Z łaskoczącym w kark wietrznym pocałunkiem nadciągającej nocy, zamyślił się na dłuższą chwilę nad zadanym przez Milesa pytaniem. Najłatwiej byłoby podać coś z katalogu banalnych odpowiedzi, by nie iść naprzeciw fali kolejnych trudnych pytań samoistnie cisnących się na usta. Był jednakże c h o l e r n i e ciekawy jak możliwie daleko zarysować mógł własną granicę na tych ziemiach należących do współrozmówcy. I jego decyzji o rabunku, którą zamierzał przehandlować za swą prawdę. Szczątkową, gdyż reszta dusiła się w nim boleśnie gdzieś na wysokości jabłka Adama.
- Spokój... we własnych myślach, głównie od siebie i może kontrolę nad sobą. A Ty nie chciałbyś czegoś skraść?- Z bladym uśmiechem goszczących nieproszenie w kącikach ust, odpowiedział mu najprościej, jak potrafił przy tym zamglonym zmęczeniem umyśle. Pogładził krawędź balustrady opuszkami palców, mimowolnie myśląc o tym, czy z każdego luksusowego apartamentu sięgającego chmur rozciągał się taki widok. Czy on również spoglądał na samo, co teraz Nadir przywłaszczał sobie tak łapczywie? Czy była to jego wieża Babel?
- Całe moje życie - Z westchnięciem wypuścił spomiędzy warg ciche westchnięcie. Pozorne poczucie anonimowości w obecnej sytuacji wydawało się zbawiennym dla tkania słowami o własnej prywatności. Mógłby opowiedzieć mu dziecięcych przeprawach z tłumaczeniem babci praktycznie każdej lekarskiej wizyty lub nieustannym wypełnianiu koślawym jeszcze pismem jej dokumentów... albo o odejściu ojca, którym przypieczętował na ich rodzinie wieczną walkę o wytchnienie. Zdążyłby dotrzeć w tej opowieści do własnych utraconych marzeniach, nim głos ucichłby w nim z paraliżującego przygnębienia? Wybierz mądrze, Nadirze. - Trudy imigranckiej rodziny.... wyobcowanie, tęsknota i ostatecznie próby wyzbycia się własnej kultury, a potem wstyd za samego siebie i podobne myśli. Myślę, że nie starczy papierosów w paczce, bym zdołał dotrzeć choćby do połowy...
Przyglądał się, jak sylwetkę bruneta otula kotłujący się na wietrze dym. Sięgając potem z wdzięcznością po zaoferowaną mu zapalniczkę, by pójść niezgrabnymi ruchami w jego ślady. Włożył między wargi papierosa, by następnie dopiero z trzecim podejściem pomyślnie go zapalić. Trener zapewne wysłałby teraz ku niemu wiązankę przekleństw... jeśli w ogóle jeszcze pokładał w nim jakiekolwiek nadzieje. - A ile takich dotknięć może znieść człowiek... nie masz dosyć? - Ileż śmierci i cudzych nieszczęść w sobie dźwigasz, nieznajomy? Naiwnie szukał spojrzeniem w nim choćby cienia tych osób, śladów d o t k n i ę ć po ciężarze obcego istnienia. Trudno było uwierzyć Al Khansie, iż płynąca z prysznica woda miała takie niezwykłe właściwości. Najwyraźniej ciało Nadira uodporniło się na nią przy każdym kolejnym epizodzie depresyjnym, gdy skulony na rozgrzanych kafelkach marzył wyłącznie by się w niej zatopić. - ...czyli przeszkodziłem Ci w rutynie?
Ucieczka; tańczyło na końcu języka Nadira, lecz w porę powstrzymał się przed zdradzeniem własnej słabości. Porady, która przynieść mogła drugiemu mężczyźnie złudne poczucie wolności od dręczących demonów. A przecież... nie chciał ściągać własnego przekleństwa również na niego.
- Gdybym znał... nie byłbym pewnie w takim stanie -
Miles Howard