-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdzieś z tyłu głowy zaczęła rozważać różne opcje, dzięki którym na pewno stałaby się ostrożniejsza i bezpieczniejsza. Mogłaby to wszystko rzucić. Odejść ze straży i spróbować czegoś zupełnie innego. To nie tak, że nie miałaby alternatyw. Miała sporo umiejętności, które mogłyby się przydać gdzie indziej. Dobrze gotowała, więc bez większego problemu odnalazłaby się w kuchni jakiejś restauracji. Może nawet mogłaby pójść o krok dalej i otworzyć własną cukiernię. Zdarzało jej się też słyszeć, że świetnie wychodzi na zdjęciach, więc modeling wcale nie byłby tak abstrakcyjnym pomysłem. Nawet taki mały sklep z akcesoriami do origami brzmiał całkiem sensownie. Tylko że im dłużej o tym myślała, tym wyraźniej czuła, że to wszystko jest jakieś obce. Jakby przymierzała cudze życie, które może i pasowało na pierwszy rzut oka, ale w rzeczywistości wcale nie było jej. Mogłaby się w tym odnaleźć, pewnie nawet byłaby w tym dobra. Ale to nie byłaby ona.
Kropli przybywało z każdą chwilą, materiał koszulki powoli nasiąkał wodą, włosy zaczynały przyklejać się do skóry, ale Teddy zupełnie o to nie dbała. Nie zwracała uwagi na chłód ani na to, że robi się coraz bardziej mokra. I to nie w tym przyjemnym sensie. Żadne z tych drobnych, fizycznych odczuć nie przebijało się przez to, co działo się w jej głowie. Cała jej uwaga skupiała się na April. Słuchała uważnie, starając się wychwycić wszystko, co naprawdę miało znaczenie. Nie tylko to, co zostało powiedziane wprost, ale też to, czego ukochana nie potrafiła ubrać w słowa. Jednocześnie gorączkowo szukała odpowiedzi. Czegoś, czym mogła jakoś ją uspokoić. Ale im bardziej się starała, tym wyraźniej czuła, że nie ma słów, które mogłyby to naprawić. Żadnego jednego zdania, które nagle sprawi, że ten strach zniknie. To ją frustrowało. Nie dlatego, że chciała wygrać tę rozmowę czy postawić na swoim. Tylko dlatego, że naprawdę zależało jej na tym, żeby Finch poczuła się choć odrobinę lepiej.
Zacisnęła lekko szczękę, wciąż stojąc w bezruchu. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale wyszedł jej z tego tylko jakiś żałosny skrzek. Odchrząknęła i spróbowała jeszcze raz.
— Dobrze, że mi o tym mówisz — wychrypiała przez zaciśnięte gardło. Nie dość, że napędzała narzeczonej tyle strachu, to jeszcze brakowało, żeby się tutaj rozbeczała. — Chcę, żebyś zawsze mówiła mi o wszystkim. Znam cię na wylot, ale przecież wiesz, że nie jestem najlepsza w domysłach — uśmiechnęła się blado, bo czasami nie żyła sobie w nieświadomości, zanim nie usłyszała czegoś wprost. Nawet teraz nie wiedziała, czy krople spływające po policzkach April to deszcz, czy jednak łzy. Nie, to zdecydowanie były łzy.
Teddy poczuła, jak żołądek związuje jej się w ciasny supeł. Znów doprowadziła ją do płaczu. Szkoda tylko, że tym razem nie ze szczęścia. Przeczesała palcami mokre włosy i potrząsnęła głową, jakby kolejne słowa narzeczonej nie do końca do niej dotarły.
— Nie musisz się z niczym ogarniać, to jest normalne, że się boisz. Ja też boję wielu rzeczy. I zawsze się o ciebie martwię — zapewniła ją natychmiast i sięgnęła dłońmi do jej policzków, żeby zetrzeć z nich łzy i deszcz. Bezskutecznie, bo ten drugi zacinał z ukosa coraz mocniej. Jak się nie pochorują, to będzie jakiś jebany cud.
Wypuściła głośno powietrze i znów pokręciła głową. Jak ona mogła myśleć, że mogłaby zostawić ją dlatego, że tak się martwiła? To Darling powinna być pełna takich obaw. I była. W końcu w taki sposób kończyło się większość jej związków. Wprawdzie nie w takie scenerii, ale z takich powodów.
— To chyba ja powinnam prosić, żebyś mnie nie zostawiała — powiedziała cicho, spuszczając wzrok na kałużę pod swoimi butami. Głos jej zadrżał, ale nie próbowała już tego ukrywać. Nie miała siły udawać, że panuje nad emocjami. — Ale jeśli to jest dla ciebie za dużo, jeśli tak nie potrafisz, to… — urwała, zaciskając na moment usta, jakby reszta zdania utknęła jej w gardle. Nie dokończyła, bo sama nie wiedziała, co miałaby powiedzieć dalej. To co? Przecież nie mogła jej zatrzymać. Nie mogła jej zmusić, żeby została, jeśli to życie, które prowadziła Teddy, okazało się zbyt trudne do udźwignięcia.Przełknęła ślinę, wciąż patrząc gdzieś w dół, na rozmazujące się krople deszczu w wodzie pod stopami.
Bardzo chciała, żeby April była szczęśliwa. Najbardziej na świecie. To nie była tylko ładna myśl czy łatwe zapewnienie. Ale właśnie teraz zaczynała się w tym gubić. Bo co, jeśli to, co ona uważała za dawanie szczęścia, w rzeczywistości oznaczało dla Finch ciągły lęk? Czy potrafiła dać jej to, czego potrzebowała, nie zabierając jej spokoju?
znajdziemy powód, by odchodzić i sto powodów, żeby wracać
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie miała pewności, czy otaczał ją szum deszczu, czy to dźwięk krwi płynącej przez jej durny łeb. W każdym razie było zdecydowanie za głośno, nie dało się na niczym skupić. Park powoli pustoszał, a one durne stały ciągle w tym samym miejscu, narażając się na jakieś zapalenie płuc czy inne cholerstwo, które je uziemi w łóżku na długi czas, ale wcale nie w taki przyjemny sposób. Nie było jednak szans, by teraz się ogarnąć i o siebie zadbać. Cały wszechświat zdawał się skupiać na ich aktualnym problemie, nie podsuwając jednocześnie żadnej opcji rozwiązania.
— Ale mi się nic złego nie dzieje. — Pokręciła głową, niespecjalnie rozumiejąc, o co Teddy mogła się martwić. Jej codzienność była przecież dość spokojna. Najgroźniejsze, co mogło ją spotkać w biurze, to zacięcie się papierem. Niezbyt to przyjemne, ale raczej nikt od tego nie umarł, ani nawet nie trafiał do szpitala. Teddy lądowała na oddziale częściej niż na wakacjach i to był jakiś koszmar, totalnie nie do przejścia.
Dopiero, kiedy dotknęła jej policzka, zdała sobie sprawę, że kompletnie nie kontroluje emocji i ryczy jak bóbr. Nie była w stanie się powstrzymać. Zadrżała – trudno powiedzieć czy z chłodu czy emocji. Nie chciała, żeby ukochana obchodziła się z nią jak z jajkiem. April była nieco przewrażliwiona, ale – wbrew pozorom – była dorosłą i w pełni świadomą tego, co robi, kobietą. Wiedziała, że Teddy zrobi się zaraz bardzo przykro, że znowu płakała i pewnie jeszcze zacznie się tym obwiniać, ale na to też nie była w stanie znaleźć rozwiązania. Starała się przecież ukrywać te uczucia przez dłuższy czas i okazało się to kompletnie głupie.
— Przecież mówię coś kompletnie odwrotnego! — krzyknęła, tym razem zdenerwowana. Nie nadążała za sposobem rozumowania partnerki. Czemu w ogóle sugerowała coś takiego? Zaczęła przecież tę rozmowę, by zakomunikować coś całkowicie odwrotnego. Miała ochotę ją porządnie trzasnąć, ale agresja w tym momencie nie była wskazana. I tak zrobiło jej się głupio, że podniosła głos.
— Najbardziej boję się, że cię stracę, więc czemu miałabym cię zostawiać? — dodała ciszej i spokojniej, bardzo ze sobą walcząc, żeby się więcej już nie wydzierać. Zacisnęła dłonie jeszcze mocniej na bluzie ukochanej, czując, że jak się nie wyżyje na materiale, to jednak zrobi komuś krzywdę. Rozstanie z Darling było dla niej wizją najgorszego ze wszystkich koszmarów. Nie pozwoliłaby sobie na to, choćby nie wiem co. Oświadczyła jej sie przecież już tyle razy. Wielokrotnie zasugerowała, że chciałaby z nią spędzić resztę życia. Po prostu bała się, że to będzie nieproporcjonalnie krótki fragment. Przetarła twarz, próbując pozbyć się z nich zarówno łez, jak i wody. Rozmazała się przy tym trochę, ale nawet nie miała zamiaru tego sprawdzać. Oczy szczypały ją od płaczu, ale nie była w stanie go powstrzymać.
Swoje miejsce znajdź I nie pytaj czy taki układ ma jakiś sens
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie sprzeciwiła się ukochanej, kiedy ta przekonywała ją, że wszystko jest w porządku. Tylko April chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, jak często dochodzi do różnych wypadków w codziennym życiu. Statystyki wykazywały, że na tysiąc osób przypadało kilkadziesiąt zdarzeń mających miejsce właśnie w e własnym mieszkaniu. Podobne zdarzenia miały miejsce również w biurach, gdzie pozornie nic nikomu nie powinno zagrażać. W rzeczywistości nie chodziło jej o żadne liczby ani wyolbrzymione zagrożenia. Teddy zwyczajnie się martwiła. Bo kiedy kogoś kochasz, to myślisz o jego bezpieczeństwie, nawet w zwykłych sytuacjach.
Krzyk przebijający się bez strugi deszczu sprawił, że Darling wzdrygnęła się i odruchowo odwróciła wzrok. Nie chciała się kłócić. Zdecydowanie wolała rozmowę w spokojniejszym tonie, nawet jeśli temat był trudny. Kiedy pojawiały się krzyk i złość, miała wrażenie, że sens rozmowy schodzi na dalszy plan. W takich momentach trudno było jej reagować, bo zamiast odpowiadać, najczęściej zamykała się w sobie i próbowała przeczekać. Teraz też nie zamierzała dolewać oliwy do ognia. Instynktownie cofnęła się o krok, wciskając ręce do kieszeni jeansów.
— A bo ja wiem? — wzruszyła lekko ramionami. Nie potrafiła odpowiedzieć wprost. Pytanie było proste, ale odpowiedź wcale już taka nie była.
Niby dlaczego Finch miałaby ją zostawić? Może z tych samych powodów, dla których z jej życia odchodziły inne kobiety? Bycie strażaczką nie było czymś, co dało się łatwo pogodzić z czyimiś oczekiwaniami wobec zwykłego, spokojnego życia. Nie każda potrafiła to zaakceptować. Nie każda chciała czekać, znosić nieobecność i ciągłą niepewność. Z czasem zaczynało im to przeszkadzać. Najpierw trochę, potem coraz bardziej, aż w końcu stawało się powodem, żeby odejść. Teddy jakoś trudno było całkowicie odsunąć od siebie myśl, że tym razem może być podobnie.
— Masz przeze mnie same zmartwienia — westchnęła, pospiesznie ocierając wierzchem dłoni mokre od
Bała się, że źle to odbierze. Albo że uzna to za brak wiary w ich relację. A to przecież nie tak! Przede wszystkim chciała wkładać Finch w ten sam schemat. Nie chciała patrzeć na nią przez pryzmat poprzednich związków ani zakładać, że wszystko skończy się tak samo. To wydawało jej się zwyczajnie niesprawiedliwe.
Teddy potrząsnęła głową, jakby chciała wyrzucić z niej te wszystkie durne myśli. Przecież ukochana sama powiedziała, że to wszystko wynika ze strachu, a nie dlatego, że chciała ją porzucić. Zebrała się w sobie i podeszła bliżej, ujmując jej twarz w obie dłonie.
— Postaram się być ostrożniejsza — zapewniła, bo to akurat nie wymagało żadnych obietnic, których nie mogłaby dotrzymać. — Tylko już nie płacz, proszę — poprosiła i nie czekając na odpowiedź, nachyliła się i połączyła ich usta w krótkim, mokrym pocałunku. Była to bardziej próba uspokojenia niż gest namiętności. Chciała w ten sposób pokazać, że mimo wszystkiego wciąż są po tej samej stronie.
myślałem, że to sto milionów kilometrów, a byłaś na odległość szeptu