-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Darling obserwowała ich ponad ramieniem Jetta, wytężając wszystkie zmysły, żeby coś usłyszeć, ale Donovan zaczął opowiadać o tym, jak ekipa ze sto jedenastej wyciągała tych nieszczęśników z magazynu, więc skupiła się na jego opowieści. Stwierdzenie, że wszyscy byli nienormalni, było całkiem trafne! Chyba nikt nawet nie starałby się wykłócać z Finch, że tak nie było. Ale gdyby sama pracowała w straży, pewnie patrzyłaby na to wszystko zupełnie inaczej!
— Oj, April, już nam tak nie pochlebiaj — odparł Secada, uśmiechając się przy tym w podzięce za pomoc przy sterczących włosach. Wszędzie zostawiał za sobą kurz i pył, więc panie sprzątające na pewno nie będą się nudzić.
Young cały czas wyglądał tak, jakby chciał jeszcze zagadać do April, ale ta wolała odsunąć się od niego na bezpieczną odległość. Może to i lepiej, jeszcze doszłoby do rękoczynów, a Teddy nie mogłaby nawet zareagować. A tak to wszyscy byli razem, niczym jedna, wielka rodzina! Czy to nie wspaniałe? Serce Darling radowało się co niemiara, kiedy miała przy sobie jednocześnie ukochaną i kumpli z jednostki. Oczywiście milej byłoby się spotkać w innych okolicznościach, co zresztą zaproponowała Finch.
Na wzmiankę o alkoholu, chłopaki ożywili się jeszcze bardziej. Nie trzeba było ich namawiać do upijania Teddy, a Teddy nie zamierzała stawiać oporu i wzbraniać się przed tym rękami i nogami.
— A co, jak będzie na lekach? — zapytał Darnell i faktycznie tutaj pojawiał się jeden, dość istotny szczegół, który trochę psuł całą wizję.
Darling zmarszczyła lekko brwi. Jasne, pomysł wspólnego pici brzmiał świetnie, ale mieszanie go z tym, co lekarze w nią pompowali, chyba już niekoniecznie.
— To najwyżej będziemy pić za jej zdrowie — rzucił Jett z zawadiackim uśmiechem, bardzo szybko obchodząc problem.
— Bardzo, kurwa, śmieszne — odparła Teddy, przewracając oczami. — Spróbuj tylko — ostrzegawczo wymierzyła w niego palcem.
— Najpierw niech w ogóle wyjdzie z tego łóżka — dorzuciła jeszcze Erick, zerkając na Teddy z udawaną powagą. — Potem możemy pomyśleć o ambitniejszych rzeczach.
I wtedy drzwi do sali otworzyły się bez pukania. Do środka weszła pielęgniarka. Trudno było się dziwić, że część towarzystwa momentalnie się rozproszyła. Była młoda, atrakcyjna i miała idealnie upięte, rude włosy. Przez sekundę zatrzymała się w progu, omiatając wzrokiem zgromadzonych. A było ich zdecydowanie więcej, niż przewidywały jakiekolwiek szpitalne standardy.
— Kto was wszystkich tutaj wpuścił? — zapytała spokojnie, ale w jej tonie cośasno sugerowało, że odpowiedź lepiej mieć dobrą.
Zapadła krótka, bardzo wymowna cisza. Johnosn spojrzał na Donovana. Donovan na Secadę. Secada w sufit, jakby nagle zainteresowała go konstrukcja oświetlenia.
— My tylko na chwilę — odezwał się w końcu Blaze, ale jakoś niezbyt przekonująco.
Pielęgniarka zmrużyła oczy.
— Na chwilę? — powtórzyła, robiąc kilka kroków do przodu. — To ciekawe, bo z mojej perspektywy wygląda to tak, jakby połowa waszej zmiany zebrała się w jednym miejscu.
Darling odchrząknęła cicho, próbując nie wyglądać jak ktoś przyłapany na gorącym uczynku. Co, niestety, średnio jej wychodziło. W końcu to ona była winowajczynią, bo to ją wszyscy chcieli odwiedzić i sprawdzić, że żyje.
serce się rwie, krzyczy pomocy. jest mi lepiej kiedy ciebie obok siebie mam
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To będzie miała lepszą banię — odpowiedziała praktycznie w tym samym momencie co Donovan. Jego wersja była jednak lepsza. Pokiwała głową z uznaniem, oddając mu pole. Za stare już były na takie akcje! Poza tym, April nie miała pojęcia, jak alkohol działał z takimi porządnymi lekami. To, że kiedyś wybornie bawiła się na imprezie, zalewając pysk, będąc na antybiotykach, to jakiś pikuś. Darling będzie najwyżej musiała znieść przebywanie w towarzystwie nietrzeźwej bandy. I to całkowicie sama. Finch raczej do niej nie dołączy, jeśli ma przez to przejść suchą stopą. Oczywiście na ostatnim spotkaniu bawiła się świetnie, ale jednak chłopaki wprowadzali całkowicie inną energię niż ta, do której była przyzwyczajona na co dzień. A już na pewno inną niż jej własna ekipa z pracy.
Uśmiechnęła się wreszcie, czując, że nie musi się do tego zmuszać. Może nie tryskała dalej entuzjazmem, ale trudno byłoby jej zignorować radość, którą poczuła, gdy przyglądała się tak radosnej Teddy. Chyba naprawdę nie było z nią aż tak źle. Albo dostała bardzo mocne leki. Nieważne. Liczyło się tylko to, że ciągle była pełna energii i tego wszystkiego, co budowało tę wersję, w której się bez pamięci zakochała.
Zlustrowała uważnie wzrokiem pielęgniarkę, jakby miała w ten sposób oceniać jej kompetencje. Nie była w stanie zgadnąć, jak dobrze radziła sobie w zawodzie. Zauważyła tylko, że miała piękne, długie palce i wyjątkowo zgrabne nogi. No i była ruda! Kto nie lubił rudych? Wyglądało na to, że w sali zebrał się ich fanklub, bo nie tylko ona, ale cała jednostka wgapiała się w pielęgniarkę jak w jakieś magiczne zjawisko. No jeszcze tego brakowało. Kobieta nie przyszła tu jednak prezentować własnych wdzięków, tylko sprzedać im kulturalny opierdol. Oderwała się od parapetu i zrobiła kilka kroków w stronę pielęgniarki.
— Proszę się nie gniewać. Nie byliśmy w stanie usiedzieć spokojnie na korytarzu. Ale prawie niczego nie dotykaliśmy. — Uśmiechnęła się uroczo, próbując załagodzić sytuację. Skoro żaden ze strażaków nie stanął na wysokości zadania, to musiała wziąć sprawy w swoje ręce. A przecież nic jej tak skutecznie nie rozpraszało, jak ładne dziewczyny! Znaczy nie, chwila, co? Nikt inny tak skutecznie nie rozpraszał
— Możemy sobie oczywiście iść, ale proszę nam powiedzieć, czy wiadomo coś nowego? — dodała, ruchem głowy wskazując w stronę pacjentki, by nie było żadnych wątpliwości, na jakich informacjach im zależało. Domyślała się, że pielęgniarka raczej nie zasypie ich gradem wartościowych faktów, ale to nic, warto było spróbować! No i April chciała postawić na uprzejmość oraz profesjonalizm. To, że przy okazji była urocza i śliczna jak jutrzenka to efekt uboczny. Dla zdrowia ukochanej zrobi przecież wszystko.
Wolę jak przygryzasz wargi niż jak się gryziesz w język
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie spodziewała się, że na imprezie, którą Finch z takim zapałem sama zorganizowała, zapraszając pół zastępu strażaków do ich mieszkania, będzie siedzieć trzeźwa jak świnia. Lepiej dla Teddy, żeby reszta towarzystwa porządnie się nabzdryngoliła, bo wtedy przynajmniej nikt nie będzie miał ochoty na wygłaszanie kazań i moralizatorskich uwag. Bo oczywiście Darling była zbyt rozważną, żeby zapijać piguły przeciwbólowe wódką, nawet jeśli sytuacja aż się o to prosiła. Ach, rozsądek bywał tak irytujący!
Urok osobisty April chyba nie zadziałał tak, jak powinien, bo wysoka rudowłosa kobieta zlustrowała ją oceniająco wzrokiem, jakby podejrzewała, że to właśnie ona jest sprawczynią całego zamieszania. I wcale nie pomyliła się za bardzo!
— Prawie niczego? — powtórzyła po niej pielęgniarka i podeszła do aparatury, przy której wcześniej naklikał coś Darnell. — Mhm — skwitowała krótko, poprawiając wszystko, co zepsuł. Nikt nawet nie zauważył, że przez te zabawy parametry Darling wypierdoliło w kosmos. Z takim tętnem i saturacją to już dawno nie powinna żyć. — Możecie zostać, ale na własną odpowiedzialność. Doktor Caldwell nie lubi tłumów — ostrzegła lojalnie, żeby nie zdziwili się, kiedy lekarz prowadzący wparuje do sali i zacznie ich rugać od góry do dołu. Miło z jej strony, że w ogóle postanowiła się tym z nimi podzielić, bo przynajmniej nie będą zaskoczeni.
Szybki krokiem podeszła do Teddy i przyłożyła jej rękę do czoła, a potem ujęła jej podbródek między swoje palce, uważnie przyglądając się twarzy, jakby szukała oznak zmęczenia albo jakichś całkiem nowych objawów, które pojawiły się dopiero przed chwilą. Darling zamrugała ze zdezorientowaniem, wyłapując rozbawione spojrzenia kolegów.
— Nie jestem lekarzem — zaznaczyła, jakby chciała uprzedzić wszelkie dalsze pytania i jednocześnie dać do zrozumienia, że ocenianie stanu zdrowia poszkodowanej wykracza poza jej kompetencje. — Ale doktor Caldwell wspomniał, że w ciągu najbliższych kilku dni powinniśmy wiedzieć więcej. Na tę chwilę pacjentka przede wszystkim potrzebuje ciszy i spokoju — dodała, akcentując ostatnie słowa.
W tym momencie jej spojrzenie powędrowało znacząco w stronę strażaków, licząc na to, że zrozumieją aluzję bez konieczności dalszych wyjaśnień. Niestety, efekt był daleki od zamierzonego. Johnson, całkowicie niewzruszony sytuacją, właśnie wydłubywał sobie z afro drobinki gruzu. Pielęgniarka zmierzyła go pełnym politowania spojrzeniem i przeniosła wzrok z powrotem na Teddy.
— Proszę dać znać, jeśli będzie pani czegoś potrzebowała — powiedziała uprzejmie. — Za godzinę przeniesiemy panią do innej sali — poinformowała i sięgnęła do kroplówki. Sprawnie sprawdziła tempo wlewu i ilość płynu infuzyjnego, upewniając się, że wszystko przebiega prawidłowo. Gdy skończyła, znów rzuciła w stronę strażaków znaczące spojrzenie, tym razem jeszcze bardziej wyraźne. Sugestia była aż nadto czytelna. Powinni ulotnić się stąd jak najszybciej. Ale żaden z nich nawet nie drgnął. Jakby wszyscy zgodnie postanowili udawać, że nie rozumieją po angielsku.
— Psst — syknęła Teddy w stronę Donovana, próbując zwrócić jego uwagę. Ten jednak nawet się nie obejrzał, jakby kompletnie nie zrozumiał, o co chodzi. A może tylko świetnie się maskował. — Jett — dodała, wskazując dyskretnie podbródkiem w stronę drzwi.
Nadal nic. Żadnej reakcji. Null. Nada. Patrzyła na nich przez chwilę z niedowierzaniem. Naprawdę byli aż tak tępi, czy tylko wyjątkowo oporni na oczywiste sugestie? Dostawali rozwiązanie na tacy, a i tak nie potrafili wyłapać najprostszej aluzji.
i może w tłumie najpiękniejszych dziewczyn armii, pojawi się i ta do której będę mówić darling
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Obserwowała uważnie, jak pielęgniarka sprawdza funkcje życiowe jej partnerki. Wolała mieć pewność, że faktycznie wszystkie były w normie. Wyglądała normalnie, ale cholera ją wie. Może była martwa od pół godziny? Na szczęście nie! Ale co się ruda naoglądała i namacała, to jej.
— Przecież ona od ciszy i spokoju dostanie zazwyczaj gorączki — mruknęła bardziej do stojącego najbliżej Darnella niż do pielęgniarki. Naprawdę nie chciała kobiety denerwować! Jak już ustaliłyśmy, wiedza medyczna April była wyjątkowo marna. Ale seriale nauczyły ją tego, że pielęgniarki naprawdę miały władzę i nigdy nie wolno było im podpaść. Szanowała je bardzo, bez nich przecież szpital rozpadłby się w przeciągu doby.
Obserwowanie pielęgniarki kompletnie ją zaabsorbowało. Nie mogła oderwać wzroku od tych długich, pięknych palców... bo ciągle grzebały przy jakimś sprzęcie, do którego była podłączona Teddy. To jedyny powód! No dobrze, jeden z dwóch. Finch miała nadzieję, że może jednak się w tych wszystkich interakcjach czegoś konkretnego nauczy. Oczywiście nie było na to żadnych szans.
Zmarszczyła brwi, słysząc jakieś pomruki dobiegające od jej ukochanej. Szybko zdała sobie sprawę, co próbowała wszystkim przekazać. Szkoda, że wszyscy mieli to gdzieś. A może te chłopy naprawdę nie ogarniały? April westchnęła ciężko i potarła skroń, próbując doszukać się jakiegoś sensu w szumie w głowie.
— To może my wrócimy za godzinę? A przynajmniej ja — zasugerowała głośno, spoglądając na wszystkich strażaków po kolei, którzy pod naporem tych słów nie mogli już udawać dzieci we mgle. Zaczęli mamrotać coś bezsensownego pod nosem i niezgrabnie zbierać się do drzwi.
— Chyba muszę zadzwonić do Emmy, bo jak zwykle zostawiłam ją... ze wszystkim. — Spojrzała na zegarek, którym do tej pory w ogóle nie była zainteresowana. W międzyczasie przyjaciółka napisała do niej kilkanaście wiadomości. April mogła mieć tylko nadzieję, że po prostu zdawała raport z zebrania albo podsyłała jej durne memy, a nie próbowała się z nią o coś wykłócać. Znowu będzie jej coś winna. Emma miała do niej zdecydowanie zbyt miękkie serce, zupełnie jak Teddy. Może gdyby nie było między nimi sympatii, tylko relacje zawodowe, to Finch nie pozwalałaby sobie na tak dużo? Nigdy się tego nie dowiemy.
— Jakby co to pisz albo dzwoń, okej? Znajdziemy Theresę i Trevora i powiemy im co i jak — rzuciła jeszcze, kierując się w stronę drzwi za strażakami. Posłała partnerce pokrzepiający uśmiech – drugi całkowicie szczery tego dnia! To chyba oznaczało jakiś progres.
Zamknęła za nimi drzwi do sali, w której leżała Darling i rozejrzała się uważnie w poszukiwaniu Blazea. Podeszła do niego i przez moment wpatrywała mu się w oczy z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Miała ochotę powiedzieć mu całą masę rzeczy, ale prawdopodobnie powinna po prostu zamknąć mordę. Skinęła w końcu głową i poklepała go po ramieniu. Na więcej nie była w stanie się zebrać. Wszystkie swoje siły musiała przekierować na walkę z własną banią, porozmawia z nim na poważnie innym razem.
— Napiszesz do nich, proszę? Ja zaraz wracam — zwróciła się do Jetta, mając na myśli Darlingów. Domyślała się, że jeśli których z chłopaków miał zamiar jeszcze zostać, to będzie właśnie on. Wyjęła z kieszeni telefon i ruszyła w stronę wyjścia ze szpitala, nie chcąc męczyć nikogo własnym głosem na środku korytarza. Miała jakąś godzinę, żeby poradzić sobie z pracą, najlepiej na zapas, zanim wróci do Teddy.
Wiesz, to nie jest tak, że próbuję gdzieś uciec, A nawet jeśli, to możesz być pewna, że wrócę
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ściągnęła brwi, obserwując, jak pielęgniarka wsadza jej palce w... przewody, oczywiście! Przynajmniej zrobiła tak, żeby nikt więcej nie potknął się o drenaże i kable. Tu zawinęła, tam zahaczyła i proszę bardzo, już nic nie pałętało się pod nogami. Do takich rzeczy też trzeba mieć talent.
— Ty wróć, a ich trzeba wygonić do roboty — objęła zamaszystym gestem ręki strażaków, którzy nie wydawali się zachwyceni takim obrotem spraw. — Nic mi nie jest, możecie jechać do remizy — zapewniła, na co zaczęli mamrotać pod nosem, w ten sposób okazując swoje wielkie niezadowolenie. Darling po prostu nie chciała, żeby kapitan Whitman nagadał się, jak to niewiele mają wspólnego z odpowiedzialność, bo wysłał ich do szpitala na chwilę, do skontrolowania stanu zdrowia koleżanki, a utknęli na oddziale na kilka godzin.
— Nie martw się i pozałatwiaj wszystko na spokojnie. Dam znać, gdzie mnie przenoszą — uśmiechnęła się szeroko, zauważając, że April wychodzi z sali w znacznie lepszym humorze. Teddy natychmiast ogarnęła ulga. Nie chciała, żeby ukochana tak się przejmowała. Bo naprawdę nie miała czym! Wszystko było w jak najlepszym porządku i strażaczka pozostawała pod doskonałą opieka. Zresztą, wystarczy spojrzeć na rudowłosą pielęgniarkę. Czy te dłonie mogłyby wyrządzić jej jakąś krzywdę? No chyba nie.
Za zamkniętymi drzwiami Blaze zesztywniał, kiedy Finch podeszła do niego znienacka. Spodziewał się ciosu w twarz. Albo w brzuch, jak to wcześniej oberwało się Donovanowi. Ale nic takiego się nie wydarzyło. April po prostu poklepała go po ramieniu, a on uśmiechnął się krzywo w przekonaniu, że ta rozmowa i tak go nie ominie.
Na jej prośbę, Jett od razu wyciągnął telefon i wystukał do Darlingów krótką wiadomość z informacją, że byli już u Teddy i że ta niedługo ma zostać przewieziona z sali obserwacyjnej na oddział. Chyba na ortopedię, skoro pod największym znakiem zapytania była mobilność jej barku. I tak, jak podejrzewała Finch, kiedy wszyscy inni wrócili do jednostki, Donovan postanowił zostać, żeby nie tylko monitorować stan zdrowia Darling, ale także dać wsparcie jej partnerce i rodzicom.