Ale Madox to też go właściwie nie używał i sam nazywał się kretem, tylko po prostu musiał się z Pilar trochę podroczyć. Nazwać ją psem, którym on też był... Teraz nawet bardziej to określenie do niego pasowało, skoro już wiadomo, że był z policji, groźny, warczący pies.
A na dokładkę jeszcze wytknąć jej te żabcie, wszystkie obietnice i to, że łamała mu serce.
Trochę łamała, tym, że Madox przecież nie był nigdy cierpliwy, i jak jemu się coś obiecało, to on chciał teraz, zaraz, już. Najlepiej w tej chwili. Ale im wiecznie coś wypadało, jak nie kłótnie, to policja, albo staruszka. Ciągle coś się działo i niby już powinni się do tego przyzwyczaić. Ale to i tak za każdym razem był zawód. Kiedy wyobraźnia działała na najwyższych obrotach, a potem i tak trzeba było obejść się smakiem. Już ostatnio trzy razy go do tego zmusiła. Najpierw go nakręcała, a potem co... No nic właśnie.
Więc dzisiaj już starał się sam za bardzo nie fiksować na niej... Tylko i wyłącznie na niej. Na tym ile guzików musiałby rozpiąć, żeby...
Trzy.
Protokół awaryjny, tego powinni się trzymać. Byłoby najbezpieczniej, po to w końcu tutaj przyjechali, do jego klubu, gdzie przecież dzisiaj miało go wcale nie być.
Tylko Pilar wcale nie pomagała...
- Siergiejowi? - zapytał od razu, kiedy powiedziała, że... wystarczy jedno jego słowo i pójdzie skopać, któregoś z jego ochroniarzy. Jedno słowo. Kusiło, żeby ją sprawdzić. Żeby wysłać ją na górę i popatrzeć jak szarpie się z którymś ruskiem, albo jak łamie mu nos... Jednym kurwa ciosem - nie no... - zaczął, ale nie dokończył, bo zaraz oberwał poduszką. A kiedy na nim usiadła, to wbijał ciemne tęczówki w jej piękne, czekoladowe oczy - Sombra to powinien być krok pierwszy, przecież nie mogłabyś go tutaj zostawić, ja bez niego nie uciekam, trzy razy uratował mi życie - szarpnął się do niej, kiedy go przedrzeźniała, żeby szczypnąć zębami skórę na jej przedramieniu. Ale to akurat była prawda, że Sombra mu trzy razy uratował życie, bo może i u nich w mieszkaniu był słodziakiem, którego karmili parówkami i głaskali za uszkiem, ale był też dobrze wyszkolony. A kiedy Madox kazał mu pilnować, to on rzeczywiście to robił i pogryzł już kilku gangusów, którzy się do niego wyrwali. To nie był tylko pies, to był jego przyjaciel.
Musiał jej to wyjaśnić, tak jak zaraz musiał przerzucić ją na kanapę, i to też jej wytłumaczyć, że gdyby nie Eliot, to wiedzieli by wszyscy...
Przyciskając ją do skórzanego obicia mocniej. Zaciskając palce na jej nadgarstkach, tak, żeby pozostawić na nich zaczerwienione ślady, na chwilę. Jeszcze chwilę, kiedy będzie go czuła, i jego kolano, które przesunęło się między jej nogami. I to... jak jego wargi zawisły tuż nad jej pełnymi, gorącymi ustami.
Bo zaraz przecież się odsunął, usiadł na kanapie opierając łokcie na kolanach, chociaż ciemne oczy przesunęły się jeszcze po jej sylwetce, lądując finalnie na jej twarzy.
- A czemu mają nie wiedzieć? - od razu odbił piłeczkę i odchylił się do tyłu, opierając wygodnie na oparciu - nie chcę, żeby jakiś... - nie skończył, bo już znowu pakowała mu się na kolana, już znowu jego ciemne tęczówki przesunęły się po jej brzuchu, dekolcie i szyi. Oparł się o oparcie zadzierając do góry głowę, znowu na ten sufit, ale Pilar zaraz chwytała go za policzki i skierowała jego spojrzenie na siebie. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy powiedziała to, że ludzie mogą się pierdolić, bo to zawsze była jego kwestia. Wszyscy się mogli pierdolić, bo liczyła się tylko ona. Drgnął pod nią niespokojnie, kiedy powiedziała to, że któregoś dnia będzie jego żoną, bo chociaż to wiedział, to jednak kiedy to mówiła. Powtarzała mu, to on od razu się do niej wyrywał. Za każdym razem. I teraz też już wbijał palce w jej pośladki, przyciskając ją do siebie mocniej.
- Ale nie wiedział Tony... i widzisz jak się zapędził, a jakby wiedział, to nigdy by się tak do ciebie nie odezwał - rzucił patrząc jej głęboko w oczy - nunca - powtórzył - nikt... - bo Madox może nie miał najlepszej reputacji, gadali o nim różnie, ale tutaj... w Emptiness, musieli go szanować. Jego i jego kobietę.
Serce szarpnęło mu mocniej, kiedy powiedziała to wiesz, jak bardzo cię kocham, bo wiedział... Czuł to w każdym jebanym mięśniu, który spinał się pod jej dotykiem. A kiedy pociągneła go za włosy, odchylając jego głowę na bok, to w pierwszej chwili, oczywiście się szarpnął, tak, żeby poczuła jego opór. Na moment. Bo zaraz odchylał głowę na bok pozwalając, żeby jej pełne, gorące wargi znaczyły ścieżkę po jego tatuażach, które znała już na pamięć. Poczuł ją na swoim uchu, a klatka piersiowa uniosła mu się w głębokim oddechu, obiła o tą jej.
Działała na niego, jak zawsze kurewsko na niego działała, ale starał się nie dać tego po sobie poznać. Chociaż czubki palców wsuwał już pod materiał koszuli, chociaż zaparł się nogą o stolik, żeby jeszcze kolanem przycisnąć ją do siebie bliżej, mocniej.
- Nie przemyślałem jeszcze do końca sprawy z Eliotem - niby coś tam ustalili, że ona bierze go na siebie, ale Madox nie był do końca przekonany. Bo przecież... ona wtedy ryzykowałaby wszystko, całą swoją pracę w policji. I chociaż powiedziała mu wtedy, że wybrała by jego, to on przecież odpowiedział jej, że nie będzie musiała wybierać.
Może powiedziałby jej coś jeszcze, bo jego ciemne spojrzenie odszukało już jej piękne, czekoladowe oczy, ale ona wtedy znowu nazwała go kretem.
- Lubię kiedy mi to powtarzasz żabciu... To że gotowa jesteś dla nas poświecić wszystko - może nie to mu powiedziała, ale to właśnie oznaczała jej rozmowa z Eliotem - bo ja też bym dla ciebie poświecił - i już też przecież jej to udowodnił. Życie kurwa by poświecił. I cały ten pierdolony klub.
Razem z tą rurką na środku, którą zaraz mu pokazywała. Odwrócił w tamtym kierunku spojrzenie.
Protokół awaryjny. Protokół awaryjny. Protokół awaryjny.
Powtarzał sobie w myślach, bo przecież po to tutaj przyjechali.
Jebać protokół awaryjny.
- Bo ty mi ostatnio tylko obiecujesz Stewart... - oho, kiedy on do niej mówił po nazwisku? Dawno nie.
Bo przecież w jego ustach to Pilar brzmiało... Uwielbiał dźwięk jej imienia, i to jak powodowało szybsze bicie jego serca. Chociaż teraz to może ten jej uśmiech, bezczelny, zaczepny.
On też zaczepił palcami za jej uda, kiedy się z niego zsuwała. Odprowadził ją spojrzeniem do podestu. I prawda jest taka, że na pewno nie spodziewał się jakiegoś prywatnego pokazu, kiedy tu schodzili, ale czy mógł jej odmówić?
Nie mógł. Nigdy nie umiał.
A kiedy zjechała plecami w dół po rurze, kiedy odpięła te trzy guziczki jego koszuli odsłaniając przed nim koronkowy stanik, który przecież już widział, to Madox zerwał się z miejsca. Jak oparzony...
Do niej?
No nie tym razem, bo zaraz on też rozpiął swoją koszulę... Tak mu się spieszyło? Nie. Bo już po chwili zarzucał ją na kamerę, która znajdowała się na wprost podestu. Mieli tutaj kamery, co już kiedyś jej mówił... Nawet w tych prywatnych pokojach, gdzie... używała srebrnej taśmy.
- Jeśli na prawdę w końcu spełnisz jedną ze swoich obietnic Pilar… To ma być to pokaz tylko dla mnie - rzucił, a zaraz szurnął po podłodze skórzanym fotelem, podsuwając go sobie bliżej do podestu. Brakowało mu tylko cygara i szklaneczki z whisky i byłby jak taki klient VIP.
Chociaż zaraz zebrał ze stolika, przy którym siedział grubas cygaro, chujowe. Jakieś kubańskie, ale kolumbijskie miał w gabinecie, nie będzie teraz po nie szedł.
Jak... teraz?
Kiedy ona już klęczała przed nim na tym podeście i kiedy Madox wreszcie wylądował na fotelu, pochylił się do przodu. Znowu jej pełne, gorące usta nieznośne milimetry od jego warg... - zatańcz dla mnie - powiedział powoli, osadzając te słowa na jej ustach, a zaraz zamknął je w pocałunku. Kurewsko spragnionym, opierając się na moment o podest. Całując ją zachłannie, dziko. Ale nie sięgnął do niej... Bo w Emptiness była taka zasada.
- Patrzymy, nie dotykamy - wyznał jej jaka, kiedy już się odsuwał, kiedy opadł tyłkiem na fotel, a ramiona skrzyżował na nagim torsie uwydatniając tatuaże. W zębach umieścił jeszcze to cygaro i przesunął palcem po krzesiwie zapalniczki, żeby je odpalić, pyknąć aromatycznym dymem kółko gdzieś w sufit.
Baila para mí, Stewart