-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Jak chcesz, żebym się porządnie oderwała, to zawieź mnie do Amplifi — mruknęła i nawet udało jej się wykrzesać z siebie delikatny uśmiech na znak tego, że żartuje. To na pewno byłoby bardzo skuteczne rozwiązanie. Zatracanie się w pracy od lat było jednym z lepszych sposobów na radzenie sobie z emocjami. No dobrze, może nie lepszych, a po prostu najbardziej skutecznych. Drugim w kolejności pewnie byłoby zatracenie się w imprezach, ale nie miała zamiaru latać po nocach naćpana i rozwiązła jak jeszcze kilka miesięcy temu. Wyglądało niestety na to, że jej metody radzenia sobie z problemami było dość chujowe. Chyba faktycznie była jakaś strasznie durnia i niedojrzała. Może piła za dużo jogurtów dla mężczyzn i się jej pogorszyło? Cholera ją wie. W każdym razie – Paul miał dużo racji. I to w tym wszystkim bolało ją najbardziej. Nie przejmowałaby się idiotycznymi osądami. Puściła mimo uszu tę uwagę o dzieciach, bo przecież wiedziała lepiej, że ojciec bredził. Ale cała reszta? Trafiła ją w czułe miejsce.
Wytarła nos, próbując nie przejmować się tym, że wygląda teraz jak siedem nieszczęść. Trzeba było jednak nie martwić się o strój i ubrać się po swojemu, to chociaż w tej kwestii czułaby się pewniejsza. A tak? Fatycznie robiła się równie szara jak wszystko, co miała na sobie. Szara i wyraźnie niedokochana.
— Chyba starała się być otwarta na dialog, sama nie wiem. Ale nie była specjalnie otwarta na konflikt z ojcem. — Odwróciła wzrok, próbując przypomnieć sobie, co dokładnie usłyszała od Abigail, gdy kucała jeszcze na środku trawnika. Matka wyraźnie wyciągała do niej dłoń na zgodę, była gotowa na negocjacje. I nie miała zamiaru wykluczyć z tego jej narzeczonej. Może bardziej przydałyby im się mediacje? Jakaś bezstronna osoba mogłaby przyspieszyć załagodzenie konfliktu. April zdecydowanie powinna to matce zaproponować. Pani Finch pewnie byłaby dumna, że córka w ogóle wpadła na takie rozwiązanie wyszarpane rodem z jej codzienności zawodowej.
— Zobaczymy. — Wzruszyła ramionami. Nie miała pojęcia, czy jest w stanie odciąć się od rodziców tak na serio. A przynajmniej od ojca. Przez lata uzależniała się przecież od jego obecności i opinii. Odsunięcie się od rodziców nie było przecież proste. I czy na pewno w ogóle powinna to rozważać? Przecież Paul nie był aż taki zły. Chciał dobrze, tylko przedstawiał to w zły sposób. Chyba? Pewnie nie powinna go usprawiedliwiać.
— Przykro mi, że musiałaś tego wszystkiego słuchać. Jego opinia na twój temat jest skrajnie popierdolona. Dla mnie jesteś perfekcyjna, a twoja praca to powód do dumy. I przedwczesnego zawału. Ale głównie dumy. — Przestała wreszcie płakać. Sięgnęła po jej dłoń i złożyła na niej kilka słodkich pocałunków. Bardzo nie chciała, by jej narzeczona wzięła sobie którykolwiek z zarzutów na swój temat do serca. April stała przecież po przeciwnej stronie barykady niż Paul. Gorzej, jak weźmie do serca słowa skierowane w stronę Finchówny.
— Tacy rodzice to totalny red flag, nie? Pewnie teraz ze mną zerwiesz i zwiążesz się z jakąś bardziej stabilną? I z dłuższymi nogami. Pewnie z inną strażaczką, tak? — Uśmiechnęła się znów słabo. Nic innego jej nie pozostało jak próba wybrnięcia z tej sytuacji żartami, żeby się wreszcie uspokoić. Gorzej, jak Teddy przyzna jej teraz rację!
Zostań, potrzebuję Cię tu. To, co w sobie mam, tylko ciągnie mnie w dół
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Twoja mama przez cały czas próbowała załagodzić sytuację. Jakby chciała ci jeszcze dowalić, to chyba wzięłaby jego stronę — powiedziała, czule gładząc ją po policzku wierzchem dłoni. Właściwie nie miała pewności, jakie były intencje Abigail. Chciała wierzyć, że na tyle szczere, żeby nie opowiadać się po niczyjej stronie w sposób, który miałby kogokolwiek zranić. Ale nie znała zbyt dobrze rodziców April. Głównie dlatego, że nigdy nie dali się poznać i nie próbowali też poznać Teddy. Wtedy może dotarłoby do nich, że wcale nie była taka najgorsza i miała dużo do zaoferowania. I przede wszystkim dostrzegliby, jak bardzo kocha ich córkę.
Nie chciała, żeby narzeczona odcinała się od rodziny. Zależało jej na tym, żeby April miała z nimi kontakt i nie traciła tej relacji tylko dlatego, że pojawiały się konflikty. Chciała jedynie, żeby nie brała wszystkiego tak mocno do siebie i nie pozwalała, by ich słowa aż tak na nią wpływały. Sama Darling była bardzo rodzinna i trudno jej było wyobrazić sobie sytuację, w której miałaby kogokolwiek odciągać od bliskich. Nie chodziło jej o izolowanie narzeczonej ani stawianie jej przed wyborem. Raczej o to, żeby potrafiła zachować dystans do niektórych rzeczy, które słyszała od rodziców, zwłaszcza jeśli te słowa były dla niej raniące albo nie do końca sprawiedliwe.
— Och, daj spokój. Może nie zrobiło mi się jakoś wyjątkowo miło, ale to naprawdę nic takiego — machnęła ręką, jakby próbowała całkowicie zbagatelizować to, jak potraktował ją Paul. W rzeczywistości nie była tak obojętna, jak próbowała to pokazać. Te słowa wcale nie spłynęły po niej całkowicie, ale nie chciała też dawać przestrzeni myślom, że mogłaby być dla April niewystarczająca albo że w oczach jej rodziny nie spełnia jakichś oczekiwań. Teddy bardzo nie chciała wchodzić w ten tok rozumowania, bo wiedziała, że łatwo byłoby w nim utknąć i zacząć dopowiadać sobie rzeczy, które tylko pogorszyłyby jej samopoczucie.
Tak, jak zrobiła to Finch, która najpierw ujęła jej dłoń, na której złożyła drobne pocałunki, a potem zaczęła wygadywać jakieś straszne bzdury. Darling spojrzała na nią trochę pobłażliwie, a trochę z rozbawieniem. Nachyliła się i utkwiła wzrok w zielonych tęczówkach.
— Mhm — mruknęła tuż przy jej ustach. — Dokładnie tak. Znajdę sobie taką z nogami do nieba, a jej rodzice będą mnie pod te niebiosa wychwalać. Ty to jednak durna jesteś, wiesz? — westchnęła cicho w rozchylone wargi. — Pragnę tylko przypomnieć, że to ja jestem niestabilna. Chyba pod każdym względem, ale najbardziej finansowym. Tak twierdzi twój ojciec. Dlatego jak kiedyś wylądujemy na ulicy, to pamiętaj, że to wyłącznie moja wina — oznajmiła, ale wybrzmiało to jakoś smutno. Zdecydowanie smutniej niż miało zabrzmieć. W ogóle chciała, żeby wydźwięk żartu, ale jakoś marnie jej to wyszło. — To co, wracamy domu? — dopytała od razu, stosując taktyczną zmianę tematu. Nie mogły przecież tkwić na podjeździe Finchów do usranej śmierci.
co ci powiem, ty wiesz, wszystko jakoś się ułoży
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Postaram ci się to wynagrodzić — zapewniła spokojnym głosem. Skoro Paul powiedział jej tyle przykrych rzeczy, to April musiała się teraz postarać, by powiedzieć jej całą masę absolutnie cudownych. Musiała się tylko nieco ogarnąć. Zrzucić z siebie emocje. Żałowała, że nie może otrzepać się jak pies i wyregulować się w ten sposób. Potrzebowała nieco więcej czasu, ale na pewno wróci na właściwie tory i wtedy będzie mogła w pełni skupić się na wychwalaniu pod niebiosa.
Wydała z siebie cichy pomruk świadczący o niezadowoleniu. Wymieszały się w niej wszystkie emocje jednocześnie. Niby sama się o to prosiła tymi żartami, a jednak zirytowała się, że Teddy tak chętnie pociągnęła temat porzucania jej dla jakiejś długonogiej zdziry. Z drugiej jednak strony, patrzyła na April z taką miłością, że trudno było w to wierzyć dłużej niż przez moment. Oszołomiła ją na moment bliskością, dzięki czemu Finch kompletnie zapomniała się na to jakoś odszczekać. Darling potrafiła zawrócić jej w głowie najdrobniejszymi gestami. Była naprawdę niesamowita. I wkrótce zostanie jej żoną! Chyba że jednak zmieni zdanie.
— Obie jesteśmy finansowo w perfekcyjnym miejscu — zapewniła, nie chcąc w tym momencie z tego żartować. Wyczuła ten smutek i zmartwienie, które rodziło się gdzieś głęboko w jej ukochanej. Bardzo nie chciała, by zamieszkało tam na dłużej. Pieniądze przecież naprawdę miały dla niej marginalne znaczenie, no i przede wszystkim bez problemu była w stanie utrzymać się sama. Nie widziała w Teddy bankomatu.
Dyskusje na temat ekonomii zostawiły na później. Teraz potrzebowały odpoczynku. Wyjechały wreszcie z podjazdu, a w drodze April zamówiła dla nich jakieś wielkie porcje sushi, bo przecież ciągle były głodne. Plan na wieczór był prosty. Nażreć się, a potem oglądać głupoty wtulone w siebie najmocniej, jak to fizycznie możliwe.
Zostań, poukładaj mi sny. Jeden z nich na pewno to my