30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Niczego takiego przecież nie powiedziałam! — zastrzegła od razu. Co ona jej tu wciskała jakieś słowa w usta, kompletnie bez sensu? Powinna zdawać sobie sprawę, że nic na świecie nie było ważniejsze niż Teddy. Na ten moment po prostu trudno było sobie April wyobrazić, że zaczynają żyć tak dojrzale i odpowiedzialnie finansowo. Szczególnie przy ich zasobach czasowych. W te pół godziny, których potrzebowałaby na zrobienie posiłku, mogłyby porobić masę przyjemniejszych rzeczy! Ale może Darling wolała się jednak nażreć niż zajmować April, kto ją tam wie.
Finch wymagała po prostu szczerości. Nie da sobie wmówić komplementów, które nie miały żadnego pokrycia w rzeczywistości. Można ją przecież pochwalić za miliard prawdziwych rzeczy, po co zmyślać? Nie da też sobie wmówić, że wzięcie jej za żonę było dla Darling nieistotne. W ogóle tego w ten sposób do tej pory nie przedstawiała, niby dlaczego teraz miałaby zmienić zdanie? Strasznie dzisiaj mąciła. Chyba ten przymusowy urlop zaczynał siadać jej na łeb. A może poprzestawiało jej się od tych leków?
Ściągnęła brwi, przysłuchując się tym durnowatym tłumaczeniom. No niemożliwa była ta kobieta. I może jeszcze zdawało jej się, że mówienie w ten sposób załatwi sprawę? Na pewno nie! Przecież za dobrze się znały.
— Mhm. To może zaczniesz się o ten obiad jednak starać? — zasugerowała, wciąż intensywnie się w nią wpatrując. Taką kombinatoryką na pewno sobie nie zasłuży na żaden posiłek, nawet taki kupny. Na dobrą sprawę to mogłaby jej odebrać przygotowane wcześniej bento, ale łaskawie postanowiła jej darować.
Spodziewała się, że usłyszy coś więcej. Gdyby miała strzelać, uznałaby, że strażaczka zaraz wycofa się z tych żarcików i obsypie ją gradem słodkich pocałunków, odrzucając drażnienie się w niepamięć. Nic bardziej mylnego. Opowieść na temat kaczek w ogóle April nie obchodziła. Nawet nie spojrzała w ich stronę, nadal skupiając się wyłącznie na Teddy. Dobrze, że jej wzrok nie był w stanie wypalać dziury w skórze, bo w innym wypadku przez strażaczkę można byłoby już patrzeć na wylot.
— Oczywiście, że nie soliłam wody, Teddy — odpowiedziała po krótkiej chwili ciszy. Za kogo ona ją ma? Naoglądała się całych wykładów na temat gotowania ryżu, nie zrobiłaby takiej głupoty! Należała do tradycjonalistek, które gotują ryż w garnku, choć zakup ryżowaru bardzo ja kiedyś kusił. Na szczęście żyje jej się bez niego bez trudu.
Odłożyła swoje pudełko na koc, chwilowo je zamykając. Na ciastko przyjdzie pora później, chwilowo w ogóle nie miała ochoty na słodycze. Nie przy tej dawce goryczy, którą próbowała jej zaserwować Teddy! Żeby się wykręcać kaczkami, no ludzie kochani. Kaczory to przecież naprawdę pokurwione zwierzęta. Finch od razu przyszedł do głowy stos okropnych ciekawostek na ich temat, którymi od razu chciała podzielić się z partnerką, ale na szczęście zdusiła potrzebę w środku. Nie mogła się teraz wyłamać. Skrzyżowała ręce na torsie i wpatrywała się w nią wyczekująco bez słowa. Jedynym ratunkiem był kopczyk, który Teddy sukcesywnie sobie grabiła. Może zaraz zrobi się tak duży, że całkowicie przysłoni jej sylwetkę i dziewczyna uwolni się od oczekiwań swojej partnerki.

I całkowity zmrok aby wszystkiego nauczyć się na pamięć
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ktoś tu zdecydowanie nie znał się na żartach! No dobrze, może Teddy sama prowokowała, powolutku dolewając oliwy do ognia, ale April nie powinna brać wszystkiego tak do siebie. A już na pewno nie powinna uważać jej za oszustkę, bo komplementy pod względem bento były szczere i Darling naprawdę nie zauważyłaby różnicy, gdyby ktoś podstawił jej pod nos coś przygotowanego w restauracji. Może po prostu nie przywiązywała do takich rzeczy większej uwagi i delektowała się smakiem, zamiast wpatrywać się w pandę, która wyglądała, jakby wpadła pod koła ciężarówki. I jakie to w ogóle miało znaczenie?
A może po prostu sama będę je sobie przygotowywać. Tak będzie szybciej — skwitowała krótko, jakby z góry założyła, że to całe staranie się będzie długą i żmudną drogą do osiągnięcia celu.
W rzeczywistości po prostu nie chciała wdawać się w tę dyskusję. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Finch oczekuje przeprosin, ale Teddy nie uważała, żeby miała za co przepraszać. I właśnie dlatego, że znały się tak dobrze i tak długo, wiedziała, do czego zmierza ukochana. Będzie teraz tak się w nią wpatrywać i wymuszać poczucie winy. I finalnie pewnie Darling zmięknie, tak dla świętego spokoju. Nie chciała się kłócić o takie bzdury, chociaż podejrzewała, że April z przyjemnością wdałaby się w słowną potyczkę. A to nawet nie był powód do sprzeczki!
Milczała przez chwilę, grzebiąc pałeczkami w swoim pudełko, aż w końcu westchnęła ciężko i poniosła na nią wzrok.
No przestań się dąsać — mruknęła, zaczepnie szturchając ją stopą. Zapomniała o kaczkach, mimo że chwilę wcześniej chciała rzucić im trochę ryżu. Pewnie i tak były przyzwyczajone do dokarmiania i potrafiły podchodzić bardzo blisko, szczypać, a nawet wymuszać jedzenie. Na razie to Teddy musiała udobruchać jakoś swoją kobietę, a nie bawić w ornitolożkę. — Dobrze wiesz, że nie mówiłam poważnie. I że wcale nie oczekuję, że będziesz pichcić mi obiady — dodała, potwierdzając swoje słowa skinieniem głowy. Bo czy kiedykolwiek tak było? Darling zawsze była niezależna i potrafiła o siebie zadbać. Ostatnie, o czym myślała, to zapędzenie April do garów. Jeśli jedna ugotuje coś dla drugiej z własnej, nieprzymuszonej woli, to wspaniale, ale nikt nikogo do niczego nie namawiał.
Zacisnęła usta w wąską linię, spodziewając się, że wyraz twarzy partnerki zaraz nieco złagodnieje, ale na razie niewiele się zmieniło. Dlatego strażaczka odłożyła bento na koc i przysunęła się do niej na kolanach, zaciskając palce na jej filetowym, kwiecistym sweterku.
Lubisz mnie jeszcze trochę? — zapytała, spoglądając jej prosto w oczy. To było ważne. Nie miała wątpliwości co do tego, że Finch kochała ją całą sobą i miała dla niej hektolitry miłości, ale żeby lubić się w związku to zupełnie inna sprawa!
Bo można kogoś kochać i jednocześnie mieć momenty, kiedy ciężko się z nim wytrzymać. Kiedy irytują drobiazgi. Kiedy rozmowy się nie kleją. Kiedy zamiast bliskości jest zmęczenie sobą nawzajem. Miłość wtedy nie znika, ale to nie ona decyduje o tym, jak wygląda codzienność. A codzienność to właśnie to, czy się lubicie i czy dalej chcecie ze sobą gadać o głupotach. Czy nie macie siebie dość po całym dniu. Czy potraficie się ze sobą po prostu dobrze czuć i czy irytacja nie przykrywa wszystkiego innego.

kłócę się najgłośniej, gdy wiem, że masz rację. kochać, to za mało, wciąć cię lubię
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie chciała wchodzić głębiej w ocenianie kto i kiedy powinien komu gotować. To wszystko wynika przecież z dobroci serca. Gdyby tylko była bardziej ogarnięta, mogłaby jej podsuwać pod nos pięć posiłków dziennie, świeżutkich, ciepłych i pięknie ozdobionych. Nie miałaby też nic przeciwko, by zabierać ją na lunche! Na pewno by jej za często nie stawiała, bo Teddy pewnie głównie unosiłaby się dumą, a na to zdecydowanie szkoda tlenu. Mogłaby ją nawet zabierać na te obiadki razem z Emmą. to dopiero byłby gar pełen szczęścia! Gdyby mogła codziennie jeść posiłek w otoczeniu swoich ulubionych kobiet, na pewno byłaby zdrowsza i szczęśliwa.
Nie zareagowała na pierwsze zakusy i trącania stopą. Nie mogła być przecież taka łatwa! Darling to ambitna kobieta, potrzebowała jakichś wyzwań. A większe wyzwanie niż April jej w życiu pewnie nie spotka. Kusiło ją odrobinkę, żeby natychmiast przestać się obrażać, ale na szczęście jednak się powstrzymała. Rozpuściłaby inaczej swoją kobietę jak dziadowski bicz, a na to nie mogła sobie pozwolić. Wzruszyła więc obojętnie ramionami, przyjmując do wiadomości, że Teddy wcale nie mówiła poważnie i kwestia obiadów również jest zakończona. Na tym jednak skończyły się jej reakcje.
Drgnęła dopiero gdy partnerka się do niej przysunęła i złapała ją za sweter. Dobrze, że Finch nie martwiła się specjalnie takimi głupotami jak prasowanie, bo miałyby gotowy powód do kolejnej sprzeczki. Wpatrywała się w te jasne, najpiękniejsze w świecie oczy jak zahipnotyzowana. Nie potrafiła strzelać fochów zbyt długo. Mogła być na nią wściekła i doprowadzić do karczemnej awantury – żaden problem – ale potrzebowałaby do tego porządnych powodów. A przecież dobrze wiedziała, że teraz takich nie było.
— Lubię cię jeszcze trochę — powtórzyła grzecznie. To powszechnie znany fakt, że na głupie pytania otrzymywało się głupie odpowiedzi. Uśmiechnęła się wreszcie, bo już nie była w stanie się powstrzymać. Bliskość Teddy rozmiękczała ją dużo intensywniej niż najbardziej słoneczny dzień roku.
— Jesteś moim ulubionym człowiekiem na świecie, jeśli chcesz, żebym sprecyzowała — dodała, ujmując jej twarz w dłonie. Mogłaby dać się pochlastać za te miękkie policzki, choćby zaraz. Kłóciły się zdecydowanie zbyt rzadko, by przestała ją lubić. Może i poraniły się na początku roku nawzajem bardzo dotkliwie, ale to już poszło w niepamięć.
— A ty mnie jeszcze trochę lubisz? — dopytała tak dla pewności. To by dopiero było, gdyby okazało się, że Darling w międzyczasie przeszło! W ogóle jej o to nie podejrzewała, to naprawdę były szok dziesięciolecia. Wtedy oczywiście musiałaby ją zmusić, żeby polubiła ją na nowo. Na pewno by się udało, przecież April była bardzo łatwa w lubieniu! Miała jednak nadzieję, że w ogóle nie będzie musiała rozpoczynać tej batalii od nowa i jej partnerka ciągle darzyła ją sympatią. Całym wiadrem. Całym oceanem najlepiej.

Gdy mi rękę zlepisz swoją ręką, Oprócz lepko to nam będzie ciepło
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Posiadała niezwykłą umiejętność, dzięki której potrafiła bardzo szybko rozmiękczyć serce April. Działało to właściwie odkąd tylko sięgała pamięcią. Niezależnie od sytuacji i tego, jak bardzo Finch była uparta, Teddy zawsze znajdowała sposób, żeby do niej dotrzeć. Może to przez jej naturalny urok osobisty, a może przez ilość czasu, który spędziły razem i to, jak dobrze już się znały. Oczywiście Darling nigdy nie wykorzystywała tego do własnych celów, zwykle chciała po prostu przemówić jej do rozsądku.
Tak było i tym razem. Nie mogła przecież tak się na nią wściekać z byle powodu, ani karać milczeniem! Nie będą kłócić się o przygotowywanie obiadów ani o to, że April wolała wyjść sobie na lunch ze swoją przyjaciółką z pracy, zamiast ugotować coś dla swojej dziewczyny. To już było ustalone. To znaczy, to już Teddy ustaliła w swojej głowie. No nic, jakoś to będzie musiała przeboleć!
Wpatrywała się w nią intensywnie, oczekując satysfakcjonującej odpowiedzi. Nie było opcji, żeby Finch nagle przestała ją lubić. Nie bez powodu wytrzymywała z nią tyle lat, żeby nagle zmienić zdanie. Jeśli faktycznie musiałaby, to zadowoliłaby się tym całym trochę, ale zaraz jednak otrzymała potwierdzenie, na które zareagowała szerokim uśmiechem. Zbliżyła usta do twarzy ukochanej i cmoknęła ją w nos.
Ulubionym? — upewniła się jeszcze, mrużąc lekko oczy. — Takim najulubieńszym? — dopytywała, bo może była z kimś na równi i musiała dzielić podium. Na przykład z Emmą. Albo z setką innych kobiet. A pamiętajmy, że Teddy była jedynaczką i chociaż nie mówiła o tym wprost i udawała, że to nic takiego, trudno byłoby jej zaakceptować myśl, że miałaby się z kimś dzielić swoim pierwszym miejscem, które zajmowała w sercu April. Pracowała na to ciężko przez piętnaście lat i co? Nagle ktoś miałby ją zastąpić?
No dobra, to nie było możliwe. Miała dwieście procent pewności, że w oczach April była numerem jeden i nic nie było w stanie tego zmienić. Musiałoby się naprawdę sporo wydarzyć, żeby ukochana przestawiła ją na dalszy plan. I nawet nie chciała sobie tego wyobrażać. Z drugiej strony Darling wcale nie dawała wyraźnych powodów, dla których Finch miałaby tracić do niej sympatię. Wydawało jej się nawet, że dawała jej ich coraz więcej, żeby każdego dnia i z każdym miesiącem lubiła ją coraz bardziej. Niezależnie od tego, czy był to wtorek, piątek, kwiecień, środek lata czy końcówka następnego roku.
Jeszcze trochę cię lubię — oznajmiła podobnym tonem, uśmiechając się tuż przy jej ustach. — Nawet trochę bardzo. Tak najbardziej, jak się da — mruknęła, skradając jej krótki pocałunek. — Najbardziej ze wszystkich i bez żadnego ale. Bez dwóch zdań. Od początku do końca. Absolutnie i bezapelacyjnie — z każdym przykładem muskała jej usta, jeszcze mocniej zaciskając palce na jej swetrze, jakby chciała te wszystkie najbardziej wbić w nią nie tylko głosem, ale i dotykiem. — I w każdej możliwej wersji. Nawet jak się tak na mniej wkurzasz — zaczepnie pociągnęła zębami za jej dolną wargę. Przy April wszystko samo układało się w jedno, bardzo wyraźne pierwsze miejsce. Nikogo nie lubiła tak bardzo i bez wyjścia. Nie wspominając już o kochaniu! Tego to już w ogóle nie dało się opisać!
Dalej jesteś na mnie trochę zła? — odsunęła się nieznacznie, żeby przyjrzeć się jej twarz. — Na pewno nie jesteś — stwierdziła po krótkiej chwili. — Nie potrafisz się być przy mnie naburmuszona dłużej niż... — urwała i spojrzała na nadgarstek, udając, że sprawdza czas na wyimaginowanym zegarku. — Trzy minuty — pokiwała z aprobatą głową. Tak, to Apiril mogła wściekać się na nią zawsze!

czuję jak milion dolarów i mam nadzieję, że przymnie tak samo czujesz się
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmarszczyła nos, czując na nim wilgotny pocałunek. Całą sobą uwielbiała ją za każdy gest i każde słowo, jakimi ją obdarowywała od dnia, w którym się poznały, aż do dzisiaj. A trochę tego wszystkiego było! Nie było szans, żeby ktoś zrzucił Darling z tego podium. Zapracowała sobie na nie.
— Najulubieńszym — potwierdziła grzecznie. Nie chciała, żeby jej partnerka miała co do tego jakiekolwiek wątpliwości. W małym ciele April mieściło się mnóstwo sympatii do innych osób, ale procentowo nikt nie miał żadnych szans z jej kobietą.
— Nikt nigdy nie był tak wysoko w moim rankingu. I już nie będzie — doprecyzowała. Szczerze w to wierzyła. Skoro przez tyle lat Teddy była zawsze na podium, to teraz jej pozycja zrobiła się naprawdę ugruntowana. Miłość, która wyciekała Finch przez pory, była totalnie nie do pojęcia i nie do opisania. Zrobiła z Darling absolutną faworytkę we wszystkim, co możliwe. Nie dość, że była jej najlepszą przyjaciółką na całym świecie, to jeszcze najcudowniejszą dziewczyną pod słońcem! Reszta przyjaciół musi pogodzić się z byciem w innym miejscu. Chyba nie powinna umieszczać ich wszystkich w tym samym rankingu, bo to było po prostu niesprawiedliwe. Niech Teddy ma swoją własną konkurencję, a pozostali osobną. Tam mogli się bić do woli o uwagę April!
Potrzebowała tych zapewnień, mimo że wszystkich tych rzeczy była przecież pewna. Wysłuchiwanie tych słodkich słów nigdy się jej nie znudzi. Nie była w stanie powstrzymać od uśmiechu, kiedy dziewczyna zasypywała ją własnymi uczuciami. To przecież było absolutnie najpiękniejsze, co mogła jej mówić. Może to robić śmiało i bez końca. No dobra, może z przerwami na kilka innych aktywności.
— A może trochę jeszcze jestem? — szepnęła zaczepnie, zarzucając jej ręce na kark i przyciągając do siebie z powrotem. Jasne, że nie była. Delikatne pocałunki, które zaczęła składać na jej wargach, były sygnałem, że coś tu jednak kręci. Niespecjalnie spójne te jej komunikaty, musi troszkę popracować nad aktorstwem. Jak będzie tak odkrywać zawsze wszystkie karty na samym starcie, to daleko nie zajedzie.
— Najpierw mówisz, że nie chcesz jednak za mnie wyjść, potem sugerujesz, że lunche z innymi są dla mnie ważniejsze od ciebie... — zawiesiła na moment głos. Zmarszczyła brwi i odsunęła twarz na kilka centymetrów, żeby móc przyjrzeć się strażaczce badawczo. Dopiero, gdy sama to powiedziała, zaczęła się zastanawiać, czy Teddy aby nie była nieco zazdrosna. To dopiero byłaby nowość! Pewnie wszystko przez te leki. Ale żeby ze wszystkich możliwych opcji miała być zazdrosna akurat o Emmę? Nie, niemożliwe. Wzruszyła ramionami i przysunęła się do niej znów tak, by móc przy każdym słowie muskać jej usta własnymi.
— Takich rzeczy nie wybacza się zbyt łatwo — dokończyła. Przesunęła językiem po jej górnej wardze, co również niespecjalnie wpisywało się w wizerunek groźnej April, ale naprawdę nie mogła się powstrzymać. Miała ochotę ją co najmniej pożreć. Albo zapieścić na śmierć. Najlepiej zrobić obie te rzeczy jednocześnie.

tak mi z tobą dobrze, że za twoim słowem poszedłbym w ogień
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie długo na to pracowała, żeby znaleźć się na pierwszym miejscu. Wcześniej raczej trzymała się gdzieś z tyłu, bo zazwyczaj pierwszeństwo miały dziewczyny, z którymi April akurat się spotykała i Teddy nigdy nie próbowała się z nimi o to przepychać. W sumie było jej z tym okej. Najważniejsze, że jej pozycja jako najlepszej przyjaciółki było pewne i niezagrożona.
No i tak powinno być — odparła dumnie, bo jeśli ktoś miałby ją teraz wyprzedzić, to musiałaby go z tego rankingu wyeliminować. Albo pobić. A najlepiej jedno i drugie. Darling z pewnością nie miała aktualnie żadnych powodów do narzekań. Nie dość, że awansowała i ulokowała się na pierwszej miejscu pod każdym względem, to jeszcze dalej pozostawała najlepszą przyjaciółką Finch. Czy można było ustawić się lepiej? Czuła się tak, jakby wygrała na loterii. I wygrała! Tylko zamiast milionów monet, miała niepojęte szczęście!
Wiedziała, że ukochana nie była zła. Tak sobie tylko gadała. Mogłaby jej taki kit wciskać, gdyby dopiero się poznawały, a nie znały na wylot. Co ona jej tu próbowała ściemniać, oszustka jedna!
Nie jesteś — stwierdziła, przysuwając się jeszcze bliżej. Musiała uważać na rękę, a przez temblak nie mogła objąć jej tak, jak chciała. Mogła natomiast wpleść palce drugiej dłoni w jej włosy i zawinąć sobie jasny kosmyk na jeden z nich. Lubiła tak robić i często bawiła się włosami partnerki całkiem nieświadomie.
Kiedy tylko April odsunęła się i zaczęła jej się przyglądać, doszukując nie wiadomo czego, Teddy nie omieszkała wywrócić oczami. Co to była za baba, no naprawdę!
Ale ty zdajesz sobie sprawę z tego, że żartowałam? — tym razem spojrzała na nią pobłażliwie. — Po pierwsze, nie powiedziałam, że nie chcę za ciebie wyjść. Właściwie powiedziałam, że wezmę z tobą ślub. A pod drugie, niczego nie sugeruję. Czy ty naprawdę uważasz, że wymagałabym od ciebie rezygnacji z czegokolwiek, tylko po to, żeby codziennie stać przy garach? Do reszty zwariowałaś — zaśmiała się i zabrała rękę z jej włosów tylko po to, żeby pstryknąć ją w nos.
Teddy, jeśli tylko by chciała, znalazłaby sobie jakiś inny powód, żeby być zazdrosna, ale na pewno nie byłoby to jedzenie lunchu z koleżanką z pracy. To tak, jakby April byłaby zazdrosna o to, że Darling spędza przerwy z Riley.
Uśmiechała się przy każdym słodkim pocałunku. No nie, tak nie zachowywał się ktoś, kto był obrażony. Finch zawsze miała trudności, żeby wściekać się na Teddy, ale teraz to już przechodziła samą siebie. Mogłaby przynajmniej poudawać. Albo jakoś bardziej się postarać, bo tym sposobem nie była ani trochę wiarygodna.
Czyli teraz będziesz pieklić się na mnie do usranej śmierci — uniosła jedną brew i teraz sama odsunęła się, chcąc na nią spojrzeć. — Powiedz mi lepiej, co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła — Teddy naprawdę starała się brzmieć poważnie, ale nie nie zdołała ukryć rozbawienia. Ale jak miała to zrobić, skoro April wyglądała tak, jakby chciała przelecieć ją na tym kocu, na oczach wszystkich tych spacerowiczów, wędkarzy i kajakarzy-amatorów? Och, musiała być naprawdę wściekła!

powiedz czy masz mnie dosyć. ja powiem, że czuję niedosyt i błądzę
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wywróciła oczami, niezadowolona, że Teddy zaczęła psuć iluzję, wytykając jej oczywistości. April wiedziała, że nie jest zła. I wiedziała, że Teddy wie. Bardzo były domyślne i w ogóle. Ale nie trzeba było wykładać tak wszystkiego kawa na ławę, mogły się ze sobą przecież podroczyć. Jakby tego było mało, naprawdę zaczęła się tłumaczyć. Finch machnęła lekceważąco ręką, bo nie dowiedziała się niczego nowego. Zdawała sobie sprawę, że partnerka nadal chce za nią wyjść i że nigdy nie jest o nią zazdrosna i że nie stawiałaby jej takich idiotycznych warunków. Nie miała przecież nawet argumentu, że April była babą i jej miejsce było w kuchni. Sama spełniała wszystkie warunki bycia kobietą, niemniej niż Finch, więc to zdecydowanie miecz obusieczny! Cieszyła się po prostu, że dostała do rąk nowe opcje na sprawianie swojej ukochanej przyjemności. Z radością przecież będzie jej gotować, jeśli tylko będzie miała do tego przestrzeń czasową, jak dzisiaj.
April wolała nie zastanawiać się nad tym, w jakiej konkretnie konfiguracji spędzają przerwy strażacy na jednostce. Część na pewno by jej nie leżała, ale w ogóle nie miałaby ochoty dawać po sobie tego poznać. W końcu Darling naprawdę weźmie ją za jakąś chorą, zazdrosną wariatkę. A przecież wcale nie była chora.
— Dobre sobie. Może mam ci jeszcze napisać dokładne instrukcje? — prychnęła rozbawiona. Nie ma przecież tak łatwo, a przynajmniej nie z April. Usiadła wygodniej, wsunęła nogi za jej biodra i wyciągnęła je na kocu za jej plecami.
— Postaraj się. Zacznij opowiadać, jaka jestem cudowna — podpowiedziała szeptem tuż przy jej uchu. Poczuła jak przez jej plecy przechodzi przyjemny dreszcz. Teddy nawet nie musiała jej dotykać, by wywoływać w niej takie stany. Kiedy miała ja tak blisko, zaczynały puszczać jej wszystkie hamulce. Zaczęła składać delikatne pocałunki na jej policzkach i żuchwie. Była wyjątkowo subtelna i delikatna. W końcu dookoła latały dzieciaki z patykami, nie wypadało ich zdeprawować. Chociaż może akurat teraz przez moment nie będą patrzeć? Zsunęła pocałunki na jej szyję, z czułością dopieszczając jej miękką skórę. Nadal nie była obsceniczna, co to to nie! Ale na pewno mogła być nieco grzeczniejsza.
— Albo po prostu obiecaj, że mnie potem przelecisz — dodała, przygryzając delikatnie skórę na jej szyi. Ucałowała złapane w zęby miejsce, choć była pewna, że Teddy wcale to nie zabolało. Odsunęła się od niej delikatnie tak, aby móc spojrzeć na jej twarz i uśmiechnąć się do niej przepięknie. Była bardzo ciekawa, którą z tych opcji wybierze jej ukochana. Miała szczerą nadzieję, że obie na raz! I że wprowadzi je w życiu jak najszybciej. Cholera, mogła znowu zorganizować im randkę w mieszkaniu. Tam przynajmniej miałyby pełną swobodę zrealizowania obu tych planów choćby natychmiast. Kocyk nad jeziorem w środku dnia nie dawał jednak nieograniczonych możliwości. Z drugiej strony, miały całkiem niedaleko auto. Ale nie, przyjechały tu, żeby być urocze, spokojne i romantyczne. April szybko skarciła się w myślach, że znowu pozwalała sobie na grzeszne myśli w obecności swojej ukochanej. Nie było szans, że się tego kiedyś oduczy.

Chciałbym zatrzymać czas, kiedy patrzę na nią, Zatrzymać świat, który chce nam chwile kraść
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie było tak, że Teddy w ogóle nie była zazdrosna. Była, tylko nie o byle co. Żeby ją coś ruszyło, musiał być naprawdę konkretny powód, a nie jakaś przypadkowa sytuacja czy głupia scenka do nadinterpretowania. Nie należała do osób, które szukają problemów tam, gdzie ich nie ma. Może to kwestia zaufania, a może po prostu tak miała i tyle, co mogło wydawać się trochę podejrzane. W głowie April pewnie wszystko układało się w prosty wniosek, że jej nie zależy, a jak nie zależy, to wiadomo - pewnie też nie kocha.
Nie, Darling zdecydowanie nie potrzebowała instrukcji. Umiała udobruchać swoją dziewczynę i to z zamkniętymi oczami. A przynajmniej do tej pory działało to bez zarzutów. Tylko jak miała się skupić, kiedy sama była rozpraszana pocałunkami? I jeszcze miała prawić jej komplementy? Tutaj robiło się trochę pod górkę, ale dla Teddy nie było przecież rzeczy niemożliwych. Była nieustraszoną strażaczką, poradzi sobie również z prawieniem komplementów, których Finch zawsze było mało. Nie powstrzymają ją przed tym nawet wybijające z rytmu pocałunki!
Okej, ale jak się rozkręcę, to sama będziesz mieć tego dość — zastrzegła, odchylając szyję, żeby dać jej jeszcze więcej przestrzeni do zostawiania mokrych śladów na skórze. Była gotowa na kolejną serię malinek, które będą zdobić jej ciało przez najbliższe dwa tygodnie. Dobrze, że została uziemiona, bo przynajmniej uniknie docinek ze strony kolegów z pracy.
Apiril jednak szybko zmieniła zdanie i dała jej wybór, o czym świadczyło albo. Dla Teddy zasady były proste - albo jedno, albo drugie. Jasne, że ukochana chciałaby wszystko na razi i jeszcze więcej, ale sama powinna lepiej określić reguły tej gry, kiedy miała styczność z kimś tak prosty, jak strażaczka.
Ale jesteś niewyżyta — stwierdziła i to niewątpliwie był jeden z komplementów. — Uspokój się i daj mi mówić miłe rzeczy — stwierdziła i tym razem to ona zaczęła składać pocałunki na jej szyi. — Jesteś cudowna, bo masz jakieś dziwne przekonanie, że zawsze masz rację. I najgorsze jest to, że często faktycznie ją masz. Strasznie irytujące, swoją drogą — uśmiechnęła się, muskając ustami linię żuchwy. — Jesteś cudowna, bo potrafisz być absolutnie nieznośna, a i tak nigdy nie mam ochoty się na ciebie złościć. To już trochę podejrzane — wyszeptała, zbliżając się do jej rozchylonych warg. — Jesteś cudowna, bo masz absolutny talent do wchodzenia mi na głowę. I robisz to tak, że ja ci jeszcze za to dziękuję. Jesteś cudowna, bo potrafisz wyolbrzymiać totalne bzdury, a potem wystarczy jedno twoje spojrzenie i nie mam serca tego wypominać. A najbardziej jesteś cudowna, bo robisz ze mną takie rzeczy — tu Teddy spojrzała April prosto w oczy lekko skinęła głową, jakby miała na myśli dokładnie to, co się właśnie działo. — A potem jeszcze chcesz, żebym mówiła ci to na głos — uśmiechnęła się prosto w jej ustach i przycisnęła do niej te swoje, łącząc je w żarliwym pocałunku.
Szarpnęła ją za sweter, przyciągając do siebie jeszcze bardziej, żeby zaraz ją popchnąć i zmusić do przybrania pozycji leżącej. Zupełnie nie dbała o to, że w pobliżu kręcili się jacyś ludzie. Zresztą oni też nie wyglądali na przejętych tym, co wyprawiały na kocu, więc dlaczego miałyby się hamować? Nie paradowały przecież bez majtek. Jeszcze. Darling zawisła nad ukochaną, odgarniając jej kosmyk włosów za ucho.
Czekaj, co miałam ci obiecać? — zapytała i oczywiście zgrywała totalnie niewiniątko. — Musisz mi przypomnieć, bo tak się skupiłam na tych komplementach, że wyleciało mi z głowy. No i jestem na lekach, one powodują u mnie jakąś mgłę mózgową — dodała z poważną miną, chociaż w oczach tańczyły jej małe kurwiki.

przyjdź i weź mnie. razem pojedziemy tam, gdzie będziemy w całym mieście tylko my
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
30 y/o
APRILLA
157 cm
Head of Creative & Strategy Department
Awatar użytkownika
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie martwiła się, że będzie miała dość, kiedy Teddy się już rozkręci. Nie było w ogóle takiej możliwości. Nie była w stanie doprowadzić ją do momentu, w którym uzna, że przesadza. Chyba troszeczkę nie doceniała pojemności April na słodkie słowa, skoro w ogóle dopuszczała taką możliwość do zaistnienia.
Z przyjemnością przyjęła propozycję zamiany ról. Odchyliła głowę, dając jej jeszcze lepszy dostęp do szyi. Każdy pocałunek był równie przyjemny jak każde kolejne słowo. Mieszanka tych dwóch odczuć była co najmniej obezwładniająca. April czuła, jak po ciele rozlewa jej się cała masa ciepła i miłości. Teddy była przecież tak samo urocza, jak i seksowna. To wybuchowa mieszanka, którą trudno objąć rozumem. A przynajmniej nie takim malutkim jak ten należący do April. Trudno było ogarnąć to, jak mocno Darling ją kochała. I czym sobie Finch na to wszystko zasłużyła? Na pewno nie tymi rzeczami, które wymieniała jej ukochana! Nikt normalny przecież nie uznałby większości tych rzeczy za przyjemności albo walory. Ale przecież jej partnerka była kompletną wariatką. I w ogóle się tego nie wstydziła. Wręcz obnosiła się ze swoim pokręceniem, zrzucając większość winy na Finch. Powinna chyba przestać udawać, że nie miała z tym nic wspólnego. Skoro miała tak się zachowywać, to trzeba było kontynuować to zaszczepianie jej w głowie totalnego świra.
O ile wcześniej to April nie pokręci już tak do reszty. Straci dla ukochanej głowę i nigdy nie będzie w stanie jej odnaleźć. Jeżeli będzie się zachowywała tak nadal, to więcej niż pewne. Pozwoliła połozyć się na kocu, obejmując ją mocniej ramionami, żeby nawet nie myślała o odsuwaniu się w takim momencie.
Uśmiechnęła się prowokacyjnie, słysząc, w jaką grę zaczęła ją wplątywać. Próby przegadania April nie były czymś, na co decydowało się wiele osób. Właściwie strażaczka zaliczała się w poczet nielicznych wyjątków, które nie dość, że w ogóle do tego podchodziły, to jeszcze czasami wygrywały. Ale to przecież nigdy nie mogło być zbyt łatwe.
— Miałaś obiecać, że dasz mi się potem przelecieć — mruknęła tuz przy jej ustach, przyciągając ją do siebie jeszcze bliżej. Ta zmiana narracji wydała jej się teraz naturalna. W końcu wcześniej powiedziała, że albo jedno albo drugie! Po tym, co strażaczka przed chwilą powiedziała, należało jej się mnóstwo przyjemności. A przecież Finch uwielbiała ją jej sprawiać. Pocałowała ją najpierw delikatnie, wręcz nieśmiało, by za moment wpić się w jej wargi dużo zachłanniej i bez żadnego udawania ani poszanowania tego, że ciągle były w miejscu publicznym.
— Dasz mi się przelecieć, Teddy? A potem za mnie wyjdziesz? — zapytała, odrywając się od niej z cichym westchnieniem. To były bardzo istotne kwestie. Nic dziwnego, że skupiła się na moment na czymś innym niż ciepło na wysokości podbrzusza. Wpatrywała się w jej oczy szukając słodkich potwierdzeń i obietnic. Mogła się domyślać, co usłysz, ale to nic. Przecież dzisiaj nie dopytywała ją o żadną z tych dwóch kwestii, wiec było co nadrabiać. Nie była w stanie wytrzymać bez dopytywania jej nawet siedemdziesięciu dwóch godzin. Była ciekawa, kiedy wreszcie jej partnerka straci cierpliwość i siłą zaciągnie ją do urzędu, licząc, że oficjalny papierek ukróci to wariactwo. Oczywiście nie ukróci, ale to chyba jasne.

Uwierz nagle w różowy czas, przecież mnie masz
Werka
dogadamy się
30 y/o
STRAŻAK TEDDY
167 cm
strażaczka toronto fire station 132
Awatar użytkownika
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sam fakt, że Teddy potrafiła z nią wytrzymać, powinien być dla April czymś w rodzaju niepodważalnego komplementu. Bo ile już było tych przejściowych panienek, które wcześniej czy później się poddawały? Na pewno sporo. Jedne uciekały po tygodniu, inne po miesiącu, a jeszcze inne po prostu uznawały, że to wszystko jest dla nich za intensywne. Ale nie Darling. Ona niestrudzenie trwała u jej boku! Najpierw jako przyjaciółka, a teraz jako partnerka, która najwyraźniej nie zamierza nigdzie się ruszać. I jeszcze miała w tym wszystkim całkiem konkretny plan, bo była wystarczająco zdeterminowana, żeby w końcu zostać jej żoną. Jak widać, Teddy nie tylko nie odpuszczała, ale napierała do przodu jak gdyby nigdy nic. Co z tego, że na razie to Finch regularnie ją ubiegała i co jakiś czas sama wyskakiwała z kolejną propozycją oświadczyn. To tylko kwestia czasu, aż Teddy zmieni taktykę, wyprzedzi ją i zrobi to pierwsza. A wtedy April nie będzie miała nawet chwili, żeby zareagować! I wtedy będzie już po sprawie. No, pod warunkiem, że wcześniej Darling nie spadnie na łeb kolejny strop, co - umówmy się - w jej przypadku brzmiało jak dość realistyczne ryzyko.
Coś ściemniasz — wyszeptała w jej, kiedy nagle ukochana zaczęła gubić się w zeznaniach. — Bo zaczyna mi świta, że to ja miałam przelecieć ciebie. Albo tylko się przesłyszałam? — dodała, poddając się całkiem kolejnym pocałunkom. Mogłaby ją zacałować na śmierć, ale byłoby trochę szkoda, bo jak miałyby wziąć ślub? Wprawdzie słyszała kiedyś o Chińczyku, który poślubił swoją martwą żoną, która zginęła w wypadku samochodowym. Mężczyzna tak bardzo kochał swoją narzeczoną, że postanowił ożenić się z nią, nawet po jej śmierci. Teddy zdecydowanie wolała, żeby April była żywa, kiedy już staną na ślubnym kobiercu.
Oderwała się od niej bardzo niechętnie, kompletnie zabałamucona i zakochana po uszy. Teddy czuła, jak serce rwie się do Finch i żadna siła wyższa nie była w stanie tego zatrzymać. Chciała obiecywać jej gwiazdy na niebie i dotrzymać każdej jednej z tych obietnic. I nawet przez chwilę nie wydawało się to przesadą. W tym stanie wszystko, co dotyczyło April, nabierało autentycznego sensu. Po prostu Darling miała jasne przekonanie, że znajdzie sposób, żeby dać jej wszystko.
Dam ci się przelecieć — skinęła głową, uśmiechając się przy tym łobuzersko. — Kiedy chcesz to zrobić? Teraz? W tym momencie? W tej minucie? — jeszcze raz musnęła jej usta, zaczepnie pociągając zębami za jej dolną wargę. — A ty dasz mi się przelecieć, April? Czy już nie chcesz? — sięgnęła sprawną ręką do jej biodra i docisnęła ją do koca. — Bo coś tam wspomniałaś, że chcesz, ale już nie wiem. Trudno za tobą nadążyć, wiesz? — mruknęła w rozchylone wargi i znów spojrzała jej w oczy. Jak ona kochała te oczy, to przechodziło ludzkie pojęcie. I w ogóle jakiekolwiek pojęcie. Totalnie straciła dla nich głowę.
Wyjdę za ciebie — dodała po chwili, przechylając głowę na bok. — Mogę to zrobić nawet w tej chwili. Ale nie możemy. Chciałaś mieć wesele z pompą, pamiętasz? — przypomniała, bo taki papierek w urzędzie to mogły podpisać sobie nawet jeszcze dzisiaj. Ale wiedziała, że April nie wybaczyłaby sobie później, że zrobiły to tak na odpierdol. No i w ogóle totalnie bez sensu, bo Teddy nie miała jeszcze kupionego pierścionka, a musiała najpierw wcisnąć jej pierścionek na palec! Zdecydowanie powinna zrobić to już wtedy, na szczycie góry, kiedy były w Mont Tremblant, to teraz miałyby już wszystko w połowie zaplanowane.

wiem, że to się nazywa szczęście. do tej rzeki chcę wejść głębiej
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”