Pilar chociaż wiedziała, że Madox brał udział w walkach, nie miała pojęcia, że tego wieczoru będzie występował w roli faworyta. Widziała kilka jego walk, faktycznie był dobry, ale nie sądziła, że aż do tego stopnia. Szczególnie że walki były nielegalne i brali w nich udział… różni ludzie. Nie wszyscy grali czysto, ale skoro Noriega szedł po coraz większe kwoty w zakładach, może faktycznie miał szanse zajść daleko i zarobić sporą ilość kasy.
Słuchała wymiany zdań między Tio a jego przyjacielem i chociaż aż ją skręcało, żeby się wtrącić i rzucić niejedną złośliwością, finalnie gryzła się w język, a dłoń Tio zaciskająca się na jej udzie tylko jej o tym przypominała. Prosił ją przecież, żeby nie naskakiwała za bardzo na Noriege. Ciekawe czy jego prosił o to samo. Chyba tak, sądząc pod spojrzeniu, jakie mu posłał, gdy Madox zaczął nawijać, czy nie znudziło się jej czepianie się go.
Nie znudziło. Ale to już zostawiła dla siebie.
—
Będziesz kupować motocykl? — zainteresowała się nagle, spoglądając w ciemne oczy Madoxa. Chociaż starała się, by jej twarz nie wykazywała większych emocji, tak w jej oczach było widać pewne iskierki ekscytacji. Pilar zawsze chciała nauczyć się prowadzić motocykl. Lubiła czuć wiatr na ciele, kiedy maszyna przecinała przestrzeń. O wiele inaczej się to czuło niż w samochodzie, chociaż ona jedynie jeździła czasami z tyłu.
—
Motory są niebezpieczne — wtrąciła Marie, jak zwykle dbając swoim dobrym serduszkiem o zdrowie każdego członka paczki. Papierosy niezdrowe, alkohol szkodzi, motory zabijały… czego by się przy niej nie zrobiło, ona potrafiła zabić każdą zabawę. Całe szczęście oprócz bycia dobrą dziewczynką, była też fajnym człowiekiem, z którym finalnie super spędzało się czas. A przynajmniej Pilar. Marie była jej jedyną bliską koleżanką, chociaż prawda była taka, że bardziej przyjaźniła się z Rosą.
Rosą, z którą Pilar nawet nie chciało się witać, więc chciała wykorzystać ten czas powitań na składanie zamówienia na szejki i mrożoną czekoladę. Szkoda tylko, że kiedy zbierała od znajomych listę tego, co kto chciał, Madox musiał zachcieć iść razem z nią.
—
Nie musisz. Poradzę sobie — mruknęła, odwracając się na pięcie. Tylko co z tego, skoro on już szedł za nią, a zaraz opierał się o ladę i dyktował jej dodatkowe pozycje z menu. —
Diet cola? — prychnęła, spoglądając na niego oceniająco. —
Kto kurwa pije to obrzydlistwo — dodała już bardziej do siebie, pod nosem i pokręciła głową z niedowierzaniem. Niemniej kiedy przy barze pojawiła się pracownica kawiarenki, Pilar złożyła zamówienie, dodając do tego szejka czekoladowego i colę zero. Oczywiście skinęła głową, gdy kobiet spytała, czy zaczekają. I tak miała to w planie. Gorzej, że
on został razem z nią i jeszcze miał czelność do niej nawijać. Przewróciła oczami, gdy zaczął temat Marie i tego, że czuła się jak piąte koło u wozu.
—
Może gdybyś się przestał obściskiwać ze swoją dziewczyną przy wszystkich co pięć minut, to czułaby się nieco lepiej — rzuciła prześmiewczo, odwracając się w jego kierunku i w końcu spoglądając w
wciąż piękne ciemne oczy. —
Też bym wolała siedzieć w domu niż to oglądać — tylko czy z tego samego powodu, co Marie? Może tak, może nie. Pilar po prostu za każdym razem jak się temu przyglądała, miała ochotę się porzygać, oczywiście odpychając od siebie myśli, że to mogło cokolwiek znaczyć. Nie znaczyło. Było nie na miejscu i tyle. Ona z Tio przynajmniej zabawiali się, kiedy byli sami, a nie przy wszystkich, ale co on mógł o tym wiedzieć, skoro Rosa średnio co dziesięć minut wciskała mu język do ust. Przeniosła spojrzenie na szklanki, które wylądowały na blacie, a kiedy oznajmił, że zaniesie i zaraz wróci, Pilar ponownie przewróciła oczami.
—
Nie musisz wracać! — krzyknęła za nim, a następnie pokręciła głową i odwróciła się w stronę blatu. Komu on był do szczęścia potrzebny? Mogła nawet nieść to na trzy razy, byle tylko nie spędzać z nim więcej czasu. Nie walczyć z tym dziwnym uczuciem w brzuchu, kiedy na nią patrzył.
Z tymi robakami. Prychnęła pod nosem, obserwując jak Rosa wskakuje mu na kolana i jak Pilar sama zresztą zauważyła, zaczynają się obściskiwać tuż przy Marie.
No kurwa. A potem się dziwią, że Marie czuje się niepotrzebna w towarzystwie. Całe szczęście brunetka znalazła sobie miejsce przy Pilar. Nic dziwnego. Ona też by uciekła na jej miejscu.
—
W żadnym domu nie zostajesz, Marie — oznajmiła tonem nieznoszącym sprzeciwu. Przytrzymała przyjaciółkę na chwile za przedramię, żeby jej nie uciekła i zajrzała w jej zielone oczy. —
Będzie super, zobaczysz — na moment zabrała jej szejka z dłoni i odstawiła go na blat, żeby złapać Marie za dłonie i wprawić ich ciała w ruch do muzyki, która leciała z głośników. —
Pooglądamy naparzankę, a potem przetańczymy całą noc na plaży — uniosła jedną jej dłoń w górę i wprawiła przyjaciółkę w obroty, by zaraz przycisnąć ją do siebie, jak to na gorąca salsę przystało. Marie zaśmiała się głośno, zbierając na siebie uwagę, a potem wykonały jeszcze dwa kroki i Pilar pozwoliła jej odebrać swojego szejka.
—
No dobra, jeszcze się zastanowię — odpowiedziała nim odeszła do stolika, ale prawda była taka, że Pilar już widziała w jej spojrzeniu błysk radości. Namówi ją na tą imprezę. Postawiła to sobie za punkt honoru. Już ostatni raz odwróciła się do lady. Domówiła jeszcze batona czekoladowego i wzięła ostatnie dwie szklanki z napojami. Przesunęła po stole szejk Madoxa, a sama rozsiadła się na krześle, podciągając jedno kolano pod brodę. W porównaniu do Rosy, która siedziała jak prawdziwa dama na kolanach swojego faceta, wyglądała jak niezła
dzikuska.
Z całej siły zawalczyła z własnym ciałem, by nie przewrócić oczami, gdy Rosa nawijała o tym, ze jej
guerrero będzie walczył dzisiaj na czerwono i dlatego ona tez ubierze czerwoną sukienkę. Miała zamiar to olać, chociaż kiedy zaproponowała, żeby Pilar jednak zrezygnowała ze swojej, ta prychnęła głośno i spojrzała na nią z niedowierzaniem, podczas gdy dłonie odpakowywały czekoladowy baton.
—
Sama sobie weź inną, jak chcesz być wyjątkowa — odpowiedziała, wzruszając ramionami i wgryzając się w batona. Ostatnią rzeczą, jaką Pilar by zrobiła, to kurwa odstąpiła pierdolonej Rosie. Rosie, która zawsze sobie wszystkich ustawiała, a jednak jej nigdy. Ciekawe czy to dlatego tak bardzo się nie lubiły? —
Ja ubieram czerwoną — dodała z pełną buzią jeszcze dla jasności i przekręciła baton w stronę Tio, pytając go czy chciał gryza, ale on tylko pokręcił głową. No nic. Więcej dla niej.
—
Marie — zaczęła Rosa, o dziwo nie rozpoczynając dyskusji? Aż dziwne. —
Chciałaś coś powiedzieć Pilar? — spytała i trzeba byłoby być głupim, by nie wyczuć w tym jakiegoś podstępu. A może to po prostu Pilar już aż za dobrze znała te sztuczki. W każdym razie oczywiście wszyscy spojrzeli na Marie, a ona się sama pierwsze troche zamiotała i dopiero po chwili podniosła wzrok na Stewart.
—
Bo może ze mną byś chciała mieć taki sam kolor? Myślałam o żółtym albo o niebieskim… — czyli o to chodziło. Prychnęła. Nie mogła być jedyną, która widziała, co tu się odpierdaląło? Spojrzała na Tio, ale on jedynie wzruszył ramionami, jakby to jej zostawiał wybór. Jej ciemne spojrzenie finalnie skończyło na Madoxie. Na jego czekoladowych oczach. Oczach i ustach, które jeszcze chwile temu
prosiły ją, żeby jakoś przekonała Marie do imprezy. I co? Miała teraz odpuścić jebanej Rosie tylko i wyłącznie dla niego? No chyba kurwa miała. Walczyła ze sobą przez chwilę, ale…
—
Jasne, możemy — uśmiechnęła się, chociaż w środku była nieco zrezygnowana. Marie zerwała się z miejsca i doskoczyła do krzesła Pilar, tuląc ją od tylu i już nawijając o tym, jak to mogą się umówić godzinę przed, żeby się razem przygotować i że makijaż też mogą zrobić sobie taki sam… A Pilar słuchała ją trochę jak przez mgłe, przez moment przyglądając się Noriedze. Jakby sama kurwa nie wierzyła, że dla niej tak łatwo odpuściła i dała Rosie pieprzoną satysfakcję.
—
Dobra, dobra już, bo będę zazdrosny — rzucił rozbawiony Tio, a kiedy Marie w końcu ją puściła, tym razem to jej chłopak przyciągnął ją bliżej, zaglądając znad ramienia na to, jak Stewart popijała czekoladowego batona… mrożoną czekoladą. —
Przysięgam, kiedyś dostaniesz cukrzycy — zaśmiał się, ściskając ją mocniej i obejmując ramieniem.
—
Przynajmniej umrę szczęśliwa — wzruszyła ramionami. Pilar nigdy specjalnie nie dbała o figurę. Jasne wyglądała super, jednak było to połączenie dobrych genów i tego, że kochała spoty. Sprawiało jej to autentyczną przyjemność, a nie było jedynie przymusem.
—
Obrzydlistwo. Same cukry i tłuszcze trans. A właśnie — wtrąciła się Rosa, ale finalnie odwróciła się do swojego chłopaka. —
Powiedziałam Alvaro, że jak dobrze pójdzie, to jutro zapłacimy mu za motor.
Aún puedo sacrificarme por ti.