46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#11 — woof woof
Kto:
Georgina & Percival
Gdzie:
York Mills #103
Opis:
„Zajechał do York Mills po trzeciej w nocy, przypuszczając, że Georgina będzie już dawno spała, ale światło na dole było zapalone. Albo nie mogła zasnąć, albo na niego czekała, choć wcale nie dał jej znać, o której mniej więcej wróci. Zgarnął w dłonie kurtkę i podróżną torbę, kierując psa do przejścia z garażu.
No, tutaj — mruknął, otwierając drzwi do domu.
Wleciała do środka z podekscytowaniem, obwąchując przy okazji każdy kąt po drodze. Przez korytarz, aż do salonu i kanapy, na której siedziała Gigi. Nowy człowiek musiał przejść chrzest ataku miłości. Zaraz za nią wszedł Percy, patrząc na ten widok z miną skrzywdzonego szczeniaka. Rzucił torbę na ziemię. Spojrzał na Georginę. Nic nie powiedział, ale jego oczy mówiły wszystko”.
Status:
przerwane
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

#12 — The Glitter Bomb & The Golden Boy
Kto:
Wendy & Percival
Gdzie:
National at The Well
Opis:
„Patrzył na nią coraz bardziej zniesmaczony, ale gdy wspomniała o traktorku stojącym na zakazie, jakby kompletnie się załamał. Przesunął dłonią po twarzy z głośnym westchnięciem i rzucił okiem na zegarek oplatający jego nadgarstek. Wstał od biurka, podchodząc w jej stronę. Strzepnął z czarnego blatu różowy brokat.
Trzeba było myśleć zanim stanęłaś na zakazie. — Popukał ją w czoło. Delikatnie, ale zawsze. — I nie mogłaś wyciągnąć Zelli? Założę się, że ma o wiele mniej do roboty… — mruknął, składając stertę dokumentów do teczki. — Za trzy godziny muszę być w sądzie. Jedziemy do tej twojej kręgielni, jemy i wychodzimy. — Narzucił własne zasady, choć w głębi doskonale wiedział, że pojadą tam i oczywiście da się namówić na granie na maszynach. — Idź przestaw ten traktor, pojedziemy moim samochodem — dodał, łapiąc za słuchawkę od stacjonarnego telefonu. Kliknął przycisk, który łączył go z sekretarką. — Nie będzie mnie przez trochę, wszystkie palące sprawy przekazuj O’Donnellowi — rzucił, patrząc na siostrę z ponagleniem w oczach. — No, idź, zaraz zejdę. — Wcale nie chciał, ale mus to mus, nim ten promyczek rozniesie mu kancelarię. — Nie do ciebie… Tak, wszystko do O’Donnella”.
Status:
trwa
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

(pechowa) #13 — only devil's on my side
Kto:
Helena & Percival
Gdzie:
Financial District #4
Opis:
„W tle leciał przyciszony film z telewizora. Zapalona lampa w rogu nadawała ciemnemu pomieszczeniu senny klimat. Nalewał sobie właśnie whisky i aż nim wzdrygnęło na głośny dźwięk dzwonka. Śpiąca przy kanapie suczka poderwała łeb do góry. Zawahał się raz – niby kto miałby się do niego dobijać o tak późnej godzinie? Podszedł do drzwi, w szarych dresach i czarnej koszulce na krótki rękaw; z lekko mokrymi włosami po prysznicu, niedbale zaczesanymi. Zawahał drugi – nikogo nie widział przez wizjer. Trzecie zawahanie, chwila ciszy; złapał za klamkę i…
Nosz kurrw… — syknął, kiedy ujrzał Helenę. — Czego rano nie zrozumiałaś? Skąd wiesz, gdzie mieszkam? — Patrzył na nią z wyraźnym wkurwieniem. Z m ę c z e n i e m.
Dopiero co się tam wprowadził, nikt o tym nie wiedział, poza dwoma czy trzema osobami z pracy, które wiedzieć musiały. Ale miał przed sobą przecież panią informatyk. Żeby tego było mało, niezłą hakerkę.
„…przychodzę ci pomóc”.
Parsknął kpiąco, opierając się dłonią o framugę.
Pomóc? W czym ty mi chcesz pomóc, Peregrine, co?
Nie wierzył w to, co słyszał, a jednak coś mu podpowiadało, żeby dać temu wkurzającemu stworzeniu kilka minut. Skoro po porannej szopce fatygowała się w jego prywatę, musiało to być coś ważnego, prawda?
Zagryzł na moment wargę, jakby bił się z myślami. W końcu sarknął:
Masz minutę.
Odwrócił się, zostawiając otwarte drzwi, a ruszając w kierunku kuchni rzucił przez ramię:
Właź i nie rób hałasu”.
Status:
trwa
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „kalendarze”