34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Peter to chyba miał ją za straszną latawicę, jak on już z przyczajki sobie wyobrażał, że to właśnie ona gździ się za posągiem i badylami, jak ta impreza zrzeszała masę ludzi co to niby niewinnie na biało się ubrali, a wcale nie byli tacy niewinni. Gardner to im pewnie do pięt nie dorastała w tym kontekście, choć nie można ukrywać, że lubiła się zabawić. I pewnie w piotrusiowym odpowiednim towarzystwie byłaby zdolna ta kieckę tam ściągać faktycznie, kryjąc się po kątach jak jakaś głupiutka nastolatka, to jednak aktualne okoliczności temu nie sprzyjały. Bo ona miała misję! I ta misja wcale nie polegała na obściskiwaniu się z Williamem.
Bez urazy, ale no to był Will.
Jej p r z y j a c i e l Will.
Jednak w jakimś chorym zbiegu okoliczności i w efekcie jej nieposkromionej paniki założyła przyjacielowi ręce na ramię w głowie mając tylko jego wcześniejsze słowa: w razie wpadki udawaj, że się obściskujemy. Cholera, zamiast podejść do sprawy jak przystało na dorosłą i poważną obywatelkę niższej klasy społecznej otoczonej bogackim światem, co zrobiła Gardner?
Spanikowała.
Nie zadarła brody do góry i nie udawała, że zupełnie przypadkiem znalazła się tak blisko nich. Ona zwyczajnie siłą Patelowską pchnięta wywinęła takiego orła, że pociągnęła go razem ze sobą. Oczy zwilżyły się w jednej chwili, jak bolesny prąd przeszedł po jej łokciu wzdłuż ręki, wargę przygryzła, a z jej ust wydobyło się cichutkie i piskliwe — ja pierdole — które mógł usłyszeć jedynie William i o mój boże, ten sam, którego twarz miała milimetry od swojej. Zaraz jak tylko to zobaczyła poderwała się do góry, a przynajmniej próbowała, ale była niczym sarna na lodzie lub żyrafa świeżo po porodzie, w efekcie rozjeżdżała się jak jakaś łamaga i zdążyła jeszcze dwa razy spaść — zapewne boleśnie — na Williama nim w końcu udało się jej podnieść. Od razu zaczęła nerwowo poprawiać sukienkę, a potem wspaniałomyślnie podała w końcu dłoń swojemu przyjacielowi, by pomóc mu wstać na nogi.
Nie to, to nie tak… — wyrzuciła nagle słysząc o używaniu ogrodu, a wiadomym było, że w takich sytuacjach to strasznie się jej język plątał. Bo przecież to wcale nie tak jak Peter sobie pomyślał! Uwielbiała Williama, ale już pierwsze spotkanie przy butelce naznaczyło ich znajomość, a podbicie oka zamiast pocałunku było chyba najlepszym co mogło się jej przydarzyć wtedy, bo zyskała super przyjaciela. I tak się bujali, a wszelkie potencjalne okazje do zbliżenia, o którym oni sami nawet nie myśleli to był czysty chaos. Jakby los sprawował nad nimi opiekę, by tego nie spaprali w żaden sposób. W innym uniwersum pewnie wymiatali jako para, ale w tym świecie nie miało prawa się przydarzyć.
Jakoś tak poleciałam, a on poleciał na mnie i tak sobie polecieliśmy — spojrzała na Willa jakby chciała powiedzieć: ratunku?! i zarazem PRZEPRASZAM, bo nie chciała go w żaden sposób uszkodzić. Tylko tak się składało, że Gardner uszkadzała wszystkich wokół i nieliczni okazywali się odporni na jej chaos. A przecież nie chciała uszkodzić żadnego z nich.
Ze smutkiem obserwuje więc jak Peter garnie się do odejścia, ale gdy nagle przystanął to drgnęła. Delikatnie wciskała już pedał gazu, by skierować się w stronę paniki, ale jednak wciąż stała i patrzyła na niego jakby czekała, aż… aż coś zaproponuje. Nawet jeśli nie gadała z nim od ich ostatniej kłótni to wcale nie oznaczało, że tego chciała. Nie lubiła ciszy i nie znosiła się kłócić.
No jasne, że możemy — chciała dodać, że nawet teraz, już, natychmiast, ale zalatywałoby straszną desperacją, co nie?


William N. Patel Peter Blythe
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
34 y/o
Catch the local sports fever
180 cm
adwokat Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
ignorantia iuris nocet, ignorantia facti non nocet
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Modlę się w duchu żeby jej kolano nie wylądowało na moim kroczu, kiedy próbuje wstać rozjeżdżając się przy tym jak żaba na betonie, po raz pierwszy i po raz drugi - z marnym skutkiem - Wendy, kurwa - wyrzucam z siebie i chociaż w pierwszej chwili właściwie nie chcę jej za bardzo dotykać, żeby Peter czasem nie pomyślał sobie tego, co pewnie właśnie chodziło mu po głowie, to ostatecznie chyba nie mam wyboru - wspieram dłonie na dziewczęcych ramionach, żeby ją od siebie odepchnąć, tym samym trochę pomagając jej stanąć na równe nogi. Potem i ja się podnoszę, tym razem z pomocą Wendy - Wenus?... - powtarzam, jeszcze raz zerkając na pomnik, udaję zainteresowanie rzeźbą, kiwając głową jak jakiś znawca, chociaż mam to w dupie, dużo bardziej ciekawi mnie to o czym jeszcze przed chwilą gadał ze swoją już chyba narzeczoną? A jeszcze bardziej interesowało mnie to, o czym już za chwilę będzie gadał z Wendy - Co? Nie, nie, my sobie tylko... Spacerowaliśmy, a potem no właśnie tak jak Wendy mówi, ona poleciała, no ja niestety też i tak jakoś wyszło - wzruszam ramionami. No tak, przecież to całkiem normalne, że ludzie sobie spacerują wspólnie po podejrzanych zaroślach, kiedy mają do dyspozycji cały dojebany, bogacki ogród, nic dziwnego, no nie? W zasadzie to jeszcze dziwniejsze było to, że nie potrafiłem się wygęgać skoro byłem przecież prawnikiem i zawsze miałem coś na swoją obronę. Mogliśmy powiedzieć, że burgery mi zaszkodziły i poszła przytrzymać mi włosy podczas opróżniania żołądka, ale teraz to już pobite gary. Wzdycham przeciągle, patrząc jak Peter zaczyna się wycofywać. Ciekawe, że był człowiekiem, z którego ciężko cokolwiek wyczytać, ale to pewnie bogolska tresura - nie pokazywać za wiele emocji. Też przez to przechodziłem, ale w moim przypadku sprawdzało się głównie na sali sądowej, gdzie byłem prawdziwym profesjonalistą, poza nią? No, bywało różnie. Rzucam Gardner porozumiewawcze spojrzenie, żeby zagadała zanim odejdzie, ale w tym samym momencie młody Blythe jednak odwraca się w naszą stronę i zwraca w sumie bardziej do swojej przyjaciółki niż do mnie, ona zaś odpowiada momentalnie, a ja? Ja chyba właśnie zostałem piątym kołem u wozu, więc rozglądam się wokół i mówię - O chyba mnie Galen woła - chociaż Wyatta nawet nie ma nigdzie na horyzoncie, więc chyba jakoś telepatycznie co najwyżej - To ja będę... Gdzieś tam - macham jedną ręką w bliżej nieokreślonym kierunku i ostatni raz zerkam na Wendy, znowu porozumiewawczo, ale tak porozumiewawczo, że zrozumie tylko ten, z kim znasz się pół życia, czyli tak jak my właśnie. W tym spojrzeniu można nawet dostrzec nieme życzenie powodzenia. Po cichu liczę na to, że przyjaciółka zda mi później relacje z tej rozmowy. Potem przelotem spoglądam na Petera i wreszcie zostawiam ich samych, oddalając się w bliżej nieokreślonym kierunku. Tył mojej koszuli wygląda tragicznie, a gorzej wyglądają chyba tylko spodnie.

/ja zt

Wendy Gardner Peter Blythe
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
twoja stara
???
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Peter miał dziwne wrażenie, że coś mu umknęło. Dotąd nie było wiele takich okazji by był świadkiem tego jak Wendy zachowuje się przy Williamie. Takie chwili jeżeli już to raczej zdarzałysię w bardziej oficjanlnym wydaniu, na pewno nie na jego trawniku w dwuznacznym pokładzie. Czy może tak być, że tylko przyjaciel William mógł być takim samym tylko przyjacielem, jak on? W sensie mieć jakieś uczucia do Wendy? I po prostu on nie ma problemu z tym, żeby dać się porwać impulsowi?Jak widać takie coś popłacało, bo się obściskiwali w ogrodzie. Co prawda mało romantycznie wyglądały te ich próby obściskiwania sie, trochę jakby nie byli zbyt zadowoleni z tej bliskości. Ale może po prostu nie byli zadowoleni z tego, że zostali przyłapani. Niby możliwe, ale czy wtedy będą o nią konkurowali? Czy Peterowi się odpali w takim razie typowy dla sportowców instynkt rywalizacji? No jasne, ze się odpala, dlatego też nie dał za wygraną, tylko poprosił o rozmowę z Wendy.
Jako dobry omen odebrał jej odpowiedź, która nie była wyśmianiem jego durnego pomysłu, a wręcz odwrotnie. Jeszcze tylko pozostawał fakt, że wolałby, aby ta rozmowa nie była przy udziale Billego, jakkolwiek go nie lubił. Dlatego był trochę zdziwiony prawdę mówiąc, kiedy William ewidentnie chce się im usunać z drogi i rzuca jakąś wymówkę o Galenie. Galen to akurat chyba jest ostatnią osobą, która by stała i wołała za jakiś facetem. Zresztą Peter widział, jak się wymykał z jakąś ślicznotką, więc ta wymówka Williama była taka mocno naciągana. Odprowadza go wzrokiem i posyła mu typowy uśmiech białego faceta, który wita się ze swoim sąsiadem na ulicy i chwilę później już patrzy na Wendy. Czuje jak jego serce zaraz wyskoczy z piersi. Zbiera się w sobie, żeby jej powiedzieć to co chciał jeszcze dziesięć minut temu, kiedy wybierał jej numer telefonu. Ale to było ogromnie trudne, zważywszy na że teraz patrzyła na niego oczami, które prosiły, by nie łamał jej dalej serca.
-Wendy, chciałbym zacząć od tego, że zachowałem się jak ostatni dzieciak za co cię ogromnie przepraszam. Ja wiem, że to co powiedziałem było okrutne, a ja nawet tak nie myślę. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy, bo nie zasługujesz na takie traktowanie. To był na prawdę jeden z moich gorszych dni - przestępuje kilka kroków w jej stronę, trochę się obawiając, że może go wyśmiać i zagrozić, że nie chce mieć z nim więcej do czynienia. Niestety chociaż było takie prawdopodobieństwo, musiał spróbować. - Nie chcę, żebyśmy byli pokłóceni. Czy możemy zwalić to na to, że jestem niedojrzały? - prosi ją troche naiwnie, chociaż jeżeli ktoś mówi do Wendy, że to on jest niedojrzały, to chyba powinna docenić! - Albo możesz mi wymyślić jakiekolwiek zadanie albo karę. Po prostu nie mogę być z Tobą pokłócony Gardner, jesteś dla mnie ogromnie ważna - wziął wdech i mówi - Właściwie to najważniejsza

Wendy Gardner
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trochę nie ma się co dziwić, że ich obściskiwanie wyglądało mało romantycznie, skoro William teraz obawiał się o swoje krocze, a Gardner o to co sobie pomyśli Peter. Nie mówiąc już o tym, że nie było mowy o żadnej romantycznej relacji między nimi nim upadli na posadzkę, bo zza tych krzaków to bardziej skupiali się na podsłuchiwaniu i to jarało ich teraz bardziej niż to, że stali ciało do ciała, a to też o czymś świadczy. W głowie Petera zachodziły więc szalone procesy myślowe, które nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości, ale każdy to przerobił. Wendy to tak analizowała wszystko po swojemu próbując czytać ludziom w myślach, a potem wychodziło tak, że mijało się to okrutnie z prawdą. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Skoro Peter złapał chętkę na odrobinę rywalizacji, a William usunął się na tyle zwinnie, by nie zapędziło się to w jakąś chorą stronę — w końcu czasem jedno źle wypowiedziane słowo i mocniejszy zamach ręki może zapoczątkować katastrofę — to chyba wszystko było dobrze?
No i tu masz babo placek, nie było. Niby przytaknęła na rozmowę, ale przecież jeszcze kilkanaście minut wcześniej potwornie się tego bała. Ona chciała tylko podsłuchać o co chodzi z tymi zaręczynami, a nie wysłuchiwać tego prosto z ust Petera, bo była przekonana, że tego nie dźwignie. A przecież jasno starszy Blythe powiedział jak się sprawy mają, więc teraz nie spodziewała się nic innego jak rozmowy o zaręczynach, może o ich wspaniałej przeprowadzce, ewentualnie o jakiejś zgodzie, bo milczenie między nimi było już pomału nie do zniesienia. Problem w tym, że ona się na to wszystko nie zgadzała i już. Wciąż była zła na to jak jej wygarnął wszystko to, co w sobie z jednej strony uwielbiała, ale z drugiej często wprawiało ją w kompleksy. O ile pogodzenie się jakoś zniesie to reszty chyba wolałaby chyba nie słuchać.
Po odprowadzeniu Williama spojrzeniem odwróciła się do Petera milcząc, bo co właściwie miała powiedzieć? Że ten dzwonek telefonu to dla beki? Że w sumie to nie jest, aż tak zła na niego za te sceny zazdrości, ale w chuj bolało mimo wszystko? Że tęskni za swoim przyjacielem? Czy może pieprznąć z grubej rury jak Ophelia radziła i wyznać, że jej zdaniem to nie powinien się w ogóle zaręczać z Kristin? Nie wiedziała, więc stała i milczała.
Potem już tylko słuchała, a trzeba przyznać, że przeprosiny były całkiem ładne i sensowne. Chyba nawet nieco skinęła głową marszcząc przy tym nos. — W końcu poszedłeś po rozum do głowy, huh? — przecież nie mogło mu pójść za łatwo, więc nie dawała po sobie zbytnio poznać, że takie mea culpa z jego strony odrobinę ją cieszyło. Złapała się dopiero w momencie, gdy wspomniał o swojej niedojrzałości, bo przecież obydwoje wiedzieli, że z ich dwoje to on pomimo wieku jest dojrzalszy niż ona w wielu sytuacjach. Już miała się uśmiechnąć delikatnie na znak, że całkiem nieźle sobie radzi i żeby kontynuował, ale cieszyła się, że tego nie zrobiła. O mamuniu, jak ona się cieszyła, że tego nie zrobiła. Gdy tylko wyszedł z opcją zadania oczy się jej aż zaświeciły i było wiadomo, że knuje coś niedobrego... ale swoim ostatnim wyznaniem zbił ją mocno z tropu. — Najważniejsza? tego lepiej nie mów Kristin jak wrócisz do domu. Dopiero co się oświadczyłeś i byłoby słabo, gdyby usłyszała coś takiego — wyznała na wdechu, bo wcale jej łatwo przez gardło nie przeszło stwierdzenie, że jest zaręczony. — Ale w ramach tych przeprosin to wpadłam na pewien pomysł. W sumie to nawet zabawne, ostatnio wyświetliło się mi we wspomnieniach zdjęcie z naszej imprezy Halloweenowej. Pamiętasz? Wendy i Piotruś Pan… mówiłeś, że nigdy więcej nie zaśpiewasz… a ja na to nigdy nie mów nigdy, bo wiesz… nie ma nic lepszego niż śpiewane przeprosiny — i rozejrzała się wokół. — Twój tata miał mikrofon jeśli się nie mylę — i spojrzała na niego tak jakby właśnie starannie weryfikowała jak bardzo mu zależało na tych przeprosinach i czy była na nie wystarczająco ważna.

Peter Blythe
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

To całe przyznawanie się do winy wcale nie przychodziło łatwo. Peter był jednak dość dumny, a to jakie zawsze idealne sprawiał wrażenie przecież nie brało się znikąd. Był poukładany, zawsze pewny swoich decyzji, bo nie podejmował ich spontanicznie. I to, jaki chaos w tym ułożeniu wprowadzała mu Wendy musiało w końcu mieć swoją konsekwencje, a było nią to, że zaczął mówić rzeczy pod presją... niemądre, nieprzemyślane. Co prawda wtedy też podczas kłótni odkrył, że jest o nią zazdrosny, więc może coś z tego dobrego wyszło, skoro zaczął być bliżej swoich uczuć.
Szkoda tylko, że im on był bliżej swoich uczuć, tym był dalej od tej która mu te uczucia budziła.
Wendy się nie uśmiechała, więc wiedział, że to poważna sprawa. Zresztą wcale nie bagatelizował ich kłótni. Przez ostatnie kilka dni, to już nawet były chyba tygodnie jak nie rozmawiali, czuł się beznadziejnie i próbował niejednokrotnie zadzwonić do niej albo napisać jej przeprosiny, ale później dochodził do wniosku, że powinni się spotkać. I nawet robił wszystko, żeby mogli się spotkać - przychodził niby przypadkiem pod jej kamienicą, przesiadywał w kawiarni w której mówiła, że uwielbia kupować słodkości, nawet raz chciał przejechać rowerem obok miejsca jej pracy, ale przecież to było przedszkole, więc się dziwnie na maksa czuł że się kręci wokół przedszkola, więc z końcu zrezygnował. Wszystko na próżno, bo Wendy nie wychodziła o tej godzinie o której on był, nie jadła słodkości i jak się domyślał spędzała całe dnie i noce u Matthew. Był też bardzo zdziwiony, kiedy zobaczył ją dziś na White Party.
- Kiedy to prawda - wzrusza ramionami, bo to, że Wendy była dla niego najważniejsza może jeszcze kilka miesięcy temu nie było dla niego aż takie oczywiste, ale teraz? Po rozmowie z Lucasem? Kurde tyle rzeczy się dowiedział od przyjaciela o sobie, że to aż było niesamowite. Może powinien jednak częściej gadać z innymi ludźmi. Jeszcze chciał wrócić do kwestii narzeczeńtwa, bo trochę mu się to nie kleiło, dlaczego niby ona sądzi, że się oświadczył.
- Ale dlaczego Wendy myślisz, że ja się zaręczyłem z Kristin? - nie wiedział przecież zupełnie, że go tam Wendy z Williamem podsłuchiwali, a nawet jeżeli, to przedziwne wnioski wysnuli, bo prawda była zgoła inna. Spojrzał w stronę ogrodu z której to przyszli z Kristin - Przez to co ojciec powiedział? A weź daj spokój, on jest już po 5 piniacoladach - stara się wyjaśnić. A tak swoją drogą to Pinia colady to są bardzo zdradliwe drineczki, to też jest słabość Petera. On po pięciu to pierwszy by do karaoke się rwał.
No właśnie apropo karaoke, to Wendy okazuje się straszna diablicą, która wyciąga sprawy sprzed lat i teraz go tym szantażuje. Peter wtedy obiecywał, no i wciaż obiecywał też przez wiele lat, że nigdy więcej nie weźmie mikrofonu do ręki, ale faktycznie teraz czuł że inaczej mu Wendy nie wybaczy. Poza tym, czy właśnie nie o tym mówił mu Lucas, że jak się traci dla kogoś głowę, to jest nieważne co wszyscy inni pomyślą? Że wtedy się robi nawet najgorsze rzeczy, takie których nie sądziło się że cie na nie stać? Nawet można się zbłaźnić przed szefami, inwestorami z firmy i byłymi dziewczynami. Po analizie zysków i strat, okazuje się, że nie ma innego wyjścia. Podjął więc decyzję, że zrobi to. ALe jeżeli ma to zrobić, to musi sięupewnić, że to na pewno zadziała. A nie widział z takiej odległości jeszcze w Wendy oczach nadziei. Dlatego odruchowo przestępuje kilka kroków bliżej dziewczyny, staje blisko tak że teraz już nikt nie mógłby ich podsłuchać. Coś się zmieniło i czuje to teraz dużo wyraźniej, zarówno w jej spojrzeniu jak i w tym jaki on jest pewny siebie. I wyczuwalnie ma inny vibe, niż zawsze, bo na przykład nie śmieje się głupio i nie wykręca, tylko pewny siebie bierze to wyzwanie na klatę.
- Chcesz wybrać sama piosenkę? - pyta kompletnie poważny.

Wendy :podrywacz:
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wendy marzyła praktycznie cały czas. Bujała w obłokach roztaczając przed oczami wszelkie wizje, które i tak nie miały odzwierciedlenia w rzeczywistości. Żyła historiami z książek i seriali, przeżywała chwile, łapała momenty. Nie była zbyt stała w tym wszystkim, bo życie zaskakiwało ją każdego dnia. Miała tylko kilka stałych w swoim życiu i przeważnie były to osoby. William, Ophelia, Zaylee i Peter. Brat też — wiadomo, choć on zwykle nie miał zbyt wiele czasu na jej szaleństwa. Nauczyła się żyć bez wygórowanych oczekiwań wobec życia, a paradoksalnie miała bardzo wygórowane oczekiwania do miłości. Powinna zachwycać, zaskakiwać, łapać za serce, sprawiać by traciła oddech. Miała mieszać w głowie… i problem w tym, że zawsze, gdy wcześniej w przeszłości zaczynała się w coś angażować to gdy zaczynało się robić poważnie brała nogi za pas i wiała, jakby gdzieś w głębi siebie bała się zobowiązań. Ta pogoń w myślach za uczuciem do Petera była marzeniem, które chyba nie miało prawa zderzyć się z rzeczywistości i chyba dlatego wpadła jak śliwka w kompot, po całości… bo nie przypuszczała, że kiedykolwiek przyjdzie jej to zweryfikować w prawdziwym życiu. Jakby to były fantazje, którymi dzieliła się z przyjaciółmi, chłonąc dobre rady, a w efekcie nic więcej z tym nie robiąc licząc, że jej przejdzie jak zacznie sobie układać to idealne życie z Kristin. Wtedy będzie sobie spędzała czas z Matthewem, póki on nie stwierdzi, że robi się poważnie, a wtedy ona będzie mogła zwiać w panice — like always. Trzeba jednak przyznać, że odkąd wróciła z Mediolanu Matt naprawdę okazał się dobrym towarzyszem i skuteczną odskocznią od myśli, które krążyły wokół Blythe. Sam Peter ułatwił jej nawiązanie relacji z Goodmanem tym swoim wyskokiem zazdrości, a jednak teraz stojąc na tym całym przyjęciu jej myśli skupiały się tylko na tym co Peter ma do powiedzenia.
Bo on też był dla niej najważniejszy.
Przecież wszyscy tak myślą — wywróciła oczami znacząco, jakby chciała trochę wyminąć temat tego co podsłuchała z Williamem i znacząco spojrzała w kierunku sali, gdzie to jeszcze kilka chwil wcześniej ojciec Petera walnął takie przemówienie, że chyba każdy tak to zrozumiał. — Po alkoholu ludzie są skłonni wygadać prawdę, całą prawdę i tylko prawdę — oznajmiła jakby wciąż nie docierało do niej co właściwie powiedział Peter. — Czekaj, co? — spojrzała na niego zwężając brwi, jakby próbowała wyczytać z jego twarzy odpowiedź. — Nie jesteś zaręczony, to z czego ona się tak cieszyła?! — emocje wzięły górę i prawie się wygadała, co przed chwilą widziała, ale zdała sobie sprawę, że tam wcześniej na oczach wszystkich ludzi też cieszyła się radośnie. — I czemu mnie tak zmierzyła? — o to nie chciała go zapytać, to wymsknęło się zupełnie niekontrolowanie podczas złożonego procesu myślowego, jaki zachodził teraz w głowie Wendy. Fakt, że Peter zbliżył się do niej niebezpiecznie wcale nie ułatwiał jej myślenia, mózg się jej przegrzewał, policzki płonęły. Czemu nawet nie protestował z tym śpiewaniem?
Patrzyła na niego jak na jakąś upgrade’ową wersję Blythe, jakąś taką odważniejszą i pewniejszą. — Żee coo? — uniosła głowę ku górze patrząc na niego trochę tak, jakby jeszcze pytanie nie dotarło do centrum myślowego i dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że on naprawdę zaśpiewa. Bez protestów. Bez żadnego ale. — Zaskocz mnie — wydusiła z siebie, choć to już zrobił. Może jednak uda się mu jeszcze raz.

Peter Blythe :cinema:
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Albo mówić jakieś swoje wymyślone przypuszczenia. Nie jestem zaręczony z Kristin - odpowiada jej zdecydowanym tonem, akurat on wie lepiej niż wszyscy, którzy myślą. No i może powinien się trochę przejąć tym co myślą inni... tylko, że jego niewiele to obchodziło. Dopiero co udało mu się poukładać w głowie to co on myśli, więc może myślami innych ludzi zajmie się gdzieś w drugiej, trzeciej albo ósmej kolejności. Przechyla głowę, po pytaniach Wendy wnosząc, że bardzo bacznie obserwowała to co działo się pomiędzy nim a Kristin. Może powinien potraktować to jako sygnał, że jeszcze jest szansa na to, by się pogodzili? On właściwie też odkąd tylko zobaczył ją gdzieś tam w tłumie, to też chciał za nią tylko wzrokiem podążać. Jasna sprawa tego nie robił, bo przecież to by średnio wyglądało, gdyby się wyrkęcał na ramieniu trzymając Krystynkę.
Zmarszczył lekko czoło, nie do końca pojmując o co mogło chodzić z tym mierzeniem Wendy, bo on nie zauważył akurat, żeby Krystynka mierzyła, ale może dlatego, że miała głowę odwróconą w inną stronę niż on.
-My się.. - wziął wdech, bo przecież to nie powinno być takie trudne i teoretycznie przecież dzwonił, żeby się z Wendy podzielić tą wieścią, chociaż zupełnie inaczej wyobrażał sobie, że już zdązy mu wybaczyć do czasu, kiedy będzie jej to oświadczał. Dlatego chociaż bardzo chce jej powiedzieć, coś czuje, że najpierw powinien jednak zadbać o ten komfrot rozmowy z przyjaciółką, gdzie jest pomiędzy nimi dobrze. - Powiem Ci później - uciął w końcu, z oczami które prosiły, by mu zaufała. Bo wiedział, że akurat nie śpieszy mu się do tego. Te rumieńce na twarzy Wendy jeszcze nie wiedział do końca jak ma odczytywać, ale obejrzał je sobie dokładnie, kiedy zadarła na niego wzrok. Przymknął jedno oko, jakby chciał jej powiedzieć, że straciła swoją szansę na to, że mógł jej zaśpiewać COKOLWIEK, ale nie mówi tego. Może w tym tkwił sposób na Wendy - jak już udaje mu się sprawić, że buzia jej się zamyka, to znaczy że jest dobrze. Trochę się zdenerwował w ciele tą myślą, co musi zrobić, ale powiedziało się A no to powie się i B. Akurat ambicji to mu nie można odmówić. Chociaż przez moment mu jeszcze w głowie kręciła się taka myśl, że mogliby jednak zostać w tym odosobnionym miejscu, porozmawiać, może mógłby się jeszcze trochę poprzyglądać jej rumieńcom. Ale czas wykonać zadanie.
- Okej, to chodź - bez dyskusji ujął jej dłoń i wyciąga zza krzaków, zza rzeźby, gdzieś na środek ogrodu, gdzie stoi dj-ka, a niektóre osoby podrygują do muzyki. Na takich imprezach tańce zaczynały się jakoś po piątym drineczku, więc właśnie teraz. Są już jakieś osoby na parkiecie, no przekrój wiekowy ciekawy, chociaż zdecydowana większość to ludzie pod pięćdziesiątkę, albo jakieś młode siksy. Peter zostawia Wendy gdzieś tam jeszcze i poszeł do DJa, który pewnie zaczął od tego, że nie robi zamówień. Szybko jednak pojął, że no to jest akurat syn inwestora całej imprezki, więc wita go z uśmiechem. Peter pochyla się do dja i mówi mu coś na ucho, ten spogląda na niego z takim "nie no daj spokój", ale wtedy jeszcze raz się przychyla, a DJ jeszcze spojrzał w stronę Wendy, wywrócił oczami i w końcu skinął głową i zapuszcza muzyczkę, ktora brzmi trochę jak z jakiejś reklamy.Peter łapie spojrzenie Wendy i mruga do niej rozbawiony, bo trochę to jest oszukaństwo co robi, ale ona też w niezłe maliny chciała go wprowadzić, zmuszając do tego, by się tutaj przed wszystkimi tymi ludźmi zachowywał jaka jakaś diva salonowa. Pierwsze nutki poruszają szczególnie te starszą część gości, może trochę bardziej trzeźwą, DJ zresztą nie puścił na szczęście całej wersji kilkugodzinnej, tylko jakieś części. Bylthe zwędził w końcu mikrofon ze stolika ojca i w odpowiednim momencie mówi do mikrofonu - Tequila! - na co goście unoszą kieliszki i biorą łyka tequili, no cóż, może właśnie zrobił nieświadomie reklamę tequilli Kendal Jenner? No i może mało śpiewał, ale za to bioderka poszły w ruch, więc powinien dostać punkty dodatkowe. Chodzi sobie pomiędzy ludźmi i widać, że ludzie są zachwyceni, bo imprezka się robi jak na jakimś weselisku. Już przy trzecim Tequilla! już nie tylko Peter mówi do mikrofonu, ale i goście, więc w końcu odkłada mikrofon i tanecznym krokiem wycofuje się trochę w stronę Wendy z którą starał się i tak większość czasu utrzymywać kontakt wzrokowy.
-Czy możemy już zakopać ten topór Wendy Gardner?- pyta, kiedy z tą piosenką za plecami w końcu staje przed nią i patrzy tak tęksnie, wyraźnie widać, że mu jest szkoda.Pokazuje jeszcze kciukiem na ludzi, którzy rozkręceni, zaczynają dalej tańczyć do innych piosenek DJa. Chyba się nik nie spodziewał, że to osiągnie taki efekt. - Mówiłem, że nie mogę śpiewać karaoke Wendy, również dlatego, że tak to się kończy. Wszyscy śpiewają ze mną. Ludzie po prostu mnie uwielbiają, albo nie mogę znieść jak śpiewam, tylko jedno z dwóch
Nie żeby miał głos anioła czy coś, ale faktycznie z dwóch razy jak śpiewał przy Wendy to efekt był taki, że tłum porwał! Uśmiecha się zachęcająco do dziewczęcia, mając nadzieję, że to wystarczy.

Wendy :oujea:
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

No wiesz… sam jeszcze nie tak dawno mówiłeś o zaręczynach więc może nie do końca są to jakieś jego wymyślone przypuszczenia — zauważyła spoglądając na Petera tymi swoimi przenikliwymi oczętami, jakby chciała mu właśnie wywiercić dziurę w mózgu, by dopuścił do niego taką myśl, że może nie tylko jej dał to do zrozumienia. — Sam wiesz kiedy — dodała wymownie przewracając oczami, bo ich kłótnia pozostawiła ją z przeświadczeniem, że lada moment Blythe się zaręczy, potem będzie ślub i jego sielankowa stateczna dalsza część życia, w której dla niej nie będzie miejsca. Więc kiedy nagle stanął przed nią i twierdzi, że to jakieś wymyślone przypuszczenia ojca, to średnio mu wierzy. I może nie obchodziło jej to co myślą sobie inni ludzie, ale chyba to co sądzą rodzice i Kristin ma chyba znaczenie. W szczególności Kristin, bo trochę słabo jakby ona też wciąż myślała o tym, że jest zaręczona.
My się…
Wy co? — dopytała, bo chyba nie sądził, że sobie to tak odpuści gdy się zaciął. Wręcz chciała to siłą z niego wyciągnąć, ale zostawił ją tylko z bardzo niewymownym powiem ci później, tym samym ponownie uruchamiając szereg myśli, które wyskakiwały jedna za drugą, każda coraz to bardziej wybujała i nieprawdopodobna do tego stopnia, że aż zamrugała kilka razy oczami i wzięła głęboki wdech próbując sprowadzić się na ziemię. — Tak się nie robi — odparła wyraźnie niezadowolona, gdy spoglądał na nią tym błagalnym spojrzeniem, by mu zaufała. — Jak się powiedziało A to trzeba też powiedzieć B — upierała się, choć wcale nie była pewna czy na pewno chce usłyszeć jego odpowiedź. Koniec końców westchnęła bezradnie, bo wiedziała, że jak się uparł, że powie jej później to nie ma zmiłuj. Miała swoje sposoby na wyciąganie informacji od płci przeciwnej, ale obawiała się, że na niego mogłyby nie zadziałać.
Kiedy pociągnął ją za rękę była na tyle zaskoczona, że dała się tak poprowadzić w stronę ludzi. Chyba nie docierało do niej, że Peter naprawdę chce coś dla niej zaśpiewać. Wydawało się to tak nierealne, że… gdy wpadły pierwsze nutki zrozumiała dlaczego tak przystał na tą jej propozycję i od razu żałowała, że sama mu nie wybrała utworu. I jasne, skradł show i poruszył towarzystwo, ale pomimo tych wkręconych wokół ludzi Wendy nie była pewna czy to było to show, którego pragnęła dla siebie. Ludzie byli zachwyceni, ale ona… ahhh widziała to jego tęskne spojrzenie, to jak mu szkoda było. — No nie wiem Peter — westchnęła delikatnie rozglądając się wokół. — Ja wiem, że ludzie szaleją, ale ja to tequilę lubię pić — wyznała cicho marszcząc lekko nosek — a słuchać to bym wolała czegoś, co ma w sobie chociaż jedno przepraszam, no wiesz Biebera na przykład — i zaraz się jej oczy zaświeciły jak pińć złotych, gdy się mu przyglądała. Rzęsami, aż zatrzepotała i kiedy on na te swoje błagalne spojrzenie próbował ją naciągnąć, ona robiła zupełnie to samo.
Sorry not sorry Peter.
Przecież znasz Wendy… to na pewno nie wystarczy!
Wystarczyło spojrzeć na Wendy, by wiedzieć, że mu nie odpuści. Zaraz powędrowała do miejsca gdzie odłożył mikrofon, włączyła go i oznajmiła. — To była ładna rozgrzewka, Blythe… ale zmieniam zdanie. Jednak chce wybrać utwór — oznajmiła zerkając na DJ — teraz poprosimy Justina Biebera - Sorry — i spojrzała na typka od muzyki tak jakby miała w planach zniszczyć mu życie, jeśli jej nie posłucha po czym szybko wskazała ręką na Petera, by wiedział dla kogo to robi. Przydreptała radośnie do przyjaciela, jak już pierwsze nutki zaczęły lecieć i wcisnęła mu mikrofon do ręki nie dając możliwości do ucieczki.


zaśpiewasz biebera, czy mam sobie znaleźć innego bennyego blanco? :stickfoch:
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
27 y/o
Welkom in Canada
182 cm
VP of Hockey Strategy & Innovation Toronto Maple Leaves
Awatar użytkownika
Naprawdę kocha się tylko raz w życiu, nawet jeśli człowiek tego nie zauważa.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkishe/her
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Z punktu widzenia Petera ta rozmowa o zaręczynach była skończona. Wendy miała absolutnie rację, że przecież jeszcze niedawno brał to poważnie pod uwagę. Nawet jeszcze miesiąc temu jak przechodził obok sklepu ze złotem to brał to pod uwagę. Ale pierścionka jeszcze nie kupił, co chyba najlepiej świadczy o tym, że nie, nie był zaręczony z Kristin. Zresztą, no wlasnie, jak się Petero uparł, to nie było zmiłuj, nie dało się go przekonać. Dlatego pozostaje im ta cisza i rozwiązanie tej kwestii “później” czyli wtedy kiedy według niego będzie dobry moment. Wzruszył tylko ramionami na jej niezadowolenie związane z mówieniem tylko A, kiedy ona chce usłyszeć B. Nie da się sprowokować, bo to nie byłoby w jego stylu. Raz się dał i co, takie głupoty jej zaczął gadać, że się pokłócili przecież. No chyba, że Wendy zacznie na nim te inne sposoby wyłudzania odpowiedzi wypróbowywać. Bardzo możliwe przecież, że by jej poszło znacznie prościej niż taka zwykła rozmowa.
Generalnie nawet się dobrze bawił i sądził, że zostawią już te niesnaski za nimi, okazuje się, że jury w postaci Wendy wcale nie akceptuje jego występu. Wyraźnie się nie zgadzał z tą oceną i aż mu ramiona opadły, ale patrzy na nią w oczekiwaniu, co niby miałby zmienić. I chciał się z nią kłócić. - Nie znam do tego słów nawet - uprzedza ją, ale wciąż jest zmotywowany zrobić wszystko, byleby Wendy przestała się na niego boczyć. Dlatego bierze głęboki wdech i idzie za nią w kierunku DJki. Jego mina i ręka przy gardle powinny dać do zrozumienia DJowi, że ma nie puszczać tej piosenki, ale niestety już było za późno. Peter nagle zrozumiał, że czeka go całkiem długi wykon, a on serio znał tylko słowo Sorry z tej całej piosenki. Dlatego zanim Wendy usunęła się w tłum, złapał jej rękę.
- Onie, ty zostajesz tu ze mną - mówi jeszcze poza mikrofonem i przytyka mikrofon do ust, oczy zamyka i bierze wdech i wbija się w te słowa, których teoretycznie wcale nie zna:-… get angry at all of my honesty
You know I try but I don't do too well with apologies
I hope I don't run out of time could someone call the referee
Cause I just need one more shot at forgiveness

I know you know that I made those mistakes maybe once or twice
And by once to twice I Mean maybe a couple of hundred times
So let me oh let me redeem oh redeem oh myself tonight
Cause I just need one more shot second chances
- I jeszcze jak pierwsze próbował jakoś zgrabnie mówić do melodii, tak w pewnym momencie otworzył oczy i jednak śpiew go pociągnął. Dobrze że gdzieś tam w międzyczasie ktoś zaczął wyświetlać napisy, to jakoś mu się zwrotkę udało skończyć. Już się mniej ruszał, ale ktoś tam zawołał woohoo na jego wykon, Peter jednak był cały zarumieniony, bo dobrze wiedział jak durnie to wyglądało dla kogoś z boku. Nagle zobaczył przechodzącego kelnera z szotami i wziął dwa, napił się ich w momencie kiedy miał śpiewać “more than your body I wrócił znów do śpiewu, a jak już widział jakie są słowa, to oczy mu płynęły do Wendy, która pewnie tu zgrywała wciąż obrażona. No to zrozumiał, że musi się bardziej postarać i włożyć tyle serca co w Tequille. Dlatego dodał jakiś ruch udający taniec, a w ogóle w międzyczasie na szczęście jakieś nastolatki albo młode millennials zaczęły też śpiewać, więc już znów nie był sam. I dobrze. Kilka razy jeszcze śpiewał sorry, a w pewnej chwili to mówi prosto do Wendy Sorry. Żeby rozumiała że to jest na serio.
Kiedy jednak skończył, to pokręcił głową i oddał jej mikrofon.
- Dość tego Wendy, to jak, przyjmujesz moje przeprosiny?
To jest bardzo ważne!


Wendy Gardner
34 y/o
NATCHNIONA GĄSIECZNIKA
163 cm
Just remember I'm forever your girl.
Awatar użytkownika
Just don't fall recklessly, headlessly in love with me, cause it's gonna be all heartbreak blissfully painful and insanity, if we agree.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wciąż nie miała pojęcia na czym stał Peter z Kristin i o co chodziło z tymi całymi zaręczynami. Miotała się okrutnie! Początkowo nie chciała tam w ogóle być na myśl o tym, że będą zaręczyny. Później była święcie przekonana, że te zaręczyny widziała, ale szybko zrodziła się myśl, że to nie do końca powinno tak wyglądać. Pojawiły się wątpliwości, ale próba rozwiązania ich poprzez ukrywanie się za jakimiś badylami i posągami tylko pogorszyła sytuację. Znów była przekonana, że się zaręczyli, a potem Peter wypadał z tekstem, że no jednak nie wszystko jest takim jakim się zdaje, ale konkretów nie podał. Tkwiła więc w jakimś popapranym zawieszeniu nic już nie rozumiejąc, a cierpliwości to ona nie miała za grosz! I tak dobrze, że padło na przepraszanie za pomocą śpiewu, bo chociaż przez chwilę mogła zająć czymś myśli. O ile Tequila nie zagłuszyła ich całkowicie, bo słuchając Petera wciąż myślała o tym co ma jej do powiedzenia, to Bieber był strzałem w dziesiątkę.
Nie bój się, pomogę ci — zapewniła bo ona znała nutę na pamięć i mógł przecież czytać z jej ust. Przecież nie zamierzała mu tego odpuścić, nawet gdyby tam stanął na środku i się rozpłakał, że nie ma mowy. Na szczęście tego nie zrobił i wciąż była nadzieja, że mu wybaczy ostatni zazdrosny wyskok i serię niefortunnych słów wystrzelonych w jej stronę.
I kiedy zaczął śpiewać Wendy wyszczerzyła się od ucha do ucha. Szkoda tylko, że początkowo zamknął oczy i nawet tego nie zauważył, ale chyba odrobinę się wtedy wzruszyła. Dobrze pamiętała tamto Halloween, gdzie zarzekł się, że na żadnym karaoke już nigdy nie zaśpiewa… a jednak! Może nie było to bardzo nieoficjalne karaoke, ale to nie zmieniało faktu, że śpiewał sobie dla niej Biebera w dodatku! To o niebo lepsze niż ten duet z dzwoneczkiem do którego go przymusiła. I gdy już Blythe otworzył te swoje oczy, Wendy stała przed nim śpiewając sobie cicho razem z nim i tańcząc jakby to wcale nie była jakaś super oficjalna impreza dla bogoli, którzy po kilku drinkach może i szukają już sensacji rozluźniając swoje pośladki, ale wciąż patrzą na nich z takim lekkim żenua. Gardner z żenadą była oswojona do tego stopnia, że naprawdę się tym nie przejmowała, ale bardzo doceniała, że Peter to się jednak odważył, bo on w tej kwestii nie był tak wprawiony jak ona i na pewno było mu ciężko dźwigać te wszystkie spojrzenia wokół… chociaż mógł się skupić tylko na niej, to na pewno ułatwiłoby mu sprawę i to pewnie bardziej niż te nastolatki co robiły za chórek śpiewając z nim to sorry pod koniec.
Dość tego Wendy, to jak, przyjmujesz moje przeprosiny?
Stojąc tam przed nim z założonymi rękami i słysząc jego pytanie zacisnęła usteczka w wąską linię i zmierzyła go od góry do dołu, po czym zacmokała tak jakby jeszcze rozważała tę kwestię. Trzymała go w napięciu jeszcze przez kilka sekund, a potem uśmiechnęła się radośnie i wyciągnęła ręce zarzucając mu je na szyje i zamykając w uścisku. — Przyjęłam już wcześniej, a teraz już tylko się zgrywałam — wyszeptała mu do ucha już lekko wstawiona tymi wcześniejszymi szampanami, a potem odsunęła się jakby nigdy nic obdarzając go łobuzerskim uśmiechem. — Musiałam się z tobą podroczyć, bo zbyt długi czas nie mogłam tego robić — dodała w ramach wyjaśnienia, a gdy znów minął ich kelner z drinkami to zgarnęła jednego sobie, a drugiego dla Petera. Wyglądały uroczo, bo były kolorowe. — Wisisz mi teraz rozmowę — przypomniała wlepiając w niego wyczekujące spojrzenie.
Tłumacz się Peter, bo nic nie rozumiem
Winnie the Pooh ( dc: winniethepooh91 )
ODPOWIEDZ

Wróć do „#6”