34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i coś tam na pewno jest
Pilar brała go takiego, jakim był, to fakt...
I większość ludzi na jej miejscu dawno by odpuściła. I wszystkie laski, z którymi kiedykolwiek spotykał się Madox też w końcu odpuszczały, miały go dość. A ona nie miała.
Ale też pierwszy raz w życiu on... się starał. I chociaż przecież nie wymagała od niego tych zmian, to jednak się działo. To za jej sprawą przewartościował swoje priorytety. Za jej sprawą mniej siedział w klubie, mniej ćpał i był... ostrożniejszy.

Nie zawsze.
Ale starał się.


Starał się dla niej i chociaż zrobiłby to wszystko jeszcze raz. Wszystko by dla niej rzucił i poświęcił, to czasem... Rzadko, bo jednak Madox nie lubił roztrząsać, pojawiała się taka myśl, że co on robi. Bo dla żadnej innej kobiety, wcześniej, przecież nie robił. Ale też nigdy się nie angażował do tego stopnia. Nigdy nie stracił dla żadnej tak głowy. Nawet kiedy oświadczył się Rosie, to przecież... nie zmieniał się dla niej, nie wyciągał z siebie... kurwa... jakiś dobrych cech. Bo i tak był wtedy młody, gniewny.
A potem dziesięć lat był... zły, okropny, właściciel Emptiness z którym lepiej nie zaczynać. Bo był narwany, był dziki, nieobliczalny. Wiecznie gdzieś w lożach VIP w towarzystwie półświatka, kokainy na złotych tacach i długonogich lasek.
A teraz... pracował dla policji, zastanawiał się czy nie odpuścić sobie piguł, skoro go tak ostatnio poskładały... i był zapatrzony tylko w jedną długonogą laskę.

Zmiany.


Dobrze, że Madox nigdy się ich nie bał. Problem, że on niczego się nie bał. Dlatego ten ślub w Vegas był... no właściwie pewnie ludzi, którzy go znali by nie zdziwił. Chociaż może kogoś zdziwiłoby to, że nie z Pilar, biorąc pod uwagę fakt, że on przecież tylko o niej ostatnio gadał.
I oczywiście, że gdyby do niego przyszła i mu powiedziała, że wzięła ślub w Vegas to by się obruszył, wkurwił... Obraził? Bo byłby zazdrosny, nawet jeśli Stewart zrobiłaby to z przyjaciółką, bo ją pociągały też kobiety. A jego faceci nigdy... Nawet jakby William był najpiękniejszym gościem na całej planecie, to i tak nie...
I tak to pozostawało w sferze przyjacielskiego odpierdolenia po pijaku. Chociaż może powinien zrozumieć Pilar i to jej myślenie, że skoro nie pamiętał, to następnym razem mógłby...
Nie, nie rozumiał. Bo Madox widział to ze swojej strony, że by nie mógł. Jej zdradzić.
I tą winę też widział tak, że to tylko wszystko on. Wszystko jego wina. No ale w zasadzie to czyja? Na pewno nie jej... a może trochę jej? Może jakby...
- Nie twoja - rzucił w końcu - moja, ale też to nie tak, że chciałem ci tym dopierdolić, zrobiłem ci to na złość, albo dlatego, że cię nie kocham - no bo nie. Mógł sobie zrzucać winę na wszystkich dookoła, ale prawda jest taka, że to on tutaj zjebał. Tylko przecież nie specjalnie. To tak jak z tymi rzeczami, które się po drodze wypierdalały. Tak się po prostu działo i koniec.
A Madox później starał się po prostu z tego brać, wycisnąć co się da. Chociaż z tego ślubu z Williamem się nie starał, nie widział

pozytywów.


I jakby tego jeszcze było mało. To upuścił to czerwone pudełeczko. A mógł je włożyć do kurtki. Albo do kieszeni z przodu. Tylko szkoda, że taki mądry był dopiero po szkodzie. Typowy Madox.
- Przecież nie spadnę - to też było bardzo w jego stylu i to wywrócenie oczami, bo przecież on nigdy nie brał pod uwagę tych czarnych scenariuszy, bo przecież jemu wszystko wychodziło. Miał pierdolone szczęście.
A co to dla niego czwarte piętro?
Wrażenia też nie robiło na nim gadanie Pilar, bo to przecież to był tylko balkon, nic takiego. Gorsze rzeczy robili, jak skakanie z klifu w nieznane, tam pod wodą przecież mogły być jakieś skały, nie wiedzieli ile trzeba płynąć do Jaskini, mogli się utopić, a i tak w to weszli.
A tutaj przecież widzieli dokładnie jak to wygląda.
- Calma... - rzucił tylko do niej, kiedy poprosiła, żeby uważał. Zawsze to robił...
Nigdy właściwie. Ale od jakiegoś czasu tak, był ostrożniejszy. I teraz też właściwie w pełnym skupieniu, uważnie bujnął się do tego balkonu na dole. Nawet sprawnie mu to wyszło, lepiej chyba niż się spodziewał, chociaż jak ten pręt odpadł od ściany i wysunął mu się z ręki lecąc w dół, a on w ostatniej praktycznie chwili, złapał się za barierkę od jej balkonu, to miał taki moment, że sam wstrzymał powietrze, że po plecach przeszedł mu dreszcz, jakby oddech Śmierci zatańczył mu gdzieś na karku.
Ale Madox miał farta, głupi to zawsze ma szczęście.
I już po chwili stał obok Pilar, która zaraz szarpała go za koszulkę.
- Pilar... - zaczął, ale ona już go pchnęła na ścianę, opadł na nią plecami wypuszczając mocno powietrze z płuc. Mógł spaść. Mógł się rozjebać.
Ale przecież on się nigdy takimi rzeczami nie przejmował, nie zastanawiał się, nie wahał, tylko robił. Działał. Bo jakby tak stanął i pomyślał, to przecież... ile rzeczy w swoim życiu on by nie zrobił, bo były niebezpieczne.
Na pewno nie byłby w tym miejscu, w którym był teraz. W którym oboje byli, na jej balkonie. Razem.
- No i dobrze, jak kiedyś się zabiję, to mnie jeszcze dobij - sięgnął palcami do jej policzka, żeby po nim przesunąć odgarniając z niego jej włosy, na kark, żeby ją do siebie przytulić. Klatka piersiowa uniosła mu się, kiedy nabrał w płuca powietrze, a serce znowu waliło mu szybko - tylko nie mów sąsiadce, że coś jej upierdoliłem, jak coś to... gołębie - i suszarkę też złożyły, bo im przeszkadzała. Na jej kolejne słowa spuścił spojrzenie na jej głowę, na te ciemne kudły, do których policzek zaraz przysunął, których zapachem zaraz się zaciągnął. Powinien jej powiedzieć, że nie zrobi?
- Nie obiecuję... - postawił jednak na szczerość, znowu. Ale taka była prawda, że nie mógł jej obiecać, że nie zrobi czegoś głupiego, bo on zawsze to robił. Złaził na balkon sąsiadki po pudełeczko, które chciał jej wręczyć. Wchodził za Daltonem na zamarznięte jezioro. Dawał małolatą prowadzić samochód. Stawiał się ruskim, gangusom i łysym karkom, bo brzydko się do niej odezwali. Albo... brał ślub w Vegas, ze swoim kumplem.
Bo taki był Madox pierdolnięty, intensywny aż do bólu. I ona musiała coś o tym wiedzieć.
- No i gdzie to pudełko? - rozejrzał się, a zaraz po nie sięgnął, chociaż już drugim ramieniem ją obejmował, przytulał dla siebie. Przełożył w palcach czerwone pudełeczko, a zaraz wystawił je na ręce w jej kierunku - dla ciebie, to... - zastanowił się unosząc spojrzenie gdzieś w balkon nad nimi - nie wiem, prezent zaręczynowy? - tak to się nazywało? Chyba, bo właściwie to kupił go jej na zaręczyny właśnie - William takiego nie dostał - musiał to dodać, chociaż może nie powinien sobie z tego jeszcze żartować? - Otwórz... - co mogło w sobie skrywać czerwone pudełeczko? Pierścionek z czerwonym oczkiem?
No nie, bo kiedy Pilar je otworzyła, to w środku były... kluczyki, i to nie te do mieszkania, które miał jej dorobić, chociaż o tym, też pamiętał, ale dzisiaj i tak zajął się tym prezentem zaręczynowym.
Kluczyki do samochodu.
Madox podniósł spojrzenie na twarz Pilar, no bo... w sumie był ciekawy jej reakcji. Pewnie spodziewała się pierścionka, czy coś. I on nawet chciał jej kupić ten pierścionek, ale przecież jeden już miała, ten jego ulubiiny, ten z literką M, jak narzeczona Madoxa. Dlatego postawił na coś innego, coś co przyszło mu do głowy, kiedy tylko pomyślał o idealnym prezencie dla jego narzeczonej. I kiedy wyjęła kluczyk, to mogła zobaczyć... znaczek Jaguara.

Haría cualquier cosa por ti, pero no puedo prometerte eso ˚ ༘♡ ⋆。˚ ❀
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Oddychała ciężko.
Czuła dokładnie, jak serce w piersi mocno uderzało o ścianki, próbując przedrzeć się przez mostek. Rozerwać kości tylko po to, by zbliżyć się do niego jeszcze bardziej. Być bliżej. To jego również biło mocno. Czuła to pod policzkiem, który mocno przyciskała do jego klatki piersiowej. Ale co się dziwić, skoro gdyby nie jego fart, właściwe leżałby cały połamany na chodniku pod blokiem? Wystarczyło przecież, żeby pręt, na którym zawisł, kompletnie oderwał się od ściany, a on… Nawet nie chciała o tym myśleć, przytłaczało ją to. Do tego stopnia, ze na moment kompletnie zapomniała o jakimś zasranym ślubie z Williamem. Zapomniałą o tym, że jeszcze chwilę temu się kłócili i darli koty. Bo jakie to miało znaczenie przy tym, co stało się przed chwilą?
Przytrzymała go przy sobie na dłużej, a kiedy poczuła, jak jego ręka zaciskaja się na plecach, jak tą drugą odgarnia jej włosy z karku, westchnęła głośno. Zaciągnęła się znajomym zapachem, który tak bardzo lubiła, a potem prychnęła prosto w materiał jego koszulki, na kolejne jego słowa.
Jakbyś zginął dla jakiegoś durnego pudełka, to przysięgam znalazłabym sposób, żeby cię przywrócić do żywych, a potem jeszcze osobiście zabić — rzuciła w odpowiedzi, w końcu zadzierając głowę i spoglądając na niego z pełną powagą. Powagą, ale też troską. Bo to nie tak, że skoro była na niego zła, to nagle był jej obojętny. Te sytuacje tylko pokazywały, jak bardzo mu na nim zależało, jak jego życie było dla nie cenne. Jak on był cenny. Najcenniejszy. Przymknęła oczy, gdy szorstką dłoń przejechał po jej policzku. Czuła przyjemne mrowienie na skórze, a na wzmiankę o gołębiu przewróciła oczami. — I gołębie też jej poskładały suszarkę na pranie? — bo jeszcze jak byłaby w stanie uwierzyć, że kawałek jej balkonu po prostu spierdoliło się na dół, tak tej bajeczki nawet raczej najstarsza baba nie łyknie. Chociaż z drugiej strony to już nie był problem Pilar, przecież ona i tak od jutro nie będzie tu mieszkać. A może już od dzisiaj? W końcu powiedział jej o co chodziło, więc może nie miała już potrzeby spania tutaj na pudłach.
Wiesz że bym sobie nie wybaczyła, gdyby coś ci się stało? — wbiła w niego ciemne spojrzenie, a swoją dłoń mimowolnie uniosła do góry. Mogła być na niego zła, wkurwiona nawet, mogła mieć do niego żal i pretensje, ale kiedy był blisko, nie potrafiła go tak po prostu nie dotykać. Dlatego zaraz jej dłoń osadziła się miękko na jego policzku. Na krótką chwile, dwa posunięcia kciukiem, bo po nich Noriega się odsunął i sięgnął po pudełko.
Madox… — zaczyna, gdy oznajmił, że to dla niej. Czy przez moment myślała, że może znajdować się tam nowy pierścionek zaręczynowy? Taka myśl faktycznie przeszła przez jej głowę, razem z tą, że gdyby faktycznie tam był, wcale by go nie chciała. W końcu miała już na palcu ten jeden wyjątkowy, jego ulubiony. — Jaki prezent zaręczynowy? Ja nic dla ciebie nie mam — zaręczeni ludzie powinni dawać sobie prezenty? Dlaczego nikt jej kurwa o tym nie powiedział? Ile jeszcze było rzeczy, których nie wiedziała, a które powinna robić, posiadając taki status związku, w jakim obecnie trwała? Przejechała palcami po wieczku, przez moment bojąc się otworzyć, a na uwagę o tym, że William takiego nie dostał, tylko skrzywiła się na twarzy. Zdecydowanie było jeszcze zbyt wcześnie, żeby o tym żartować. — Stringi? — a jednak pozwoliła sobie odpyskować. Tylko finalnie sama nie wiedziała komu bardziej zepsuła tym wyobraźnie, bo ta jej akurat zadziałała na najwyższych obrotach i jak na zawołanie zobaczyła przed oczami Patela w cieniutkich stringach. Mało seksowny widok. Dlatego potrząsnęła głową i słysząc to, jak ją ponagla, otworzyła pudełko.
Co to? — spytała jeszcze nim zdążyła się temu porządnie przyjrzeć. Tylko zaraz okazało się, że były do kluczyki do samochodu. Chwile zajęło jej przetworzenie w głowie tej informacji. — Estas loco Zwariowałeś, tylko tyle była w stanie z siebie wyrzucić, podczas gdy jej palce zacisnęły się na kluczyku ze znaczkiem jaguara. — Co ty kupiłeś mi samochód? — podniosła na niego spojrzenie, a zaraz pokiwała głową z niedowierzaniem. Jak on mógł jej kupić samochód? Kto kurwa kopował swoim kobietą samochody? Chyba jakiś Galen Wyatt, który miał za dużo kasy, ale Madox? Skąd on w ogóle miał na to pieniądze? I przecież...
Nie mogę tego przyjąć — odezwała się po chwili, wystawiając w jego stronę pudełko, do któregorego sprawdziła z powrotem kluczyk. — To jest zbyt drogi prezent, Madox — naprawdę nie wiedziała, jak się zachować. Nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji. Rzadko kiedy dostawała prezenty, a takich drogich i przemyślanych to nie dostała nigdy. Może dlatego nie potrafiła go przyjąć? Bo przecież była nauczona, że na wszystko trzeba sobie było zapracować. Że takich rzeczy się dostawało po prostu. Takich pięknych. Poza tym, dlaczego? Przecież miała swoje auto. — Jak to ma być jakaś forma przeprosin za ślub z Patelem, to uwierz mi, pieprzony rozwód przyda się o wiele bardziej.

estas loco 🏎️. ݁₊ ⊹ . ݁˖ .
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i coś tam na pewno jest
Wywrócił oczami, kiedy powiedziała o tym durnym pudełku, bo dla niego było... ważne. No i przede wszystkim ważne było to, że on chciał je jej dzisiaj dać. Że kiedy tu szedł, to nawet mniej myślał o tym, że musi jej powiedzieć o tym ślubie z Willem, bo bardziej się ekscytował tym prezentem, który przecież sam dla niej wybrał.
- Brzmi strasznie, jak scenariusz na jakiś horror klasy B, przywróciła swojego narzeczonego do życia, żeby... go zabić - parsknął śmiechem i mogła to na sobie poczuć, jak się roześmiał, a zaraz spuścił spojrzenie na jej duże, błyszczące oczy. Przesunął palcami po jej policzku zgarniając kilka niesfornych kosmyków, a kiedy powiedziała o gołębiach, które złożyły suszarkę na pranie, to znowu się roześmiał - ostatnio te gołębie to coraz dziwniejsze akcje odpierdalają, więc... - pokazał jej czubek języka. Wiadomo, że nikt w to nie uwierzy, ale może sąsiadka nawet nie zwróci uwagi na tą suszarkę? A jak zwróci, to przecież nie wiadomo skąd, bo może ktoś się wspinał z dołu, albo... sobie tam wylądował, czy coś?
Zresztą nieważne, nie ich problem. Oni i tak zaraz stąd znikają. A sąsiedzi Madoxa to doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że on był trochę loco.
- Czego? Przecież powiedziałaś mi, żebym nie szedł - rzucił, ale prawda jest taka, że gdyby ona przy nim też tak ryzykowała, to on też by sobie nie wybaczył, gdyby coś jej się stało. Tak jak wciąż jeszcze nie mógł przejść do porządku dziennego nad tymi jej siniakami, może już tak bardzo się nie obwiniał, ale i tak, gdzieś z tyłu głowy była myśl, że mógł...

Ale co on mógł?
I co ona mogła?


Kiedy Madox sam podjął decyzję i przecież by go od niej nie odwiodła. Bo on musiał mieć to pudełeczko, tu i teraz.
I zaraz wystawiał je w jej kierunku na dłoni. Czerwone pudełeczko.
Na jej słowa szarpnął się do niej, żeby musnąć wargami jej żuchwę, zaczepić ją zębami, szczypnąć skórę.
- Jak nie? Najlepszy prezent jest tam... - wskazał jej głową do środka na te kartony. Bo rzeczywiście dla niego ta jej przeprowadzka była najlepszym prezentem. A zresztą Madox nigdy nie wymagał, że za prezent trzeba się odwdzięczyć prezentem, czy coś. A on po prostu... lubił czasem komuś coś podarować. A już zwłaszcza kiedy trafił z podarunkiem... miał nadzieję, że tu trafił, wpatrywał się w nią ciemnymi, błyszczącymi oczami.
Na te stringi strzelił ślepiami, nie chciał sobie wyobrażać Patela w stringach, aż zamknął na moment powieki.
- Mogłem ci w sumie kupić stringi... - uśmiechnął się, bo on sobie chyba jednak ją wyobraził w jakiejś kusej bieliźnie - ale następnym razem, teraz otwórz - powtórzył i czekał, aż ona w końcu to zrobi. Na jej pytanie co to nie powiedział nic, pozwolił jej się lepiej przyjrzeć. Przełożyć kluczyk w palcach, rzucić okiem na znaczek Jaguara.
- Tak, ale to nie zwykły samochód... - zaczął i już chciał jej pokazać, co to jest, bo przecież... On był jej jaguarem i teraz jej chciał dać takiego od siebie.
Tylko ona wtedy powiedziała to, że nie może tego przyjąć. A on zaraz wbił ciemne spojrzenie w jej piękne, czekoladowe oczy.
- Co? - uniósł jedną brew, a zaraz układał palce na tych jej, na pudełku, i je na nim zaciskał - czemu nie możesz? Kupiłem go dla ciebie i chcę, żebyś go wzięła... Zresztą musisz go zobaczyć - już chciał ją pociągnąć na dół, żeby zobaczyła tego czerwonego Jaguara F-type 75, był... piękny, drapieżny i Madox był pewny, że jej się spodoba. Bardziej niż jakiś tam pierścionek.
- Zbyt drogi? - powtórzył po niej, a zaraz nabrał powietrze w płuca - Pilar… właściwie, to przecież - zastanowił się przez moment, bo co miał powiedzieć? O tym hajsie z Vegas znowu? A może o tym, który zarabiał nielegalnie i chował po dziurach? - Twój narzeczony prowadzi jeden z najlepszych klubów w Toronto - no tak, bo w zasadzie nikt nie doceniał Emptiness, ale to pewnie dlatego, że Madox tak często narzekał, że nie ma pieniędzy... I może na początku nie miał, ładował wszystko w klub, ale teraz... robił to chyba dla zasady. A prawda jest taka, że mógł sobie pozwolić na taki prezent.
Mógł sobie pozwolić na jeszcze więcej. Ale po kolei.

Zaczął od auta.


- Chodź... - zaraz ją ciągnął za rękę do mieszkania, a potem już do wyjścia i schodami na dół - będzie rozwód, zresztą... to nie o to chodzi, bo ten samochód wybrałem jeszcze przed Vegas, bo miał być pierścionek, ale ekspedientka w sklepie zapytała mnie, jaki spodoba się mojej dziewczynie. A ja jej mówię, że narzeczonej i w sumie jeden już dostałaś, a ona mi wtedy powiedziała, że skoro już masz pierścionek... to żebym kupił ci coś, co ci się spodoba - aż zatrzymał się gdzieś między piętrami, żeby się na nią obejrzeć, bo oczywiście całą drogę jej nawijał - no i wtedy sobie stamtąd poszedłem... - no tak, bo Madox jakoś nigdy nie widział Pilar, żeby zachwycała się jakąś biżuterią. Chyba on miał jej więcej niż ona... No i on ją rzeczywiście lubił błyskotki. Teraz też na szyi miał nowy, złoty łańcuszek z medalikiem, i gdyby Pilar mu się lepiej przyjrzała...
Ale nie mogła bo on już ciągnął ją przed budynek, gdzie zaparkował tego firmowego, czarnego SUVa, a za nim...
Stał piękny, błyszczący nowością Jaguar. Dziki i szybki. Bo Noriega widział jak oczy Stewart błyszczały, kiedy dociskała gaz do dechy.
- Rozpędzi się do setki w 3,7 sekundy, no i wyciągnie trzy stówki... - stał za nią szeptając jej do ucha, ręce opierając na ramionach, na których wciąż miała jego kurtkę - jak nie chcesz to... - i miał nawet powiedzieć, że da go Patelkowi, tylko William to prowadził jak emeryt i to by był kurewsko zmarnowany potencjał - chociaż się nim przejedźmy - i już ją wymijał, żeby jeszcze oprzeć się o czerwoniutką maskę i na nią obejrzeć, bo to ona miała kluczyki. Jeśli o Madoxa chodzi to jemu podobała się ta furka, może nie wymieniłby na nią swojego BMW, bo ono setkę robiło w 3,2 sekundy, ale pasowało mu do niej i takimi brykami to mogliby się nawet pościgać. Bo tym firmowym Jeepem Cherokee to średnio, stówę robił w ponad 6 sekund, tak dla porównania.

depredador y peligroso, como tú °❀🌹⋆.ೃ࿔*:・
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pilar nie umiała przyjmować prezentów.
W żadnym stopniu nie była przystosowana do ludzkiej dobroci, a już tym bardziej bezinteresowności. Ale czego się spodziewać u kogoś, kto nawet na urodziny przez pierwsze osiemnaście lat swojego życia nie dostawał prezentów tylko wpierdol? Ciężko było się jej przyzwyczaić do tego, że ktoś dawał jej cokolwiek z dobrego serca, a co dopiero prezentów takiego kalibru. Bo to wcale nie był jakiś pierwszy lepszy bukiet kwiatów, czy ładna błyskotka. Ona dostała s a m o c h ó d. I znając Madoxa wcale nie byle jaki samochód.
Coś co przez ostatnie miesiące zdążyła się o nim dowiedzieć, to że kiedy już coś robił, wchodził w to w stu procentach. Bez półśrodków, czy podchodzenia do spraw na wyjebce. On lubił, kiedy coś było zrobione porządnie, więc i prezent, który dla niej miał musiał być niesamowity.
Tylko co z tego, jak Pilar stała w bezruchu z szeroko otwartymi oczami i patrzyła na niego z niedowierzaniem? Naprawdę nie wiedziała, jak się zachować. Podziękować? No wypadałoby, a ona zamiast tego oznajmiła mu, że nie mogła go przyjąć. Chciała, ale nie mogła. Bo jak można przyjąć coś tak drogiego? Spuściła spojrzenie na własne dłonie, w których zacisnął jej kluczyk.
Ale jak to kupiłeś mi samochód? — powtórzyła ponownie, chociaż jej palce już przesuwały się wzdłuż pięknego znaczku Jagura. Serce waliło jej w piersi, jakoś dziwnie przytłoczone tym wielkim gestem. — To może chociaż ci się do niego dołożę? — spytała, podnosząc na niego spojrzenie, chociaż po minie, jaką jej posłał, już wiedziała, że zaraz padnie jakieś chyba zwariowałaś. Tylko ona naprawdę chciała. No bo jak? Tak po prostu miała to od niego wziąć? Samochód? I jeździć nim sobie każdego dnia, zamiast prosto na komisariat wyjeżdżać każdorazowo na autostradę, żeby rozpędzić się do minimum dwusetki, tylko po to, żeby poczuć skok adrenaliny? Brzmiało to tak dobrze, że aż nierealnie. I ten jego argument, że przecież jej narzeczony prowadzi jeden z najlepszych klubów w Toronto.
A to znaczy, że mój narzeczony jest jakiś kurewsko bogaty? — prychnęła, przyglądając mu się jakaś taka… zaskoczona. Dla niej nigdy nie liczyły się pieniądze, a wiążąc się z Madoxem to już w ogóle była ostatnia rzecz, o której by myślała. Nawet sekundy nie spędziła na snuciu wniosków, że może faktycznie on miał o wiele więcej pieniędzy, niż się jej wydawało. — Jakbym wiedziała, to tych smażonych lodów w Meksyku wzięłabym ze sto gałek zamiast jednej — oznajmiła, bo oczywiście, że zamiast pomyśleć o jakiś przyszłościowych rzeczach jak dom czy wielki luksus, to ona wydawałaby hajs na lody. Typowa Pilar Stewart.
Typowy Madox Noriega za to jak zwykle nie przejmował się niczym i zamiast próbować się z nią dochodzić na temat tego, czy powinna to przyjąć czy może jednak nie, po prostu złapał ją za rękę i zaciągnął pierwsze do mieszkania, a potem do wyjścia z bloku. Nawijał jak najęty, bez przerwy, o tym jak to był kupić dla niej nowy pierścionek i jak ekspedientka próbowała wtrącić swoje cztery grosze…
Ja nie chce nowego pierścionka — wtrąciła się, przerywając mu w pół słowa. — Żeby było jasne — dodała, bo może zabrzmiało to… dziwnie. Jednak dla niej ten z literką M, który osadził się na jej palcu w Meksyku był najpiękniejszy na świecie, a wartość sentymentalna jaka za tym szła była o wiele bardziej wartościowa niż najpiękniejsze szmaragdy czy diamenty. Chciała ten i koniec, i jeśli Noriega miał kiedykolwiek w planie go odzyskać… cóż, nie dostanie.
Mocno zaciskając w palcach kluczyk z zawieszką jaguara, pozwoliła zaciągnąć się na parking. Oczywiście poznała czarnego SUVa Noriegi z klubu, którym mieli przewieść pudła, ale to, co stało za nim… zaparło jej dech w piersi.
Ja pierdole — tylko tyle była w stanie z siebie wydusić. Serce znowu zabiło jej mocniej, a na skórze pojawiła się gęsia skórka. Może dla normalnych ludzi to był tylko samochód, ale nie dla Pilar. Przecież ona miała p i e r d o l c a na punkcie sportowych aut. Kochała prędkość i dosłownie przy każdej okazji każdemu powtarzała, że kiedyś jak wygra w totka to sobie jakiś sprawi. A tu proszę: przepiękny, czerwony, błyszczący Jaguar stał tuż przed nią i podobno był jej. Aż wstrzymała powietrze w płucach, kiedy Madox zaczął opowiadać o tym, jak to rozpędzał się do setki w niecałe cztery sekundy, przy okazji oczywiście stojąc niebezpiecznie blisko. Jego ciepły oddech mieszał się z gadaniem o aucie, a ona czuła, jak przyjemny dreszcz przechodzi wzdłuż jej ciała.
Kiedy w końcu się od niej odsunął i przeszedł do przodu oprzeć się o karoserie, Pilar nawet na moment nie spuszczała z niego spojrzenia. Jej ciemne oczy dosłownie wwiercały się w ten obłędny widok. On i Jaguar. No kurwa. I jak ona miała z tego nie skorzystać? Jak miała teraz odwrócić się na pięcie i wrócić na górę się pakować? Nie dało się.
Está bien — skinęła głową, starając się trzymać nerwy na wodzy i nie pokazać po sobie, jak bardzo podjarana była na przejażdżkę. Ruszyła do przodu, zaciskając palce na kluczyku, ale zamiast odblokować drzwi, stanęła przed Noriegą, przyciskając go mocniej do samochodu. — Ale żeby było jasne… — zaczęła, już o wiele bardziej ostro, wbijając mu palec z kluczykiem do klatki piersiowej. — Ten… przepiękny gest wcale niczego nie naprawia. Wciąż jestem na ciebie wkurwiona za to, co odjebałeś w Vegas i jeszcze wrócimy do tej rozmowy, jasne? — spojrzała mu głęboko w oczy. Musieli nakreślić granice, a przynajmniej ona, żeby następnym razem, jak Noriega coś odjebie nie pomyślał sobie, że kupno jej kolejnej, wielkiej rzeczy tak po prostu załatwi sprawę. A skoro furkę faktycznie kupił przez Vegas… może na razie Pilar mogła spuścić nieco z tonu i jednak pozwolić sobie na chwilę euforii. W końcu ile mogła udawać, że wcale się nie cieszyła, że zaraz wsiądzie do tego pięknego autka? Madox nie był głupi, widział jej błyszczące oczy i to jak całą nią szarpało w tym kierunku. Widział pewnie też to charakterystyczne spojrzenie pełne ognia, kiedy w jej ciele zaczynała buzować adrenalina.
To skoro formalności mamy już za sobą… — w postaci granic i oddzielenia tych dwóch sytuacji, przycisnęła się jeszcze mocniej do niego, jakby chciała go wtopić w karoserie, a następnie uniosła się na palcach i zatrzymała się dopiero gdy jej usta p r a w i e stykały się z tymi jego. Mógł czuć jej ciepły oddech na twarzy. — Es hora de dar un paseo, cariñoczas się przejechać, kochanie, mruknęła, jednak zamiast go pocałować, przesunęła tylko dłonią po jego klatce piersiowej w dół aż do… klamki od samochodu. Odblokowała pojazd i szarpnęła za drzwi, odpychając go od siebie i tym samy wyganiając na miejsce pasażera.
Nawet nie czekała aż Madox przejdzie dookoła, tylko władowała się do środka, zaciągając mocno zapachem absolutnej nowości, do tego stopnia, że aż zakręciło się jej w głowie. A potem zaczęła sobie wszystko ustawiać: siedzenie, lusterka, kierownice, że kiedy Noriega władował się do środka i zapiął pas, ona wprawiała silnik w odpowiedni warkot. Uśchmienęła się bezczelnie pod nosem i jeszcze spokojnie wyjechała z parkingu, praktycznie od razu kierując się na autostradę. A widok mieli piękny, bo akurat na horyzoncie rozpościerało się zachodzące słońce.
Do stówki w trzy i siedem, a do dwustu? — zagadała, spoglądając na niego przelotnie, przy okazji osadzając palce na skrzyni biegów. — Licz sekundy — poprosiła, a potem przycisnęła pedał gazu, delektując się znajomym, kurewsko przyjemnym uczuciem adrenaliny w ciele. Jeszcze nie była pewna, czy przyjmie od niego ten piękny prezent, ale skoro już byli w środku, mogli przy okazji go porządnie przetestować, czyż nie?


Es hora de dar un paseo, cariño 🏎️. ݁₊ ⊹ . ݁˖ .
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i szybkie samochody
Prezent, który dla niej miał był niesamowity, czerwony… jak ich miłość, ten kolor, który bez przerwy im towarzyszył, który wyruszył z nimi w podróż do Kolumbii, w jej walizce, pod postacią sukienki... Bielizny, którą z niej pierwszy raz zrywał w Medellin. Kolor krwi i serca.
Do tego Jaguar, bo przecież on szukał tego swojego całe życie, a znalazł go dopiero w samolocie powrotnym z Kolumbii.
To nie było pierwsze lepsze sportowe auto.
Bo też kobieta, której ten prezent, zaręczynowy swoją drogą, zrobił, nie była pierwsza lepsza.

Była wyjątkowa.


- No wiesz... Idziesz do salonu z ekskluzywnymi samochodami i mówisz czego szukasz... Ale ten musieli sprowadzić - zaczął jej wyjaśniać jak to kupił jej samochód, chociaż wiedział, że nie o to jej chodziło. Patrzył na jej minę z malującym się na twarzy uśmiechem, bo... jakieś urzekające było to jak Stewart na to zareagowała.
Na jej kolejne słowa strzelił w sufit oczami i zaraz kręcił głową, bo nie było takiej opcji. Co to w ogóle za pomysł, żeby dokładać się do prezentu?
- Oszalałaś? To jest pre-zent - podkreślił ostatnie słowo - zaręczynowy, dla mojej narzeczonej - i właściwie samo to, że Madox Noriega mógł swojej NARZECZONEJ właśnie zrobić taki prezent, który na pewno jej się spodoba, jakoś też tak go nakręcało. Cieszył się jak dziecko. Chociaż nie chciał dać tego po sobie poznać.
Na jej kolejne słowa parsknął, przysunął się do niej bliżej, żeby zajrzeć w jej ciemne, piękne oczy.
- Może nie tak kurewsko jak Galen Wyatt, albo Celine Dion, ale trochę tak... W końcu jest gangsterem - mrugnął do niej jednym okiem, trochę sobie żartował, bo i tak większość pieniędzy Emptiness zarabiało w pełni legalnie. Kiedy powiedziała o tych lodach, to znowu się roześmiał, przysunął się jeszcze bliżej, tak, że jego oddech wylądował gdzieś na jej policzku, kiedy się do niej pochylił - możemy jechać na lody, ale trochę liczyłem, że dzisiaj ty będziesz stawiać... - uśmiechnął się do niej zaczepnie. Za ten prezent na to liczył? Czy po prostu?
I czy wciąż mówili o lodach?
Oczywiście, że Madox już ciągnął ją na dół pokazać jej samochód, bo tu wracamy do tego, że on nie stał i nie myślał, i nie rozprawiał, czy powinna, czy nie, tylko chciał, żeby go zobaczyła. Tego swojego Jaguara.
A kiedy po drodze na dół powiedziała mu, że nie chce nowego pierścionka, to się uśmiechnął. Bo chociaż on chciał jej taki kupić, z czerwonym oczkiem, wyjątkowy, który byłby symbolem tej ich miłości, to... lubił... podobało mu się to, że nosiła jego pierścień. Chociaż nie był typowy, nie był nawet kobiecy, i trochę właściwie przez niego znoszony, ale może dlatego właśnie taki jedyny w swoim rodzaju.
- To może ten przerobimy? - zaproponował, bo to też było do zrobienia, przesunął palcem po tym sygnecie, po jej dłoni - chociaż ten pasuje do dziewczyny gangstera, i myślę, że Pilar Noriega by się takiego nie powstydziła - musiał przysunąć sobie na moment jej dłoń do twarzy, musnąć wargami jej palce, a potem złapać w zęby jej zaręczynowy pierścionek, prawie się przy tym potknął na schodach, bo znowu patrzył w jej piękne, czekoladowe oczy.

Ale znowu miał farta.


I w końcu stanęli na dole. A Madox wyszczerzył się, kiedy tylko to ja pierdole opuściło pełne wargi Stewart. Chyba zrobił wrażenie. A Noriega zaraz jeszcze mruczał do jej ucha jak ten dziki kot… Nie no nie, szeptał jej jakie to auto ma osiągi. Wiadomo, że wybrał wersje mocniejszą 575 koni mechanicznych, aż sam wypuścił mocniej powietrze z płuc prosto w jej kark, kiedy o tym mówił.
Ciemne tęczówki prześlizgnęły się po jej sylwetce zanim się odsunął, zanim podszedł do samochodu, żeby się o niego oprzeć. A kiedy się zgodziła, to Madox od razu chciał się wyrwać do auta, ale Pilar go jeszcze zatrzymała.
Spuścił tylko spojrzenie na palec i kluczyk, które wbijała mu w klatę, ale nawet się nie ruszył.
- Wiem... - rzucił, chociaż troszeczkę, może liczył, że jej przejdzie? Ale jednak... - to nie jest prezent przeprosinowy, tylko zaręczynowy - i on też zajrzał jej w oczy, a zaraz się uśmiechnął - zajebisty zaręczynowy prezent, dla mojej zajebistej narzeczonej - i już chciał się do niej wyrwać, żeby sięgnąć do jej pełnych, gorących warg, ale mu się cofnęła. Oczywiście, że widział tą zbierającą się w jej oczach ekscytację, a jeszcze nawet nie wsiadła za kółko. Ale on też się cieszył jak małe dziecko, jakby to jemu ktoś sprawił taki prezent. Serce w piersi waliło już szybko, a ciemne oczy błyszczały prawie tak samo jak te jej.
Nie...

Te jej były ba-je-czne…


Aż nabrał powietrze w płuca, kiedy to zaczęła, że skoro formalności mają już za sobą
Nawet do niej sięgnął przesuwając palcami po jej biodrze, na tyłek, kiedy na niego naparła, zacisnął palce na jej pośladku. I chociaż kurewsko chciał się z nią przejechać, to przez głowę przeszła mu też myśl, że chciałby... Mógłby... rzucić ją tutaj na maskę. Nakręcał się, na nią, na tą szybką jazdę też...
Ale jednak chyba najbardziej na to, żeby zobaczyć jak ona będzie go prowadziła. Jaguara.
On już nim jechał, jak go tu podstawiał, i było zajebiście, ale postanowił jej tego nie mówić. Nie psuć jej tego momentu, kiedy wsiądzie pierwszy raz za kółko swojego, nowego samochodu.
- Ale dasz mi się potem przejechać? - zaczepił jeszcze palcami za jej rękę, kiedy już pakowała się do samochodu. Ale zaraz sam szybko go obszedł i wsiadł na siedzenie pasażera. Cofnął je trochę do tyłu, żeby było mu wygodniej. Zapiął grzecznie pas i chociaż sięgnął gdzieś do klimatyzacji, żeby ją przestawić, to zaraz ciemne spojrzenie zawiesił na Stewart.
- Pero te ves jodidamente caliente con él - ale wyglądasz w nim kurewsko gorąco, to chyba dla Madoxa był lepszy widok niż to zachodzące słońce malujące na horyzoncie pejzaż z różnych barw. Zdecydowanie tak.
- Sprawdź to - wypalił od razu, kiedy zapytała ile Jaguarowi zajmie wyciągnięcie do dwustu. Zaraz zerknął na zegarek na swoim nadgarstku, stoper i kiedy Pilar przycisnęła gaz to odliczał - osiem... dziesięć... jedenaście - rzucił w momencie, w którym przekroczyła dwusetkę. Nie zwolniła, a Madox czuł, że sprawdzi, czy rzeczywiście pojedzie te trzy stówki, bo on by tak zrobił. Docisnął go.
Silnik mruczał jak marzenie, a auto sunęło mijając inne samochody i rzeczywiście licznik... dochodził do trzech stówek. Kiedy Pilar minęła stojący na poboczu radiowóz, a zaraz mogli usłyszeć dźwięk syreny i zobaczyć migające czerwono-niebieskie światła. I co teraz?
Oboje wiedzieli, że radiowóz nie wyciągnie trzystu, nieważne co to nie było, im licznik kończył się koło 250 kilometrów na godzinę. Madox tylko obejrzał się przez ramię, ale zaraz zawiesił spojrzenie na Stewart, no bo jednak to ona teraz musiała zadecydować, czy w Jaguarze była bardziej kobietą gangstera, czy jednak wciąż... policjantką.

¿Mujer gánster o mujer policía? 🚔🚓🚨
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Spoiler
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Przerobić? A po co? — spytała od razu, kiedy z ust Noriegi padła propozycja, żeby przerobić pierścionek zaręczynowy. — Mi się podoba taki, jaki jest — nie chciała go zmieniać. Dla niej był idealny. Jasne, może trochę męski, mało kobiety, bez wielkiego diamentu równoznacznego z wielkością miłości bla bla bla pierdolenie. Ona brała ten pierścionek taki, jakim był. Zupełnie tak samo jak brała Madoxa — z wadami i zaletami, a przede wszystkim z tym pierwszym. Za każdym razem kiedy patrzyła na sygnet z literką M, myślała o nim. Od razu przed oczami miała te wszystkie momenty z Meksyku, kiedy to włamali się komuś do domu, żeby popływać w basenie, a potem zrobić to na kurewsko drogim dywanie w blasku księżyca; kiedy zbierali gratulacje od Esme, kiedy imprezowali na plaży, a potem w drewnianym domku ratowniczym, przeżywając chyba najbardziej intensywne uniesienie w ich życiu. Przynajmniej w jej. To wszystko widziała, patrząc na swój pierścionek zaręczynowy i za nic nie chciała tego stracić. Poza tym, ten zdecydowanie pasował do dziewczyny gangstera.
Pasował również do pięknego, błyszczącego, krwiście czerwonego Jaguara, który podarował jej Madox. Samochód wyglądał obłędnie, a jakby jeszcze dodać Noriege do całego obrazka… kosmos. Nic tylko zrobić zdjęcie, wydrukować i powiesić nad łóżkiem. Dwa drapieżne jaguary. Jeden bardziej ognisty od drugiego. Z dłońmi przesuwającymi się po jej biodrze tuż pod materiałem grubej kurtki, którą sam jej podarował.
Uśmiechnęła się, gdy powiedział, że prezent był zaręczynowy, a nie przeprosinowy. Dokładnie to chciała usłyszeć z jego ust. Że on również nie traktował tego jak zadośćuczynienie, bo wtedy już na pewno by go nie przyjęła. A tak? Takto sama nie była pewna. Z jednej strony wciąż była przytłoczona wagą tego podarunku, a z drugiej… tak kurewsko się jej podobał, że słowo nie chyba na ten moment nawet nie przeszłoby przez jej usta. Przeszedł za to komunikat, ze najwyższy czas się przejechać. Nie mogła się doczekać. Chociaż kiedy dłonie Madoxa zawędrowały na jej tyłek, kiedy przyciągnął ją do siebie jeszcze bliżej, łącząc ich ciała w jedność, wyjątkowo ciężko było się jej oderwać.
Dam ci się przejechać — zaśmiała się, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Pero solo si eres educadoale tylko jak będziesz grzeczny. Chciała powiedzieć grzeszny i tylko się przejęzyczyła? A może właśnie to miała na myśli? I chyba nawet dotarło, bo kiedy Noriega znalazł się w środku, od razu zapiął pasy. Nawet nie musiała mu o tym przypominać, na co w zamian dostał od niej jeszcze większy uśmiech, chociaż od obecnego i tak już ją bolały policzki. Nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie teraz przestać się uśmiechać. Była na-krę-co-na do granic możliwości, zaciskając palce mocno na kierownicy, nie mogąc się już doczekać tego, co miało nastąpić.
Akurat dołączała się do ruchu, kiedy oznajmił, że wyglądała kurewsko caliente w tym samochodzie i chociaż skupiała się na drodze, to wcale nie przeszkodziło jej w tym, by jedną dłonią sięgnąć do kurtki, którą miała zarzuconą na ramionach. Delikatnie zsunęła z siebie materiał, pozwalając mu opaść, odsłaniając zwykłą, dopasowaną, szarną bluzkę na ramiączkach i tym samym nagie ramię, z którego mimowolnie zsunęło się również ramiączko koronkowego stanika. Pilar oczywiście wcale się tym nie przejęła i tylko jeszcze zarzuciła włosami do tyłu, spoglądając na niego wyzywająco.
Jodidamente caliente? — przytoczyła słowa swojego narzeczonego, specjalnie pozwalając sobie na dodatkową zaczepkę. Co mogła poradzić na to, że lubiła podsycać atmosferę? Lubiła, kiedy na nią patrzył tym charakterystycznym wygłodniałym spojrzeniem; gdy jego czekoladowe oczy błyszczały i robiły się coraz bardziej ciemne. — Aún debes comprobar qué caliente puede alcanzar el motor To jeszcze trzeba sprawdzić jak gorący może zrobić się silnik, dodała, przenosząc spojrzenie na drogę, tym samym dociskając pedał gazu.
Autostrada o tej porze wciąż jeszcze była zaludniona. Ale kto by się tym przejmował? Ona na pewno nie. Wskazówka obrotomierza poszła ostro w górę, a silnik zawył jak wygłodniałe zwierze. Jaguara aż szarpnęło, jakby tylko czekał, aż w końcu pozwoli mu się rozwinąć.
Najpierw sto.
Potem sto czterdzieści.
Sto osiemdziesiąt.
Światła innych samochodów zmieniały się w rozciągnięte smugi, kiedy tylko ich wymijała. Palce miała mocno zaciśnięte na kierownicy, w stu procentach skupiona na drodze. Może i była loco chica, ale miała swoje zasady, których się trzymała. Czuła jednak, jak znajoma adrenalina uderza jej do głowy z siłą, od której aż mogło zakręcić się w głowie. A serce? Serce waliło jak oszalałe, zsynchronizowane z rykiem silnika. Osiągneli dwieście, a Madox dalej liczył. Chyba oboje doskonale wiedzieli, że na tym nie przestaną i spróbują faktycznie wycisnąć z tego krwiście czerwonego cacka maksa. Przycisnęła nogę do gazu.
Dwieście dziesięć. Dwadzieścia.
Ja pierdole — mruknęła do samej siebie. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Gdyby Madox teraz się jej przyjrzał, mógł zobaczyć prawdziwą definicje szczęścia i człowieka na absolutnym haju, który nawet nie wlał w siebie ani grama narkotyków. Już dawno wyjechali za miasto, aut dookoła było coraz mniej, a licznik powoli dochodził do dwustu czterdziestu.
I wtedy tuż za nimi pojawiły się niebiesko-czerwone światła.
Kurwa, serio? — rzuciła poirytowana, zaglądając w tylne lusterko. Radiowóz był od nich jeszcze daleko, ale z łatwością dało się stwierdzić, że to właśnie ich próbowali ściągnąć. — Jednego dnia wolnego człowiek nie może mieć od psiarni — powiedziała policjantka. Policjantka, która jechała grubo ponad dwieście na drodze, która pozwalała wyciągać maksymalnie sto czterdzieści. Westchnęła głośno i przez moment Noriega mógł poczuć, że Stewart zdjęła nogę z gazu. Był to naturalny odruch, wypracowany przez l a t a pracy w psiarni i dziesiątek pościgów, które odbyła. Poza tym…
Pewnie uda mi się jakoś z nimi zagadać — to był jej argument na to, by jednak się zatrzymać. W końcu znalazła prawie wszystkich, policjanci wbrew pozorą nie raz łamali prawo i przez większość czasu łatwo dało się to zamieść pod dywan, szczególnie, że mogłaby użyć argumentu, że była właśnie incognito w trakcie misji.
Mogła.
Tylko kiedy radiowóz zbliżał się coraz bardziej, a Jaguar wciąż warczał, domagając się więcej, do głowy wpadła jej taka jedna myśl. Spojrzała przelotnie na Noriegę. A potem jeszcze raz na furę, w której właście siedzieli i jeszcze na swój piękny pierścionek zaręczynowy, i jakoś tak…
Chuj. Trzymaj się — warknęła, a już w następnej chwili poprawiła się na fotelu i sięgnęła do skrzyni biegów, by jednak ponownie przyśpieszyć. Autem szarpnęło naprawdę mocno, wbijając ich w siedzenia, a Jaguar wystrzelił wzdłuż drogi, warcząc głośno. Jeszcze głośniej niż ona przed chwilą na Madoxa. To co właśnie robiła było złe pod tak wieloma kurwa względami, że kiedy w tylnym lusterku zobaczyła, że radiowóz zostaje w tyle, aż się zaśmiała. Szaleńczo. Wariatka. Dziewczyna gangstera ucieka przed policją. Ziomki z komendy powiedzieliby, że zdrowo ją pojebało, miała tego świadomość, a jednak ona dociskała samochód jeszcze bardziej, próbując osiągnąć tą wymarzoną, kurewsko szybką prędkość. Tylko zaraz przed nimi również pojawiły się niebiesko-czerwone światła. No pewnie, pracowała już tyle w policji, że powinna wiedzieć, jak wyglądają procedury w tego typu pościgach i że zaraz zleci się masa lodówek.
Zwolniła nieznacznie, by w ostanim momencie zmienić pas i zjechać z autostrady, kierując się drogą w stronę kompletnego zadupia. Na prostej znowu przyśpieszyła, a kiedy czekał ich ostry zakręt zawodowo zaciągnęła ręczny i ledwo wykręciła, pozwalając, by autem mocno szarpnęło. Kierowali się w stronę jakiegoś szczerego pola. No tylko pytanie, czy udało im się zgubić policje?

Jodidamente caliente 🐆🏎️💨
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa i dziwne spotkanie
Coś w tym było, że oni byli uzależnieni od adrenaliny.
Co było widać na załączonym obrazku, tym, że Madox już wisiał na balkonie na czwarty piętrze, tym, że jako prezent zaręczynowy podarował jej to szybkie, sportowe auto...
Przecież normalni ludzie chyba kupują sobie kwiaty? Świecidełka... Albo pluszaki?

Ale oni nie byli normalni.


A Madox nigdy nie był grzeczny, więc na jej słowa strzelił oczami, a zaraz rozkładał ręce.
- To tylko jak śpię, jestem grzeczny - chociaż to też nie zawsze, bo czasami chrapał, albo się wiercił, albo zrzucał poduszki, czy kołdrę... Więc chyba jednak się nie przejedzie Jaguarem. Chcoiaż kiedy wsiadł do środka to zaraz grzecznie zapinał pas. A kiedyś nie zapinał przecież ich wcale. To też była taka zmiana, którą wpoiła mu Pilar.
Zmiana na lepsze, bo biorąc pod uwagę, że oni coraz częściej szybko jeździli, to można było się liczyć z tym, że gdyby nie pas, to kiedyś wypierdoliłby przez przednią szybę. Czyli jednak... ostrożniejszy.
Jedno jednak się nie zmieniało i Madox zaraz mówił jej jak kurewsko gorąco wygląda w tym samochodzie, na czerwonym, skórzanym fotelu.
- Maldito - cholernie, rzucił zaraz w odpowiedzi na jej pytanie, a jego spojrzenie prześlizgnęło się po jej odkrytym ramieniu, zawiesił wzrok na koronkowym ramiączku, nawet raz nie spojrzał na drogę, ani na ten zachód słońca. Bo on cały czas patrzył na Stewart, na jej pierś, która unosiła się w przyspieszonym oddechu. Na oczy wpatrzone w drogę, błyszczące i tak kurewsko piękne. Na to jak przygryzła wargę, kiedy zmieniała pasa i na to jak zaciskała palce na czerwonej kierownicy. Coraz mocniej.
- Qué? - nie od razu dotarły do niego jej słowa, bo się trochę w chuj nie mógł skupić - un... motor - powtórzył po niej i dopiero teraz zerknął na drogę, na ginące pod kołami samochodu linie wymalowane na jezdni. Niknęły coraz szybciej, a samochody automatycznie zjeżdżały im z drogi. Czerwony, szybki wóz, nie ma się co dziwić. Czerwony rzucał się w oczy.
A Madox znowu utkwił ciemne tęczówki w twarzy Pilar, kiedy przekroczyła dwieście, kiedy cisnęła do tych piekielnych trzystu na godzinę. Jemu też serce waliło w piersi szaleńczo, pompowało krew, która buzowała już w żyłach. A to nie on prowadził... A Madox przecież nie lubił, kiedy to nie on siedział za kierownicą. I to nie tak, że uważał Stewrat za złego kierowcę, prowadziła zajebiście, lepiej niż on pewnie. Ale on po prostu lubił mieć kontrolę.
A miała ją ona, całą. A ten malujący się na jej twarzy uśmiech. Nie mógł oderwać od niej spojrzenia... i chyba to było...

lepsze niż prochy.


Madox też wywrócił oczami na widok tego koguta, odchylił do tyłu głowę wbijając ją w czerwone, skórzane siedzenie. On by docisnął, radiowóz zostałby w tyle, ale wiadomo, że nie będzie do tego namawiał Pilar, chociaż...
- Mogłabyś ich zgubić... - mruknął niby do siebie, trochę do niej, cicho, niepewnie na niby... Taka tam sugestia. Cichutki głos Diabła... z Medellin.
Chociaż kiedy zdjęła nogę z gazu, to skinął głową.
- Tam jest zatoczka, zjedź - no tak... Bo to przecież musiała być jej decyzja, i on by jej nigdy nie podważył, chociaż mógł sobie gadać. Kusić ją pod nosem.
Tylko, że nawet więcej nie musiał, a może... Może to to jego spojrzenie, które na moment złapała, ciemne, ogniste, takie, które mówiło, że przecież... oni siedzą w tym razem. Zawsze, w każdym jebanym szaleństwie, po równo. We dwoje.
Chociaż jakby zjechała, to też zagadałby policjantów, ale tego nie zrobiła. A Madox od razu złapał się za uchwyt na drzwiach, kiedy kazała mu się trzymać.
- Travieso - niegrzecznie, mruknął, ale przecież znał już Pilar z tej niegrzecznej strony, i właśnie ta nieposłuszna kręciła go zawsze najbardziej. Chociaż przecież on uwielbiał w niej to dobre serce, to jaka była sprawiedliwa, jak zawsze stawała w obronie słabszych, ale... i tak jej grzeszki pociągały go najbardziej.
Obejrzał się przez ramię na radiowóz, który został w tyle, ale kiedy przed nimi pojawił się kolejny, to odruchowo rzucił.
- Zjedź - ale Pilar już to zrobiła. Droga zjazdowa o dziwo była świetna i auto też ładnie po niej poszło. A kiedy Pilar tym driftem weszła w zakręt, to Madox aż się uśmiechnął - impresionante - rzucił. Wydawało się, że zgubili pościg, ale wtedy przed nimi, jak spod ziemi wyrósł kolejny radiowóz, i to taki duży, zajechał drogę i Pilar chciała, czy nie, to musiała wyhamować? Bo jednak to nie był Jeep, żeby dało się go poprowadzić w pole.
Chociaż... może dało się do tyłu?
- Dawaj wsteczny - i Pilar rzeczywiście go wrzuciła. Tylko wtedy dogonił ich JEDEN radiowóz.
Jeden z przodu i jeden z tyłu, a dookoła jakieś szczere pole. Musiała się zatrzymać.
A jakiś postawny glina z dużego wozu już wysiadł poprawiając na nosie czarne okulary. Mundur opinał się na nim... dziwnie. A przynajmniej dla Madoxa tak to wyglądało, jakby dostał za mały. Ale co kto lubi nie?
On na przykład miał słabość do kobiet w mundurach.
I taka właśnie wysiadła z auta z tyłu, blondyna w mundurze. Zacisnęła mocniej kucyk, w który zebrany miała włosy i też ruszyła w kierunku samochodu. Madox widział ją w lusterku.
A kiedy podeszła i zajrzała do nich przez szybkę...
- Kurwa Haddie? - wyrwało mu się od razu, a kobieta to na nim zawiesiła niebieskie oczy. Co ona teraz robiła w drogówce? W sumie to lepsze to, niż jakieś podrabiane obrazy... Sztuka, przynajmniej dla Madoxa, była zawsze jakaś nudna. Za plecami blondynki stanął jej kolega po fachu.
A to też nie był nikt inny jak... Beck.
Ciekawe spotkanie w sumie.

Me gusta más cuando eres travieso ★★★★☆
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
O Noriedze można było powiedzieć naprawdę wiele rzeczy.
Ale z pewnością nie to, że był grzeczny.
Ze swoim ognistym temperamentem na każdym kroku udowadniał, że był ostatnią osobą, która trzymała się zaleceń. Zamiast tego z a w o d o w o przyciągał wszystko, co złe. Kłopoty, problemy, a wraz z tym ogrom adrenaliny. Podjudzał do złego jak prawdziwy diabeł z Medellin i chociaż Pilar momentami łudziła się, że potrafiła być odporna na jego wdzięki, tak wystarczyło jedno spojrzenie jego ciemnych, obłędnych oczu, a… przepadała. Kompletnie. Zatracała się w palącym ogniu jego spojrzenia i autentycznie nie potrafiła się odpędzić od gryzącego pod skórą pragnienia jeszcze większej ilości adrenaliny, zrobienia czegoś szalonego.
Bo taka była prawda — Pilar jeszcze kilka miesięcy temu bez zastanowienia zatrzymałaby się na pierwszym, lepszym zjeździe, gdyby tylko na ogonie miała policyjny radiowóz. A teraz? Teraz wrzucała najwyższy bieg i gaz do dechy, żeby bezczelnie, jak ostatni przestępca zacząć uciekać. Przed własnymi współpracownikami, kurwa. Serce walio jej mocno w piersi. Odbijało się od mostka i powodowało, że oddech miała kurewsko nierówny, podczas gdy jego komentarze jeszcze będzie wszystko podjudzały.
To naprawdę mogło się udać.
Jaguar był obrzydliwie szybki. Wyciągał prędkość, o której radiowozy policyjne mogły tyko pomarzyć. Oddalali się z sekundy na sekundę i gdyby tylko przed nimi nie pojawiła się kolejna lodówa… Pilar bez problemu by ucieka. Uciekliby w stronę zachodzącego słońca, śmiejąc się i żartując z całej sytuacji. Ale nie. Bo przecież u nich wiecznie musiało się coś spierdolić, nie mogło być za prosto. Dlatego Pilar zgodnie z poleceniem Madoxa zjechała z autostrady, a potem kiedy przed nimi wyrósł kolejny radiowóz chciała wycofać, tyko wtedy z tyłu też zajechali im drogę.
Byli w dupie.
Nie było drogi ucieczki.
Kurwa — rzuciła pod nosem, ściągając nogę z gazu. Nie mieli już żadnej opcji ucieczki. Ewentualnie przez pole, ale Jaguar zdecydowanie nie był do tego przystosowany. Co innego jakby jechali Jeepem. Zatrzymała auto, wyciągając kluczyk ze stacji i opuściła obie szyby, aż za dobrze już znając procedury. I dopiero wtedy uświadomiła sobie… — Ja pierdole, nawet nie mam przy sobie dokumentów — jęknęła w stronę Madoxa, kiedy z samochodów wysiadł policjant w okularach. Wiadomo, że z większością miała znajomości, ale to też nie tak, że Stewart się ze wszystkimi lubiła. Jako człowiek, który miał silny charakter, Pilar miała również swoich wrogów na komendzie, szczególnie w drogówce, więc naprawdę niewiele było trzeba, żeby byli w czarnej dupie. Tylko zaraz okazało się, że może niekoniecznie….
Kurwa Haddie?
Haddie? — rzuciła Pilar, spoglądając na kobietę.
Madox? — Haddie zaś zawiesiła spojrzenie na Noriedze.
Pilar?! — odezwał się policjant tuż obok, da odmiany wypowiadając jej imię.
Bleck?! — tym razem to ona otworzy szeroko oczy.
Patrzyli na siebie zaskoczeni, każdy z osobna, każdy na każdego i chyba nikt nie rozumiał, o co tu właściwie chodziło. Ona również nie wiedziała. Po pierwsze nie rozumiała, co robił tutaj Beck, chociaż jeszcze bardziej zdziwiło ją to, że Madox nie tylko znał Haddie, ale jeszcze ona patrzyła na niego jakoś tak… intensywnie. A potem na Pilar. Tyko nim Stewart zdążyła cokolwiek powiedzieć, Beck już szarpał za klamkę od Jaguara.
Stewart, co jest kurwa?! — warknął na nią, kompletnie rzucając policyjną maskę i po prostu spojrzał na nią jak dobry kumpel. — Pojebało cię? — kompletnie bez pytania wsadził głowę do samochodu, a następnie odpiął jej pas i szarpnął za przedramię, żeby wysiada. — Co ty z nim robisz?! — i może Madox chciał na to jakoś zareagować, ale w tym samym czasie Haddie również się obdłużyła i otworzyła drzwi od strony pasażera.
Madox?! Co ty wyprawiasz? — rzuciła do niego oschle, chociaż gdzieś w jej głosie dało się usłyszeć również przejęcie. I Pilar też to zauważyła, dlatego odwróciła się w ich kierunku i jakoś nagle zdecydowanie bardziej wolałby być częścią tamtej konwersacji. Szkoda tylko, że Beck też nie miał zamiaru dać za wygraną, odgradzając jej widok ręką, którą osadził na karoserii, tuż przy jej twarzy.
Stewart, mówię do ciebie — podniósł głos. — Bawić z gangusem ci się zachciało? — spytał poirytowany i szczerze? Nie mogła go za to winić. Pewnie gdyby ona złapała go w podobnej scenerii, naskoczyłaby na niego dokładnie tak samo. Tylko Pilar będąc w miejscu, w którym była, z pierścionkiem na twarzy i adrenaliną, która wciąż szalała w jej żyłach, odpowiedziała Beckowi równie ognistym spojrzeniem.
Gówno wiesz, Beck — warknęła, krzyżując ręce na piersi. Dopiero po chwili zapala kilka głębszych oddechów. — Dobra, już, sorki. To może inaczej… — spuściła nieco z tonu, patrząc w jego zielone oczy. — Przepraszam, już nie będę żyłować gazu.
To on ci kazał? — spytał, kompetnie ignorując jej wcześniejsze słowa.
Co? Oczywiście, że nie — oburzyła się, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Dobrze wiesz, że kocham szybką jazdę — to akurat nie była żadna tajemnica i Pilar wcale nie potrzebowała Madoxa, żeby ją do tego podjudzał. Chociaż Beck chyba pomyślał o czymś innym.
To wiem akurat aż za dobrze.

Estamos jodidos, cariño 🚨🚨🚔
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wychodzi na to, że... Pilar Stewart też się zmieniała, za sprawą Madoxa. Tylko szkoda, że ona na gorsze...
Że on wyciągał z niej to zamiłowanie do adrenaliny, tą chęć czynienia czegoś szalonego. Ten bunt... nawet przeciwko policji.
Trzeba wspomnieć, że Madox obserwował ją z uśmiechem na ustach, z tym zadziornym błyskiem w oku i naprawdę liczył na to, że uciekną. Uciekliby, tylko pojawił się kolejny radiowóz. A potem następny i oni w tym

szczerym polu.


Ale oprócz nich to jeszcze Beck, którego Madox też przecież znał z klubu, w którym kopali się czasem po tyłkach na sparingu. I Haddie, a jego relacja z blondynką była... Kiedyś dość intensywna, a teraz... Madox sam nie umiał jej określić, więc trochę się skrzywił, kiedy Pilar też wymieniła imię blondynki, czyli się znały?
Uniósł rękę, żeby przywitać się z Beckiem, ale on zaraz zaczął szarpać Pilar, a Madox się spiął.
- Ej... - zaczął nawet i może rzuciłby jakieś, żeby trzymał łapy przy sobie, ale do niego z kolei zaglądała Haddie. Utkwił ciemne tęczówki w jej niebieskich oczach.
- A właściwie co ty tutaj robisz Hadds? - zapytał unosząc jedną brew, bo przecież miała prowadzić jakieś śledztwo z podrabianymi obrazami, a nie łapać rzezimieszków, którzy przekraczali prędkość. Wysiadł za samochodu a ona zaraz pochyliła się do Madoxa i ściszyła głos.
- To już chyba nie twój interes co Mads? - i znowu te niebieskie oczy zawieszone na jego twarzy, aż Madox wypuścił jakoś mocniej powietrze z płuc. Rzeczywiście to już nie był jego interes, nie jego sprawa, bo przecież kiedyś on sam swoją relację z Haddie poświęcił w imię... No właściwie czego? Tego, że jako gangus nie mógł się zadawać z policjantką?
Obejrzał się na Pilar, bo... z niej nie zamierzał zrezygnować, choć nie wiadomo co by się działo. Ona też akurat spojrzała w jego kierunku i ich spojrzenia na moment się przecięły, tylko że zaraz Haddie postanowiła szarpnąć go za koszulkę.
- Madox, no więc o co chodzi? - zapytała łagodniej opierając się tyłkiem o Jaguara i Noriega jakoś odruchowo przesunął się po jej sylwetce spojrzeniem. Kiedyś mu się podobała. Lubił też jej cięty język - teraz jeszcze bawisz się w jakieś uliczne wyścigi? I to z policją? - zerknęła w kierunku Stewart - mało masz wrażeń? Przecież doskonale wiesz jak to się kończy... - Madox strzelił ciemnymi oczami, bo trochę gadała, jak jego matka, czy coś. Ale Haddie zawsze była nadopiekuńcza, i w zasadzie miała prawo mieć mu trochę rzeczy za złe.
- Teraz się tak nie skończy... - odpalił jej od razu, ciszej, tak, żeby Pilar i Beck go nie słyszeli. Ale wciąż stali blisko.
Chociaż Beck i tak znowu starał się złapać spojrzenie Stewart.
- Czyj to samochód Pilar? Jego? Kradziony? - zerknął na Jaguara i nawet zajrzał do środka, ale zaraz prostował się, żeby znowu spojrzeć na Stewart - za takie wykroczenie możemy mu zabrać prawko... - rzucił zerkając na Madoxa.
Noriega za to stał już naprawdę blisko Haddie.
- Przecież wiesz, że tak nie można Madox, nie przeskoczysz tego... - patrzyła mu w oczy z wyrzutem, może trochę z troską, i z żalem?
Ale przecież Madox doskonale wiedział, co miała mu za złe. I to nie były błahe powody.
- Mam to gdzieś Haddie... - mruknął, a blondynka odchyliła do tyłu głowę tak, że jasne kosmyki musnęły czerwoną karoserię. Sięgnęła do Madoxa ręką, żeby zacisnąć palce na jego przedramieniu.
- Nie bądź głupi... zawieszą cię - syknęła, a zaraz mocniej zacisnęła palce i pociągnęła go dalej. Przed samochód. Zatrzymali się przed czerwoną maską.
Teraz to już Pilar i Beck kompletnie nie mogli ich słyszeć.
Chociaż mogli widzieć...
Najpierw Madox coś nawijał rozkładając ręce, długo, a blondynka kręciła głową. W końcu skrzyżowała ręce na piersi. Potem ona mówiła, jakiś wykład, bo Madox tylko wywracał oczami.
- To nie jest to samo - warknął w końcu Madox głośniej. A Haddie się uniosła. Pchnęła go, opierając mu rękę na klatce piersiowej, ale Madox nawet się nie ruszył. Zacisnęła dłoń w pięść i chyba miała go uderzyć, bo się zamachnęła, a Noriega znowu stał w miejscu. Tylko do blondynki chyba dotarło, że robią scenę, bo rzuciła coś jeszcze, tylko do niego. Odwróciła się na pięcie i ruszyła do Pilar i Becka.
- No i co? Ja wracam, nic tu po mnie - jeszcze się obejrzała na Madoxa, jakby on miał ją zatrzymać, czy coś, ale przecież by tego nie zrobił. Bo to co ich łączyło było wieki temu, a teraz pozostał im chyba tylko sentyment...
Chociaż widział w jej niebieskich oczach, że ona teraz też porównywała to co między nimi było do tego, co go łączy ze Stewart. Tylko... no właśnie, to nie było to samo.
Bo przede wszystkim to Madox już nie był tym chłopakiem, którego można było tak łatwo do czegoś zmusić. Już kurwa pierdolony Eliot nie mógł mu kazać.
I mógł go nawet... zawiesić.
Noriega miał to gdzieś. Bo on wszystko by dla Pilar poświecił. I chociaż kiedyś myślał, że zrobiłby to samo dla Haddie, to przecież... nie zrobił. Bo nie ma się co oszukiwać, ale on na pewno nie czuł do niej, tego co do Pilar. Względem żadnej kobiety w jego życiu nie żywił takich uczuć, takich emocji. Chociaż Haddie było mu po prostu teraz trochę...

szkoda.


No amo a nadie más tanto como a ti ❥⋆˙⟡♡
ODPOWIEDZ

Wróć do „#26”