-
Albo mówić jakieś swoje wymyślone przypuszczenia. Nie jestem zaręczony z Kristin - odpowiada jej zdecydowanym tonem, akurat on wie lepiej niż wszyscy, którzy myślą. No i może powinien się trochę przejąć tym co myślą inni... tylko, że jego niewiele to obchodziło. Dopiero co udało mu się poukładać w głowie to co on myśli, więc może myślami innych ludzi zajmie się gdzieś w drugiej, trzeciej albo ósmej kolejności. Przechyla głowę, po pytaniach Wendy wnosząc, że bardzo bacznie obserwowała to co działo się pomiędzy nim a Kristin. Może powinien potraktować to jako sygnał, że jeszcze jest szansa na to, by się pogodzili? On właściwie też odkąd tylko zobaczył ją gdzieś tam w tłumie, to też chciał za nią tylko wzrokiem podążać. Jasna sprawa tego nie robił, bo przecież to by średnio wyglądało, gdyby się wyrkęcał na ramieniu trzymając Krystynkę.
Zmarszczył lekko czoło, nie do końca pojmując o co mogło chodzić z tym mierzeniem Wendy, bo on nie zauważył akurat, żeby Krystynka mierzyła, ale może dlatego, że miała głowę odwróconą w inną stronę niż on.
-
My się.. - wziął wdech, bo przecież to nie powinno być takie trudne i teoretycznie przecież dzwonił, żeby się z Wendy podzielić tą wieścią, chociaż zupełnie inaczej wyobrażał sobie, że już zdązy mu wybaczyć do czasu, kiedy będzie jej to oświadczał. Dlatego chociaż bardzo chce jej powiedzieć, coś czuje, że najpierw powinien jednak zadbać o ten komfrot rozmowy z przyjaciółką, gdzie jest pomiędzy nimi
dobrze. -
Powiem Ci później - uciął w końcu, z oczami które prosiły, by mu zaufała. Bo wiedział, że akurat nie śpieszy mu się do tego. Te rumieńce na twarzy Wendy jeszcze nie wiedział do końca jak ma odczytywać, ale obejrzał je sobie dokładnie, kiedy zadarła na niego wzrok. Przymknął jedno oko, jakby chciał jej powiedzieć, że straciła swoją szansę na to, że mógł jej zaśpiewać COKOLWIEK, ale nie mówi tego. Może w tym tkwił sposób na Wendy - jak już udaje mu się sprawić, że buzia jej się zamyka, to znaczy że jest dobrze. Trochę się zdenerwował w ciele tą myślą, co musi zrobić, ale powiedziało się A no to powie się i B. Akurat ambicji to mu nie można odmówić. Chociaż przez moment mu jeszcze w głowie kręciła się taka myśl, że mogliby jednak zostać w tym odosobnionym miejscu, porozmawiać, może mógłby się jeszcze trochę poprzyglądać jej rumieńcom. Ale czas wykonać zadanie.
-
Okej, to chodź - bez dyskusji ujął jej dłoń i wyciąga zza krzaków, zza rzeźby, gdzieś na środek ogrodu, gdzie stoi dj-ka, a niektóre osoby podrygują do muzyki. Na takich imprezach tańce zaczynały się jakoś po piątym drineczku, więc właśnie teraz. Są już jakieś osoby na parkiecie, no przekrój wiekowy ciekawy, chociaż zdecydowana większość to ludzie pod pięćdziesiątkę, albo jakieś młode siksy. Peter zostawia Wendy gdzieś tam jeszcze i poszeł do DJa, który pewnie zaczął od tego, że nie robi zamówień. Szybko jednak pojął, że no to jest akurat syn inwestora całej imprezki, więc wita go z uśmiechem. Peter pochyla się do dja i mówi mu coś na ucho, ten spogląda na niego z takim "nie no daj spokój", ale wtedy jeszcze raz się przychyla, a DJ jeszcze spojrzał w stronę Wendy, wywrócił oczami i w końcu skinął głową i zapuszcza
muzyczkę, ktora brzmi trochę jak z jakiejś reklamy.Peter łapie spojrzenie Wendy i mruga do niej rozbawiony, bo trochę to jest oszukaństwo co robi, ale ona też w niezłe maliny chciała go wprowadzić, zmuszając do tego, by się tutaj przed wszystkimi tymi ludźmi zachowywał jaka jakaś diva salonowa. Pierwsze nutki poruszają szczególnie te starszą część gości, może trochę bardziej trzeźwą, DJ zresztą nie puścił na szczęście całej wersji kilkugodzinnej, tylko jakieś części. Bylthe zwędził w końcu mikrofon ze stolika ojca i w odpowiednim momencie mówi do mikrofonu -
Tequila! - na co goście unoszą kieliszki i biorą łyka tequili, no cóż, może właśnie zrobił nieświadomie reklamę tequilli Kendal Jenner? No i może mało śpiewał, ale za to bioderka poszły w ruch, więc powinien dostać punkty dodatkowe. Chodzi sobie pomiędzy ludźmi i widać, że ludzie są zachwyceni, bo imprezka się robi jak na jakimś weselisku. Już przy trzecim
Tequilla! już nie tylko Peter mówi do mikrofonu, ale i goście, więc w końcu odkłada mikrofon i tanecznym krokiem wycofuje się trochę w stronę Wendy z którą starał się i tak większość czasu utrzymywać kontakt wzrokowy.
-
Czy możemy już zakopać ten topór Wendy Gardner?- pyta, kiedy z tą piosenką za plecami w końcu staje przed nią i patrzy tak tęksnie, wyraźnie widać, że mu jest szkoda.Pokazuje jeszcze kciukiem na ludzi, którzy rozkręceni, zaczynają dalej tańczyć do innych piosenek DJa. Chyba się nik nie spodziewał, że to osiągnie taki efekt. -
Mówiłem, że nie mogę śpiewać karaoke Wendy, również dlatego, że tak to się kończy. Wszyscy śpiewają ze mną. Ludzie po prostu mnie uwielbiają, albo nie mogę znieść jak śpiewam, tylko jedno z dwóch
Nie żeby miał głos anioła czy coś, ale faktycznie z dwóch razy jak śpiewał przy Wendy to efekt był taki, że tłum porwał! Uśmiecha się zachęcająco do dziewczęcia, mając nadzieję, że to
wystarczy.
Wendy