-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Oszalałaś?! — wzdrygnęła się, kiedy poczuła jej palec między żebrami. Szkoda, że tylko tam. — Na pewno o wszystkim ci opowiedziałam! I to ze szczegółami — pokiwała głową, przekonana o swojej racji. Wtedy to palce Hazel Montogomery były... Nieważne! Jak mogłaby nie wspomnieć najlepszej przyjaciółce o tak ważnym momencie? Wprawdzie potem Hazel zaczęła umawiać się z futbolistą ze szkolnej drużyny, czym trochę złamała Teddy serce, ale to już inna historia.
Na słowa Finch aż zaświeciły jej się oczy. I to tak dosłownie, jakby ktoś nagle podkręcił jasność w jej głowie. W tej jednej chwili uderzyło ją z pełną mocą coś, co wcześniej gdzieś tam istniało na obrzeżach świadomości - była pierwszą dziewczyną, z którą April kiedykolwiek się całowała. Pierwszą. Numer jeden. Debiutem, proszę państwa. W tamtym czasie wydawało jej się to zupełnie zwyczajne. Ot, niewinna ciekawość, eksperymenty w ramach przyjaźni. Nic wielkiego. Tym bardziej że Finch z uporem powtarzała, że woli chłopców, więc obie zgodnie uznały, że to tylko taka praktyka. Bo przecież wiele dziewczyn ćwiczyło pocałunki na sobie nawzajem. I szczerze mówią, było to o niebo lepsze niż trenowanie na poduszce, która, umówmy się, nie oddaje albo robienie dziwnych min do własnego odbicia w lustrze. Pewnie wtedy Teddy podjęła jedną z tych wielkich, dramatycznych decyzji, które brzmią rozsądnie tylko w głowie nastolatki - nie wolno było jej zakochać się w April. Koniec, kropka. Bo przecież Finch miała znaleźć sobie męża, miała piękny, biały ślub i w ogóle klasyczny scenariusz. I chyba właśnie dlatego przez wszystkie te lata ani razu nie spojrzała na nią w ten sposób. Nie pozwoliła sobie nawet rozważyć, że April mogłaby być kimś więcej niż przyjaciółką. Bo łatwiej było udawać, że to nigdy nie wchodziło w grę, niż przyznać, że może jednak trochę wchodziło?
— Kocham cię tak, że mam ochotę z tej miłości udusić — złapała ją za oba policzki, które potarmosiła przez chwilę, a potem cmoknęła ją w czubek nosa. Urocza agresja była całkiem normalnym, powszechnie znanym zjawiskiem. Po prostu mózg Darling doświadczał przy Finch skrajnie pozytywnych emocji, stawał się przeładowany i wytwarzał agresywne impulsy, które musiały skontrolować nadmiar radości. — Nie zamieniaj mnie na żadnego męża, dobrze? Już pal sześć z jego majątkiem. Ani na żadną inną żonę — podkreśliła, tak na wszelki wypadek, gdyby potem ukochana wypominała jej, że przecież o żadnej innej żonie nie było mowy.
Wyswobodziła się spod ciężaru partnerki i wstała z łóżka, rozglądając się po pokoju. Na wierzchu nie było nic, co mogłoby ją upokorzyć. Całe szczęście, że mama pochowała większość rzeczy do kartonów, dzięki czemu Teddy miała większą kontrolę.
— Ale dlaczego od razu kompromitować? — popatrzyła na nią z udawanym oburzeniem. — To paskudne, że tak o mnie myślisz, April — pokręciła z rezygnacją głową i sięgnęła po jedno pudło z wielkim napisem TOP SECRET!!! Czy ona naprawdę sądziła, że trzy wykrzykniki wystarczą, żeby kogokolwiek powstrzymać od zajrzenia do środka?
Karton okazał się jednak nieszczelny i cała jego zawartość wysypała się na podłogę.
— Pan Błyskotek! — Teddy schyliła się po pluszowego delfina w tiarze, przy okazji kopiąc starą płytę CD z krzywym napisem PLAYLISTA DO PATRZENIA W OKNO, ŻEBY CZUĆ SIĘ JAK W TELEDYSKU.
Wśród tych rzeczy znalazły się też różne zdjęcia. Te z licealnych lat, ale również takie z dużo młodszą Teddy, która nosiła aparat na zęby, a mama plotła jej warkocze, które wiązała gumkami w kolorach tęczy. Już wtedy było wiadomo, że będzie z niej rasowa lesbijka.
jeśli krzyczę to przez to, że cieszę się, że cię znam
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Może po prostu nie opowiadałaś o niej ze zbyt wielką pasją, skoro tego nie pamiętam? — Wzruszyła ramionami, niezmartwiona tymi dziurami w pamięci. Hazel przecież nie było już w życiu Teddy, a przynajmniej April nie zdawała sobie z jej obecności sprawy. Mogłaby być nawet zazdrosna o westchnienia do starej miłości, ale to raczej nie było konieczne.
— Mnie trzeba było przelecieć, a nie jakąś tam Hazel — wytknęła jej jeszcze to istotne pominięcie. Skoro już się tak na nią rzuciła i zainicjowała pocałunki, to właściwie czemu już wtedy nie próbowała zaciągnąć jej do łóżka? Nie musiało z tego nawet wynikać nic więcej, nie stworzyłyby wtedy przecież zbyt dobrego związku, ale szkoda, że panna odważna wtedy nawet o tym nie pomyślała.
Gdyby Darling była pierwszą kobietą, z którą się przespała, to dopiero byłoby coś. Ale na szczęście te pocałunki i tak były absolutnym szaleństwem. Nie tylko pomogły jej otworzyć się i wyjść z tej nieszczęsnej szafy, ale i bardzo podbudowały jej pewność siebie. W końcu nie zabrała się za nią byle jaka pijana typiara na imprezie, tylko absolutnie najfajniejsza i najładniejsza dziewczyna w całej szkole. Nic dziwnego, że Finch uznała po tym, że może zdobyć cały świat i jest w stanie zdobyć każdą kobietę. Nie było dla niej rzeczy niemożliwych po takim starcie! To jedna z miliona rzeczy, za której mogła być przyjaciółce wdzięczna.
— Nie podejrzewałabym, że kręci cię podduszanie — zażartowała, by skontrować tę całą słodycz, którą została zalana. Teddy i tak już jej wystarczająco namieszała w głowie tym gadaniem o kosmosie, to teraz ma za swoje! Może jednak jej partnerka ma jakieś niespełnione fantazje seksualne, do których nie chce się przyznać? Albo właśnie są spełnione i nie ma ochoty wkręcać w nie April. Pewnie jeszcze spełniła je z tą zdzirą Hazel!
— Oszalałaś? Nie zamienię cię na nic ani na nikogo. Nikt mi cię nie odbierze, póki oddycham — przyznała całkowicie poważnie. Jeżeli komukolwiek przyszłoby do głowy, by zabrać strażaczkę dla siebie, musiałby ją oderwać od martwego ciała Finch. Na pewno nie oddałaby ukochanej bez walki, na takie wymiany było już za późno.
Sięgnęła po stos zdjęć i zaczęła je od razu przeglądać. Odłożyła na bok jedno zdjęcie z dzieciństwa Teddy, na którym szczerzy się do obiektywu z niczym niezmąconą radością. Wybrała również takie, na którym dziewczyna jest prawdopodobnie w liceum albo tuż po szkole i pozuje z obojgiem rodziców.
— Pamiętasz ten wieczór? To chyba było przed koncertem Avicii, nie? Potem chyba poszłyśmy na miasto i zrzygałam się do kosza na śmieci po cytrynówce? Czy łączę jakieś dwa różne wieczory? — Obróciła zdjęcie w jej stronę. Znajdowały się na nim obie, na oko miały po siedemnaście lat. Stały w ogrodzie za domem, ociekały całe wodą, jakby przed momentem co najmniej oblewały się szlaufem. Śmiały się do rozpuku, a całość była nieco rozmazana, jakby i fotograf nie był w stanie utrzymać rąk prosto.
— Pamiętam to lato bardzo dobrze. Spędzałyśmy ze sobą każdą wolną chwilę, robiąc same głupoty. Cały lipiec martwiłam się, że w końcu będziesz miała mnie dosyć, a ty codziennie wydawałaś się być tak samo mocno ucieszona, że mnie widzisz. Nie czułam się wcześniej aż tak pięknie kochana. Jesteś moim miliardem rzeczy więcej niż tylko pierwszym pocałunkiem. — Wpatrywała się w nią rozmarzona i absolutnie zafascynowania, jakby znowu miały po kilkanaście lat, a jej opadałaby z wrażenia szczęka na wszystko, co Teddy mówi i robi. Z perspektywy czasu doceniała to wszystko jeszcze mocniej, na pewno byłoby z nią teraz dużo gorzej, gdyby nie miała wtedy takiego wsparcia. Najprostsze wspomnienia z licealnych wakacji wydawały jej się teraz najcenniejsze na świecie. Na stare lata na bank będzie maksymalnie sentymentalna, wręcz nie do zniesienia.
Zatańczymy nad basenem znowu będzie lepiej. Dasz mi buzi przy zachodzie słońca będzie cieplej
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie mogłam — zaprotestowała natychmiast, słysząc jej wywód. — Nie przelatuje się przyjaciółek — dodała, jakby to była jakaś niepisana zasada, którą ubzdurała sobie we własnej głowie. Ale może faktycznie do tej pory coś w tym było? Teddy na pewno miała wiele okazji, żeby zaciągnąć April do łóżka, a jednak tego nie zrobiła. Na tamten moment uważała, że mogłoby to popsuć ich piękną przyjaźń. Kto by pomyślał, że młodsza Darling była jeszcze bardziej rozsądna od tej trzydziestoletniej?
Zmrużyła oczy, bo to już nie pierwszy raz partnerka sugerowała, że ma jakieś fantazje seksualne, o które przed nią zatajała. Tym razem zamiast zaprzeczyć, strażaczka uśmiechnęła się łobuzersko. Odłożyła Pana Błyskotka na biurko, a kiedy Finch wzięła do ręki zdjęcia, nachyliła się nad nią.
— Kręcą mnie różne rzeczy, ale nic ci nie powiem — wyszeptała jej wprost do ucha. — Sama musisz je odkryć — rzuciła jej wyzwanie, bo co to za zabawa, jeśli będzie miała podane wszystko na tacy? Może pod tym względem Teddy była pełna tajemnic i nawet taka Hazel Montgomery nie miała o nich pojęcia.
Przejęła do niej jedną fotografię i uważnie przyjrzała się ujęciu. Szybko jednak pokręciła głową, dając April do zrozumienia, że była w błędzie i faktycznie myliła dwa różne wieczory.
— To było przed koncertem Avicii, ale do kosza na śmieci rzygałaś po wiosennej dyskotece — poprawiła ją i zagryzła w zamyśle dolną wargę. — Na sto procent, bo wtedy poszarpałam się z Aidenem Andersonem. Ale o co? — ściągnęła brwi, nie potrafiąc przypomnieć sobie, czym ten dureń mógł ją sprowokować. A przecież wyprowadzenie Darling z równowagi graniczyło z cudem. Najwyraźniej kilkanaście lat temu była o wiele bardziej narwana.
Westchnęła na wspomnienie tamtych wakacji. Były wtedy nierozłączone. I chyba miały podobne obawy, bo Teddy również niesamowicie martwiła się, że któregoś dnia po prostu April się nią znudzi, bo wokół było mnóstwo fajniejszych osób, z którymi mogłaby spędzać czas. Ale chciała spędzać go z nią, a to sprawiało, że Darling czuła się taka super.
— Nie pamiętam, jak wyglądało moje życie bez ciebie — wyznała szczerze, delikatnie muskając jej usta. Taka była prawda. Teddy nie miała pojęcia, gdzie bez nie była. I kim bez niej była. Ich przyjaźń w dużej mierze ukształtowała to, jakim stała się człowiekiem.
Sięgnęła po kolejne zdjęcie, które musiał zrobić im z ukrycia Trevor, kiedy w ostatnią lipcową sobotę rodzice zabrali je na obrzeża Toronto. Na pewno, bo w sierpniu Finch wyjeżdżała z rodziną na wakacje.
Siedziały na pomoście, a zabłocony sandał zwisał Teddy na dużym palcu u lewej nogi. Drugi dryfował na tafli jeziora. Kolejna utracona rzecz w jej śmiesznym życiu. Ważna rzecz, lubiła te buty. Bez większego żalu pozwoliła się zsunąć i drugiemu sandałowi. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Obie z April miały twarze wystawione do słońca i przymknięte oczy. Do tej pory Darling pamiętała ciepłe promienie, które zapalały pod powiekami jasne refleksy światła. Drugie zdjęcie było prawie identyczne, tylko trzymały się na nim za ręce. Wtedy włosy Finch pachniały jak ostatnie dni wakacji, a już za tobą tęsknię mówił dotyk palcu na spoconym udzie, szlaczek z karbowanego koca odciśnięty na policzku, podwinięta rzęsa i niejedna rzecz zwykłego dnia. I kilka niezwykłych momentów.
— A to? — obróciła w w dłoni następne zdjęcie. — Moje osiemnaste urodziny? — przysunęła prześwietloną fotografię bliżej twarzy. — Chyba przez pół wieczora całowałyśmy się w łazience. Bo to było z tobą, prawda? — spojrzała na nią z rozbawieniem. Tak się tylko z nią droczyła, bo oczywiście, że to była April!
chcę tylko miłości, nie mam żadnych innych roszczeń
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To będę próbować do skutku, póki nie odkryję wszystkich. — Poczuła przyjemne spięcie mięśni, gdy tylko usłyszała jej szept tuż przy swoim uchu. Taką rękawicę mogła podjąć bez żadnego problemu i nie było żadnych wątpliwości, że prędzej sczeźnie niż się podda. No albo Darling będzie miała dość i urwie ten szalony eksperyment.
— Ach, no tak. Masz rację. Z tej dyskoteki to już w ogóle niewiele pamiętam. A szarpałaś się pewnie o jakąś babę, bo niby o co? — Wzruszyła ramionami. Skoro Teddy zdecydowała się tamtego dnia na przemoc, to pewnie nie było innego rozwiązania. April szczerze wierzyła w jej dobre intencje i nie miała wątpliwości, że nie posunęłaby się do czegoś takiego bez uzasadnionej przyczyny. Nigdy przecież nie była jakąś nabuzowaną wariatką. Z taką by się w życiu nie zaprzyjaźniła, nie była zbyt wielką fanką przemocy.
Uśmiechnęła się, czując, jak jej serce roztapia się pod wpływem samego spojrzenia partnerki. Potrafiła ją totalnie oszołomić nawet najprostszym wyznaniem. Jeszcze moment i będą mogły powiedzieć, że więcej życia minęło im razem niż osobno. Właściwie już by mogły, bo kto normalny uznaje, że miał jakiekolwiek życie przed jakimś piątym rokiem życia? Ale mogły podchodzić do tego bardziej skrupulatnie.
— Już wtedy wiedziałam, że życie bez ciebie nie miałoby żadnego sensu. A teraz? Nawet nie wiem, jak to określić. — Westchnęła nieco smutno, zawiedziona, że naprawdę nie ma na to żadnego pomysłu. Brakowało jej odpowiednich słów, by zarysować znaczenie ukochanej. Nie pomogłyby jej w tym żadne słowniki i żadne poematy.
Każde kolejne zdjęcie wywoływało nową falę fenomenalnych wspomnień. Nie miała żadnych wątpliwości, że przez ten cały czas nie mogło być ciągle różowo. Na pewno zdarzyło im się delikatnie posprzeczać, na pewno były dni, w którym uznawały, że ta druga wcale nie jest najważniejszą częścią życia. Ale takich chwil w ogóle sobie nie przypominała. Wszystko, co działo się w tamtym czasie z perspektywy czasu sprawiało wrażenie idealnego, a problemy, które wtedy pewnie były największe na świecie, teraz nie były nawet warte wspomnienia.
— Oczywiście, że ze mną! — Po raz kolejny ją pacnęła, tym razem w udo. Jak na kogoś, kto nie lubi przemocy, była dzisiaj wyjątkowo agresywna. Ale nie pozwoli sobie tak umniejszać, na pewno nie w takim momencie.
— Pamiętam, że miałam ambitny plan poderwania Judy. Byłam pewna, że wykorzystasz własną imprezę do stworzenia sobie jakiegoś haremu i że będę musiała znaleźć sobie własne towarzystwo. Oczywiście przed 21 miałam już w głowie wizję całego naszego potencjalnego związku. Nie zdążyłam nawet z nią porządnie potańczyć. — Wpatrywała się w zdjęcie, próbując przywołać z tej imprezy coś więcej niż krótką rozmowę z Judy Clare i usta Teddy. Nic z tego. Judy miała być jej pierwszą dziewczyną, ale to zdecydowanie nie wyszło. Może przez to, że Clarke nie miała bladego pojęcia o tej roli. Nie zdążyła się dowiedzieć, bo zanim porządnie rozkręciła im się rozmowa, Finch całkowicie przepadała w towarzystwie pełnoletniej przyjaciółki. Nic dziwnego, że w szkole średniej nie nazbierała żadnych doświadczeń poza tymi z Darling.
Obróciła głowę w jej stronę i zastygła na moment w bezruchu, wpatrując się w jej oczy. Tak na dobrą sprawę niewiele się zmieniły. Mają na pewno inne priorytety, pojawiły się pierwsze siwe włosy i drobne zmarszczki, ale fundamenty ich bliskości wciąż były takie same, nadal były tak samo mocne. W życiu nie uwierzyłaby, gdyby ktoś jej powiedział, że dało się trafić lepiej.
— Teddy, bądź ze mną do końca świata. Wyjdź za mnie, kochaj mnie, pozwól się rozpieszczać, mów do mnie, tęsknij za mną, wzdychaj do mnie, pragnij mnie i całuj się ze mną w każdej łazience świata, okej? — Wystrzeliła wszystkie pytania w standardowym dla siebie tempie karabinu maszynowego na jednym wdechu. Słowa prawie się ze sobą zlewały, bo nie mogła się zdecydować, które były najważniejsze.
Przemoknięte serca miast I tylko ty i ja szczęśliwi tym dniem
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Bo nie mam już nastu lat i powiedziałaś, że skoro jestem strażaczką, to powinnam przestać myśleć i działać instynktownie — oznajmiła, cytując jej słowa, kiedy wylądowały w lofcie po tym, jak upiły się tym podejrzanym trunkiem na Jarmarku.
A potem wszystko potoczyło się zadziwiająco szybko, mimo że Darling zauważała to powoli. W reakcjach, których nie kontrolowała, ta jak powinna i w tym, że obecność April przestawała być dla niej neutralna. W tym, że zaczęła myśleć o niej w sposób, którego nie dało się już zamknąć w bezpiecznej kategorii najlepsza przyjaciółka. I im bardziej próbowała to ignorować, tym bardziej było oczywiste, że to nie znika. Później nie można było tego po prostu zrzuć na impuls, słabszy moment czy alkohol.
— Ty też nigdy wcześniej nie próbowałaś zaciągnąć mnie do łóżka — zauważyła zgodnie z prawdą. — Dlaczego? — uniosła wysoko brwi, spoglądając jej prosto w oczy. No właśnie, dlaczego? Nie była wystarczająco w jej typie? A może nie znalazła miejsca dla Darling, skoro jej głowę ciągle zaprzątały inne dziewczyny?
Uśmiechnęła się pod nosem. Bardzo chciała zobaczyć, jak ukochana dwoi się i troi, żeby odkryć jej fantazje seksualne. Trochę rozczarowanie, jeśli jednak niczego takiego nie znajdzie. Ale dzięki próbowaniu do skutku, powinno się udać. Innym się udało!
— O babę? — prychnęła pod nosem, nieco urażona tą sugestią. Teddy w życiu nie szarpałaby się z kimś o jakąś babę! — Wydaje mi się, że Aiden Anderson mógł powiedzieć coś paskudnego o moich rodzicach, dlatego tak mnie poniosło — tym razem to ona wzruszyła ramionami. Możliwe, że chłopak pił do warsztatu ojca, bo przez lata krążyły różne plotki o tym, jak doszło do podpalenia. I niektóre prowadziły do samego Trevora, który rzekomo miałby sam podłożyć ogień, żeby uzyskać odszkodowanie, co naturalnie było jedną, wielką bzdurą. Poza tym Darling była pacyfistką i brzydziła się przemocą, więc Anderson naprawdę musiał zadziałać jej na uzębienie.
— Ale ty wiedziałaś o tym, że Judy miała chłopaka? — posłała April pełne rozbawienie spojrzenie. — Umawiała się wtedy z Kitem... Jak mu tam było? Mówili na niego Peryskop, bo miał taką strasznie długą szyję — sięgnęła po kolejne zdjęcie ze wspomnianej imprezie. — O ten! — postukała palcem w sylwetkę szczupłego bruneta. — Powinnaś być mi wdzięczna za to, że jednak zaciągnęłam cię do tej łazienki, bo pewnie dostałabyś kosza i byłoby ci smutno — pokiwała z nieukrywaną dumą. Ach, czy nie była doskonałą przyjaciółką?
Słysząc kanonadę słów, wciągnęła głośno powietrze. Przez chwilę wpatrywała się w partnerkę w kompletnej ciszy, aż w końcu odrzuciła plik zdjęć na bok, ujęła jej twarz w swoje dłonie i pocałowała ją namiętnie. W takich momentach kochała ją jeszcze bardziej, o ile w ogóle to było możliwe.
— Okej — wyszeptała między jednym a kolejnym muśnięciem ust. — Będę cię kochać, tęsknić za tobą, pozwolę się rozpieszczać, będę całować cię wszędzie, nie tylko w łazienkach i wyjdę za ciebie... Poczekaj, czy ty znowu mi się oświadczasz? — odsunęła się nieznacznie, aby móc spojrzeć jej w oczy, uśmiechając się przy tym pięknie. — Chcesz skorzystać z okazji i poprosić Trevora o moją rękę? — dodała takim tonem, że trudno było stwierdzić czy żartuje, czy mówi jednak całkiem serio.
jesteś powodem dla którego rośnie BPM
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Cieszę się, że przyznajesz, że to wszystko moja zasługa — pochwaliła ją od razu entuzjastycznie. Trzeba było sobie Darling wytresować. Wiedziała, że jeśli chce się czegoś nauczyć zwierzęcia, to trzeba szybko reagować na dobre zachowanie i go za nie nagradzać, bo inaczej mu się nie zbuduje skojarzenie. Może na kobiety też to działało? A raczej na tę konkretną kobietę, która była na tyle pokręcona, że tradycyjne metody nie miały przy niej szans.
— Żaden z moich związków nie trwał dłużej niż pół roku. Nie chciałam cię wrzucić do tej kretyńskiej pętli. — Wzruszyła ramionami, odwracając wzrok gdzieś na bok. Nie miała w tym momencie ochoty znowu rozbierać na czynniki pierwsze tego, jaka była puszczalska i za jak puszczalską uważała ją Teddy. Dobrze, że strach przed utratą już jej przeszedł. Do pół roku niby coraz bliżej, ale w ogóle nie widziała tego jako końca ich relacji. Ale przecież z początku strach zżerał ją od środka i kompletnie sobie z tym nie radziła, przez co narobiła z początkiem roku masę okropieństw.
— Wtedy nie wiedziałam. Byłam święcie przekonana, że na mnie leci. Ale chyba mi się wydawało. Urodziła ostatnio drugie dziecko, widziałaś? Śliczne po mamusi. — Stuknęła
Znów roztapiała się pod jej dotykiem, zatracała się w namiętnym pocałunku i totalnie tonęła w jej oczach. Chciała słuchać tych zapewnień po wsze czasy, nikt przecież nie potrafił rozgrzać jej serca tak mocno jak Teddy.
— Oczywiście, że ci się znowu oświadczam i... — Chciała chyba dodać coś jeszcze, ale z opóźnieniem dotarło do niej to, co powiedziała jej ukochana. Otworzyła szeroko buzię, absolutnie zszokowana i przerażona. Miała rację! Jak Finch mogła o tym w ogóle wcześniej nie pomyśleć? Była kompletnie nieprzygotowana! Oczywiście nie musiała tego robić dzisiaj, ale bylo jej głupio, że nie przemknęło jej to przez myśl.
— Kurwa, oczywiście, że muszę porozmawiać z twoimi rodzicami. O rany, jak ja to zrobię? Co ja im powiem? Lubią mnie, jasne, ale to już są poważne deklaracje. A jak będą mieli coś przeciwko? To przecież też nie jest tak, że ja mam zamiar przejąć się ich odmową, ale też trochę się przejmę tą odmową, bo tak ich lubię. A jak mnie o coś zapytają? Boże, Teddy, ja nic nie wiem. Co robimy z nazwiskami? Dzieci nie ochrzcimy, nie ma opcji. O matko, oni na pewno będą chcieli rozmawiać z moimi rodzicami, przecież to jest najgorszy pomysł świata. Wujek Benjamin na pewno się, jak zwykle, nawali na weselu i zacznie znowu podrywać twoją mamę, przecież ja wtedy oszaleję. Musimy zaprosić ich na święta, nie możemy przecież ciągle przychodzić do nich. Co ja kupię Trevorowi? — Podniosła się z łóżka i w trakcie tego całego monologu zaczęła krążyć po pokoju, odklejając się kompletnie od rzeczywistości. Skakała od tematu do tematu, kompletnie zestresowana każdym z nich. Na żadną z tych rzeczy nie była przygotowana i była w stanie wymyślić sto wersji scenariuszy, z czego w każdym poniosłaby spektakularną porażkę.
to mi nie minie tak szybko, tak łatwo, bo jesteś mą ofiarą, nadzieją, zagadką
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— I uważasz, że naprawdę dałabym się wciągnąć w tę kretyńską pętlę? — spojrzała na nią podejrzliwie, unosząc lekko brwi. Miała wrażenie, że April zdecydowanie przecenia sytuację. Albo, co gorsza, nie docenia jej samej. Darling nie była kimś, kto bezwolnie daje się ponieść cudzym decyzjom, nawet jeśli emocje próbowałyby ją do tego pchnąć.
Przez krótką chwilę milczała, jakby rozważała w myślach wszystkie możliwe scenariusze. Prawda była jednak brutalnie prosta, bo gdyby rzeczywiście przespałyby się ze sobą dużo wcześniej, poraniłyby się tylko i skończyły ze złamanymi sercami. A może nawet nie byłyby już zdolne do tego, żeby spojrzeć na siebie tak jak kiedyś? To byłoby najgorsze!
— Mhm, czasami wyświetla mi się na Instagramie — pokiwała głową, nie mając w zasadzie pojęcia, dlaczego obserwowały się wzajemnie w social mediach. — Ale dopiero drugie dziecko? Myślałam, że ma ich co najmniej czwórkę. I chyba dalej jest z Peryskopem! Kto by przypuszczał, że będą z nich tacy high school sweethearts — pokręciła głową, trochę niedowierzając, że takie związki potrafią przetrwać, a trochę z wyraźnym uznaniem, że tyle ze sobą wstrzymali.
Pocałunki mogłyby trwać w najlepsze, gdyby April nagle nie poderwała się z łóżka i nie zaczęła wydeptywać dziury podłodze. Chodziła w tę i z powrotem, zupełnie jak Teddy, która nie umiała usiedzieć w miejscu, kiedy coś ją stresowało.
— Ale o czym ty mówisz? — podniosła na nią zdezorientowane spojrzenie. — Moi rodzice nie będą mieli nic przeciwko. Wiesz, co najwyżej powie mój ojciec? Żebyś nie klękała przed dziewczyną, która nie klęka przed tobą, ale klękam przed tobą w różnych miejscach, więc zupełnie nie musisz się tym przejmować — rzuciła na rozładowanie sytuacji. Finch miała jednak wiele innych dylematów. — Nie będą pytać cię o nic, na co nie znałabyś odpowiedzi. Nie wiem, co robimy z nazwiskami, jeszcze się nad tym nie zastanawiałam. Chciałabyś wziąć moje? April Darling brzmi przeuroczo — uśmiechnęła się promiennie, smakując tej kombinacji językiem. O żadnym chrzcie nie było nawet mowy, jej rodzina nie była wierząca. A czy Finchowie nie będą mieć nic przeciwko?
No właśnie, Finchowie. Skoro jej partnerka tak obawiała się Darlingów, to co dopiero Teddy miała powiedzieć? Na samą myśl serce podeszło jej do gardła i zrobiło jej się nieprzyjemnie gorąco. Musiała jednak zachować względny spokój, kiedy Finch tak jej tutaj wariowała.
— April — zaczęła spokojnie, ale ta nawet nie zwolniła kroku. — April — powtórzyła. Zero reakcji. Podniosła się z łóżka i doskoczyła do niej błyskawicznie. Najpierw złapała ją za przed ramię, zmuszając do zatrzymania się w miejscu, a potem odwróciła przodem do siebie i ujęła jej twarz w swoje dłonie. — April, kochanie — powiedziała najspokojniej, jak tylko zdołała. — Wszystko będzie dobrze, obiecuję. Przestań się nakręcać, jeszcze nie bierzemy ślubu. Zostaw sobie jakieś zmartwienia na później, dobrze? Nie sądzisz, że zanim moi rodzice spotkają się z twoimi, to najpierw ja powinnam się z nimi zobaczyć? Nie przeskoczymy tego. To znaczy, mogłybyśmy, ale nie chcę tak — dodała pewnie, wzdrygając się mimowolnie na samą myśl. W rzeczywistości wcale nie chciała patrzeć Finchom w oczy dopiero na weselu. To dopiero byłoby niezręczne!
trzymamy się za ręce, bo to jedyne na tym świecie, co jest pewne.