- Jeśli to jakaś twoja kolejna fantazja Pilarrr, to mogę dzisiaj kazać zamknąć wcześniej i wtedy mogłabyś tak stanąć za barem... Dla mnie. A później wiesz... rundka do podziemia i jakieś wygibasy na rurce, dawno nie byłem na żadnym pokazie - i on też posłał jej jakiś bezczelny uśmieszek. Prędzej by wyjebał wszystkich gości z lokalu, niż ją tak wpuścił za bar, przy ludziach, ale przecież doskonale zdawała sobie z tego sprawę, że Madox był o nią zazdrosny. Chorobliwie czasem...
I pewnie każdy normalny człowiek uznałby, że to toksyczne... Ale taki był Noriega. Czasem naprawdę jebnięty.
Chociaż zaraz wyciągał spod łóżka pudełko ckliwych pamiątek, które chyba trochę do niego nie pasowało? A może właśnie to też się składało na całego Madoxa, że jednak był odrobinę sentymentalny?
Uniósł jedną brew, kiedy powiedziała, że powinni to zdjęcie przypiąć na lodówkę.
- A jak będzie trzeba uciekać, to będę latał po mieszkaniu i to zbierał? Nie, zostaje tu - oczywiście, że wyciągnął zdjęcie z jej palców chowając je na samym dnie pudełka. Bo akurat je chciał zabrać ze sobą w razie ewakuacji. Kiedy podniosła majtki w górę, na wysokość jego oczu, to się szarpnął, żeby złapać je w zęby, ale mu się nie udało, więc wylądowały z powrotem w pudełku - to tak na wszelki, gdybym musiał uciekać jednak sam - właściwie to włożył je tu zaraz po Medellin, kiedy nie podejrzewał jeszcze, nawet przez chwilę, że on się zdecyduje, żeby się jej oświadczyć, i pokazać... to wszystko.
Zaraz jednak chował pudełko z powrotem pod łóżko. A już po chwili zniknął w salonie, a potem w łazience. Poszło mu sprawnie. Chociaż jeszcze musiał ułożyć włosy, wypsikać się perfumami, a kiedy Pilar wchodziła do łazienki to zakładał na siebie swoje świecidełka, bo jak to, tak do klubu bez błyskotek? Kilka pierścieni, kilka łańcuszków i księżniczka była gotowa.
- Ładna koszula... gdzieś ją już widziałem - mruknął podsuwając się do niej bliżej, kiedy opuszki jej palców przesunęły się po jego wytatuowanym torsie. Zajrzał w jej dekolt i zaraz zaczepił palcami o ten odkryty kawałek skóry, między jego koszulą, a jeansem. Oczy odrobinę mu pociemniały, bo kiedy uderzył go zapach jej perfum... a głowa już liczyła ile guzików musiałby rozpiąć, żeby nie niszczyć koszuli, to... musiał się od niej zdystansować. Zerknął jeszcze raz w lusterko odgarniając do tyłu ciemne włosy.
- Może być Furia, chociaż... - i jeszcze znowu przechylił na bok głowę, żeby na nią spojrzeć. Zamierzał BMW. I znowu fiksował się na tym, że po klubie mogliby, na tylnej kanapie...
- Dobra, Furią - stwierdził w końcu. A kiedy już pozakładali buty, to Madox jeszcze zostawił Sombrze kość i obiecał, że jak wróci to pójdą na długi spacer, na suczki, czy coś. Jeszcze go poklepał po brzuchu, kiedy wywalił się do góry kołami, i w końcu mogli iść.
Chociaż Madox zatrzymał się na schodach, kiedy Pilar zapytała go o ten telefon. W pół kroku za jej plecami.
- Ciekawi... Ale, nie chcę do niej dzwonić - dogonił ją tak, że kiedy chciała się do niego odwrócić, to zatrzymała się na jego klatce piersiowej - ty byś mogła... - zaczął. Ale w sumie... z jakiej racji ona?
Zeszli już na parking, i wsiadali do czerwonego Jaguara, który stał obok równie ładnego BMW Noriegi.
- Bo ona... - westchnął ciężko, kiedy siedzieli już w samochodzie, na tej czerwonej skórze - jak ja tam zadzwonię, to ona zaraz będzie chciała we mnie wzbudzić litość, wiesz jaka to jest manipulatorka - taka jak jej syn. W końcu Madox po kimś to miał. Ten talent do aktorstwa... ale też do grania na ludzkich uczuciach. I nerwach.
Zapiął pas jeszcze zanim Pilar kazała mu to zrobić.
- Co o tym myślisz? - zapytał, kiedy już wyjechała z parkingu, kiedy promienie słońca, które rzeczywiście świeciło dzisiaj ładnie, zagrały na ich twarzach i na tej błyszczącej, czerwonej masce.
- Poza tym... Nie chcę z nią gadać, po tym co odpierdoliła z Maddie - i teraz to już jej powiedział prosto z mostu, bez owijania w bawełnę, to co mu leżało na wątrobie - musiałem ją zwolnić. Ruscy są na mnie wkurwieni, bo są za Maddie, nie stosują się do moich poleceń. A ona mi cały czas wysyła zdjęcia tego jej dzieciaka, co jest moim chrześniakiem, musiałem ją zablokować - znowu... się jej kurwa zwierzał. A miał tego nie robić. Nie obarczać jej własnymi problemami, jakby tego co się działo mieli jeszcze za mało. Ale z drugiej strony... skoro jechali do klubu, to i tak by widziała, jakie podejście mają do niego ruscy. Już nie byli druz'ya.
Madoxowi też chodziło po głowie to, że będzie musiał ich zwolnić. Swoich najlepszych ochroniarzy, którzy kiedyś równo z Maddie stali za nim murem. Z którymi przecież chodził na sparingi.
Estás en todas mis fantasías ‧˚꒰