przekleństwa, trochę hot, ale jednak nie
Tylko, że Madox nigdy nie był cierpliwy, to aż było dziwne, że on tutaj tak siedział, a nie wyciągał Pilar na zewnątrz, żeby jednak pojeździli Jaguarem. Albo dokończyli to co zaczęli, a co wisiało między nimi w powietrzu. Chociaż oczywiście pod tym kocem ją zaczepiał, raz za razem.
Dlatego, kiedy powiedziała to, że on by od razu wiedział, bo jakby miał jej nie dotykać, to pokiwał głową. Chociaż... może jakby była w ciąży i nie pozwoliła mu dotykać? No ale przecież to od razu widać, a może nie widać? Noriega zastanowił się nad tym i aż przesunął odruchowo palcami po gładkim brzuchu Stewart, czuł pod opuszkami jej skórę i to jak mięśnie na jej brzuchu zadrżały pod tym dotykiem.
-
Lubię twój brzuch, ale jakbyś mi nie pozwoliła to może... - zastanowił się głośno, ale nie był pewny. Oni jednak byli bardzo dotykalscy. Co zresztą było widać na załączonym obrazku...
Kiedy ich dłonie błądziły znajomymi ścieżkami po ich ciałach, automatycznie.
Nie wytrzymałby.
Dnia by kurwa bez niej nie wytrzymał. Zwłaszcza kiedy teraz mieszkała już u niego i chociażby budzili się koło siebie.
Zawiesił ciemne tęczówki na twarzy Pilar, kiedy mówiła o tych
plakatach nad łóżkami dziewczyn, które by do niego wzdychały, uśmiechnął się, a mięśnie na jego brzuchu automatycznie się spięły, kiedy wylądowała tam jej dłoń, na napisie
Medellin.
-
Yhm… bez koszulki - chodziło mu o te plakaty, a może o to, że mogli by teraz siedzieć w Jaguarze bez koszulek? Oboje. Bo zerknął na nią jakoś tak sugestywnie. A sam przecież zaraz układał palce na koronce jej stanika i pytał dlaczego go zapięła.
Żeby go z niej zerwał.
I znowu spuścił spojrzenie na jej oczy, szarpnął nawet za koronkę, zerwałby ją z niej... Teraz to już nie bawił się z zapięciem, tylko ją zerwał. Poprawił się na kanapie, bo jego ciało automatycznie reagowało na jej dotyk, wyrwało się do niej, kiedy palce musnęły skórę pod pępkiem. Czarne już oczy zawiesił na czubku jej głowy, kiedy tak namiętnie wpatrywała się w ekran.
-
Te quiero ahora -
chce ciebie, teraz, mruknął jej do ucha, pomiędzy te czarne kosmyki, których zapach drażnił go w ten przyjemny sposób, pobudzał. Tak jak on to robił z jej piersią, ze sterczącym, twardym sutkiem... On też znowu już był
twardy, mogła to poczuć, kiedy wsunęła rękę pod materiał bokserek.
Więc kiedy babka uznała, że idzie do kibelka, to Madox od razu kładł Stewart na kanapie, zamruczał w jej szyję, kiedy naparła na niego biodrami, on też docisnął ją mocniej do ozdobnych, haftowanych poduszek z napisem
home, sweet home.
-
Dlaczego nie? - jęknął przesuwając językiem wzdłuż szyi do jej ust -
może nawet mogłabyś ten fartuszek od niej pożyczyć? - mruknął między kolejnymi pocałunkami, które kradł z jej gorących, pełnych warg. Warg, które zaraz całowały go zachłannie,
dziko, tak jak kurwa lubił najbardziej. Mieszając na językach ich smaki. Jego palce sunęły po jej
brzuchu, znowu na pierś, chociaż tym razem dłużej krążyły w okolicach jej pępka, bo jednak sobie nie wyobrażał jej nie dotykać po
brzuchu.
W ogóle jej nie dotykać.
Nie wyobrażał sobie chyba też tego, że znowu mogliby przerwać, więc kiedy oderwała się od niego z tym, że
jest kurewsko gorący na ustach, to on patrzył na nią z wyrzutem, tymi czarnymi już od pożądania oczami.
-
Joder, no... - mruknął, kiedy spychała go z siebie i kazała mu trzymać
łapy przy sobie. Wszystkie jego myśli fiksowały się już na jej gorącym ciele, na tych pocałunkach, na jej smaku. Aż musiał odchylić do tyłu głowę, kiedy znowu wyciągnął się na kanapie, bo autentycznie skręcało go w środku. Czuł, że zaraz go
popierdoli. Już doskonale rozumiał jak ona musiała się czuć w Meksyku, kiedy on ją tak nakręcał, a potem nagle sobie stwierdził, że nie... Bo on się czuł tak samo. Klatka piersiowa unosiła mu się w płytkich oddechach i nawet nie słuchał, kiedy Pilar opowiadała, co działo się w serialu.
Nawet już nie spojrzał na ekran, bo jego ciemne oczy wpatrzone były w Stewart, w jej pełne wargi, które składały na jego skórze pocałunki, na tatuażach, które doskonale znała, na pamięć. A kiedy wzięła do ust jego palce, to naparł nimi mocniej na jej język, wsunął je głębiej, z bezczelnym uśmiechem wymalowanym na twarzy, cały aż drgnął, tylko zaraz Bridget odwróciła się w ich kierunku, a Madox od razu zabrał rękę i się wyprostował, pokiwał głową.
-
Zajebisty... - syknął trochę przez zęby -
no to my już... - i już chciał nawijać o tym, że MUSZĄ spierdalać, no po prostu muszą, bo w innym wypadku może go
pojebać, tylko, że staruszka wypaliła znowu z tym dojeniem krowy. No i może Madox
nie wiedział jak ją muszą boleć cycki, ale jego bolało coś innego.
Rozpierdalało go od środka.
Chociaż jak Bridget rzuciła to
może mogłabyś mi pomóc ją wydoić, to Noriega wstrzymał powietrze. Bo z jednej strony to chciał stąd iść, i w końcu dobrać się do tego koronkowego stanika Pilar, zerwać go z niej. A z drugiej... to przecież on już nigdy w życiu pewnie nie będzie miał okazji zobaczyć jak ona doi krowę. Zacisnął palce jakoś mocniej na ramieniu swojej narzeczonej. I trochę mu się chciało śmiać, a trochę chciał ją pokrzepić.
-
Przecież dasz radę cariño - rzucił i chociaż ciężko było się zebrać, to zaraz wstawał już z kanapy -
i da nam ciasto, może sobie zrobimy taki deser... z bitą śmietaną i wiesz... - wiedziała? Bo wyobraźnia Noriegi to już działała na jakiś najwyższych obrotach. I kiedy szedł za Pilar do tej stodoły, to bezczelnie patrzył się jej na tyłek. Ale on się już tak na niej zakręcił, że jakby babka zemdlała znowu, to chyba w pierwszej kolejności by to wykorzystał, żeby dobrać się do Stewart, a dopiero potem ratował jej życie.
Poklepał krowę kiedy Bridget kazała im się z nią przywitać.
-
Cześć Apolonia, jak tam żyjesz? - rzucił jakby nigdy nic, a zaraz opierał się o jakąś belkę obserwując Pilar i babuszkę, którą ją instruowała -
jak ci to wyjdzie, to kupuję krowę - parsknął śmiechem. Chociaż zaraz znowu ciemne tęczówki wpatrywały się w Stewart, kiedy przed nim klęknęła... Nie no, nie przed nim, przed krową. W ogóle kurwa nie. Jak on miał się skupić na tym dojeniu krowy, jak jego myśli podążały takimi nieprzyzwoitymi torami?
Chociaż jak Pilar sięgnęła do cycka krowy, to próbował się skupić... Próbował, bo zaraz wypalił po babuszce.
-
Tienes que ajustarlo un poco -
musisz ją trochę pourabiać, wolałby, żeby urabiała jego. Aż nabrał ciężko powietrze w płuca -
más fuerte -
mocniej, pomagał jej tymi komentarzami? Bo sobie na pewno nie.
A kiedy mleko wystrzeliło do wiadra, to stwierdził, że chyba go naprawdę
pojebało, skoro...
-
Świetnie ci poszło - rzucił tylko, a Bridget to podłapała, ale zaraz zwróciła się do Madox.
-
Też spróbuj, to łatwe - zachęciła go, ale Noriega zaraz pokręcił głową i się cofnął.
-
Nawet nie ma takiej opcji - rzucił od razu, bo nie będzie macał cycków jakiejś krowy, jeszcze biorąc pod uwagę fakt, jak chore wrażenie na nim zrobiło to, jak robiła to Pilar -
ja... ja mam jakieś traumy związane z krową z dzieciństwa, nawet mleka nie lubię - oczywiście, że skłamał, jak on czasem wstawał rano i wypijał szklankę mleka prosto z lodówki, więc kiedy Pilar spojrzała na niego dziwnie, to mrugnął do niej jednym okiem -
zresztą... przejdę się trochę - tak, to był kurwa najlepszy pomysł. Iść sobie stąd. Tylko kiedy Bridget to usłyszała, to jeszcze go zatrzymała.
-
To jak idziesz, to tam za domem mam taki składzik na drewno, przyniósłbyś trochę do domu, to potem sobie napalę w piecu - oczywiście Madox się zgodził i sobie poszedł, a staruszka popatrzyła jeszcze na Pilar i pokręciła głową -
no farmerem to on nie będzie... - na pewno nie.
Chociaż kiedy Madox znalazł ten składzik z drewnem, a tam porozwalane i jakoś krzywo podziabane pniaczki, a do tego zarwany daszek, to zaraz się za to wziął. Wystarczyło wleźć na pniaczek i kolejny kawałek drewna podłożyć pod daszek i już, naprawiony. Potem jeszcze znalazł siekierkę i trochę porąbał, resztę poukładał. Ogarnął ten składzik z drewnem, trochę się też przy tym
wyluzował, i zajęło mu to może z pół godziny, chociaż może mniej?
Bo akurat wyszedł na ganek z wiadrem drewna, kiedy Pilar stanęła obok z wiaderkiem mleka.
-
Tyle wydoiłaś? - zdziwił się, no bo jednak nie zakładał, że ta krowa ma w sobie aż tyle mleka. Rzeczywiście
musiały ją boleć cycki. Bridget za to spojrzała jakoś podejrzliwie na Noriegę.
-
Porąbałeś? - zapytała, no bo jednak w wiadereczku miał ładnie porąbane kawałki drewna. A kiedy Madox skinął głową, to aż sama musiała iść to zobaczyć jak on jej tam drewna narąbał. Madox za to przysunął się do Pilar.
-
Wiesz jaki tam był pierdolnik? Wydaje mi się, że nikt jej tu nie pomaga... - westchnął jakoś ciężko. A kiedy kobiecina wróciła cała uradowana i zaraz mu dziękowała jak ładnie jej tam ułożył i ile drewna narąbał, to się uśmiechnął. Potem jeszcze dziękowała Pilar, bo przyznała jej się, że Apolonia nie była dojona trzy dni, bo babcia usnęła na telenoweli, a potem w środku nocy nie chciała tam iść.
Noriedze się zrobiło jakoś smutno i zaraz jak babuszka ich zaprowadziła do kuchni, to się zaoferował, że jej w piecu napali. Może i Madox nie wychowywał się na wsi, ale to akurat potrafił zrobić, bo w Kolumbii też czasem pomagał takiej starszej sąsiadce.
Madox, który nikomu nie pomaga. I myśli tylko o sobie. Teraz sobie siedział przed kaflowym piecem na jakimś małym krzesełku i palił w nim ogień. Bridget za to powiedziała, że zapakuje im za tą pomoc ser, który sama robiła i masło, i mleko, no i oczywiście ciasto. Cały koszyk im kurwa przygotowała. A jak Madox wyciągnął portfel, żeby jej za to zapłacić, to powiedziała, że
nie ma nawet takiej opcji.
Aunque ordeñes una vaca, estás caliente ✩‧₊˚