Jeszcze mnie nie wyjebała z roboty, a jej nie udusiłem, więc jest dobrze. Leo zrobił
minę i błądził wzrokiem pomiędzy braćmi, którzy tak jawnie i publicznie obgadywali koleżankę z pracy Marka, z którą jeszcze się nie ruchał. To była bardzo istotna informacja. Upił łyczek colki i odstawił szklaneczkę na stół, po czym pokręcił głową. -
Ja bym tak nie mógł - skomentował niejednoznacznie, bo równie dobrze mógł mieć na myśli bycie podwładnym kobiety, jak i niezaliczenie numerku. Nie rozjaśnił jednak, o co mu chodziło - po prostu poczęstował się jednym z chiperków, które przyniósł ze sobą Mareczek. On to potrafił przywieźć dobre przekąski.
A ty coś o niej googlowałeś? Czy po prostu wróciłeś do Toronto ze spokojnym przeświadczeniem, że masz żonę i tyle? Kolejny chiperek zastygł w połowie drogi do ust Leo, kiedy najmłodszy z braci zadał mu bardzo kluczowe pytanie. No i dopiero teraz Leo zdał sobie sprawę, że tak naprawdę to nie wiedział o Lunie zbyt wiele. Ups. -
Nie googlowałem… No i w sumie to pijany byłem, a potem to już tu przyjechała, no i serio, no, mówię wam, na początku chciałem wziąć rozwód, ale ona nie chciała, no i... no widzieliście zdjęcie. Ładna jest, seks był nieziemski, który z was na moim miejscu postąpiłby inaczej?! -
wyrzucił z siebie, szukając u nich choć krzty solidarności! BRATERSKIEJ! -
Muszę ją lepiej poznać - dodał po chwili w zamyśleniu, bardziej do siebie niż do braci. Może powinien zorganizować jakąś randeczkę? No nie wiem, jakąś kolację w domu, winyle, spaghetti. Tak... żeby było romantycznie, żeby chcieli się sobie pozwierzać.
Chwilę później temat zszedł na żubry. Mareczek stwierdził, że on bardzo chciałby zobaczyć żubra, no i mogliby je sobie pooglądać w Elk Island. Leo nie wiedział, czy to było daleko, czy blisko, ale wizja wspólnego weekendu z braćmi wyglądała w jego głowie zajebiście. Zmarszczył brwi, gdy Mareczkowi telefon wypadł z rąk, bo mu się wydawało, że brat należał do raczej opanowanych osób, a tu proszę, byle informacja mogła wyprowadzić go z równowagi, no nie wiem. -
Lećmy tam oglądać te żubry. Zróbmy sobie przygodę, serio. Proponuję za miesiąc - zaproponował, bardzo podekscytowany wizją wyjazdu. Miał tylko nadzieję, że Nico nie zacznie narzekać na brak opieki nad Cheetosem, a Mark nie powie, że nie ma już urlopu na ten rok. Był dopiero maj, no ludzie, no chyba mogli zasponsorować sobie braterski wyjazd raz w roku, co nie?! Zwłaszcza, że ROK TEMU NIE BYLI! Więc w tym roku powinni wyjechać dwa razy. -
Trzej bracia, trzy bizony… żubry, znaczy… żadnych kobiet... tylko my, ognisko i bizony - rozmarzył się i westchnął. A potem Nico zgłębił się w żuberski temat, ale tak na poważnie.
Ile żubrów mogło stracić życie, abyśmy mogli teraz pić ten alkohol? Zamarł i uniósł brwi do góry. Cooo?! Sięgnął po butelkę żubrówki i przyjrzał się zwierzakowi na etykiecie. -
Stracić życie? O kurczę. Mark, googluj to szybko. To jakiś niewegański alkohol? Może te żubry są tam w środku w formie wyciągu? - zapytał z niepokojem, a chwilę później niepokój przerodził się w najprawdziwszego FOSZKA.
Skrzyżował ręce na piersi i zsunął się na krześle jak obrażone dziecko, bo wszyscy byli przeciwko niemu! Co to miało być! Najpierw Caspian, teraz Mark, do tego wtórował mu Nico, który niby był najmłodszy, a zachowywał się, jakby pozjadał wszystkie rozumy! Co to miało być! Z jednej strony rozsądek podpowiadał mu, że to wszystko dla jego dobra, ale z drugiej... czemu nikt nie chciał cieszyć się jego szczęściem?! -
Jacy wy wszyscy jesteście nieufni. USG SRUSG - prychnął, ale ziarenko niepewności zostało zasiane. Cóż, jedną osobę jeszcze mógł zignorować, ale trzy?! To już byłaby przesada. -
No ale dobra, macie rację. Zapytam ją o tego lekarza. Chociaż... serio, aż czternaście dni? A może moje plemniki są po prostu szybsze? Niezbadane są wyroki niebios - westchnął teatralnie, dalej krzyżując ręce na piersi.
A co jeśli chce Cię wziąć na hajs, Leo? Pomyślałeś o tym? Odezwał się Mareczek biznesmen. -
A skąd mogłaby wiedzieć, że mam hajs? - spojrzał na Marka i zmrużył oczy. W sumie... jakby się tak zastanowić... może faktycznie Leo postępował lekkomyślnie? Może powinien być bardziej sceptyczny? No i przede wszystkim nie powinien proponować Lunie noclegu w pensjonacie? Ale, cholera, gdzie by poszła spać z jego dzieckiem w łonie?! POD MOST? Nie mógłby jej tego zrobić, nieważne, czy była w ciąży, czy nie. Chociaż teraz przyszło mu do głowy, że mogłaby być w ciąży z kimś innym... O cholera.
Na szczęście, bracia zaraz zmienili temat na życie miłosne Nicolaosa, dając Leo odrobinę wytchnienia. No i kiedy Nico zaczął swoją opowieść, to Leo zmarszczył brwi, gdy mówił o innym pensjonacie w okolicy, bo dał zarobić KONKURENCJI, a kiedy usłyszał o tej całej Lilian, to już w ogóle zapowietrzył. Nie po to powstrzymywał brata przed niewylotem z Toronto, żeby teraz ta cała Lilian ponownie pojawiła się w jego życiu i znowu zawróciła mu w głowie, lol. -
Lilian? Oj, my się z nią nie lubimy. Złamała mu serce, pamiętasz, Mark? - posłał Markosowi szybkie spojrzenie, a zaraz przeniósł wzrok na Nico. -
Mam nadzieję, że nie rozmawiałeś z nią zbyt długo, NICOLAOSIE - spojrzał na najmłodszego brata z powagą pomieszaną z podejrzliwością, troską i wszystkim tym, co mogło pojawić się w tej chwili na twarzy starszego brata, gdy pragnął dla swojego rodzeństwa jak najlepiej.
A tak w ogóle to przeprowadziłem się do Toronto. Hej, Leo, możemy z Cheetosem pomieszkać w pensjonacie, dopóki nie znajdę jakiegoś mieszkania? Spojrzał na
SMARKACZA z miną
"WTF, MAN?", po czym rozłożył ręce i wstał na chwilę z krzesła, bo nie dowierzał własnym uszom, że Nico zataił przed nimi taką informację!!!! Jakoś tak mu umknęło, że to on zataił informację o Lunie jako pierwszy, ale ćśś. -
Ty chyba sobie żartujesz, czemu nic nie mówiłeś?! Oczywiście, że tak, wyłączę jeden pokój z rezerwacji - sięgnął po telefon, żeby sprawdzić stan zajętych pokojów na ten tydzień, ale coś mu się aplikacja zawiesiła i odłożył telefon na stół z nadzieją, że zaraz się odwiesi. -
A skąd ta decyzja, młody? Zaskoczyłeś mnie, no, słowo daję. Ciebie też zaskoczył? Tobie też nic nie powiedział? - odwrócił się do Marka z niedowierzaniem. Wszyscy trzej bracia, po latach, znowu razem. W Toronto. Kto by się tego spodziewał?! A to uświadomiło Leonidasowi jedną bardzo ważną rzecz. Spoważniał. -
Skoro już jesteśmy na miejscu w komplecie, to możemy pojedziemy razem odwiedzić rodziców? W niedzielę byśmy wpadli na obiad? - zaproponował delikatnie, bo każdy z nich wiedział, w jakim stanie była ich mama.
zostaw lilian w spokoju
bierz się za adę