-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Była gotowa przejść z April przez wszystkie trudności, jakie kiedykolwiek napotkają na swojej drodze. A tych na pewno nie zabraknie. Darling nie miała co do tego złudzeń. Ich życie raczej nie zapowiadało się na spokojną, równą linię. Już teraz zdarzały się momenty, które wymagały cierpliwości, rozmów i czasem zwykłego przeczekania gorszego nastroju. Ale to jej nie odstraszało! Im dłużej o tym myślała, tym bardziej była pewna, że nie chodzi o to, żeby było łatwo. Tylko o to, żeby nie być w tym wszystkim sama. A April była dokładnie tą osobą, z którą nawet trudniejsze rzeczy przestawały być czymś, co trzeba jakoś przetrwać, a zaczynały być czymś, co po prostu się dzieje i co razem można poukładać.
Bardzo chciała wpoić narzeczonej do głowy, że była wystarczająca pod każdym względem. To Finchowie mieli nierówno pod sufitem i zachowywali się tak, jakby zaplanowali życie swoich córek jeszcze przed ich narodzinami. Nic dziwnego, że Paul tak się pieklił, skoro żadna nie poszła w jego ślady. Wymarzył sobie dla nich inną przyszłość, a one utarły mu nosa, podążając własnym ścieżkami. I prawidłowo! Należały mu się te rozczarowania przez to, jakie presje na nie wywoływał.
— Daj sobie trochę czasu — sięgnęła dłonią do twarzy ukochanej i odgarnęła jej niesforny kosmyk włosów za ucho. — Wystarczy, że będziesz pamiętać, jak wiele dla mnie znaczysz i że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. I że nie byłabym z tobą, gdybyś miała taki paskudny charakter jak twój ojciec — puściła do niej oczko, ale obie wiedziały, że to prawda. Teddy znalazłaby milion wymówek, byle tylko nie musieć spotykać się z kimś takim. Na szczęście April była najcudowniejszą istotą na świecie, nawet jeśli czasami przesadzała i wyolbrzymiała. A to i tak było o niebo lepsze od wiecznego niewzruszenia.
Pokiwała głową, zgadzając się ze tym, co mówiła narzeczona. Najlepiej wszystko robić tak, jak należy i po kolei. Byłyby strasznie durne, gdyby teraz za dużo na siebie wzięły.
— Najpierw wesele. Dzieci trzeba ogarnąć bardziej logistycznie — powiedziała, bo to tutaj potrzebny był konkretny plan. Gdzieś w tle ich wspólnych rozmów temat istniał od dawna, tylko nigdy nie został dokładnie rozpisany na konkretne jak i kiedy. — I nie mów tak. Obie będziemy fenomenalnymi matkami — pacnęła April w ramię. — I zadbamy o to, żeby nasze dzieci zawsze czuły się kochane i wysłuchane. I przede wszystkim szczęśliwe. Obiecuję, że nie będę na siłę robić z nich strażaków — zapewniła, chociaż właściwie to była jedna z ostatnich rzeczy, do których próbowałaby namawiać własne pociechy. Chyba umarłaby ze strachu, wiedząc z autopsji, jak duże ryzyko niesie za sobą ta praca.
Teddy wiedziała, że chce założyć rodzinę. Wiedziała też, że to nie jest coś, co pojawia się samo z siebie i wymagało podjęcia wielu poważnych decyzji. I była przy tym zupełnie szczera wobec siebie w jeszcze jednej rzeczy. Nie chciała być w ciąży. To nie wynikało z braku chęci do bycia matką, ani z tego, że nie widziała się w tej roli. Raczej z bardzo prostego, praktycznego poczucia, że to nie jest jej droga. Że są inne sposoby i inne rozwiązania, które bardziej do niej pasują.
martwić się, jak se poradzi w nowej klasie i czy wróci dzisiaj na noc franek albo stasiek
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— To akurat żaden problem. Pamiętam, że mnie uwielbiasz i wcale mnie to nie dziwi. — Zdecydowanie potrzebowała teraz tych drobnych żartów, by na nowo uziemić się w spokojnej codzienności. Dobrze, że miała przy sobie kogoś, kto doskonale to rozumie. I kto ją tak szczerze uwielbia, nie tylko w żartach.
Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad tym, co Teddy powiedziała w kwestii dzieci. Nie nad odłożeniem ich na później, to akurat był bardzo dobry pomysł. Musiały się najpierw ogarnąć, znaleźć sobie porządne lokum i wtedy wziąć się do roboty. Mimo że była to jeszcze odległa wizja, April i tak już zobaczyła ją oczami wyobraźni bardzo wyraźnie. Jej ukochane szkraby miałyby skończyć w straży? Przecież ona padłaby na zawał pierwszego dnia. Potarła nerwowo skroń, zastanawiając się, jak prawdopodobne byłoby to, że dwójka ich potencjalnych dzieciaków zginęłaby na tej samej akcji, co Teddy. Brzmiało to jak coś, czego nie napisałaby nawet Shonda Rhimes. Chociaż cholera ją wie, April nie oglądała tego jej serialu o strażakach.
— Przecież ja zwariuję, jak one będą chciały pójść w twoje ślady. A na pewno będą kiedyś chciały, bo będziesz ich idolką i w ogóle! — Walnęła narzeczoną w udo, jakby to wszystko faktycznie było jej winą. Będzie po prostu za dobrą matką i przez nią ich dzieci umrą spalone żywcem, to już pewne. Co za tragedia. /akapit]
— No dobra, istniała szansa, że im przejdzie to bawienie się w mamusie strażaczkę jak wyrosną też z kanapek krojonych w kostkę... — dodała już nieco spokojniej i rozsądniej. Była gotowa na cały dom zajebany z góry do dołu zabawkowymi wozami strażackimi, trudno. Zniesie to, jeśli potem zajmą się jakaś porządną robotą! Matko kochana, już teraz zaczęła brzmieć jak jej ojciec.
— Ale czekaj, co ja w ogóle opowiadam. Przecież mogłybyśmy równie dobrze adoptować jakichś nastolatków. Tacy to pewnie za tym nie pójdą... Ale z nastolatkiem to już w ogóle będzie... o kurwa. — Złapała się z tego wszystkiego za łeb, bo w jego wnętrzu natychmiast pojawił się cały festiwal filmów na przyspieszeniu o tym, jak kolosalne problemy będą je czekały, gdy ich dzieci wejdą w okres dorastania. April chyba powoli (dla odmiany) odlatywała w kosmos.
W naszym slangu mądry to pies. W naszym slangu dziecko to Marek
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Pleciesz straszne bzdury — pokręciła z uśmiechem głową, nie mogąc przy tym powstrzymać uśmiechu. To były dalekosiężne plany, a jednak wizja budowania z April rodziny napawała ją ogromnym entuzjazmem. Przecież Teddy nie mogłaby wymarzyć sobie lepszej matki dla swoich dzieci. — To ty będziesz tą fajną mamą, która zawsze ma super pomysły i przy której nie można się nudzić — stwierdziła w przekonaniu, że to właśnie April ze zwykłej, wolnej soboty zrobi rodzinny konkurs na najlepszy naleśnikowy kształt i potraktuje to jak pełnoprawne wydarzenie sportowe z zasadami, punktacją i bardzo poważnym sędziowaniem. Albo nagle stwierdzi, że wieczór jest idealny na misję ratunkową pluszaków, więc wszystkie misie i lalki muszą zostać uratowane z różnych zakamarków mieszkania, a potem dostać oficjalne opatrunki i nowe historie. To wcale nie oznaczało, że Teddy będzie surową mamą, która wszystkiego zabrania albo zagania do nauki. Szczerze mówiąc, trochę się obawiała, że ze względu na swoją pracę, ominie ją sporo etapów z życia ich szkrabów.
O ile to będą szkraby, bo na wzmiankę o nastolatkach, na jej twarzy wymalowało się lekkie przerażenie. Nie była pewna, czy adoptując tak duże dzieciaki nie rzucą się na zbyt głęboką wodę. Darling pływała doskonale, ale co innego sprzątać porozrzucane zabawki, negocjować spanie albo pilnować, żeby ktoś nie jadł lodów przed obiadem, a co innego sprawdzać, czy nastolatek przypadkiem nie zapomniał powiedzieć, gdzie był, albo nie kitra w kieszeniach czegoś, czego absolutnie nie powinien mieć.
— Hej, zwolnij trochę — zaśmiała się głośno, ujmując twarz narzeczonej w obie dłonie. — Na razie nie ma żadnych dzieci. Mamy inne rzeczy na głowie. No i rozejrzyj się tylko — w tym miejscu Teddy wykonała zamaszysty ruch ręką. — Nie mamy wystarczającej przestrzeni na powiększanie rodziny — dodała i akurat tutaj April nie mogła się z nią nie zgodzić. Loft może był przestronny, ale zaprojektowany wyłącznie dla pary. Na upartego można byłoby gdzieś upchnąć łóżeczko, ale gdzie w tym jakiś komfort i prywatność?
— Poza tym muszę się tobą porządnie nacieszyć, zanim dojrzeję do tego, żeby się dzielić. A to może trochę potrwać — oznajmiła poważnym tonem. No co? Teddy była jedynaczką i nagle musiałaby z dnia na dzień przyzwyczaić się do tego, że nie miałaby ukochanej na wyłączność? To wcale nie jest takie oczywiste! W ramach potwierdzenia, że na razie absolutnie nie zgadza się na coś podobnego, pochyliła się i pocałowała narzeczoną tak zachłannie, jakby obawiała się, że zaraz zostanie skradziona przez jakieś dziecię.
zawiozę do szkoły każde z naszych dwudziestu pięciu dzieci
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— No pewnie, że będę! Ale znasz jakieś dziecko, które marzy o pracy w marketingu? Dzieci teraz prędzej chcą być influ, a to chyba nawet gorsze od pracy w straży — przyznała smutno. Już lepiej, by się dzieciak narażał, ale przynajmniej wykazywał jakimś honorem, a nie szmacił za pieniądze! Nie no, wcale tak nie myślała. Byłaby przecież dumna z każdej ścieżki, jaką obrałyby jej pociechy. Naprawdę. A to, że przy niektórych skręcałoby ją ze stresu, to trudno. Ma czas, by choć trochę przyzwyczaić się do tego uczucia przy Teddy, choć podobno miłość, którą czuje się do dziecka, to kompletnie inny level. April z pewnością zwariuje na punkcie ich pociech i będzie wychodzić z siebie, żeby dać im wszystko, co najlepsze. Oby faktycznie zachowała w tym zdrowy rozsądek i nie zamieniła się w swoich rodziców, a każde wariactwo płynęło z czystej miłości.
— Dobrze, przepraszam, może faktycznie mnie odrobinkę poniosło. To wszystko jest po prostu takie... ekscytujące. — Wzięła głębszy wdech i wydech, żeby faktycznie móc się nieco uspokoić. Może i ta wentylacja przyniosłaby jakieś rezultaty, gdyby narzeczona nie napadła na nią seksualnie. A durna April od razu się temu poddała! Dźwięk rozkosznego jęku został stłumiony między ich wargami. Objęła ją mocniej, przyciskając do siebie tak, jakby chciała ją wtopić we własne ciało. Wszystkie problemy minęły jak ręką odjął. Nikt nie potrafił zawrócić jej w głowie tak skutecznie, jak Teddy.
— Masz rację, musimy się odpowiednio tym wszystkim nacieszyć — oderwała się od niej tylko na sekundkę, w trakcie której zdążyła się jednak stęsknić i przylgnęła do niej od nowa. Zsunęła dłonie z pleców narzeczonej na tyłek, na którym zacisnęła mocno palce. Były zdecydowanie za młode i zbyt jurne, żeby od razu pakować się w jakieś durne bachory!
— Ale wesele zaczniemy zaraz planować, dobrze? Nie mówię, że musimy się pobrać jak najszybciej, nie pali mi się, ale jak zaczniemy o tym rozmawiać, to może jednak mniej mi będzie odbijać — poprosiła, znów się nieco odsuwając. Tym razem jednak nie przykleiła się do niej z powrotem od razu. Potrzebowała szczerej odpowiedzi i nie chciała, by Teddy uznała, że próbuje ją przekupić pocałunkami. Chciała móc obserwować jej radość i zaangażowanie jeszcze przez wiele kolejnych miesięcy, jednocześnie nie zrzucając im na łby wszystkiego na raz. Jednego dnia mogą całkowicie zwyczajnie pogadać o zupach, innego o nazwach drinków i jakoś się to będzie toczyć. Czuła po prostu, że choć zna ukochaną bardzo dobrze, to nie zna wszystkich jej preferencji w tym kontekście. Nie planowały przecież razem niczego w tym rodzaju.
Bezwładnie spadamy, A imię Twoje planetą
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się tuż przy jej ustach, bo April w końcu przestała wybiegać myślami kilka lat do przodu i zajęła się czymś, w czym była naprawdę wybitna - łapaniem Teddy za tyłek. No dobrze, była też niesamowita w wielu innych rzeczach. Potrafiła ją rozczulić jednym zdaniem, doprowadzić do śmiechu w najgorszym humorze i całkowicie rozwalić jej tok myślenia jednym spojrzeniem. Ale akurat łapanie za dupę zdecydowanie znajdowało się wysoko na liście jej talentów. I to nie było takie proste, jak mogłoby się wydawać! Bo trzeba było jeszcze wiedzieć kiedy. I jak. A Finch, na szczęście dla Darling, miała w tym ogromną wprawę i absolutnie żadnych zahamowań.
— No proszę. Jednak potrafisz skupić się na teraźniejszości — mruknęła z rozbawieniem, muskając nosem jej policzek. Przesunęła dłonią po jej ramieniu, ale już po chwili parsknęła śmiechem. — I bardzo doceniam, że po tych wszystkich poważnych rozmowach wciąż pamiętasz o swoich priorytetach — dodała z pełną powagą, która wytrzymała może całe dwie sekundy. Nie zamierzała narzekać, że April zdecydowanie zbyt dobrze znała swoje prawa jako przyszła żona.
Gdy ukochana osunęła się nieznacznie, Teddy nie zmniejszyła dystansu, choć naturalnie miała na to ochotę. Zamiast tego krótko wypuściła powietrze przez nos, wsłuchując się w jej słowa.
— Pewnie, że tak — przytaknęła natychmiast, bo nie widziała żadnych przeciwskazań, żeby odkładać plany związane ze ślubem na później. — Jeśli dzięki temu masz być spokojniejsza, to dlaczego nie? — zsunęła się z April, lądując pomiędzy nią a oparciem kanapy i zaprała głowę o rękę. — To od czego chcesz zacząć? Może od kolorystyki? To chyba dobry punt zaczepienia?— podsunęła i chociaż Teddy zupełnie się na tym nie znała, to była gotowa zgodzić się na wszystko, chciała podejść do tego z pełnym zaangażowaniem. A jeśli to miało sprawić, że narzeczona poczuje się lepiej i zajmie sobie czymś głowę, to tym bardziej nie zamierzała pozostać bierna. W końcu szczęście April było dla niej najważniejsze na świecie!
mówisz cytatami z książek o waszej miłości, oczywiście
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Kiedy tylko partnerka wspomniała o priorytetach, jedna z rąk April zsunęła się z jej tyłka i wcisnęła między nie, żeby złapać ją za pierś. Nie było to zbyt wygodne w ich pozycji, ale dla chcącego przecież nic trudnego. Wyszczerzyła się najwyraźniej niezwykle dumna ze swojej zaradności i umiejętności dbania o szczegóły. Trudno byłoby jej się zdecydować, czy wolała tyłek narzeczonej czy jednak cycki. Debata trwałaby godzinami, a konkluzja pewnie byłaby taka, że to zależy od dnia i jej nastroju. Dzisiaj najwyraźniej potrzebowała wszystkiego.
— Kolorystyka to akurat najszerszy temat, jaki mogłaś wybrać — zauważyła z rozbawieniem. Ułożyła się nieco wygodniej na kanapie, nie podnosząc się, tak, by mieć na ukochaną jak najlepszy widok. Z kolorami wiązał się prawie każdy element wesela, więc próba rozwiązania tego problemu na teraz byłaby pewnie trudna. Dałyby radę, ale znając zdolności decyzyjne Finch, zajęłoby im to pół nocy. i to tylko dzięki zdrowemu rozsądkowi Teddy.
— A jest ktoś, kogo nie chcesz, żebyśmy zapraszały? — zapytała, uznając, że lista gości powinna być dużo mniej skomplikowana. Nie było co rozmawiać o takich oczywistościach jak najbliżsi przyjaciele. Wiadomo, że na weselu pojawi się każdy z jednostki, kto tylko tego dnia nie będzie miał dyżury oraz wszyscy stali współpracownicy April.
— Oprócz mojego ojca — zastrzegła jeszcze żartobliwie. To byłoby najprostsze, żeby go nie zapraszać, ale raczej nie mogły tak zrobić i wyjść z tego obronną ręką. Wolała zakładać, że do dnia ślubu wszystko się między nimi ułoży i jego obecność nie będzie czymś niezręcznym. Miała na to całą masę znajomych, a przede wszystkim byłych, z którymi nadal utrzymywała kontakt, a jednak ich obecność tego dnia mogłaby nieco psuć nastrój jej przyszłej żony. Tego by nie chciała. Jej komfort był ważniejszy niż zaciągnięcie na imprezę każdej laski, z którą kiedykolwiek się przespała. Nie, chwila. To byłaby jakaś kosmiczna lista. Każdej, z którą spała i nadal z nią rozmawia. O, to nadal spora garść, ale nie absurdalny tłum. A może Teddy po prostu z jakiegoś powodu nienawidzi Calluma, jednego z kuzynów April, który zawsze wydawał jej się raczej najsympatyczniejszym z całej tej pokopanej rodzinki?
Ona to ziomal, pali ze mną gibona
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— A to nie tak, że od kolorystyki powinno się zacząć? — uniosła brwi, bo na czym innym miały się opierać? Na menu? A może powinny najpierw skupić się na miejscówce? Dobrze, że April była taka obrotna, na pewno znajdzie coś idealnego. I w przystępnej cenie. To akurat ważne. Chwilę potrwa, zanim Darling uda się odłożyć odpowiednią kwotę na wesele, a przecież nie mogła pozwolić, żeby ukochana inwestowała w ich ślub z własnej kieszeni.
Lista gości faktycznie wydała się mniej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Teddy nawet nie musiała się nad tym długo zastanawiać - w jej głowie zaproszeni byli po prostu wszyscy, z którymi chciała dzielić ten dzień.
— Sformułuj to pytanie inaczej — zaproponowała, bo w jej odczuciu nie było osób, których nie chciałaby widzieć na weselu, o ile mowa o tych, z którymi faktycznie utrzymywały kontakt. — Kogo ty nie chcesz zapraszać? Albo kogo nie chcesz, żebym ja zaprosiła? — dodała, bardziej konkretnie, bo podejrzewała, że po stronie April mogły pojawić się jakieś nazwiska, które niekoniecznie budziły entuzjazm.
Teddy nie miała szczególnie wygórowanych wymagań. Była zdania, że zaprasza się ludzi bliskich, obecnych w życiu, a nie tych, z którymi ostatni kontakt urwał się dawno temu i jedyną wspólną rzeczą są odległe wspomnienia. Jeśli chodzi o jej stronę, to była dość elastyczna. Na weselu mogłyby nawet pojawić się byłe April i nie widziała w tym żadnego problemu. Co najwyżej mogło to być niezręczne dla tych wszystkich dziewczyn, z którymi kiedyś Finch coś łączyło. Chyba trochę dziwnie tak patrzeć jak eks, z którą kiedyś dzieliło się szczęście, układa sobie życie z kimś innym. No i tutaj znów pewnie padłoby stwierdzenie, że Darling ani trochę nie jest zazdrosna.
— Podejrzewam, że Paul wpadłby na ślub bez zaproszenia — parsknęła pod nosem w przekonaniu, że pan Finch tym sposobem chciałby udowodnić, że dalej ma coś w tej kwestii do powiedzenia. Może nawet wstałby podczas wygłaszanych przysięg małżeńskich i oznajmił, że nie zgadza się na ten związek? Chociaż Teddy bardziej obstawiała, że taki popis odpierdoli któraś z byłych April, a nie poważny pan prawnik. — Nie mam pojęcia. Na pewno nie widzę sensu zapraszać jakiejś piątej wody po kisielu i to tylko dlatego, że ciotka Marcy obrazi się na śmierć — wzruszyła lekko ramionami, ale dokładnie tak uważała. Jej rodzina nie była bardzo duża, ale wśród nich było wujostwo, które ostatni raz widziała jako mała dziewczynka. A ciotka Marcy była już tak stara, że może nawet tego ślubu nie dożyć.
można z tobą kraść konie, pewnie! tyle koni do zajebania, to ty musiałaś skraść moje serce
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Nie masz w swoim otoczeniu żadnych wariatów, którzy mogliby nam zepsuć ten dzień. Tak mi się wydaje. — Zamyśliła się na moment, analizując na szybko pulę znajomych narzeczonej. April zdecydowanie była tą zazdrosną, ale nie przychodziła jej do głowy żadna kobieta, która mogłaby chcieć im zaszkodzić w tym dniu. Z żadną z byłych Teddy nie łączyła jej też szczególna relacja. Ze wszystkimi, które jej nie skrzywdziły, na pewno by się dogadała! Póki byłby grzeczne – wiadomo. Kim jednak trzeba być, żeby podrywać pannę młodą na weselu? Cóż, na pewno są na świecie takie ananaski. Ale takie prędzej znalazłyby się w pakiecie byłych Finch. Właściwie nawet byłaby w stanie wymienić takie, które na bank odwaliłyby taką akcję, jeśli po latach jakimś cudem nadal zależałoby im na April.
— Wydaje mi się, że ja z kolei nie zaprosiłabym nikogo takiego, więc o oczywistych odrzutach nawet nie musimy gadać. Upewniam się po prostu, że niczyja obecność nie wzbudzi w tobie niezręczności. — Uśmiechnęła się ciepło, by Darling przypadkiem nie nabrała jakichś wątpliwości i nie pomyślała, że April szykuje jakąś porąbaną akcję powiązaną z ucieczką z kochanką. Nic z tych rzeczy! Wyglądało jednak na to, że Teddy była całkowicie otwarta – jak zawsze. Może faktycznie szkoda czasu na rozmowę na ten temat? Jeszcze niedawno uznawała za całkowicie normalne rozbieranie się przed jej byłą i paradowanie w samych gaciach! To nic, że chodziło o zrobienie tatuażu. Może jednak April powinna zastanowić się nad tym nieco z innej perspektywy. Która z jej koleżanek miałaby chrapkę na Teddy? Może lepiej jakiejś nie wprowadzać w otoczenie narzeczonej, żeby nie kusić losu? Albo żeby po prostu nie psuć dnia samej sobie.
— Z tym się zgadzam. Żadnej dziwacznej rodziny, która pewnie nawet nie pamięta, jak mamy na imiona. A ojca może uda się posadzić w jakimś kącie, z dala od wszystkich. Mamie damy lepsze towarzystwo — zaproponowała, znów zadowolona ze swojego pomysłu. Może po prostu posadzić go przy stole dla dzieci? Nie, to byłaby wielka trauma i krzywda dla tych maluchów. Bez przesady. Posadzi się go za jakimś filarem, a Abigail wciśnie się w środowisko rodzinny Teddy, żeby zaczerpnęła trochę zdrowych wzorców.
Dla Ciebie skarbie zrobię więcej niż mam w planach. Możemy iść i do sklepu i wybierać Ci ubrania
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Faktycznie nie miała w swoim otoczeniu większych wariatów. Owszem, Jett Donovan i reszta chłopaków z jednostki momentami zachowywali się tak, jakby wspólnie posiadali jeden mózg na całą zmianę, ale mimo wszystko byli nieszkodliwi. Może regularnie wpadający na idiotyczne pomysły, ale nie powód, żeby trzeba było rozważać zakaz wstępu na wesele. Zresztą Teddy nawet nie brała takiej opcji pod uwagę. Ci gamonie byli zbyt ważną częścią jej życia. Spędzała z nimi więcej czasu niż z większością ludzi, razem pracowali, jedli, kłócili się i gasili pożary. Widziała ich w sytuacjach absolutnie absurdalnych i takich, w których człowiekowi odechciewa się żartów na kilka dni. Nie wyobrażała sobie tego dnia bez nich. Na szczęście April polubiła ich na tyle, żeby nie zacząć delikatnie sugerować Darling, że powinna zmienić towarzystwo.
— Niezręczności? — powtórzyła, posyłając narzeczonej rozbawione spojrzenie. — Naprawdę możesz powiedzieć wprost, że masz w planach zaprosić jakieś swoje byłe. I to jest w porządku. Nie zamierzam chodzić po ścianach tylko dlatego, że któraś będzie robić do ciebie maślane oczy — parsknęła, bo sama wizja wydawała jej dość niedorzeczna. Chyba Finch nie sądziła, że Teddy będzie zazdrosna na ich własnym ślubie? A może tego właśnie oczekiwała? W końcu tyle razy powtarzała, że strażaczka nigdy nie była o nią zazdrosna, więc gdzieś musiał tkwić haczyk!
— Może powinnyśmy zapisywać wszystko, co wpadnie nam do głowy? — podsunęła i przerzuciła rękę przez biodro April, sięgając po swój telefon. Włączyła notatnik, chociaż podejrzewała, że ukochana odpierdoli im później jakąś fantastyczną tabelkę. — Żadnej dziwacznej rodziny. No, to już jest jakieś progres! — pokiwała entuzjastycznie głową i bardzo chciała wierzyć, że teraz będzie już z górki.
Usadowiła się wygodniej przy April i od razu zaczęła wystukiwać pierwsze hasła. Lista gości. Drinki. Jedzenie. Muzyka. I oczywiście bardzo ważne kwestie typu, czy tort może wyglądać normalnie (nie może!) oraz ile razy najebany Jett zostanie wyproszony z parkietu, zanim się obrazi.
Teddy nawet nie zauważyła, kiedy z pojedynczych pomysłów zrobiła się cała lista rzeczy, które koniecznie będą musiały przemyśleć. April co chwilę coś poprawiała albo wpadała na kolejny szczegół, który trzeba było dopisać jako kolejny punkt. A koniec końców i tak pewnie nie ustaliły niczego konkretnego i prędzej czy później będą musiały usiąść do tego na poważnie.