30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Całe szczęście, że nie mieszka tu ani jedna zakupoholiczka. — Pokiwała głową ze zrozumieniem. Nie będzie się przecież przyznawać do wszystkich swoich nałogów, bez przesady. Zrobiłaby z siebie wtedy jakiegoś bardzo smutnego człowieka, a przecież ona była głównie radosna. Wystarczy, że nie kryła się z uzależnieniem od pracy i od obecności Teddy. Te dwie kwestie wystarczająco mocno siadały jej na łeb! Najgorzej, że tak trudno było je pogodzić. Może jednak powinna namówić ukochaną, żeby rzuciła w diabły tę całą straż i zatrudniła się w jej agencji? Przynajmniej miałaby ją na wyciągnięcie ręki dużo, dużo częściej.
— To może się poważnie nad tym zastanów, skoro teraz uprawiasz więcej pieprzenia niż w łóżku. — Uśmiechnęła się wyzywająco, gotowa tu i teraz przyjąć każdą dawkę pieprzenia, jaką Teddy miała jej do zaoferowania. Nie, chwila. Przecież najpierw miało być słodko i romantycznie. Znowu kompletnie o tym zapomniała. Strasznie ją rozpraszała. A co dopiero będzie później, jak wreszcie pozbawi ją tych całkowicie niepotrzebnych ubrań? Przymknęła oczy i przyłożyła dłonie do policzków, biorąc głęboki wdech. Zastanawiając się nad takimi rzeczami na pewno nie utrzyma się na powierzchni. Zdecydowanie powinna myśleć teraz o czymś, co nie jest jękami Teddy tuż przy swoim uchu.
April chciała wierzyć, że ich miesiąc miodowy będzie trwał co najmniej w nieskończoność. Trudno było jej sobie wyobrazić moment, w którym przestanie patrzeć na ukochaną jak na cudowne zjawisko albo taki, w którym nie będzie na nią bez przerwy nakręcona. Ale może faktycznie kiedyś się uspokoi? Niewiele przecież wiedziała o długich, dobrych i prawdziwie stałych związkach. Sama nigdy w takim nie była, nie miała okazji się na takie porządnie napatrzeć, bo niby gdzie? Na pewno nie w domu.
— Czyli będziesz się też ze mną ciągle rozwodzić? — dopytała, idąc za nią z powrotem w stronę bazy. Skoro miały się tak na okrągło pobierać, to jakoś to trzeba było rozwiązać – innego pomysłu nie miała. Może jednak to hajtanie się nie było takim doskonałym pomysłem? Nie chciałaby, żeby fakt, że nie może się już jej oświadczać jakkolwiek przygasił ich uczucia albo sprawił, że Teddy zacznie myśleć o niej jakoś gorzej. Zdecydowanie nie powinna się tym teraz martwić.
Oczywiście od razu zaczęła się tym przejmować. Przeżuwała porcję, zastanawiając się, jak bardzo burzliwe będą ich kłótnie i rozpady kolejnych etapów relacji. No i co to w ogóle pomysł z braniem szybkiego ślubu w urzędzie? Zdecydowanie tak nie chciała. Potrzebowała tej całej romantycznej otoczki, inaczej to przecież tylko durny papier. A może po prostu Teddy bardzo chciała tego uniknąć i nie zgodzi się na nic poza kameralną akcją wyłącznie przy świadkach?
Zamrugała wybitna z tych myśli głosem strażaczki. Potrzebowała chwili, by dotarło do niej, co właściwie powiedziała. Nie powinna odpływać w dniu kochania Teddy, to było bardzo niesprawiedliwe wobec jej ukochanej.
— Daj spokój, nawet bym ci tego nie zaproponowała. Po co ci takie nazwisko, skoro masz takie świetne swoje? — Wzruszyła ramionami, wsuwając znów widelec do ust. Może i jej nazwisko brzmiało dobrze, ale marnie się jej kojarzyło, a to już spora przeszkoda. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się, jak właściwie na ten pomysł zareagowaliby jej rodzice.
— Myślę, że ojciec by się raczej wkurwił, co sprawia, że jednak mam trochę ochotę namówić cię na przejęcie nazwiska. Ale nie no, to byłoby strasznie durne. Równie dobrze możemy zostać przy swoich, wiesz? Nie muszę cię oznakowywać jako mojej własności — zapewniła, uśmiechając się z czułością. Coś jej jednak w tym zdaniu wyraźnie nie pasowalo, nie powinno przecież tak wybrzmieć. Pokręciła głową niezadowolona.
— A przynajmniej nie w ten konkretny sposób — poprawiła się szybko. Tak, to brzmiało dużo lepiej. Wiadomo, że Teddy przydałby się jakiś wielki napis nad głową, że jest już zajęta, to może chociaż połowa kobiet na świecie przestałaby się w nią wgapiać jak w kawał mięsa. Gorzej, że tej drugiej połowie pewnie by to nie przeszkadzało, a może nawet zachęcało.

Bonnie i Clyde, ale jedyne co będziemy kraść, to sobie serca nawzajem
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dopóki zakupoholizm April nie wchodził na poziom sprzedajmy coś, żeby kupić więcej rzeczy, których nie potrzebujemy, Teddy uznawała, że wszystko jest absolutnie w normie. A przynajmniej w tej bardzo specyficznej normie, która obowiązywała w ich wspólnym wszechświecie. Finch miała bowiem niezwykły dar, bo potrafiła kupić coś, z przekonaniem, że to jest właśnie TA rzecz, która odmieni jej życie. A Darling nie miała wyjścia, musiała po prostu zaakceptować jej niegroźne uzależnienia. Uzależnienie od samej strażaczki też było w porządku, o ile nie próbowano uziemić jej za biurkiem. Zresztą, czy April powariowała? Miałyby pracować w jednym miejscu? Przecież to totalnie niezdrowe!
Oczy na mnie, Finch — powiedziała stanowczo, unosząc dłoń i wskazując na nią dwoma palcami, by po chwili przenieść je na własną twarz. — Nie tam — dodała, widząc, że wzrok partnerki co jakiś czas ucieka do jej prześwitującej koszuli. — Tutaj. Na mnie — uśmiechnęła się zawadiacko. Skoro April nie chciała być rozpraszana, to nie będzie. — Przestań pieprzyć o pieprzeniu, bo tylko się nakręcasz — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Czy nie miały poudawać, że potrafią być grzeszne grzeczne?
Nie znała żadnego sprawdzonego przepisu na długi i szczęśliwy związek. Nikt jej go nigdy nie wręczył w formie instrukcji obsługi, którą wystarczy przeczytać i stosować. A jednak takie relacje istnieją. Widziała je na własne oczy. Jej rodzice byli tego najlepszym dowodem. Trzydzieści lat razem. Trzy dekady wspólnych poranków, cichych wieczorów, sprzeczek o rzeczy błahe i rozmów o tych najważniejszych. A mimo to wciąż potrafili patrzeć na siebie tak, jakby czas nie miał nad nimi żadnej władzy. Jakby każde spojrzenie było pierwszym i jednocześnie tysiąc razy powtórzonym wyznaniem.
Rozwodzić to ja mogę się nad tym, jaka jesteś durna — nie mogła powstrzymać się od przewróceniem oczami. Jeszcze trochę i zobaczyłaby własny mózg. — Nikt nie powiedział, że nie można oświadczać się komuś już po ślubie. Można nawet codziennie, jeśli ma się na to ochotę — pokiwała głową, przeżuwając kolejny kęs jedzenia.
Ich wizje uroczystości ślubnej były w gruncie rzeczy bardzo podobne. Teddy również pragnęła pięknej uroczystości, na którą mogłaby zaprosić rodzinę i przyjaciół. Nie wyobrażała sobie, żeby na ich ślubie zabrakło rodziców czy chłopaków z jednostki. Wprawdzie rodzina Darling nie była duża, ale strażaczka miała mnóstwo ulubionych ludzi, z którymi chciałaby dzielić ten dzień. Szkoda, że nie mogła wejść do głowy ukochanej i wyperswadować jej tych wszystkich czarnych scenariuszy.
Wkurwienie twojego ojca byłoby tego warte — parsknęła w swój talerz. Chciałaby zobaczyć, jak Paul piekli się niemiłosiernie, bo jego nazwisko nosi ta sama kobieta, która sprowadziła jego córkę na złą drogę. — Ale może wściekłby się tak samo mocno, gdybyś wzięła moje? Na pewno stwierdziłby, że próbujesz w ten sposób odciąć się od rodziny. Tak tylko mówię, do niczego nie namawiam — uniosła rękę z widelcem w obronnym geście. — Za to moi rodzice nie mieliby nic przeciwko — powiedziała, bo pewnie Tessa i Trevor nie posiedliby się z radości. — Nazwisko nie ma znaczenia — zapewniła jeszcze, tak na wszelki wypadek. Co prawda później byłby to pewien problem dla dzieciaków, ale zawsze można im wcisnąć oba.
Przechyliła głowę wpatrując się w April z lekkim rozbawieniem i podwinęła rękaw koszuli, eksponując tatuaż.
To nie jest konkretne oznaczenie? — zapytała, a potem odgarnęła włosy z szyi, na których widniały ślady po malinkach. — Albo to? — uniosła brwi, bo jak to nie wystarczyło, to Teddy nie miała pojęcia, jak dobitnie udowadniać całemu światu, że jej serce już do kogoś należało i to tak na poważnie.

szkoda czasu, noc niemłoda, musisz wiedzieć, że ja ciebie też
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła nos, niezadowolona z takiego rozpraszania jej uwagi. Zamiast butów powinny kupić jej jakieś porządne golfy. Chociaż czy to w ogóle by w czymś pomogło? Pewnie wybrałyby takie obcisłe i w gruncie rzeczy byłoby jeszcze gorzej. Na dobrą sprawę mogła założyć na siebie nawet worek na zwłoki, a April i tak nie byłaby w stanie nie odpływać na jej widok. W końcu jak się zakochiwała, to absolutnie bez pamięci.
— Przestań pieprzyć o pieprzeniu, bo tylko się nakręcasz — przedrzeźniła ją, chcąc dać w ten sposób upust własnej frustracji. Wiedziała przecież, że jej partnerka ma rację – jak zwykle. Ale i tak chciała się z nią trochę podroczyć. Jakby April się ze wszystkim zgadzała i ulegała każdemu jej gestowi, to na pewno szybko by się jej znudziła, a na to nie mogła pozwolić.
Tworzenie własnych reguł perfekcyjnego związku było bardzo kuszące. Perfekcyjny nie oznaczał oczywiście takiego bez wad. Na pewno przez lata wyłapią w sobie jakieś nowe drobiazgi, które będą im w sobie nie pasować. Już teraz byłyby w stanie ich kilka wymienić. Na pewno też czasem będą się sprzeczać, a raczej to Finch będzie się drzeć, a Darling uciekać, doprowadzając tym samym tę pierwszą do jeszcze większej furii. Ale to wszystko nie miało żadnego znaczenia, bo przecież ich miłość jest silniejsza od tych wszystkich bzdur razem wziętych. Muszą tylko obie jej bardzo chcieć, a to na razie wychodziło im fenomenalnie.
— Ach, czyli mam ci się oświadczać aż do końca świata? Strasznie szybko cię rozpieściłam. — Zaśmiała się, nieco zaskoczona tym, jaka Teddy potrafiła być spragniona uczuć i uwagi. A niby to Finch była tą wiecznie niedopieszczoną. Musi przestać dać sobie to wmawiać, przecież jej ukochana wcale nie była lepsza. Z drugiej strony, właśnie z tego powodu zorganizowała im dzisiaj taki miły wieczór. Miała nadzieję, że zaspokoi to – choć na moment – potrzebę Teddy wyksieżniczkowania się .
— Najwyżej rzucimy monetą — podsumowała żartobliwym tonem, chcąc uciąć temat nazwisk i rozważań, jak zareagowaliby na to wszystko jej rodzice. Nadal nie miała ochoty się z nimi widzieć i układać im nowej roli w swoim życiu. Na pewno nie chciała tego robić w tym momencie i marnować czasu tego miłego wieczoru na jej kretyńskie problemy.
— Najwyraźniej nie, skoro musiałaś w obu przypadkach się postarać, żeby w ogóle je pokazać — prychnęła, udając wielce obrażoną. Teddy sama sobie grabiła w tym momencie! Może i miała na sobie jakieś znaki, ale przecież nie były widoczne z daleka. Ba, nawet z bliska był ewidentny problem. Jeżeli ktoś nie wie, o ich istnieniu, to może oblecieć strażaczkę wzrokiem i nie mieć bladego pojęcia, że została wcześniej zarezerwowana.
Podniosła się z miejsca, zgarnęła puste talerze i od razu odstawiła je do kuchni, żeby im nie zawadzały. Odpaliła skręta po raz enty, bo coś bardzo kiepsko szło im dzisiaj dokończenie go. Na szczęście zostało im całkiem niedużo, a one były we dwie i były bardzo dzielne! Zaciągnęła się porządnie, znów klękając na przeciwko Teddy. Złapała za jej koszulkę, przyciągnęła ją bliżej do siebie i pocałowała ją głęboko, dzieląc się tym samym narkotycznym dymem. Słodkawy smak nijak miał się jednak do tego, co oferowała jej partnerka. To dzięki jej ustom była ciągle taka uśmiechnięta, to od nich szumiało jej w głowie. Odłożyła do popielniczki sam różowy filtr i pociągnęła dziewczynę za sobą w głąb bazy. Najedzone i zjarane mogły się wreszcie położyć na miękkich poduszkach i kołdrach, które tu naznosiła. Przytuliła twarz do materiału, zadziwiona jego jedwabistością. Ta poduszka zdecydowanie nie była taka wygodna jeszcze wczoraj wieczorem. Spojrzała w oczy kobiety swojego życia, które wczoraj zdecydowanie były równie głębokie.
— Kurwa, Teddy... chciałabym ci dać cały świat, a mam tylko tę głupią bazę — mruknęła, przesuwając leniwie palcami po jej ciepłym policzku. Była wyraźnie sobą zawiedziona, ale i tak uśmiechała się rozanielona obecnością strażaczki.
— Ale my miałyśmy kiedyś dziwaczny gust — dodała, słysząc, że Twoface zaczęło właśnie śpiewać Fire in Your Eyes, które w liceum z jakiegoś powodu wydawało im się fenomenalną piosenką do darcia mordy w samochodzie, którego przecież żadna z nich wtedy nie miała. Jakby zrobiły teraz playlistę z utworów, które wtedy wydawały im się perfekcyjne do jazdy, pewnie skończyłyby w jakimś rowie.

To wszystko znika przy tobie, Gdy jestem przy tobie, znika
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze miała rację. No dobrze, może nie zawsze, ale prawie zawsze! W każdym razie w większości przypadków, które się liczą, czyli takich, które pamiętała. Nie miała racji tylko wtedy, kiedy jej nie miała. Albo wtedy, kiedy nie była pewna czy ją miała, co oczywiście nigdy się nie zdarzało. Ale kto by tam zwracał na to uwagę, skoro reszta świata - czyli April - i tak się zgadzała z jej zdaniem, nawet jeśli przypadkiem mówiła coś kompletnie absurdalnego?
Słysząc te przedrzeźnienia, zmrużyła oczy i cmoknęła głośno.
Ja się nakręcam, kiedy tak gapisz mi się na cycki — sprostowała z łobuzerskim uśmiechem. Teddy to jednak potrafiła być małym złośliwcem. Najpierw kazała patrzeć sobie w oczy, a potem umyślnie prowokowała, żeby wzrok Finch błądził wszędzie, byle nie w obrębie jej twarzy.
Różniły się pod wieloma względami, ale nie było tak od dziś, ani nawet od wczoraj. I czy kiedykolwiek to przesądziło o ich relacji? Nie. W związku na pewno będzie nieco trudniej, ale ich komunikacja była na tak zaawansowanym poziomie, że - kto wie - może zdołają przebrnąć przez niektóre sprzeczki bez trzaskania drzwiami? Innym razem April będzie zatrzaskiwać je za uciekającą Teddy, ale zostawmy to na wcale nie aż tak odległą przyszłość!
Rozpieściłaś? — powtórzyła po ukochanej z nieukrywanym rozbawieniem. — Jeśli to uważasz rozpieszczaniem, to wolisz nie wiedzieć, co będzie później — zagroziła, ale nie na poważnie. W rzeczywistości Darling nie potrzebowała być rozpieszczana. Oczywiście doceniała każdy gest, bo Finch była przekochana, ale nie musiała się dla niej starać aż tak bardzo. Już i tak kochała ją mocno i bez wyjścia!
Może i musiała się trochę nagimnastykować, żeby pokazać oznaczenia, ale to powinno być dla innych wystarczającym ostrzeżeniem, że była zajęta i nie do ruszenia. Nie mogła ludziom zabronić na siebie patrzeć, a wydrapywanie oczu innym babom, to już działka April.
Mam własnym rozum, więc nie muszę niczego nikomu pokazywać — zaznaczyła jeszcze, zanim partnerka przyciągnęła ją do siebie. — A jak jakieś panienki zaczną się do mnie dobierać, to w końcu zapytają o malinki i tatuaż... — uśmiechnęła się w jej usta, nie mogąc powstrzymać się od tego, żeby trochę się z nią podroczyć i wzbudzić małą zazdrość. Zresztą, o co tu być zazdrosną? O kogo? Darling była tak wpatrzona w swoją kobietę, że nie zwracała uwagi na żadne inne. Jasne, kodowała ich obecność i wciąż potrafiła ocenić, że któraś była ładna, ale myślała wyłącznie o April.
Rozchyliła wargi, wciągając dym, którym tak hojnie się z nią podzielono. Zatrzymała go na moment w płucach i wypuściła, a smuga rozpłynęła się pod zadaszeniem z koca.
Co ty wygadujesz? — opadła na poduchy, podpierając głowę na ręce. — Ta baza wcale nie jest głupia — zastrzegła natychmiast, bo jednak trzeba było włożyć sporo starań, żeby to wszystko nie zawaliło im się na łby. Ujęła dłoń ukochanej i złożyła pocałunek po jej wewnętrznej stronie. — Dajesz mi cały świat, bo ty jesteś moim światem. I dajesz mi masę szczęścia, wiesz? Całe mnóstwo. Multum szczęścia mi dajesz — Teddy uśmiechnęła się do niej calutką sobą. Najchętniej sprawiłaby sobie kieszonkową wersję Finch, żeby zawsze nosić ją sobie w kieszeni. Albo doczepić do kluczy, jak breloczek!
Może i April była zakochana wiele razy, ale ona nigdy nie czuła czegoś takiego, a przecież bywała zakochana. Najwyraźniej nie aż tak intensywnie. A może po prostu wtedy wszystkie inne miłości wydawały się na tamten moment wystarczające?
Ty miałaś dziwaczny gust. Przypomnę ci tylko, że przez połowę liceum oglądałaś się za chłopakami — wypomniała jej z zawadiackim uśmiechem. Darling miała to szczęście, że właściwie od zawsze wiedziała, że podobają jej się dziewczyny i nigdy nie musiała się z tym przed nikim ukrywać. A tym bardziej przed samą sobą. I o ile wtedy nie naśmiewała się z młodej, zagubionej Finch, teraz mogła się z niej odrobinę ponabijać. — Nasze muzyczne wybory to nic, w porównaniu z twoimi dylematami — zaśmiała się krótko. A z tym gustem muzycznym też zawsze mogło być znacznie gorzej. Zawsze mogły robić się swoim nieistniejącym samochodem, kiedy w tle Aqua śpiewałaby o byciu Barnie w Barbie świecie.

czy ty nie rozumiesz, że dla ciebie zrobię więcej?
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zagryzła dolną wargę, powstrzymując uśmiech. Skoro miała się nie wdawać w takie gierki, to naprawdę musiała być bardzo dzielna. Teddy doskonale wiedziała, co zrobić, żeby wpłynąć na nią jeszcze mocniej. Wiadomo, że April nie potrzeba wiele, ale jej partnerka i tak miała niezwykłą zdolność przewrócenia jej w głowie choćby jednym uśmiechem albo krótkim zdaniem. Jakim cudem ona nie działała na nią w taki sposób przez te wszystkie lata? Może po prostu umysł Finch zbudował przed tym gruby mur, a teraz, gdy konstrukcja padła, wszystko działało dużo mocniej. Nie dość, że Darling stale dodawała nowych fal, to wciąż nie skończyło się wylewać ze zbiornika retencyjnego, który chronił April do tej pory. Bardzo niebezpieczna mieszanka.
— Czekam na to bardzo niecierpliwie — zapewniła, w ogóle nie bojąc się przyszłych wersji swojej wielokrotnej narzeczonej. Z chęcią by ją nawet pospieszyła, żeby pokazała jej to wszystko najszybciej i najmocniej, jak się tylko da. Mogłaby się rzucić do spełniania jej zachcianek choćby zaraz! Im bardziej byłyby pokręcone, tym lepiej. Lubiła robić dla miłości absolutnie wszystko albo nawet nieco więcej.
— Gwarantuję, że nie zdążą o nic zapytać — odpowiedziała od razu, uśmiechając się przy tym z nutką jakiegoś dziwnego szaleństwa. Nie mówiła na poważnie! Chyba. Nie lubiła przecież przemocy, nigdy nie byłaby pierwszą do mordobicia. Z drugiej strony – Teddy wyzwalała w niej pokręcone instynkty, więc może jednak byłaby gotowa na mord? Pozostaje tylko pytanie, kto zostałby rozszarpany? Tamte zdziry czy może jednak sama Darling?
— Nadal uważam, że to niesprawiedliwe, że ty zawsze wiesz, co powiedzieć i co zrobić. Ja przy tobie nie nadążam za własnymi myślami — przyznała szczerze. Oczywiście to był u niej problem zawarty w standardzie, ale przy Teddy zdecydowanie się nasilał! Była przecież pierwszą osobą, której chciała powiedzieć wszystko, co najlepsze i najgorsze. Przecież to właśnie Teddy dowiedziała się jako pierwsza, że Teddy zaprosiła ją na stos kolejnych randek. April buzia się raczej nie zamykała, co rusz miała ochotę opowiadać o czymś nowym, a w jej ukochanej było przecież tyle rzeczy wartych skomentowania i pochwalenia. Naprawdę trudno byłoby się przy niej nie pogubić.
— To było wyjątkowo durne, masz rację. Byłam bardzo bliska skończenia w długoletnim związku z jakimś uroczym gejem. — Prychnęła rozbawiona na samą myśl o takiej pokręconej relacji. Tacy koledzy zawsze dużo łatwiej rozmiękczali jej serce. Ci, do których najgłośniej wzdychały koleżanki z klasy, zawsze wydawali jej się najmniej interesujący. Im facet lepiej spełniał wymagania stereotypowego mężczyzny, tym gorzej. Szerokie ramiona i obsesja na temat sportu właściwie wyparowywały ich z głowy młodej April. Na pewno perfekcyjnie dogadałaby się z jakimś biednym ziomkiem, który również jest zbyt przerażony, by wyjść z szafy i wziąć życie w swoje ręce. Mogliby być swoimi przykrywkami przez lata.
— Ale za to mój gust do kobiet jest perfekcyjny. Zawsze jestem w stanie wyhaczyć w pokoju tę, która jest najzabawniejsza, która najpiękniej opowiada o swoich pasjach, w której oczach można się utopić... — zawiesiła głos, wymieniając kolejne osiągnięcia, wciąż wpatrują się w te najpiękniejsze oczy, jakie udało jej się kiedykolwiek znaleźć. A przecież poszukiwała długo i bardzo intensywnie. Poczuła, jak rozpływa się pod intensywnością jej spojrzenia i kompletnie gubi podjęty wątek. Jak zwykle!
— O czym ja mówiłam? — zapytała w końcu, przebudzając się z totalnego zapomnienia, które odnalazła w leżącej obok kobiecie.

Twoje oczy lubią mnie i to mnie zgubi
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubiła ją prowokować i podpuszczać. Tak dla zasady, a czasem po prostu z czystej ciekawości, jaką reakcję tym razem uda jej się wywołać. Emocje April były dla niej jak prawdziwe widowisko, począwszy od tych najdelikatniejszych aż po zupełnie skrajne, które potrafiły zaskoczyć nawet ją samą. Tym razem jednak trafiła na coś więcej niż tylko przewrócenie oczami czy kąśliwą ripostę. W spojrzeniu Finch czaił się mały obłęd, który sugerował, że jeśli ktoś w tej chwili spróbował dobrać się do Teddy, istniało całkiem spore ryzyko, że postanowiłaby przejść od słów do czynów. I to bez długiego namysłu! Tylko dlaczego miałoby się obrywać za to samej Darling? Bo serio, co takie robiła? Nic. Absolutnie nic! Siedziała, oddychała i po prostu istniała. Najwyraźniej to wystarczyło, żeby zostać rozszarpaną. Logika w tym była zerowa. A sprawiedliwość to w ogóle jeszcze mniejsza!
Ale ty rozumiesz, że do tanga trzeba dwojga? — zapytała, chcąc dać jej do zrozumienia, że nie miała zamiaru rzucać się w ramiona jakiejś innej typiary. A skoro nie chciała, to przecież nikt jej do tego nie zmusi. Teddy nie była podatna na pierwsze lepsze zaloty!
Och, wcale nie było tak, że zawsze wiedziała, co powiedzieć. Daleko jej było do kogoś, kto w każdej sytuacji dobiera idealne słowa, błyskotliwe riposty i trafione puenty. Nawet jej zdarzało się palnąć coś, zanim zdążyła sensownie pomyśleć. Ile razy wygłupiła się przed Finch? Trudno zliczyć. Gdyby ktoś próbował prowadzić statystyki, pewnie zabrakłoby miejsca w notesie już po pierwszym tygodniu. Niezręczne komentarze i źle wyczute momenty, które w jej głowie wyglądały o wiele lepiej. No klasyka!
Bo ty masz dużo myśli — zaznaczyła, co było samą prawdą. — Nic dziwnego, że za nimi nie nadążasz. Uwielbiam to w tobie — dodała i nachyliła się, aby cmoknąć ją w czubek nosa.
Dla wielu ludzi nadążanie za April graniczyło z cudem. Była jak rozpędzony pociąg - szybka, intensywna, nie do końca przewidywalna. Trudno było złapać jej rytm, a jeszcze trudniej utrzymać go na dłużej. Większość prędzej czy później zostawała gdzieś z tyłu, z lekkim zawrotem głowy i poczuciem, że to jednak za dużo. Teddy też czasem się potykała. Gubiła tempo i łapała zadyszkę, a jednak uparcie dotrzymywała jej kroku, jakby sama obecność April była wystarczającą motywacją, żeby się nie zatrzymywać. Chciała znać wszystkie jej myśli. Chciała być pierwszą osobą, do której Finch przychodzi z błyskiem w oczach, żeby opowiedzieć o czymś wspaniałym i jednocześnie chciała być tą samą pierwszą osobą w chwilach, kiedy wszystko się sypało. Bo może i ich relacja przeszła na wyższy poziom, ale wciąż były dla siebie najlepszymi przyjaciółkami.
Lawendowe małżeństwa zawsze były w modzie. W zasadzie widziałabym cię w takiej relacji ze słodkim, niewinnym gejem. I jego chłopakiem — stwierdziła i chociaż mogło wydawać się to mega dziwne, u niektórych funkcjonowało całkiem nieźle. Podobno Selena Gomez był teraz w takim związku z Bennym Blanco, co pewnie było tylko plotką, ale według Teddy wszystko na to wskazywało. Ale ona łykała wszystko jak gęś kluski, więc nie ma co się dziwić!
Rozpuszczała się pod jej spojrzeniem, jak czekolada na słońcu. Jak ona mogła być tak ślepa i nie widzieć, że przez piętnaście lat miała przy sobie tak wspaniałą dziewczynę? Darling to była jednak strasznie durna. Obie były, trzeba przyznać. Szukały nie wiadomo czego, mając wszystko na wyciągnięcie ręki. To trzeba być skończonymi kretynkami.
Mówiłaś o tym, że nie wyobrażasz sobie życia beze mnie — uśmiechnęła się promiennie, ale niewiele rozminęła się z tym, co April przed chwilą powiedziała. — I że jestem twoim wszechświatem i w ogóle. No wiesz, same oczywistości. A i że cię strasznie jaram. I że nie możesz pojąć, jak bardzo jestem zabawna i kochana — pokręciła głową z udawanym politowaniem. — I że chciałabyś dobrać mi się już do majtek, ale chcesz mi pokazać, że potrafisz być taka dzielna — ostatnie słowa wyszeptała tuż przy jej ustach, uśmiechając się przy tym łobuzersko. Czy było już wspomniane, że Teddy lubiła prowokować? Tak troszeczkę?

naprawdę cieszę się, że patrzę w twoje oczy znów
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— W końcu oduczysz mnie tej zazdrości i jeszcze za nią zatęsknisz, zobaczysz — prychnęła, niby urażona. Cieszyła się, że partnerka nie daje jej prawdziwych powodów do zazdrości. Miała za sobą relacje, w których na tego typu prowokacjach próbowały budować uczucia i to nigdy nie wychodziło. Wierzyła, że raz na jakiś czas można w ten sposób sprowokować się nawzajem do czegoś dobrego, ale granica do sprawienia sobie prawdziwej przykrości była naprawdę cienka. Takie celowe podkurwianie w tym kontekście było do Teddy kompletnie niepodobne. I dobrze, bo nie wytrzymałaby z czymś takim nerwowo, biorąc pod uwagę, jakie powodzenie miała jej partnerka. Osiwiałaby od tego wszystkiego bardzo szybko.
— Chociaż ty jedna. — Pogłaskała z czułością jej policzek, jak zwykle kompletnie rozbrojona wszystkimi drobiazgami, jakimi Teddy potrafiła ją zasypywać. Była pod wrażeniem, że akurat to jej nie przeszkadzało. Tempo własnej głowy bardzo często doprowadzało April do ciężkiej kurwicy. Może i przydawało się to w pracy kreatywnej oraz wszystkich jej hobby, które tej kreatywności wymagały, ale tak na co dzień? Albo w relacjach? Okropieństwo. Wolałaby mieć w bani święty spokój. Żeby ona chociaż przy tym wszystkim była jeszcze jakaś niesamowicie mądra! Ale nie, to po prostu było niezdrowe tempo, od której pocił się jej mózg i znęcał się nad jej zdrowiem psychicznym.
— Masz rację, byłabym dla nich absolutnie cudowna — przyznała z niczym niezachwianą pewnością. To faktycznie nie ulegało żadnym wątpliwościom! Dbałaby zarówno o tego gościa, z którym byłaby oficjalnie, jak i o tego, do którego tak naprawdę wzdychał. A jak w końcu to oni by się zeszli, to byłaby pierwsza do sypania im kwiatów na ślubie. Tak czy siak, woli swoje obecne życie. Nie żałowała kilkuletniego wariactwa, w którym przechodziła od relacji do relacji, puszczając się na prawo i lewo z co rusz nową kobietą. Tym bardziej nie żałowała, że wreszcie przyszedł moment na stabilizację i przyczepienie się do jednej kobiety do końca życia.
— Doprawdy? Nie do końca to brzmi jak ja — szepnęła, zarzucając jej ręce na szyję, by przytrzymać ją przy sobie na dłużej. Zgadzała się ze wszystkim, co Teddy powiedziała, ale sama pewnie ujęłaby to nieco inaczej. Bardziej rozwlekle i tak, że na końcu nikt już by nie wiedział, o co jej właściwie chodziło.
— Nie mówiłam nic o tym, jak bardzo cię kocham? — dopytała, zanim zaczęła składać na jej ustach delikatne pocałunki. Nie wyjaśniła, jak duża była ta miłość, bo to zdecydowanie było nie do objęcia rozumem ani żadnym ludzkim językiem.
— Jesteś najlepszym, co mnie kiedykolwiek spotkało, wiesz? — Zeszła z pocałunkami na jej żuchwę, a następnie na szyję. Wciąż trzymała ją mocno przy sobie, nie chcąc nawet dopuścić do głowy myśli, że kiedykolwiek mogłaby ją wypuścić z objęć.
— Nie ma drugiej takiej na świecie, która ma jednocześnie takie piękne serce i taki zajebisty tyłek — dodała, zsuwając jedną z dłoni na jej pośladek. Zacisnęła na nim palce, jakby chciała się upewnić, że nic się nie zmieniło od ostatniego razu, gdy go dotykała. Na szczęście nadal był fenomenalny! Ręka znów powędrowała do góry, tym razem wsuwając się pod materiał jej bluzki. Wciąż jednak była bardzo grzeczna – przesuwała leniwie paznokciami po jej plecach, nawet nie próbując przesunąć tej granicy.

Ludzie dla mnie punkty z menu w restauracji, A ty figurujesz jako homar i Bacardi
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ona miałaby oduczyć April zazdrości? Niby jak? A jeśli nawet udałoby się to cudem, oznaczałoby jedynie, że ukochanej przestało na niej zależeć i znalazła sobie nowy obiekt westchnień. Wtedy Teddy miałby złamane serce, a przecież żadna z nich tego nie chciała, prawda? Prawda?! Niech już April będzie zazdrosna do woli, ale niech nie łamie serca Darling. To przynajmniej jakiś sprawiedliwy układ!
Pamiętasz, jak mówiłaś, że zazdrość to nie twój kolor? Zmieniam zdanie. Całkiem ci z nią do twarzy — puściła do niej oko, bo było w tym coś uroczego, kiedy partnerka tak piekliła się na samą myśl o innych kobietach, które ośmieliły się spojrzeć na Teddy.
Nadążanie za Finch wcale nie było łatwe. Zajęło jej sporo czasu, żeby choć trochę dostosować tempo. Pewnie jakieś piętnaście lat treningu w teorii, a w praktyce ciągłe wyzwanie. I wciąż się uczyła! Bo nigdy nie wiadomo, co tym razem zrodziło się w tej ślicznej, aprilowej główce. Teddy miała jednak pokład nigdy niekończącej się cierpliwości. No przecież nie dało się trafić lepiej! Gdyby obie miały tyle niepoukładanych myśli, już dawno wymordowałyby się albo skończyły w zakładzie zamkniętym. Żeby to funkcjonowało, równowaga musiała zostać zachowana.
Bądź cudowna dla mnie, a nie dla jakichś tam gejów — mruknęła, kiedy Finch zarzuciła jej ręce na szyję. A potem uśmiechnęła się, bo może faktycznie słowa, które przytoczyła Darling, nie były tymi, którymi do końca posłużyła się ukochana. Ale mogłyby być! Może nieco różniłyby się w szczegółach, ale wydźwięk byłby ten sam!
Nie? — zerknęła na nią spod przymrużonych powiek. — No może coś tam wspomniałaś. Kiedyś. Raz. Od biedy dwa. Ale nic takiego sobie nie przypominam — udała głąba, chociaż nawet nie musiała się jakoś wybitnie starać.
Wypuściła powietrze nosem, czując jej dłoń na swoim pośladku i uśmiechnęła się tuż przy ustach April, wplatając palce w jasne kosmyki włosów.
Czyli masz mnie za sztukę i sztukę? — rzuciła z rozbawieniem między jednym a kolejnym pocałunkiem. Faktycznie nieczęsto się zdarza, żeby mieć piękną duszę i dupę. Obie miały cudne serca i fajne tyłki. Dobrze, że się odnalazły i połączyły, bo ludzie z takimi atutami powinni trzymać się razem! — Mów mi tak więcej — poprosiła, wzdrygając się pod wpływem jej dotyku. Niesamowite, że ciało Teddy bez końca reagowała na bliskość, którą dawała jej April. Była pewna, że to nie zmieni się przenigdy.
Obróciła się w taki sposób, że zawisła nad Finch, zapierając się rękami po obu stronach jej głowy. Pociągnęła zębami za dolną wargę i zeszła pocałunkami na linię żuchwę i wyeksponowaną szyję.
Jesteś najlepszą dziewczyną pod słońcem. Wiesz o tym, prawda? — wyszeptała wprost do jej ucha. — Najlepszą, najpiękniejszą, najmądrzejszą... — kontynuowała, zaczepnie przejeżdżając koniuszkiem języka po płatku ucha. Ale ręce nadal miała przy sobie! A właściwie przy głowie partnerki. Chciała obdarować ją jeszcze mnóstwem przedrostków, ale wtedy zahaczyła stopą o jedną z poduszek.
Konstrukcja bazy zachwiała się niebezpiecznie. Teddy spojrzała do góry i w tym samym momencie, w którym utkwiła wzrok w kocu, który służył za zadaszenie, wszystko na nie runęło.
O nie! — jęknęła żałośnie, bohatersko osłaniając ukochaną własnym ciałem. — Zaraz to naprawię! — zapewniła natychmiast. Nie chciała niczego popsuć, a jak zwykle musiała popisać siebie niezdarstwem. Jak to możliwe, że ktoś tak pierdołowaty, jak Darling, jeszcze nie zginął na służbie?

bo za mocno czuję cię, jak mi pulsujesz w żyłach jak krew
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Machnęła niedbale ręką, zbywając komplement odnośnie do zazdrości. Nie da się tak łatwo urobić! No dobrze, właściwie to się da. Po prostu nie ma co teraz dzielić włosa na czworo. Były tu we dwie i żadna kobieta im nie zagrażała. Nawet ta imieniem praca. April w ogóle o niej nie myślała! Wydawało jej się, że to jedyna typiara, o którą jej partnerka była kiedykolwiek zazdrosna, ale nie miała zamiaru teraz się jej poświęcać. Obiecała sobie, że nie tknie w ten weekend roboty, chyba że Darling zostanie wezwana z jednostki. Zamierzała dotrzymać słowa.
— Kocham cię bardziej niż wieczory przy blantach i gierkach z Macem Millerem — mruknęła rozbawiona własnym przykładem. To była naprawdę wysoko postawiona poprzeczka! Była pracoholiczką, wiadomo. Ale bardzo ceniła sobie własny czas na odpoczynek dokładnie w takiej formie, w jakiej sobie to umyśliła. Ekstrawertyzm to jedno, ale czasem po prostu trzeba było zaszyć się z daleka od wszystkich i odpłynąć do swój jakiegoś martwego faceta. Jak nie Miller to Syd Barret – ach, te chłopy.
— Mhm, dokładnie. Mogłabym prowadzić równoległe życie w dwóch wymiarach – w jednym bez przerwy z tobą rozmawiać, a w drugim bez przerwy się z tobą pieprzyć. — Była pod wrażeniem własnej pomysłowości. Miała łeb na karku, no musi to sobie po raz kolejny przyznać! Albo to marihuana wyzwalała w niej najlepsze pomysły. Albo jej się wydawało, że jest taka fajna i to zazwyczaj było po zjaraniu się? Jedno z tych w każdym razie. Gdyby tylko mogła się tak rozszczepić, to na pewno by to zrobiła. Cholera wie, która April byłaby szczęśliwsza. Obie w końcu by implodowały od tej radości, która je spotkała.
Wpatrywała się w strażaczkę jak zahipnotyzowana. Leżała pod nią płasko, wtapiając się w miękkie poduszki i nie miała ochoty przesunąć się ani o milimetr. To przecież było jej miejsce na świecie, nikt jej nie wmówi, że istniało lepsze. Wsunęła wreszcie obie dłonie pod materiał jej bluzki. Przesunęła palcami po jej bokach, z uwagą wsłuchując się w (zasłużone) komplementy. Zadrżała pod wpływem jej języka... a może to jednak dzięki tym słowom? Albo samej bliskości, cholera wie. Teddy potrafiła uruchomić wszystkie jej ośrodki przyjemności jednocześnie.
Nie zauważyła momentu, w którym konstrukcja została naruszona, przez co nalot dywanowy był dla niej sporym zaskoczeniem. Dobrze, że to samo miękkie, bo jeszcze by się potłukły i tyle byłoby z miłego wieczoru. Zaśmiała się głośno, totalnie zachwycona zarówno tą destrukcją, jak i desperackimi próbami utrzymania wszystkiego w ryzach. Objęła ją mocno w pasie i przyciągnęła do siebie, żeby nawet nie myślała o tym, żeby się podnosić i to sprzątać.
— Masz racje, Księżniczko, tak jest dużo lepiej. Ja durna nastawiałam tych ścian, nie wiadomo po co. Przecież zawsze powtarzam, że mury trzeba niszczyć, a nie stawiać — zapewniła, kompletnie niezmartwiona tym chaosem, który się wytworzył. Może było im nagle trochę cieplej, ale jej przy Teddy zawsze gorąco, to w sumie co za różnica?
— Mówiłam przecież, że zatrząsłaś moim światem w posadach po raz drugi. Teraz mi wierzysz? — wyszeptała jej do ucha, przygryzając zaczepnie jego płatek. Wszystko wirowało, gdy tylko miała ją obok siebie, więc nic dziwnego, że też się kruszyło.

A ona tak infantylna, że za nią patrzę pod nogi
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka w toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze, że Toronto nie stwierdziło nagle, że stanie sobie w płomieniach. Dzięki temu zarówno Teddy, jak i April nie musiały oddawać się pracy, tylko sobie nawzajem. Darling nie chciała chwalić dnia przed zachodem słońca, ale wszystko wskazywało na to, że dziś już nigdzie się stąd nie ruszy. Chyba że na antresolę. Katastrofy masowe były dziś bardzo łaskawe!
Zaraz, czy Finch powiedziała, że kocha ją bardziej niż nieżyjącego rapera? O wow, to naprawdę poważna deklaracja! I nawet nie miała powodów, żeby jej nie wierzyć. Konkurencja była mocna. Martwa, ale wciąż mocna. Nie wspominają już o tych blantach i gierkach. Teddy miała dużo szczęścia, że udało jej się skraść serce ukochanej, jednocześnie nie odbierając jej tych innych, drobnych miłostek. Proszę bardzo, jaka była wielkoduszna! Inne baby na pewno zabroniłby jej tego wszystkiego i psioczyły, że April jara trawkę i pyka w durne gierki, zamiast zająć się czymś pożytecznym. A Darling? W ogóle jej to nie przeszkadzało. I to wcale nie dlatego, że większość wieczorów przebywała poza domem.
Nie musisz prowadzić równoległych żyć, żeby ze mną rozmawiać i mnie pieprzyć. Możemy robić to jednocześnie. O ile się nie zapowietrzysz i nie stracisz języka w gębie — poruszyła wymownie brwiami, zrzucając z siebie jeden z koców. Poduszą się tutaj i tyle z tego będzie! Z tym gadaniem nie mówiła sobie, jej akurat często brakowało słów, kiedy Finch tak na nią patrzyła i robiła z nią to wszystko. Ale każdy, kto znał April, wiedział, że ta mówiła bez przerwy i na okrągło. Jeśli nie potrafiła niczego z siebie wydusić, to wiedz, że coś się dzieje. Albo do zasługa Teddy.
Chciała wstać i poprawić konstrukcję, ale nie ukochana objęła ją tak mocno, że nie była w stanie się ruszyć. Skąd tyle siły w takim drobnym ciele?
Tak się starałaś, żeby to ułożyć, a ja zepsułam wszystko jednym kopnięciem — mruknęła, nieco rozczarowana własnym zachowaniem. Powinna być ostrożniejsza, a nie wierzgać tymi nogami jak dzika. Trudno było jednoznacznie stwierdzić, czy cała sytuacja wynikała z wadliwych podstaw konstrukcji, czy może to Darling naruszyła jej stabilność. Jedno było pewne - w chwili, gdy April przygryzła delikatnie płatek jej ucha, wszelkie analizy i zawodowe odruchy przestały mieć znaczenie. Strażaczka na moment całkowicie straciła wątek. Przecież miała coś zrobić. Poprawić ustawienie? Upewnić się, że dostęp do powietrza jest wystarczający? Tak, dokładnie to należało do jej obowiązków – ocenić sytuację i zapobiec potencjalnemu zagrożeniu. Ale nie w takich warunkach przyszło jej działać. Nie w momencie, gdy jej koncentracja rozpływała się pod wpływem tak przyjemnego gestu. Zresztą, nie raz znajdowała się w znacznie gorszych sytuacjach. Pamiętała przecież tamten dzień, gdy na pół doby utknęła pod ziemią, zasypana wśród gruzów zawalonej stacji metra. Na tle tamtego doświadczenia kilka poduszek i dywanów wydawało się absurdalnie niegroźne.
Wierzę — mruknęła, wtulając twarz w jej szyję. — Uwierzyłabym ci we wszystko. Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że omotałaś sobie mnie wokół palca i możesz bezkarnie wykorzystywać moją słabość do ciebie — przeciągnęła językiem po fragmencie odsłoniętej skóry. — Świata poza tobą nie widzę. To pewnie niezdrowe, prawda? — uniosła się na łokciach i odrzuciła na bok poduszkę, która spadła na nie z kanapy. — Że tak się od ciebie uzależniam — dodała i znów nachyliła się, aby zaciągnąć się jej zapachem. — I że jesteś moim kryptonitem — o, to było bardzo dobre porównanie, bo April totalnie była jej słabością. Chociaż akurat sam Superman to straszny cipeusz.

chciałbym z nią spędzić z nią dzień, noc, bo ona jest wow
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”