-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na szczęście rozmowa o seksie nieco sprowadziła ją na ziemię, pozwalając skupić się na rzeczach naprawdę istotnych. Dostała całą masę poważnych pytań, na które powinna poznać odpowiedzi, a potem przekazać je ukochanej. Nie chciała zostawiać jej na lodzie z tak istotnymi rozkminami.
— A może poczekasz chociaż, aż dojdziemy do samochodu? Nie musi na ciebie patrzeć w trakcie cała okolica, wiesz? — zaproponowała, zsuwając jedną dłoń wzdłuż jej pleców. Może i była niecierpliwa, ale na pewno nie dopuści do takich sytuacji w takim miejscu jak to. Nie była przecież dzisiaj naćpana! A zresztą, nawet naćpana by się nie zgodziła. To nie była ustronna kanciapa w ciemnym klubie. Nie ma szans, żeby ktokolwiek oprócz niej oglądał Teddy w takim stanie.
— Ja przelecę ciebie, potem ty przelecisz mnie... możemy powtarzać to tak w kółko, póki jesteś na zwolnieniu. A jak ci zdejmą ten nieszczęsny temblak, to będzie tylko lepiej. — Juz teraz była podekscytowana na samą myśl o tym, co będą mogły wyprawiać! Nie żeby unieruchomiona ręka stanowiła aż tak wielką różnicę. Oczywiście utrudniała dużo rzeczy, ale ich nie blokowała, a to najważniejsze. Tęskniła już jednak za porządnym, dwuręcznym i ciepłym objęciem. No i za noszeniem na rękach, ale na to wolała poczekać, aż ręka Teddy wróci do pełnej sprawności. Jeszcze tego brakowało, żeby się nadwyrężyła nosząc jej dupsko.
— Pamiętam. Matko kochana, Teddy, przecież ja umrę w trakcie tych przygotowań — westchnęła ciężko, pozwalając przygnieść się mrocznym wizją przedweselnego stresu. To będzie naprawdę skomplikowana przeprawa, na koniec której April do reszty osiwieje. Przynajmniej będzie miała włosy pod kolor sukni, to już coś.
— I ty też umrzesz od próby wytrzymania z taką mną. A Emma to już na bank strzeli sobie w łeb jako pierwsza. — Pokręciła głową załamana nad ich smutnym losem. To oczywiste, że musiała wziąć ją na swoją świadkową. A to oznaczało, że będzie – jak zwykle – skazana na uczestniczenie w tym całym szaleństwie u boku April. Biedna kobieta.
— A właściwie kogo ty wybierzesz? — zmarszczyła brwi, próbując wyczytać odpowiedź z jej myśli. Jett był oczywistym wyborem, ale może jednak Teddy będzie wolała jeszcze bardziej ukobiecić ten dzień i poprosi Iris? Finch było wszystko jedno, byle była zadowolona. Lubiła przecież jedno i drugie.
Nikt nie opowiada tak, jak ty, Choć bajeczki te na pamięć znam, Jakże wszystko to cudownie brzmi
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Z drugiej strony, świetnie się składało, że rozmowy o seksie tak łatwo odciągały myśli ukochanej od wszystkiego innego. Nie, żeby Teddy jakoś to wykorzystywała. No dobrze, wykorzystywała, ale tylko troszeczkę! Na tyle, aby April nie zarzucała jej brak jakiekolwiek inicjatywy.
Udała wielce zamyśloną, jakby naprawdę zastanawiała się, czy jednak nie rozważa pieprzenia się na kocu, na oczach wszystkich tych gapiów. Ostatecznie skinęła głową, zgadzając się na propozycję partnerki.
— Może poczekam — powiedziała w taki sposób, że w sumie to nie wiadomo, czy faktycznie poczeka, czy zaraz zacznie ściągać majtki. Chociaż w sumie, to wiadomo, bo przecież Teddy była grzeczna, nawet przy April. Musiałaby najpierw wziąć jedną z tych śmiesznych tabletek w kształcie palmy, żeby dać się ponieść. Ale wtedy też zaciągnęłaby partnerkę w ustronne miejsca, no bez przesady!
Plan na najbliższy miesiąc był całkiem ambitny. Już chciała przypomnieć, że przecież Finch powinna pracować, a nie łazić taka napalona tylko dlatego, że Darling siedziała w domu. Chyba powinna częściej wychodzić i dać jej się skupić, a nie rozpraszać swoją osobą. Potem Finch znów zagrzebie się w zaległościach i dopiero będzie płacz!
— Jak zdejmą mi ten nieszczęsny temblak, to wrócę do służby — oznajmiła pewnym tonem, chyba trochę się zapominając, że później, zanim faktycznie będzie w pełni zdolna do pracy, będzie musiała przejść jakąś rehabilitację. Kapitan nie pozwoli jej wrócić, jeśli nie będzie miał potwierdzenia, że naprawdę nic już jej nie dolega.
Roześmiała się głośno, kiedy ukochana zaczęła przeżywać przygotowania, chociaż jeszcze nie zaczęły niczego planować. Nie ma prawdziwych oświadczyn, nie ma planowania! A jak nie ma planowania, to po co tak stresować się na zapas? Oczywiście April nie byłaby sobą, gdyby nie zaczęła wszystkiego wyolbrzymiać.
— Myślę, że jednak zdołam cię okiełznać i przemówić do rozumu — trąciła jej nos swoim, żeby przestała tak wybiegać myślami w przyszłość. Jeszcze przyjdzie na to czas! — I Emma również. Będziesz mieć przy sobie dwie rozsądne kobiety. Do tego dołożę jeszcze moją mamę i wtedy na pewno nie umrzesz — pokiwała głową, chcąc dodać jej otuchy. Przy Theresie nikt nie miał prawa oszaleć ze stresu. Teddy nie znała bardziej opanowanej osoby na świecie.
Bo Tessa była prawdziwą oazą spokoju. Zresztą, wystarczy przypomnieć sobie wszystkie te patowe sytuacje, które potrafiła opanować w mgnieniu oka. Na przykład wtedy, jak Teddy postanowiła przefarbować się w liceum na czerwono i farba spaliła jej włosy. Albo jak razem z April wylądowały na imprezie daleko poza Toronto, zgubiły się na jakimś pustkowiu i pani Darling sprowadziła je do domu, bez wiedzy rodziców Finch i bez wiedzy ojca Teddy. Albo nawet ostatnio, gdy jej córka wylądowała w szpitalu, nawet wtedy okazała się stoickim spokojem!
Szczerze powiedziawszy, nie myślała jeszcze, kogo wybierze na swoją drużbę. Lista była dość obszerna, więc na pewno nie zdoła zdecydować się tylko na jednego świadka.
— Trudno mi wybrać między Jettem, Iris i Blazem, więc wezmę całą trójkę — postanowiła szybciej, niż w ogóle zdążyła się nad tym porządnie zastanowić. — A Johnsonów i Secadę możemy zaangażować do sypania kwiatków. Zrobią furorę — stwierdziła, bo na pewno wszyscy padną, kiedy zobaczą ich w mundurach strażackich i ciemnych okularach. Chociaż trzeba było uważać, żeby nie skradli całego show i nie przyćmiły panien młodych.
Teddy podparła się na łokciu, zapominając o tych cholernych, połamanych żebrach. Skrzywiła się lekko, ale zaraz na jej twarz wpełznął szeroki uśmiech. Wtuliła się mocniej w April i cmoknęła ją w policzek.
— Błagam, powiedz mi, że nie zamierzasz zapraszać połowy Toronto. — jęknęła w udawanym zawodzie. Oczywiście nie miała nic przeciwko. Obie miały sporo znajomych, Finch pewnie dwa razy tyle, a jeszcze jakby doliczyć do tego te jej byłe dziewczyny, z którymi do tej pory utrzymywała kontakt, to standardowa sala weselna mogłaby nie pomieścić wszystkich gości.
a pamiętasz, jak u ciebie na dachu jarali gibony i krzyczeli, że miłość jest piękna?
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Pewnie masz rację — zgodziła się, również dla świętego spokoju. Trudni było jej wyobrazić sobie teraz sytuację, w której którakolwiek z tych kobiet jest w stanie ją okiełznać. Nie dość, że organizowanie ślubu łączy się z całą masą decyzji, to do tego dochodzą jeszcze skandalicznie wysokie rachunki za wszystko, no i ta nieszczęsna lista gości. Aż sama nie wiedziała, który z tych aspektów będzie dla niej najokropniejszym. Może jednak powinna zasugerować, żeby wzięły kameralny ślub, w trakcie którego będą obecne wyłącznie one i świadkowie? Całość ogarnęliby w pół godziny, potem mogliby pójść na frytki i rozejść się w świętym spokoju. To przecież brzmiało tak błogo i spokojnie. Niezgodnie z marzeniami z dzieciństwa, ale przynajmniej spokojnie. Jak była młodsza, to przecież fantazjowała o jakichś skończonych kretynizmach, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Może huczne wesele było jednym z nich? Zakładała, że to świetny pomysł, a nie mrzonki dzieciaka, ale właściwie dlaczego? W czym tym pomysł był lepszy od któregokolwiek z pozostałych, które z biegiem lat zdążyła odrzucić? Żeby chociaż Teddy miała jakieś niesamowite ciśnienie na zrobienie porządnej imprezy... ale przecież nie miała. Finch czuła, jak żołądek podchodzi jej do gardła. Zdecydowanie musi się uspokoić.
— Brzmi doskonale — zgodziła się od razu. W wersji, w której biorą ślub, w którym uczestniczą więcej niż cztery osoby, mogła się zgodzić praktycznie na wszystko. Jeżeli Teddy będzie chciała, żeby cała jednostka robiła za drużbów, to niech tak będzie. Przynajmniej będą z tego ładne zdjęcia. Niespecjalnie proporcjonalne, porównując tłum wokół Teddy do tego przy April, ale to nic. Może Emma będzie miała ochotę założyć jakąś wyjątkowo wystrzałową kreację, która będzie nadrabiała fakt, że nie ma wokół siebie stada szerokich chłopów?
— Myślisz, że mam w planie zaprosić wszystkie swoje byłe? Nie mam. — Wywróciła oczami, podłapując żart. W skali, którą Teddy przyjmowała wobec niedawno zakończonego puszczalstwa April, pewnie mniej więcej tyle stanowiłaby pełna lista jej kobiet. Było to dalekie od prawdy, ale niech jej będzie.
— Nie planuje zapraszać którejkolwiek z nich. To ma być normalna impreza — dodała dla rozjaśnienia sytuacji. Z niektórymi z tych kobiet utrzymywała kumpelskie stosunki, ale miała wrażenie, że zapraszanie ich na własne wesele to dziwny pomysł. Zakładała, że ani Teddy, ani nawet te dziewczyny nie czułyby się z tym komfortowo. A przecież chciała, żeby wszystkim było jak najlepiej.
Ofiaruję mojej dziewczynie Wszystkie kwiaty Holandii, Jeśli będzie trzeba ukradnę W nocy przy księżycowej pełni
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pogładziła ją czule po policzku, dostrzegając na jej twarzy zmartwienie. Znała ukochaną na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że tak wybiegła zbyt daleko w przyszłość i zaczęła przejmować się na zapas, chociaż jeszcze niczego nie uzgodniły. Darling była skłonna przystać na wszystkie pomysły April, byle ta była szczęśliwa. Chciała hucznego wesela? Proszę bardzo. Marzenia są po to, żeby je realizować. Sama też była romantyczką i chociaż miała już wszystko, czego pragnęła, ślub tylko w obecności świadków wydawał się nieco smutny. A przecież to do nich nie pasowało, bo były takie zakochane!
— Zobaczysz, że będzie cudownie — zapewniła i naprawdę tak uważała. — Pomyśl tylko, jak wpadniesz w organizacyjny szał. Nikt nie odnajduje się w tym tak dobrze, jak ty. A przecież będzie sporo rzeczy do ogarnięcia. Nawet nie będziesz miała czasu, żeby się porządnie zestresować — uśmiechnęła się tuż przy jej ustach, na których złożyła słodki pocałunek.
Z czym jak z czym, ale w tej kwestii April nie mogła się z nią nie zgodzić. Wystarczyło przypomnieć sobie, jak dokładnie zorganizowała ich wylot na Hawaje, jednocześnie ogarniając jeszcze mnóstwo innych spraw. Oczywiście Teddy nie zamierzała stać biernie, ale bardziej sprawdzała się w roli dziewczyny na posyłki - przynieś, podaj, pozamiataj.
— A cholera cię tam wie — odparła na wzmiankę o byłych panienkach Finch. I o tych, które kiedykolwiek przeleciała. — Może będziesz chciała, żeby widziały twoje szczęście bez nich? — wzruszyła lekko ramionami. W zasadzie nie wiedziała, czy sama miałaby coś przeciwko. Połowy tych lasek, to Darling pewnie nawet nie widziała na oczy i słyszała o nich wyłącznie z opowieści. Zanim przyswoiła, kim była ta, z którą się umawiała, April wzdychała już do innej. I nie widziała nic złego w utrzymywaniu kontaktu z byłymi, Teddy też miała kontakt z byłymi partnerkami. I nie bez powodu byłe były byłymi. A kiwi kiwi kiwi.
nawet, gdy jestem sam, to myślę, jak fajna jesteś
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No tak. Wesela jeszcze nie organizowałam, ale na pewno wymyślę coś porządnego — zgodziła się, muskając delikatnie jej wargi. To przecież wydarzenie jak każde inne. Była w stanie organizować jakieś kretyńskie, firmowe eventy, to poradzi sobie również z czymś takim. W międzyczasie imploduje pewnie kilkanaście razy, ale ostatecznie doprowadzi wszystko do końca. Jak zawsze. Była przecież bardzo zadaniowa, nie zostawiała roboty rozgrzebanej do połowy. Jeżeli już się za coś brała, to robiła to porządnie i do końca. Fakt, że to brzmiało jak najbardziej odpowiedzialne zadanie, jakie ktokolwiek kiedykolwiek jej powierzył, to nic. No dobrze, to właściwie absolutnie wszystko i to był kolejny powód, który kładł jej na barki tony stresu, ale to też musi odłożyć na później. Przecież nadal czekała, aż to Teddy się oświadczy. Dopiero wtedy będzie mogła zacząć działać, a przecież to równie dobrze może nastąpić za wiele miesięcy. April nie może pozwolić sobie na przejmowanie się tym intensywnie przez cały czas, bo nie dożyje ceremonii.
— Daj spokój. Wbrew pozorom mnie to nie satysfakcjonuję. Ograniczę się do przyjaciół i rodziny — zapewniła, czując, że robi jej się od tego goręcej. Ano tak. Będzie musiała porozmawiać z rodzicami. Przecież nie może ich nie zaprosić. Nagle zapragnęła, by oświadczyny Darling odsunęły się w czasie tak daleko, jak tylko się dało. Najlepiej minimum o kilka lat. Jakiś głos w głowie zaczął jej sugerować, ze były jeszcze zdecydowanie za młode na ślub. Może powinny poczekać do czterdziestki? To porządna liczba. Poważna. A przecież małżeństwo to też poważna sprawa. Przez te dekadę może April ogarnie się nieco na umyśle i wszystko pójdzie gładko. Istniała szansa, że dziesięć lat wystarczy jej, żeby zebrać w sobie odwagę i odezwać się znowu do Finchów oraz wyłożyć im kawę na ławę. Na dziś była to dla niej wizja absolutnie przerażająca. Nadal nie zamieniła z nimi ani słowa, a od każdej sugestii, że powinna wreszcie to zrobić, uciekała jak oparzona.
— Przede wszystkim, to musimy zebrać kasę, zanim zacznę się zastanawiać, czy wolę zamówić same bezmięsne posiłki, czy mieć na imprezie wszystkich zaproszonych — dodała, licząc, że tym nie tylko rozładuje napięcie we własnych myślach, ale też utnie ten niepotrzebnie zaczęty temat. O pieniądze nie martwiła się wcale. To tylko środek wymienny. Zawsze da się je jakoś zdobyć, a po wydaniu nawet fortuny, jakoś ją odpracować. Miała też w poważaniu wszystkich, którzy odmówiliby przyjścia wyłącznie z powodu braku mięsa, ale nie wątpiła, że trochę by się takich znalazło. Może jednak powinna wrócić myślami do tej wizji czteroosobowego ślubu? Wtedy każdy zamówiłby to, co chce, a ona mogłaby po prostu za to zapłacić. Dostrzegała w tym coraz większą liczbę plusów.
Gdy wszyscy wokół brzmią nijak, twój głos wciąż spijam
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Uspokój się — powiedziała, trącając nosem jej policzek. — Jeszcze się nie hajtamy. A jak już będziemy, to damy sobie ze wszystkim radę. To ma być wyjątkowy dzień, a nie kumulacja niepotrzebnych nerwów — przypomniała spokojnie, zanim to wszystko poszłoby w górę i na nie spadło. Ale chyba było już trochę za późno, bo ukochana zafiksowała się na punkcie ślubu i tego, co mogłoby pójść nie tak. A znając April i jej tendencję do wyolbrzymiania, źle mogło pójść dosłownie wszystko.
Bardzo korciło ją, żeby podłapać wzmiankę o rodzinie i znów zasugerować, że chyba w końcu powinny skonfrontować się z Finchami, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Nie mogła jej wiecznie nagabywać. Co jak co, ale to akurat powinno wyjść z inicjatywy April, która sama musiała dojrzeć do tej decyzji. Teddy mogła jedynie być obok i wspierać ją, niezależnie od tego, co sobie postanowi.
Z kolei ona nie chciała dyskutować o pieniądzach. W straży może nie płacili kokosów, ale nie zarabiała jakoś najgorzej. Wciąż jednak zbyt mało, biorąc pod uwagę, że w każdej chwili można zginąć. I zbyt mało, żeby w przeciągu kilku miesięcy odłożyć na wesele. Wiedziała, że mogła też liczyć na wsparcie swojej rodziny, ale bardzo nie lubiła obciążać ich wydatkami.
— Mhm — mruknęła trochę smutno, wtulając twarz w zagłębieniu między szyją a ramieniem partnerki. To gadanie o ślubie naprawdę było durnym pomysłem. — Nie wydaje mi się, żeby wegetariańskie jedzenie komuś przeszkadzało. Nawet moi chłopcy nie będą wybrzydzać, jak ich nafaszerujemy kotletem kalafiora — stwierdziła, bo nie wyobrażała sobie, żeby któryś z nich nie zjawił się na imprezie, tylko dlatego, że nie dostanie pod nos krwistego steka. W ogóle to jakiś absurd, żeby ktokolwiek czepiał się, że jest za zielono albo że bez mięsa, to nie ślub.
A jeśli o jedzeniu mowa, miały przecież jeszcze nie dokończone bento! Teddy sprzedała ukochanej jeszcze jednego buziaka w policzek i podniosła się do pozycji siedzącej. Znów musiała uważać, żeby nie zaprzeć się na temblaku, bo jeszcze tego by brakowało, żeby coś sobie naciągnęła. Już i tak ograniczała tabletki przeciwbólowe do minimum. Jako wyznawczyni zdrowego trybu życia, Darling nie lubiła szprycować się takim świństwem, kiedy naprawdę nie było takiej konieczności i łykała pigułki tylko wtedy, gdy faktycznie miała zesrać się z bólu.
— Zjedz, bo nie będziesz miała siły na dalsze zmartwienia — rzuciła zaczepnie, ale zaraz mrugnęła porozumiewawczo, dając partnerce do zrozumienia, że to tylko niewinny żart i wcale się z niej nie nabijała. No dobra, może trochę tak, ale długoletnia przyjaźń dawała jej na to przyzwolenie!
nie mogę ci obiecać złotych gór, ale z tobą na każdą wejdę