej sukienkę nigdy nie miałby dość, chociaż i tak szybko się z niej wygrzebał i już zadzierał głowę, żeby na nią spojrzeć.
- A jakie? - oczywiście, że musiał zapytać o te ciężkie działa, a zaraz nawet teatralnie ziewnął - chyba mam śpiączkę - przytulił głowę do jej brzucha, jak do poduszki, jakby liczył, że jednak mu pokaże, ale tylko ją tak zaczepiał, bo zaraz się zbierał z podłogi. On też mógłby się do tego przyzwyczaić, do patrzenia na nią z dołu, ale i z góry, bo ona mu we wszystkich możliwych perspektywach wyglądała pięknie, a dzisiaj...
- Qué hice para merecer una prometida tan hermosa? - czym sobie zasłużyłem na taką piękną narzeczoną?, mruknął jeszcze prosto w jej pełne, gorące wargi, z których skradł ostatni pocałunek zanim zniknął w łazience.
Poszło mu sprawnie i już po chwili stał w kuchni przeglądając farbki, a potem naklejał jej te dwie naklejki z serduszkami, które wybrał.
- Co tylko chcesz - rzucił od razu patrząc jej w oczy. No proszę czyli jednak Madox też umiał się zgodzić bez gadania, ale chyba tylko z nią. Odłożył naklejki i wstrząsnął jakimś zielonym sprejem - pintaré un dragón - namaluje smoka, powtórzył jej to co w sklepie, ale Pilar wtedy zasugerowała to, że jednak powinni się pozbyć ciuchów i słusznie, bo znając ich to cali by się upaprali. Chociaż... oni to jak dzieci, chyba najszczęśliwsi byli brudni.
Ciemne tęczówki przesunęły się leniwie po jej sylwetce, kiedy rozpinała sukienkę, a gdzieś w głowie pojawiło się wspomnienie z Medellin, jak ją z niej zrywał, bo nie umieli się powstrzymać. Teraz już byli trochę grzeczniejsi, chociaż kiedy stanęła przed nim w samej bieliźnie, to kąciki ust momentalnie uniosły mu się do góry, a klatka piersiowa uniosła się wraz z głębszym oddechem. Wyciągnął do niej ręce, kiedy do niego podeszła, przesunął wytatuowanymi palcami po jej gładkie skórze zahaczając o koronkową bieliznę.
- Ładna... - stwierdził, bo w zasadzie to on przecież nigdy nie miał czasu, się jej przyglądać w samej bieliźnie, bo od razu ją z niej ściągał, a dzisiaj, przesunął opuszkami po cienkim, koronkowym materiale, dzisiaj ciemne tęczówki sunęły leniwie po jej gorącym ciele, kiedy ona tak samo powoli rozpinała guziki jego koszuli.
Na to jej na ziemię nabrał powietrze w płuca i w pierwszej chwili chciał jej powiedzieć zmuś mnie, wiedział, że by to zrobiła, tylko, że po pierwsze nie mieli na to czasu, a po drugie, kiedy traciła jego nos swoim z tym zaczepnym uśmiechem, to od razu skapitulował. Madox mógł się z nią droczyć, stawiać, ale wystarczył jeden jej gest, jedno spojrzenie, żeby rozłożyć go na łopatki. Chociaż na macie się jej nie dawał.
Ale w tej chwili zaraz leżał na ziemi, najpierw na brzuchu, żeby sięgnąć po te farbki, które rzuciła obok, ale zaraz przekręcił się na plecy, podparł się tylko na jednym ramieniu, żeby na nią spojrzeć.
- Niżej jest - tak tylko ją zaczepiał, bo przecież nie chciał żeby mu się mały Madito świecił w ciemności. Ciemne tęczówki wpatrzone były w jej twarz, kiedy sunęła po jego skórze paznokciami, chociaż cichy pomruk wyrwał mu się z płuc - twój też mógłby świecić... - oczywiście, że zjechał spojrzeniem na tego jej węża, który wystawał spod koronki między jej piersiami. A kiedy jej pełne, gorące usta musnęły jego skórę, kiedy szczypnęła go zębami, to mruknął głośniej, mięśnie automatycznie mu się spięły rysując te na brzuchu jeszcze bardziej - wszystko się zgadza - rzucił kiedy wymieniała mu tą symbolikę węża, w sumie to ten grzech i pokusa towarzyszyły im zawsze. Wystarczyło jedno spojrzenie w jej piękne, ciemne oczy, a on już... miał grzeszne myśli. Kusiła go, nawet teraz kiedy mieli się tylko grzecznie malować farbkami. Chociaż w ich wydaniu chyba nawet nie ma się co oszukiwać, że będzie grzecznie.
- El diablo - powtórzył po niej. I tego rzeczywiście nie trzeba było tłumaczyć. Kiedy na nim usiadła, to odruchowo przesunął dłońmi po jej plecach, po pośladkach, na których ułożył palce poprawiając ją na sobie. Chciał się do niej wyrwać, spiąć mięśnie na brzuchu, żeby się do niej podnieść, ale też nie chciał jej przeszkadzać w malowaniu, więc tylko się pokręcił w miejscu, tylko wypchnął biodra, żeby ją zaczepić. I przesunął krótkimi paznokciami z jej pośladków na uda.
- Ja tu będę robił smoka - przesunął opuszkami po jej skórze - a tu rakietę - i po drugiej nodze - a na brzuchu - teraz na nim ułożył palce - uśmiechnięta buzia - i jego też się uśmiechnęła, do niej - ponte a trabajar, mi artista - do dzieła moja artystko, mrugnął do niej jednym okiem, no i musiał się do niej podnieść, napiąć mięśnie na brzuchu, żeby musnąć zaczepnie jej pełne usta. Raz tylko, bo zaraz leżał pod nią grzecznie. Bardzo grzecznie jak na niego, bo tylko, palcami sunął po jej udzie, powoli, miękko. Bez zbędnego zaczepiania i przeszkadzania. Czyli... da się.

Ponte a trabajar, mi artista! 🎨 ✧˚ ༘ ⋆。˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmusiłaby go, gdyby ją do tego sprowokował.
Kto jak kto, ale akurat Madox doskonale wiedział, jakie sznurki pociągnąć, by mu uległa. Wiedział też, że lubiła wyzwania, więc z przyjemnością wykonałaby kilka czynności, by sprawić, że wylądowałby na podłodze — mniej lub bardziej fizyczne. On jednak tego wieczoru postanowił być grzecznym chłopcem. Nie dość, że w spokoju dał się rozebrać, docenił jej bieliznę bez zrywania jej w jednej sekundzie, to jeszcze na koniec sam położył się na prześcieradle i dał jej się obejrzeć. Aż zamrugała kilkakrotnie, przyglądając mu się z uwagą i zastanawiając, czy go przypadkiem nie podmienili, kiedy spali.
Chociaż kiedy wspomniał, że wąż o którym opowiadała był niżej, nie miała już wątpliwości, że jej Madox wciąż tu był. Przewróciła teatralnie oczami i oczywiście, że musiała go zaczepić.
Tutaj? — spytała zatroskanym głosem, podczas gdy jej ręka przejechała bezczelnie po wypukłości na spodniach. Nie chciała go nakręcać, bo jednak nie mieli czasu, ale przecież sam się prosił, a Pilar nie była pierdoloną Matką Teresą, żeby przechodzić obojętnie obok tego typu zaczepek. — To będziesz mieć dwa — tym razem to ona wystawiła język w jego kierunku.
I kiedy on rozpowiadał o tym, co gdzie jej namaluje, ona nachyliła się do przodu, żeby przesunąć sobie nieco bliżej wszystkie farbki. Tylko co z tego, jak zaraz i tak musiała z niego na moment wstać, żeby nalać do szklanki trochę wody, by móc płukać pędzelki. Wygrzebała oczojebny zielony, które tak dzielnie ściągali z najwyższej półki w sklepie i rozcieńczyła delikatnie. Zamoczyła pędzelek i nachyliła się do jego torsu. W pierwszej chwili musiała dosłownie zagryźć sobie usta, by zabrać się za malowanie, a nie całowanie jego skóry, szczególnie, że jego dłonie na jej udach wcale w niczym nie pomagały.
To będzie dłuuuugi wąż — przesunęła mokrym i zimnym pędzlem po jego klacie, kręcąc nim odpowiednio na boki. — I będzie mieć wywalony język, zupełnie jak ty — nawet mu pokazała jak. A potem spojrzała na szlaczek, który zrobiła. Nie był najgorszy, ale pędzelek, jaki był w zestawie był chyba dla dzieci i tym samym przewidziany na jakieś małe, dziecięce twarze. Zamalowanie Madoxa w takim tempie zajęłoby jej pół wieczoru na samego węża. — Dobra, chuj, robimy inaczej — oznajmiła, poruszając się na nim na moment, by sięgnąć po tubkę i już po chwili chamsko wywaliła sobie płyn prosto na palce, oczywiście przy okazji już babrając sobie kolano. — Będzie zimne — tym razem go ostrzegła, by zaraz potem przystawić dwa palce do wolnego miejsca pomiędzy tatuażami i ponownie, tym razem bezpośrednio go dotykając, stworzyła zarys węża. Poprawiła kilka razy krawędzie, nawet pomieszała trochę farbki z białym, a potem czarnym, żeby zrobić nieco cieni na zwierzęciu i im dłużej na tym ślęczała, otulając go ciepłym oddechm, tym musiałą przyznać, że wyglądało to całkiem zajebiście. Dopiero oczy i język dorobiła za pomocą pędzelka. Wyglądał o wiele lepiej niż ten Pilar. A przynajmniej bardziej rzucał się w oczy.
Sprawdzimy, czy to faktycznie świeci? — zaproponowała, uśmiechając się szeroko. Niechętnie zeszła z jego bioder i podeszła do włącznika. — Jakoś nie chce mi się wierzyć, że to faktycznie… — nawet nie dokończyła, bo kiedy tylko jej palce wyłączyły wielki żyrandol na suficie, klata Noriegi rozbłysła na zielono. Zupełnie jak jej kolano i ręce, które miała całe ubabrane z farby. — O kurwa — nawet nie była w stanie ukryć szoku pomieszanego z ekscytacją, jaki od niej emanował. Kto by pomyślał, że trzydziestoletnia kobieta, powazna policjantka, mogła tak bardzo beztrosko cieszyć się z czegoś tak normalnego jak farbki do ciała.
Diabła maluje w ciemności — oznajmiła, nawet się nad tym dłużej nie zastanawiając, kompletnie oczarowana efektem, jaki dawała farba. Wróciła do Noriegi, znowu siadając na nim okrakiem, tylko tym razem już bardziej na udach, żeby mieć lepszy dostęp do jego brzucha. Złapała za krwiście czerwony płyn i zgarnęłą troche na ręce. — Trzymaj — poprosiła, dając mu fiolkę do ręki. I chociaż zdawała sobie sprawę, że zaraz mógł ją zaatakować swoimi lepkimi rączkami, to już zajęła się diabłem. A tu naprawdę trzeba było się skupić, bo miejsce było na tyle wrażliwe pod napisem Medellin, że na każdy jej ruch, jego ciało reagowało praktycznie samo. Mięśnie były wrażliwe, spinały się i rozluźniały przy najmniejszych posunięciach i Pilar musiała zebrać w sobie wszystkie pokłady samokontroli, żeby go nie zaczepić. — Tego węża też malujemy? — chociaż finalnie nie wytrzymała i zahaczyła łokciem o materiał jego spodni, spojrzeniem odnajdując jego błyszczące w ciemności oczy.

¿También vamos a pintar esta serpiente? 𓆓 𓆗 𓆙 𓆚
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
LO SIENTO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
malowanie węży i smoków na udach i brzuszkach, trochę golizny i smyrania się paluszkami
Nabrał mocniej powietrze w płuca, kiedy przesunęła ręką, po tym jego wrażliwym miejscu i aż odchylił do tyłu głowę, bo nie chciał dać się sprowokować, a prawda jest taka, że bardzo mało wystarczyło, żeby on się na nią nakręcił, znowu zafiksował na jej obłędnym, gorącym ciele, które teraz odziane w samą koronkę miał nad sobą. Zajął myśli tym, co jej namaluje, tylko, że to też wcale nie pomagało, bo kiedy wytatuowane palce przesuwały się po jej gładkiej skórze, to jakoś automatycznie lądowały w okolicach koronkowej bielizny.
Może jednak się skupi, na tym długim wężu, którego mu malowała, nawet się podparł na łokciu, żeby popatrzeć.
Skóra zadrżała pod tym zimnym pędzelkiem, to był taki odruch, nad którym nie panował. Uśmiechnął się na ten jej wywalony język, i oczywiście, że też pokazał jej swój.
- Jak mój, to musi mieć długi język - przechylił na bok głowę przyglądając się temu, co mu zmalowała, ale zaraz utkwił spojrzenie w jej twarzy, kiedy stwierdziła, że robią inaczej, uniósł jedną brew, a kiedy wywaliła farbkę na palce, to nawet skinął głową.
- Nawet lepiej, ja też... - już wystawiał do niej rękę, ale nie dała mu farbki, bo rozsmarowywała ją już palcami po jego klacie. Farbki były zimne, bo jego skóra już była gorąca, więc poczuł ten kontrast, aż znowu złapał powietrze mocniej w płuca. Nie przeszkadzał jej kiedy malowała, zerkając od czasu do czasu na jej dzieło, albo na minę, którą robiła, gdy się na tym skupiała. Uwielbiał tę jej skupioną minę. On w międzyczasie smyrał ja po upaćkanym kolanie, gdzie stworzył słoneczko, zielone co prawda, ale kto by się tym przejmował?
- Na pewno zajebiście świeci - Madox w przeciwieństwie do Pilar zakładał, że te farbki na pewno świecą, przesunął palcami, tej czystej ręki, po jej nodze, kiedy z niego wstawała, a potem powiódł za nią ciemnymi oczami. Naprawdę wyglądała obłędnie w tej koronkowej bieliźnie, więc kiedy zgasiła światło, to najpierw westchnął ciężko, ale zaraz już oglądał tego swojego święcącego węża. Wyglądał zajebiście, lepiej niż wszystkie jego tatuaże razem wzięte.
Kiedy do niego wróciła i dała mu tubkę, to oczywiście, że od razu już ją odkręcał zębami.
- Wygląda strasznie - stwierdził, kiedy już malowała mu tą diabelska gębę na brzuchu. Nie panował nad tym jak jego mięśnie spinały się i drżały pod jej dotykiem, nad tym szybszym oddechem też nie. Chociaż starał się bardziej skupić na jej minach, niż na tym ciepłym oddechu, który osadzał się na jego skórze, gdy się nad nim pochylała, niż na jej ciemnych kosmykach, które opadały czasem łaskocząc go. Nabrał czerwonej farbki na palce i sięgnął do jej ramienia na którym zrobił serduszko, a potem kolejne gdzieś na jej szyi, akurat to był prosty wzór, dwa odbicia kciuka i jest, serce. Zrobił ich kilka, tam gdzie sięgnął, kiedy ona kończyła diabła. Wyglądały ładnie i przede wszystkim też świeciły w ciemności.
- Tam miałaś naklejać naklejki - znowu podpierał się na ręce, żeby na nią spojrzeć, prosto w błyszczące w ciemności oczy i na te serca, które świeciły na pomarańczowo - ale to później - bo teraz to on już się podnosił delikatnie, żeby nie zepsuć jej malunków, ten na klacie to nawet już obsechł, Madox delikatnie dotknął go palcami, ale El Diablo był jeszcze mokry, więc... bardzo się starał bez gwałtownych ruchów. Ale przecież on z natury był raptowny.
Usiadł sobie delikatnie i nawet oddychał jakby mniej głęboko, żeby mu się nie pościerały malunki, które zrobiła.
- To teraz ja - rzucił jak dziecko i już do niej wyciągał ręce, żeby mu dała farbki - więcej serduszek - odbił jeszcze dwa na jej dekolcie, nawet uważając, żeby nie upaćkać tej ładnej bielizny. Chociaż kiedy po chwili wywalił sobie na palce ten toksyczno zielony, żeby na jej udzie namalować smoka, to zaczepił o koronkę jej majtek, bo to był jakiś smoko-wąż, który też ciągnął się od jej biodra, aż prawie do kolana. Najpierw zrobił zarys, a potem łuski to już były poodbijane palce. Nie był taki zdolny jak Pilar, więc kiedy skupiał się, żeby jego smok też miał jakąś twarz, żółte, wężowe oczy i język, to on ten swój wywalił przechylając na bok głowę. Pięciolatek w przedszkolu nie narysowałby tego lepiej, ale ośmiolatek już tak...
Diabeł już się nie rozmazywał, więc Madox zaraz ściągał ją z siebie, ostrożnie, uważając na smoka, ale tak, żeby móc się teraz pochylić do jej brzucha, o który na moment oparł, już wcale nie taki gładki policzek, patrząc na nią z dołu.
- I tak nie będzie go widać, ale ja będę o nim wiedział - powiedział z miną małego dziecka, nie mógł się powstrzymać żeby nie musnąć ustami jej gładkiej, gorącej skóry, bo była tak blisko, bo zadrżała pod jego dotykiem.
Ale potem już się powstrzymał i wycisnął sobie na palce oczojebny żółty, świecił naprawdę mocno. Namalował uśmiechniętą buźkę z wywalonym językiem, a zaraz domalował jeszcze okulary przeciwsłoneczne, żeby wyglądała cool. Pokiwał nawet głową z uznaniem podziwiając swój rysunek.
- Wyszedł lepiej niż się spodziewałem - stwierdził i ciemne tęczówki podniósł na jej twarz, na te piękne, błyszczące w ciemności oczy. Już się do niej przysunął, szarpnął w jej kierunku, ale poczuł na brzuchu jak mu się odbija ten malunek, który jej zrobił, więc zaraz odskoczył. Nie zniszczył go, na szczęście - musi wyschnąć - stwierdził jednak i tylko się pochylił, żeby musnąć wargami jej ramię, gdzieś między tymi sercami, które tam poodbijał.

Te pinté muchos corazones, cariño 🎨 ✧˚ ༘ ⋆。˚❤️
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
nagość
Ciężko było jej trzymać ręce przy sobie.
Zająć się na malunkach, kiedy leżał przed nią, zupełnie bezbronny, poddając się temu, jak kreśliła na rozgrzanym ciele tylko sobie znane ścieżki. Na moment skupiła się na farbie — na sposobie, w jaki lepka maź rozpościerała się na skórze, jak świeciła w ciemności. Jednak to i tak nie pomogło, kiedy czuła pod opuszkami, jak intensywnie jego mięśnie reagowały na dotyk. Na to jak sunęła palcami wzdłuż linii miednicy, tworząc bródkę dla swojego diabła.
Chociaż było ciemno widziała dokładnie, jak jego klatka piersiowa, na której już prężył się sprytną wąż unosi się nerwowo w górę i dół, sygnalizując przyśpieszone bicie serca. To również nie działało na jej korzyść, tak samo jak i jego dłonie, które zaczęły kreślić czerwone serduszka z farby, którą dała mu do potrzymania. To wszystko spowodowało, że po chwili i Pilar miała płytki oddech. O wiele ciężej łapała powietrze, walcząc z własną głową i desperacko próbując przejąć kontrolę na ciałem, które wręcz w y r y w a ł o się do niego.
Obserwowała uważnie, jak nakłada na palce zieloną farbę, a potem kiedy jego dłoń kreśliła na biodrze i udzie groźnego smoka, Stewart cały czas patrzyła tylko na Madoxa. Na jego intensywnie skupioną twarz, to jak marszczył czoło i wystawiał język. Nawet nie zauważyła momentu, w którym jej dłonie zaczęły pocierać jego ciało w górę i dół, pozostawiając po sobie czerwone smugi. Wyglądało to trochę, jakby spływała mu krew z piersi, co w sumie również pasowało. Ta krew, która przecież ciągle im towarzyszyła. Która może na co dzień nie świeciła w ciemności, ale tego wieczoru miała nieco bardziej imprezową wersje, właśnie w postaci farbek.
Te ves jodidamente caliente wyglądasz kurewsko gorąco, mruknęła, przyglądając się swojemu dziełu. Pierwsze z góry, póki jeszcze mogła, a zaraz potem z dołu, gdy tym razem to ona wylądowała na plecach, a on przysiadł tuż przy niej. — Este cuerpo… to ciało…, zaczęła spokojnie, kiedy malował na jej ciele żółtą farbką uśmiechniętą buźkę. — Yo besaría cada centímetro de él zacałowałabym jego każdy centymetr, nie umiała sobie odmówić, żeby znowu musnąć jego nagą skórę, tak przyjemnie gorącą, palącą wręcz.
Zgarnęła żółtą farbę z jego rąk i nałożyła sobie kropelkę na każdy jeden palec lewej dłoni, po czym przycisnęła je u nasady ramienia, a potem dokładając do tego paznokcie, przejechała po całej długości aż do przedramienia. Potem zrobiła to samo z zielonym i niebieskim, a potem jeszcze różowym, tworząc na jego ręce obłędnie wyglądającą, kolorową tęczę, w dodatku świecąca w ciemności. Farba nieco przebijała jego tatuaże, więc przy tym wszystkim wyglądały one jak podświetlone.
Kurewsko dobrze.
Wstrzymała oddech, kiedy się nad nią nachylił. Rozchyliła nawet usta, czując już w myślach jego słodki smak, a jednak w ostatniej chwili się od niej odsunął i oznajmił, że buźka musiałą wyschnąć. Przewróciła oczami z zawodem. Chociaż może to i dobrze. Przynajmniej jeszcze się jakoś trzymała w ryzach. Z drugiej jednak strony Pilar była pierdolnięta i uwielbiała, kiedy nie było łatwo, dlatego zamiast zignorować pomysł, który właśnie zrodził się w jej głowie, ona tylko spojrzała na niego intensywnie.
Skoro to jeszcze schnie… — zaczęła, sięgając po różowy, którego sama chwile temu używała. — Daj ręce — poprosiła, a kiedy je przed nią wystawił, to wylała sporą pulpę na jedną dłoń. Kilka kropel spadło jej na brzuch, a potem drugie tyle, gdy złączyła jego ręce i o siebie potarła, by miał równą ilość farby na obu.
Skoro robimy też takie, których nikt inny nie będzie widział…. — znowu mówiła do niego tajemniczo, chociaż zaraz mógł się domyślić, co miała na myśli, kiedy zostawiłą jego ręce i sama sięgnęła do koronkowego stanika. Złapała za miseczki i nie czekając nawet na jakąkolwiek jego reakcje, odsłoniła jędrne piersi, ściągnąć materiał w dół. — Tu odciśnij — poprosiła grzecznie, zdobiąc wszystko bezczelnym uśmiechem. Mogli rysować sobie węże i smoki, ale prawda była taka, że jego dłonie odciśnięte na jej piersiach, to mogło być również jebane dzieło sztuki.

Te ves jodidamente caliente ✎ᝰ.ᐟ𝑨𝒓𝒕𓂃🖌
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”