-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— A myślałam, że byłem z nią w niebie — prychnęła na jego słowa, kręcąc głową. Zaraz wszystko poleciało bardzo szybko. Smutny chłopiec, mokre odegranie się, ale finalnie znalazła się obok Williama. Tylko tyle było jej trzeba
— Plasterek z dna basenu, OHYDA — aż musiała pokazać język i cała się wzdrygnęła — była na nim czyjaś krew — pewnie z jakimś zapaleniem wątroby, czy innym HIV'em — nie chciałam mu ranić uczuć, a poza tym i tak wyglądamy na parę — mruknęła lekko niezadowolona z tego parsknięcia śmiechem — to chodźmy — rzuciła cała zadowolona z siebie, unosząc ku górze kąciki ust. Chwila wydawała się być idealna. Wręcz abstrakcyjna, bo to idiotyczne moja dziewczyno sprawiło, że serce zabiło jej szybko. Przecież była dorosła, a zachowywała się przy Patelu jak nastolatka.
Sekundę później już zaczyna ściągać Willowi gadki. Najgorsza myśl? Zobaczyłaby z wielką chęcią tego ogra. Kurwa. Nie spodziewała się po samej sobie takich myśli. Znaczy okej, wiedziała, że miała do niego słabość, która z każdą sekundą powiększała się coraz bardziej, ale cholera, w takiej chwili miałaby o tym myśleć? Nie. Cała akcja nie była romantyczna, wzniosła, ale William wygrał z jej innym adoratorem. Tylko to mogło się teraz liczyć. Zaraz kolejna seria niefortunnych zdarzeń, a wraz z każdą pojawiającą się osobą chodziła szyja Charlotty. Za dużo oskarżeń, za dużo spojrzeń, aż wyczekała odpowiedniej chwili i odchrząknęła głośno.
— Denis, czy chcesz, żebyśmy sprawdzili kamery? — spytała wprost, wbijając wzrok w Denisa-Penisa — z tego co wiem, to są tam, i tam, i jeszcze tam — cały czas byli obserwowani. Nieważne, czy były prawdziwe, czy nie. Musiała ich użyć jako prawniczka. Wystarczający straszak — od razu będzie widoczny atak na mojego chłopaka Williama, kiedy próbowałeś ściągnąć mu gacie — rozłożyła ręce, podchodząc do Williama, by chwycić go mocno za dłoń. Nie da go szkalować w tak oczywisty sposób — albo się przyznasz, albo wezwiemy policję — na pewno JAKIŚ rodzaj napaści to był. Nie znała prawa hiszpańskiego, ale dla niego... mogłaby go odrobinę przeczytać, by przekazać dzieciakowi, w jak chujowej znajdował się obecnie sytuacji.
— To jak? — spytała, pochylając się w stronę Denisa-Penisa ze złowieszczym uśmiechem — ja nie... — zaczyna dzieciak — co pani mówi?! — zaraz jego matka — czemu chciałeś ściągać mu gacie?! — zaraz madga spogląda na niego srogim spojrzeniem — no bo... — mruczy dzieciak, spuszczając wzrok — żyją na kocią łapę, mamo — tyle wystarczyło panience Kovalski. Dzieciak mógł się na nich mścić, ale tę bitwę wygrali.
— Dziękujemy, idziemy pić dalej — i szybko pociągnęła Williama w stronę baru — wisisz mi masaż — skwitowała krótko cała zadowolona z siebie. Brakowało tu tylko porządnego mic dropa, a wyszłaby cała zadowolona, nawet na wakacjach musiała wygrywać sprawy — i piwo, zdecydowanie powinnam się napić — stwierdziła, gdy znów znaleźli się przy barze. Niemalże od razu puściła oczko do swojego ulubionego, gorącego barmana. On wiedział, czego potrzebowała. Porządnie schłodzonego browarka.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
— Tak, jestem cała pokopana po nocach z Tobą — stwierdziła delikatnie, wzruszając przy tym ramionami. Coś jej strzelało, była pospinana, a skoro uratowała mu skórę... to się jej należało. Poza tym nie widziała w tym nic erotycznego. Jasno rozumiała, że nie miała, co liczyć na jakikolwiek związek. Skoro nie związek i wierność, to patrząc na ich relację, raczej nie skusiłaby się na wspólną noc z Patelem. Chociaż potrafił naprawdę być przekonujący, a sposób w który na nią momentami patrzył, sprawiał, że robiło się jej gorąco.
— Żebyś widział mnie w sądzie — parsknęła cicho pod nosem, wkładając sobie niesforny kosmyk włosów za ucho — wtedy dopiero by Ci stanął — rzuciła ze zadziornym uśmiechem na twarzy. Tylko że po chwili na samą siebie zaczęła przeklinać w głowie. Co ona najlepszego mu powiedziała? Co? Nie powinna w żaden sposób go prowokować, nawet rzucając nic nie znaczące żarty. Tylko może chciała, żeby zobaczył ją w innej odsłonie? A przede wszystkim, żeby zaczął ją doceniać.
— Za każdą wygraną sprawę — szczerze nie przypomniałaby sobie teraz o rodzinnej sprawie. Mieli za sobą mały sukces. Wygraną z sześciolatkiem. To się nazywa dopiero sukces, powinien zrobić jej zdjęcie w takcie tej przedziwnej kłótni — możemy iść się pomoczyć — zaproponowała, unosząc delikatnie oba kąciki ust. Poleżeć na dmuchanym kółku, lub materacu — nie chcę uczyć się pływać — powiedziała stanowczym tonem. Miała nadzieję, że będzie to wystarczające i zakończy dyskusję na ten temat. Charlotte Kovalski nigdy nie będzie unosiła się na wodzie, chyba że w morzu martwym. Albo jako trup.
— Poza tym to piwo takie dobre, że z dwa bym jeszcze wypiła — tak, miała zamiar przedłużać tę chwilę tyle, ile tylko będzie mogła. Nie chciała tracić gruntu pod nogami. Jako mała dziewczynka zachłysnęła się wodą i od tamtego momentu unikała głębin. Niezależnie, czy były one na jeziorze, w oceanie, czy we wannie — przepyszne — i tak spojrzała na niego z piankowym wąsem nad ustami. Zdecydowanie zbyt łapczywie wypiła piwo. Wszystko byle nie musieć pływać.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Wiedziała, że będzie żałowała. Nie tylko masażu, ale całego tego wyjazdu. Może faktycznie palma im odbiła? Nie potrafiła zobaczyć w nim wroga, a coraz bardziej w jej sercu pojawiały się prawdziwe iskry, kiedy William był obok. Mogła udawać, olewać go, przynajmniej próbować się do niego nie zbliżyć. Tylko był dla niej jak amfetamina dla ćpuna. Chciała coraz więcej i nie była w stanie się przed nim powstrzymać. Nawet w Toronto broniłaby go przed sądem, a szczególnie przed własnym ojcem. Nie znał jej możliwości, kiedy na coś uparła się całym sercem. Dobra, znał. Tylko nie w tak pozytywny sposób, w jaki reprezentowała na rozprawie sądowej.
— Namawiasz — skwitowała krótko, marszcząc przy tym brwi. Nowa umiejętność? Może gdyby nie chodziło o pływanie, to oczy niebezpiecznie mocno by jej właśnie rozbłysły. Może włączyłaby tutoriale na youtubie, przeglądała tiktoki, by dowiedzieć się czegoś nowego, a w obecnej chwili tylko pokręciła głową. Co mogła mu powiedzieć? Bała się. Nie chciała wpadać wprost do jego ramion, każdorazowe oderwanie stóp od podłoża skutkowałoby tym samym.
— Co zostawiam? — dopytała, a po chwili zmarszczyła brwi. Wystarczyła sekunda by odpłynęła przez ciepło jego ręki. Niby był to prosty, wręcz opiekuńczy gest. Hej, ściągnął jej wąsa piwnego? Prawda? No oczywiście, że tak. Same wargi się jej rozchyliły, a sama była wpatrzona w brązowe tęczówki jak w obrazek. Wystarczyłaby jeszcze jedna sekunda, a przymknęłaby oczy, czekając na pocałunek... Tylko typ sobie poszedł. Aż westchnęła głośno, dopijając to piwo na raz. Nie wiedziała, kogo bardziej chciała pierdolnąć. Samą siebie za błądzeniem myślami o Willliamie, czy jego że postanowił ją zostawić.
— Pierdolony Patel — mruknęła pod nosem, zaraz zamawiając drugie piwo. Zdążyła się obrócić, a zobaczyła jedną z bardziej gorących odsłon Williama. Jakby oglądała film w zwolnionym tempie. Nie mogła ukryć własnego rozbawienia na gest jego dłoni, ale niemalże automatycznie ruszyła przed samą siebie. Krok za krokiem, aż nie chwyciła przy okazji wielkiego kółka, kupionego specjalnie na taką okazję. Tak bardzo jak nie chciała być w wodzie, tak mocno chciała być teraz przy nim.
— Jesteś niemożliwy... — wymruczała, idąc do miejsca o najmniejszej głębokości. Tam powoli zeszła, rozsiadając się na kole — będę pływała tylko na kółku — pierwszy warunek, pierwsze warczenie, ale też wbicie w niego intensywnego wzroku — zrozumiałeś? Moje pływanie to pływanie po warszawsku — tak babka jej zawsze mówiła. Jak nie umiesz, to — dupą po piasku, albo dupą w kółku — idealnie dla niej. Ze zadziornym uśmiechem powoli do niego podpływała wraz z każdym ruchem jej rąk.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
William we wodzie wygląda niczym wonsz rzeczny, który jest niebezpieczny, tudududu. Idąc do wody, szczerze obawiała się tego, że w każdej chwili mogłaby wpaść wprost do basenu. Jeden ruch, a mimo to powoli machała rękoma, by w końcu do niego dopłynąć.
— Po warszawsku dupą po piasku — tak babka za każdym razem jej mówiła, kiedy mała Lotte namawiała ją na wspólne pływanie. Nigdy nie miała czasu na zanurzenie się we wodzie. Za to Kovalski chciała po prostu i najzwyczajniej odpocząć. Chłodek w dupkę, ciepło promieni słońca na całym ciele wydawały się być największym relaksem, który spotkał ją w trakcie całego wyjazdu na La Palmie.
— Mógłbyś się nie ruszać? — burknęła na niego, próbując szybko machać dłońmi. Tylko ile mogła, widziała, że ten Patel odpływa jej kawałek dalej — albo sam po mnie podpłyń — wymruczała, marszcząc brwi i prawie strzelając w niego laserami w oczach. Szkoda, że ich nie miała. No i pisnęła, kiedy chwycił ją za nogę. Oczami wyobraźni widziała, jak wciąga ją na głębiny, ale po chwili odetchnęła. Wspólny moment dryfowania był całkiem przyjemny. Zdążyła nawet przymknąć oczy, chociaż raz na jakiś czas otwierała je, by spojrzeć na Billy'ego. Jakby chciała mieć pewność, że nie wrzuci jej na głębiny.
— Braku gruntu — poprawiła go. Bała się tego uczucia, w trakcie, którego nie miała pod swoimi stopami ziemi. Wtedy miała wrażenie, że tylko chwila dzieliła ją od szaleństwa. Podobnie miała z Williamem — ja? — dopytała, licząc, że pyta kogoś innego. Wielu rzeczy się nie bała. Jednak czy chciała dzielić się nimi z Patelem? — nie przepadam za pająkami i wężami... — kilka razy musiała walić do drzwi Willa, żeby zabił dla niej seryjnego zabójcę kątnika. Był ogromny, przynajmniej w jej oczach, ale sama myśl, że mogłaby go połknąć, powodowała u niej czkawkę — ale chyba najbardziej boję się porzucenia — stwierdziła, odwracając głowę gdzieś w przeciwną stronę. Gustav wiele od niej wymagał. Często czuła, że jeśli nie będzie wystarczająco dobra, to zostanie sama. Pewnie nawet do Williama nie była wystarczająca, skoro nie mógł obiecać jej wierności. Tak, to dalej krążyło po jej głowie.
— A ty czego się boisz? — zagadnęła, kiedy znów zaczęli dryfować na środku basenu. Na pewno w jego lękach musiała znaleźć się imprezowa sraczka.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski
-
Ho, ho, ho.
Gdzie choinka?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Nie wierzyła w to, co do niej mówił. Pająki to ziomeczki? To po co im aż osiem odnóży i te przedziwne włoski? Wyglądały, jakby pragnęły zawładnąć światem. Na całe szczęście mieszkała w Toronto, gdzie nie były przeogromne. Nawet najmniejszy pająk wzbudzał u niej chęć przeraźliwego krzyku, który był nie do powstrzymania. Drobne monety były przecież jej, kolejna irracjonalna teoria, którą usłyszała od Williama. Tego się nie spodziewała. Jedynie westchnęła przeciągle.
— Po prostu wynieś je dalej z daleka ode mnie, nie chcę mieć z nimi nic wspólnego — stwierdziła finalnie i aż wzdrygnęła się. Może powinna wysłać Patela na misję zwiadowczą do jej pokoju, by sprawił, czy żaden pomiot szatana nie czaił się u niej w pokoju. Brzmiało to dużo sensowniej, ale zaraz zaczął się temat węży. — a wiesz, że węże potrafią pływać? — i znów się wzdrygnęła. Od razu rozejrzała się po basenie. Nie widziała żadnej żmii poza Patelem w pobliżu. Mogła odetchnąć z ulgą przynajmniej przez moment. Ten ostatni lęk wydawał się być dla niej najgorszy. Bała się samotności oraz tego, że nie byłaby wystarczająca. Zachowanie Williama momentami wzbudzało w niej strach. Zbliżał się do niej przy każdym spotkaniu, a jednak... niczego między nimi nie było i nigdy nie będzie.
— No co ty, kochane są — stwierdziła, otwierając delikatnie usta — a te myszy ślepe ze shreka? Ich też się boisz? — dopytała, marszcząc przy tym obie brwi. Nie spodziewała się po nim takiego lęku, ale wszystko wydawało się nabierać głębszego sensu. Zwłaszcza kiedy widziała kocią ferajnę na jego balkonie, wszystkie puzzle zaczęły się ze sobą łączyć w logiczną całość. Może... może powinna sprawić sobie myszkę? Tylko czemu z góry zakładała, że im się nic nie uda?
Nawet nie zdążyła zauważyć, kiedy dzikie stado emerytek wchodzi do wody. Nie zdążyła się zorientować, co się tak właściwie dzieje. Zwyczajnie zniknęła pod taflą. W pierwszej chwili chciała zaczerpnąć powietrza, a zamiast tego zachłysnęła się basenową wodą zmieszaną z perfumami niemieckich babci. Ruchy stały się nie do opanowania, machała dłońmi na prawo i lewo, próbując złapać się czegokolwiek, a myśli pędziły jej niesamowicie prędko. Wynurzała się raz na jakiś czas z wody, ale kompletnie nie czuła gruntu, wszystko było chaotyczne, a nikt nie zwrócił na nią uwagi. Widok ratownikowi zasłaniały stare prukwy tańczące w rytm timber od pitbulla.
-
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocetnieobecnośćniewątki 18+takzaimkionatyp narracjipierwszoosobowyczas narracjiteraźniejszypostaćautor
Charlotte Kovalski